duszy u mnie nastała

nie radzę sobie emocjonalnie... kocham wciąż exa (z którym nie mogę być, bo jest niedojrzałym toksycznym narcyzem), ale o ile wcześniej po rozstaniu jakoś sobie żyłam z tą miłością i byłam pogodzona i pogodna, o tyle ostatnio ból serca jest nie do zniesienia...
Nic mnie nie cieszy, nie widzę przyszłości... pustka braku skubańca jest jak czarna dziura...
Jakieś rady? Albo chociaż dobre słowo... albo piosenka