Dodaj do ulubionych

Garbaty Worek Myslowy

12.04.08, 00:28
A potocznie, co sie do lba przykulbaczy abstrakcyjnie swojskiego...
Obserwuj wątek
          • krytyk2 Re: Garbaty Worek Myslowy 17.04.08, 19:55
            jan_stereo napisał:

            > 5 minut to byl czas pisania tego tekstu...i tak jak Elisska
            rzekla,
            > opowiastka wydala mi sie nie teges, choc pamietam aby nie ten
            teges
            > rowniez :"))

            Witamsmile
            powiedz Jasiu,gdybyś miał dokonać ostrego wyboru w ocenie
            dopuszczalności tekstu "do druku",co byś wybrał -formę czy treśc?
            • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 17.04.08, 21:01
              krytyk2 napisał:

              > Witamsmile
              > powiedz Jasiu,gdybyś miał dokonać ostrego wyboru w ocenie
              > dopuszczalności tekstu "do druku",co byś wybrał -formę czy treśc?

              No uszanowanie :"))

              Sama czysciutka forma, to abstrakcja,i w zasadzie niepowinna niczego mowic tylko wygladac, ja wybralbym tresc,ktora daje jakies wyobrazenie, nie wiem tylko co bylo by forma i trescia w Twoim rozumieniu. W zasadzie sklaniam sie ku temu, by stwierdzic, ze nie ma czegos takiego jak forma, jest tylko tresc, a to, ze sie stawia roznie znaki, to jest wlasnie tresci uroda. Dla mnie slowo 'stop' i S T O P, to jest rozna tresc i nie ma tam formy..
              • krytyk2 Re: Garbaty Worek Myslowy 17.04.08, 21:37
                Masz racje dopominając sie mojej definicji,bo faktycznie zalozyłem
                cos takiego.Dla mnie podstawą pojęcia treśc jest motyw
                głowny ,ścisle związany z postawieniem jakiejs tezy głównej.w tym
                sensie nie jest dla mnie literaturą,w sensie tresci, ciąg myslowy w
                sensie słowo-toku myslowego"Ulissesa" Joyce'A.Chcba ,że dokladna
                introspekcja ,jej przedstawienie będzie celem glownym autora.
                Jeżeli ktos bawi sie słowami i wyciaga z nich na maksa wszelkie
                zabawne skojarzenia,takie pisanie nie jest dla mnie żadną trescią
                • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 17.04.08, 22:41
                  najwiecej tresci zatem bedzie w matematyce, tam nie ma prawie wcale zbednych lub srednio potrzebnych slow, jest za to teza i jej dowod, czysta tresc.

                  ps. walcze dzisiaj na 10 frontach, jak nigdy, az sie sobie dziwie, ze jeszcze wiem do kogo odpisuje i oczym smile)
                  • krytyk2 Re: Garbaty Worek Myslowy 18.04.08, 18:10
                    powiem jaśniej:jesli nie czuję w pisanym tekscie żadnego żarliwego
                    motywu ,np dotarcia do jakiejś istotnej prawdy na swoj czy inny
                    temat,to dla mnie jest to tylko zabawa slowna ,ktora moze być i
                    zabawna ale jest to tylko i aż zabawą..smile
                    • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 18.04.08, 21:04
                      krytyk2 napisał:

                      > powiem jaśniej:jesli nie czuję w pisanym tekscie żadnego żarliwego
                      > motywu ,np dotarcia do jakiejś istotnej prawdy na swoj czy inny
                      > temat,to dla mnie jest to tylko zabawa slowna ,ktora moze być i
                      > zabawna ale jest to tylko i aż zabawą..smile

                      w kazdej zabawie jest prawda, tyle ze czasem bywa ona prawda wlasna, a nie ogolu, zatem mamy prawde na swoj temat...bo czyz prawda nie moze byc zabawna :"))

        • elissa2 Re: Garbaty Worek Myslowy 17.04.08, 22:59
          Eh nie, ja sobie tylko tak, zgodnie z tytułem wątku, pozwoliłam na trochę
          rozczochranych myśli ...
          Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie ...
          Fałszywych przyjaciół poznaje się w biedzie ...
          Prawdziwych wrogów poznaje się w biedzie ...

          jan_stereo napisał:

          > A to trzeba poznawac dodatkowo wrogow jak sie jest juz w biedzie ?
          > Dla mnie to zachlannosc na nieurodzaj..
          >
          Dobre to! "Zachłanność na nieurodzaj"! smile
    • elissa2 potok świadomości 01.05.08, 22:06
      (to i ja spróbuję idąc śladem innych ...)

      Kos już skończył a właściwie to burza nie dała mu tej możliwości a słowik
      jeszcze nie zaczął ... Koncertu ...
      Muszę zasnąć zanim słowik zacznie swój śpiew bo potem już będzie trudno ...

      I to by było na tyle bo rekordu Molly i tak nie pobiję
      smile
      • elissa2 Re: potok świadomości 01.05.08, 22:11
        elissa2 napisała:

        > (to i ja spróbuję idąc śladem innych ...)
        >
        > Kos już skończył a właściwie to burza nie dała mu tej możliwości a słowik
        > jeszcze nie zaczął ... Koncertu ...
        > Muszę zasnąć zanim słowik zacznie swój śpiew bo potem już będzie trudno ...
        >
        > I to by było na tyle bo rekordu Molly i tak nie pobiję
        > smile
        >
        Coś tu sobie pisałam (bo przecież gospodarz zezwolił i chyba nawet zachęcał),
        nie wiedząc jednak że w tym samym czasie ktoś jeszcze tu był, ale teraz już wiem
        dlaczego słyszałam takie chrobotanie, jakby gęsiego pióra lub ... trochę luźnych
        klawiszy) smile
    • jan_stereo Bez Wzruszenia 08.05.08, 21:49
      O Upiornosci smierdzaca,
      czarny rynku zabawek,
      Spiewie zdychajacego mustanga
      i dzieci skrzeczacych na miedzy
      u stop pagora wyrosl kaktus
      a ryby w rzece zastygly niemrawo
      wowczas deszcz sypnal jak z bagna
      i nastala zepsuta cisza,
      jak bezwolnosci zmulonej czar,
      a szara komorka, ta jedna,
      jedyna walczaca,
      wyplula swe pluca od niechcenia
      tak dla hecy i z niewiedzy..
      a klapki spadly wszystkim w domach opieki..
      raz na zawsze..
    • spinline Re: Garbaty Worek Myslowy 18.05.08, 12:50
      Mi sie cos takiego cigle przyczepia.

      www.kazimierzdolny.net/index.php

      Ale jak macie tez inne krajobrazy z z Polski to wyslijcie.
      Nie wiem, czy bede miala chwile, aby tam pojechcac. latem jest duzo
      turystow czego b. nie lubie, a reszte roku pracuje i nie mam
      wolnego dniauncertain

      Pochwale sie....wpisalam sie po nickiem Elzbieta:=))))
      • elissa2 Ja też! Ja też! :) 18.05.08, 13:22
        spinline napisała:

        > Mi sie cos takiego cigle przyczepia.
        >
        > www.kazimierzdolny.net/index.php
        >
        O tak! Kazimierz nad Wisłą!
        Też mi się marzy!
        www.duchaswietego-kk.pl/nowa/foto_2006/2006_adwent/pobierz/11.jpg
        Właśnie teraz, w maju lub na przełomie maja i czerwca!
    • elissa2 siła woli 18.05.08, 23:36
      Ponoć nawet góry pozwoli przenosić. Na szczęście nie każdy chce chcieć i umieć z
      niej korzystać. I pewnie dlatego góry nadal pozostają na swoich miejscach. smile
      • jan_stereo Re: ciekawość zwyciężyła 16.08.08, 23:15
        elissa2 napisała:

        > A ta trzecia to jaka???
        > Niezłomna wola życia???

        Elisska chcesz byc mundra to nie czytaj wszystkiego co pisze, gdzies Ty to wygrzebala ?

        A ta trzecia to taka, ze z przyjemnoscia godze sie z tym, kiedy ktos chce sobie odebrac zywot nudny...ja nie mam niezlomnej woli zycia, ja mam jedynie energie zyciowa.
        • elissa2 Re: ciekawość zwyciężyła 16.08.08, 23:25
          jan_stereo napisał:

          > elissa2 napisała:
          >
          > > A ta trzecia to jaka???
          > > Niezłomna wola życia???
          >
          > Elisska chcesz byc mundra to nie czytaj wszystkiego co pisze, gdzies Ty to
          wygrzebala ?
          >
          Już Ty dobrze wiesz, gdzie. smile

          Nie pochlebiaj sobie. smile Nie czytam wszystkiego co piszesz. Ale staram się
          czytać wszystko co fajnie piszesz.
          A tak jakoś - niechcący - zauważyłam, że przy tym temacie, ekscytujesz się ...
          deczko.
          >
          > A ta trzecia to taka, ze z przyjemnoscia godze sie z tym, kiedy ktos chce
          sobie odebrac zywot nudny...ja nie mam niezlomnej woli zycia, ja mam jedynie
          energie zyciowa.
          >
          "niezłomna wola życia" to była tylko ... przynęta ... hmmm ... no niech Ci
          będzie ... prowokacja smile))
          tak mi jakoś to wpadło do głowy bo jutro w tivi ... "Kroniki Portowe" smile))
          • jan_stereo Re: ciekawość zwyciężyła 16.08.08, 23:34
            elissa2 napisała:

            > Nie pochlebiaj sobie. smile Nie czytam wszystkiego co piszesz. Ale staram się czytać wszystko co fajnie piszesz.

            No to juz nie bede pytal, jak to oceniasz przed przeczytaniem :")))

            > A tak jakoś - niechcący - zauważyłam, że przy tym temacie, ekscytujesz się ...deczko.

            Seryjnie sie ekscytowalem ? Zludzenie...

            > "niezłomna wola życia" to była tylko ... przynęta ... hmmm ... no niech Ci będzie ... prowokacja smile))

            A gdyby byla u mnie niezlomna wola zycia, to co by wyszlo w Twej odpowiedzi ?
            • elissa2 Re: ciekawość zwyciężyła 16.08.08, 23:47
              jan_stereo napisał:

              > elissa2 napisała:
              >
              > > Nie pochlebiaj sobie. smile Nie czytam wszystkiego co piszesz. Ale staram się
              czytać wszystko co fajnie piszesz.
              >
              > No to juz nie bede pytal, jak to oceniasz przed przeczytaniem :")))
              >
              Zatem odpowiem nie pytana i do tego pytaniem. smile
              A Ty nie potrafisz z kontekstu i niejako "rzucając okiem" ocenić czy warto się
              dokładnie wczytywać, ot choćby z uwagi na temat dysputy? smile
              >
              > > A tak jakoś - niechcący - zauważyłam, że przy tym temacie, ekscytujesz się
              ...deczko.
              >
              > Seryjnie sie ekscytowalem ? Zludzenie...
              >
              Seryjnie? Nie, to znowu zbyt daleko idąca konkluzja. smile
              >
              > > "niezłomna wola życia" to była tylko ... przynęta ... hmmm ... no niech Ci
              będzie ... prowokacja smile))
              >
              > A gdyby byla u mnie niezlomna wola zycia, to co by wyszlo w Twej
              > odpowiedzi ?
              >
              Pomyślała bym, że skoro niezłomna to jest następstwem czegoś. smile
              A tu już hipotez wiele gdy nie masz konkretów, szczegółów - znaczy się - nie
              znasz. smile
              • jan_stereo Re: ciekawość zwyciężyła 16.08.08, 23:59
                elissa2 napisała:


                > A Ty nie potrafisz z kontekstu i niejako "rzucając okiem" ocenić czy warto się dokładnie wczytywać, ot choćby z uwagi na temat dysputy? smile

                zwracjac uwage na sam temat, to nic tu nie jest godne uwagi :"))

                > Pomyślała bym, że skoro niezłomna to jest następstwem czegoś. smile

                tak, niezlomnosci :"))


                Piszesz horoskopy na zyczenie ?

                ps. powiem Ci potem kawal z pracy..

                • elissa2 Re: ciekawość zwyciężyła 17.08.08, 00:12
                  jan_stereo napisał:

                  > elissa2 napisała:
                  >
                  > > A Ty nie potrafisz z kontekstu i niejako "rzucając okiem" ocenić czy warto
                  się dokładnie wczytywać, ot choćby z uwagi na temat dysputy? smile
                  >
                  > zwracjac uwage na sam temat, to nic tu nie jest godne uwagi :"))
                  >
                  Nie odwracaj krokodyla ogonem!
                  Temat to pierwszy krok w ocenie!
                  >
                  > > Pomyślała bym, że skoro niezłomna to jest następstwem czegoś. smile
                  >
                  > tak, niezlomnosci :"))
                  >
                  A niech Ci będzie! Ale z czegoś musi wynikać. Skoro niezłomnie to niejako z
                  przekory a przekorę coś spowodowało. smile
                  >
                  > Piszesz horoskopy na zyczenie ?
                  >
                  Nie, nigdy tego nie robiłam i nie przepadam za nimi ale mogę spróbować. smile
                  Na życzenie??? A to nawet takie są???
                  Ehhh, ta komercja! smile
                  >
                  > ps. powiem Ci potem kawal z pracy..
                  >
                  O! Powiedz! Powiedz! Plisss, plisss! smile
                  • jan_stereo Re: ciekawość zwyciężyła 17.08.08, 00:17
                    elissa2 napisała:


                    > Nie, nigdy tego nie robiłam i nie przepadam za nimi ale mogę spróbować. smile

                    (nie wierzysz w nie ?)No to dawaj horoskopa :"))

                    > O! Powiedz! Powiedz! Plisss, plisss! smile

                    taki sobie i generalnie nikt go nie zakumal u mnie, a leci to tak, jeden czlowiek wrocil z wakacji i na jego biurku lezal blok ze zdjeciami jak do paszportu (znaczy sie 20 takich samych fotek geby w malym formacie) no i ja sie go pytam wskazujac na te zdjecia czy to z wakacji w Hiszpanii. Bardzo dziwnie sie na mnie popatrzyl i na tym sie skonczylo. No ale to ja mam takie skrzywione poczucie humoru wydac :")
                    • elissa2 Re: ciekawość zwyciężyła 17.08.08, 00:32
                      jan_stereo napisał:

                      > elissa2 napisała:
                      >
                      > > Nie, nigdy tego nie robiłam i nie przepadam za nimi ale mogę spróbować. smile
                      >
                      > (nie wierzysz w nie ?)No to dawaj horoskopa :"))
                      >
                      Hmmm, a nie nacyganiłeś co do daty urodzenia???
                      smile
                      >
                      > > O! Powiedz! Powiedz! Plisss, plisss! smile
                      >
                      > taki sobie i generalnie nikt go nie zakumal u mnie, a leci to tak, jeden
                      czlowiek wrocil z wakacji i na jego biurku lezal blok ze zdjeciami jak do
                      paszportu (znaczy sie 20 takich samych fotek geby w malym formacie) no i ja sie
                      go pytam w skazujac na te zdjecia czy to z wakacji w Hiszpanii. Bardzo dziwnie
                      sie na mnie popatrzyl i na tym sie skonczylo. No ale to ja mam takie skrzywione
                      poczucie humoru wydac :")
                      >
                      Widocznie ja też bo parsknęłam śmiechem. smile))
                    • elissa2 Re: ciekawość zwyciężyła 17.08.08, 01:02
                      Czeka Cię odmiana na coś znacznie lepszego ale musisz pomóc losowi. Wyostrz
                      zmysły i łap szansę gdy się pojawi bo wielce prawdopodobne, że mogą spełnić się
                      Twoje najskrytsze marzenia.smile
                      Ale czyhać będą też pułapki. Będziesz musiał się porządnie nagłówkować by
                      odróżnić ziarno od plew.
                      A hazardu to już strzeż się jak ognia!!!
                      Jeśli nie lubisz działać w pośpiechu, jeśli masz zawsze problem z bardzo szybkim
                      podjęciem decyzji to to może być dużym utrudnieniem. A wielce prawdopodobne, że
                      tym razem tak będzie tzn. wiele dobrych opcji do wyboru a wśród nich ta jedna,
                      ta najlepsza. Zatem duże napięcie z tym związane. A to może skutkować
                      dolegliwościami somatycznymi. Musisz zatem uważać na swoje zdrówko. Pamiętaj:
                      profilaktyka jest łatwiejsza i tańsza niż leczenie. smile))
                        • elissa2 Re: ciekawość zwyciężyła 17.08.08, 01:16
                          jan_stereo napisał:

                          > z niewyslowiona podejrzliwoscia mowie 'dziekuje' za ten horoskop :"))
                          >
                          A na zdrówko, na zdrówko ...

                          Nie jestem dziś w formie więc nie udało mi się przyoblec tej starej prawdy
                          "chcieć znaczy móc", w bardziej rajcujące słowa. smile
                          >
                          > ps. mam nadzieje, ze nie zaslablas od wrozenia :"))
                          >
                          Płonna nadzieja. Zasłabłam! smile))
    • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 06.09.08, 23:57
      Dzialo sie to na przeleczy. Kiedy podroz biegla konca, gospoda sie ukazala cala, a wniej od lewej liczac:

      Zasiedzialy Zbychu, Okazala Zoska, Ciekawski Pasiu i Zmarznieta Laura, chociaz byl tam tez maly piesek, urwilapka na niego wolali..

      Przejezdzajacy Bonifraty Zelongwiusz, pan hrabstwa wszetecznego u splywu Dunaju, zsiadl ze swego dorodnego rumaka,ktory nieco przysechl w podrozy, hrabia sie nam zagubil zwyczajnie odlaczajac od swego orszaku rozchlanego, gdzies przy przeleczy nagrobkowej wlasnie, zwanej tak od bitwy niedawnej, gdzie poleglo 1000 chlopstwa i 3 razy tyle rycertswa, walczacego o szlak przeniczny, bo glodowe lata nastaly i to badziewie polne w cenie bylo dupska licznym ratujac zoladek wypelniajac poprzez wodeczke lub chlebiszcze, badz pasze mowiac prosciej i przejrzysciej dla ludu prostego...
      To co w tej karczmie siedzialo to zwyczajnie i najbezczelniej w swiecie spierdolilo z pola walki, nie wliczajac naturalnie kurew bitewnych w postaci Okazalej (w sprzecznosci z czasami nastalymi). No i naturalnie byl tam Szynkarz, zwany Kryzysem, oblesny facio o ryzych i tlustych wlosach,ktoremu najchetniej sprzedano by parola, ujmujac nieco bezwstydnego i lubieznego usmiechu z jego napasionego ryla...Bonifraty jeszcze kilka dni temu nie wdepnal by w kaluze bez westchniecia wrazliwego, dzisiaj jednakze bez jednego mrugniecia okiem wchodzil bezszmerowo w najwieksze gowna swinskiego jakie scielily mu sie na drodze do drzwi karczmy. Spieszno mu bylo oj spieszno, dym z daleka widoczny obiecywal nieco ciepla w ten pizdzacy chlodem zmierzch, nocy, rodzin parobczych, trzody i wszystkiego co tylko rownie posepnie wygladalo...
      Zelongwiusz przekroczyl i wkroczyl, zobaczyl i zasiadl, zasiadl i opuscily go sily niemrawe, wiedzial, ze juz tego miejsca nie opusci, tak jak i ci ludzie w srodku, mial miedziaka w sakwie, poki jeszcze sakwe mial..te plchly musialy go wypatrzec kiedy spal...

      no to moze ktos pociagnie z laski swej...
    • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 07.09.08, 00:01
      Dzialo sie to na przeleczy. Kiedy podroz biegla konca, gospoda sie ukazala cala, a wniej od lewej liczac:

      Zasiedzialy Zbychu, Okazala Zoska, Ciekawski Pasiu i Zmarznieta Laura, chociaz byl tam tez maly piesek, urwilapka na niego wolali..

      Przejezdzajacy Bonifraty Zelongwiusz, pan hrabstwa wszetecznego u splywu Dunaju, zsiadl ze swego dorodnego rumaka,ktory nieco przysechl w podrozy, hrabia sie nam zagubil zwyczajnie, odlaczajac od swego orszaku rozchlanego, gdzies przy przeleczy nagrobkowej wlasnie, zwanej tak od bitwy niedawnej, gdzie poleglo 1000 chlopstwa i 3 razy tyle rycertswa, walczacego o szlak przeniczny, bo glodowe lata nastaly i to badziewie polne w cenie bylo, dupska licznym ratujac, zoladek wypelniajac, poprzez wodeczke lub chlebiszcze, badz pasze, mowiac prosciej i przejrzysciej dla ludu prostego...
      To co w tej karczmie siedzialo to zwyczajnie i najbezczelniej w swiecie spierdolilo z pola walki, nie wliczajac naturalnie kurew bitewnych w postaci Okazalej (w sprzecznosci z czasami nastalymi). No i naturalnie, byl tam Szynkarz, zwany Kryzysem, oblesny facio o ryzych i tlustych wlosach,ktoremu najchetniej sprzedano by parola, ujmujac nieco bezwstydnego i lubieznego usmiechu z jego napasionego ryla...Bonifraty jeszcze kilka dni temu nie wdepnal by w kaluze bez westchniecia wrazliwego, dzisiaj jednakze bez jednego mrugniecia swym niewyspanym okiem, wchodzil bezszmerowo w najwieksze gowna swinskie jakie scielily mu sie na drodze do drzwi karczmy. Spieszno mu bylo, oj spieszno, dym z daleka widoczny, obiecywal nieco ciepla w ten pizdzacy chlodem zmierzch: nocy, rodzin parobczych, trzody i wszystkiego co tylko rownie posepnie wygladalo...
      Zelongwiusz przekroczyl i wkroczyl, zobaczyl i zasiadl, zasiadl i opuscily go sily niemrawe, wiedzial, ze juz tego miejsca nie opusci, tak jak i ci ludzie w srodku, mial miedziaka w sakwie, poki jeszcze sakwe mial..te plchly musialy go wypatrzec kiedy spal...

      no to moze ktos pociagnie z laski swej...
    • jan_stereo Idylla 26.09.08, 20:31
      szlakiem zapieszczonym od dawna, tak bardzo, ze nawet martwy ptak Dodo za swego istnienia nie moglby poswiadczyc, ze bylo inaczej, szla niewinnie Syntja Rock, zwolniona recepcjonistka jednego z lokalnych bankow miejskich. Miala przewieszona torebke z ktorej wystawal szampan, specjalnie przygotowany na impreze pracownicza w dzien wielkiego odejscie, tak wypdalo ku jej zaskoczeniu. Szla w bezmglistym szoku, a moze juz bardziej zwatpieniu,... buty na obcasie zostaly daleko w tyle, zasypywane zwolna ziarnami piasku, i naszly ja ponownie mysli..
      Kiedy sie otrzasnela, na drodze w kierunku kolejnej niewydymanej nigdy wydmy, znalazl sie znak z mini ekranem u szczytu, taki prognostyk pogodowy, niewiedzac skad tutaj, wyswietlal ciezkie deszcze dla Bristolu, ale piachy na okolo to byla przeciez Idylla, wchodzilo sie przez szafe koferencyjna, tak wszyscy robili, kiedy potrzebowali chwile wytchnienia, rozne sie krajobrazy trafialy, pustynia to swego rodzaju nowum. Syntja westhcnela, kurewsko gleboko i sucho, takie deszcze jak moje dreszcze sobie pomyslala i wyciagla z torebki szampana...
      • elissa2 Re: Idylla 26.09.08, 20:57
        Pić się chce jak cholera. - mruknęła.
        Po kiego grzyba mi ten szampan? Zalać robaka się nim nie da a i pragnienia nie
        ugasi ...
        Ehhh, nie ma, nie ma wody na pustyni ... Jest tylko ten pieprzony szampan.
        • shachar Re: Idylla 26.09.08, 21:14
          i spojrzala przez butelke w oczekiwaniu na jakis znak, albo
          przynajmniej mile wrazenie wizualne bomblowatych wydm.
          Zamiast tego zobaczyla sempa, a w zasadzie jego nos, oturbaniony
          buszmen wgapial sie w butelke po drugiej stronie, mlaskajac jezorem.
          Jego suszmenska kapibara stala troche dalej, rozprostowujac
          trzypalczaste nogi i smierdzac nalezycie na siodmy zagon.
          Samantha wyjela metalowy klips do papieru, ktore jako pomoc biurowa,
          zawsze miala niewiadomoskad w torebce i zatkala sobie nim nos.
          Zaraz potem wrzasnela. To kapibara sciela ja z nog, lecac wprost na
          buty na obcasach, wskoczyla w nie, numer okazal sie odpowiedni,
          pam,pam! poszurowala w nich i tyle ja widzieli.
          • shachar Re: Idylla 27.09.08, 21:26
            Syntja, przepraszam.
            Syntja uniosla sie na lokciach, spojrzala na bedłina, ktory wezowymi
            ruchami zaczal sie wkrecac w piach przed goracem i pomyslala
            niesmialo ,ze byc moze przegrala w MegaSryllion ,popularna gre
            losowa, ciagniona we wtorki i piatki. Los w MegaSryllionie mial dwa
            konce, mozna bylo wygrac duzo lub duzo przegrac, odcisk stopy
            kapibary na czole udokumentnil Syntii, ze chyba zaszla ta druga
            okolicznosc. I tylko ten szampan.. oznaczalo to, ze pula nie urosla
            jeszcze do niebotycznych rozmiarow.
    • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 30.09.08, 22:24
      I podzszedl nagle zapytac sie,
      a miedzy slowami, pomyslal tak:
      jak sie zapytam, nie bedzie juz nic do dodania, wiec nie ma co podchodzic, bo przeciez ja chcialem pogadac, a nie zgadac i ta mysl go cofla...
      Zygfryd, zabiedaczyl sie tak bardzo stojac oparty o plot, ze nawet stado kotow, go z tego zadumania nie wyrwalo, a koty widzac to, jak sie nie rzuca na Zygfryda nogawki, rozdzielajac sie wczesniej na 4 rozne grupy. Jedna znich zaczela zachodzic kury podworkowe, druga natomiast podchodzila do nich, trzecia podskakiwala, na wszelki wypadek gdyby sie Zygfryd ocknal i zobaczyl czwarta grupe atakujaca jego nogawki, dla odciagniecia uwagii od grupy pierwszej i drugiej.
      Plan byl moze i szatanski, gdyby nie to, ze Zygfryd stal zupelnie w innym miejscu, zawsze tak czynil kiedy wypuszczal kury na dziedziniec, stawial kukle przy plocie, niby ze to ona miala jego dylemat. On tymczasem juz sie namyslil i postanowil zagadac z pania Zamyslowska, mieszkala ledwie 4 wsie dalej, schodzac w doline, brak wiec kajak i wioslowal rzeka mlynowa, czytal sobie tez gazete ekscentrycznie w czasie tej podrozy. Nie bylo jeszcze 16:30 kiedy zawinal do portu, wielkie statki tam przycumowaly, od kiedy Zamyslowska dawala sie zagadac, ludziska z calego swiata chcieli sie ciasna ciesnina do niej przedostac na pogawedke tycia, na wiecej nie liczac, w tym czasie mozna bylo czujnymi oczami dostrzec kilkanascie duzych grup kotow przegrupujacych sie juz w okolicach portu, zalesionej lace i wzdluz rzeki, kazdy wiedzial co sie dzieje, koty tworzyly trojkaty, czworokaty, kola zachodzily, podchodzily, odchodzily, zbaczaly, rozne plany za tym staly, nikomu nigdy nie zbadane...ale tu przeciez na pogawedke Zygfryd szedl i w zasadzie dalo sie slyszec jak puka w drzwi Zamyslowskiej:
      -puk Zamysiu, pukam ja Ci pukam, ja, Zygfryd..
      zza drzwi wyskoczyla dlon, smukla i dluga, na niej stado poreczy zlotych, na jednej z nich dalo sie blysk swiatla zobaczyc, to byla reka Zamyslowskiej
      -nie mam dzisiaj urodzin kolego, postaraj sie kiedy indziej..
      Zygi byl starym wyga, nie pierwszy raz zagadywac probowal, wiedzial jak przejsc podstawowe pulapki i humory Zamy...
      - ja nie z zyczeniami, mam na stole dzis fasole i buraki do obiadu
      - jadlam ja ci jadlam i wyspanam tez, zatem..
      nie dawal sie sploszyc
      - po obiedzie albo zamiast mozemy na kinematograf popatrzec..
      - a nie lepiej abys moja dlon ucalowal i wszedl do srodka ?
      - nigdy bym nie smial..
      - i nigdy bys wiec nie wszedl..
      pocalowac czy nie, o to jest pytanie, znal jej sztuczki,tej jeszcze nie przechodzil, z tym, ze nie chcial dostac z bransoletek tuzina by na kpiny okolicy sie wystawic tej diablicy.
      i gdy usta sie mu juz skladaly, Zamyslowska nagle dwa stada kotow od wewnatrz zlapaly, reka zniknela, drzwiami trzasnelo, a zza drewna piskiem i krzykiem miaulczenie okraszone sie dobylo, trwalo to ledwie sekund kilka, gdy na zewnatrz konstelacja Zamyslowskiej kolekcji bransolet wyskoczyla, zdobiac pokracznie owlosiona lape, kiwalo na niego pazurem srodkowym..

      i tu sie Zygi niemalze zawiesil na lata, poprawil jednakze zamek w rozporku i decydujac sie wziasc kota w worku..


      to ja na dzisiaj juz wymiekam, a moze to Zamyslowska tak pomyslala..
    • jan_stereo Re: Garbaty Worek Myslowy 12.02.09, 21:20
      Lerycjusz Kowalski pozamiatal w przedpokoju i wzial sie za pisanie elaboratu o stosunkach Pierwszych ludzi z Drugimi..nim ukonczyl zawiazanie mysli swej, cknelo go, cos ckliwego, ze w zasadzie to nikt tego nie przeczyta, a co wiecej, on nawet tego nie napisze. Nie wiedzial prawie nic o Pierwszych ludziach,a tych Drugich to se wymyslil...podlubal olowkiem w nosie i odrzucil go zniechecony.. i po chuj mi taki intelekt, pomyslal.. w koncie stala miotla i czekala cierpliwie, zawsze do niej wracal po chwilach uniesien umyslowych. Mial juz ponownie wziasc sie za przedpokoj gdy zapukal do drzwi ON. ON czasem przychodzil poopowiadac o tym, jak go z kolei panstwowych zwolnili za to, ze pociagu nie zatrzymal na czas kiedy stado krow wracajaych z pastwiska przechodzilo na tenczas,to ponoc byly jakies czempionki dajace 30 litrow mleka dziennie i to homogenizowanego od razu. Imal sie roznych zawodow od czasu tego,ale on naprawde kochal kolei, mial swoj kubek w strozowce zawsze pelen herbaty Szolszung, stadko kwiatow calorocznych obok torow wsrod oleju i smaru wykapanego podczas podstojow pociagowych, Rzepaki sie one zwaly i byly bardzo tluste w istocie.Pech chcial, ze zadzwonil w ten nieszczegolny czas telefon od przyjaciela, co to razem milion wygrac mieli, bo ON czytal na okraglo rozne madre ksiazki, naturalnie jak pociag nie jechal, a ze trasa byla na malo uczeszczanej nitce to i rzadko cos sie toczylo... Myslal zeby jakies wyksztalcenie srednie zrobic, miec mature i powazanie wsrod ludzi,ale ten wypadek z laciatymi wymionami calkiem go pogrzebal, stal sie nieslawny.. Bo to nie takie proste jakby sie wydawac moglo, owe czempionki byly specjalna odmiana, wymyslona dla doroslych z Hollywoodu co to mleczaki wciaz mieli na stale..i zeby im sie dobrze trzymaly musieli owo mleko pic..Krowki pasly sie w wodzie, znaczy sie w stawie, i jadly tamtejsze kapucyny zielone oraz salate przybrzezna, okrzykniete przez naukowcow cudem medycyny naturalnej XXI wieku..sam Dalajlama sie pojawil i medytowal cala noc wsrod tych kapucynow, a o swicie juz go nie bylo, zostawil jednakze siatke pelna krowek chinskich, pyszota mowili ludzie pozniej...
      Byl tez burmistrz Gminy Roztocze i Major Rozpukalski co to w czasie II Swiatowej walczyl w okolicy z efektem cieplarnianym i dziura ozonowa kalem szyszkowym a takze robiac graffiti 'ziemia dla zmiemian' na drzewach debowych,hasla byly mocne i odstraszaly obcych...
    • jan_stereo Krzywym krokiem.. 15.02.09, 22:11
      to jest stary wpis, tylko byl wykasowany :"))

      Pani Mniszkowa wlasnie kladla sie do snu, jedna noga juz byla w lozku,ale druga wciaz chodzila po kuchni dla lepszego krazenia, rece zlozyla do pacierza, gdzie zaraz wskoczyl jej kot Antek. Antek byl stworzeniem z prapoczatku wszechswiata, co bylo slyszalne kiedy miauczal, miauczal madrze niczym prapoczatek, tak sie Mniszkowej zdawalo, az do chwili kiedy jej nie podrapal w owe zlozone rece...
      I sie zaczelo, Promienie Ksiezyca ulubiona piosenka kolysanka wprowadzila Mniszkowa w trans, robila przysiady na jednej nodze, a druga wciaz chodzila po kuchni, wokol nog biegal Antek podekscytowany i mruczal cos pod nosem..marrka muurma metxol...zerrrbryy miautor...miaudry...miaudrrzejrrszy najmiaudrrrzejszy..i tez zaczal podskakiwac sobie na dwoch lapach breakdance ze swojego kociego radyjka co je dostal na Mikolaja od dzieci z okolicznego lasu,ktore tam zyly zawsze o swicie i doily ludzi z mleka dla Antka. Akurat takie zrzadzenie losu, ze te dzieci stalu wlasnie za oknem i sie patrzyly przez nie, a usta mialy przyzsane do szyby i tez troszke tanczyly, bo mialy swoje rowniez radyjko z piosenka 'Lecial Ptak i Leciala Sowa'..wowczas zlozone rece Mniszkowej sie rozlozyly i wylecial z nich pan Roman, co tyaki byl pobozny ze mozna go sobie bylo zawsze zmiescic w rekach zlozonych na sercu..pana Romana zlapal wlasnie cug alkoholowy i musial wyskoczyc go ugasic...niby nic sie nie dzialo jak tak spojrzec uczciwie,ale tak naprawde zaszly natepujace zmiany...
      Cale terytorium jakie zamieszkiwali tanczacy nalezalo do Bazy Ksiezycowej NASA i zadnym prawem nie powinno ich tam byc, tak przynajmniej uwazal kapitan Leonginiusz, glowny obserwator na Zakraterowane Kwaterunki Ksiezycowe. Na ekranie komputera analizujacego wyskoczyla mu informacja "error 17, sytuacja niemozliwa'...nastepnie po chwili roznych ciagow znakow pojawil sie komunikat 'kupuj szybko akcje Kosiarek Zorg'..Kapitan sie nawet usmiechnal, bo nie mial zadnej kasy, jako odrabiajacy dozywotnio poswiecenie sie dla narodu Pospolstwa (najbiedniejszej Cywilizacji na starej Planecie) nie przyslugiwaly mu zadne zarobki. Wpadl jednak na genialny pomysl, a moze by tak pozyczyc troche kasy od pani Mniszkowej, w koncu i tak ich zaraz nie bedzie,kiedy tylko komputer rozwiaze problem ich egzystencji poza spektrum dopuszczalnego istnienia..Szybko zazucil kombinezon kombinowany kombinerkami i wezwal nosiciela, bylo to banalne stworzenie tutejszej flory i fauny,jako ze nie nalezal ani do roslin ni to do zwierzat, byl zwyczajnie Aproksymowany naturalnie, trudno bylo zatem uchwycic jego wymiary,ktore zawsze byly mniej wiecej, a nigdy dokladnie. Nastreczalo to troche trudnosci przy wsiadaniuna Nosiciela, nie zawsze sie bowiem trafilo we wlasciwe miejsce. Leonginiusz byl jednak w tym wycwiczony, a po drugie Nosiciel go lubil i staral sie aproksymowac jak najdokladniej przy zaprzeganiu go...
          • skorpio55 Re: Krzywym krokiem.. 17.02.09, 17:22
            Rzeczywiście należałoby się od czasu do czasu przywitać.
            Natomiast wolę nie śmiecic forum moimi wypowiedziami, za to z wielką
            przyjemnością czytam takie historyjki (nie wiem jak inaczej nazwać
            Twoje opowiadania) fajnie się czyta. Zawsze uśmiecham się przy tym
            pod nosem, tak leciutko, ale też zastanawiam się co autor sobie
            myślał lub co wpływało na jego myśli...
            należało by je zarchiwizować..

            pozdrowionka dla Wszystkich Bywalców
    • jan_stereo Wirtobol 16.02.09, 23:36
      Sluchacz Filharmonii Narodowej, Arcymilian Echon, wchodzil wlasnie w trzecia ballade Szopena grana przez samego Bernsteina, umysl mu sie unosil w upojeniu piana muzyczna, a uszy strzygly jak u Owczarka Niemieckiego w Polsce. I nagle, kiedy nutotron (najmniejsza czastka muzyczna) wpadala z impetem na kowadelko male, doszlo do zatrzasku wiazki muzycznej...Arcymilian az podskoczyl uderzony brakiem koncowego wybrzmienia, bedacego esencja jego wizyty tutaj, poklucil sie przeciez z zona i dziecmi, ze nie bedzie ogladac tego wieczoru "Rancza Matuzalema' odcinek 3 o tym jak Matuzalem dojrzewa do rozwodu, w wieku lat 500, zona mowila ze nigdy tego rozwodu nie dozyja, bo teraz malo kto osiaga 100 lat, a co dopiero 500..i tu jej przerwal rozdrazniony, ide na Szopena wrzasnal i trzasnal drzwiami,..dzieci popatrzyly na niego, podlubaly w nosach profesjonalnie i poszly sobie poscielic lozka, aby bylo w co rzucac marchewkami,ktore mam obrala na jutrzejszy obiad..no ale tu sie dzial dramat, nutotron z alikwota ostatniej etiudy dryfowal po uchu czyniac spustoszenia i nie dajac ukojenia Echonowi..na scenie naprezona twarz arcymistrza patrzyla sina w dal, a palec cyzelowal klawisz w pelnej ciszy, ciszy bo Acymilian niz juz nie slyszal, czytal z ust i palcow pianisty....szykowal sie niezly wydatek pomyslal, bede musial w kolejnym poscie zaciagnac pozyczke i pojechac na kuracje do Cichobrzegow, albo jeszcze lepiej, do Fatmamy, znanej znachorki ktora leczyla dotykiem rozdzierajacym dusze i przeszywajacym serce,ale udrazniajacym sluch, wydawanym wowczas wrzaskiem wschodzacego o brzasku Slonca...to beda bajonskie sumy, chyba jednak sie ten rozwod zdarzy przez 500-setka, pomyslal..a moze nie, najwyzej wysle rodzine na splyw deszczowy, widzial gdzies taki w folderze czasopisma 'Triki pory deszczowej' autorstwa samego Unbu Banabu, jego rodzine ponoc porwal taki splyw i do tej pory plyneli, bez zadnych dodatkowych doplat..tylko kto sie woczas zajmie Staszkiem, najstarszym synek ktory sie ostatnio alienowal i wcale do rodziny go nie wliczano, mial 9 lat i wlasne polke w lodowca, byl w pelni samowystarczalny, mial tez wlasne zdanie, nogi i umysl, zupelny abnegat nic wspolnego z Echonami zamieszkalymi pod numerem 124 na ul. Wtretu 8, co prawda bylo kilka innych rodzin,ktore staly sie mu bliskie,ale oni mieszkali pod 200-setka i nie byli wcale arystokratami, zupelny brak echa kiedy mowili.. jak Acymilian mowil dobranoc, to jeszcze rano jego zona mu wypominala, ze zaspala przez niego wbrew sygnalowi z budzika...
    • jan_stereo Drezdenio 17.02.09, 22:02
      (No to wrzucam do jednego wora wszelkie staroci..zle sie czuje i nie chce mi sie na razie nic wymyslac, na razie...)



      Maly Drezdenio dobil do zatoczki peruwianskiego zacisza, jego lodeczka unosila sie niemrawo na pojedynczych falach ubostwa przybrzeznego. Tylko jeden ptak tu spiewa, sie zdziwil podroznik i wyskoczyl na brzeg porosniety suto slana trawa tajwanska, tu i owdzie przebiegaly duze pizmoknury wydajace z siebie pojedyncze warkoty pojednania z przybyszem, tak naprawde sepily pszake na kolacje. Drezdenio mial przy sobie stary latawiec na ktorym zawsze unosil sie podczas wedrowki ladowej, rozpostarl go w mgnieniu jednego pizmoknura i uniosl sie kilka metrow nad ziemie. A tam pojawily sie pierwsze chmury niesione umierajacym wiatrem od zatoczki peruwianskiego zacisza, byla to tutejsza dolegliwosc wszelkich wiatrow przybrzeznych. Wiaterek widac byl juz mocno zniesmaczony cisza zatoczki i wyplul z siebie stado wodnistych lisci, na znak ze nie czuje sie dobrze, liscie ruchem bujanym oddalily sie ku przybrzeznym brzozom kaliszewskiego, znanego badacza,ktory zarejestrowal ich obecnosc jakies 32 lata temu scinajac cala ich populacje...szyszki jednak daly swoj plon i brzozy przetrwaly, Drezdenio mial je w planie zobaczyc,ale stado lisci wodnistych obkleilo mu latawiec i znioslo go bardziej na mikro wzgorza, takie skarlale piaskowce zamarle w ciszy zatoczki, wlasnie odpadaly z nich pojedyncze skalki, jako ze robaki wieczorne wyszly dokonczyc swa rzezbe, nic nadzwyczajnego, posag liany zastyglej w proznosci, zamowienie muzeum z glebi lasu brzozowego, a w zasadzie juz na rozwidleniu go...Drezdenio pohikiwal sobie jak owdowiala sowa,tak z nudow, sie mu lecialo w ciszy to sobie pohukiwal dla pewnosci ze jeszcze zyje..wielu tutaj tracilo zmysly, zyli myslac ze umrali,taka byla cisza, stad pizmoknury byly pod scisla ochrona,jako jedne z nielicznych stworzen wytwarzajacych halas w obrebie zatoki peruwianskiego zacisza..no byly co prawda halasniki kaliszewskiego, ale jak latwo sie domyslic wszystkie zestrzelil jednego wieczoru..co prawda ich drugie imie brzmialo halasniki zawziete,jako ze jak sie zawziely tak nawet kaliszewski nie mogl ich zupelnie uciszyc, nawet martwe wciaz produkowaly cieple mruczenie, zazwyczaj w poludnie kiedy bylo najciszej...Drezdenio przestal pohukiwac i szybko notowal, z pieczary pod nim wynurzyla sie sedziwa baba, chronila tutaj okoliczny szlak powietny,jeden z najwiekszych na swiecie, tony slomy przelatywaly na zeppelinach zamorskich swiszczac od iskier ktore probowaly sie do nich dobrac,cale szczescie ze od zatoki nioslo sie smutkiem nieprzemijajacym od ktorego gnila sloma w zupelnej ciszy, stad tyle jej slac musieli,aby choc kilka zdziebelek dotarlo do zamawiajacych, gdzie osiagaly ceny wyzsze nawet od szlachetnego mleka z kozich stawow... i tutaj Drezdenio zaczal krecic nosem, nie podobala mu sie luna po drugiej stronie zatoki, slabo oswietlala mikro wzgorza w zwiazku z czym rzezba przybierala niewlasciwy ksztalt, nikt co prawda nie widzial tej liany,ale przeczucie niewlasciwosci bylo tak ogromne, ze nawet baba pilnujac najwiekszego na swiecie szlaku powietrznego sie zasepila na chwile, robaki wieczorne mimo znakomitych okularow carla zeissa chyba rowniez utracily czucie tego zmierzchajacego dnia i zarzadzily jednoglosnie przerwe az do odwolania zmierzajac szybko do pobliskiej stolowki malego antonia, dziecka pacholka i prostytutki lesnej, pieklo ono kasztany w zalewie igielnej, az do zupelnego wysuszenia, byl to przysmak rzezbiarzy, tak zwany kasztanski kurz natchnienia, po nim powstawaly zamowienia....
    • jan_stereo Klasa 20.02.09, 21:36
      Stas zalozyl czarny sweterek o 6:30, ciemnego poranka, o 7:14 mial juz na sobie pelne odzienie i kroczyl do szkoly, z plecaczkiem koloru wisniowego, pustym zupelnie, bo wiedze nosil w glowie, plecaczek czasem zamakal jak padalo, a nie lubil miec wzorow matematycznych i wypracowan wodnistych bo gorsze stopnie dawali za nie, mowilo sie potem, ze ktos leje wode, a to zwyczajnie plecaczek byl szmaciany...Dzisiaj Stas trysnal sie deodorantem taty i pachnial po mesku, mial siedziec na polaku obok swej cichej sympati Af Af Miriam, z domu dobrze urodzona byla i dobrze tez wychowana, jedynie zle sie uczyla, wiec kolo Stasia ja usadzila wychowawczyni co ich wychowywala i co syna tez miala, Rygusa z poprawczusa..ale to osobna historyjka, bo historia byla w czwartki, a dzis byl piatek..
      Dzwonek krotki byl, juz w klasie siedzieli wszyscy, Stas obok Af Af, bo Miriam nie byla dzisiaj calkiem soba, musiala zaspac najwidoczniej, ale nawet obok Af Af czul milosc i bylo mu wszystko jedno, mial nawet dla niej gumke smierdziuszke, taka czerwona co chinszczyzna popachiwala, zagluszajac nawet deodor jego taty.. Af Af sie rozesmiala nagle przyciagajac uwage pani wychowawczyni Stefeniny z Kozlowskich. Wysoka byla, jak na swoj wiek, chociaz nie widzial nigdy wyzszych w innym wieku, moze tego okreslenia zle jednak uzyl przyszlo Stasiowi do glowy..bo chodzi o to, ze wzbudzila Af Af uwage Stefeniny, ktora nigdy nie odpuszczala, miala zaraz ukarac niesforna wspolawczynie...widac bylo ze sie nie zawaha. Stefa zimnym, chlodnawym glosem wysyczala:

      czemu dziecko sie smiejesz skoro ja sie nie smieje, czy widzisz aby ktokolwiek jeszcze sie smial, czy Ty wiesz jak sie teraz czuja inne dzieci w klasie, ktore moze i by mialy ochote nagle parsknac kiedy Zenek odpowiadal o rzekach naszych polskich, moze niektore maja i inne powody, kto wie, wiesz ? ja tez nie... dlatego Cie ukaram.

      Tyle ze wowczas z pierwszej lawki padl tekst pierwszoklasity,ktory nigdy nie zdal, mial material w jednym palcu i tak chcial pozostac, lepiej miec same 5-ki mawial kilka lat w tej samej klasie, niz paly w klasach wyzszych. Mial na imie Wpozio..wystawil on reke w kierunku Stefy i zapytal, nieco sciszonym glosem, powrozysz mi jedzo z lapska ?
      Ku zdziwieniu calej klasy Stefa jak zachipnotyzowana podeszla, chwycila dlon Wpozia i zaczela czytac w uniesieniu przyszlosc, terazniejszosc i poboczne czasy zapisane na liniach papilarnych, oraz krzywych zycia, a nawet i bazgrolach dlugopisowych jakie Wpozio popelnil niechcacy. Zalegla cisza, Stefa cedzila tresci powoli:


    • jan_stereo Wakszyn 26.02.09, 21:24
      Pokazal im wszystkim dupe po czym powiedzial dostojnie:

      Czniam Was kochani wierni tutaj zebrani, o wiekich nadziejach jak sadze, na geby Wasze patrzac, coz zrobic, rozczarowania czas jest chwila prawdy, chwila prawdy jest nuta swiadomosci czlowieka na padole tym, a ze Wy zamgleni chodzicie i sie bajek spodziewacie, wiec uslyszycie mnie i tak jak we snie...

      Tlum zawirowal, wpierw sie obruszyl, po czym ponownie dal zachipnotyzowac slowom Mistrza Wakszyna, dziejopiewce, dyrdymala wszechczasow, spolegliwca chwili i osmieszyciela terazniejszosci. On sie wycofywal, a oni go witali, ot taka logika. Wakszyn zeskoczyl ze sceny, prowizorycznie skleconej na tylach polany, gdzie byl wlasnie piknik dla jego wyznawcow, ksiazeczki i biuletyny walaly sie na ziemi licznie, nie bylo nigdzie alkoholu, to byli fanatycy, zadne tam relaksacje, on bral trudny material i go obrabial. Za 16 miliminut mial rakiete na niebosklon i przywwitanie z Obcymi w sprawie otwarcie kanalu witalnego pomiedzy przeszloscia galaktyczna i jego obecnym stanem Szu, nowym odkryciem na skale pozaczasowa, nawet Bog ponoc zapadl w spiaczke jak sie dowiedzial, ze Wakszyn sie wyrwal z jego regul i kontroli, poczul sie wychujany przez nature mowili potem ziomkowie w domach. Rakieta juz lizala padol iskrami, Wakszyn wskoczyl przez aerowlaz i poszybowal na poziom gorny gdzie przywital go namiestnik Zakaczornu, galaktyki najbardziej zreformowanej i najmniej rozwinietej, tworzyla ona kuriozum w miejscu malo umiejascowionym, generalnie byla, i miala problemy etyczne. Re Su, tak mu bylo na imie, zaczal pierwszy: Jak dlugo mozesz zabawic u nas, mozemy Ci przedluzyc cierpienie istnienia, w zamian za radosc kreacji i wzajemnych nieobliczalnych konotacji, sam wiesz jak to jest gdzie nic nie jest pewne i oczywiste, wowcza odzywasz, wiem bo czytalem Twoje CV...
      Wakszyn, lekko sie nachylil, dopil wino ktore mu podano i rzekl dosc obojetnym glosem: Wiesz Re Su, jak chyba z tym skoncze, mam na mysli wykorzystywanie swej unikatowosci, potem i tak jest rozczarowanie, nigdy nie bylo ulgi, na co wiec mamic mam Was, choc moglbym to robic ?

      Re Su sie zamyslil, a w tym samym czasie zmarl napredce, jego mozg pozostal wlaczony na 15 minut by odpowiedziec na pytanie Wakszyna, Re Su juz dryfowal duchowo do pokrowca pozaczasowego, co mnie podkusilo, myslal sobie, czy to moja odwaga tak sie odlaczyc, czy tez raczej brak roztropnosci i istnienia pozadania, moze ja za skromny, a moze faktycznie zawracanie dupy to cale metafizyczne gadanie i pocieszanie.. no nic, se dryfuje niespelniony..juz wiem, za zycia wszystkiego zakosztowalem, a teraz to nowosc dla mnie zupelna, hmmmm.. wiec czemu czuje taki jakis dylemat i kim jest ta osoba wskazujaca na mnie zelazkiem Norsdorfa (ostatni krzyk mody galaktycznej, ujscie z dyszy gwiezdnej suszy i prasuje wszystko w obrebie kazdej czarnej dziury jak tez i ceruje mankiety i zaszywa guziki zerwane podczas nadgrawitacji) odmachal jej gola dlonia, nie mial nawet tatuazu, bieda we wsi, po istnieniu czul sie wydymany, tak se myslal....osobnica machajaca zezazkiem okazala sie byc dobrze poinformowana nawigatorka zaswiatu, Esensja z Rigi, chuj wie kto im te imiona nadawal, same se pewnie zakombinowaly niecne.. i dryfowal, zpenalizowany za swe malo przyjazne mysli, tak postanowila Esensja, dac mu kolejne dwa okrazenia, moze nawet istnienie w miedzyczasie... Re Su znowu sie poczul jak szmata,toz korz, jamamze jakies wyjscie z sytuacji, z nawigacji, pankracji.. no chyba zaraz siegne po wtyczke Bezlesje, nikt tego nie robil wczesniej, odlaczyl prad w calym wszechswiecie, nawet Boga od respiratora odcial...i dryfowal w pelnej ciszy, zadowolony, po raz pierwsze... wowczas przyszedl rachunek z Nadstacji, za awaryjne zasilanie...
    • jan_stereo Herbert Zawrzdulis i male zawirowanie 29.08.09, 19:22
      Ptaki nie lataly tak nisko od cwierc wieku, pogoda mierzla w oczach, cisnienie spadalo, ciemne chmurzyska sie przetaczaly po pogodnym chwile temu niebie, oznaki gradobicia uwidocznione na szybach nie wrozyly grzecznego popoludnia. Herbert w tym czasie dopiekal ostatnie tosty, glodny byl jak zawiniety w szmaty mlokos tuz po urodzeniu, dzemu sobie nalozyl sliwkowego i tak zamarl, za oknem zaczelo sie nawilzanie i nasniezanie, a jako bonus cos blyskalo rentgenowsko. Slyszal nawet czeste 'kurwa' wyrywajace sie z ust dziecka sasiadow, widac wysiadal mu komputer podczas grania.
      Zawrzdulis, nie mial wiele do stracenia, zalozyl buty i poszedl 3 pietra wyzej zawolac doktora Szewardnadze, ktory cerowal skarpetki dla bezdomnego Zdzicha, kiedys prezesa klubu sporotwego, na spoczynku obecnie. Wyzej nie bylo wcale wyzej, sie okazalo, budynek mial bardzo duzo zapasci bywalo ze 3 pietro znajdowalo sie znacznie bardziej w dole niz parter, tak sie cegla zapadala po skosie, a dozorca mial to w nosie, stary Wykisz, nic nie robil caly dzien tylko ogorki marynowal na swieto Dziekczynienia, mowil ze tak prosciej i nikt sie nie polapie, grunt to podchodzic z namaszczeniem, bardzo ortodoksyjny byl i nigdy nie zamykal lodowki, na wypadek gosci, taki wyczaj powiadal. Szewardnadze mial te druty od Matki z Kalkuty, mial wydziergac calun szczescia,a le skupil sie na skarpetach, tam tez byl Jezus wygrawerowany, objawial sie tylko podczas wyjatkowego zapocenia nog piechora, no takie kaprysy miewaja celebrity...nie wiedziec czemu na stole operacyjnym zegnaa sie matka z corka, ktos mial zaraz odejsc, mimo ze lekarze uspokajali i dawali duze szansto chyba tyczylo sie wyscigow konnych uznala cioka swej matki, Mamrona. Jej zwierzchnia miala juz wyjete serce,ale nadal kochala swe dziecie i mowila do niej nawet pod narkoza, zapisala jej wowczas caly majatek, za wyjatkiem rzeczy drogocennych, to byla tak zwana milosc bezinteresowna. Mamrona i tak miala chlopaka, nie potrzebowala wiec niczego. Lekarze juz zwijali sprzety, cos tam tlumaczyli, ze prad i spiecie nie pozwolilo im sie lepiej spisac,ale matka bedzie zyla, w niebie jednakze. Starszy chirurg Skalpeliusz i mlodszy anestoziolog Uspil juz ubierali swe ordynarne dzinsy, bylo po dyzurze...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka