Pierwsza mysl. Pewnie znowu o tym samym bedzie pisac... Pewnie o pierdolach bedzie nawijac. Otoz.... Wczoraj.... Znalazlam klucz do szczescia. Wczoraj zapalila sie we mnie nadzieja. Wyszlam z mysli ktore tak mnie dobijaly, ze zmarnowalam sobie zycie. Wyszlam z bezsilnosci bo w koncu ujrzalam czego mi brakowalo najbardziej w zyciu. Zrozumialam co musze zrobic by zyc...
Jestem na forum 8 lat. Przez tyle lat tego szukalam... Szukalam w kontakcie z ludzmi. Szukalam.... Zrozumienia. Szukalam slow ktore moga mnie naprowadzic do uwolnienia. Szukalam slow jtore mnie pokieruja, wskazac sciezke zyciowa, wskazac jesli cos zle robie (uwielbiam sluchac innych. Jak mnie widza). Przyszlam tutaj na forum w momencie gdy sie odblokowalam. Gdy z mega zamknietej osoby stalam sie otwarta. Poczatkowo tylko w pisaniu. Piszac tutaj przyjelam jedna zasade. Pokaze sie dokladnie taka jaka jestem. Pokaze swoje nagie mysli. Piszac tutaj nauczylam sie wyrazac swoje emocje. Kazda moja japa miala odbicie u mnie. Kazda emotka. Po jakims czasie na forum znalazlam swojego pierwszego faceta. Z nim nauczylam sie bycia z czlowiekiem, bycia z mezczyzna. Fajnie bo oboje bylismy uposledzeni jesli chodzi o kontakt z czlowiekiem. Oboje sobie pomoglismy.
I co.... Pisalam 8 lat, szukalam. I nie znalalzlam najwazniejszego. Nie znalazlam zrozumienia. Teraz o moim kluczu. Dopiero wczoraj to do mnie dotarlo. Moim kluczem w zrozumieniu, w akceptacji, w odnaleziniu milosci jest to..... Bym.... Sama tego dokonala. To ja siebie musze odnalezc. Nikt tego nie zrobi. Nikt tak dobrze nie zna mnie samej, jak wlasnie ja.... A ja cale zycie wrecz odwrotnie. Uciekalam od siebie. Uciekalam od bolu od cierpienia. Chowalam go.... Tylko po to by nie czuc (chyba jestem dosc wrazliwa osoba.. Dlatego to zrozbilam. A wiekszosc zycia myslalam ze jest odwrotnie. Skoro nie czuje bolu to jestem niewrazliwa) Nie czulam nawet pragnienia. Checi milosci. Wszystko ukrylam.
Dopiero wczoraj odnalazlam gdzie to jest ukryte. Bedac wczoraj w pracy pierwszy raz w zyciu zaczelam ze soba rozmawiac (dzien wczesniej wybralam sie do psychologa. Wydawalo mi sie po wizycie ze nic nie zrobil. Ja tylko mowilam. Przekazalam wszystko co juz wiedzialam. Zadnego odkrycia. Powiedzialam o swoich blokadach ktorych sie pozbylam, o swoich strachach. Wyszlam ze spotkania i... No nic

dopiero jak wrocilam na mieszkaniu zaczelo sie dziac. Zastanowilam sie nad pytaniem. A najwiecdj sie dzialo wczoraj w pracy. No zaczelam ze soba gadac

Jakie to bylo dziwne.... Zaczelam wiecej rozumiec i pojawil mi sie w glowie pewien obrazek..... Wyobrazilam sobie ze psycholog jest klucznikiem ale nie dal mi kluczu. Wskazal mi jedynie cele. Przed ta cela byl fotel na ktorym usiadlam. Co zobaczylam za kratami? Zobaczylam uwieziona osobe. Kobiete... Miala twarz zaslonieta potarganymi wlosami. Wlosy byly bez blasku, bez zycia. Siedziala podkulona pod sciana. Na sobie ubrana miala dluga sukienke. Sukienka byla biala w czerwone kwiaty. Nie... To nie kwiaty... Ta sukienka byla zakrwawiona.. Kobieta ta byla wtulona.... W sama siebie. Usiadlam... Patrze na nia... I mysle.... To jest najsmutniejszy czlowiek jakiegokolwiek widzialam w swoim zyciu.. . Przepelniona tak wielkim bolem, z ktorym jest sama. Nikt jej nie zna. Nikt do niej nie wchodzi. Nikt jej nawet nie przytuli... Jest jedna istota ktora ja odwiedza. To demon... Przychodzi do niej glownie noca. Ona uwalnia swoj bol....
Patrzylam na nia i w glowie mialam jedno. Tak bardzo chce jej pomoc... Tak bardzo chcialabym ja przytulic. Chcialabym ja stamtad uwlonic. Ona nawet nie moze podejsc do krat. Lancuch ma u nogi przytwierdzony do sciany. Mino ze jest w stanie zrobic kilka krokow... Siedzi podkulona. Rekami probuje sie otulic.
W koncu cos zrozumialam....
Jeszcze nie ma mnie
Chociaż w sobie mieszkam
Błąkam się po ścieżkach
Jak cień
W myślach gdzieś
Tyle krętych dróg
Plącze mi się w głowie
Z drugiej strony powiek
Bez tchu dosyć już
Wracam do siebie
Żeby znowu być
Można znów pisać
I otwieram drzwi
Zrozumialam ze to wszystko czego szukalam mam w sobie. Musze odnalezc siebie. Przytulic.... Musze sie polubic.
Postanowilam cos zrobic. Zamiast pisac do ludzi. Zamiast pisac na forum, zaczne pisac... Do siebie

caly czas pisalam na telefonie. Uzywajac jedynie kciukow. Zaczne uzywac wszystkich palcow. Przeniose sie na laptopa. Bedzie to swego rodzaju pamietnik. Bede przekazywala sobie wlasnego odczucia i sprobuje siebie zrozumiec.
Dzisiaj szwendalam sie po parku. Jednym, drugim. Bylam tez nad woda. Mega fajne uczucie gdy sluchalam piosenki gdzie byl fortepian. Zamknelam oczy... I slonce oraz woda graly na moich powiekach za pomoca swiatlo cienia.
Jedno zdjecie z dzisiejszego dnia. Oraz piosenka ktora pasuje. Wracam do siebie, mozna znow pisac. Pisac dla siebie. W koncu cos zrobie wylacznie dla siebie. Zaluje jednego ze moje litery sa takie ubogie, nagie... Nie maja zadbego strojnego szyku. Nie maja na sobie garnituru, krawatu. Sa nagie i proste. Gdyby nie to.... Gdyby moj jezyk byl inny moglabym nawet wydac ksiazke. Kolezanka mi powiedziala ze jak mnie poznala to strasznie przypominam jej Virginie Woolf, pisarke. Przekazuje mysli z ogromna dawka emocji. I widzie wiecej w drobnostkach, widzi szczegoly ktorych wiele osob nie zauwaza. Zaluje ze moj jezyk jest taki prosty. No ale dobra. Pisze dla siebie
W tym poscie brakuje tylu emocji bo to juz odgrzewany kotlet. Wczoraj gdy mialam wlasnie te mysli gdy w koncu cos zrozumialam i odkrylam, emocja we mnie byla. Oki. Koncze

na koniec kwiat ktory kiedys sie rozwinie

i piosenka.