W jednej małej chwili cienie nabierają blasku
i podniebna istota zmierza na mój ugór,
aby w końcu oddać więcej niż zabrała,
by ocalić miłą cząstkę i wniknąć głęboko
w przestrzeń mojej skóry łuną zachwycenia.
Drżąc jednym z oddechów cierpliwego oddania
roztkliwia moje myśli, nie wierząc już oczom
i oddaje w tą głębię wszystkie warstwy dźwięków,
których nigdy jeszcze nie słyszałem tak czysto..
One są tam od wiecznie i cicho czekają.
Teraz grają, grają, grają..