18.11.03, 10:21
chyba jedyna 'prawdziwa religia' /sory za wulgaryzm ;]/ w japonii to 'rich
brands'.

a moze sie myle?

na tle korei poludniowej japonia wydaje sie byc oaza rozsadku...chociaz jest
ten minimalny cien z bardziej /oun/ lub mniej /goscie w bialych skafandrach/
dziwnymi zjawiskami.

ciekawe jak funkcjonuja w japonii agresywni ideologicznie ale zarazem
zsocjalizowani protestanci w typie jechowitow?
bo jakas ich spolecznosc istnieje, zamowilem sobie kiedys 'straznice' po
japonsku ;].


Obserwuj wątek
    • peter2715626 Re: religia 19.11.03, 00:31
      Bylem kiedys w Nikko, wspanialy zespol swiatyn. Pociagnalem za jezyk
      przewodnika tubylca. Chcialem cos wiecej dowiedziec sie na temat religii w
      zyciu codziennym.

      Wyjasnil mi, ze przecietny Japonczyk nie za zadnego wyznania i nie utozsamia
      sie z zadna religia.

      Dodal tez, ze fanatyzm religijny jest czyms zupelnie niezrozumialym dla
      wiekszosci spoleczenstwa.
      • anya.s Re: religia 19.11.03, 02:49
        znajoma Japonka mowila kiedys ze gdy Japonczyk sie rodzi jest shintoista
        (wielu bogow ma zapewnic wszechstronny rozwoj i opieke). Slub biora w kosciele
        (biala suknia, klimat jak na amerykanskich filmach itp) a przed smiercia
        przypominaja sobie o buddyzmie (bo zapewnia zycie po zyciu)
        sa oczywiscie wyjatki...
        • yawokim Religijność Japończyków wg ks. Bogdana Nowaka SVD 19.11.03, 11:15
          Problemem, który utrudnia rozwój chrześcijaństwa w Japonii jest religijność
          Japończyków, która kształtowała się przez wiele wieków i tkwi bardzo głęboko w
          ich mentalności. Najkrócej można ją określić jako kult przodków. Znaczna część
          Japończyków rozpoczyna swoje życie religijne w chwili śmierci jednego z
          rodziców. Kupują wtedy ołtarze buddyjskie, ustawiają w nich zdjęcia zmarłego, a
          czasami także jego prochy, przynajmniej do czasu włożenia do grobu, i modlą się
          do tego zmarłego.

          Wynika to z wiary, że tymi modlitwami i różnymi ofiarami można pomóc zmarłym w
          drodze do osiągnięcia stanu Buddy, że można zaspokoić ich różne pragnienia.
          Dlatego też oprócz modlitw, zmarłym ofiarowuje się jedzenie oraz napoje,
          szczególnie te, które zmarły najlepiej lubił. Niewątpliwie w wielu przypadkach
          chodzi o podtrzymanie kontaktu ze zmarłym, wynika to z troski o zmarłego, ale
          bardzo często przyczyną takiego zachowania jest lęk, że zmarły, czy właściwie
          jego duch będzie się mścił, gdy jego rodzina nie zaspokoi jego potrzeb.

          Religijność taka utrudnia rozwój chrześcijaństwa dlatego, że rodzice zabraniają
          przyjąć chrzest swojemu dziecku, gdyż boją się, że takie dziecko nie kupi
          ołtarza zmarłemu rodzicowi i nie będzie się o niego troszczyło. Obawiają się
          także, że ochrzczone dziecko pójdzie do innego grobu (nawet nie do innego
          nieba, ale grobu). Większość młodych ludzi respektuje ten zakaz rodziców
          (czekając na ich śmierć), inni przyjmują chrzest w tajemnicy przed rodzicami.
          Inni zaś otwarcie łamią ten zakaz i wbrew woli rodziców przyjmują chrzest.
          Jednak czasami doprowadza to do otwartej konfrontacji z rodzicami,
          wydziedziczenia, czy też nawet zerwania więzów rodzinnych.

          Z drugiej strony tego typu religijność poprzez uzależnienie zbawienia
          (osiągnięcie stanu Buddy) nie od danej osoby, ale jego potomków daje im pewien
          komfort psychiczny, "wyzwalając" od odpowiedzialności za własne czyny, za
          osobisty sposób życia, "wyzwalając" ich od pewnych niepokojów moralnych,
          niepokojów związanych ze zbawieniem itp. które tak wielu ludzi doprowadziły do
          Boga. Niestety chyba większość z nich nie jest w stanie zdać sobie sprawy z
          tego jak wiele kosztuje ich to złudne, to bezpodstawne poczucie pokoju, które
          jest właściwie pewnym letargiem. Bardzo niewielu ma odwagę wyrwać się z tego
          letargu, podjąć trud refleksji nad tym stanem, trud poszukiwania pewnych
          podstaw w pełni ludzkiego, czyli naprawdę uszczęśliwiającego, prowadzącego do
          rozwoju ludzkich możliwości pokoju.

          Niewątpliwie można by dopatrzyć się jeszcze wielu przyczyn nierozprzestrzeniana
          się chrześcijaństwa w Japonii, jak materializm, konsupcjonizm, hedonizm, duży
          rozdźwięk miedzy kulturą duchową a techniczną, ale myślę, że najważniejsze
          przyczyny można odnaleźć w samym Kościele.

          Jedną z nich jest brak dobrych misjonarzy. Wydaje mi się, że nawet nie chodzi o
          jakiś heroizm, ale o zwykłą wiarę. Brak wiary jest widoczny nawet w podejściu
          do budowy nowych obiektów. Kiedyś misjonarze zastanawiali się czy nowy budynek
          jest potrzebny i jeśli stwierdzili, że tak, to budowali nie troszcząc się o
          finanse. Obecnie jest odwrotnie. Teraz zaczyna się od pieniędzy. Jeśli jest
          wystarczająca ilość pieniędzy to buduje się nowe domy, nawet wtedy, gdy nie są
          one potrzebne. Powstały tak budynek często nie tylko nie jest używany, ale
          wręcz utrudnia pracę pastoralną. Czasami taki budynek, czy kościół funkcjonuje
          jedynie jako pomnik misjonarza, który to wybudował.

          Mam nadzieję, że się mylę, ale czasami mam wrażenie, że niektórzy misjonarze
          nie widzą sensu w pracy misyjnej, po prostu wykonują swoje obowiązki, czasami
          dokładniej czasami mniej, bez większego entuzjazmu, bez żadnej celowości, czy
          też nadziei. W ich życiu nie widać tego, że wiara, Chrystus, Bóg są dla nich
          czymś istotnym. Nie widać tego, że zależy im na dzieleniu się wiarą, że uważają
          ją za coś cennego. Szczególnie jest to negatywne w przypadku księdza
          pracującego w jakimś kościele parafialnym, który w przypadku Japonii jest
          równocześnie stacją misyjną. Pragnący wiary ludzie, przychodzą do kościoła i
          widzą sfrustrowanego człowieka, który nie ma im nic do zaoferowania. Oni sami
          są dla tego księdza problemem, gdyż oznaczają dodatkową pracę, od której
          jego "pensja" i tak nie wzrośnie.

          Także wielu chrześcijan wręcz nie chce, aby "obcy" ludzie przychodzili do
          kościoła, gdyż burzą ich pokój, niejako naruszają ich azyl, którego sami
          szukają w kościele. Bardzo wielu ludzi, którzy przychodzą do kościoła,
          szczególnie kościoła Katolickiego, czują się niemile widziani. Czują, jeżeli
          już nie niechęć, to przynajmniej olbrzymi chłód, obojętność ze strony "stałych
          bywalców". Muszą pokonać wiele przeszkód zanim wejdą do takiej "wspólnoty".

          Na szczęście nie wszyscy księża, ani nie wszyscy chrześcijanie są tacy i ciągle
          przybywa nowych chrześcijan. Jednak bardzo często muszą mieć oni silne
          motywacje i samozaparcie, aby pokonać wszystkie przeszkody, które spotykają w
          Kościele. Wielu z nich mówiło mi, że kochają Jezusa, mają mocną wiarę i chcą
          przyjąć chrzest, ale obawiają się tego, że staną się częścią "tego Kościoła",
          że staną się podobni do ludzi, których spotkali w kościele.

          Myślę, że dużym problemem jest także brak u wielu misjonarzy odpowiedniego
          przygotowania do działalności misyjnej. W Japonii jest taka sytuacja, że
          właściwie nie ma żadnej metody działania, żadnego programu pastoralnego, czy
          też katechetycznego. Jest bardzo mało współpracy między parafiami. Praca nie
          jest wcale zharmonizowana. Tak jakby każda parafia stanowiła oddzielny
          organizm. W Japonii każdy misjonarz może robić bardzo dużo, a może też
          praktycznie w ogóle nic nie robić. Wszystko zależy od wyobraźni, pomysłowości,
          czy też zwykłych chęci.

          Właściwie każdy improwizuje. Każdy uczy tego, co uważa za stosowne, i tak jak
          chce. Możliwe, że taka sytuacja jest korzystna w przypadku doświadczonych
          misjonarzy posiadających bardzo głęboką znajomość Boga i człowieka, ale dla
          całości jest chyba bardzo szkodliwa. Możliwe, że jesteśmy w jakimś krytycznym,
          przełomowym momencie, kiedy stare metody są już nieaktualne, a nowe nie są
          jeszcze wypracowane, kiedy się jeszcze eksperymentuje.
          • yawokim pana wave lab 28.11.03, 00:30
            mdn.mainichi.co.jp/photospecials/0305/panawave/01.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka