roberta.redford
29.07.08, 18:05
jestem w czechach juz dlugo - prawie 6 lat, do polski jezdze nieczesto. wlasnie wrocilam z polskich wakacji i przechodze lekki kryzys. tutaj nie ma co zjesc! po fantastycznym polskim chlebie, masle, wedlinach, rybach (bylam m.in. nad morzem - te cieple wegorze serwowane prosto z wedzarni!), cudownych malosolnych, smacznych zupach (ach ogorkowa!) nie mam sily wybrac nic z polki w tutejszym markecie.
czesi nie znaja pojecia "sezon" na warzywa czy owoce, gdzie te fasolki, czeresnie, boby?! nie maja rynkow i warzywnych targow. dzisiaj na palmovce znalazlam jednego handlarza, ktory ze stolow turystycznych sprzedawal cebule i brambory - niestety, nic ciekawszzego.
ok, kupilam pare budvarow, piwo swietne, ale CO JESC?? w kanjpach wiadomo, moge isc na hinduskie czy arabskie jedzenie, ale na co dzien nie bede sie zywic w dogich restauracjach w centrum. czeskie knajpy maja zenujaca oferte, lubie jedynie swietne tatary.
jak sie ratujecie wy?