Gość: panpies Re: Właśnie świat mi się zawalił !!!!!! :-(((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.04, 14:29 Po przeczytaniu wątku, postanowiłem rostrzygnąć dylemat tej zażartej dyskusji zasięgając opinii u źródeł. Przeprowadziłem poważną, męską rozmowę zarówno z moim psem jak i kotem. Pytanie brzmiało: Co w/g was powinienem zrobić w podobnej sytuacji i co wy zrobiłybyście na moim miejscu? Odpowiedź była nad wyraz rzeczowa: "Jesteś dla nas dobry i wyrozumiały. Karmisz nas uczysz, bawisz się z nami. Czujemy się częścią twojej rodziny i cierpiałybyśmy strasznie po rozstaniu. Prosiłybyśmy o drugą szansę! Może nawet trzecią. Wiemy jednak, że mamy pewną umowę. Wzajemnie dajemy sobie wiele, ale i egzekwujemy od siebie. Nagminne i uporczywe łamanie zasady wzajemnego bezpieczeństwa to najgorsze przewinienie. Ciężko to powiedzieć, ale miałbyś takie prawo." Wtedy doszedłem do wniosku, że zwierzęta są istotnie mądrzejsze od ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Jeszcze trzy grosze. 09.02.04, 14:44 Przeczytałem Wasze wypowiedzi przemyślałem sobie to wszystko raz jeszcze i dochodzę do wniosku, że poprzednio chyba zbyt ogólnie podszedłem do sprawy. Co do większości rad tu udzielonych Ja rozumiem pierwszy odruch wywołany emocjami, lecz później należałoby się spodziewać, że górę zacznie brać rozsądek. Natomiast z większości wpisów wynika mi oto, że Chrystus strasznie się pomylił szukając kiedyś jednego sprawiedliwego. Po prostu szukał nie tam gdzie powinien… Tu zabrakłoby kamieni! Każda społeczność, związek czy spółka opiera się na zaufaniu. Właśnie wzajemne zaufanie decyduje o trwałości związku a jeśli go zabraknie możemy jedynie przez czas jakiś udawać, że wszystko jest OK., lecz to jest jedynie atrapa. W przypadku Pana Jacka podrapanie żony czy dziecka to jedynie przyczyna, której skutkiem nić zaufania pomiędzy kotem a resztą członków rodziny pękła. I sądzę, że okaże się już za krótka by związać jej końce ponownie. Kot zaatakował w obronie malutkiego człowieczka. Intencje jak najbardziej słuszne, lecz popełnił pomyłkę. Co go czeka, jeśli pozostanie w tym domu? Będzie izolowany. I nie da się temu nijak zapobiec. Nie wynagrodzi tego żadna micha. Izolacja może wyzwolić w nim zazdrość a to już jest konkretne zagrożenie. By się nie rozwodzić Panie Jacku pierwsza myśl była najwłaściwszą. To samo wyłuszczył zresztą Jul-Kot. Szukaj Waść dobrego domu dla kota, bo zasługuje swą postawą na największy szacunek. I nie łudź się, że z czasem będzie wszystko tak jak przed incydentem. Wszyscy ci, którzy krzyczą, że kota należy za wszelką cenę pozostawić w tym domu kierują się jedynie odruchem chwili skazując kota w myśl bzdurnego pojęcia miłości, jeśli nie na zgubę to na krzywdę. Oczywiście, że kot za swą bohaterską postawę nie zasłużył sobie na karę, ale cóż są takie sytuacje, z których wszyscy wychodzą skrzywdzeni. Tu jedynie oddanie pyszczydlaka w dobre ręce zapobiec może następnym krzywdom. Jeszcze słówko do tych, którzy stawiają znak równości pomiędzy dzieckiem i zwierzakiem. Oczywiście tak można a może nawet trzeba, jeśli się stoi z boku. Lecz chyba coś jednak zgubiliście? Jeśli przebywacie w towarzystwie zwierząt przynajmniej próbujcie się czegoś od nich nauczyć. Przecież do licha zew krwi czy instynkt rodzicielski to najnaturalniejsze odruchy! Lecz skąd Wy macie to wiedzieć skoro wasze zwierzaki trzymane w klatkach mieszkań są wykastrowane? Ponoć dla ich dobra właśnie! Każecie Panu Jackowi postawić własne potomstwo na równi ze zwierzakiem? Toż to jakaś paranoja? Popatrz jeden z drugim na zachowanie suki ze szczeniętami czy kotki z kociętami i ucz się do licha! Tej wiedzy nie dadzą Wam żadne fakultety. Jeśli macie jeszcze prawdziwe zwierzę to korzystajcie. Te naturalne odruchy to jedyne, co w nas pozostało dobrego. Do Pana Jacka mam oczywiście też pretensję. Otóż zachowuje się Pan jak małolat jakiś. Ciska się pan jak lew po złotej klatce rwąc włosy w rozpaczy, bo musi się Pan pozbyć pupila. A cóż to nie wiedziałeś Asan dotychczas, że życie to nie lukrowane ciastko? Że czasem potrafi przyłożyć z kopa tak, że aż zwinie i tylko rzygać z bezsilności i bólu? Gdzieś się Waść taki uchował? To nie przystoi wywlekać swe trzewia na widok publiczny i wylewać łzy. Chyba, że faktycznie niewieściejemy… No chyba przesadziłem… PS do Maryli A w którym to miejscu uraziłem Panią? A jeśli tak to przepraszam szczerze. Nie było to moją intencją. Najniższe ukłony! Wymądrzający się M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika Re: Jeszcze trzy grosze. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.04, 15:17 Potwierdził pan moje przekonanie, że prawdziwy kontakt z naturą dodaje człowiekowi nie tylko mądrości, ale i uroku. Pozdrawiam w imieniu moim i moich puszczydlaków. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Do Kiki 09.02.04, 19:39 Joooj... Kiko nie trzeba było. Toż całe lico me rumieńcem spłonęło niczym dzieweczce płochej :-) Najniższe ukłony! Z wyrazami naleznego i szczerego szcunku M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
neeki Re: Właśnie świat mi się zawalił !!!!!! :-(((( 09.02.04, 15:44 czytam, czytam i w sumie nic a nic nie zmienilam swojego zdania. gdyby swiat byl idealny pewne osoby tu piszace nigdy nie doswiadczylyby przyjemnosci posiadania zwierzecia. bo one chcialy doswiadczac tylko przyjemnosci. taka chyba teraz moda. zycie musi byc cacy. musimy miec domek, ladna zone i samochod, zadbane i obowiazkowo czyste dzieci ( a jak sie chca pobrudzic to przywiazemy za noge do stolu ) i jakiegos zwierzaka ktory musi sie zachowywac idealnie. jak sie koncza przyjemnosci bo zona juz nie taka to zawsze sie mozna rozwiesc. jak dzieci brudne to zawsze mozna je przestac z domu wypuszczac. jak wspomniany zwierz odbiega od idealu to won, sru z domu. gdzie sie podzialo to na dobre i na zle ? kto powiedzial ze zycie ma sie skladac z samych przyjemnosci. pewnie ze mozna jak jjj swirowac i urzadzac histerie z byle powodu. ja bym sie chciala zapytac wszystkich tych " odpowiedzialnych " rodzicow ? czego Wy nauczycie swoje dzieci ? ze wszystko w zyciu ma byc im podporzadkowane ? ze kazdy lacznie ze zwierzeciem ma im schodzic z drogi ?sie potem panowie i panie nie stali meblem w zyciu swoich dzieci, ktory mozna dowolnie przestawiac i uzywac na Wasza starosc jako darmowa opiekunke do dzieci. i nie mowcie mi znowu ze nie mam dzieci. ja Wam stawiam za przyklad moja mame ktora kochajac mnie, pozwolila mi "oddychac". wychowujac sie na wsi odbylam pare bojek ze zwierzetami. mielismy koty psy, konie krowy i nikt nie zabranial mi sie z nimi bawic. a zwierzeta mimo ze niekoniecznie domowe krzywdy mi nie robily. wychowano mnie w szacunku dla wszystkiego co zyje. takze dla pszczoly czy muchy. jak ide to nie laze po kwiatkach bo szkoda mi niszczyc przyrody, smieci biore ze soba a nie rzucam na ziemie. moje zwierzeta beda u mnie do smierci, ich lub mojej... bo jestem odpowiedzialna. i nigdy nie bede traktowac zwierzecia jak mebla ktory przy zmianie dekoracji sie wyrzuca. bo tak mnie wychowano i wierzcie mi chcielibycie zeby Wasze dzieci mialy takie podejcie jak ja mam do mojej mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika Re: Właśnie świat mi się zawalił !!!!!! :-(((( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.04, 18:14 Droga neeki, To na prawdę dobrze, że jak piszesz zostałaś wychowana w duchu poszanowania dla przyrody, zamiłowania dla porządku, że wpojono ci niewątpliwie szereg innych cnót. Zauważ wszakże, iż obecnie po latach twoje postawy są wypadkową tego, co wyniosłaś z domu, oraz tego co otrzymałaś na drodze własnych doświadczeń w dorosłym życiu. Nie jesteśmy kalką postaw własnych rodziców. Czasami to dobrze, czasami nie. Tak czy inaczej każdy cywilizowany człowiek ma obowiązek stałej pracy nad sobą i ciągłej weryfikacji swoich postaw w odniesieniu do napotykanych problemów. Tym większa odpowiedzialność w tym względzie spoczywa na ludziach obdarzonych czymś co nazywa się osobowością, do których niewątpliwie się zaliczasz. W obliczu tego, co przeczytałam w tym wątku, radziłabym ci (bez nuty sarkazmu) popracować na początek nad tolerancją (wobec ludzi zwłaszcza), opanowaniem zacietrzewienia, tendencją do oceniania ludzi według z góry przyjętych szablonów, szczególnie jeśli ludzi tych nie znasz. Zapewniam cię, że zarówno ty jak i świat na tym skorzystacie. Odpowiedz Link Zgłoś
neeki Re: Właśnie świat mi się zawalił !!!!!! :-(((( 09.02.04, 19:52 wiesz Kiko tolerancja konczy sie tam gdzie zaczyna sie krzywda, czy to ludzka czy zwierzeca, ogolnie krzywda innej istoty. jezeli ktos krzywdzi innych, czyni zle to nie mozna tego tolerowac. Tolerancyjny byl tez Watykan dla praktyk Hitlera, ale chyba nie tedy droga. nie bede w imie jakiegos kolka wzajemnej adoracji udawac ze wszystko jest cacy.jezeli ktos zle traktuje zwierze to ja mu powiem co o tym mysle. jezeli ktos zle traktuje dziecko rowniez. za dlugo kultywowano u nas podejcie : to jest moje wiec moge robic z tym co chce. stad sie bralo maltretowanie zarowno dzieci jak i zwierzat. jak widze zlo to staram sie mu przeciwstawic. jak ktos bezmyslnie pozbywa sie kota to rowniez powiem co o tym mysle bo dla takiego postepowania tolerancji byc nie moze. tolerancje mozna miec dla innych wyznan, dla innych orientacji seksualnych, swiatopogladu. ale granice tolerancji powinna wyznaczac krzywda innych. pan jjj zrobi co bedzie chcial. podobnie jak osoby ktore podnosily podobne kwestie na tym forum. ale ja chcialabym zeby wiedzial ze to co robi jest zle. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Hmmm... 09.02.04, 22:14 Zastanawiające? Więc chcesz, Neeki za wszelką cenę skazać tego kociaka na dożywocie w miejscu i towarzystwie gdzie (z nieważne jakich przyczyn) nie chcą go już... Ciekawe w imię jakich to pobudek chcesz tego? Boć nie mogę tu dostrzec dobra tego heroicznego pyszczydlaka... Czy z takiego punktu wg Ciebie nie da się spojrzeć na sprawę ową? Z uporem maniaka powtarzał będę ze nic nie jest takie proste jak nam się wydaje. „Zagłaskali go na śmierć, bo miał jedwabistą sierść” - czy to jest miłość czy to jest sadyzm? Ot takie slogany nic nie znaczące... Tak na marginesie to kot ów naprawdę mi zaimponował. Kot wszak jawi nam się raczej jako samolub, czyli wytrawny indywidualista znający swą wartość. A tu proszę rusza do boju w obronie niczym pies. Znałem dotychczas tylko jedną taką kotkę... Zostawialiśmy pod jej opieką mieszkanie na parterze z otwartymi drzwiami balkonowymi bez obawy. Wiedzieliśmy doskonale, że nikt, absolutnie nikt nie był w stanie wejść do mieszkania. Tam była Ona. Najniższe ukłony! Twierdzący, że wszystko ma swoje granice nawet rozsądek... M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
neeki Re: Hmmm... 09.02.04, 22:25 a skad wiesz co bedzie dla tego kota lepsze ? moze jest bardzo przywiazany do swoich wlascicieli ? ja uwazam ze powinni 2 razy sie zastanowic co robia. i zeby inni zdawali sobie sprawe ze tak sie ze zwierzeciem nie postepuje. w idealnym swiecie tacy ludzie nie mieliby zwierzat, ale jest jak jest. tylko nie jestem taka pewna czy oddanie kota jest wyjsciem. bo zawsze moze trafic gorzej Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Re: Hmmm... 09.02.04, 22:45 Tam gdzieś wyżej pisałem coś o wzajemnym zaufaniu... Nie chcę się powtarzać, ale tu zostało ono jeśli nie zerwane to zbyt nadwerężone. Po tekstach Pana Jacka mam prawo sądzić, że jest człowiekiem na tyle rozsądnym, że dołoży wszelkich starań by pyszczydlak dostał się w dobre ręce a tych jeszcze na szczęście nie brak nawet w naszym dziwnym kraju. Wiem też, że dla kota będzie to potworne doświadczenie. Lecz oczyma wyobraźni widzę też jak powoli traci swój dotychczasowy status. Przecież ona już doskonale wie, że dzieje się jej krzywda nie mogąc pojąć, dlaczego! Normalnym i jak najbardziej naturalnym odruchem będzie obrona swej dotychczasowej pozycji i godności, bo kot ma godność! Jak sądzisz, kto w tej rywalizacji będzie stroną przegraną? Lecz naprawdę myślę tu tylko o tej kotce i sądzę, że jest to dla niej najmniejsze zło, (choć pojęcia „mniejsze zło” okropnie nie znoszę). Najniższe ukłony! Z życzeniami miłych snów M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosia Re: OBCIAC PAZURY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 00:46 obciąć pazury kotu i koniec dyskusji znam koty bardzo dobrze, mam kilka w domu i ta cała wasza dyskusja wydaje mi się zupełnie zbędna!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maryla Re: Hmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 01:19 mjot, wielbicielu natury, to nie pyszczydlak, to kot! A poważnie, czytałeś pierwszy post pana Jacka? i zwróciłeś może uwage na tytuł? On tego kota kocha i wcale nie chce go oddawać, to jest dla niego tragedia! A czytałeś potem jaką powziął decyzję? To, co piszesz tutaj, te pseudo-rady dla niego, to jest po prostu nadinterpretacja. Tak samo jak twierdzenie, że juz nie będzie dobrze temu kotu z nimi im z tym kotem. To trochę tak, jakbyś po jednej kłótni wyprowadzał się z domu, bo już się z domownikami nigdy nie porozumiesz... Choć, sorry, wszak ty mieszkasz w krzakach... Kot drapie, ludzie się kłócą, pies szczeka, gryzie może czasem? świat się nie wali od tego, nie bądźmy tacy egzaltowani (psa też kiedyś miałam - 13 lat; teraz mam kota. to jestmój czwarty kot) Mnie nigdzie nie ubliżyłeś, tamta uwaga to nie było do ciebie. Wybacz Waćpan, żem tak lewniwa, iże pisania mego stosownie nie formuję, aleć robiłam to "Trylogię" w siódmej klasie szkoły powszechnej przeczytawszy, i takoż dziś już cosik mi się nie chce ;-) Pozdrawiam, Maryla Odpowiedz Link Zgłoś
diabelek2 Re: Hmmm... 10.02.04, 01:34 a ja mam kotkę sliczną, kochaną, drapiącą mnie oczywiście, ale również wpatrzoną we mnie jak w obrazek-jednym słowem -kotka jest moja. jakieś pół roku temu wyszło ze mam uczulenie na sierść kot i psa:((( czy myślicie że przez myśl mi przeszło "oddać kota",nigdy przenigdy,dopóki tylko kicham i prycham to nic, kot i tak zostaje, nie było w domu nawet dyskusji,z uczuleniem na kota moza zyc i do kichania sie przyzwyczaić a poza tym mam krople do nosa i lekarstwa i normalnie funkcjonuję!!! pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika psik!!!! Re: Hmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 02:21 No pewnie, że z uczuleniem na kota można żyć. Można kichać i prychać i żyć!!!! Dopiero jakbyś się dusił, zsiniał, oczy nabiegłyby krwią, zaczęłyby ci puchnąć ręce nogi, spadłoby ciśnienie, a tętno 240/min, podłączyliby ci tlen, a póżniej respirator i na koniec szczęśliwie odratowali, to jak po tym odratowaniu już byś nabrał sił na tyle żeby stuknąć w klawiaturę...........to napisz jak było. Odpowiedz Link Zgłoś
neeki Re: Hmmm... 10.02.04, 09:52 chyba chodzi o reakcje adekwatna do sytuacji nie sadzisz ? kilka kichniec jeszcze nikogo nie zabilo podobnie jak kilka zadrapan Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika Re: Hmmm... neeki + diabełek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 10:38 Toteż napisałam, że jak się tylko prycha i kicha to nic... Można żyć z uczuleniem i zwierzakami w domu wiele lat. Ba, można się nawet uodpornić. Można też żyć pod jednym dachem z agresywnym zwierzęciem i to przeżyć. Ale można też nie. Należy przeto unikać zarówno nadmiernej ostrożności, jak i lekkomyślności. Ja diabełka nie chciałam wcale śmiertelnie przestraszyć, moja dusza raduje się wraz z jego anielską i życzę mu z całego serca, żeby przeszło mu i to prychanie, ale jesteśmy dorosłymi ludźmi i powinniśmy sobie zdawać sprawę, że prawda bywa też taka, jaką opisałam powyżej. Mam nadzięję, że diabełek jest pod opieką dobrego alergologa i że jego stan jest pod kontrolą. Niezależnie bowiem od tego, czy tego chcemy czy nie, to nie wszystko w życiu układa się tak jak byśmy chcieli, a życie kryje w sobie więcej niespodzianek niż nam się wydaje. - łączę pozdrowienia. kika. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Do Pani Maryli i ... 10.02.04, 19:23 Staram się jakoś wyrazić swe myśli i odczucia, więc piszę tak jak umiem. Nie będę wyjaśniał tu, co to jest „forum”, jakie reguły i prawa obowiązują i że jest wolność wypowiedzi, bo byłaby to już gruba niegrzeczność z mej strony. Przypomnę jednak, o czym niechybnie Pani, Pani Marylo w swej łaskawości raczyła zapomnieć, że nie ma obowiązku czytać wypowiedzi które w jakiś sposób rażą Pani poczucie estetyki, ba! wręcz ma Pani niezbywalne prawo wypowiedzi takowe pominąć. By wszem skorzystanie z przytoczonych możliwości ułatwić od zawsze swoje wypowiedzi podpisuję niezmiennie. Nadmieniam jednocześnie, że jako były łyk a z wyboru wieśniak z krzaków mniemam, iż jest mi znany „cudowny” świat dżungli miejskiej z fenomenalnym wręcz poczuciem więzi i wzajemnego zrozumienia jej mieszkańców. Koty... Zawsze (między innymi) fascynowały mnie ich pyszczydła, ten fantastyczny krój... Może i stąd to określenie? Jeśli tak Panią razi słowo „pyszczydlaki” to Pani Marylo mogę używać np. określenia „ośmioły” J Może to i pobrzmiewa złośliwością, lecz nie to jest mą intencją. Ot piszę, co myślę i czuję przeczytawszy tekst Łaskawej Pani. Najniższe ukłony! Z należnymi wyrazami szacunku M.J. Odpowiedz Link Zgłoś
neeki Re: Hmmm... 10.02.04, 09:54 jak wszyscy beda oddawac koty po jednym zadrapaniu i aferze jaka z tego wyszla... mozna popasc poczatkowo w histerie, ale od tego ma sie rozum zeby potem przemyslec swoje postepowanie. i nie histeryzuj z tym zerwaniem wiezi Odpowiedz Link Zgłoś
diabelek2 Re: Hmmm... 10.02.04, 10:58 Kika, jestem dorosłą i odpwiedzialną osobą iz adję sobie sprawe z tego co może spowodować uczulenie!!ale jestem pod stałą opieką arelgologa, moje uczulenie jest taki ze tylko kicham czasami mniej czasami bardziej, lekarz wie ze mam kota w domu.... trzeba mieć poprostu zdrowy stosunek do taki akcji i już serdecznie pozdrawiam! aga Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika;)) Re: Hmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 11:39 Diable drogi, w tym wątku temperatura dyskusji sięga już od dawna temperatury rdzenia reaktora atomowego, więc twoje szczere i sympatyczne skądinąd wyznanie zabrzmiało po prostu ciut nazbyt rozkosznie :). Wiesz - tu się nie śpi, nie je tu się walczy;) Z pazurami. Mam kota i astmatyków w rodzinie. Na kota się odczulili. Nie chowaj urazy. Wszak dusza twa anielska... Odpowiedz Link Zgłoś
diabelek2 kika no co Ty... 10.02.04, 12:59 w życiu żadnej urazy nie chowam, wręcz cieszę się że obca skądinąd osoba zainteresowała sie moim zdrowiem!1jak tak szybko sie nie obrażam i nie pyskuje do wydaje mi sie trochę bardziej doświadczonych ode mnie osób!!można sie odczulić na kota, jeśli będzisz miała więcej czasu to napisz coś na ten temat, pozdrawim ciepło Twój cały zwierzyniec i Ciebie agnieszka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kika:) Re: kika no co Ty... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 21:42 Dzięki, dzięki (panie Grochu, jakoś żyje się po trochu...). Bardzo mi się miło zrobiło, aż się boję, bo jak tak dalej pójdzie to się uzależnię od forumowania, a ja się dosyć łatwo uzależniam... Z tym uczuleniem to u nas jakoś samo poszło, chyba na zasadzie "co mnie nie zabije to mnie wzmocni", ale to nie jest metoda do oficjalnego polecenia, jak sama zapewne rozumiesz. My mamy kota orientalnego. Czarny, chudy, długonogi, seledynoki. Te koty podobno mniej uczulają, ze względu na specyfikę sierści, ale to nieważne, bo i tak zawsze wchodziliśmy w posiadanie różnych kotów przypadkowo. Jak by nie był ten to byłby inny. Tak więc pojawił się w domu kociak, a tu małe dziecko z astmą i mąż astmatyk, obydwoje tak na serio, szpitale, maski tlenowe itd. Mam nadzieję, że tak nie masz, ale mój mąż oprócz tego, że się dusił, to oczy puchły mu na sam widok kota tak, że wychodziły z orbit po prostu. Koniec świata i okolic, pani doktor orzekła: kota oddać, no to oddaliśmy. Mojej mamie, mieszkającej dwa domy dalej. Ponieważ właściwie mieszkaliśmy u mamy to tym sposobem i wilk był syty i owca cała. Powolutku okazywało się, że właściwie nic się nie dzieje. Po śmierci mamy kot już zamieszkał z nami na stałe, a rodzina (z ręką na sercu, minęło już sześć lat) nie ma objawów uczulenia. Moim zdaniem kocisko zadziałało jak szczepionka, powolutku ich uodparniając. W tej chwili śpi z nimi, oblega ich i nic. Aha, tak oficjalnie, pani doktor wie tylko, że mamy psa. Zauważyłam też, że w przypadku mojej rodziny najlepszym lekarstwem na wszelkie uczulenia okazuje się.....świeże powietrze. Co oczywiście nie jest żadnym odkryciem Ameryki, jak się domyślasz. My z córką zawsze siedziałyśmy na wsi po parę miesięcy w roku i duże problemy zaczynały się dopiero po powrocie do W-wy. Mężowi kłopoty zaczęły ustępować, kiedy do wsi się przekonał. To w przypadku astmy jest logiczne, i łatwe do zaobserwowania przy powrotach, gdy kaszel zaczyna się +/- 40 km przed granicą miasta. Jak widzisz uniknęliśmy jakiegoś typowego, farmakologicznego odczulania na kota, niemniej jednak w razie czego dowiedz się o możliwości. Z naszą alergolog nie byłoby rozmowy na ten temat, bo jest zwolenniczką radykalnego usuwania alergenów. Jedyną metodą było uciec się do kłamstwa;)) Pozdrawiam Ciebie, kota i życzę wam owocnej współpracy. Margo. Odpowiedz Link Zgłoś
mjot1 Słów kilka jeszcze... ogólnych 10.02.04, 22:14 Pomimo tego, że miałem niekłamany zaszczyt, iż wiele kotów raczyło być rezydentami w naszych skromnych progach to wiem o nich tak niewiele... Niby „uczę się” przez całe ich życia. Niby na koniec wiele o nich wiem. Ale to wszystko jest „niby”... Wiem na pewno, że każdy kot jest indywidualistą, czyli każdy jest inny. Nie spotkałem dotychczas osobników choćby z grubsza podobnych do siebie i nie mam tu na myśli umaszczenia, koloru oczu czy pokroju pyszczydła. Chodzi mi o ich charakter, upodobania, preferencje i specjalizacje łowieckie, o ich „psyche”. Każdy jest niezwykle dumny i ma swój honor, godność. Tak godność! Na tle tej swej godności jest bardzo czuły (może nawet przeczulony?). Kot jest bardzo pamiętliwy. Każdą niesprawiedliwą krzywdę pamiętać potrafi wręcz do końca swego żywota i nie pozostawi jej bez odpłaty. Kiedyś nadchodzi taka chwila, że „odpłaca pięknym za nadobne”. Na tej pewnie podstawie wspaniała większość ludzi wysnuwa opowieści o „fałszywości” kociej. Kot jest wspaniałym łowcą. Jest doskonale uzbrojony i bronią tą potrafi po mistrzowsku władać. Kot to chyba jedyny zwierzak domowy, który do końca nie dał i nie da się zniewolić człowiekowi. Jeśli między człowiekiem i kotem są zachowane partnerskie relacje to tak naprawdę to kot ma człowieka. Kot to jest Ktoś przez bardzo duże „K”. Podziwiam więc i zazdroszczę szczerze niektórym wiedzy i wysokiego współczynnika pewności w przewidywaniu ewentualnych przyszłych zachowań zwierząt. Bo dla mnie każdy kot czy inny zwierz to biała gruba księga i zawsze „mjotają” mną wątpliwości i niepewność... No i nie byłbym jednak sobą gdybym nie uszczypnął jeszcze... Do tych wszystkich, którzy mienią się jedynie słusznymi miłośnikami zwierząt. Ilu z was raczy dostrzec biegacza i (jeśli już go dostrzeże) ustąpić mu miejsca? Czy według Was muchę należy trzepnąć tylko dlatego, że muchą jest właśnie? Ile padło złotooków zamordowanych z bojowym okrzykiem „mol” na ustach, jedynie z niewiedzy przez niektórych głupotą zwanej? Ileż żmij, zaskrońców, padalców chronionych ponoć naszym ludzkim prawem? Ileż żab i ropuch stało się misternymi płaskorzeźbami boć to przecie takie paskudztwo... Ja naprawdę uważam, że gdyby nie było much nie byłoby też jaskółek. To przecie oczywiste. Lecz dlaczego dla tak niewielu? Czy to jest aż tak nienormalne? Czy może ludzkie jednak? Jeśli stanąć z boku i postarać się to dostrzec można, że ten piękny jednak świat został genialnie „zmajstrowany” przez Matkę Naturę i oparty na wspaniałych, czytelnych, prostych prawach (nie mylić z prawem naturalnym głoszonym na innych „forach”), ale... Ale jest jeszcze człowiek. Człowiek – istota rozumna, pan i władca Bogu podobny. Cudowna definicja nieprawdaż? Uprzedzając ewentualne „wycieczki” uprzejmie nadmieniam, że jest to forum „Zwierzęta”. W forum „Człowiek” nie zabieram głosu. Nie wiem nawet czy takowe istnieje...? Najniższe ukłony! Darzący kota szacunkiem szczególnym M.J. Odpowiedz Link Zgłoś