Dodaj do ulubionych

nieoczekiwane ataki psa

15.05.02, 12:09
Mam problem z moją terierką Jolly. Otóż w sumie to bardzo wesoły i energiczny
piesek. Jest niezwykle przyjazna, kocha wszystkich ludzi i większość psów, a
szczególnie uwielbia dzieci. Jak każdy prawdziwy pies goni koty, usiłuje złapać
chodzące po ziemi (chwilowo) ptaki:-). Na osiedlu, na którym mieszkamy musi
chodzić w obroży i dla wspólnej wygody ma smycz automatyczną, taką wyciąganą i
blokowaną w wypadku szarpnięcia.
Kiedyś szłam z nią po wąskim chodniku blisko jezdni i mała (była wówczas
szczeniakiem) o mało nie zginęła, bo usiłowała zaatakować przejeżdżający
samochód. Ocalała tylko dlatego, że smycz automatycznie się zablokowała i ona
zawisła w powietrzu z nosem o centymetry od jadącego samochodu. Od tego czasu
zawsze starałam się uważać na nią w pobliżu jezdni. Te ataki powtarzały się
częściej, trwają do teraz i rozciągnęły się na motocykle (szczególnie ich
nienawidzi) oraz rowerzystów. Moja mama, która podczas, gdy ja jestem w pracy,
wychodzi z nią na spacery również przeżyła kilka takich zdarzeń, w tym atak
Jolly na niezauważonego przez mamę wcześniej rowerzystę, który z przerażenia
spadł z roweru. Było to przykre i dla niego i dla mamy. Jolly oczywiście w
moment po ataku straciła zainteresowanie dla atakowanego obiektu. Nigdy nikogo
w rezultacie takiego ataku nie ugryzła i mam wrażenie, że dla niej to jest jak
pogoń za kotem lub kurą.
Nagorsze jest to, że te ataki na samochody są tak nieoczekiwane i tak silne, że
szarpnięcie, zwłaszcza, jak jestem nie przygotowana, potrafi mnie zwalić z nóg.
Raz zdarzyło się też, że automatyczna smycz po takim szarpnięciu zerwała się,
na szczęście samochód był dalej i nic się nie stało, bo Jolly natychmiast
zainteresowała się czymś innym i mogłam ją złapać. Spuszczona ze smyczy w
spokojnym miejscu jest wmiarę grzeczna, przybiega na wołanie, choć czasem
zdarza jej się pogonić daleko za jakimś ciekawym, a dla mnie niewidoocznym
tropem. Ale wraca.
Zastanawiałam się nad tym, co zrobić. Oczywiście jest karcona (nie bita) po
czymś takim, poza tym, kiedy widzę że się "szykuje" staram się już wcześniej ją
upomnieć i blokuję smycz. Ale wciąż to robi. Myślałam o zamianie smyczy na
klasyczną krótką i zmianie obroży na szorki. To mały pies, i wydaje mi się, że
szorki nie narażałyby jej przy atakach na "wiszenie na szyi" przy szarpnięciu.
Co o tym sądzicie?

bes
Obserwuj wątek
    • loka Re: nieoczekiwane ataki psa 21.05.02, 11:31
      Mojej suni, kiedy była mała wydawało się, że tramwaj to potwór, którego trzeba dogonić i złapać.
      Biegła więc jak szalona za tramwajem, aż traciłam ją z oczu, ale nigdy nie przestawałam jej
      przywoływać. Kiedy w końcu do mnie wracała, ZAWSZE dostawała smakołyk (miało to na celu
      pokazanie jej, że opłaca się wrócić). Z czasem ,kiedy była starsza - około 5-6 m-cy i widziałam, że
      rzuca się w pogoń, ja rzucałam w jej kierunku smyczą krzycząc "stój". Potem podchodziłam i
      nagradzałam ją za to, że nie pobiegła. Do dzisiaj, ma teraz 15 m-cy, staje i patrzy kiedy przejeżdza
      tramwaj, ale bardzo rzadko biegnie za nim, a jeśli już nawet biegnie, to zatrzymuje się na "stój".
      Przy odzwyczajaniu jej od wszelkich pogodni za pojazdami wyszłam z założenia, że im więcej takich
      sytuacji "przeżyjemy" tym lepiej. Nie oduczy się psa pogoni, zapinając go na smycz - wtedy jeszcze
      bardziej będzie chciał się z niej zerwać, bo pomyśli: "aha! zapięli mnie na smycz, bo to coś jest
      niebezpieczne i boją się, że na mnie napadnie. Ja im pokażę, że mogę to dorwać" (lub coś
      podobnego:-) Kiedy przejeżdza rower pies powinien biegać luzem bez skrępowania, na odległość
      rzutu smyczą. Nie powinno się jednak nerwowo zawczasu tą smyczą potrząsać lub kurczowo ściskać,
      bo pies wyczuje napięcie, co da mu sygnał do ataku. Widząc rower mówimy ostro "fe", osadzamy psa
      (najlepiej bez użycia rąk) na miejscu i mamy smycz gotową do rzutu. Jeżeli pies jest w miarę
      usłuchany - jak piszesz - i nie jest szczeniakiem, powinien posłuchać, może nie od razu (dlatego
      trzeba rzucić smyczą) ale za którymś razem. Ja bym nie była taka delikatna, jeśli chodzi o uderzenie
      psa. Jeżeli pies atakuje człowieka, nieważne czy ten jest na rowerze czy nie, to należy mu się lanie,
      które powinien zapamiętać. Inaczej tylko czekać, aż nastepnym razem rzuci się na dziecko, człowieka z
      laską itp., bo przecież nic złego go za to nie spotka. Psu, tak jak krnąbrnym dzieciom, należy czasem
      fizycznie przypomnieć kto tu rządzi. Wychowywanie bezstresowe ma zgubne skutki, zwłaszcza w
      przypadku zwierzęcia.
      pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka