mali_na
11.03.05, 14:37
Joanna pochodziła z Warszawy, jednak jakieś 5-6 lat temu wyprowadziła się
i zamieszkała na wsi pod Węgrowem.
Tu jej gromadka kotów i ona sama miała więcej miejsca.
A gromadka ta rosła. Joanna przygarniała wszelkie znajdy, karmiła je, leczyła.
Pomagali jej w tym przyjaciele i znajomi. Kto co mógł, to dawał, karmę
lekarstwa...
Pogróżki zaczeły się jakiś rok temu, Joanna nie przyznawała się do tego
znajomym, ale wkrótce zaczeły ginąć koty. Kilka martwych ciałek znalazła sama,
kilka po prostu przepadło.
Sprawę zgłosiła na policji i w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Nikt
jednak nikogo za rękę nie złapał.....
Sytuacja ciągneła się do tego wtorku, gdy to policja w studni odkryła
ciało Joanny.
Jak trzeba nienawidzieć drugiego człowieka, by posunąć się aż do tego?
Co złego zrobiła?
W domu na wsi pod Węgrowem zostało ok.70 kotów. Boimy się by nie spotkało je
nic złego. Od tragedii mineło 3 dni i trzeba jak najszybciej znaleźć im dom.
Możecie przygarnąć kotka? Może ktoś ze znajomych?
Akcję szukania domów dla kotów zaczeliśmy wielotorowo, bo czas się liczy.
Piszcie na priv Smutno pozdrawiam