Gość: zuza
IP: *.acn.pl / 62.121.73.*
17.06.02, 09:15
No właśnie. Przez trzy tygodnie błąkał się po Ursynowie szkielet pięknego psa.
Mókł na deszczu. Kiedy głod już mu bardzo doskwierał, podchodził, brał z ręki
jedzenie, podkulał ogon i uciekał. Zasypiał na chwilę, ale spał czujnie, czegoś
się bał. Patrzył smutnymi, mądrymi ślepiami. Miał obrożę, ale trzytygodniowe
poszukiwania właściciela nie przyniosły żadnego rezultatu. Sprawa jest
jednoznaczna - komuś przeszkadzał, ktoś go wywiózł na tyle daleko, żeby nie
mógł wrócić. Nie było wyjścia - trzeba było go strzelić środkiem usypiającym,
bo nie było szans go złapać. Teraz jest w lecznicy weterynaryjnej na
kwarantannie. Pies ma ok. 2 lat. Jest zdrowy, tylko niemiłosiernie zabiedzony.
Wkrótce pojedzie do ursynowskiego przytuliska, gdzie, mamy nadzieję, nabierze
zaufania do ludzi. Pies jest zdaniem wszystkich bardzo ładny i mądry. Odpłaci
za odrobinę serca. Może ktoś chciałby mu ją dać?