Dodaj do ulubionych

Matko boska...

01.06.05, 05:00
Godzina punkt 4 rano. Ja przy kompie.Pracuje. Wstaje,chce rozprostowac
kosci,mysle sobie : nakarmie koty.Wolam.... Brakuje kocura
syberyjskiego.Szukam, chodze, on przeciez do jedzenia stawia sie pierwszy.
Przeszukalam dokladnie dom. Kota ani widu ani slychu.Wyszlam na dwor, chociaz
wydalo mi sie malo prawdopodobne,ze wyszedl, bo mam siatki w oknach.
Wczesniej obserwowal co prawda podworko, bo na nim jest koteczka w ruji.
Na dworze w okolicach domu go nie bylo. Okoliczni menele patrzyli na mnie jak
na chora psychicznie gdy darlam sie w nieboglosy,wolajac kochanego
kocurka.Oferowalam im nagrode za pomoc w szukaniu ale nie bardzo sie
kwapili,spozycie winka bylo wazniejsze.
Kota nie bylo.Wrocilam jeszcze raz do domu, przeszukalam chalupe. No i zero
rezultatow.
Przed chwila wyszlam jeszcze raz. A moje kocisko stoi na podworku, 10 metrow
od niego siedzi wystraszona dzika kotka.A on sie cholera zaleca! Porwalam go
w ramiona.
Droga dedukcji wykoncypowalam,ze potwor musial wylezc za mna, gdy ja w nocy
wychodzilam z suka.( Swiatlo na korytarzu nie dziala,wiec jest "jasno"jak w
ciemni fotograficznej )
Tak wiec apeluje do Was teraz ! Nawet jesli macie siatki w oknach, nawet
jesli wam sie wydaje ze wasz kot nigdy w zyciu nie odwazy sie wyjsc z domu,
jestescie w bledzie.Szczegolnie, jesli to jest kocur, ktorego wola zew
natury, lub jesli jest to rujkowata kotka. Jak wychodzicie na spacer z psami
uwazajcie,bo wasz kochany malpiszon moze wyleciec zaraz za psem.
Ja o malo nie umarlam ze strachu. To tak jakby na godzine zginelo ci ukochane
dziecko, a ty nie mialabys/nie mialbys pewnosci, czy je kiedykolwiek
zobaczysz.
A ja co zrobie? Montuje w tym tygodniu drzwi siatkowe, harmonijkowe, przy
drzwiach wyjsciowych i dre dzis dziub o swiatlo na korytarzu.
Drugi raz tego nie przezyje. Po prostu sie trzese. Naprawde,uwazam sie za
kociego eksperta, ale jak widzicie, nic nigdy nie da sie przewidziec.
Ta historia ma swoja jedna dobra strone. Wiem, ile jest bezdomnych kotow kolo
mnie kolo domu.Bedzie mozna polapac na sterylki i podokarmiac.
Nikomu nie zycze jednak takiej lekcji.

Uff.........
Obserwuj wątek
    • venus22 Re: Matko boska... 01.06.05, 08:14
      Lepiej zrobisz jak wysterylizujesz kocurka bo raz ze nie bedzie juz wylatywal
      na podworko do kotek to dwa jeszcze zapobiegniesz kolejnym kocim dzikim miotom
      ktore potem ludzie wywalaja z piwnicy.

      Pomysl z wylapywaniem kotow na sterylki tez dobry.
      Venus
      • marianna.rokita To kocur hodowlany Venus 01.06.05, 08:22
        Rodowodowy.
        • marianna.rokita PS. 01.06.05, 08:24
          mam oficjalna hodowle kotow rasowych ( hoduje 2 rasy ) zarejestrowana w FIFE.
          Nie moge wykastrowac najlepszego kocura :)
          A na kotach zeby zjadlam. No ale jak widac i taki numer moze sie zdarzyc.
          • kakui Re: PS. 01.06.05, 22:10
            Marianna jak sie nazywa twoja hodowla???
            • marianna.rokita Re: PS. 01.06.05, 23:05
              Juz sle na priv. Ze wzgledu na to,ze jestem osoba publiczna, podam ci nazwe w
              mailu. Nie mam zamiaru,zeby wycierano sobie nia buty tak jak i moja osoba.
              Zapytam jeszcze podejrzliwie do czego potrzebna ci ta informacja ?
              • kakui Re: PS. 02.06.05, 16:34
                nie mam zlych zamiarow. po prostu sama mam kota rasowego i czesto jestem na
                wystawach(ale bez kota bo sie zachowuje strasznie). chcialabym tylko wiedziec
                nazwe. nie podam przeciez twojego adresu, ktory bedzie w katalogu.
                ps nic nie dostalam :(
    • default Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 08:56
      Pytanie do Ciebie, jako eksperta od kotów rasowych: od dawna fascynują mnie
      duże koty, właśnie takie jak syberyjskie, norweskie leśne czy main coony.
      Ogromnie podobają mi się z wyglądu, natomiast niewiele wiem - i niewiele
      znalazłam informacji - o tym jaki mają charakter, jakie wymagania, do jakich
      warunków się nadają. Do tej pory miałam tylko dachowce - teraz też mam dwa
      kocury. Oraz cztery psy. Czy taki rasowy kot dobrze czułby się w domu z tak
      liczną zwierzęcą gromadą? Dodam, że mieszkam w domu z ogrodem, na peryferiach
      miasta, z dala od ruchu samochodowego, blisko lasu i łąk, i zakładam, że kot
      wychodziłby na zewnątrz (tak jak moje obecne dachowce). No i pewnie
      wysterylizawałbym go (ją), bo hodować kotów nie zamierzam. Gdybyś mogła mi coś
      doradzić, byłabym wdzięczna. Pozdrawiam,
      def
      • annskr Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 09:11
        A ja mam inne pytanie - jak radzisz sobie z aromatami po kocim znaczeniu
        terenu :)) To jest pytanie bardzo serio :)))
        • marianna.rokita Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 09:23
          Kocur strzyka jedynie do kuwety. Kwestia nauki i tego,ze lubi znaczyc
          miejsce,gdzie siusiaja koteczki:)Wiec nie polecam osobnej kuwety dla kocura.
          Poza kuweta zdarzylo mu sie dwa razy.... Na moja posciel :))))))))) I w
          transporterze podczas przenosin.
          Ja prowadze firmy z domu,zdalnie, wiec od razu wywalam zawartosc. A jesli mnie
          nie ma w domu, no coz.... wietrzenie po powrocie:D
      • dupekzoledny Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 09:12
        fajne-miłość do zwioerzątek. całą swołocz wyłapać i wykastrować ale mojego
        medalisty nie.jaką on będzie miał radość z życia po wykastrowaniu???
        OBRZYDLIWE.
      • marianna.rokita Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 09:18
        Ja poza hodowla kotow, mam jeszcze psy rasy ogromnej rasy. I zyja sobie w
        zgodzie :) Suka pilnuje kociat ( wlasnie mi sie urodzily Syberyjczyki niedawno
        7 szt! ), kociaki chodza za suka, kotka nie reaguje na nia zle.Tak wiec jak
        najbardziej Sybiraki nadaja sie do trzymania z psami.To bardzo psie koty.Np.
        moj kocur woli towarzystwo psow od towarzystwa kotow. Nawet do obcego psa,
        ktory przychodzi do mnie w gosci, lasi sie, kladzie itd. Wiec nawet
        najbardziej "sceptyczny"pies zostaje rozbrojony.Syberyjczyki,szczegolnie kocury
        uwielbiaja pieszczoty. Potrafia chodzic krok w krok za czlowiekiem.I
        pomrukiwac,pohukiwac jak czegos chca, czy cos im nie gra. Niektore, tak jak
        jedna z moich kotek sa terytorialistami. Np. beda pokazywac innym kotom, ze ten
        teren jest ich. Moja kotka w takiej sytuacji fuka, a kocur ostentacyjnie
        poklada sie i nie wpuszcza danego delikwenta na dane miejsce. Syberyjki sa
        doskonalymi matkami. Moja wykarmila 7 bezproblemowo, prawie od nich nie
        odchodzi, zawsze sie interesuje, co robi jakies z jej kociat.Kociaki teraz maja
        miesiac i juz raczkuja po domu, a ona pilnuje kazdego! To koty, ktore wybieraja
        sobie osobe, ktora beda lubic najbardziej. Sa bardzo skoczne i bardzo odporne
        na zmiany temperatur, szczegolnie zimno. Widopk Syberyjczyka w wolierze
        ogrodowej,spiacego na ziemi, gdy na dworze jest - 15 C to nic
        nadzwyczajnego.Raczej nie zwracaja uwagi na zamoczenia siersci, ze wzgledu na
        strukture budowy wlosa.Syberyjczykow sie praktycznie nie czesze.Chyba ze w
        okresie linienia.
        Lubia polowac, na prawdziwe i wyimaginowane myszy, cienie itd.:) Jesli chcesz
        by kot byl wyuchodzacy musisz go wysterylizowac.Zeby nie przysparzal kocich
        nieszczesc. Jesli wezmiesz kocura, to ze wzgledu na jego wielkosc, mimo tego ze
        bedzie kastratem prawdopodobnie bedzie najsilniejszy. Dachowcom bardzo imponuje
        nastroszona siersc kota, bo nastroszona siersc u kota krotkowlosego oznacza
        zlosc, jak pewnie wiesz. Tak wiec koty krotkowlose podchodza do Syberyjczyka z
        estyma i szacunkiem, bo ten jest przeciezz "ciagle zly " ( patrz siersc ).
        Jednak potrafia sie zaprzyjaznic z innymi kotami.Maja swoje sympatie i
        antypatie. Moje Sybiaki toleruja sie swietnie nawzajem, lubia Syjamke i psa,
        ale tluka sie z cornishami rexami ile wlezie :) Cornish jest duzo mniejszy,
        drobniejszy,delikatniejszy wiec ..... moje Syberyjczyki uwazaja, ze az sie
        prosi, aby mu dolozyc. Ulubionym sportem facetow z Syberii sa ... kobiety.
        Jesli kocur nie jest wykastrowany najchetniej by zywemu nie przepuscil. Ja
        zlapalam mojego kocura ostatnio na probie ... pedofili. Zlapal miesiecznego
        kociaka ( plci meskiej :D ) i chcial....Jesli bedzie niewykastrowany, masz jak
        w banku ze obskoczy wszystkie okoliczne kotki.Cena kotka z hodowli
        ( niewystawowego ) oscyluje pomiedzy 1000 a 1500. ( oczywiscie mozna znalezc
        taniej )


        Co do Norwegow, maja podobne charaktery chociaz wedlug mnie, sa mniej
        temperamentne.To moja subiektywna opinia. Cena 1500 w gore.
        Maine Coony to duze cieple misie. Do przytulania, noszenia, glaskania,
        czesania.Oj Maine Coon potrafi sie skoltunic. Sa bardzo spokojne. Jak dla mnie
        zbyt spokojne :) Minusem jest ich cena. Sa drogie.

        • default Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 12:10
          Dzięki za odpowiedź. Moje psy na pewno zaakceptowałyby nowego kota, a
          najmłodsza suka pewnie nawet chciałaby się z nim bawić (najstarsza koty po
          prostu toleruje, o przyjaźni nie może być mowy). W sumie gorzej obawiam się
          reakcji moich kocurów, które leją się nieraz nawet między sobą. Ale może
          faktycznie małego by nie ruszyły, a potem by miały dla niego respekt ;-) Moje
          koty jedzą suche i puszkowe, takie zwykłe, chamskie (kitekat, whiskas), czym
          żywi się takiego syberyjskiego? Czy można go od razu przyuczyć do załatwiania
          się na dworze, czy lepiej na początek do kuwety? U mnie koty nie załatwiają się
          w domu, nawet zimą - proszą wtedy o wypuszczenie na chwilkę.
          A jaką hodowlę w Warszawie mogłabyś polecić?
          Pozdrawiam,
          def
          • marianna.rokita Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 13:03
            On zaraz po odbiorze bedzie kuwetkowy. To matka uczy kociaki korzystac z
            kuwetki.Pozniej moze sie nauczyc robic inaczej :)
            Co do karmy - wysle ci na ten temat pare zdan, ale whiskas i kitekat odpadaja w
            ogole poniewaz zawieraja b.duzo glutaminianu sodu,ktory uszkadza kotom nerki. (
            na dluga mete ) Polecam suche - bo malo klopotliwe, jak nie masz czasu. Jesli
            kupic duzy wor, cena wyjdzie prawie jak przy whiskasie.
            A co do hodowli.... bede bezczelna i powiem,ze wlasna. Mam b.dobre linie.I
            kociaki akurat :)
            Sluze zdjeciami i info.
            • default Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 13:49
              Chętnie obejrzę fotki Twoich kotów, gdybyś mogła mi przesłac na gazetowy adres.
              A jeszcze co do karmy - czy mielona gotowana wołowina z warzywami i domieszką
              makaronu (to jedzą moje psy) to odpowiednie jedzenie ? Bo jak gotuję dla
              czterech ogonów to jedna porcja więcej nie robi różnicy ;-) Plus ew. dla
              uzupełnienia jakieś extra jedzenie suche. A kiedy będziesz sprzedawać kocięta?
              I dlaczego tak drogo? ;-) Chętnie wzięłabym taniej jakiegoś nie rokującego
              wystawowo-reprodukcyjnie, ale pewnie wszystkie masz dobrej jakości?
              • marianna.rokita Re: Marianno, mam pytanie... 01.06.05, 14:19
                wysle ci wszystko na priva, bo forum to nie miejsce na ewentualne negocjacje.
                Jakiekolwiek :)

                Co do karmy - niestety nie jestem do konca przekonana... do wolowiny z
                makaronem.Od czasu do czasu tak, ale to nie powinno byc baza.
                • marianna.rokita default masz maila n/t 01.06.05, 20:48

    • melmire Re: Matko boska... 01.06.05, 17:55
      Oj jak ja cie rozumiem, nasza kotka poszla wczoraj na spacer bo gzymsie budynku.
      Balkon okratowany, a okno uchylone "na chwile"...juz widzialam siebie
      zbierajaca kocie szczatki cztery pietra nizej.
      Na szczescie udalo ja sie naklonic do powrotu potrzasajac paczka suchego
      zarcia !
      • nerusia Re: Matko boska... 02.06.05, 00:22
        Mnie spotkało kiedyś cos takiego.Wychodze do pracy więc chce zostawic kota w
        bezpiecznym dla niego miejscu.Wołam,proszę-nic.łażę po wszystkich
        pokojach,namawiam,kota ani śladu.Więc wytaczam działa ciężkiego kalibru."Jesteś
        głodny?" zadaję pytanie ,na które zawsze z najdalszego zakątka mieszkania z
        głosnym "prrr" przylatuje futrzaste z ogonkiem na kształt laski-I NIC!!!!!
        Płacząc latam po korytarzu,choć wiem,ze nigdzie nie wyłaziłam,a przed chwilą
        gdzieś cholernika widziałam.Już wiem,ze spóźnię się do pracy,ale mam to
        gdzieś.Muszę znaleźć synunia mojego ukochanego,jednocześnie czuję,ze zaraz
        oszaleję.W koncu mówię do psa-szukaj kota,cokolwiek miałoby to oznaczać.Po
        pięciu sekundach psi nos znajduje biały kłębek nieprzytomnie zaspany u córki w
        pokoju,w którym szukałam 40 razy,zwinięty niewinnie na krzesełku przy
        biurku.Pokój córki jest dla niuniusia terenem zakazanym,ze wzgledu na
        niebezpieczną dla kociego przełyku ilośc futrzastych
        maskotek,wstążeczek,niteczek,piórek,oraz dla ochrony mocno nadgryzionego
        bambusa,do którego kot czuje ogromny pociąg,a ja uparłam sie go wyhodowac do
        wielkości drzewa.Porywam więc zaspane,nieprzytomnym wzrokiem patrzące kocisko na
        ręce i płacząc jeszcze bardziej zacałowuję,co kot konstatuje z
        niesmakiem,widocznym wyraźnie na jego mordce,bo moczę mu łzami lśniące,dopiero
        co wymyte futerko.
        Jego mina wyraźnie mówi"i cóż sie takiego stało?"
        pies z wielka troską zlizuje mi łzy z twarzy patrząc z wyrzutem na kocisko"pani
        przez ciebie płakała,wstydu nie masz!!!"
        • comma Re: Matko boska... 02.06.05, 08:12
          Ha, bardzo bardzo dawno temu miałam kociczkę, która wycięła mi identyczny
          numer. Też szukałam w panice, przetrząsając z góry do dołu maleńką kawalerkę, w
          której mieszkałyśmy. O mało nie oszalałam. Byłam jak pan Hilary - "już podłogę
          chce odrywać, już milicję zaczął wzywać..." A kota najspokojniej w świecie
          spała ukryta pod kocem na tapczanie, tak sprytnie ułożona, że nawet
          najmniejszej nierówności nie było widać :-))) Koty potrafią!!!
          • m.pw kot w garnku 02.06.05, 09:54
            j.w. chyba pobil pomysly wszystkich kotów o kt. pisaliscie. wyjezdzalismy na
            Boze Narodzenie - oczywiscie z kotami. koty lubily byc u babci, ale jechac
            samochodem - nie. Jeden kot w kontenerku, a po drugim ani sladu, zarloczny byl,
            ale nanic potrzasanie puszka. W koncu ktos wpadl na pomysl, ze moze kot dal
            dyla, bo co i raz bralismy jakies zarcie z balkonu, ale to IX pietro. Nic to -
            pelni najgorszych przeczuc wyruszylismy na poszukiwanie, ani kota, ani kocich
            zwlok, to znaczy ze kot jest w domu, ale gdzie - rajd po szafach - nie ma.
            no to jedziemy, bo wigilia stygnie, a wieczorem maz wróci i zobaczy co z kotem.
            Wynieslismy graty, zamknelismy drzwi, winda pomknela. na dole sobie
            przypomnialam ze czegos nie wzielam. Wracam, otwieram drzwi. Wchodze, slysze w
            kuchni brzdekniecie, chyba w szafce. zagladam, nie ma nic. Jeszcze raz, tym
            razem sprawdzam dokladnie - odkrywam garnki, a pod pokrywka duzego gara siedzi
            mój cwany Rudy.
            do dzis nie wiem jak on to zrobil - to byl garnek z obrzezem i trudno bylo
            pokrywka otworzyc i jeszzce tak precyzyjnie zamknac - zawsze mówilam ze kot ma
            niesamowite zdolnosci.
            • wiesia.and.company Re: kot w garnku 02.06.05, 14:47
              Ho, ho, kot w garnku nie do pobicia.
              Kiedyś na moją leśną głuszę (domek bidka, ale co tam, własny, bez okien,
              wychodek dalej, no fajnie) przyplątały się skądś (może zostawił jakiś letnik)
              dwa kotki 2-miesięczne. Jadły, spały, no i postanowiłam zabrać je do Warszawy
              do domu, bo nie mogłam zostawić na jesień i zimę. Miałam korzystać z
              zaprzyjaźnionego podwozu. Wszystko uprzątnięte. Na wszelki wypadek kociątka od
              rana w domku, drzwi zamykane, przypilnowane. Były. Czekałam na hasło do odjazdu
              a koty miały pójść do torby. No i kotków nie ma. Domek taki, że nie ma się
              gdzie ukryć. Parter. Obejrzałam pod kanapą ,fotelem, w szafkach, WSZĘDZIE. Nie
              ma. Zaprosiłam z sąsiedniej posesji jamnika no i mi wystawił nochalem taką
              prymitywną bieliźniarkę. Kiedy zaczął tam podniecony przy podłodze pofukiwać,
              coś mu tam odburknęło. Ale skąd? No i okazało się, że bieliźniarka miała z tyłu
              malutkie podcięcie na listwy przypodłogowe i te małe tam się wcisnęły, nic nie
              wystawało, bo wcześniej latarką oświetlałam boki i tył bieliźniarki. Gdyby nie
              ten wysublimowany nos jamnika polującego na myszy, pewnie bym nie wróciła wtedy
              do domu. A tak się udało, kotki przyjechały, zaskoczyły stałych rezydentów
              - siedzieliśmy jak na arenie i oglądaliśmy wygłupy małych. Następnego dnia oba
              kocurki poszły w dobre ręce do jednej tylko osoby. A my zostaliśmy smutni (moja
              trójka i ja). Wtedy mi do głowy nie przyszło mieć więcej radości. A teraz
              proszę: siódemka i ja.
    • alapacz Re: Matko boska... 02.06.05, 15:56
      Hej, nie wiem czy pamiętasz ale kiedyś na forum poszukiwałam dziennikarki,
      która opisze sprawę handlu chorymi królikami. Jeżeli twój post jest wciąż
      aktualny to podaję mój e-mail alapacz@yahoo.com.

      pozdr.

      Aga

      • marianna.rokita Re: Matko boska... 02.06.05, 16:03
        Sa aktualne. Teraz wlazl inny temat zwierzakowy.
        Ale ten przeszedl bezproblemowo.Pamietam i sie zglosze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka