mef8
04.12.05, 00:06
Witam. Nasz rodzinny 14-letni kocur ma guz na grzbiecie. Guz zaczął mu się
robić jakis czas temu, gdzieś około 2-4 lat temu. Z tego co pamiętam, jego
wet.(od baaardzo długiego czasu ten sam) powiedział, że to tłuszczak i że nie
ma po co kota operować. Chyba miał rację, bo przez ten okres kot czul się ok,
guz, owszem, był, ale nie zawadzał. Od jakiegoś czasu guz rośnie, jest miękki.
Nie boli (kot nie zwraca uwagi na to jak się go dotyka), ale jest duży. W
innym miejscu, w okolicy guza, kocur ma jakby ubytek ciałka... Czy ktoś wie,co
to może byc i skąd? Planujemy pójście do weta, ale wszyscy się boją, że będzie
chciał kota znieczulić, co dla 14 letniego zwierzęcia jest groźne. Pytam, czy
ktoś ma podobne doświadczenia, bo wolałabym wiedzieć wcześniej (kot jest
najkochanszym kotem na swiecie i nie chcę myslec, ze moze bys ciezko chory).
Poza tym obawiam sie ze wet bedzie chcial pobrac kawalek guza, na co rodzice
sie nie zgodza,bo kot jest za stary na jakiekolwiek inwazyjne zabiegi, wiec w
sumie moze sie okazac ze nic nie bedzie wiadomo po wizycie.Dziękuję za
ewentualne informacje.