Dodaj do ulubionych

Moje tchórzostwo

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.03.03, 19:11
Nie mam za bardzo z kim o tym porozmawiać, więc piszę na forum.
W poniedziałek odszedł mój kot. Kicia była leczona przez jakiś miesiąc przez
wiejskich weterynarzy, ale jak można było zaobserwować, nieskutecznie.
Dzielnie przyjmował kolejne zastrzyki, bo podejrzewana była u niego
wewnętrzna infekcja spowodowana zranieniem łapki. Trzymał się jakoś, ale
widać było, że nie zdrowieje. Zapadła więc decyzja, że przywozimy kicię do w-
wy. Kot przejechał ponad 150 km i został oddany do lecznicy na obserwację.
Ostatni raz widziałam go jak leżał pod kroplówką i nawet nie miał sił, żeby
protestować przeciwko wenflonowi, obserwować co się wokół dzieje. Potem kicia
poszła do szpitala. W poniedziałek okazało się, że kot ma zaawansowaną
białaczkę. Nie miałam wystarczająco dużo sił, żeby podjąć decyzję o
eutanazji. Zrobiła to za mnie rodzina. Teraz już się z tym pogodziłam, ale
mam przeogromne wyrzuty sumienia, że zostawiłam kota samego. Nie odwiedziłam
go w poniedziałek, nie byłam przy usypianiu. A myślę, że był bardzo
przerażony zmianą otoczenia i szukał wokół siebie kogoś znajomego. Po prostu
nie miałam w sobie tyle odwagi, żeby być przy nim. Opłakuję go od 3 dni i mam
nadzieję, że więcej nie będzie sytuacji, w której będę miała sobie tyle do
zarzucenia.
Obserwuj wątek
    • Gość: ola Re: Moje tchórzostwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.03.03, 19:56
      Nie martw się - zrobiłaś wszystko co w twojej mocy, on napewno wiedział że go
      kochasz. Głowa do góry!:-)POzdrawiam
    • calusna Re: Moje tchórzostwo 05.03.03, 19:56
      Ilko droga, Ty nie jesteś tchórzem , po prostu nie wszystko dzieje się tak
      jak chcielibyśmy. Próżno rozdrapywać sobie rany , to już się stało ,odszedł
      w humanitarnych warunkach ,zasnął nie mając świadomości że odchodzi a może
      lepiej że szybciej bo krócej się męczył walcząc z chorobą. Twój kotek już nie
      cierpi więc nie cierp i Ty bo oboje zbyt dużo przeszliście. Nie znam słów które
      mogą Cię pocieszyć ale rozumiem Twój ból i popłakałam się czytając Twój post.
      Z każdym dniem będzie lepiej bo dalej od tego zdarzenia - to wszystko co
      mogę Ci powiedzieć.
      Trzymaj się!
    • Gość: Dina Re: Moje tchórzostwo IP: *.zgora.dialog.net.pl 05.03.03, 23:43
      To ze masz wyrzuty sumienia jest normalne.Opisze ci moja historie z moim psem.
      Moja suczka miala ropomacicze i odwiedzilam kilku weterynarzy zanim postawiono
      prawidlowa diagnoze, ale wtedy suczka nie jadla, nie pila, nie mogla ustac na
      wlasnych nogach. Jedynym rozwiazaniem byl zabieg. Przypadek chcial ze trafilam
      do innej Pani doktor, ktora powiedziala ze zabieg jest rownoznaczny z
      uspieniem. Wiec bylam w impasie i nie wiedzialam jaka podjac decyzje. Niestety
      stan mojej suczki pogarszal sie az doszlo do intoksykacji. Nie mialam wyjscia,
      pies przerazliwie wyl z bolu, pamietam to do dzis, niczego tak przerazajacego
      nie slyszalam.Pojechalam do lecznicy, bo zaden wet. nie mogl przyjechac.
      Owszem bylam przy tym, bo tez uznalam jak ty ze jestem jej to winna. Jednak
      bardzo to przezylam, bronila sie ostatkiem sil, piszczala a pozniej te ustajace
      stopniowo oddechy.Bylo to przerazajace a ja sie tylko moglam przygladac, nie
      moglam pomoc.
      Nie powinnas sobie zarzucac tchorzostwa, bo z kolei mialabys wyrzuty sumienia
      ze stalas tam i nic nie moglas zrobic. To ze sie bronila nasunelo mi pewne
      watpliwosci, ze moze jednak byla silna i mogla przezyc zabieg. I te wyrzuty
      dreczyly mnie do niedawna, choc minie 13 lipca 4 lata.
      Bardzo bylam do niej przywiazana, wychowywalam sie z nia, dla mnie byla
      najukochanszym psem na swiecie.Popadlam w dol, plakalam, nie mialam ochoty do
      zycia.
      Po 3 tygodniach wzielam szczeniaka ze schroniska, na czesc tamtej dalam takie
      samo imie i jest nam dobrze, ale mimo wszystko tamtej suczki nigdy nie zapomne,
      do dzisiaj na jej wspomnienie rycze, miala prawie 17 lat.
      Mysle ze troche byloby ci lepiej, jakbys zaopiekowala sie jakims biednym
      kotkiem, ktory gdzies czeka na ciebie. Pozwoli ci to troche ukoic bol.
      Jestem z Toba calym sercem i rozumiem, bo sama taka tragedie
      przezylam.
    • mjot1 Tam Im jest lepiej! 06.03.03, 09:06
      Wczoraj uśpiliśmy naszego malusieńkiego Pana Doga...
      Daliśmy mu tylko trzy miesiące z haczykiem... O tyle przedłużyliśmy mu jego
      króciutki żywot.
      Nie wdając się w szczegóły. Próbowaliśmy walczyć z krzywicą
      Szczególnie Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa robiła wszystko i dała z siebie
      wszystko...
      Już było dobrze. Już cieszyliśmy się że wyjdzie. Ale zaczął mieć kłopoty z
      podwoziem tylnym a wczoraj posypało mu się przednie zawieszenie. Więc łapięta
      nieczynne... i ból!
      Przegraliśmy jednak...
      Wczoraj biednego Trola pochowałem.
      Wiem że TAM na zielonych łąkach będzie mógł się wybiegać do woli! On tak bardzo
      chciał biegać...
      Wiem że TAM spotka też Twoją Kicię która ma do dyspozycji nieskończenie wiele
      SWOICH ścieżek...
      Wiem że będą żyli w przyjaźni. Trol bardzo lubił towarzystwo naszego
      pyszczydlaka Albina a i Albin darzył go wyraźną sympatią... Od wczoraj nie może
      sobie miejsca znaleźć.
      Wiem że TAM świeci słoneczko i mile grzeje prężące się grzbiety i kości...

      Najniższe ukłony!
      Pewny swych słów M.J.
      • Gość: Dina Do Mjot1 IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.03.03, 19:08

        Napisz Mjot1 o tym biednym dogu w jaki sposob pojawil sie w Twomi domu, jaki
        byl.
        • piasia Re: Do Mjot1 07.03.03, 10:23
          Mjocie!

          Znam historię Twego Pana Doga imieniem Troll - niezależnie od wszystkiego
          daliście mu trzy miesiące dobrego życia, po tych strasznych przejściach, które
          zafundowali mu jego poprzedni właściciele.

          A TAM czekał juz na niego mój Urwis - psisko, które kochało wszystko co żywe.

          Całuję
          Pi
    • Gość: hanka Re: Moje tchórzostwo IP: *.ichf.edu.pl 07.03.03, 09:55
      Bardzo kocham wszystkie zwierzęta każdemu staram się pomóc w miarę swoich
      możliwości . Mam 8 letniego kochanego przeuroczego bulla - ale uważam że jeśli
      bedzie chory i będzie cierpiał to napewno podejmę decyzję o eutanazji . I wiem
      napewno ze byłabym wtedy z nim nie odstępując go na krok zeby czuł się
      bezpiecznie i dodatkowo nie stresował się - bo napewno by spojrzeniami szukał
      mnie . I tak jak Ty nigdy bym sobie tego nie mogła darować . Ale nie martw się
      i tak już nie cofniesz czasu . Zaopiekuj się jakimś biedakiem - Twój kotek
      napewno byłby szczęśliwy że uratowałaś jakiego nieszczęśnika - a i Ty
      psychicznie poczujesz się lepiej . Pozdrawiam
      Na tym forum wypowiadałam się już kiedyś na temat eutanazji w schroniskach
      i dalej uważam że jest to zło konieczne niejednokrotnie jednak lepsze od
      najgorszego życia . Dla zwierząt bardzo chorych i tych które nie mogą znależć
      domu przez długi okres a psychicznie nie potrafią poradzić sobie w schronisku
      bo są i takie napewno eutanazja byłaby ukojeniem . Ale w tym momencie powinien
      być przy nim ktoś kto się nim opiekuje aby czuł się bezpieczny i spokojny .
    • Gość: samanta Re: Moje tchórzostwo IP: *.kabel.telenet.be 09.03.03, 05:30
      Och , zaluje , ze kliknelam na ten post bo mialam dobry humor a wlasnie lzy
      zalewaja mi policzki :-(
      Rozumiem jak ci musi byc przykro i mnie tez ale co moge powiedziec?
      Podobno kot ma wpisane 9 zyc w dowodzie osobistym i wlasnie stracil
      jedno .Zostalo jeszcze 8 -to na pocieszenie .
      Mysle , ze jak szybko wezmiesz nastepnego kotka , ktory wykorzysta miseczki ,
      kuwete i drapaki to zrobisz dobry uczynek na konto tego, ktory wlasnie
      ustapil miejsca.

      Przypomniala mi sie wlasnie taka sytuacja - ze towarzyszylam wlascicielowi do
      uspienia psa (kochany wilczur) , ktory byl bardzo ciezko chory na gronkowca.
      Doktor mial dac srodek usypiajacy , ale zanim wysiedlismy z samochodu jeden "
      dowcipny" sie odezwal : po co takiemu psu zastrzyk i placic? Lopata go
      chcecie to go zalatwie.Tacy sa nietety niektorzy ludzie.

      Innym razem znajomej sie okocila w domu dozywiana kotka wchodzaca przez
      okno.Pamietam , znajoma byla zalamana , wcisnela tylko mojemu mezowi butelke
      dobrego koniaku za "zalatwienie sprawy" np utopienie.
      Sprawe zalatwilismy , pojechalismy znowu do tego weterynarza (za miasto
      dlatego podkreslam bo droga sie dluzyla)
      Ja siedzialam z pudelkiem z szescioma kotami ( to byly myszki ) i plakalam
      cala dluga droge .Pierwszy raz widzialam takie myszeczki na oczy i kazda miala
      barwe i lapki i pazurki.One jechaly do humanitarnego uspienia eterem.
      Jak sobie z tego zdawalam sprawe , to czulam sie naprawde jak ostatnie gowno
      bo wiedzialam, ze nie moge zaadoptowac ani jednego kotka a 6 to za duzo ,
      zreszta mialam w tym czasie w domu psa.
      Jak widzisz , czytajac twoj post poplakamam sie i wiem jakie czlowiek ma
      wyrzuty sumienia .
      dodam jeszcze , ze ten koniak ( nie zrobilismy tego dla koniaku ale dla
      dobrego uczynku a flaszka stala) i raz wzielismy ja do znajomych - ja
      rzygalam po tym koniaku na 5 metrow , najadlam sie takiego wstydu i od tej
      pory nie pije koniaku bo ciagle jeszcze mi smierdzi tymi wymiotami z
      polaczeniem perfum.
      Wzdryga mnie na samo slowo koniak.




    • Gość: samanta Re: Moje tchórzostwo IP: *.kabel.telenet.be 09.03.03, 05:30
      Och , zaluje , ze kliknelam na ten post bo mialam dobry humor a wlasnie lzy
      zalewaja mi policzki :-(
      Rozumiem jak ci musi byc przykro i mnie tez ale co moge powiedziec?
      Podobno kot ma wpisane 9 zyc w dowodzie osobistym i wlasnie stracil
      jedno .Zostalo jeszcze 8 -to na pocieszenie .
      Mysle , ze jak szybko wezmiesz nastepnego kotka , ktory wykorzysta miseczki ,
      kuwete i drapaki to zrobisz dobry uczynek na konto tego, ktory wlasnie
      ustapil miejsca.

      Przypomniala mi sie wlasnie taka sytuacja - ze towarzyszylam wlascicielowi do
      uspienia psa (kochany wilczur) , ktory byl bardzo ciezko chory na gronkowca.
      Doktor mial dac srodek usypiajacy , ale zanim wysiedlismy z samochodu jeden "
      dowcipny" sie odezwal : po co takiemu psu zastrzyk i placic? Lopata go
      chcecie to go zalatwie.Tacy sa nietety niektorzy ludzie.

      Innym razem znajomej sie okocila w domu dozywiana kotka wchodzaca przez
      okno.Pamietam , znajoma byla zalamana , wcisnela tylko mojemu mezowi butelke
      dobrego koniaku za "zalatwienie sprawy" np utopienie.
      Sprawe zalatwilismy , pojechalismy znowu do tego weterynarza (za miasto
      dlatego podkreslam bo droga sie dluzyla)
      Ja siedzialam z pudelkiem z szescioma kotami ( to byly myszki ) i plakalam
      cala dluga droge .Pierwszy raz widzialam takie myszeczki na oczy i kazda miala
      barwe i lapki i pazurki.One jechaly do humanitarnego uspienia eterem.
      Jak sobie z tego zdawalam sprawe , to czulam sie naprawde jak ostatnie gowno
      bo wiedzialam, ze nie moge zaadoptowac ani jednego kotka a 6 to za duzo ,
      zreszta mialam w tym czasie w domu psa.
      Jak widzisz , czytajac twoj post poplakamam sie i wiem jakie czlowiek ma
      wyrzuty sumienia .
      dodam jeszcze , ze ten koniak ( nie zrobilismy tego dla koniaku ale dla
      dobrego uczynku a flaszka stala) i raz wzielismy ja do znajomych - ja
      rzygalam po tym koniaku na 5 metrow , najadlam sie takiego wstydu i od tej
      pory nie pije koniaku bo ciagle jeszcze mi smierdzi tymi wymiotami z
      polaczeniem perfum.
      Wzdryga mnie na samo slowo koniak.




    • kicia7 Re: Moje tchórzostwo 09.03.03, 21:33
      Ilko, ja już ładnych pare lat temu musiałam zdecydować o uśpieniu swojego
      psa.Siedziałam przy nim do końca. Pochował go mój ojciec, a w miejsce gdzie to
      zrobił poszłam dopiero po chyba dwóch latach. Wczesniej nie mogłam. Od sześciu
      lat mam nastepnego psa, którego strasznie lubię, a mimo to w tej chwili cosik
      mnie w gardle za tamtym ściska. Myślę, ze jeśli ktoś naprawde był do zwierzaka
      przywiązany, to nigdy go nie zapomni. I chyba nie staraj się na siłe brac
      teraz nowego kotka. Poczekaj, az ta decyzja w tobie dojrzeje.Ala zapewniam
      cie, że ten najgorszy ból i żal do siebie a czasem minie. Trzymaj sie dzielnie.
      • Gość: Agatka Re: Moje tchórzostwo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.03, 16:55
        Dokładnie 15 lat temu musiałyśmy podjąć z mamą decyzję o uśpieniu naszego
        chorego psa - był już staruszkiem i żaden lekarz nie chcial się podjąc
        operacji. Przy usypianiu była mama. Do dziś go wspominam z miłością, bo się z
        nim wychowałam i był kochanym zwierzakiem. Do dziś mam wyrzuty sumienia, że
        może jednak trzeba było zaryzykowac operację, że może zbyt pochopnie podjęłyśmy
        decyzję o uśpieniu - z wygodnictwa, zmęczone jego chorobą... Nie byłam w
        stanie, nie chciałam mieć potem psa przez kilkanaście lat - dopiero dwa lata
        temu zdecydowałam się na nowego, zupełnie innej rasy. Nie rozumiem, jak ludzie,
        którym umrze zwierze biorą natychmiast nowe, ja tak nie potrafię...
        Przeżyłam także śmierć ukochanej kotki, na moich rękach - zabitej przez
        kretyńskiego weterynarza na ostrym dyżurze jakimś zastrzykiem, prawdopodobnie
        antybiotykiem. Tego się niestety nigdy nie zapomina i zawsze się ma wyrzuty
        sumienia.
        Pozdrawiam cię, trzymaj się i nie obwiniaj za "tchórzostwo", nie każdy ma tyle
        siły, by być przy śmierci, czy to ukochanego zwierzęcia, czy bliskiej osoby.
        Aga
    • Gość: magda Re: Moje tchórzostwo IP: *.acn.waw.pl 10.03.03, 17:15
      Przeczytałam i się popłakałam.Jestem z Tobą

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka