Dodaj do ulubionych

Życie na sznurku

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.03, 22:48
Mój kot wychodzi obecnie na spacer w szelkach i na smyczy. Do tej pory w
granicach ogrodu chodził sam. Decyzję co do ograniczenia jego wolności
podjełam po jego ucieczkach do sąsiadów. Posmutniał, nie gania motyli, much,
a mi obserwującej go przychodzi do głowy pytanie; co warte takie życie , gdy
pozbawieni jesteśmy wolności i przyjemności? Decyzję co prawda podjełam dla
jego dobra, ale tak się tylko mówi. Jest jak więzień wypuszczany raz dziennie
na spacerniak pod nadzorem. Jednego kota już straciłam pod samochodem.

CO WARTE JEST ŻYCIE NA SZNURKU?
Obserwuj wątek
    • Gość: Asia Re: Życie na sznurku IP: 80.51.236.* 06.08.03, 22:57
      jeżeli to kocur to wykastrować - sprawdziłam. Mój kot spotkanie z autem okupił
      złamaną nogą - mieszkamy przy drodze krajowej. Od kastracji minęło parę lat- 3
      i teraz jest najstarszym żyjącym kotem na naszej ulicy a ma lat 4. Chodzi po
      sąsiadach ale tylko tych obok, nie oddala się dalej niż 20 m od posesji.
      Pozdrawiam
    • Gość: kluba1 Re: Życie na sznurku IP: *.we.client2.attbi.com 06.08.03, 22:59
      Gość portalu: malina napisał(a):

      > Mój kot wychodzi obecnie na spacer w szelkach i na smyczy. Do tej pory w
      > granicach ogrodu chodził sam. Decyzję co do ograniczenia jego wolności
      > podjełam po jego ucieczkach do sąsiadów. Posmutniał, nie gania motyli, much,
      > a mi obserwującej go przychodzi do głowy pytanie; co warte takie życie , gdy
      > pozbawieni jesteśmy wolności i przyjemności? Decyzję co prawda podjełam dla
      > jego dobra, ale tak się tylko mówi. Jest jak więzień wypuszczany raz dziennie
      > na spacerniak pod nadzorem. Jednego kota już straciłam pod samochodem.
      >
      > CO WARTE JEST ŻYCIE NA SZNURKU?
      Sama odpowiedzialas na swoje pytanie : warte jest zycia
    • Gość: ewa Re: Życie na sznurku IP: 212.87.3.* 07.08.03, 10:40
      Wydaje mi sie ze poczucie wolnosci to projekcja raczej
      naszych uczuc i doswiadczen. Moze Twoj kot nie gania tych
      motyli bo jest mu za goraco i woli leniuchowac. Moje
      doswiadczenie z kotami (mialam ich w zyciu kilka, rowniez
      takie wziete z pelnej kociej wolnosci) jest takie ze jak
      maja cieply dom, pelna miske, poczucie bezpieczenstwa i
      kogos do kogo mozna pomruczec to sa calkiem zadowolone z
      zycia. Oczywiscie czasami maja gorsze dni ale chyba
      jednak rozwazania filozowiczne o wolnosci jest im jednak
      obce.
      • wybredna Re: Życie na sznurku 08.08.03, 09:07
        Myślę,ze kot po prostu musi się przyzwyczaić do smyczy.Moja kotka już po kilku
        dniach zachowywała się jakby nie miała żadnych ograniczeń.
        To jest tak samo jak szczeniaka zapóźno uczy się chodzić na smyczy-kilka dni
        jest smutny,ale później traktuje to jako coś normalnego.
        Życzę wytrwania(życie kota jest tego warte) i powodzenia.
    • Gość: malina Re: Życie na sznurku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 13:21
      Wyprowadziłam Miszę wczoraj wieczorem, jak zwyklę w szeleczkach. Postał chwilę
      na schodach i zamiałczał pod drzwiami ,że chce wracać do domu.Zupełnie jakby
      chciał powiedzieć "wolę już wcale nie wychodzić, niż masz mnie ciągać na
      sznurku" Nie jest szczęśliwy, oj nie jest. Pytanie brzmi; lepsze życie krótkie
      lecz intensywne, czy długie i nudne.
      • Gość: Bb Re: Życie na sznurku IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 08.08.03, 15:09
        Myślę, że powinniśmy robić wszystko żeby nasze zwierzęta były szczęśliwe, ale
        bez przesady. Nasze zwierzęta o które się troszczymy i tak mają wspaniałe
        życie, nawet jeśli nie zawsze mogą robić to na co miałyby ochotę. Mają dom,
        jedzenie i naszą miłość. My też nie jesteśmy w pełni wolni, chodzimy do pracy,
        szkoły, mamy różne obowiązki, stresujemy się. Nasze zwierzęta tego nie
        przeżywają, one po prostu czasem muszą na nas trochę dłużej poczekać albo mniej
        się wyszaleć. Posiadanie zwierzęcia nie może powodować u nas wyrzutów sumienia,
        że na niewystarczająco długi spacer wyszliśmy czy też, że ograniczyliśmy im
        wolność. Wtedy to nie ma sensu, trzeba umieć dostrzec to co jest najlepsze w
        naszych relacjach ze zwierzętami i cieszyć się tym, że nas mają. Twój kot ma
        wspaniałe życie, bo go kochasz i nie pozwól żeby stała mu się krzywda.
        • Gość: dorka Re: Życie na sznurku IP: *.puw.pl 18.08.03, 12:09
          Nie zgodzę się z Tobą, jeżeli biorę zwierzę, to biorę też odpowiedzialność za
          to, żeby stworzyć mu warunki do życia. I nie chodzi tylko o "ciepłą strawę",
          ale też o możliwość ruchu. Ciepłą strawę dać nietrudno, chyba, że ktoś jest
          naprawdę ubogi, trudniej dać długi spacer. Uważam, że jezeli nie możeby dać
          zwierzęciu odpowiedniej ilości ruchu, moze nie trzeba się na zwierzę decydować.
          I jak najbardziej ważne są nasze wyrzuty sumienia. Ciekawe jakbyś się Gościu
          czuł siedząc w kółko w domu, albo wychodząc na sznurku.
          Też mam wątpliwości - puszczać samego kota, na sznurku, czy wcale. Wybrałam
          puszczanie samopas, kot wychodzi już tak trzeci rok, mieszkam na osiedlu, obok
          jest ulica, sporo psów. Ale kot uwielbia wychodzić, więc i ja się na to godzę,
          chociaż (ciężko o tym myśleć), mogę go stracić każdego wieczora. pozdrawiam
    • mjot1 Precz ze sznurkiem! 08.08.03, 20:16
      Wykastrować! Taszczyć uwiązanego na sznurku! Wypuszczać tylko pod ścisłym
      nadzorem!
      Kota??? Ten symbol wolności? Tego łowcę niestrudzonego?
      Zgroza!!!
      Toż to tak jak trzymanie w blokowisku charta i chwalenie się znajomym jakiż to
      on piękny, właśnie wykąpany w szamponie i utrefiony...
      Toż to tak jak Indianin zamknięty w celi, ale za to, w jak pięknym pióropuszu.
      A któż dał Wam tę pewność, że on ten wspaniały łowca, ten nocny wędrowca
      posiadacz „własnych ścieżek” woli sznurek od wolności?
      Czy twierdzenie to jest oparte o własne odczucia? Jeśli tak to gratuluję Wam
      fantazji!
      Ja wolę żywot może i krótszy, lecz mój własny!
      I sądzę, że Pan Kot potrafi też docenić wolność! A jeśli ktoś twierdzi inaczej
      to kota nie zna!
      To, co piszecie to jest spojrzenie samoluba! Wy dbacie tylko o własne potrzeby,
      bo kotek może zginąć i co ja biedna(y) pocznę? Jak żyć? Tak przecie się człek
      przywiązał...
      Przecie kot (a kot marki dachowiec szczególnie) to stworzenie żywe, on ma
      jeszcze instynkty, potrzeby, on jest łowcą i wojownikiem! Nie róbmy z niego
      kukły!
      Kupcie sobie pluszaka lub lepiej jakiś cybernetyczny gadżet!

      Najniższe ukłony!
      Wołający gromko: „Uwolnić Kota!” M.J.

      „Zagłaskali go na śmierć, bo miał jedwabistą sierść”
      • Gość: malina Re: Precz ze sznurkiem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.03, 21:23
        Boję się, że zgadzam się z mjotem1. Jakie prawo mamy by decydować o życiu
        zwierzaka? Czy to ,że go kupiliśmy jest decydujące? Sama nie znoszę ,gdy ktoś
        mi mówi jak mam żyć i co myśleć, więc dlaczego to samo robię z kotem?
        • Gość: Asia Re: Kastracja IP: 80.51.236.* 08.08.03, 21:53
          Oj ludziska, ludziska czekałam tylko kiedy bedzie atak za tą kastrację.
          To się tak łatwo mówi, że lepsze krótkie życie niż "wykastrowane".
          Widzieliście kota z połamaną łapą, zmiażdżonym stawem - taka noga bez
          zabezpieczenia nie ma prawa się zrosnąć, nie potrafiącego chodzić ale,
          wiedzionego instynktem, uciekającego przez okno - bo trzeba przedłuzyć
          gatunek, - ja tak- mój kot miał 3 razy zakładany gips- zawsze pod narkozą.
          I co pozwolić na ucieczki?? może następny samochód go dobije- bo przecież kot w
          zderzeniu z TIR-em ma niebywałe szanse.

          W zeszłą sobotę kolejny pies został potrącony koło mego domu ok 8 wieczorem -
          przetrącony kręgosłup i bezwładne tylne łapy, krew z nosa i odbytu. Zdawało
          sie , że jego życie będzie "krótkie" - ale 2 godziny później jeszcze żył,
          próbował co jakiś czas wstać, udawało mu sie podnieść na przednie łapy- ale
          tylko rył pobocze, kręcąc się naokoło. Nabrał już trochę sił więc wyjąc wzywał
          pomocy. Niezły widok dla kogoś, kto lubi takie widoki, dla mnie nie.
          Ok 22, na moją prośbę, zabrał go pan ze schroniska - myślę, że został uśpiony.
          Ale przecież lepszy taki koniec niż kastracja! Ja cieszę się, że zmniejszyłam
          prawdopodobieństwo, że coś takiego spotka mego kota.

          A co natury mojego kota?? nic sie nie zmieniło - nadal łowi 1-2 myszki
          dziennie - część przynosi mi do kuchni, nie jest upasiony,bawi się z psem,
          część dnia spędza na kanapie a część buszując w zaroślach za płotem - daleko od
          drogi.
          Tylko jedno się zmieniło- wiosną siedzi w domu .
          A tak poza tym - jak chcę rozwścieczyć faceta to mówię,że kota dałam
          wykastrować -bo chodził na dziewczynki - zawsze działa
          • mjot1 Wolność dla kota! 08.08.03, 23:08
            Oj kastracja wymienioną była, więc i ja ją ująłem w wyliczance.
            Nie chodzi mi o wyjątki, lecz o „całokształt”.
            Kotek w przepięknym koszyczku-budce jeszcze z kokardką... Tak pięknie wygląda
            nieprawdaż?
            Jakieś ptaszęto w klateczce najlepiej złotej.
            Rybka w szklanym naczyńku tak szlachetna, że ledwo pływa.
            Może jeszcze jakiś psiak z tak szlachetnie wygiętymi kończynkami, że trzeba go
            nosić na wystawy.
            A może Pan Dog na łańcuchu przy prześlicznej budzie tak pięknie komponującej
            się z fantastycznym domkiem. W końcu nas stać!
            Do tego:
            Chlewnia tuczu intensywnego. Byle szybko! Byle się zwierzątko nie męczyło zbyt
            długo.
            Ach i koniki trzeba trzymać w ciasnej stajni, bo inaczej przecież się potopią
            na rozlewiskach biedactwa.
            Wyliczać dalej?

            To wszystko czynimy my! Gatunek mieniący się Panami tego świata! Ssak
            twierdzący, że ma do tego niezbywalne prawo dane mu przez Opatrzność.
            W miłości swojej do braci mniejszych uczynimy wszystko! Nawet pozbawimy go
            odwiecznego zewu krwi! Przecie czynimy to dla niego. Tylko dla niego!

            A jakaś mucha? Pająk? Żmija? Padalec? Ropucha? Ptak drapieżny? Lis? Kuna?
            Mniszek lekarski? Pokrzywa? Kąkol? Chwast wszelaki?
            My doskonale wiemy, że to zbędne. My uwolnimy naturę od tego plugastwa!
            Uwalniajmy. Ratujmy. Hodujmy. Dbajmy o czystość ras.
            Zaiste świetlista przyszłość przed nami... Tak trzymać!

            A ja z uporem maniaka powtarzał będę, że konie na rozlewiskach przeżyły
            najwspanialsze swe chwile przed śmiercią, na którą i tak skazane były.
            One mogły pędzić w galopie z rozwianą grzywą i chłonąć wiatr rozwartymi
            chrapami.
            ONE BYŁY WOLNE!
            To nic, że tylko przez chwilkę. Nawet skazaniec ma prawo do jednego ostatniego
            życzenia. Jak myślicie, o co one by poprosiły?

            Jeśli mi ktoś wpiera, że zwierz nie wie, co to wolność no to, co ja mam
            napisać? Zgodzić się z tym? Nigdy!
            Nawet niewolnik w którymś tam pokoleniu nie był pozbawiony tęsknoty za
            wolnością!
            Czy my mamy prawo stwierdzić autorytatywnie, że zwierz nie czuje? Bo to przecie
            tylko jakiś tam zwierz.

            Czy Wy nie widzicie, że właśnie jest mordowany odwieczny symbol niezależności?
            A wystarczy...

            Najniższe ukłony!
            Twierdzący, że one wiedzą co to wolność M.J.
          • emigrantka Re: Kastracja 16.08.03, 00:24
            Asia napisala:

            W zeszłą sobotę kolejny pies został potrącony koło mego domu ok 8 wieczorem -
            przetrącony kręgosłup i bezwładne tylne łapy, krew z nosa i odbytu.
            Zdawało
            sie , że jego życie będzie "krótkie" - ale 2 godziny później
            jeszcze żył,
            próbował co jakiś czas wstać, udawało mu sie podnieść na przednie
            łapy- ale
            tylko rył pobocze, kręcąc się naokoło. Nabrał już trochę sił więc
            wyjąc wzywał
            pomocy. Niezły widok dla kogoś, kto lubi takie widoki, dla mnie
            nie.
            Ok 22, na moją prośbę, zabrał go pan ze schroniska - myślę, że
            został uśpiony.



            Asiu - a ty 4 godziny patrzalas jak to psisko sie meczylo?

            W glowie sie nie miesci.
            • Gość: Asia Re: Kastracja IP: 80.51.236.* 16.08.03, 17:25
              do emigrantki
              Jeżeli dobrze policzysz to od 8 wieczorem do 22 są tylko 2 godziny, a nie 4 -
              więc bardzo proszę nie rób ze mnie potwora.

              Patrzyłam na to trochę ponad godzinę , potem było parę telefonów ( nie
              wiedziałam do tej pory kto może pomóc temu psu - nigdy taka wiedza nie była mi
              potrzebna) a przejazd pana ze schroniska z jednego końca miasta na drugi też
              trochę trwa.
              I wiesz co - to jest droga krajowa - więc przez te 2 godz przejechało tamtędy
              dosyć sporo samochodów i nikt sie nawet nie zatrzymał - nie mówiąc o tym który
              psa przejechał.
              Ale przecież to ja na to patrzyłam.
              • emigrantka Re: Kastracja 17.08.03, 01:43
                Asiu,

                Nie denerwuj sie tak - sama nie wiem co bym zrobila w takiej sytuacji no ale
                tez gdzie indziej mieszkam. Tu po psa przyjechaliby szybciej niz po
                czlowieka... No i faktycznie masz racje to 2 godziny a nie 4 - chyba zaczne
                wczesniej chodzic spac....
    • Gość: malina Re: Życie na sznurku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.03, 12:30
      Z dyskusji naszej wynikło pytanie; Co jest ważniejsze życie ,czy wolność?
      Łatwo odpowiedzieć -wolność, gdy życie jest niezagrożone. Pytanie ,czy w
      przypadku jego zagrożenia nie zmienimy zdania, czy wtedy nie odpowiemy Wszystko
      jedno jakie, aby było?
      • Gość: Asia Re: Życie na sznurku IP: 80.51.236.* 09.08.03, 21:45
        Bardzo ładnie to malina podsumowałaś.
        Mój kot żyje - dzisiaj upolował jaszczurkę - mieszkam na śląsku koło koksowni i
        nie wiedziałam, że koło mnie mieszka jaszcurka. Była jeszcze żywa, cała - tylko
        bez ogona - wypuściłam ją tak żeby kot nie widział - może przeżyje.
        Pozdrawiam
        • Gość: kluba1 Re: Życie na sznurku IP: *.we.client2.attbi.com 09.08.03, 23:52
          To troche tak, jak bysmy poswolili 4-5 latkowi robic , co chce. pewnie tez by
          mu sie podobalo jezdzic rowerem srodkiem szosy, wlazic na co sie da - nawet na
          te wysokie czesci budynku, pewnie tez by sie cieszyl, gdyby mu pistolet do reki
          dac i to oczywiscie nabity. Gdy pada deszcz lub jest b. zimno tez powinnismy mu
          pozwolic wychodzic na dwor bo przeciez co to za zycie z ograniczona swoboda.
          • mjot1 Re: Życie na sznurku 10.08.03, 11:23
            No dobrze...
            Będę więc „robił” za tego złego, za to indywiduum bez uczuć wyższych, bez
            serca. Za jedynego winnego niekontrolowanej prokreacji i tej ilości bezpańskich
            zwierzaków domowych.
            Niech i tak będzie!
            A cóż u licha mają ze sobą wspólnego ludzki niedorostek i zwierzak?
            Czy tak właśnie pojmujecie relacje między zwierzęciem i człowiekiem? Że to niby
            jest takie coś nie do końca rozwinięte... jakby upośledzone, potrzebujące
            naszej niezbędnej pomocy?
            Poważnie uważacie, że nasze prawa (jakże często kompletnie bzdurne) obowiązywać
            mają również zwierzęta?
            A cóż do licha człowiek zrobił dobrego dla tego globu? Wymieńcie proszę choć
            jeden jedyny przykład.
            Czy te resztki „chronionych” terenów zwanych (przynajmniej po imieniu)
            rezerwatami, te getta czy klatki w których trzymamy resztki niedobitków to ma
            być nasz wkład?
            A ileż to jeszcze potrwa? Kilkadziesiąt czy kilkaset lat?
            Przecież jedynym naszym obowiązkiem wpajanym nam od zawsze jest
            podporządkowywać sobie wszystko i mnożyć się radośnie! Więc gdzieś musimy się
            przecie podziać? A może wprowadźmy kastrację czy sterylizację najpierw u
            siebie? A czemuż to tym genialnym wynalazkiem próbujemy uszczęśliwiać jedynie
            innych? Czy czasem nie za dużo osobników naszego gatunku pałęta się po świecie?
            Że co? Że rzeczy straszne i herezje wypisuję?
            Mierzmy wszystko własną miarą. A przynajmniej próbujmy...
            Spójrzmy wokół i dostrzeżmy w końcu, że jesteśmy tu chyba przez przypadek? Że
            jakby jakoś nie bardzo tu pasujemy, tak jakbyśmy byli intruzami.
            Załóżmy, choć na chwilkę, że jesteśmy tylko epizodem! Że dano nam ten wspaniały
            świat w chwilową dzierżawę! I cóż my zostawimy?

            Dobrze już dobrze złażę na ziemię...
            Wracając do spraw zwykłych.
            Zasada podstawowa w relacjach ze zwierzakami:
            Nie każdy może mieć to, o czym sobie zamarzył!
            Slogan: „krokodyla kup mi luby” niech pozostanie jedynie cytatem, fikcją
            literacką. Niech nie będzie wcielany w rzeczywiste życie. Nigdy!
            By mieć zwierzaka trzeba mieć odpowiadające temu zwierzakowi warunki.
            Nie wystarczy chcieć! Nie wystarczy mieć szmal!
            Trzeba wiedzieć, że TO żyje!
            Zwierz ma swoje potrzeby, instynkty. Ma uczucia! Trzeba zdać sobie sprawę z
            tego że ze swoimi kilkoma szarymi komorami mamy jedynie o tym mgliste pojęcie.
            Musimy pozwolić zwierzęciu by jednak miało wpływ na własne życie!
            Nie wystarczy do licha moja zachcianka: chcę tygryska czy strusia.
            A to, że mieszkam w bloku?
            A... Przecie mam duży pokój... i dziecko tak ładnie prosi. A poza tym, co komu
            do tego!

            Oczywiście mam zwierzaki! Przeważnie te które człowiek pan tego świata wywalił
            gdzieś w miłości swojej!
            Mam zwierzaki, bo mam warunki ku temu! Mieszkam w krzakach z dala od zbiorowisk
            ludzkich. Gdym był jeszcze łykiem mieszkającym w kamienicy nie mogłem na zwirza
            sobie pozwolić. Bo jak?
            Mój pyszczydlak Albin najbrzydszy kot na świecie zejdzie pewnie bezpotomnie,
            ponieważ w okolicy nie ma żadnej kocicy! Najbliższa wolała rzucić się pod
            samochód na jego widok niż wejść w bliższą z nim zażyłość.
            Moje zwierzaki a szczególnie koty mają pełnię swobody! I wierzcie mi nie ma
            dwóch zwierząt jednakowych! Te wszystkie wynurzenia mądrych w piśmie
            określający charakter poszczególnych gatunków to jedynie teoria, jakieś mgliste
            przybliżenia. Każdy kot jest inny. Każdy ma swoje potrzeby, wymagania, kaprysy,
            przyzwyczajenia. Każdy ma inne tereny łowieckie i specjalizację w zakresie
            tegoż łowiectwa.

            Oczywiście będzie kot żył w czterech ścianach i na sznurku. Tylko, po co? By
            siedzieć na dziesiątym piętrze w celi kamiennej? To ma być jego środowisko? By
            spełnić jeszcze jedną zachciankę „władcy” tego świata?

            Najniższe ukłony!
            Podpuszczający i wyłuszczający jedynie oczywiste slogany M.J.
            • Gość: astrit Re: Życie na sznurku IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.03, 14:01
              mjot1 napisał:

              >
              > zwierzaków domowych.
              > Niech i tak będzie!
              > A cóż u licha mają ze sobą wspólnego ludzki niedorostek i zwierzak?
              > Czy tak właśnie pojmujecie relacje między zwierzęciem i człowiekiem? Że to
              niby
              >
              > jest takie coś nie do końca rozwinięte... jakby upośledzone, potrzebujące
              > naszej niezbędnej pomocy?
              > Poważnie uważacie, że nasze prawa (jakże często kompletnie bzdurne)
              obowiązywać
              >
              > mają również zwierzęta?
              > A cóż do licha człowiek zrobił dobrego dla tego globu? Wymieńcie proszę choć
              > jeden jedyny przykład.
              > Czy te resztki „chronionych” terenów zwanych (przynajmniej po imien
              > iu)
              > rezerwatami, te getta czy klatki w których trzymamy resztki niedobitków to ma
              > być nasz wkład?

              Tak własnie jest. Nie jest to dobre, ale tego nie zmienisz. Niestety. Stosujesz
              taki sam tok myślenia jak ci pseudoobrońcy zwierzat, którzy od czasu do czasu
              włamują sie do klatek w zoo i wypuszczają zwierzęta "na wolność". (ciach reszta
              wynurzeń)


              > Wracając do spraw zwykłych.
              > Zasada podstawowa w relacjach ze zwierzakami:
              > Nie każdy może mieć to, o czym sobie zamarzył!
              > Slogan: „krokodyla kup mi luby” niech pozostanie jedynie cytatem, f
              > ikcją
              > literacką. Niech nie będzie wcielany w rzeczywiste życie. Nigdy!
              > By mieć zwierzaka trzeba mieć odpowiadające temu zwierzakowi warunki.
              > Nie wystarczy chcieć! Nie wystarczy mieć szmal!
              > Trzeba wiedzieć, że TO żyje!
              > Zwierz ma swoje potrzeby, instynkty. Ma uczucia! Trzeba zdać sobie sprawę z
              > tego że ze swoimi kilkoma szarymi komorami mamy jedynie o tym mgliste
              pojęcie.
              > Musimy pozwolić zwierzęciu by jednak miało wpływ na własne życie!


              Oczywiście, masz rację - w pierwaszej części swojej wypowiedzi. Jednak, co masz
              na myślipisząc o wpływie zwierzęcia na swoje życie? "Wypuścmy wszystkie
              uwięzione papużki, niech posiedzą sobie na prawdziwym drzewie"? Wypuścmy rybki
              z tych wstrętnych akwariów? Przestańmy prowadzac psy na smyczy, bo to narusza
              ich wolność? Dajmy sie kotom mnożyć - takie ich prawo - a potem niech wymieraj
              z głodu i chorób, bo zaprowadzenie do weta i sterylizacja to przecież
              ingerencja w ich wolność...


              > Oczywiście będzie kot żył w czterech ścianach i na sznurku. Tylko, po co? By
              > siedzieć na dziesiątym piętrze w celi kamiennej? To ma być jego środowisko?
              By
              > spełnić jeszcze jedną zachciankę „władcy” tego świata?
              >
              Troche hyba przeginasz. Przebywanie ze zwierzęciem jest człowiekowi potrzebne,
              własnie po to, by zdawał sobie sprawę z jego potrzeb i uczuc. To nie uwalnianie
              zwierzat jest potrzebne, ale zwiekszenie ludzkiej wrażliwości, by człowiek nie
              zamykał kotom na zimę wejść do piwnicy, nie wyrzucał psa, bo się znudził, albo
              bo był ładnym szczeniaczkiem, a teraz jest wielki i brzydki, aby nie traktował
              zwierzęcia jak rzeczy.Do tego jest potrzebny kontakt ze zwierzeciem. Domowym.
              Sa gatunki, które zyją z człowiekiem od tysięcy lat - przystosowały się do tego
              i nie zmienisz tego czy ci sie podoba czy nie. Człowiek jest czynnikiem bardzo
              silnie wpływającym na środowisko i zwierze nad którym się tak użalasz. Wiele
              stworzeń nie przeżyje bez opieki człowieka. Wybór jaki mają to ta straszliwa
              niewola o której piszesz, pełna miseczka, ciepły kąt i dobry kontakt z
              opiekunem, albo wspaniała wolność, głód, choroby i smierć pod kołami samochodu.
              Weź też pod uwage, że dla zwierzęcia, które od pokoleń żyje z człowiekiem taka
              wolność, o jakiej dla nich marzysz to nic innego, jak porzucenie i zostawienie
              samym sobie. Jaką wolność przewidujesz dla kota, który od zawsze mieszka w
              domu, jego rodzice, dziadkowie i pradziadkowie też mieszkali w domu? Jaka
              wolnosć przewidujesz dla małego yorka? Jaką dla koszatniczek żyjących w
              terrarium? Nie da sie wszystkiego wrzucić do jednego wora z napisem "Biedne
              zniewolone zwierzeta". Co innego uwięzienie zwierzęcia, które zawsze zyło na
              wolności a co innego trzymanie w domu i zapewnianie jak najwygodniejszych
              warunków zwierzęciu, które "od zawsze" było z człowiekiem.




              > Najniższe ukłony!
              > Podpuszczający i wyłuszczający jedynie oczywiste slogany M.J.
              • mjot1 Re: Życie na sznurku 10.08.03, 18:28
                Hmmm... Nagryzmoliłem com nagryzmolił.
                Z klatek zwierza nie wypuszczam. :-)
                Chciałbym natomiast by przynajmniej, co któryś zanim zdecyduje się na zwierzaka
                po prostu pomyślał. By nie był to odruch chwili. By poznał ba, spróbował poznać
                potrzeby przyszłego domownika i podjął decyzję tak jak na istotę rozumną
                przystało.
                Niech to nie będzie tylko kaprys! Niech to będzie decyzja świadoma że
                decydujemy się na żywe stworzenie!
                Nie wystarczy do licha sama miłość! Żal mi może i najbardziej kochanego
                zwierzaka siedzącego całymi godzinami w domu w oczekiwaniu na swego pana
                jedynej atrakcji. Żal mi kotów trzymanych dniami a może i miesiącami w czterech
                ścianach. Może i ten kot nawet nauczył się już sam załatwiać do muszli
                klozetowej, ale dla mnie nie jest to krok naprzód w ewolucji, lecz tylko
                jeszcze jeden przykład głupoty ludzkiej!

                Co do nadmiernej populacji.
                Spójrzmy tak z boku. W kraju naszym wspaniała większość to miłośnicy zwierząt.
                Więc skądże tyle nieszczęść?
                Idźmy na targi żywym towarem. Jest towar? Widać klientela dopisuje!
                A że towar z czasem przestaje odpowiadać, zestarzał się, norm nie trzyma,
                znudził się milusińskiemu, nie pasuje do nowego mieszkanka, itd. itd. Cóż... na
                śmietnik! Jak to z bublem czynić jest w zwyczaju.
                Niby rozwijamy się mądrzejemy... Lecz tak naprawdę zawsze traktować będziemy
                siebie jako paniska! Władców życia i śmierci! Bogów? (Jak ja czasem chciałbym
                wierzyć w reinkarnację...)
                Nie chodzi mi o to by wypuścić wilka urodzonego w niewoli choćby dlatego że
                prawdopodobnie zginie z „ręki” swych pobratymców. Więc niech ta papużka już
                dogorywa w tej klatce. Lecz my nie zmieniamy nic! Dalej „produkujemy” te
                nieszczęścia! Bo jest popyt.
                Wiem, że nie do uczestników tego forum są to treści. Przecie tu zaglądają ci,
                którzy próbują...
                Lecz miłość też potrafi zaślepić! Nie wierzycie?

                Tak tu wyłuszczam, wyłuszczam... I po cóż właściwie? Przecież my nie mając
                żadnych warunków np. na dzieci nie widzimy w tym żadnego problemu! „Przecie
                jakoś to będzie. Przecie muszą pomóc!” ;-)

                Najniższe ukłony!
                Dalej podpuszczający M.J.


            • Gość: kluba1 Re: Życie na sznurku IP: *.we.client2.attbi.com 11.08.03, 04:40
              mjot1 napisał:

              > No dobrze...
              > Będę więc „robił” za tego złego, za to indywiduum bez uczuć wyższyc
              > h, bez
              > serca. Za jedynego winnego niekontrolowanej prokreacji i tej ilości
              bezpańskich
              >
              > zwierzaków domowych.
              > Niech i tak będzie!
              > A cóż u licha mają ze sobą wspólnego ludzki niedorostek i zwierzak?
              > Czy tak właśnie pojmujecie relacje między zwierzęciem i człowiekiem? Że to
              niby
              >
              > jest takie coś nie do końca rozwinięte... jakby upośledzone, potrzebujące
              > naszej niezbędnej pomocy?
              > Poważnie uważacie, że nasze prawa (jakże często kompletnie bzdurne)
              obowiązywać
              >
              > mają również zwierzęta?
              > A cóż do licha człowiek zrobił dobrego dla tego globu? Wymieńcie proszę choć
              > jeden jedyny przykład.
              > Czy te resztki „chronionych” terenów zwanych (przynajmniej po imien
              > iu)
              > rezerwatami, te getta czy klatki w których trzymamy resztki niedobitków to ma
              > być nasz wkład?
              > A ileż to jeszcze potrwa? Kilkadziesiąt czy kilkaset lat?
              > Przecież jedynym naszym obowiązkiem wpajanym nam od zawsze jest
              > podporządkowywać sobie wszystko i mnożyć się radośnie! Więc gdzieś musimy się
              > przecie podziać? A może wprowadźmy kastrację czy sterylizację najpierw u
              > siebie? A czemuż to tym genialnym wynalazkiem próbujemy uszczęśliwiać jedynie
              > innych? Czy czasem nie za dużo osobników naszego gatunku pałęta się po
              świecie?
              > Że co? Że rzeczy straszne i herezje wypisuję?
              > Mierzmy wszystko własną miarą. A przynajmniej próbujmy...
              > Spójrzmy wokół i dostrzeżmy w końcu, że jesteśmy tu chyba przez przypadek? Że
              > jakby jakoś nie bardzo tu pasujemy, tak jakbyśmy byli intruzami.
              > Załóżmy, choć na chwilkę, że jesteśmy tylko epizodem! Że dano nam ten
              wspaniały
              >
              > świat w chwilową dzierżawę! I cóż my zostawimy?
              >
              > Dobrze już dobrze złażę na ziemię...
              > Wracając do spraw zwykłych.
              > Zasada podstawowa w relacjach ze zwierzakami:
              > Nie każdy może mieć to, o czym sobie zamarzył!
              > Slogan: „krokodyla kup mi luby” niech pozostanie jedynie cytatem, f
              > ikcją
              > literacką. Niech nie będzie wcielany w rzeczywiste życie. Nigdy!
              > By mieć zwierzaka trzeba mieć odpowiadające temu zwierzakowi warunki.
              > Nie wystarczy chcieć! Nie wystarczy mieć szmal!
              > Trzeba wiedzieć, że TO żyje!
              > Zwierz ma swoje potrzeby, instynkty. Ma uczucia! Trzeba zdać sobie sprawę z
              > tego że ze swoimi kilkoma szarymi komorami mamy jedynie o tym mgliste
              pojęcie.
              > Musimy pozwolić zwierzęciu by jednak miało wpływ na własne życie!
              > Nie wystarczy do licha moja zachcianka: chcę tygryska czy strusia.
              > A to, że mieszkam w bloku?
              > A... Przecie mam duży pokój... i dziecko tak ładnie prosi. A poza tym, co
              komu
              > do tego!
              >
              > Oczywiście mam zwierzaki! Przeważnie te które człowiek pan tego świata
              wywalił
              > gdzieś w miłości swojej!
              > Mam zwierzaki, bo mam warunki ku temu! Mieszkam w krzakach z dala od
              zbiorowisk
              >
              > ludzkich. Gdym był jeszcze łykiem mieszkającym w kamienicy nie mogłem na
              zwirza
              >
              > sobie pozwolić. Bo jak?
              > Mój pyszczydlak Albin najbrzydszy kot na świecie zejdzie pewnie bezpotomnie,
              > ponieważ w okolicy nie ma żadnej kocicy! Najbliższa wolała rzucić się pod
              > samochód na jego widok niż wejść w bliższą z nim zażyłość.
              > Moje zwierzaki a szczególnie koty mają pełnię swobody! I wierzcie mi nie ma
              > dwóch zwierząt jednakowych! Te wszystkie wynurzenia mądrych w piśmie
              > określający charakter poszczególnych gatunków to jedynie teoria, jakieś
              mgliste
              >
              > przybliżenia. Każdy kot jest inny. Każdy ma swoje potrzeby, wymagania,
              kaprysy,
              >
              > przyzwyczajenia. Każdy ma inne tereny łowieckie i specjalizację w zakresie
              > tegoż łowiectwa.
              >
              > Oczywiście będzie kot żył w czterech ścianach i na sznurku. Tylko, po co? By
              > siedzieć na dziesiątym piętrze w celi kamiennej? To ma być jego środowisko?
              By
              > spełnić jeszcze jedną zachciankę „władcy” tego świata?
              >
              > Najniższe ukłony!
              > Podpuszczający i wyłuszczający jedynie oczywiste slogany M.J.
              No i wlasnie ... dziecko tak ladnie prosi ,,, kot tez i pies tez. Jesli
              jestesmy w stanie wyszkolic ich do 145 IQ to nie jest problem ale czy
              mozemy ? Dzicko i zwoerze sa nasza odpowiedzialnoscia . Jak dlugo monz dzecu
              tlumaczyc , ze samochod to jest dueze BUM i kotu to samo ? Jesli mamy diecko -
              to jest odpowiedzialnosc a kot czy pie? - tylko kot czy pies? Jesli opiekujemy
              sie dzieckiem dlaczego mamy wymagac od kota lub psa wiekszego zrozumienia
              swiata? Oczekujemy, ze sa inteligentb=niejsze ? A moze po prostu nie dbamy bo
              to TYLKO pies lub kot. Ile kotow lub psow ginie pod kolami smochodow, z rak
              ludzi agresywnych - czy nie tlumaczylismy im, ze dom i tylko dom jest
              bezpiecznym miejscem ? To nie jest kwestja SWOBODY to jest kwestja ochrony.
              Przecietny kot zu=yjacy na zewnatrz na ogol zyje 2 1/2 roku. W mieszkaniu zyje
              o wiele dluzej. Jestem czlowikiem i lubie swobode, tez bym chiala nie miec
              ograniczen w formie ulic , freeways itd, Chciala bym sobie isc przed siebie
              ale nie moge . Bo takie sa warunki. Ja to rozumiem, moj kot, ktory nigdy nie
              byl potraktowany zle - nie rozumie. I to jest moj problem - trzymac czesciowo
              w domu i straszyc czy tylko trzymac w domu i kochac. Mtsle, ze one wychodza
              lepiej na tym drugim traktowaniu.
              • Gość: Asia Re: Długość życia kota IP: 80.51.236.* 11.08.03, 09:31
                Moj wykastrowany kot, żyjący swobodnie - tj. kiedy chce jest w domu i kiedy
                chce na zewnątrz, mieszkający koło ruchliwej drogi krajowej - żyje już 5 lat.
                Myślę, że duża w tym zasługa kastracji.
                Niekoniecznie więc aby kot długo żył musi siedzieć tylko w czterech ścianach.
                My jednak mieszkamy w domu a nie w bloku.
                • Gość: wybredna Re: Długość życia kota IP: *.krapkowice.sdi.tpnet.pl 11.08.03, 12:35
                  Czytam i zastanawiam się...Jako lekarz weterynarii spotykam się bardzo często z
                  ludźmi,którzy chcą coś zrobić dla bezpańskich kotów.Najczęściej są to panie na
                  emeryturze,troche zwariowane,które całą swoją emeryturę wydają na leczenie i
                  jedzenie dla kotów.Są często piętnowane przez tzw."dobrych obywateli",bo po co
                  koty na ogródkach działkowych,w blokach.Wśród tych pań jest tylko jedna,która
                  przynosi jednodniowe mioty do uśpienia-jest napiętnowana przez
                  pozostałe "kociary".Wszystkie są za kastracją i sterylizacją,bo tygodniowo
                  ludzie podrzucają im kilka do kilkunastu kociąt(jak się wieśc rozejdzie,że ktoś
                  sie opiekuje maleństwami to już nie ma ratunku:)
                  Ostatnio musiałam uśpić kota,którego pani przyniosła z targowiska-miał
                  zmiażdżoną nogę,wybite oko i prawdopodobnie uszkodzone kości czaszki.Nie był to
                  kot z wypadku-tak tam się rozprawiają z każdym kotem(nawet miesięczne kocięta
                  nie mają prawa żyć).
                  Powiedzcie mi teraz-czy niekontrolowany przyrost naturalny,wolność kotów i brak
                  kontroli jest 100% właściwy?Ciężko jest odpowiedzieć ludziom,którzy mają na
                  codzień kontakt z efektami takiego myślenia.
                  Mjot jeden pisze,że mieszka na uboczu,może sobie pozwolić na wypuszczanie kotów
                  samopas.Co mają zrobić Ci,którzy mieszkają przy ulicach?Wyrzucić kota,którego
                  ktoś podrzucił pod drzwi,bo nie są w stanie zapewnić mu warunków?
                  • Gość: malina Re: Długość życia kota IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.03, 20:18
                    Czytałam wypowiedzi Mjota i twierdzę że to idealista-romantyk. Taki co by
                    grzywy koni rozplatał. Ma trochę racji, my ludzie ingerujemy we wszystko, i
                    dopasowujemy wg naszych potrzeb.
                    Poszło o mojego kota, który ucieka do sąsiadów.Jest wykastrowany a jednak go
                    ciągnie. Bardzo się o niego boję, bo z jednej strony ulica na której zgineła
                    poprzednia kotka, z drugiej Misza jest rasowcem( rosjanin niebieski) i boję
                    się, że po prostu zostanie złapany i zamieniony na flaszkę niskogatunkowego
                    wina.
                    Zrobiłam wywiad i dowiedziałam się ,że istnieje jakiś aparat który wydaje
                    dźwięki odstraszające kota. Można go ustawić na murze i odciać drogę ucieczki.
                    Słyszeliście o czymś takim? Można to kupić u Niemców.
                    • mjot1 Re: Długość życia kota 12.08.03, 18:36
                      W porządku. Już jestem przekonany. Już nie podpuszczam.
                      Przecież ja wiem, że taki kot jest zwierzęciem gnuśnym niezwykle. Jeśli się go
                      ma na co dzień nietrudno zauważyć, że jedyne co mu do szczęścia potrzebne to
                      pełna micha (czysta!) wyszukanych frykasów i bardzo wygodny, ciepły kąt do
                      spania.
                      On potrafi przespać większość swego kociego żywota. O czym wówczas śni? A to
                      już jest jego wielka kocia tajemnica.
                      Jeśli zapewniając mu te jego główne potrzeby ograniczymy jednocześnie stresy
                      związane z niebezpieczeństwami czyhającymi na zewnątrz toż on wiedząc o tym
                      może być jedynie nam wdzięczny. I on to docenia mraucząc i łasząc się
                      przymilnie tzn. zaznaczając nas jako swą niezbywalną własność.

                      Najniższe ukłony!
                      Nawrócony M.J.

                      PS Tak Na stronie.
                      Wracając do domu znów spotkałem zatłuczonego zaskrońca. Ale to przecie czarcie
                      plemię...
                      • summa Re: Długość życia kota 15.08.03, 21:52
                        mjot1 napisał:

                        > W porządku. Już jestem przekonany. Już nie podpuszczam.

                        Mjot, mam nadzieję, że to tylko tak dla świętego spokoju...
                        Podpisuję się pod Twoimi postami obiema rękami! Po latach ulegania dzieciom i
                        kupowania kolejnych chomików, papużek, myszek itp. "zwierzat domowych" - jestem
                        przeciw! A najbardziej z tego wszystkiego przeciw ograniczaniu wolności kotom.
                        Pomijając przypadki ratowania życia biedakom, które bez tego nie przeżyłyby (w
                        ten sposób przeszły przez nasze blokowe mieszkanie 2 koty), nigdy nie
                        zdecydowałabym się na zafundowanie z "zimną krwią" życia w złotej klatce
                        zwierzakom stworzonym do wolności.
                        Pozdrawiam
                        • Gość: aka Re: Długość życia kota IP: *.we.client2.attbi.com 15.08.03, 22:28
                          summa napisała:

                          > mjot1 napisał:
                          >
                          > > W porządku. Już jestem przekonany. Już nie podpuszczam.
                          >
                          > Mjot, mam nadzieję, że to tylko tak dla świętego spokoju...
                          > Podpisuję się pod Twoimi postami obiema rękami! Po latach ulegania dzieciom i
                          > kupowania kolejnych chomików, papużek, myszek itp. "zwierzat domowych" -
                          jestem
                          >
                          > przeciw! A najbardziej z tego wszystkiego przeciw ograniczaniu wolności
                          kotom.
                          > Pomijając przypadki ratowania życia biedakom, które bez tego nie przeżyłyby
                          (w
                          > ten sposób przeszły przez nasze blokowe mieszkanie 2 koty), nigdy nie
                          > zdecydowałabym się na zafundowanie z "zimną krwią" życia w złotej klatce
                          > zwierzakom stworzonym do wolności.
                          > Pozdrawiam
                          A od kiedy i do jakiej wolnosci stworzony jest kot w miescie ?? Czy
                          ta "wolnosc" to glodowanie, mordowanie, znecanie sie nad, trucie , zabijanie
                          samochodami ??? A twoje dzieci to nie maja prawa do wolnosci ? Czy w takim
                          razie tez je " na wolnosci" zostawiasz czy tez dostaja cos do jedzenia czasami
                          i kat do spania ? Kot w domu to zupelnie cos innego niz galab w klatce.
    • Gość: samanta Re: Życie na sznurku IP: *.kabel.telenet.be 16.08.03, 05:16
      A moj kot w ostatnie upaly wykorzystywal niewykorzystana smycz z szeleczkami
      w roznych miejscach w domu.
      Powod byl taki , ze trzeba bylo otwierac okna i balkon i stwarzac przeciag
      (o ile mozliwy byl przeciag w tych upalach)

    • Gość: ppp przeciez to tylko kot!!! nie ma sie czym podniecac IP: 212.160.240.* 16.08.03, 19:42
      • Gość: malina Re: przeciez to tylko kot!!! nie ma sie czym podn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.03, 22:38
        Zupełnie jakbyś krzykneła nad zbitym wazonikiem; przecież to tylko wazonik ,nie
        ma się czym podniecać.
        Zwierze nie jest wazonikiem ,myśli ,czuje. Biorąc do domu kota, psa ,chomika...
        zobowiązujemy się zapewnić mu bezpieczeństwo, opiekę,a niektórzy chcieliby
        jeszcze, by zwierzę u nich było szczęśliwe.
        To nie jest przedmiot, który gdy nam się znudzi można go wyrzucić. Niestety
        wielu ludzi tego nie rozumie. Dla nich to tylko kot.
        • Gość: ppp no i wlasnie o to mi chodzilo IP: 212.160.235.* 17.08.03, 18:54
          • Gość: malina Re: no i wlasnie o to mi chodzilo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.03, 20:21
            O co?
            • emigrantka Z zycia wziete 17.08.03, 22:11
              Moze niezupelnie na temat ale napisze...

              Mialam kiedys 9 kotow na raz - mieszkalam w domku, daleko od ruchliwej ulicy,
              wszyscy mieli koty i cat-flapki wiec czy moje koty jadly u sasiada czy sasiada
              koty u mnie (sasiad mial 13 rasowcow bialych dlugowlosych)nic nikomu nie
              przeszkadzalo. Jak jeden z moich kociakow zawiesil sie na drzewie na obrozy
              (taka z czescia rozciagliwa NIBY bezpieczna) to go sasiad z drzewa zdjal itd. W
              sumie bardzo "cat friendly" okolica. Koty wchodzily i wychodzily jak chcialy,
              czesto zdarzalo sie ze w nocy do lozka wlazil mi jakis obcy kot a moje spaly u
              innych sasiadow. W sumie - wolne byly zupelnie i do tego przyzwyczajone.
              Niestety musiala sie przeprowadzic do mieszkania -nie tylko niedaleko glownej
              ulicy ale i na 2gim pietrze. Kociska nie mogly sie przyzwyczaic - siedzialy na
              oknach i WYLY. Jeden nauczyl sie wychodzic ale raz mi zginal. Oczywiscie -
              ogloszenia po calym osiedlu i tydzien pozniej telefon. Ide wiec do ludzi, kot
              moj a jakze ale zobaczyl mnie i dal noge do kuchni. To byl kot ktory ze mna
              mieszkal od 6-go tygodnia zycia przez 6 lat. Strasznie mi sie glupio zrobilo
              ale myslalam ze mu przejdzie i razem z bratem pakowalismy go do klatki zeby
              zaniesc do domu - w domu sie oplastrowalismy ;-) Jednak po kilku tygodniach
              patrzenia na te moje biedne futrzaki przyzwyczajone do lazenia po drzewach itd
              a teraz wyjace na oknach - z bolem serca trzeba bylo podjac decyzje co dla NICH
              bedzie lepsze. Ten ucikinier trafil super poniewaz ludzie u ktorych sie przez
              tydzien ukrywal zakochali sie w nim i przyjechali po niego jak tylko
              zadzwonilam. Reszta tez trafila do dobrych znajomych do domkow z ogrodkami.
              Przykro bylo sie z nimi rozstawac ale jednak wazniejsze byl9 ze one w
              mieszkaniu nie byly szczesliwe.
              Tearz mam 3 futrzaki, wszystkie od maluchow wychowane w mieszkaniu i zadowolone
              z zycia - poniewaz innego NIE ZNAJA. Posiedza sobie troche na balkonie,
              powygladaja ale na dwor ich nie ciagnie i nie wyja za czyms czego nie znaja.

              A wiec - kot na szelkach? Czemu nie - jezeli do tego przyzwyczajomy od malucha?
              Moj weterynarz ma 6 kotow i duzy ogrodea a jego wszystkie koty na szelkach
              chodza i mordki maja zadowolone.
            • Gość: ppp o to IP: 212.160.240.* 18.08.03, 11:47
              Jezeli ktos bierze odpowiedzialnosc za domowe zwierze to musi sie wywiazywac ze
              swoich obowiazkow do konca. Strrrrasznie nie znosze personifikowania zwierzat,
              przypisujac im czasami balwochwalczo cech jakie posiadaja tylko w stopniu
              minimalnym. No jezeli ktos "dla dobra" swojego kota wypuszcza go na ulice,
              bedac swiadom zagrozenia, to przepraszam bardzo ale dla mnie to jest glupota.
              Kotek lubi sobie pobiegac wiec wypuscimy go na podworko, moze wpadnie pod
              samochod, moze nie, ale bedzie szczesliwy. Podobnie jest z dziecmi. Czy
              ktokolwiek przy zdrowych zmyslach pozwoli dziecku grac w pilke na jezdni, tylko
              dlatego ze ono to lubi?! Wiec mowiac ze nie ma sie czym podniecac, chodzilo mi
              jedynie o to ze nalezaloby zamiast usprawiedliwiac swoja glupote, stac sie
              odpowiedzialnym za zwierzaka.
              • Gość: malina Re: o to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.03, 22:43
                Personifikować- nadawać zwierzętom cechy właściwe ludziom.
                Nie rozumiem co masz na myśli. Co to są cechy typowe dla ludzi?
                Misza jest czasami szczęśliwy, skacze po domu i ma szczęśliwą mordkę, czasami
                jest przestraszony , zirytowany , gdy za dlugo przygotowuje mu posiłek,
                znudzony,gdy pozostawiamy go samego itp Czy sugerujesz ,że mi się to wydaje? To
                dlaczego czasami się o mnie ociera , a czasami gryzie po łydkach?
                Może Ty masz doczynienia z pluszakami , albo tak je traktujesz?
                Nie wątpię ,że wiesz co jest dobre zarówno dla zwierząt jak i dla dzieci.
                Bo to są tylko dzieci i tylko kot.
                • Gość: ppp Re: o to IP: 212.160.240.* 19.08.03, 12:45
                  Widze ze dalej sie nie rozumiemy. Tlumacze ci prosto i wyraznie. Jezeli
                  wypuszczasz swojego kota na ulice, zdajac sobie sprawe z zagrozenia jego zycia
                  to jestes NIEODPOWIEDZIALNA. Widze ze traktujesz kotka jak zabawke, ktora
                  jezeli sie zepsuje mozna wymienic na nowa. Skoro podjelas sie opieki nad kotem
                  to musisz zadbac o jego bezpieczenstwo. Kot nie jest na tyle inteligentny zeby
                  wiedziec ze na ulice mu wychodzic nie wolno. To TY musisz zadbac zeby na nia
                  nie wyskoczyl, a nie wypuszczac go na dwor i liczyc na fart. Usprawiedliwiasz
                  smierc swojego poprzedniego kota, podczas gdy w 100% ty bylas winna. Nie dbasz
                  o ich zycie i zdrowie nalezycie.
                  Dziwi mnie ze nie zrozumialas prostego porownania do sytuacji z dzieckiem.
                  Pozdrawiam i zycze wiecej zdrowego rozsadku.
                  • summa Re: o to 19.08.03, 19:41
                    Drogi ppp! Po pierwsze - czy nie zauwazyłeś, że kierujesz swoje posty do
                    Maliny, która właśnie DBA o bezpieczeństwo swojego kota, ponieważ chodzi z nim
                    na smyczy i wg Twoich kryteriów absolutnie nie traktuje go jako zabawki?
                    Po drugie - Ty własnie personifikujesz stawiając w swoich przykładach znak
                    równosci między dzieckiem a kotem.
                    I ten ton wyższości i wszechwiedzy, uuuch...

                    • Gość: ppp Re: o to IP: 212.160.240.* 20.08.03, 14:32
                      Autor: Gość: malina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                      Data: 06-08-2003 22:48 + odpowiedz na list

                      + odpowiedz cytując


                      --------------------------------------------------------------------------------
                      Mój kot wychodzi obecnie na spacer w szelkach i na smyczy. Do tej pory w
                      granicach ogrodu chodził sam. Decyzję co do ograniczenia jego wolności
                      podjełam po jego ucieczkach do sąsiadów. Posmutniał, nie gania motyli, much,
                      a mi obserwującej go przychodzi do głowy pytanie; co warte takie życie , gdy
                      pozbawieni jesteśmy wolności i przyjemności? Decyzję co prawda podjełam dla
                      jego dobra, ale tak się tylko mówi. Jest jak więzień wypuszczany raz dziennie
                      na spacerniak pod nadzorem. Jednego kota już straciłam pod samochodem.

                      CO WARTE JEST ŻYCIE NA SZNURKU?

                      Nie rozumiem tylko stanu zalamania maliny, skoro wie ze robi to dla jego dobra.
                      • summa Re: o to 20.08.03, 21:08
                        Gość portalu: ppp napisał(a):

                        >
                        > Nie rozumiem tylko stanu zalamania maliny, skoro wie ze robi to dla jego
                        dobra.

                        Bo kot jest nieszczęśliwy z powodu sznurka. Bo to jest wbrew kociej naturze.
                        • Gość: ppp Re: o to IP: 212.160.240.* 20.08.03, 21:28
                          Kociej naturze?! To zwierze domowe! Jak ktos nie umie sie nim opiekowac i
                          pozwala zeby wpadalo pod samochod (1 kot maliny) to nie powinnien miec
                          zwierzakow. A skoro tak bardzo boli ja kocia niewola, to po co ma kota? To
                          proste malino: nie zniewalaj. Wiec reasumujac. Albo powinna kota wyprowadzac na
                          smyczy i nie narzekac, albo narzekac i nie miec kota.
                          • mjot1 Re: o to 20.08.03, 21:51
                            Qrcze! Jakie to proste!!?

                            Najniższe ukłony!
                            Nie mogący wyjść z podziwu M.J.
                            • Gość: malina Re: o to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.03, 23:25
                              Przepraszam za chwilę zwłoki ,ale musiałam zebrać myśli. Droga ppp, zazdroszczę
                              Ci , gdyż z tego co piszesz świat dla Ciebie jest dwukolorowy. Tu czarne, tu
                              białe , tu dobro tu zło, wszystko jasne i proste. Kotu coś zagraża-nie
                              wypuszczać go z domu.
                              Co zrobisz, gdy Ciebie ktoś zamknie w domu, będzie Ci gotował, głaskał. Jak
                              długo wytrzymasz? Ja przyznam się ,nie wyobrażam sobie podobnego życia.
                              Słyszałaś o zwierzętach ginących w niewoli? Niby mają zapewnione
                              bezpieczeństwo, są karmione a po pewnym czasie zdychają. Już słyszę,
                              zakrzykniesz ,że nie kot, koty są w domach od dawna. A słyszałaś o kocie który
                              zdechł z tęsknoty za panem? Kot ,o którym krąży opinia ,że przywiązuje się do
                              miejsca, nie do właściciela. Obok cech typowych dla gatunku,zwierzęta posiadają
                              również cechy osobnicze, typowe dla każdego z nich. Tak jest też wśród ludzi,
                              jedni z nas odznaczają się większą wrażliwością od drugich.
    • Gość: o małpie... Re: Życie na sznurku IP: *.puw.pl 18.08.03, 15:49
      Oglądałam kiedyś taki serial, o jakimś szpitalu. Mogę coś pokręcić, bo się nie
      znam, ale poczytajcie:
      Przyjechał chłopiec kilkuletni do szpitala, z dziwną jakąś chorobą szpiku
      (białaczka?), dla której lekarstwem był przeszczep szpiku (a może płynu
      rdzeniowego - nie wiem). Nie było odpowiedniego dawcy wśród rodziny, ani
      obcych.
      Ale okazało się, że można przeszczepić to coś od małpy laboratoryjnej, która
      była hodowana w tym szpitalu. Oczywiście przeszczep równał się śmierci małpy.
      Podjęto decyzję, dla dobra dziecka. Do małpki przywiązani byli pracownicy
      szpitala, bardzo im było jej szkoda, żegnali sie z nią.
      Małpę zabili, dziecko przeżyło.
      Pomijajac to, czy coś takiego jest medycznie możliwe, to CZY MAMY DO TEGO PRAWO?
      Poświęcić zwierzę dla człowieka, tylko dlatego, że jesteśmy silniejsi i możemy
      abstrakcyjnie myśleć (niczego dobrego nam to nie przynosi:/). Czy my jesteśmy
      ważniejsi na tym świecie od innych stworzeń, najważniejsi??
      Bardzo przezyłam ten film, chodziłam jak głupia kilka dni i cały czas myślałam -
      czy mamy prawo? i drugie: co ja bym zadecydowała, gdyby to było moje dziecko.
      Myślałam o tym długo i ... nie doszłam do niczego... Tylko czasem przypomina mi
      sie film i pytanie...
      • Gość: malina Re: Życie na sznurku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.03, 22:47
        Takie same wątpliwości mnie nachodzą. Życie jest życie i powinno być tak samo
        cenne.Tylko dlaczego gdy komar gryzie mnie w nogę bez namysłu zabijam go?
    • Gość: dorka Re: Życie na sznurku IP: *.puw.pl 19.08.03, 11:01
      a dlatego, że Ci szkodzi, tak się złożyło, że jesteś silniejsza. jakoś w
      naturze to idzie - smutne jest, że najsłabszy umiera, ale jakiś w tym porządek
      jest. człowiek go niszczy, po prostu. ja rozumiem, że jak jestem głodna to jem
      i hoduję sobie kurkę na jajka, a potem na rosół (niestety jestem osobą, która
      musi jeść mięso, dieta wegetariańska mocno mi się na zdrowiu odbiła). ale, że
      hoduję gęś w klatce i tuczę na wątróbkę, bo lubię, a gęś całe życie spędza nie
      chodząc i nie umie chodzić, to już okrucieństwo. albo zabijam sobie zwierzę na
      futro, jak mogę mieć płaszcz z wełny - też ciepły. to jest najgorsze i nie mogę
      nad tym przejść do porządku dziennego. oktopne jest to, że na oczach królika
      testuje się krem, co go sobie potem położę na gębę, ja oraz inne elegantki,
      zeby się zestarzeć dwa lata później (a może i nie). może to jest radykalne, co
      powiem, ale to, że nam się płaty czołowe rozwinęły i potrafimy myśleć
      abstrakcyjnie, tylko krzywdę nam przynosi (i zwierzakom też).
      Mamy coraz szybsze samochody (duzo zwierząt ginie pod kołami), a i tak coraz
      trudniej nam wszędzie zdążyć. obłęd.
      Mam te same wątpliwości co Ty, Malino... pozdrawiam.
    • Gość: Magnolia Re: Życie na sznurku IP: *.crowley.pl 20.08.03, 15:22
      Dla mojego kota najgorsza karą byłoby wypchniecie go z mieszkania. Jak
      otworzymy drzwi na klatke to wysunie łepek, ale dokladnie sprawdza czy łapki i
      ogon są nadal w domu. W potrzebie (wet czy wyjazd) na zewnątrz wynosimy go na
      rękach mocno przytulonego. głaskany czuje sie na tyle bezpiecznie, ze powącha
      powietrze.
      Z naszego punktu widzenia mogłabym zadać pytanie: czy mam prawo zmuszać mojego
      kota, aby w ramach poznawania świata wychodził z domu na spacery???
      Co kot to natura. Więzienie w domu to dla niektórych szczyt kociej rozkoszy,
      zwłaszcza gdy jest jeszcze micha pełna tuńczyka :-)
    • Gość: astrit Re: Życie na sznurku IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.08.03, 14:34
      Z zainteresowaniem śledzę dyskusję jaka wyrosła na kocich szeleczkach.. ;-)
      Wtrącę również swoje - może niezbyt oryginalne - trzy grosze.Są tu osoby,
      które uważają trzymanie zwierzaka w domu lub ograniczanie jego absolutnej
      swobody za okrutne barbarzyństwo równe dręczeniu i znęcaniu się nad bezbronnym
      stworzeniem. To chyba drobne przegięcie...Padają również zarzuty
      personifikowania zwierząt ( raczej nazwałabym to antropomorfizowaniem), podczas
      gdy to raczej obrońcy nieskrępowanej swobody uczłowieczają zwierzęta. Z ich
      wypowiedzi można wysnuć wniosek, że np. taki kanarek siedzi w tej swojej klatce
      i tłukąc głową o pręty wzdycha, że nie polata sobie wśród palm tylko żyje
      zamknięty jak w obozie jakimś koncentracyjnym. Lub taki biedny wykastrowany
      kocur oglądając pozostałość po swoich klejnotach rozpacza, że już nigdy żadnej
      kici nie wyrwie... Zwierzęta nie rozmyślają w ten sposób, nawet, jeżeli robił
      tak jelonek Bambi na filmie... Podchodząc w ten sposób można skrzywdzić
      zwierzę. Szacunek dla żywej istoty to jedno - puszczanie psa czy kota samopas
      to zupełnie inna sprawa. To pierwsze oznacza odpowiedzialną opiekę, to drugie
      jest zwyczajną głupotą. Jest tu ktoś, kto za zasługe poczytuje sobie
      wypuszczanie kota na dwór przy ruchliwej ulicy. Jeśli zginie to trudno,
      przynajmniej zginie wolny.... A czy takiej osobie nie przyszło do głowy, że ten
      kot zanim zginie może wiele godzin/dni umierać w cierpieniu? Nie twierdzę, że
      tego kota należy uwięzić w mieszkaniu - za późno na to, ale osoba ta nie
      wyciągnęła żadnych wniosków z tragedii poprzedniego zwierzaka, który zginął.
      Dla mnie to co najmniej brak wyobraźni. Podobnie "wolność" zapewniają swoim
      psom ludzie, którym nie chce się wyjść z psem, więc wypuszczają go samego na
      dwór. Co innego jeśli mamy możliwość zapewnienia zwierzęciu BEZPIECZNEJ
      wolności, np. mając domek z dużym ogrodem, mieszkając z dala od ruchliwych
      ulic, a co innego, gdy decydujemy się na zwierzę mieszkając np. w bloku. W
      takiej sytuacji trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że kot/pies/ inne
      stworzenie - pomimo, że inteligentne - nie jest przystosowane do życia w naszym
      ludzkim młynie i żaden instynkt nie uchroni go przed śmiercią pod kołami,
      kradzierzą "na piwko", kalectwem lub śmiercią z rąk jakiegoś gnoja... czy na
      prawdę będziecie tak szczęśliwi z zapewnionej kotu "swobody" wiedząc, że został
      okaleczony przez człowieka - ot tak, dla zabawy, bo oswojony kot dał się
      złapać? A co na taką wolnosć kot...? W "Małym Księciu" jest takie piękne
      zdanie: "Człowiek jest odpowiedzialny za to, co oswoi".Odpowiedzialność oznacza
      nie tylko zapewnienie pełnej michy, ale również zadbanie o jego zdrowie i
      BEZPIECZEŃSTWO. Drodzy miłośnicy zwierząt - odrobinę więcej wyobraźni, odrobinę
      mniej idealizmu. To będzie na prawdę zdrowsze dla zwierząt.
    • mjot1 Słów kilka na koniec... Chyba? 23.08.03, 12:31
      Malino dzięki za tytuł wątku. Wspaniały!

      Poczytałem sobie wypowiedzi i muszę jednak swoich kilka groszy tak ogólnie
      dodać.
      Gdzieś tam wyżej prosiłem o choćby jeden przykład pozytywnego działania
      człowieka na rzecz Matki Ziemi. Nie doczekałem się i nie dziwi mnie to, bo ja
      takowego przykładu nie znam.
      Są natomiast wypowiedzi o konieczności opieki, o „uczłowieczaniu” zwierzaków, o
      wolności pojęciu możliwym do zrozumienia jedynie przez człowieka, o
      niedopuszczalnym przypisywaniu zwierzakom „uczuć wyższych”, itd. itd., ogólnie
      o niepoprawnym „przeginaniu pały”!
      Ktoś, kto zdecydował się na „posiadanie” zwierzaka winien go chronić przed
      niebezpieczeństwami miast i wsi, przed ulicą i szosą, przed parkiem, przed
      hyclem jakimś, przed zdegenerowanym małolatem, przed automobilem tym genialnym
      i jak dotychczas najskuteczniejszym śmiercionośnym wynalazkiem. Zauważcie, że
      nie wymienia się jakoś niechybnych przecie zagrożeń naturalnych.
      Czyli? Chroń przed niebezpieczeństwami, które niesie nasz ludzki świat, nasza
      cywilizacja.
      Uogólniając: Człowieku chroń swego milusińskiego przed sobą samym! Czy to
      sprzeczność? Bzdura kompletna? Nie!
      To wmawianie sobie potrzeby „opieki”, regulacji, gospodarki, i licho wie, czego
      jeszcze to jedynie mydlenie oczu i próba zamaskowania naszych barbarzyńskich
      poczynań!
      Ta cała nasza wiedza...
      My przecie doskonale wiemy, co zwierzakowi potrzebne. My wiemy, co zwierzak
      czuje. My przecie badamy, myślimy...
      My do licha nawet siebie nie znamy!
      Kot nie ma uczuć. A widział jakiś znawca z całą masą tytułów przed nazwiskiem
      obrażonego kota? A widział kota płaczącego z bezsilnej złości?
      On czuje nie tylko głód i chłód! On naprawdę żyje!
      Stara zasada mówi: „mierz wszystko swoją miarą”. Czy my jeszcze / Czy my już,
      jesteśmy do tego zdolni? Nie sądzę. To jeszcze jeden pusty slogan, jakich
      wiele. Tak jak ciągnące się za nami puste słowa „nie zabijaj”.
      Świat natury naprawdę może się bez nas doskonale obejść!
      Zniknijmy a świat odetchnie z ulgą i nie będzie wzdychał z tęsknoty za nami.
      Nie wierzycie? Znajdźcie gdzieś opuszczony ugór i przyjrzyjcie się jak Matka
      Natura potrafi działać. Jak szybko wkracza tam życie. Wspaniałe prawdziwe
      życie! Jaka tam trwa walka o swoje miejsce wśród bezmyślnych roślin i (według
      naszych zasad kompletnie pozbawionego jakichkolwiek przemyśleń) wspaniałego
      świata owadów. Popatrzcie, jaki w tym niby chaosie jest genialny sens, jak
      proste i niezmienne od pradziejów obowiązują tam prawa. Ten system po prostu
      działa. I niech w ten ugór ponownie wkroczy „istota myśląca”... Wszystko szlak
      trafia momentalnie!

      Wbrew pozorom nie jestem jakimś nawiedzonym i wymalowanym na zielono świrem
      (przynajmniej ja tak sądzę).
      Jadam pasjami mięso a już dziczyznę wręcz uwielbiam, a na jadło roślinne
      trzewia me reagują drastycznie! Mieszkam sobie w krzakach wiedząc, że jestem tu
      intruzem. Lecz staram się widzieć próbując rozumieć, nie zabijam bez potrzeby,
      potrafię ominąć, jeśli tylko jest nikła możliwość korzystam z niej i nie
      włażę „z kopytami” stosując się do reguły nieingerencji.
      A zrzędząc na forum mam nadzieję, że może ktoś dostrzeże, że nie jest tu sam! A
      jeśli zauważy choćby raz pająka czy złotooka to już jest sukces, bo będzie już
      widział nadal i zacznie naprawdę korzystać z wspaniałego daru zwanego rozumem.

      Wracając do kota na sznurku.
      Pamiętacie wątek o kotkach bonsai?
      No to „jedźmy”.
      Kot zamieszkujący zawsze w jakimś M-ileś i nie widzący świata jest przecie
      szczęśliwy nieprawdaż?
      Więc jeśli zawsze zamieszkiwał będzie na jakimś meblu jedynie to też do licha
      nic mu nie będzie przecie brakowało. Stąd już tylko jeden malutki kroczek...
      A ja pytam czy ten kłębek futerka to jeszcze jest kot czy bibelot już?

      Więc może ograniczmy jednak tę naszą nadopiekuńczość nad wszystkim do minimum?

      Najniższe ukłony!
      Nadal wołający: Uwolnić kota M.J.

      „Jak zabawnie chcieć i nie móc lub nie chcieć a móc”

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka