shecat
16.07.09, 10:28
Witam,
przydarzyło mi się coś, co mnie mocno poruszyło i chciałabym się z
wami tym podzielić.
wczoraj wieczorem wyszłam u siebie w grodzisku mazowieckim na ulicę.
szukałam mojej kotki. znalazłam natomiast pod pobliską bramą
osowiałego psa - nigdy wcześniej nie widziałam go w okolicy. zdawało
mi się, że potrzebuje pomocy. zawołałam go - bał się początkowo, ale
potem przyszedł i był wyraźnie zadowolony, że ktoś jest dla niego
miły. miał obróżkę chyba przeciwpchelną, ale wyglądał na
zaniedbanego. nie był wychudzony. tak jakby komuś się zgubił, może 2-
3 dni temu. no więc zostawiłam go pod swoim domem i zaczęłam
dzwonić. straż dla zwierząt nie odbiera, schronisko w milanówku nie
odbiera (było już po 19). przypomniało mi się, że gdzieś czytałam,
że warto poczekać i zobaczyć, czy pies sobie czasem nie pójdzie,
jeśli będzie kręcił się w okolicy dłużej to wtedy dzwonić w takie
miejsca. tak postanowiłam, bo nie wiedziałam co robić, w dodatku
szukałam kotki i bałam się, że jak zobaczy psa to będzie się bała
podejść do domu. później poszłam do supermarketu i ten pies zaczął
iść ze mną tak, jakbym była jego właścicielką. starałam się nie
zwracać na niego uwagi, żeby biedak nie "robił sobie nadziei", ale
on i tak koło mnie szedł. a potem jak weszłam do supermarketu to on
szukał mnie chyba ale później poszedł gdzieś dalej - rozglądałam się
ale go nie było nigdzie. uznałam, że może poszedł do domu albo ktoś
inny dobry się nim zaopiekuje.
no i dziś rano wychodzę do pracy - patrzę a tu wychodzi do mnie ten
psiaczek biedny. caly mokry bo byla burza. zrobilo mi sie go
strasznie zal. wrocilam sie o domu i znow obdzwonka. straz nie
odbiera. schronisko w milanowku odeslalo mnie do strazy miejskiej,
straz miejska do wydzialu ochrony srodowiska. tam zebrano ode mnie
info, i dowiedzialam sie ze dzis po poludniu (a dzwonilam o 8 rano),
a moze jutro... przyjedzie straz dla zwierzat, sprawdza czy ma pies
chipa. jesli ma to super, jesli nie to niestety schronisko jest
przepelnione i "nic sie nie da zrobic" (to chyba znaczy ze
zostawiaja zwierze tam gdzie je znalezli??). dodala jeszcze ze do
schroniska ida w pierwszej kolejnosci psy agresywne. powiedzialam ze
nie wiem co robic, bo musze isc do pracy, a pies pewnie pojdzie za
mna. pani na to zebym nie zwracala na niego uwagi i nie dawala jesc
i moze wtedy sobie pojdzie gdzies indziej.
no i niestety - do pracy musialam isc, pies za mna, w koncu zginal
gdzies w tlumie - zupelnie nie wiedzialam co robic. zostawilabym go
nawet u siebie, ale skoro nie wiem, czy przyjmie go schronisko to to
nie wchodzilo w gre - w piatek akurat odbieram szczeniaczka, mam
kota, mam malego siostrzenca - obcy pies w domu w takim momencie...
musialam ta historie opowiedziec, bo bardzo zaskoczylo mnie, jak
trudno jest pomoc zwierzeciu. zaskoczylo mnie tez to, ze wesoly
piesek, maly, calkiem ladny, ktory mialby szanse na ewentualna
adopcje, ma male szanse, zeby trafic do schroniska, bo pierwszenstwo
maja psy agresywne.
myslalam tez o pojsciu z psem do weta zeby sprawdzil czy pies ma
chipa, ale ani o 19 ani przed 9 zaden nie jest czynny. nie mialam
jak przewiezc psa do najblizszego schroniska.
nie wiem - jak w takim razie nalezy sie w takiej sytuacji zachowac?
jak najlepiej pomoc takiemu psu, jesli nie mozna go przygarnac?
bo czekanie do jutra na straz = wieksza szansa ze pies pojdzie
gdzies jeszcze dalej, gdzie nie bedzie pomocnej mu osoby, ze jakis
inny pies go pogryzie, ze cos go przejedzie. i wlasciwie jesli pies
nie ma chipa to nawet przyjazd strazy nic nie zmieni. czuje sie
ogromnie bezradna ;(