algod
24.07.09, 10:36
Chciałabym was prosić o radę.
Mam dwa psy – oba samce, dość duże, kundle ze schroniska, drugiego wzięliśmy
parę miesięcy temu, kiedy ten pierwszy był u nas od roku. Niby chcieliśmy być
rozsądni o tyle, że wzięliśmy takiego, który bez problemu mieszkał w boksie z
wieloma różnymi psami, a przed podjęciem decyzji poszliśmy na wspólny spacer i
psy dobrze na siebie reagowały. Nierozsądne było to, że ten drugi też był
mężczyzną. Wiedzieliśmy, że lepsza byłaby suczka, ale ten nas wzruszył,
skrajnie źle znosił schronisko, wyglądał jak psi cień.
No ale w domu szybko otrząsnął się z depresji i psy bardzo ostro zaczęły ze
sobą walczyć. Rozdzieliliśmy je tymczasowo (mieliśmy taką możliwość,
niewygodną, ale na pewien czas do wytrzymania) i zaczęliśmy oswajać. Najpierw
tylko wspólne spacery, potem wspólne przebywanie na podwórku (z nami i na
długich smyczach). Kiedy po paru miesiącach doszliśmy do etapu, że psy
swobodnie się obwąchiwały i nie próbowały się gryźć nawet wtedy, kiedy wpadły
na siebie podniecone i rozwarczane podczas zabawy z patykami, to zaczęliśmy je
puszczać razem luzem. Aha, w międzyczasie zostały wykastrowane, co też
wyraźnie pomogło. No i przez ostatnie dwa miesiące była absolutna idylla – psy
razem spały, razem łaziły, bawiły się nawet pokojowo, gryząc ten sam patyk.
A wczoraj w podnieceniu, podczas szczekania na coś za płotem, rzuciły się na
siebie i ostro pogryzły – po łapach, każdy miał jedną ranę do szycia i parę
mniejszych. No i nie wiem, czym by się skończyło, gdybyśmy ich nie rozdzielili.
Nie to, żebym nie brała pod uwagę, że psy się mogą pogryźć. Wiem, że się
zdarza, szczególnie w podnieceniu. Ale tutaj efekty są jednak dość krwawe, co
mnie przestraszyło. No i trochę nie wiem, co teraz i dlatego chciałabym was
poprosić o komentarze.
Po pierwsze, czego się teraz spodziewać? Wiem, ze nikt tu nie jest wróżką i mi
nie powie, jak zareagują moje psy, ale wiem też, że niektórzy tu mają spore
sfory, więc może wiedzą, co jest bardziej, a co mniej prawdopodobne.
Jak się psy lepiej poczują, mogą chcieć dokończyć walkę, którą im
przerwaliśmy, bo muszą poustalać, co trzeba? (Jeden jest trochę, ale tylko
trochę większy i silniejszy, ten mniejszy w różnych sprawach mu ustępuje, ale
nie jestem pewna, czy kwestia dominacji jest jednoznacznie rozstrzygnięta. A
musi być rozstrzygnięta, nawet u kastratów?)
Czy może jest szansa, że raczej będą unikać konfliktu, bo oba w nim ucierpiały?
Na razie psy zachowują się jak przedtem. Zaraz po bójce wzięliśmy obu na
szycie do weterynarza, najpierw zawożąc jednego, potem drugiego, więc się na
chwilę rozdzieliły. Jak się spotkały w poczekalni w przychodni, to się
polizały po kufach i w ogóle pełna przyjaźń. A na obce psy w poczekalni
reagowały nerwowo, wyraźnie bały się z ich strony ewentualnej zaczepki w
sytuacji, kiedy czuły się kontuzjowane. Siebie nawzajem się nie bały.
I jak myślicie, jak się tu zachować rozsądnie i odpowiedzialnie?
Puszczać je znowu razem, licząc, że takie sytuacje będą rzadkie i się w nich
jednak raczej nie pozabijają, nawet jeśli raz na jakiś czas pokaleczą?
Czy może należy uznać, że to jednak dla nich poważne zagrożenie, i je
tymczasowo rozdzielać, a docelowo spróbować oddać jednego (jeśli się uda
znaleźć odpowiedniego chętnego, schronisko w grę nie wchodzi)? Bardzo mi się
to rozwiązanie nie podoba, generalnie psy wydają mi się szczęśliwe z nami, i
my z nimi też, ale wizja wykrwawiających się psich zwłok na podwórzu jest
porażająca.
Poszukać pomocy zawodowego trenera? Do tej pory działaliśmy na wyczucie i na
podstawie książek, ale teraz nie mam pomysłu, co jeszcze można zrobić. Może
działaliśmy głupio, a zawodowiec umiałby jakoś lepiej zinterpretować i ustawić
stosunki między nimi?
Wiem, że głupotą było brać dwa duże psy, mało się na tym znając, więc krytykę
przyjmę z pochylonym czołem. Ale teraz chciałabym możliwie dobrze sytuację
rozwiązać, może coś doradzicie?