zyje juz ok 8 lat z partnerem, mamy dziecko. ja mam tez dziecko z poprzedniego zwiazku na ktore mam placone regularnie dosc wysokie alimenty. mam swoje mieszkanie na ktorego umeblowanie zaciaglam kredyt (razem w nim mieszkamy, partner byl czasowo w nim zameldowany na 2 lata). kredyt splacamy poki co we dwoje. jest tez samochod, ktory jest zarejestrowany na mnie, ktory po czesci (wiekszej) zostal zakupiony za peniadze ktore dostalam od rodzicow. reszta to wklad nasz. od poczatku trwania naszego zwiazku ja zawsze mialam duzo wyzsze dochody od partnera. tak jest do tej pory. w naszym zwiazku bywalo raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy na powaznie nie myslalam o rozstaniu. az do pewnego wydarzenia

. wg mnie sprawy zaszly za daleko i okazalo sie ze partner jest wobec mnie bardzo nieszczery. chodzi o sprawy majatkowe z jego strony. odziedziczyl spadek po rodzicach, ktorego czesc odsprzedal nie konsultujac nawet ze mna ceny, ani tym bardziej sensu sprzedazy. po czasie dowiedzialam sie ze nieruchomosc byla warta co najmniej 2 x tyle za jaka cene sprzedal. poprostu chcial sie jej pozbyc-jak twierdzi. wkurzylo mnie to bardzo, poniewaz przeciez mogl to zostawic dla swojego dziecka! po jakims czasie pogodzilam sie z tym, ale nie ukrywam, ze stracilam poprzez te sytuacje czesciowo zaufanie do partnera. no a teraz wyszedl kolejny kwiatek! przez przypadek dowiedzialam sie, ze partner udzielil pelnomocnictwa do rozporzadzania pozostala czescia spadku osobie ze swojej rodziny. malo tego zrobiil to prawie 2 lata temu i do tej pory nic m nie powiedzial. dowiedzialam sie o tym pelnomocnictwie przy okazji tego, ze ... przyniosl pieniadze ze sprzedazy kolejnej czesci spadku. oczywiscie kwota byla nie adekwatna do tego co sprzedane. podobno o takiej cenie zdecydowala osoba sprzedajaca w jego imieniu. po czyms takim spakowalam partnera i wystawilam za drzwi

. stracilam do niego calkowicie zaufanie, widze ze nie dba ttoalnie o przyszly lo swojego dziecka, a poza tym skoro jestesmy razem, to chyba decyzje tak powazne jak sprzedaz nieruchomsci powinnismy podejmowac razem?? no i tu sie zdziwilam. partner odmowil wyprowadzki, rozpakowal sie i powiedzial ze moge mu nagwizdac. ja juz naprawde mam dosc bycia z nim po tej historii, czuje sie wykorzystana przez niego-nie ma gdzie mieszkac, bo wszystko posprzedawal za bezcen (a moze z drugiej strony wzial normalna cene i reszte odlozyl na swoje konto o ktorym nie wiem?). juz mu kompletnie nie wierze. poprosilam go o pokazanie mi tego udzielonego pelnomocnictwa-tzn chcialam zeby poprosil te osobe ktorej go udzielil, aby przyslala kopie-nie zgodzil sie. przeciez na dbra sprawe on mogl udzielic pelnomocnictwa na wiele rzeczy, a ja moge byc ich nieswiadma.
podpowiedzcie, jakie ma prawa w takim zwiazku? co moge, a czego nie moge? czy ma prawo zabrac z mojego domu rzeczy ktore kupilismy w czasie wspolnego gospodarowania, ale za ktore po rozstaniu ja bede splacala reszte kredytu-ok 12 tys? a jak jest z tym pelnomocnictwem-czy ja jako nie-zona, moge zazadac jego pokazania mi? juz nie wiem co robic. teraz to juz nie jestem niczego pewna z jego strony, wydaje mi sie, ze mnie na kazdym kroku oszukuje. kurcze, a moze ja przesadzam?