Odpowiadając na post rose w sąsiednim wątku zastanowilam się nad kwestia naszego stosunku do osob noszącyh to samo imie co my. Ja zawsze czulam wiele cieplych uczuc do moich imienniczek. Na wszystkich etapach ksztalcenia moje imienniczki byly moimi najlepszymi przyjaciolkami. Czy to przypadek?
Rzeczywiscie bylo nas duzo, wiec bylo z czego wybierać

.
W kazdym razie mialam poczucie, ze jedno imie ustawia nas w pewnej "wspolnocie" , daje od razu pewna bliskosc, wiec jest dobrym wstepem do blizszego poznania sie. Potem oczywiscie dochodzily kwestie dopasowania charakterow, nie z kazdą imienniczka moglabym sie zaprzyjaznic....
Ale nie pamietam, zebym specjalnie nie lubila jakiejkolwiek mojej imienniczki.
Ciekawe, co czuja w takim wypadku osoby noszące wyszukane imię ? Czy spotykając imiennika denerwuja się, ze "spadaja z piedestalu" czy sa ciekawe tej osoby ?