truskawkowa
04.02.19, 22:51
Moja mam zmarła na raka gdy miałam 10 lat,nikt z rodziny nie powiedział wcześniej jak poważna jest sytuacja,nie byłam na to przygotowana. Po śmierci mamy rodzina ( mam na myśli konkretnie ciocie, kuzynki oferowały sie pomóc - jednak na obietnicach poprzestalo) Mam 3 starsze siostry,ja jestem najmłodsza
Różnica wieku między rodzeństwem jest różna,najstarsza jest starsza ode mnie o 18 lat. Z najstarsza i tata mieszkałam,2 pozostałe się wyprowadziły i utrzymywały znikomy kontakt.Siostry,które się wyprowadziły - uciekły z tego domu bo miały dość tego domu,atmosfery w nim. Tato odkąd pamiętam nadużywal alkoholu,nigdy mnie nie lubił , nie kochał. W domu były awantury, ja dostałam się do dobrego liceum- byłam szczęśliwa,bo myślałam że to mnie wyrwie jakoś z domu,nie wiedziałam wtedy jeszcze ze to nic nie zmieni. Zawaliłam rok w szkole... Wracałam do domu i awantura na mnie czekała,powód zawsze był
Pomagałam w domu jak tylko mogłam,Sprzatalam cały wielki dom, gotowalam dla taty,scielilam łóżko itp
Właściwie starałam się robić wszystko aby tylko nie dawać jemu powodu do awantury. Jak wiedziałam że wraca do domu to się chowalam po pokojach żeby tylko o mnie sobie nie przypomniał. Kiedyś się jego zapytałam po co jemu było tyle dzieci skoro tak mnie traktuje to powiedział: " jak to po co,po to żeby pomagały " Po mamie dostawałam rentę rodzinną,za te pieniądze ( 400 zł) kupowałam sobie ubrania,środki do higieny podręczniki, Dawał mi tylko na miesięczny bilet do szkoły ( 70zl) mial sporo pieniędzy bo gospodarstwo rolne prowadził, z resztą na alkohol zawsze miał i nie żałował,mi żałował na wszystko. Czasami go prosiłam o pieniądze jak mi się buty zniszczyły to się wściekal jak buty mogą kosztować 150 zł ( bo zazwyczaj max w takiej cenie kupowałam) ubrania w lumpeksie,starałam się oszczędzac po planowałam zrobić prawo jazdy za jakiś czas ,po tych jego awanturach jak mi wypominal ile co kosztuje,przestałam prosić o pieniądze na cokolwiek,stwierdziłam że jak nie bede prosić o pieniądze to może nie będzie awantur? Może mnie pokocha? Poznałam chłopaka jak już miałam prawej 17 l
Ukrywalismy się ze związkiem,siostra zmusiła mnie żebym powiedziała że mam kogoś.Chlopak przyjechał do taty " z flaszką "
Ojciec mój był bardzo zadwolony,nawet proponował żeby spał u nas. Chłopak do mnie przyjeżdżał na początku na pare godzin noi oczywiście tylko w weekendy,później zaczął zostawać np z piątku na sobotę. Tacie sie to nagle nie podobało bo myślał że uprawiamy seks ( nie miało nigdy nic takiego miejsca w domu,ja czułam się nie gotowa i za młoda i głupia) Tato zaczął mnie wyzywać od najgorszych,mojego chłopaka wziął za bluzę i chciał go zrzucić ze schodów,interweniowala policja. Tato zaczął mnie i chłopaka osadzac o branie narkotyków ( w wieku 17 lat ja nawet nie piłam i nie brałam nigdy tego typu rzeczy) Nie znam do dzisiaj powodu reakcji mojego taty,starałam się robić wszystko tak jak chciał,Sprzatalam itp. Wtedy nie miałam problemów z nauką. Sytuacja w domu była bardzo napięta,chciałam się wyprowadzić do internatu żeby psychicznie odpocząć od agresji,pretensji itp ale nie pozwolił mi ( nie miałam wtedy 18 lat) gdy skończyłam 18 lat wyprowadzilam sie do internatu ale tato nie chciał pokrywać kosztów z tym związanych,chłopak mi pomagał finansowo. Tato tak jak wcześniej pisałam nadużywal alkoholu,palił papierosy itp byłam sama w domu( to były wakacje) a on się bardzo źle poczuł,wezwałam karetkę,zajęłam się wszystkim.Lekarz który przyjechał powiedział że parę godzin później i by był na tamtym świecie ( miał wodę w płucach) i inne dolegliwości.Tato oczywiście nie chciał jechać do szpitala,ale nie zostawiłam jemu wyboru,zapewnilam jego że się wszystkim zajmę.W szpitalu pomagałam jemu w myciu itp. Reszta sióstr przyjeżdżala tylko tak o posiedzieć. W tej całej sytuacji czułam się niezbędna dla ojca,siedziałam z nim w szpitalu całymi dniami żeby nie czuł się smutny,on był dla mnie bardzo miły i spokojny. Do czasu jak nie wrócił do domu,mimo przepisanych leków pił z kolegami alkohol,ja jemu przygotowywalam leki które zostały mu przepisane to nie chciał brać- wolał się napić. I wróciły awantury,nie było różnicy czy pił czy nie pił,zawsze codziennie była jakis powód żeby mnie zgnebic. Prosilam rodzinę żeby z nim porozmawiala,mówiłam co sie dzieje w domu a oni za każdym razem robili zaskoczoną minę..nie wierzyli mi. Bo tato był wspaniały dla dalszej rodziny,sąsiadów ale nie dla swoich dzieci. Ja miałam najgorzej bo na mnie spadała jego cała frustracja,nie chciał żebym się uczyła tylko żebym została na gospodarstwie tak jak jedna z moich sióstr. I w końcu nie zdałam. Chciałam ze sobą skończyć,postanowiłam się wyprowadzić i prosiłam tatę czy by mi pomógł na start a on ze nie,że tylko przez sąd. Było jemu obojętne czy ja będę miała gdzie mieszkać...Byłam załamana bo skąd teraz wziąć pieniądze na jakiegoś prawnika,nie wiedziałam jak to ugryźć. Przy pomocy chłopaka i jego rodziny założyłam sprawę o alimenty. Po pol roku był koniec,dostawałam 600 zł i rentę rodzinna miałam. Na początku było ciężko bez alimentów bo koszty wynajmu mieszkania itp bardzo duże,ale z chłopakiem jakoś daliśmy radę. Ja dokończyłam szkole średnia,zdałam maturę. Tato nie interesował się mną,siostry się odwróciły tak jak cała rodzina. Wyszłam na najgorszą bo się wyrwalam z domu w którym byłam śmieciem i osoba tylko stworzona do pracy. Ale ja odetchnelam,wolałam żyć biednie ale spokojnie. Dom rodzinny z którego się wyprowadzilam jest wielki,mój tato biedny nie był,zdecydowanie komfort materialny tam był większy niż w małej kawalerce,ale nie widziałam lepszego wyjścia.Najgorzej jest w okresie świąt bo jedyną rodziną na którą mogłam liczyć była rodzina mojego chłopaka.Przeszlam przez depresję, od jednej z sióstr słyszałam że w mojej rodzinie życzą mi śmierci za to że posadzilam tatę o alimenty. Nikt nie potrafił zrozumieć,że nie miałam wyjścia,musiałam uciec...Dowiedziałam się w sobotę że tato zmarł,oczywiście usłyszałam że to moja wina i rodzina mnie nienawidzi. Nie chciał mnie na pogrzebie- tak usłyszałam z relacji siostry. Siostry nie powiedziały mi wcześniej o tym że stan taty się tak pogorszył.
Czy powinnam iść na pogrzeb? Z jednej strony chciałabym iść pożegnać się z nim i pojednac,ale z drugiej wiem że rodzina mnie zabije wzrokiem. Ciężko jest mi się pogodzić z brakiem zrozumienia rodziny,dlaczego ludzie widzą zawsze jedna stronę?