amamit 30.09.09, 21:37 zapraszam na czytanie Singera... będzie w całości... nie tylko w szerszym kontekście... poswięce się i przepiszę... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
andrzejlozowski Re: a czy ta hłaska to też żydowka była? 01.10.09, 00:15 jezu smaria. Mi sie od niego zawsze na wymioty zbiera. Miesiąc Matki Boskiej Było ich czterech i nie mieli w sumie osiemdziesięciu lat. Weszli do bramy domu, przeszli przez podwórze potrącając ludzi klęczących na ziemi i śpiewających litanię do Matki Boskiej Loretańskiej i weszli na schody oficyny; najpierw trzech, a potem czwarty, który szedł na ostatku i zdążył jeszcze zerwać gałązkę bzu z zakurzonego drzewa, a teraz wachlował nią swoją spoconą twarz. Szli powoli zerkając na nazwiska lokatorów, a na półpiętrze jeden z nich powiedział do chłopca z gałązką bzu: - Ty zostaniesz tutaj. - Tak - powiedział. - Będziesz uważać. Widzisz stąd całe podwórze. Jakby się coś przypętało, to wiesz, co masz robić. - Dobrze - powiedział. W jego głosie słychać było wyraźną ulgę, chociaż starał się to ukryć. Stanął przy oknie, oparł nogę na parapecie i patrzył na podwórze, na gipsową figurę Matki Boskiej i na głowy klęczących ludzi. Gałązkę rozgryzał teraz i czuł cierpką, gorzką zieleń; a potem odrzucił ją w dół i otarł spocone ręce o spodnie. Tamci trzej weszli na piętro, przystanęli przed drzwiami i jeden z nich zapukał. Stali teraz nieruchomo z rewolwerami w rękach i oddychali głośno, a potem stara kobieta otworzyła im drzwi. Ręce miała oplecione różańcem._ - Jest kto w domu? - zapytał jeden z nich. - Nie - powiedziała. - Niech pani wejdzie z powrotem. Poszli za nią i zamknęli drzwi. Przeszli przez korytarz otworzywszy drzwi do kuchni i do łazienki i weszli do pokoju. - Gdzie jest pani córka? - zapytał jeden z nich. Nie mógł mieć więcej jak osiemnaście lat, nie musiał się często golić; twarz jego była miękka i gładka. - Zeszła na dół do sklepu - powiedziała. - Przyjdzie niedługo. Poszła tylko po chleb. - Ładnie pani wychowała swoją córkę - powiedział. - Nikt nie wychowuje swoich dzieci - powiedziała. - Przekona się pan o tym, kiedy pan je będzie mieć. - Ostrzegaliśmy ją już raz - powiedział. - A teraz doczekała się. Wiedziała chyba, co ją czeka, nie? - Tak - powiedziała. Patrzyła na chłopaka, na butelkę, którą wyjął z kieszeni i postawił na stole; a potem odsunął ją od siebie, jakby mu nagle przeszkadzała. Przeszła powoli przez pokój i podeszła do okna, a wtedy jeden z nich skoczył i szarpnął ją za ramię. ... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: a czy ta hłaska to też żydowka była? 01.10.09, 06:31 Panie Andrzeju wolę Hłaskę od Sienkiewicza )) nie jest moim ulubionym... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: a czy ta hłaska to też żydowka była? 01.10.09, 06:32 niż nie od przepraszam ))) Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejlozowski Re: a czy ta hłaska to też żydowka była? 01.10.09, 19:24 Bardzo nawet smieszne. Jakbym ja mogl taki blad dostrzec... Co do Sienkiewicza, to przynejmniej nigdy mnie od niego nie mdlilo... Ale ostatni raz bralem go do reki w Polsce ponad 40 lat temu. Mozliwe ze teraz by mnie poprostu uspil (czego Hlasce nie moge zarzucic) Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: wolę Sienkiewicza 30.09.09, 22:11 amamit napisała: > a ja wolę Hłaskę... ale co zrobić? W "Sowie, córce piekarza" jest postać wuja Józefa. Chyba dość bliska niektórym forumowiczom. " Wuja Józefa nakryła kiedyś ciotka z inną kobietą w łóżku i Wuj Józef powiedział, że to po prostu nie on." Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 30.09.09, 21:44 ..., tyle że mam watpliwości ile poniektórzy zrozumieją z tego niełatwego tekstu... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: dziękuję siostro, bedę czytał 30.09.09, 21:52 do usług... bracie? co Tobie? Odpowiedz Link Zgłoś
marksistowski Re: dziękuję siostro, bedę czytał 30.09.09, 21:56 Powiem cki to samo co Danie: Lubie ciebie. Widocznie jest ze mną cos nie tak. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: dziękuję siostro, bedę czytał 30.09.09, 21:57 widocznie... albo ze mna ))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
marksistowski Re: dziękuję siostro, bedę czytał 30.09.09, 21:59 Dobranoc ammamit. Moja żona mnie wzywa do łożka. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Monika Adamczyk-Grabowska... 30.09.09, 22:09 napisała bardzo ciekawą rzecz o Singerze... "Polska Isaaca Bashevisa Singera – rozstanie i powrót" Profesor Monika Adamczyk-Garbowska... no i biografia autorstwa Agaty Tuszyńskiej... "Singer. Pejzaże pamięci" polecam... serio. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit do hansika :) 30.09.09, 22:19 nie stukam od rana do nocy... kretynie... pracuję cały boży dzionek w przeciwieństwie do ciebie... policz SOBIE czas jaki spędzasz na forum. ja wskakuje na forum na chwilę rano i trochę dłuższą wieczorem. dzisiaj wyjątkowo napisałam jeden w ciągu pracowitego dnia. nie twój wóz. a tym ostatnim postem cię zaszczycam, bo kolejnego się trepku nie doczekasz )))) ani zapełniania twoich watków. weź się za jakąś robotę, bo ci się nudzi ))) głupoty się lęgną w żuczkowej głowince. Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: do hansika :) 30.09.09, 22:26 amamit napisała: > nie stukam od rana do nocy... kretynie... > (...) > a tym ostatnim postem cię zaszczycam, bo kolejnego się trepku nie doczekasz ) > bo ci się nudzi ) > )) głupoty się lęgną w żuczkowej głowince. Pewnie dzięki tym ksiązkom, których masz tyle, że już ich nie liczysz, jak sama pisałas, tak "kulturalnie" odnosisz się do osób, które mają inne poglądy niz ty Próby tworzenia przez ciebie na tym forum wizerunku "kulturalnej intelektualistki" są naprawe nieudolne Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: do hansika :) 01.10.09, 06:26 po pierwsze: hansik nie ma poglądów po drugie: nie buduję wizerunku kulturalnej intelektualistki. coś cię opuściło jak napisałam: nie klnę nadmiernie, inwektyw nie nadużywam, ale jestem tylko człowiekiem i nic co ludzkie "na świetą" nie kandyduję "odejdź" więc ze swoimi teoriami na mój temat... Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: do hansika :) 01.10.09, 20:00 amamit napisała: > po drugie: nie buduję wizerunku kulturalnej intelektualistki. coś cię > opuściło Re: Autor: amamit 29.09.09, 19:57 mój cały majatek to one... są wszędzie, w całym domu... przestałam je liczyć już dawno... rzędy półek, od podłogi do sufitu, a na nich coś niemal tak drogiego jak dzieci... każda przeczytana. jedne mają sto lat... inne ... no, byłam dzisiaj w księgarni... kocham ich zapach... inny starych, inny nowych... uwielbiam zdobyć w antykwariacie książkę, która jest wyjątkowa przez to, że są na niej zapiski poprzedniego właściciela... lub wielu... drażni mnie okaleczanie ich... drażni mnie, kiedy ktoś nadużywa zaufania pisarza. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: do hansika :) 01.10.09, 20:10 zazdrościsz ))) co ma jedno do drugiego? jak mawia mój przyjaciel: nawet kulturalny człowiek musi od czasu do czasu zrzucić z wątroby. mawia jeszcze: niektórzy zasługują na mocniejsze słowa... też czuj się zaszczycony ostatnim moim do ciebie postem ))) Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: do hansika :) 01.10.09, 20:13 amamit napisała: > zazdrościsz ))) Skąd takie absurdalne przypuszczenie? > też czuj się zaszczycony ostatnim moim do ciebie postem ))) Fugas chrustas Odpowiedz Link Zgłoś
spitt Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 00:00 Nie zartuj , idz lepiej na spacer a kto bedzie chcial go czytac to znajdzie w wirtualnej bibliotece jesli lokalnej nie ma ,... ================================================================= poswięce się i przepiszę... Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 00:04 spitt napisał: > Nie zartuj , idz lepiej na spacer a kto bedzie chcial go czytac to > znajdzie w wirtualnej bibliotece jesli lokalnej nie ma ,... Obawiam sie, że amamit ma silną motywację (która pośrednio opisana jest w poście: Re: z soboty na niedzielę... amamit 30.09.09, 21:44 Odpowiedz ..., tyle że mam watpliwości ile poniektórzy zrozumieją z tego niełatwego tekstu... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 06:40 nie. swoją motywację opisałam w innych postach. a moje obawy opisane w tym, przez ciebie zacytowanym, są uzasadnione... Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 11:12 amamit napisała: > nie. swoją motywację opisałam w innych postach. > a moje obawy opisane w tym, przez ciebie zacytowanym, są uzasadnione... Napisałaś w innym watku o krytycznym traktowaniu tego, co ludzie mówią o sobie. "inaczej musielibyśmy polegać tylko na tym, co ludzie twierdzą o samych sobie, a to nie jest zbyt obiektywne żródło wiedzy o nich". Pozostanę więc przy "mojej intuicji" odnośnie twoich motywacji Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 19:19 a kto tobie broni? pozostań sobie przy czym tylko chcesz... Odpowiedz Link Zgłoś
janusz2_ Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 19:35 amamit napisała: > a kto tobie broni? Skąd takie pytanie? > pozostań sobie przy czym tylko chcesz... To własnie powiedziałem w swoim poście. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 06:43 nie chcesz, nie czytaj chętnie bym poszła na spacer... ale nie mogę. pogoda zrobiła się tragiczna a mnie nie wolno się przeziębić... Odpowiedz Link Zgłoś
spitt Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 20:17 Ubierz cieple majtki ,... ================================================================= ale nie mogę. pogoda zrobiła się tragiczna a mnie nie wolno się przeziębić... Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejlozowski Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 19:27 Singera w calosci to trzeba chyba kilka tygodni bez przerwy 24 godziny na dobe... Dzieła : Szatan w Goraju (1935) Rodzina Muszkatów (1950) Sztukmistrz z Lublina (1960) Spinoza z ulicy Rynkowej (1961) Niewolnik (1962) Dwór (1967) Spuścizna (1969) Wrogowie (1972) Pokutnik (1974) O tym jak Szlemiel wybrał się do Warszawy (1976) Szosza (1977) Król Pól (1989) Krótki piątek Śmierć Matuzalema Szumowiny Meszuge Opowiadania – zbiór opowiadań dla dzieci (1993 data wydania polskiego) wspomnienia w tomach Miłość i wygnanie (1984), Urząd mojego ojca (1966) oraz Urząd mojego ojca – kolejne opowiadania Golem (1969 w jidysz / 1982 po angielsku) liczne opowiadania publicystyka pl.wikipedia.org/wiki/Isaac_Bashevis_Singer Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 19:42 miałam na myśli to, z czego wyjęty był pewien "cytat"... Panie Andrzeju Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejlozowski Re: z soboty na niedzielę... 01.10.09, 20:12 No to odetchnalem z ulga. Bo ja juz mialem cos takiego przed oczami: www.youtube.com/watch?v=ENlPqAjkRhU www.youtube.com/watch?v=NeK5ZjtpO-M www.youtube.com/watch?v=oQqS7buxkmw www.youtube.com/watch?v=u8V9Rl9IneA www.youtube.com/watch?v=aZb6iBmHqkY Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 19:25 Isaac Bashevis Singer Nauczyciel 1 Kiedy pojechałem w 1955 roku do Izraela, spotkałem dwa rodzaje znajomych – tych, których nie widziałem od roku 1935, gdy opuściłem Warszawę i wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, oraz tych, z którymi nie miałem kontaktu od roku 1922, kiedy wyjechałem z Jadowa do Warszawy. Ci z Warszawy znali mnie jako młodego pisarza, członka stowarzyszenia pisarzy i żydowskiej sekcji Pen-Clubu, natomiast ci z Jadowa pamiętali mnie jako młodzieńca, który nauczał hebrajskiego, wysyłał do różnych pism wiersze, które natychmiast odrzucano, wierzył, że jest śmiertelnie zakochany w pewnej szesnastolatce i prowadził życie w stylu cyganerii artystycznej. Znajomi z Warszawy nazywali mnie moim literackim pseudonimem, a mieszkańcy Jadowa zwali mnie Icze, albo Icze rabbiego, bo byłem wnukiem rabina. W Tel Awiwie żydowscy pisarze urządzili dla mnie przyjęcie i wygłaszali przemówienia. Przysięgali, że prawie się nie zmieniłem. Dawni mieszkańcy Jadowa dopytywali się, co się stało z moimi rudymi włosami. Zebrali się w domu landsmana, który wzbogacił się na handlu skórą. Miałem tam dziwne przeżycie: dawne służące i woźnice mówili do mnie płynnym hebrajskim. Niektórzy z mówiących w jidysz mieli rosyjski lub litewski akcent, bo uciekli z Polski podczas drugiej wojny światowej i spędzili wiele lat w Wilnie, Białymstoku, Jampolu czy Taszkiencie. Dziewczęta, które niegdyś potajemnie obcałowywałem i które nazywały mnie More, czyli nauczyciel, opowiadały teraz o swoich zamężnych dzieciach, a nawet o wnukach. Twarze i postacie zmieniły się nie do poznania. Powoli zaczynałem orientować się w sytuacji. Kilka kobiet z Jadowa wyznało, że nigdy mnie nie zapomniały. Dawni koledzy przypominali mi moje szalone psikusy, fantastyczne historie, które im opowiadałem, a nawet żarty na temat starych mieszkańców miasteczka. Brakowało wielu dawnych znajomych z Jadowa. Zginęli w gettach i obozach koncentracyjnych albo pomarli w Rosji z głodu, na tyfus lub szkorbut. Niektórzy stracili dzieci w wojnie z Arabami w 1948 roku. Moi landslajt śmiali się i wzdychali. Przygotowali dla mnie bankiet i wieczór pamięci poświęcony tym, którzy nie przeżyli. Czułem się wśród nich młodo, bo nazywali mnie Icze i traktowali poufale. Wdawałem się z nimi w pogawędki i opowiadałem różne żarty o Berlu, wioskowym głupku, oraz o reb Mordechaju Mejerze, jadowskim stróżu moralności. Mówiłem do tych mężczyzn i kobiet w średnim wieku tak, jakby nadal byli chłopcami i dziewczętami. Usiłowałem nawet odnowić stare romanse, a oni żartowali ze mnie dobrodusznie i mówili: „Doprawdy, Icze, nic się nie zmieniłeś!” Wśród mieszkańców Jadowa, którzy przyszli na spotkanie, była Frejdł, moja dawna uczennica, która obecnie była lekarką. Była jakieś dziesięć lat młodsza ode mnie – kiedy ja miałem siedemnaście, ona miała osiem. Jej ojciec, Awigdor Rosenbach, należał do grupy oświeceniowej i był bogatym handlarzem drewna. W Izraelu Frejdł zmieniła imię na hebrajskie i nazywała się teraz Dica. Zanim opuściłem Jadów, była już znana ze swojej inteligencji. Mówiła w jidysz i po polsku, uczyła się francuskiego u jednego nauczyciela, u innego pobierała lekcje gry na fortepianie. Szybko udoskonaliła hebrajski, którego ja nauczyłem. Była ładna dziewczynką z czarnymi włosami, białą skórą i zielonymi oczami. Zadręczała mnie najróżniejszymi pytaniami, na które nie potrafiłem odpowiedzieć. Na swój dziecięcy sposób flirtowała ze mną i po każdej lekcji musiałem ją pocałować. Obiecała, że gdy dorośnie, wyjdzie za mnie za mąż. Potem, w Warszawie, dowiedziałem się, że ukończyła gimnazjum z wyróżnieniem i zaczęła studiować medycynę na Sorbonie. Ktoś mi powiedział, że zna osiem języków. Pewnego dnia dotarła do mnie dziwna wiadomość, że wyszła za mąż za Tobiasza Steina. Był w moim wieku i marzył by zostać chalucem w Palestynie. Chociaż jego ojciec był bogatym kupcem, chłopak uczył się stolarki, aby zostać budowniczym w koloniach Palestyńskich. Był śniady, miał roześmiane czarne oczy i kręcone czarne włosy. Nosił bluzę z szarfą i biało-niebieską czapkę z wyszytą Gwiazdą Dawida, aby wyrazić swój syjonistyczny zapał. Oprócz stolarki uczył się strzelać z karabinu, żeby móc zostać w Palestynie strażnikiem i bronić kolonii przed atakiem arabskim. Znał geografie Palestyny lepiej niż ktokolwiek z nas, śpiewał syjonistyczne pieśni i deklamował wiersze Bialika. W jakiś czas po moim wyjeździe do Warszawy, Tobiasz dostał zaświadczenie pozwalające mu na wyjazd do Palestyny, ale wrócił do Europy i został tam wystarczająco długo, aby poślubić Frejdł. Nie znałem szczegółów i nie byłem ich ciekaw. Kilka lat po drugiej wojnie światowej dowiedziałem się, że Frejdł ma z Tobiaszem córkę i że się rozstali. Frejdł zrobiła karierę w Izraelu – została neurologiem i napisała książkę, którą przetłumaczono na kilka języków. Mówiono, że miewa różne romanse, między innymi z wysokiej rangi oficerem armii angielskiej. Tobiasz żył w jakimś odległym kibucu. Nadal zakochany we Frejdł. Córka została z nim. Wejście Frejdł tego wieczora do domu bogatego handlarza skór wywołało wśród mieszkańców Jadowa sensację. Dotychczas ich unikała, a oni uważali ja za snobkę. Kobieta, która weszła do pokoju, miała około czterdziestu lat, ale wyglądała znacznie młodziej: była raczej wysoka, szczupła, z krótko obciętymi włosami. Nadal miała białą skórę i zielone oczy. Rozpoznałem dawną Frejdł. – tylko jej nos był teraz nosem osoby dorosłej i poważnej. Chociaż nie nosiła okularów, na skórze miała ślad, jak gdyby przed chwilą zdjęła pince-nez. Była ubrana w kostium z angielskiego tweedu i krawat, a jej torebka przypominała teczkę-dyplomatke. Na palcu miała duży pierścień ze szmaragdem. Emanowały z niej światowość, energia i zdecydowanie. Spojrzała na mnie zmieszana, po czym krzyknęła More! i ucałowaliśmy się. Wydało mi się, że jest przesycona zapachami wszystkich mężczyzn, z którymi miała romanse. Po kilku pierwszych zdaniach zaczęła do mnie mówić w jidysz, a nie po hebrajsku. Byłem zawstydzony – ja, który uczyłem ją alfabetu hebrajskiego, nie byłem w stanie dorównać jej w tym języku, którym mówiła szybko, silnym głosem i z nowoczesnym, sefardyjskim akcentem. Powiedziała mi, ze pracuje na Uniwersytecie w Jerozolimie. Miała również kontakty z zagranicznymi uniwersytetami, nawet w Stanach Zjednoczonych. Ludzie z Jadowa zamilkli i z podziwem słuchali naszej rozmowy. - Czy nadal mogę cię nazywać Frejdł? – zapytałem. - Dla ciebie zawsze będę Frejdł – odparła. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 19:28 2 Po przyjęciu kilku zebranych chciało towarzyszyć mi do hotelu, ale Frejdł oznajmiła, że ma samochód i mnie odwiezie, a nikt nie śmiał się jej sprzeciwić. W samochodzie powiedziała do mnie: - Spieszysz się? Taki piękny wieczór. Przejedźmy się. - Z przyjemnością. Jechaliśmy przez miasto. Jak dziwnie było znajdować się w żydowskim kraju, czytać napisy w nowo powstałym języku hebrajskim, mijać ulice nazwane imionami rabinów, przywódców syjonistycznych i pisarzy. Dzień był gorący – wiał chamsin, choć nie ten najgorszy. Widziałem kobiety zakrywające twarze chustką, aby nie wdychać drobnego pustynnego piasku, niesionego przez wiatr. Słońce zaszło – wielkie, czerwone, nie okrągłe jak zwykle, tylko zaostrzone ku dołowi jak owoc z ogonkiem. Zazwyczaj w Tel Awiwie ochładza się po zmroku, ale tego wieczora nadal wiał gorący wiatr. Wyziewy benzyny mieszały się z zapachem rozgrzanego asfaltu i świeżością nadciągającą znad pól, wzgórz i dolin. Od strony morza zalatywał smród zdechłych ryb i miejskich śmieci. Księżyc był nisko – ciemnoczerwony, połówka, i nagle wyobraziłem sobie, ze mógłby spaść podczas kosmicznej katastrofy. Gwiazdy wyglądały jak małe lampki zawieszone na niewidocznych przewodach. Ruszyliśmy drogą do Jaffy. Po prawej stronie morze mieniło się srebrem, a po jego powierzchni przesuwały się zielone cienie. Frejdł powiedziała: - W takie noce i tak nie mogę zasnąć. Chodzę w kółko i palę papierosy. Chciałem ją zapytać, dlaczego porzuciła Tobiasza, ale zdawałem sobie sprawę, że to pytanie należałoby sformułować inaczej: Dlaczego za niego wyszła? Postanowiłem jednak zaczekać. Mijaliśmy arabskie domy z licznymi kopułami , które wyglądały jak piersi jakichś mitycznych bestii. Niektóre miały zamiast drzwi zasłony z paciorków. Frejdł wskazała na meczet i minaret, z którego muezini pięć razy dziennie wzywali wiernych do modlitwy. Po chwili zaczęła: - Ta cała sprawa to było zupełne szaleństwo. Pamiętałam go z okresu, kiedy byłam dzieckiem i zostały mi romantyczne złudzenia. Należę do kobiet, które interesują się starszymi mężczyznami- wiesz, jak to się nazywa w żargonie freudowskim. Prawdę mówiąc miałam również chrapkę na ciebie, ale słyszałam, że jesteś żonaty. Wcześnie sobie zdałam sprawę, że my, Żydzi, nie mamy przyszłości w diasporze. Nie tylko Hitler – cały świat był gotów rozszarpać nas na strzępy. Miałeś rację, kiedy napisałeś, że współcześni Żydzi mają w sobie element samobójczy. Taki Żyd nie umie żyć bez antysemityzmu –jeśli go nie ma, gotów jest go stworzyć. Musi krwawić za całą ludzkość – walczyć z reakcjonistami, martwić się o Chińczyków , Mandżurów, Rosjan, nietykalnych w Indiach i Murzynów w Ameryce. Głosi rewolucje, a jednocześnie pragnie dla siebie wszelkich przywilejów kapitalistycznych. Usiłuje zniszczyć nacjonalizm w innych ludziach, ale sam szczyci się tym, że należy do Narodu Wybranego. Jak takie plemię może istnieć wśród obcych? Chciałam się tu osiedlić, z moimi tak zwanymi braćmi i siostrami, a poza tym był Tobiasz – idealista i pionier. Przyjechałam tutaj i wydawało mi się, ze go kocham. Już stojąc pod chupą wiedziałam, że zrobiłam błąd. Przekonałam samą siebie, że on jest bohaterem, ale wkrótce okazało się, że jest Szemielem i głupcem, sentymentalnym jak stara panna. Na początku zadziwiał mnie jego hebrajski, ale kiedy się wsłuchałam, zdałam sobie sprawę, że z jego ust płyną same banały. Powtarzał jak papuga wszystkie broszury i artykuły redakcyjne z gazet. Z zapałem śpiewał tandetne piosenki. Zakochał się we mnie chorobliwe i ta miłość kompletnie mnie stłamsiła. Nie ma większego bólu niż być kochaną przez głupca, bo przez niego stajesz się oziębła i zawstydzona własną płcią. Przy nim stawałam się okrutna i podła. Chciałam natychmiast z tym skończyć, ale potem urodziła się Rina. Dziecko jest dzieckiem. Odziedziczyła cechy po naszej rodzinie, nie po jego, ale on ją trzyma jak pionek w grze. Tak długo buntował ja przeciwko mnie, aż stała sie moim wrogiem. Jestem też rozczarowana kibucem. Ma wady komunizmu i kapitalizmu. Jaką osoba ona się stanie? Niewykształconą chłopką. Czy ty palisz? - Nie. - Słyszałam, że nie jesz również mięsa. - Nie. - Jaki w tym sens? Natura nie zna litości. Dla niej wszyscy jesteśmy robakami. Nauczyłeś mnie Biblii, a ojciec faszerował mnie opowieściami o cudach, jakie Bóg uczynił dla Żydów. Ale po tym co się stało, trzeba być kompletnym idiotą i człowiekiem pozbawionym wrażliwości, żeby wierzyć w Boga i w te wszystkie bzdury. Co więcej, wiara w miłosiernego Boga to najgorsza zdrada wobec ofiar. Przyjechał tu rabin z Ameryki i głosił, że sześć milionów Żydów siedzi w Raju, objada się mięsem Lewiatana i studiuje z aniołami Torę. Nie trzeba być psychologiem, by wiedzieć, co mają kompensować takie przekonania. W Jerozolimie jest grupa ludzi, którzy babrzą się w badaniach metapsychicznych. Trochę się w to zaangażowałam, bywałam nawet na ich seansach. To wszystko oszustwo. Jeśli nie oszukują innych, to zwodzą samych siebie. Bez funkcjonującego mózgu nie ma myśli. Gdyby naprawdę istniało życie pozagrobowe, byłoby to największe okrucieństwo. Po cóż dusza ma pamiętać całą nędzę swojego istnienia? Czy to byłoby wspaniałe, gdyby dusza mojego ojca nadal żyła i pamiętała, jak wspólnik go okradł i spalił jego dom, jak moja siostra Mirełe umarła przy porodzie, a potem getta, obozy i nazistowskie piece? Jeżeli w naturze istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, to jest nią zanik duszy w chwili rozkładu ciała. Nie rozumiem, że można uważać inaczej. - Jeśli ma się takie poglądy, to nie ma powodu, aby człowiek nie mógł być nazistą. - To nie kwestia tego, czy mógłby lub czy powinien. Naziści są wrogami rasy ludzkiej i ludziom powinno być wolno niszczyć ich jak pluskwy. - A co ze słabeuszami? Jakie oni mają prawa? - Mają prawo jednoczyć się i dzięki temu stawać się silni. - A czemu czasem nie korzystać z wszelkich praw i niesprawiedliwości? – zapytałem. - Ależ korzystamy z nich. Sam fakt, ze w tej chwili jedziemy samochodem, a nie ciągniemy kogoś w rikszy ani nie stoimy na polu ryżowym po kolana w wodzie i nie pracujemy po sześć piastrów dziennie, jest przywilejem, a nawet niesprawiedliwością. Skończmy tę rozmowę, bo do niczego nie prowadzi. Ty sam w nic nie wierzysz. - Ktoś zajmuje się tym światem. - Kto? To kompletna bzdura! - A gwiazdy? Frejdł uniosła na chwilę głowę. - Gwiazdy to gwiazdy – powiedziała. Zamilkliśmy. Droga prowadziła przez pola i sady – a może to były gaje pomarańczowe. Było zbyt ciemno, aby się zorientować. Od czasu do czasu gdzieś w oddali błyskało światełko. Nie pytałem, dokąd jedziemy. Przejechałem już ten kraj wszerz wzdłuż i zaspokoiłem swoją ciekawość. Jechaliśmy pół godziny i nie spotkaliśmy ani jednego samochodu. Nad ziemią zalegała północna cisza. Szum silnika zagłuszało cykanie świerszczy, rechot żab i szelest tysięcy owadów, które żyły na tej Świętej Ziemi, szukały jedzenia, obrony i towarzyszy życia. Frejdł powiedziała: - Jeśli jesteś śpiący, zawrócę. Dla mnie nie ma większej przyjemności niż taka nocna wycieczka. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 19:30 Chciałem zapytać ją o jej sprawy, ale się powstrzymałem. Wiedziałem, że większość ludzi lubi się zwierzać, ale nie znoszą, gdy ktoś wyciąga z nich prawdę na siłę, okazując jawną ciekawość. Nie pamiętam, jak to się stało, że Frejdł znowu zaczęła mówić: - Co mnie powstrzymywało? Nie kochałam go, a nawet gdyby tak było, chciałabym zakosztować innych mężczyzn. Miałam kochanków przed nim, za jego czasów i potem. Miałam nawet kogoś podczas naszego miodowego miesiąca. Istnieją monogamiczne kobiety, a nawet mężczyźni, ale ja do nich nie należę. Podzielam opinię de Maupassanta: dwaj kochankowie są lepsi niż jeden, a trzej są lepsi niż dwaj. Oczywiście odmawiałam niektórym mężczyzną, ale nigdy z powodów moralnych. Uważam, podobnie jak madame Kołłątaj, że moje ciało jest moją prywatną własnością. Nie wiem co to jest miłość i zapewnie nigdy się nie dowiem. Każdy rozumie ją na własny sposób. Od moich pacjentów słyszę niezliczone historie, ale nie istnieje żadne wytłumaczenie zachowania ludzkiego – są tylko pewne wzory. Ostatnio stałam się zwolenniczką psychologii Gestalt, bo nie usiłuje ona szukać motywów. Kot łapie myszy, pszczoła robi miód, Stalin pragnął władzy. Współcześni Żydzi też pragną władzy, ale nie wprost, tylko przez działania zakulisowe. W tym sensie podobni są do kobiet. Żyd jest urodzonym krytykiem. Musi wszystko zniszczyć. Tutaj nie może wszystkiego bagatelizować, i to doprowadza go do szału. Jak widzisz jestem kompletna hedonistką. Istnieją jednak pewne zahamowania, które nie pozwalają człowiekowi cieszyć się życiem. Możesz nie wierzyć, ale moim głównym zmartwieniem jest córka. Sto razy dziennie mówię sobie, że dziecko jest niczym innym, jak tylko przypadkowo zapłodnionym jajem i że lojalność i miłość, jaką czujemy wobec niego, to tylko ślepy instynkt, albo nazwij to jak chcesz. Mimo to martwię się o nią. Jej nienawiść i zarzuty przeciwko mnie powodują, że wpadam w przygnębienie. To się staje coraz gorsze. Dosłownie słyszę, jak mi odpowiada, karci mnie i usiłuje zemścić się za krzywdy, które rzekomo wyrządziłam jej ojcu. Chciałam ja wysłać na studia za granicę, ale ona nie chce niczego ode mnie przyjąć. Nie odpowiada na moje listy. Kiedy do niej dzwonię – a do kibucu nie łatwo się dodzwonić – odkłada słuchawkę. Jedynym wyjściem byłby powrót do Tobiasza i życie z nim, ale na samą myśl o tym chce mi się wymiotować. Nie pojmuję jak udało mu się zasiać w niej taką nienawiść. Prawdę mówiąc to stało się istotą jego życia. Wydaje się słodki jak sacharyna, ale w głębi jest zgorzkniały i zły. To, co mówi, zdumiewa głupotą, ale zarazem przeraża mnie. Głupcy są obdarzeni jakąś tajemną siłą i głęboko zakorzenieni w pierwotnym chaosie. Jesteś jedynym człowiekiem na świecie, któremu się z tego zwierzyłam. Straciłam braci, więc jesteś dla mnie jak gdyby starszym bratem. Trzydzieści trzy lata to długi okres, ale pamiętałam o tobie. Wiele razy chciałam do ciebie napisać, ale napisanie listu jest ponad moje siły. Nie jesteś śpiący? - Nie. - Dlaczego? Jest późno. - Historia tego kraju nie pozwala mi zasnąć. - Kto? Ojciec Abraham? - Prorocy. - Za pierwszym razem bałam się, że nie potrafię pójść w Jerozolimie do toalety, bo jest taka święta, ale wkrótce człowiek się do tego przyzwyczaja. Czy jesteś gotów jeździć ze mną całą noc? - Tak, ale dokąd? - Nie śmiej się ze mnie. Chcę cię zabrać do kibucu, w którym mieszka moja córka. Przestałam ja odwiedzać. Przysięgłam sobie – to świecka przysięga, bo na cóż można przysięgać? – że nigdy jej nie odwiedzę. Za każdym razem, kiedy tam jadę, okazuje mi wrogość. Jest po prostu opętana nienawiścią do mnie. Nie chce usiąść ze mną w jadalni, napluła mi w twarz. Powód, dla którego chcę cie tam zabrać, jest następujący: Tobiasz będzie szczęśliwy, jak cię zobaczy. Ty i on byliście podobno bliskimi przyjaciółmi. Zawsze czyta twoje książki. Rina też wie o tobie. Chwali się, że jesteś przyjacielem jej ojca. Tutaj pisarz nadal cieszy się pewnym szacunkiem. W tym sensie Izrael jest podobny do Jadowa. Tak czy inaczej nie znajduje wypoczynku w łóżku, a nie biorę już środków uspokajających. Chciałabym pojechać i spojrzeć na nią. Potem wrócimy i będziesz w hotelu o dziesiątej. Muszę być w klinice, ale ponieważ ty nie masz tu żadnej pracy, możesz zasunąć żaluzje i spać jak długo zechcesz. - Dobrze, zgadzam się. - Wykorzystuje cie, co? Wiem, jestem słaba, ale nawet silny człowiek ma swoje słabości. W kibucu będziemy o świcie. Mają tam szkołę średnią i Rina jest w ostatniej klasie. Poza tym pracuje. Wybrała oborę, na złość mnie. Doi krowy i sprząta gnój. Istnieje jedna sfera, w której każdy jest geniuszem – robienie na złość. - Jaki to kibuc? Frejdł wymieniła nazwę. - Czy to nie jest lewicowy kibuc? - Tak, oni są lewicowcami – zarówno on, jak i córka. Ich bogiem jest Borochow. Poszli tam aby głosić Torę rewolucji wprost z Syjonu. Inni już nieco ostygli, ale dla tych dwojga Lenin jest nadal Mojżeszem. To wszystko kwestia osobista – chodzi o to, że ja się z tego śmieję. Ona jest ładna, właściwie nawet piękna, a poza tym jest mądra. W Ameryce natychmiast porwałby ją Hollywood, ale tutaj jest posługaczka w oborze. - Czy spotyka się z chłopakami? - Tak, ale nie na poważnie. Wyjdzie za mąż za jakiegoś gbura i tak to się skończy. - Urodzi ci wnuki. - Do tego w ogóle nie mam serca. - Kto jest twoim obecnym kochankiem? Frejdł przez chwilę milczała. - Ach, jest taki jeden. Prawnik, orech -din. Ma żonę i dzieci. Kiedy go pragnę, przychodzi, a kiedy nie – idzie sobie. Tobiasz i tak nie dałby mi rozwodu. Jestem po czterdziestce i wielkie namiętności mam już za sobą. Kiedyś miałam pasje do swojej pracy, ale teraz nawet to nie jest już tym, czym było. Chciałabym napisać powieść, ale nikt nie czeka na moje popisy prozatorskie. Poza tym nie mam w zasadzie języka. Hebrajski nie jest moim rodzimym językiem, a pisanie tutaj w jidysz byłoby bez sensu. Znam biegle francuski, ale nie używałam go od lat. Mój angielski jest całkiem niezły, ale nie na tyle dobry, by w nim pisać. Tak czy owak nie będę dla ciebie konkurencją. Oprzyj się i spróbuj zasnąć. - Zapewniam cię, ze nie jestem śpiący. - Gdybyś przyjechał kilka lat temu, może zaczęłabym coś tobą, ale teraz mam wrażenie, że już za późno na wszystko. Może to początek menopauzy albo przeczucie śmierci. Ta córka kompletnie pozbawiła mnie radości życia. - Naprawdę powinnaś się poddać psychoanalizie. - Co takiego? Nie wierzę w to. To by nie pomogło. Przez całe życie miałam jedna główna nerwicę i mnóstwo pomniejszych, które nazywałam „Kandydatkami”. Kiedy jedna ustępowała, pojawiała się inna. Zmieniały się jak kliki polityków. Kilka razy wydarzyło się coś na kształt rewolucji pałacowej. Nerwica związana z moja córka jest stosunkowo nowa, ale niezupełnie. Rozrastała się jak rak, a ja czułam, jak rośnie. Oparłem się o siedzenie i zapadłem w drzemkę. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 19:35 3 Byłem jakby w półśnie. Coś mi się śniło. Gdy w pewnej chwili otworzyłem oko, ujrzałem, że księżyc zniknął. Nad ziemią leżała czarna noc, która przypominała ciemności na początku stworzenia, zanim Bóg rzekł: „Niech stanie się światłość!” Owady umilkły. Fredł jechała szybko i ogarnęło mnie dziwne uczucie, ze zsuwamy się w otchłań. Jarzący koniuszek jej papierosa poruszał się górę, w dół i na boki. Wydawało się, że daje komuś znaki ognistym kodem. Pomyślałem, ze nigdy nie wiemy, kto będzie naszym aniołem śmierci. To Frejdł z Jadowa. Znowu zasnąłem i we śnie ujrzałem urwiste góry i cienie olbrzymów. Usiłowali przerzucić most pomiędzy szczytami. Mówili jakimś zamierzchłym językiem, huczącym głosem i wyciągali długie ramiona sięgające horyzontu. Poniżej szumiała i pieniła się woda wyrzucając kamienie. „Czyżby to była rzeka Sambation? – zapytałem sam siebie – W takim razie nie jest to legenda…” Otworzyłem oczy i spoza wzgórz wyłoniło się słońce, obmyte i biblijne, rzucające blask, który nie był ani nocą, ani dniem. W moim półśnie scena ta skojarzyła się z kapłanami błogosławiącymi Żydów, na co nie wolno patrzeć, bo można oślepnąć. Znowu zasnąłem. Obudziła mnie Frejdł. Dojechaliśmy do kibucu. W świetle poranka ujrzałem błyszczące od rosy kaktusy, grządki kwiatów i domki z otwartymi drzwiami, z których wychodzili na wpół ubrani mężczyźni i kobiety. Wszyscy byli opaleni, niemal czarni. Niektórzy nieśli ręczniki, mydła i szczoteczki do zębów. Frejdł powiedziała: - Spałeś jak anioł. Wzięła mnie pod rękę i poprowadziła wąską ścieżką zarośniętą mokra trawą. Zapukała do jakichś drzwi, a ponieważ nikt nie otwierał, zapukała głośniej. Usłyszałem jakiś ochrypły głos i Frejdł odpowiedziała. Drzwi otworzyły się i wyszedł z nich mężczyzna o potarganych czarnych włosach przetykanych siwizną, bosy, w rozpiętej koszuli, spod której widać było owłosiona pierś. Jedną stronę twarzy miał bardziej pomarszczoną niż drugą – była szorstka i czerwona jak gdyby po wysypce. Przytrzymywał ręką spodnie. „Czyżby to był Tobiasz?”- zastanawiałem się. Miał szerokie bary, mięsisty nos i szyję z widocznymi żyłami. Frejdł powiedziała do niego: - Wybacz, że cię budzę. Przywiozłam gościa. Zaczynałem dostrzegać pewne podobieństwo pomiędzy tym starszawym jegomościem a Tobiaszem z Jadowa. Ale on mrugał zaspany i nie poznawał mnie. Frejdł uśmiechnęła się. - To Icze, syn rabbiego z Jadowa. - Icze – powtórzył Tobiasz i zastygł zdumiony z ręka na rozpiętych spodniach. Po chwili uścisnął mnie wolną dłonią. Ucałowaliśmy się, przy czym jego broda pokłuła mnie jak szpileczki. Frejdł powiedziała: - Chce zobaczyć Rinę. Tylko na nią popatrzę. Musimy zaraz wracać. - Riny nie ma w domu – odrzekł Tobiasz z wahaniem, bezbarwnym głosem. Frejdł najeżyła się. - A gdzie jest? - Nie w domu. - Gdzie? - U koleżanki. - U kogo? Kłamiesz. Mąż i żona zaczęli się kłócić po hebrajsku. Usłyszałem jak Tobiasz mówi: - Jest ze swoim nauczycielem. - Z nauczycielem? W środku nocy? - Z nauczycielem – powtórzył Tobiasz. - Zwariowałeś, czy uważasz, że ja jestem nienormalna? - Ona tam sypia – powiedział Tobiasz ja gdyby do siebie. Chociaż słońce rzucało czerwone blaski na twarz Frejdł, ujrzałem, że pobladła. Usta jej drżały a twarz wyrażała gniew i smutek. - Szesnastoletnia dziewczyna sypia u chłopaka? Zawstydzasz mnie przed Icze- powiedziała. - Nauczyła się tego od matki. Oczy Tobiasza pod krzaczastymi brwiami były przenikliwe i zimne. Widziałem w nich nawet pewna kpinę. Tobiasz dał ręką znak, abym zaczekał. Uśmiechnął się i po raz pierwszy naprawdę poznałem w nim Tobiasza z Jadowa. Frejdł rzuciła za nim wyzwiskiem. Odwróciła się do mnie. - On jest szaleńcem. Zwariowanym degeneratem. Staliśmy z dala od siebie. Tobiasz nie spieszył się z wyjściem. Twarz Frejdł wydawała się zastygła i postarzała. - To wszystko złośliwość. Robi kurwę z córki, żeby mi dokuczyć. No cóż, nie mam już córki. - Może to nieprawda. - Chodź, zobaczymy. Frejdł szła przodem, a ja podążałem za nią. Spodnie i skarpetki miałem mokre od rosy. Minęliśmy ciężarówkę, na którą nadzy do pasa mężczyźni ładowali skrzynki z żywymi kurami gdaczącymi przez sen. Podeszliśmy do budynku wyglądającego trochę jak strych na siano, a trochę wieża strażnicza. Na jego stożkowatym dachu blaszany kogut wskazywał kierunek wiatru. Tutaj mieszkał nauczyciel. Do wejścia prowadziła drabina. Frejdł zawołała: „Rina!” Jej głos był ostry i drżał płaczliwie. Wołał wiele razy, ale nikt nie wyjrzał z otwartego okna. Frejdł rzuciła mi spojrzenie z ukosa, jakby chciała zapytać: ”Czy mam się tam wspinać?” Było mi zimno i drżały mi kolana. Cała sytuacja wydawała się nierealna jak koszmar senny, która znika w chwili, gdy człowiek się budzi. Chciałem powiedzieć Frejdł, ze stanie tutaj jest bezcelowe i najlepiej będzie, jak wrócimy, ale w tym momencie ukazała się twarz dziewczyny. Mignęła niby cień. Frejdł tez musiała ja ujrzeć. Stała z szeroko otwartymi ustami. Nie była to już lekarka, która mówiła tej nocy tyle mądrych rzeczy., tylko zszokowana żydowska matka. Wyglądało na to, ze chce się rozpłakać, ale milczała. Był już jasny dzień i skądś nadpłynęła mgiełka. - Chodź, Frejdł, to nie ma sensu – powiedziałem. - Tak, masz rację. Bałem się, ze zabierze mnie znowu do domu Tobiasza i zacznie się z nim kłócić, ale prowadziła mnie w innym kierunku. Szła tak szybko, że ledwo za nią nadążałem. Jakaś dziewczyna rozkładała na wąskich stołach papier, a chłopak mył kamienną posadzkę. Powietrze było przesycone środkiem dezynfekującym. Wkrótce dotarliśmy do samochodu Frejdł. Jechała szybko. Oparłem się na siedzeniu i patrzyłem przed siebie. Było zimno i miałem dreszcze. Podniosłem kołnierz marynarki. „Chwała Bogu, że nie mam córek” – pomyślałem. Na wschodzie rozciągała się chmura, niby wielkie łoże ognistych kręgli. Przeleciał długi sznur skrzeczących ptaków. Minęliśmy stado owiec; wydawało się, że się pasą na piaszczystym gołym polu. Chociaż miałem wątpliwości na temat Boga, Jego miłosierdzia i Opatrzności, przypomniały mi się fragmenty z Biblii – przestrogi Izajasz przed potępieniem: „Biada narodowi grzesznemu, ludowi obciążonemu winą, potomstwu złośników, synom wyrodnym! Opuścili Pana, porzucili świętego Izraelskiego, odwrócili się wstecz…” poczułem chęć udowodnienia Frejdł, że stosuje podwójne normy – jedne dla siebie, a inne dla pozostałych ludzi – ale wiedziałem, że sprzeczności w jej zachowaniu są również moimi sprzecznościami. Siły rządzące historią przywiodły nas z powrotem do kraju naszych przodków, ale my zdążyliśmy już go splamić okropnościami. Słonce zaczęło mocno grzać i stało się żółte jak siarka. Spadały zeń iskry i drobne płomyki, jak z pochodni. Rzucało nieco przyćmione, ponure światło, jak przy zaćmieniu. Od strony pustyni wiał suchy wiatr i niósł drobny piasek. Twarz Frejdł stała się szara jak popiół i zapadła się. W tym momencie zauważyłem jej podobieństwo do matki, Debory Ity. Zatrzymaliśmy się przy stacji benzynowej oznaczonej hebrajskim znakiem i Frejdł powiedziała do mnie: - I co dalej? Jeśli to jest nauczyciel, to wszystko stracone. Jestem wyleczona, wyleczona na zawsze! „Przyjaciel Kafki” str. 111-128 Przełożyła: Elżbieta Petrajtis-O’Neill Wydawnictwo „bis” Wydanie I , 1994 r. ISBN 83-85144-37-4 Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 20:22 "Przyjaciel Kafki" jest, między innymi, książką o antysemityzmie. O życiu po Shoah. Przede wszystkim jest o prawdzie... Bogu... miłości... Poszukiwaniach i konsekwencjach postępowania... Przepraszam, ale w tekście właśnie znalazłam kilka błędów.... nie zmieniają niczego, "zjadłam" litery w przypadku kilku wyrazów, w jednym nie zauważyłam działania "mądrzejszego od kury" programu... pośpiech. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 23:34 dzieki amamit.... piekne to..... Odpowiedz Link Zgłoś
wolna444 Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 19:31 kliknelam bo przynudzasz, ja ksiazki papierowe czytam, zachecam do klikania. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 03.10.09, 19:37 alez moja droga... to jest z papierowej ksiazki... dla tych, co wlasnie maja za daleko po nie... Odpowiedz Link Zgłoś
g-48 Re: Ja cie tez zapraszam 03.10.09, 23:01 forum.gazeta.pl/forum/f,47618,_8362_EREC_ISRAEL.html forum.gazeta.pl/forum/f,25695,JUDAICA.html A mozesz sobie z abszti tez po swojemu pogwizdac forum.gazeta.pl/forum/f,51451,Muzyka_zydowska_izraelska_.html Zycze ci milego wieczoru. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: możesz mi odpowiedzieć na pytanie? 04.10.09, 10:43 zupełnie poza tematem... skąd wiedziałeś, że rok temu? Odpowiedz Link Zgłoś
melord O ktorego Singera ci biega... 03.10.09, 23:29 tego co judeopolonie chcial przed wojna w polsce tworzyc czy o tego.. Peter Singer (ur. 6 lipca 1946 w Melbourne) ten zoofilie propagowal.. Singer twierdzi, że kontakty seksualne ludzi ze zwierzętami nie muszą być dla nich krzywdzące, a czasami mogą być wręcz obustronnie satysfakcjonujące. Odpowiedz Link Zgłoś
ewa8a Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracowałaś ! 04.10.09, 00:07 Takiego Singera nie znałam. Przypuszczam, że internetowi antysemici, wykrzykując odkrywczo : ,, Żyd nie umie żyć bez antysemityzmu –jeśli go nie ma, gotów jest go stworzyć’, nawet nie wiedzą, że to klasyka. Też nie wiedziałam. Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 11:27 ewa8a napisała: >Też nie wiedziałam. I ja też, jak to antysemita. Nawiasem pisząc oryginalny Singer jest ostrzejszy niż to "antysemickie" zdanie. Dużo ostrzejszy. To wielki pisarz i mądry człowiek. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 12:23 tak. szczególnie w "Gołebiach" ostrzejszy... ale tego już przepisywać nie będę. od tego są księgarnie i biblioteki... nie jesteś godnym przeciwnikiem w szachach Singer pisał dla Żydów. głównie w jidisz. pisał dla pokolenia, które chociaż w większości zasymilowane (to o diasporze) lub zeświecczone (to o Izraelu), zdążyło jeszcze odebrać gruntowne wykształcenie religijne. nie wiesz co to tikun, nie zrozumiesz przesłania... każda książka Singera to podróż... nie w miejsce, pomimo miejsc zawsze konkretnych. jak napisałam: podróż w poszukiwaniu odpowiedzi... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 13:08 amamit napisała: > tak. szczególnie w "Gołebiach" ostrzejszy... Nie wiem, nie znam. Miałem na myśli Twoje prostowanie "antysemickiego" cytatu oryginalnym Singerem. > nie jesteś godnym przeciwnikiem w szachach Nie zamierzam grać z Tobą w szachy. Dyskutować też nie zamierzam, bo nie jesteś godnym przeciwnikiem. > Singer pisał dla Żydów. > nie zrozumiesz przesłania... Wątpię by Singer upoważnił Cię do złożenia takiego oświadczenia. Zapewniam Cię, że Singer jest pisarzem takiej klasy, że Jego przesłanie dociera nie tylko do Żydów. Nie wiem tylko dlaczego tutejsi forumowi Żydzi to tacy rasiści i szowiniści. I idioci na dodatek. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 13:49 napisałam, że część nie zrozumie tego niełatwego tekstu...no cóż potwierdziło się moje przypuszczenie... Singer już nikogo do niczego nie upoważni... a swoje wątpliwości schowaj w kieszeń nawet po wojnie pisał nadal w jidisz. pewnie dla ciebie... cała jego twórczość to "czytanie ludzkich charakterów"... Frejdł... nigdy nie zrozumiesz o czym mówi Frejdł... zagubiona... Singer nigdy nie dał jednoznacznej odpowiedzi, nawet nie próbował. na żadne z pytań. a ty ją chcesz dać po przeczytaniu tego opowiadania? pomimo tego, co mówi Frejdł, Singer powrócił z Izraela do życia wśród obcych... i krwawił... nie widzisz tej sprzeczności? Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 14:04 Oleś... piszesz wielki pisarz, wielki człowiek... skąd możesz wiedzieć, jeśli nie poznajesz słów...? to o szachach też Singera... "(... ) lepiej grać z godnym przeciwnikiem niż z partaczem" Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 14:52 amamit napisała: > Oleś... piszesz wielki pisarz, wielki człowiek... > skąd możesz wiedzieć, jeśli nie poznajesz słów...? to o szachach też Singera... Po prostu przeczytałem Spuściznę i Rodzinę Muszkatów. > to o szachach też Singera... Być może. O kole też? Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:05 w tym problem... po prostu przeczytałeś... nieważne... a Chaima Potoka coś czytałeś? pytam teraz z ciekwości i bez złośliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
wkkr Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:09 amamit napisała: > w tym problem... po prostu przeczytałeś... ====================== A pokrzywu to co miał jeszcze zrobić? Przetłumaczyc (ciekawe na co)? Spalić na stosie?Umieścić na ołtarzu? Książki z natury rzeczy są do "przeczytania" właśnie. No chyba, że to poradnik, słownik lub encyklopedia jest. Ale Singer encyklopedystą (z tego co wiem) nie był. ========================================== Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:19 tak ,jak i "po coś" się pisze, książki się "po coś" czyta. nie tylko o sam akt-czynność chodzi... chyba cię z tymi stosami i ołtarzami poniosło Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:20 Nie, przyznam się bez żenady, że nawet nie wiedziałem kto to jest Chaim Potok. Napisałem co przeczytałem i uważam, że Spuścizna jest genialna. A teraz porozmawiajmy o rasizmie i szowinizmie. Twoim zdaniem literatura tworzona przez pisarzy żydowskich dzieli się na literaturę dla Żydów (Singer) i literaturę dla gojów (pewnie Gross). Ta literatura dla Żydów jest z natury niedostępna dla gojów. Mogę rozprawiać o literaturze iberoamerykańskiej, chińskiej, afrykańskiej, ale od Singera wara. Otóż jest to arcyszowinizm, moja ty szachistko. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:48 olus..... najpierw przeczytaj singera i sprobuj, sprobuj zrozumiec... potem przeczytaj potoka "the chosen" i "the promise".... i tez sprobuj zrozumiec... a jak ci sie uda zrozumiec, to wtedy zabieraj sie za dyskusje o antysemityzmie, szowinizmie i rasizmie.... za malo wiesz w tej chwili, zeby mozna bylo z toba dyskutowac.... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:52 dana33 napisała: > olus..... najpierw przeczytaj singera A Ty kucharo przeczytałaś? Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 16:49 oczywiscie, ze nie przeczytalam... wogole nie slyszalam o takim... wiesz, stoje przy kuchni 24 godziny na dobe i gotuje czulent... i olus.... jak ja ci cos odpowiem na twoje plucie, to nie pisz potem, ze jak umiem tylko chamsko odpowiadac.... tymczasem to ty, jak sie zdenerwujesz lekko, to wlasnie zaczynasz.... nu, niektorzy tak wlasnie maja... bezsilnosc to zly doradca, olus... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:51 nie napisałam, że nie wolno o niej rozprawiać czy ty chcesz zaprzeczać mój ty Olusiu, oczywistym faktom? Singer był Żydem, pisał w jidisz (języku żydowskim) rzeczy pełne odniesień do Tanachu, Talmudu i innych dzieł judaizmu. pisarz zawsze zakłada, kto będzie pierwszym odbiorcą. nie można zrozumieć dobrze Singera bez odwoływania się do tego, z czego czerpał. a żeby to wiedzieć (bo w nie zawsze jest to oczywiste) trzeba się poruszać chociaż "jako tako" w wyżej wymienionych. dlatego stwierdziłam, że nie zrozumiesz o czym mówi Frejdł. i nie ma to nic wspólnego z szowinizmem mój ty Olusiu. Mickiewicza czy Gombrowicza też można na angielski, dajmy na to... bez podstawowej znajomości historii Polski i polskiej literatury... zgodzisz się, że nie każdy czytelnik pojmie do końca sens zawarty w ich dziełach... nie chciałam cię zażenować, więc nie musisz pisać "bez żenady". jeśli będziesz miał okazję przeczytaj coś Potoka. Jeśli znasz angielski... bo po polsku chyba nic się nie ukazało. Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 16:02 amamit napisała: > Mickiewicza czy Gombrowicza też można na angielski, dajmy na to... bez podstawo > wej znajomości historii Polski i polskiej literatury... zgodzisz się, że nie ka > żdy czytelnik pojmie do końca sens zawarty w ich dziełach... Zgoda. Zgoda również na > Singer był Żydem, pisał w jidisz (języku żydowskim) rzeczy pełne odniesień do T > anachu, Talmudu i innych dzieł judaizmu. Natomiast to jest credo żydowskiej szowinistki: > dlatego stwierdziłam, że nie zrozumiesz o czym mówi Frejdł. Wielki pisarz czy to Singer czy Dostojewski pisze o ludziach. Pozornie pisze o Żydach, Rosjanach czy Polaczkach. Ale przecież dla żydowskich szowinistów Żydzi nie są ludźmi takimi jak my wszyscy, są nadludźmi. Jakże więc taki goj oleg może porywać się na zrozumienie Żydówki, bohaterki Singera. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 16:29 dlaczego zgadzasz się, że nie można zrozumieć Gombrowicza bez znajomości historii Polski i jej literatury a nie możesz przełknąć, że nie zrozumiesz do końca Frejdł. wychwołeś się w kregu kultury chrześcijańskiej, o żydowskiej literaturze, przez wieki religijnej, wiesz niewiele. o historii Żydów - pewnie tyle (o) ile sam chciałeś poznać... nie rozumiem tej niekonsekwencji. nie rozumiesz też, że wpadłeś w pułapkę swojej złości, bo ja szowinistką żydowską być nie mogę... otóż nie masz racji. w tym zbiorze opowiadań Singer pisze o Żydach. dotkniętych antysemityzmem, Shoah. lub jednym i drugim. o ich losach. ich rozpaczliwych próbach odnalezienia się w dalszym życiu. odnalezieniu odpowiedzi na pytanie o istnienie Boga. lub opisuje ich śmierć... nie ma w tym "pozorów". nie ma w tym pisania o kimkolwiek innym, o człowieku bez narodowości - ludziu. Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 16:37 amamit napisała: > dlaczego zgadzasz się, że nie można zrozumieć Gombrowicza bez znajomości histor > ii Polski i jej literatury a nie możesz przełknąć, że nie zrozumiesz do końca F > rejdł. Czym innym jest zrozumienie do końca Gombrowicza, a czym innym zrozumienie Frejdł. Takie to trudne do pojęcia. Nie muszę znać wszystkich niuansów ani u Gombrowicza ani u Singera by zrozumieć bohatera. Jeżeli bohaterów literackich nie można zrozumieć to nie mamy do czynienia z literaturą, przynajmniej wielką czy wysoką, tylko z żałosnym grafomaństwem albo propagandą przebraną za pseudoliteraturę. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 16:55 mysle amamit, ze olus to nie taki big intelektualista, za jakiego by chcial uchodzic.... mysli, ze jak rzuci tu paroma nazwiskami, to inni padna ze zdziwienia... no i wlasnie.... "Nie muszę znać wszystkich niuansów ani u Gombrowicza ani u Singera by zrozumieć bohatera."..... pewnie, ze nie musi.... tylko wlasnie nie zrozumie nic... co pokazal nam tutaj czarno na bialym.... ale za to z przyjemnoscia bedzie dyskutowal o szowinizmie i rasizmie i antysemityzmie, nazywajac ciebie "zydowska szowinistka", a mnie "kuchara"..... jakie swietne przyklady na antysemityzm, rasizm i szowinizm..... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 18:01 tak Dana. a ta książka jest o całej ludzkości dla całej, takie ma uniwersalne przesłanie... ile w tym hhhhhumanizmu... w tej żydowskiej szowinistce i kucharze Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 18:06 prawda? chociaz tak miedzy nami, to ta kuchara mnie wogole nie obrazila... lubie gotowac i dobra kuchara to zadowolenie calej rodziny i przyjaciol tez... napewno wole byc kuchara, niz.... jak olus... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 18:12 )))) ale ja się obraziłam Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 18:23 nu, ale mialas wplyw na olesia..... teraz wlasnie polecial do biblioteki, a moze nawet do ksiegarni, poszukac singera i potoka... zawsze to micwa pomoc komus, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 18:30 mam nadzieję, że poleciał na Potoku "połamie zęby". Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 18:37 na the chosen i the promise to chyba tak.... ale moze teraz zostawmy go lekturze.... lezacego zyd juz raczej nie kopie dalej.... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Mam w ręku Spuściznę 05.10.09, 13:05 Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983. Przełożyła Irena Wyrzykowska. Tytuł przekładu angielskiego The Estate. Na 4-tej stronie okładki jest notka o autorze. Cytuję fragment: "Singer do dziś tworzy w języku jidysz, życzy sobie jednak, ażeby przekładów na inne języki dokonywano z autoryzowanych wersji angielskich." Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Nur fuer Jude 05.10.09, 14:04 Wesela i rozwody, narodziny i zgony, błyskotliwe kariery i życiowe tragedie. Jak każda powieść Singera, "Spuścizna" jest barwnym, tętniącym życiem malowidłem psychologiczno-obyczajowym, przedstawiającym losy ziomków z fikcyjnej miejscowości Jampol, ludzi różnych wyznań, kultur, narodowości, poczynając od potomków ziemiańskiego rodu Jampolskich, po liczną rodzinę miejscowego rabina. Ta różnorodność pozwala autorowi nakreślić bogatą panoramę przemian zachodzących w pierwszej dekadzie XX wieku w naszym kraju, a także w Europie i Ameryce, dokąd trafiają krajanie z Jampola. Opisy ówczesnej Warszawy, eleganckiego deptaku Krakowskiego Przedmieścia, ogródkowych teatrzyków i wytwornych restauracji w Wilanowie, ale także nędzarskich Szmulek i Powiśla, przywołują na myśl obrazy Gierymskiego i "Lalkę" Prusa. W Spuściżnie nie mogło zabraknąć najistotniejszych rozważań, charakterystycznych dla Singerowskiej prozy - pytań o sens życia, o powinności człowieka, o jego wybory. Co będzie gwarancją spokojnego, dobrego życia, jeśli o jakiejkolwiek „gwarancji” można mówić… O co w tym życiu chodzi? Dobrze zjeść, wypić, miewać romanse, zadbać o swoje interesy, bez „zbędnej” duchowości…? Czy lepszy jest hedonizm, czy ascetyzm, ateizm czy wiara, rozsądek czy emocje, a może po prostu – umiar we wszystkim? Jakimi poglądami kierują się w życiu bohaterowie tej z rozmachem napisanej opowieści? Jakich wyborów dokonała Klara, która bardzo boleśnie odczuła na własnym przykładzie, że: „Mężczyźni wymagają cnoty od kobiet, sami zaś czują się uprawnieni do robienia wszystkiego, czego zapragną”*? Klara w swoim kochanku Mirkinie odkrywała cząstkę siebie. Podobnie jak i on, pragnęła doświadczyć wszystkiego, nim dopadnie ją starość, posmakować, czego się da, nim będzie za późno. Co zrobił ze swoim życiem Lucjan, którego na pewnym zakręcie życia „świat z jego iluzorycznymi radościami i pozorami przestał interesować”**? Niezapomnianą postacią pozostanie siostra Lucjana – Felicja – uosobienie wybaczenia i dobroci. Czy Azriel, który wierzył w Boga i moc modlitwy, a swoim pacjentom powtarzał: „Spokojnie, spokojnie (… zmarła ukochana osoba? No cóż, trzeba żyć dalej. Lęk przed śmiercią? Przecież to szkodzi zdrowiu. Trzeba się radować życiem, dopóki można. Żona lub mąż zdradził? Dzieci wyrosły na egoistów? Grozi bankructwo? Zbliża się starość? Życie jest zbyt uciążliwe? To tylko kwestia nerwów. Jedyne, co trzeba zrobić, to wziąć się w garść…”*** – znalazł receptę na szczęście? A może miłość jest lekarstwem na wszelkie egzystencjalne bolączki? Tylko jakie są te nasze miłości? „Kiedy nadszedł Dzień Pojednania, Jom Kipur (… rabi przerwał przemówienie, aby wyjąć zwój ze Świętej Arki, celem odczytania przypadającego na ten dzień ustępu z Księgi Izajasza: „Bo grzeszni są jak wzburzone morze nie mogące się uciszyć, którego wody wyrzucają szlam i nieczystości”. Rabi miał tu na myśli wciąż wzrastającą liczbę Żydów „oświeconych” (…. Nawołując ludzi „nowoczesnych” do wypełniania obowiązków, używał ich własnych wyrażeń. - Człowiek grzeszny – dowodził – zawsze wojuje zarówno na wojnie, jak i w miłości. Może się to wydać sprzecznością – ciągnął rabi – wojna bowiem uosabia gniew, a miłość – dobroć. Jaki jest między nimi związek? Jak można wojować w miłości? Odpowiadam na to, że człowiek został stworzony, by służył. Jeżeli nie służy Bogu, to służy innemu człowiekowi. (… Jednego wychwala za jego bogactwo, drugiego za urodę, trzeciego za inteligencję, czwartego za to, że posiada władzę. Ludzie, których myśli są skierowane wyłącznie ku rzeczom materialnym są zawistni. (… Zawiść jest okrutna jak grób. (… Miłość powstała z zazdrości zabija (…”****. Czyż nie taka była miłość Klary? Czy jej życie nie przypominało wzburzonego morza? Nie sposób oddać słowami całej galerii postaci, odczuć i przemyśleń zawartych w powieści. Singer z właściwym sobie mistrzostwem, lekkim piórem, kreśli ludzkie portrety: skomplikowane osobowości, pełne niezaspokojonych pragnień i sprzeczności, złych wspomnień i nieutulonych żalów, nostalgii, straconych złudzeń i nieustających marzeń. Wchodzimy w ludzkie losy – wyjazdy, zmiany miejsc, miast, krajów, straty bliskich, kochanków, mężów, żon, losy poprzecinane zdradami, nieodwzajemnionymi miłościami, chorobami, śmiercią, samotnością. A wszystko to rozgrywa się na tle przedwojennej Warszawy; widzimy bogaty Wilanów, biedne Powiśle, dorożki, powozy, sanie brnące w śnieżnych zaspach, zmarznięte ręce ogrzewane w futrzanych mufkach. Na ulicach słychać język polski, żydowski, rosyjski… Mamy niepowtarzalną okazję poznania żydowskiej kultury, zrozumienia sensu Jom Kipur, święta Purim, chasydyzmu, a jednocześnie prawdy o życiu i człowieku zawarte w powieści są ponadczasowe i uniwersalne, bez względu na wyznanie, przynależność kulturową, poglądy... Niepostrzeżenie uświadamiamy sobie, że trzymamy w rękach świat, którego już nie ma, świat, który został zniszczony, jednym słowem - spuściznę, wraz z całym jej bogactwem różnych kultur, religii i losów Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Idiotentest... 05.10.09, 20:26 - wirklich nur für Idioten. Oluś... 1. było o zbiorze opowiadań, który ma tytuł (wybierz, tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa): a Przyjaciel Kafki b. Spuścizna c. nie wiem d. nie rozumiem pytania 2. czy tekst, który zacytowałem zmienił moje rozumienie dzieł Singera? (to samo): a. nie. nie zmienił, bo nie zmienił niczego w mojej wiedzy o historii Żydów i ich literaturze. b. tak, bo tak. c. nie wiem. d. nie rozumiem pytania. 3. amamit napisała: a. Singer jest tylko dla Żydów. b. Singer pisał dla Żydów. c. nie wiem, jestem... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 05.10.09, 20:35 Zadajesz sobie tyle trudu, bo jest tam kawałek prozy, która może być wykorzystana przez antysemitów. Ty mi lepiej odpowiedz na pytania zadane przez Singera ustami Jego bohaterki, a nie przekonuj, że goj nie jest w stanie zrozumieć pytania. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Idiotentest... 05.10.09, 20:45 poczytaj jeszcze trochę. to może porozmawiamy... nadal twierdze, że te 21 opowiadań jest o Żydach, ich kryzysie wiary, który nastapił na skutek antysemityzmu i jego "ukoronowania" - Shoah. nawet to, że jest ich 21 ma symboliczny wymiar... w judaizmie Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Idiotentest... 05.10.09, 20:56 bez obrazy Oleg... Singer może i przemawia do wszystkich...chwała jemu za to...ale pełnym głosem mówi do Żydów. i do takiego arel, który wie coś więcej niż to, że Singer wielkim pisarzem był... Odpowiedz Link Zgłoś
spitt Re: Idiotentest... 05.10.09, 21:19 Antysemityzm - Slysze to slowo kilka razy dziennie za kazdym razem zastanawiam sie dlaczego nie dopuszczacie do dyskusji na temat skad sie bierze i dlaczego a ludzi ktorzy sie osmiela jak R. Hilberg czy H. Arent dolujecie bez litosci ,... =================================================================== na skutek antysemityzmu i jego "ukoronowania" - Shoah. Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 07:11 amamit napisała: > poczytaj jeszcze trochę. to może porozmawiamy... To ja robię Ci grzeczność chcąc rozmawiać. Ale skoro się boisz, to pa. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Idiotentest... 06.10.09, 07:16 > To ja robię Ci grzeczność chcąc rozmawiać. Ale skoro się boisz, to pa. bufon. Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 09:15 amamit napisała: > bufon. Mogłabyś wyjaśnić w jakim celu opublikowałaś ten kawałek Singera? Ja goj widzę tylko jeden powód - by porozmawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Idiotentest... 06.10.09, 14:57 widac oles, ze nie sledzisz dokladnie, albo moze wygodnie zapominasz... przeczytaj sobie ten watek: forum.gazeta.pl/forum/w,13,100854362,,Zyd_nie_moze_zyc_bez_antysemityzmu_.html?v=2 jak przeczytasz dokladnie, to moze zrozumiesz... bardzo watpie, ze amamit szuka na forum tym wlasnie kogos, z kim moze porozmawiac.... a juz napewno nie ciebie.... jak napisala: bufon.... zadufany w sobie, w swojej inteligencji, wiedzy i przekonaniu, ze nic tylko szuka sie rozmowy z olesiem... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 15:01 Do kuchni! Studiować jakby-demokrację północnokoreańską. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Idiotentest... 06.10.09, 15:03 wyrazne objawy bezsilnosci i zidiocenia, olus..... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 15:10 Odczep się ode mnie przekupo. Do magla! Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 15:35 Ty jesteś przede wszystkim idiotką, dopiero później Żydówką. Nie zasłaniaj się swoim żydostwem, które i tak nie ma da mnie znaczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Idiotentest... 06.10.09, 16:09 rzeczywiscie? nu, nu..... mozliwe, ze jestem idiotka... ale jak widzisz, zamiast argumentow wyzywasz tylko... wiec moze jednak idiota jestes ty? Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 16:42 Mogłabyś zacytować jakiś użyty przez ciebie argument. Powiedzmy w ciągu ostatniego tygodnia. Jakikolwiek. Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Idiotentest... 06.10.09, 18:27 pytanie zle postawione.... powinno byc: zechcialabys zacytowac jakis..... moglabym, ale nie chce.... mozesz sam poszukac... w ciagu ostatniego tygodnia to malo do przeszukania... a tobie bym poradzila, zebys przestal wlec ten watek... bo wygladasz coraz bardziej zalosnie na takiego, ktory szuka rozmowy z zydem na sile.... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 18:33 > wygladasz coraz > bardziej zalosnie na takiego, ktory szuka rozmowy z zydem na sile.... Błąd. Szukam rozmowy z mądrym człowiekiem. Z tobą, nie! Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Idiotentest... 06.10.09, 18:42 szukaj, szukaj..... moze bedziesz mial szczescie i znajdziesz chetnego.... tymczasem nie widze... Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Idiotentest... 06.10.09, 19:07 aaaaaaaa, ty uwazasz, ze to ja podbijam.... git.... to teraz szukaj dalej rozmowcy juz bez mojego podbijania... od czasu do czasu odpocznij, zebys mial sily dalej szukac.... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 19:10 Nie to nie ty podbijasz. To krasnoludki. Oczywiście anty-cos tam . Odpowiedz Link Zgłoś
pozarski Re: Idiotentest... 06.10.09, 19:36 dana33 napisała: > szukaj, szukaj..... moze bedziesz mial szczescie i znajdziesz chetnego.... > tymczasem nie widze... Nazioluś w poszukiwaniu straconego czasu? ) Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Idiotentest... 06.10.09, 19:39 Tu zaszła zmiana. Zamiast idiotki pojawił się Janek Roztropek. Odpowiedz Link Zgłoś
deutor b.pikne.......... up!!!!up!!! 06.10.09, 21:37 amamit napisała: >a. Singer jest tylko dla Żydów. >b. Singer pisał dla Żydów Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: b.pikne.......... up!!!!up!!! 07.10.09, 13:48 > amamit napisała: > >a. Singer jest tylko dla Żydów. > >b. Singer pisał dla Żydów Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: b.pikne.......... up!!!!up!!! 07.10.09, 14:31 widze olus, ze szukasz i czekasz przede wszystkim... git.... rozumiem, ze wieczorem zrobisz nastepne up, i jutro rano nastepne.... i tak trzymac.... moze w koncu sie ktos zlituje... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: b.pikne.......... up!!!!up!!! 07.10.09, 14:52 Nie będę musiał. Sama zaraz podbijesz. Później wpadnie Janek, będą uśmiechy i dusery. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Mam w ręku Spuściznę 05.10.09, 20:01 oleg3 napisał: > Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983. > Przełożyła Irena Wyrzykowska. Tytuł przekładu angielskiego The Estate. > > Na 4-tej stronie okładki jest notka o autorze. Cytuję fragment: > > "Singer do dziś tworzy w języku jidysz, życzy sobie jednak, ażeby przekładów na > inne języki dokonywano z autoryzowanych wersji angielskich." > > > ale nowość napisałes... a zadałeś sobie pytanie: dlaczego pozwalał na przekłady tylko z autoryzowanych wersji? podrugie: jesteś w błędzie... Singer "był przekładany" również z jidisz. Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Mam w ręku Spuściznę 05.10.09, 20:24 amamit napisała: > ale nowość napisałes... a zadałeś sobie pytanie: dlaczego pozwalał na przekłady > tylko z autoryzowanych wersji? A po co mi to pytanie? Ja tylko nawiązuję do Twojej tezy, że Singer pisał dla Żydów (w domyśle tylko dla Żydów). Skoro tak dbał o przekłady to pisał również dla mnie. > podrugie: jesteś w błędzie... Singer "był przekładany" również z jidisz. Po pierwsze, to nie ja jestem w błędzie. Podałem cytat i źródło. Po drugie, to, że "był przekładany" również z jidisz nie zaprzecza informacji mojego źródła. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Mam w ręku Spuściznę 05.10.09, 20:29 żadna to nowość, że pozwalał na przekłady z autoryzowanych wersji. pytałam, czy zastanowiłeś się: dlaczego? a twoje domysły są takie jak ty... Odpowiedz Link Zgłoś
oleg3 Re: Mam w ręku Spuściznę 05.10.09, 20:32 Dla mnie ważne jest, że pozwalał na przekłady. I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Mam w ręku Spuściznę 05.10.09, 20:34 i to dowodzi, że Oluś rozumie )))) i tyle Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 17:57 nie jest czym innym. rozumiesz? autor, choćby nie wiem jak chciał (o ile chce rzecz jasna, bo akurat Singer do takich nie należał), nie "odetnie się" całkowicie od swojego narodu... nie odetnie się od swoich doświadczeń i wiedzy... młodości... czasem i wielcy pisarze piszą dla swojego narodu. problem w tym też, że są zrozumiali, tylko ty ich nie zrozumiesz. czy to takie trudne do pojęcia? Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: Ja także dziękuję Amamit, ależ się napracował 04.10.09, 15:45 potoka "my name is asher lev" jest po prostu perelka.... Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: 04.10.09, 10:35 mnie nie ma za co dziękować... z tego samego zbioru jest opowiadanie "Gołębie"... w nim wprost o antysemityzmie. książka została kolejny raz wydana w 2004 r. przez Wydawnictwo "Muza"... warto po nią sięgnąć. Odpowiedz Link Zgłoś
amamit Re: z soboty na niedzielę... 04.10.09, 22:15 spitt napisał: chory jesteś Spitt ... Odpowiedz Link Zgłoś
dana33 Re: z soboty na niedzielę... 04.10.09, 22:17 jasne.... wyklikalam maniaka...... Odpowiedz Link Zgłoś
spitt Re: z soboty na niedzielę... 05.10.09, 13:25 Get a life , bitch ,... =================================================================== wyklikalam maniaka...... Odpowiedz Link Zgłoś