wild
07.02.02, 20:16
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=687980&dzial=010201
Rosyjscy milicjanci wyłapują do armii młodych mężczyzn
Wacław Radziwinowicz, Moskwa (07-02-02 14:52)
Trwa branka do armii rosyjskiej. Milicjanci z psami wyłapują chłopców, którzy
nie zgłosili się do poboru. Tymczasem niemal codziennie z jednostek uciekają
uzbrojeni żołnierze. Zabijają kolegów i przypadkowych świadków
Tydzień temu sierżant służby zawodowej Andriej R. zastrzelił z automatu
czterech pograniczników, w tym dwóch oficerów, w strażnicy Welen na Czukotce.
W poniedziałek i wtorek cała Rosja z zapartym tchem śledziła pogoń za dwoma
żołnierzami elitarnej 31. Brygady Wojsk Powietrzno-Desantowych z Ulianowska
Michaiła S. i Ałmaza Sz. Uciekli z koszar uzbrojeni w karabiny automatyczne,
zabierając po kilka zapasowych magazynków. Chcieli ponoć dotrzeć do stolicy
Tatarstanu Kazania. Po drodze zastrzelili dziewięć osób - milicjantów, którzy
usiłowali ich obezwładnić, kierowców samochodów, które zatrzymywali. W jednym
ze starć z tropiącymi dezerterów milicjantami Michaił S. postrzelił, a potem
dobił rannego kolegę. Wkrótce potem osaczony sam popełnił samobójstwo.
Prokuratorzy z Ulianowska bardzo wysoko ocenili "poziom bojowego przygotowania"
obu dezerterów i ich umiejętności strzeleckie. A przecież Michaił S. i Ałmaz
Sz. byli w brygadzie desantowej tylko artylerzystami. - O ileż trudniej byłoby
wytropić i unieszkodliwić dezerterów przygotowanych do służby w zwiadzie
desantu - mówią prokuratorzy.
Jeszcze trwał pościg za dezerterami z Ulianowska, kiedy sądu w Niżnym
Nowgorodzie uciekli dwaj szeregowcy Timur G. i Jewgienij C., skazani właśnie na
rok służby w batalionie karnym za znęcanie się w koszarach nad młodszymi
kolegami.
Śmierć w koszarach
Szacuje się, że co roku w strzelaninach w koszarach, w wypadkach i od chorób
ginie około 4,5 tys. żołnierzy armii rosyjskiej - więcej niż (według
oficjalnych danych) zabiera wojna w Czeczenii.
- Komu nasz kraj daje broń do ręki? - pyta Aleksandr Chochłow, komentator
dziennika "Izwiestia". - Po to, by siąść za kierownicą, trzeba zdać egzamin na
prawo jazdy. A broń dostaje ten, kto przez miesiąc mył podłogi w koszarach, raz
postrzelał sobie na poligonie i złożył przysięgę. Armia stała się niebezpieczna
dla kraju, dla nas wszystkich.
Pułkownik Nikołaj Ignatow ze sztabu Wojsk Powietrzno-Desantowych wyznał
"Komsomolskiej Prawdzie", że badając sytuację w 31. brygadzie w Ulianowsku,
łapał się za głowę. Okazało się, że 20 proc. komandosów odbywających służbę w
tej elitarnej formacji przed powołaniem do armii wchodziło w konflikt z prawem
- tak jak i Ałmaz Sz., który jeszcze w cywilu dostał wyrok w zawieszeniu za
chuligaństwo.
Podejrzany słowiański wygląd
Tymczasem milicja w Rosji od kilku miesięcy prowadzi regularne polowanie na
młodych chłopców, którzy nie stawili się do poboru. W Moskwie milicjanci,
którzy do tej pory interesowali się prawie wyłącznie "czarnymi", czyli ludźmi o
powierzchowności kaukaskiej, teraz na ulicach, przed stacjami metra wyławiają z
tłumu 18-, 19-latków o wyglądzie "słowiańskim". Tych, którzy budzą podejrzenie,
natychmiast odstawiają do komisji poborowych. A te bez wdawania się w zbędne
formalności - badania ewentualnej przeszłości kryminalnej chłopców lub nawet
stawiania ich przed komisjami lekarskimi - od razu odsyłają młodych do koszar.
Milicja prowadzi też branki w akademikach i internatach, przeczesuje dyskoteki
i inne miejsca, gdzie gromadzi się młodzież.
Gen. płk Władysław Putilin, szef wydziału mobilizacyjnego sztabu generalnego,
tłumaczy gorliwość milicji tym, że w czasie jesiennego poboru (od 1
października do 31 grudnia) do armii udało się wcielić 195 tys. mężczyzn, a
planowano 220 tys. Jednak około 25 tys. w ogóle nie stawiło się przed komisjami
poborowymi, czyli co ósmy zdolny do służby wojskowej.
------------------------------------------------------------------------------
czy ktoś może powiedzieć co to jest terror?