hasz0
21.12.09, 15:33
To test dla moich prywatnych celów, służaca zbadaniu dlaczego
dziennikarze młodego pokolenia nie wierzą w wersje opowiadane im
przez rodziców z pokolenia moherowego ( o swoich postach, w ktorych
NIGDY NIE SKŁAMŁEM postaram się Was już nie przekonywać...)
a tak naiwnie wierzą dzialaczom partii, którzy juz nieraz zostali
złapani na ordynarnym kłamstwie lub oszustwie...itd.
Pamiecią nie trzeba szukać zbyt daleko... nawet nie miesiąc.
Dlaczego piszą w sposób odbierający wiarygodność na STARCIE
ludziom, z lat 1939 - 1945 ...
Kiedy KLAMSTWO powodowało natychmiastową UTRATE TWARZY
i niepodawanie ręki klamcy?
Natomiast byle szmendakowi Grossowi Jasiowi w Polsce wierzą politycy
i proliberalne media...albo wulgarnemu oszczercy Scanowi czy piczemu
na Aquie wierzy wiekszość poprawnych Aquanetowców?
" Na trop złodzieja wpadł jednak były więzień Auschwitz, odnalazł
napis i za butelkę wódki odkupił go od żołnierza Armii Czerwonej.
Odzyskaną tablicę przywiózł następnie z powrotem do obozu.
Ta wersja krąży w Oświęcimiu jako legenda, nie ma bowiem dowodów na
to zdarzenie - poza słowną relacją byłego więźnia Auschwitz."