Dodaj do ulubionych

Ciężki los arabskiego absztyfikanta

16.02.10, 12:19

O dogłębnym wypróbowaniu walorów kandydatki na żonę nie ma co marzyć. Biedak
czasami zmuszony jest kupować kota w worku (z zezem i zarostem), a potem ma
same problemy.


,,Ambasador jednego z krajów arabskich w Dubaju sądownie anulował swe
małżeństwo, gdy odkrył po ślubie, że panna młoda ma ... zeza i zarost na
twarzy. (-)
Oszustwo odkrył, gdy uniósł nikab, by pocałować nowo poślubioną żonę. ''

kobieta.interia.pl/byc-kobieta/z-zycia/news/panna-mloda-z-zarostem-na-twarzy,1437713,5124?source=p_art
Obserwuj wątek
    • aquanetowiec __Interia ma forum kobiece z Parą tete a tete=100% 16.02.10, 12:26
      Pary-Tete dla damskich tematów na Faq= 0%.

      "Nic o tym nie wiedziałam do chwili publikacji w mediach (co
      nastąpiło w październiku 2009 roku) - mówiła mu.'

      • aquanetowiec Jestem już dorosła mam 31 l TaTo POszukaj mi pracy 16.02.10, 12:29

        https://i.wp.pl/a/f/jpeg/23959/m_sobiesiak_pap180.jpeg
        • mykwa444 Re: Jestem już dorosła mam 31 l TaTo POszukaj mi 16.02.10, 12:34
          aquanetowiec napisała:

          >
          > https://i.wp.pl/a/f/jpeg/23959/m_sobiesiak_pap180.jpeg

          Nie na temat aquastachanowcu! Dużo postów za to głupich!
          • aquanetowiec a kóry jest najgłupszy? 16.02.10, 12:35
    • mykwa444 Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 12:31
      Ja, to dla mojego zarost zgalam. Napatrzył sie na różne swiństwa i ma łobuz
      wymagania, ale co tam i tak go kocham.

      Na twarzy? Łoj, nie doczytałam. Na twarzy nie zarastamwink
      • ewa8a Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 12:43
        mykwa444 napisała:
        > Ja, to dla mojego zarost zgalam

        Upewnię się - nie na twarzy ?
        • mykwa444 Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 12:46
          Na twarzy nie zarastam.

          ewa8a napisała:
          > Upewnię się - nie na twarzy ?
          >
          • ewa8a Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 12:49
            A .... na nogach !
            • aquanetowiec w mdz czasie odpocznijcie przy lżejszym temacie 16.02.10, 12:53
              forum.gazeta.pl/forum/w,13,107370260,107370260,Znamienne_sa_te_pisie_sukcesy_w_eksporcie_dyn.html
              • ewa8a Nie plącz się pod nogami 16.02.10, 12:59
                (nieogolonymi ?)
                Ten twój nick też będę musiała wygasić.
            • mykwa444 Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 12:58
              Ciepło, ciepło, gorącowink
        • aquanetowiec ____________ładne macie te "twarze"? 16.02.10, 12:56
          forum.gazeta.pl/forum/w,13,107342778,107367803,dlatego_dzieci_zAstAna_JUZ_co_roku_INO_rok_1984.html

          takie chociaż?

          https://e1.pudelek.pl/p963/b5e938ec0018e34c48642f8c
          • mykwa444 Pani Ewo 16.02.10, 13:01
            Trzeba chyba zawiadomoc administracje, ze jakis półgłówek niszczy tak pieknie
            zapowiadajacy się watek. Tylko musieliby dac mu bana na jedenascie nicków.
            Wrocławski kretynie, zbastuj!
            • ewa8a Re: Pani Ewo 16.02.10, 13:03
              Jedyna rada to wygasić.
              • mykwa444 Re: Pani Ewo 16.02.10, 13:06
                Tak uczynię. To nie jest do wytrzymania czytanie tego impotenta.
                • pozarski Drogie Panie. Tak 16.02.10, 13:11
                  wyglada ten watek z mojej perspektywy. Prawda,ze ladnie?wink)

                  Re: Pani Ewo
                  Autor: mykwa444 16.02.10, 13:06
                  Dodaj do ulubionych Skasujcie
                  Odpowiedz cytując Odpowiedz
                  Tak uczynię. To nie jest do wytrzymania czytanie tego impotenta.
    • pan.scan Znałem kiedyś lekarza, chirurga 16.02.10, 13:10
      (naszego, na kontrakcie), który zszywał pewnemu arabskiemu Don Juanowi
      przyrodzenie. Pewnego razu tego pustynnego amoroso chuć doprowadziła do
      utraty zmysłów tak, że jął gwałcić sukę. A ta mu się odgryzła.
      • hasz0 __suki jak za dawnych lat kłapią koniec politykom 16.02.10, 13:48
        opozycji.
        • hasz0 Do __"suki" ! 16.02.10, 13:54
          W początkach marca na Uniwersytecie Warszawskim wrzało. Na murach i
          tablicach pojawiały się coraz to nowe ulotki. Krążył też następujący
          antysemicki wierszyk:

          „Wieszcz narodu zszedł na Dziady,/Czy już o tym wiecie?/Gdy go
          Michnik i Szlajfery/Okrzykują w świecie.

          Rzekł tak mądrze ktoś niedawno/O piątej kolumnie,/A Polacy w Żydów
          ślepią,/Bo jak zwykle – durnie.

          Dalej bracie, karabele/Każdy w dłonie chwyta./Żyda za pejs i za
          morze/Rada znakomita.

          Im ta Polska, w którą plują,/Daje nadal łaski./Ty studenckie piwko
          ciągniesz,/Czekasz na oklaski”.

          Mając prawdopodobnie na myśli ten wierszyk, jeden ze studentów w
          liście z 5 marca pisał: „Studenci wykazują aktywność. Roznoszą różne
          memoriały, listy, protesty. Bibuły namnożyło się tyle, że człowiek
          traci orientację co do charakteru publikacji. Kolportuje się odezwy
          i kontrodezwy, odpowiedzi i odpowiedzi na odpowiedź, w prozie i
          wierszem rymowanym. Satyrzą »Dziadów« i Żydów. Bibuła krąży z rączki
          do rączki jak gazeta polska w okresie okupacji. Od czasu do czasu
          wiesza się jakiś antysemicki wierszyk na ścianie, ale znika on
          niebawem i ustępuje miejsca odezwie potępiającej działalność
          antyżydowską. Studenci podpisują odezwy wołające o wolność kultury i
          takie, które twierdzą, że taka wolność istnieje”.

          Środowisko studenckie było podzielone. Jeden z aktywistów Związku
          Młodzieży Socjalistycznej pisał w liście: „Zaczęły się ukazywać
          ulotki. Razem z innymi ludźmi byłem zdecydowanym wrogiem wszelkich
          akcji. Zrywaliśmy ich ulotki i niszczyliśmy je”. Czy wieszali
          również te antysemickie – autor listu nie pisze.

          Pięścią i pałą

          3 marca gruchnęła wiadomość o relegowaniu Adama Michnika i Henryka
          Szlajfera ze studiów. Grupa opozycyjnej młodzieży postanowiła
          zorganizować wiec protestacyjny. „Podobno jeszcze w tym tygodniu
          odbędzie się wiec na dziedzińcu UW. Piszę podobno, bo datę, godzinę
          i miejsce wiecu zna wąskie grono organizatorów. W ogóle to nie
          wiadomo jak iść, z kim i na kim się oprzeć”. Wiec przed gmachem
          Biblioteki UW rozpoczął się punktualnie w południe 8 marca. Irena
          Lasota, studentka filozofii, przeczytała projekt rezolucji
          wyrażającej sprzeciw wobec deptania konstytucji PRL, usunięcia z
          uczelni Michnika i Szlajfera, zakazu wystawiania „Dziadów”.

          „Nagle na Krakowskim został wstrzymany ruch i na Uniwerek wjechało 7
          autokarów z napisem »Wycieczka«. A w autokarach »wycieczkowicze« w
          szarych paletkach i kapelusikach. Rzucili się na demonstrantów,
          którzy usiedli na śniegu i zaczęli bić. Bili pięściami po twarzy i
          to nie tylko studentów, pracowników naukowych też. Nie myślcie
          sobie, że Święto Kobiet przeszkodziło im bić dziewczęta.
          Jednocześnie zaczęli zgarniać prowodyrów do »suki« i zabierać
          legitymacje i indeksy. Kilka dziewcząt zemdlało. Jedne wynieśli
          koledzy, drugie wywozili prywatnymi autami do szpitala. Potem
          wszystko przeniosło się pod rektorat i zaczęło się. Wycieczkowicze
          zgarniali wszystkich, kto im się nawinął pod rękę. Studenci
          krzyczeli, żeby pokazał się rektor. Pojawił się prorektor i zaczął
          nawoływać do rozejścia się. Wycieczkowicze zaczęli bić studentki.
          Chłopcy rzucili się na pomoc. Zaczęli rzucać w wycieczkowiczów
          pieniędzmi – »za nadgodziny«, »na dziwki«, »na delegacje« itd. Wtedy
          do akcji weszli mundurowi. Wycieczkowicze leli gołymi rękami,
          policja pałami, wtedy polała się krew”.

          Wycieczkowiczów od studentów różniło bez mała wszystko, nie tylko
          uniformy – jesionki w jodełkę czy wysoki poziom agresji, potęgowany
          schowanymi w rękawach pałkami. Generacyjnie należeli do pokolenia
          ZMP, lekko podtatusiali, skrzyknięci zostali przez partię w różnych
          zakładach i instytucjach Warszawy na hasło „trzeba uspokoić
          gó...arzy”. Niektórzy posługiwali się – jak zauważali świadkowie –
          kodem ograniczonym, który na kampusie uniwersyteckim nie mógł się
          stać podstawą porozumienia. Ich sposób myślenia ilustruje jeden z
          listów: „Rozrabiają studenci podjudzani przez prowodyrów. Są to
          synowie i córki rodziców bogatych bądź na dobrze płatnych
          stanowiskach. Wśród nich są studenci pochodzenia żydowskiego, którzy
          robią z siebie »bohaterów«. Szkoda, że ten nasz naród da się tak
          bałamucić. (...) Do tej pory cackano się i tłumaczono tym
          rozrabiakom, żeby się wzięli za naukę, ale to nie poskutkowało, ale
          jeszcze bardziej rozwydrzyło synalków opływających w dobrobycie.
          Trzeba więc było uciec się do innych argumentów, bo nie ma innego
          wyjścia”. Jednym z tych, którzy przekonali się o sile owych
          argumentów, był dzisiejszy publicysta „Polityki” Wiesław Władyka,
          wtedy student historii, którego przewrócił i uderzył jeden z
          pasażerów autokaru z napisem „wycieczka”.

          Na czas wysłania delegacji studentów do prorektora bicie ustało.
          Wycieczkowicze zaczęli wracać do swoich autokarów, gdy ok. godz.
          14.30 na polecenie komendanta stołecznego MO płk. Henryka Słabczyka
          przez bramę główną od strony Krakowskiego Przedmieścia zaczęły
          wkraczać umundurowane oddziały milicji w hełmach, okularach
          ochronnych i z długimi pałkami. Jeden z uczestników studenckiego
          wiecu relacjonował: „Wczoraj mogłem osobiście przekonać się o
          niezwykłej wprost operatywności oddziałów MO w strojach frontowych,
          tudzież wspaniale prezentujących się pachołków z ORMO, którzy w
          robociarskich waciakach zjechali na teren UW, aby osobiście uczcić
          odbywający się tam wiec antyreżimowy. Usłyszane
          okrzyki: »Konstytucja, Konstytucja«, »Gdzie jesteście bracia
          robotnicy«, »Nie ma nauki bez wolności, nie ma chleba bez
          wolności«, »Gestapo« (po akcji MO i ORMO)”.

          Następnego dnia w „Życiu Warszawy” ukazał się artykuł, zgoła inaczej
          przedstawiający wydarzenia. List do naczelnego gazety również
          przechwyciła SB: „Byłem naocznym świadkiem wypadków na terenie UW i
          mogę stwierdzić, że informacja o powyższym zamieszczona w »Życiu
          Warszawy« jest daleka od całej prawdy i chyba świadomie wypaczona.
          Mówiąc Waszym stylem: komu taka informacja służy? Zapewne
          skostniałemu kierownictwu naszego państwa i
          zwolennikom »zamordyzmu«. Można oczywiście długo utrzymać się przy
          władzy przy pomocy bojówkarzy ormowskich, »chłopców z Golędzinowa«,
          posłusznej prasy, radia, sądownictwa i niemego sejmu. Ale
          jednocześnie można utracić resztki zaufania społeczeństwa. Żyjemy
          nadzieją, że świeże, ożywcze wiatry południowo-zachodnie i do nas
          dotrą”.
          • hasz0 pokolenie ZMP zaczęlo zgarniać prowodyrów do »suki 16.02.10, 13:58
            Śpimy w mundurach

            Brutalne pogwałcenie praworządności na uniwersytecie, kłamliwa
            kampania w prasie stały się katalizatorami protestu, którego
            szybkość rozprzestrzeniania się świadczyć może również o
            nagromadzonym buntowniczym potencjale młodzieży. Do demonstracji czy
            tylko akcji ulotkowej doszło praktycznie we wszystkich miastach
            akademickich, a także takich jak np. Tarnów, Legnica, Bielsko-Biała,
            Radom, gdzie szkół wyższych nie było. Już trzy–cztery dni po 8 marca
            SB zaczęła wyłapywać pierwsze ulotki skierowane do
            robotników: „Władze wyrzucają naszych kolegów z uczelni. Milicjanci
            biją nas pałkami. Nie oszczędzają kobiet. Biją profesorów.
            Warszawiacy wiecie o tym, bo sami to widzicie. Prasa kłamie! Chcemy
            się uczyć i pracować dla kraju, ale bez wolności nie ma nauki, nie
            ma chleba. Robotnik i student płacą za mięso tyle samo. Mamy ten sam
            kraj, tę samą Polskę. Dla niej się uczymy, dla niej chcemy pracować.
            Robotnicy Warszawy! Zwracamy się do Was, nie dajcie bić Waszych
            dzieci, nie dajcie bić studentów”.

            Z listu do żołnierzy: „W dniu 8 marca 1968 r. w Dniu Święta Kobiet
            Milicja biła pałkami po głowie kobiety studentki na Uniwersytecie.
            Prosimy, aby Wojsko Polskie stanęło w obronie Kobiet Polek. Kobiety
            Warszawy”. Tego typu wezwania mogły trafić do żołnierzy z poboru.
            Jeden z nich opisywał swój udział w wydarzeniach 8 marca: „W Dzień
            Kobiet byliśmy w czterech na przepustce i widzieliśmy, jak nasza
            szanowna milicja biła pałkami studentki w dniu ich święta. (...)
            Wtedy na przepustce nie mogąc wytrzymać pobiliśmy czterech
            milicjantów. Nie wiedziałem, że oni są tacy słabi. Nasze pasy i ręce
            okazały się szybsze niż pałki”.

            Listy żołnierzy stanowią jeden z wielu dowodów na to, że marcowy
            protest nie ograniczył się do społeczności akademickiej, lecz miał
            charakter pokoleniowy. Pokazują także, jak mało brakowało, by nabrał
            charakteru ogólnonarodowej rewolty. „Przepustki wstrzymali
            całkowicie – pisał podchorąży z jednostki w podwarszawskim Zegrzu –
            bo w Warszawie dzieją się straszne rzeczy, dosłownie jak powstanie.
            Na razie nie używana jest broń, ale lada moment dojdzie do walki
            zbrojnej. Nie chcą dopuścić do tego, aby tam znaleźli się
            podchorążowie i żołnierze służby zasadniczej. Warszawa zaczyna
            zmieniać powoli swój wygląd w pobojowisko. (...) Studenci zaczęli
            mówić o pogwałceniu wolności i w ogóle, że nasza obecna przyjaźń z
            ZSRR na dobre nie wychodzi Polsce. Domagają się zmiany rządu,
            wyrzucenia sługusów Związku Radzieckiego i stworzenia państwa
            socjalistycznego w pełni samodzielnego jak Rumunia. Chcą po prostu
            Polski naszej i dla nas”.

            Wojsko zostało postawione w stan gotowości bojowej. Jeden z
            żołnierzy w liście z 18 marca pisał: „Powiedziano nam, że spokój
            będzie dopiero wtedy, kiedy nastąpią zmiany w partii i rządzie.
            (...) Od tygodnia nie zdejmuję z nóg butów ani munduru z siebie,
            nawet w nocy śpi się w mundurach, w butach, z ładownicami przy boku
            pełnymi amunicji i pistoletami przy łóżku. Panuje stan taki, jakiego
            w wojsku nie było od wielu lat”.

            Lament w bufecie

            Ogólnopolski wybuch nie nastąpił. W marcu i kwietniu 1968 r. doszło
            do robotniczych strajków. Podczas żadnego z nich nie pojawiły się
            jednak postulaty o charakterze politycznym. Wszystkie dotyczyły
            bieżących problemów ekonomicznych. Czynnikiem, którego znaczenie
            trudno przecenić dla zachowania porządku społecznego w Marcu 1968
            r., był autorytaryzm i jego psychospołeczne korelaty: lęk i
            konformizm dużej części społeczeństwa. Władzy ponadto udało się
            narzucić znacznej części społeczeństwa obraz protestu jako
            syjonistycznego spisku. I znów pokazują to listy.

            „Nie byłam i nie chcę być antysemitką, ale wprost rzuca się to w
            oczy, że ci, którzy sieją ten ferment, to dobrze sytuowani Żydzi,
            którzy chcą grać w państwie czołową rolę. Na naszym wydziale to się
            wprost rzuca w oczy”.

            „Było mi bardzo żal tej młodzieży, że się dała wciągnąć w żydowską
            robotę. Dzięki Panu Bogu, że opanowano wszystko w porę i normalnie
            nasz fundament ojczyzny już się uczy”.

            „Żydzi z mojego zakładu podnieśli lament niebywały. Kiedyś
            twierdzili, że antysemityzm i antysyjonizm to jedno, nie wytrzymałem
            i powiedziałem – każdy Żyd jest potencjalnym syjonistą – nie
            wiedzieli co powiedzieć i umilkli. Teraz za to jak przychodzę do
            zakładu jest cicho. Lamentować wychodzą do bufetu. Chciałbym bardzo
            wiedzieć, czym to się wszystko skończy. Gomułka prawdopodobnie
            zajmie miejsce Ochaba, bo ten sam się zwracał, by go z tego
            stanowiska zwolniono, ale nie wiadomo, kto będzie I Sekretarzem
            Partii. Plotka wysuwa trzech potencjalnych kandydatów: Gierka,
            Moczara, Strzeleckiego. Dla mnie to nieistotne kto z nich, ale który
            podejmie odważnie decyzję rozwalenia 5 kolumny żydowskiej. Takiego
            jestem gotów poprzeć w każdej chwili”.

            W kraju ruszyła antysemicka czystka, która, choć zorganizowana przez
            partię, miała swoje społeczne poparcie. Jeden z autorów listów,
            pracujący w Ministerstwie Kultury i Sztuki, wręcz chełpił się, że
            przyłożył do niej rękę. Ofiarą był Stanisław Neumark, dyrektor
            generalny w tym ministerstwie, którego wina polegała na tym, że
            korzystał z resortowego ośrodka wypoczynkowego. „1 kwietnia został
            na zebraniu partyjnym u nas w Ministerstwie wylany z partii.
            Zebranie trwało od 16-tej do 1-ej w nocy. Sądzono go bezlitośnie,
            wywlekano wszystkie jego draństwa i znęcanie się nad ludźmi. Jego
            samego nie było na zebraniu, bo (dyplomatycznie) zachorował, wraz z
            nim wylano trzech Żydów dyr. Departamentu w naszym Ministerstwie
            (...). Neumark na tydzień przed wylaniem ustawicznie do mnie dzwonił
            (był wówczas na przymusowym urlopie od czasu aresztowania jego syna
            syjonisty) prosząc o pomoc. Mówił, że sobie życie odbierze, jeśli
            ktoś go nie obroni na zebraniu partyjnym. Oczywiście, gdy przyszło
            do głosowania na zebraniu głosowałem z satysfakcją za wylaniem.
            Skończyły się dla niego zaszczyty, władza, samochody, apartamenty w
            Radziejowicach dla żony, dzieci i dwóch psów – żywionych na koszt
            państwa. (...) Dadzą mu za jakiś czas pracę, ale referenta za 2000
            zł. Koniec z Żydostwem! Wzięto się za nich skutecznie, wylewają na
            pysk wszędzie. Kto Żyd nie ma co szukać obecnie w Polsce” – pisał
            pracownik Ministerstwa Kultury.

            Antysemicki Kulturkampf przedstawił rodzący się bunt pokoleniowy
            jako problem w gruncie rzeczy rasowy. Młodzieżowa rewolta
            wykorzystana została do stworzenia nowego wizerunku władzy: lepszej,
            bo wolnej od Żydów. Niektórzy powiedzieliby: polityczny majstersztyk.
          • hasz0 __________________Ukąszony organ suki - Polityki 16.02.10, 14:02
            https://www.polityka.pl/_resource/fs/img/polityka_logo.png
      • snajper55 Re: Znałem kiedyś lekarza, chirurga 16.02.10, 15:20
        pan.scan napisał:

        > (naszego, na kontrakcie), który zszywał pewnemu arabskiemu Don Juanowi
        > przyrodzenie. Pewnego razu tego pustynnego amoroso chuć doprowadziła do
        > utraty zmysłów tak, że jął gwałcić sukę. A ta mu się odgryzła.

        Widocznie nie miała ochoty na seks oralny.

        S.
    • absztyfikant Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 14:08
      I stad te kozy, wielblady, owce...
      • snajper55 Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 15:20
        absztyfikant napisał:

        > I stad te kozy, wielblady, owce...

        Jaka kobyła jest każdy widzi.

        S.
        • hymenos Re: Ciężki los arabskiego absztyfikanta 16.02.10, 15:43
          snajper55 napisał:

          > Jaka kobyła jest każdy widzi.

          No jak to? Przecież przez nikab nie było widać czy to kobyła czy
          młoda klacz dostarczona została.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka