Dodaj do ulubionych

______________________________Kto się boi Rosoła?

17.02.10, 13:33
Numer: 8/2010 (1412)

W swoich złotych latach spędzał z Donaldem Tuskiem i Grzegorzem
Schetyną całe dnie. Rezerwował im samoloty, restauracje i boiska.
Był jak dobry konsjerż – usłużny, dyskretny i skuteczny. Dlatego
Marcin Rosół wie o kuchni politycznej rządu Platformy Obywatelskiej
bardzo dużo. I wcale nie musi to być wiedza o machlojkach czy
aferach. Wystarczy, że podczas przesłuchania 18 lutego zdradzi
trochę towarzysko-politycznej kuchni PO... W końcu polityka jest jak
kiełbasa. Lepiej nie wiedzieć, jak powstaje.
W czwartek sejmowa komisja śledcza ma przepytać najistotniejszego,
być może, świadka w aferze hazardowej. Czterech z siedmiu posłów
śledczych przekonuje, ze będzie to najważniejsze wydarzenie w
końcowej fazie prac komisji (zgodnie z uchwała Sejmu ma funkcjonować
do 28 lutego). Członkowie rządu i wysoko postawieni urzędnicy
szepczą od kilkunastu dni, ze Rosół swoimi zeznaniami może ugotować
swoich politycznych przyjaciół. – On stał się dla PO nieobliczalny,
bo kolejny raz został kozłem ofiarnym. Na aferze hazardowej stracił
znowu twarz (wcześniej, w 2006 r., był bohaterem innego skandalu, o
którym dalej – przyp. red.), jego dom przeszukało CBA. Może mieć
tego dość i powiedzieć wszystko, co wie, bo jaki ma interes dziś
kogoś chronić – mówi „Wprost" osoba z bliskiego otoczenia rządu.
Również polityczna warszawka zastanawia się, czy i kogo Rosół może
pogrążyć podczas wystąpienia przed śledczymi. Mówi się, ze jeśli
afera hazardowa jednak była i jeśli był przeciek, to w posadach mogą
zadrżeć ważne kariery.


Autor: Michał Krzymowski
TU www.wprost.pl/fakty/?F=79
CBA nie interesowało się jednak tą dziedziną aktywności biznesmena.
W ostatnich latach Sobiesiak koncentrował się bowiem bardziej na
branży hotelarsko-turystycznej. Został m.in., wraz z żoną,
właścicielem kompleksu rekreacyjno-sportowego Vital & Spa Resort
Szarotka w Zieleńcu oraz udziałowcem spółki Winterpol posiadającej w
Zieleńcu sześć wyciągów i kilka tras narciarskich. Działając w
Winterpolu po raz pierwszy stał się obiektem zainteresowania organów
ścigania – w 2005 roku wręczył 10 tysięcy złoty łapówki członkowi
komisji przyznającej unijne fundusze za pozytywne rozpatrzenie
wniosku o dotację z Brukseli. Sprawa wyszła na jaw i Sobiesiak
został w 2008 skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2
lata.


Niezrażony tym biznesmen działał dalej – postanowił zbudować wyciąg
narciarski w Karpaczu. Mimo że inwestycja ta budziła sprzeciw
lokalnej społeczności, władze Karpacza dały jej zielone światło.
Mając w pamięci „niestandardową" metodę, jaką wcześniej zastosował
Sobiesiak, by przekonać do swoich racji urzędnika państwowego, CBA
postanowiło zainteresować się związkami biznesmena z burmistrzem
Karpacza. Właśnie w tym celu Biuro założyło podsłuch na telefonie.
Nieoczekiwanie 20 lipca funkcjonariusze usłyszeli w słuchawce głos
przewodniczącego klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego. Lokalna afera
błyskawicznie zmieniła się w polowanie na „grubą rybę". Kojarzony z
PiS szef CBA Mariusz Kamiński musiał zacierać ręce z zadowolenia.
Wreszcie udało się trafić na trop skandalu, w który byłby uwikłany
czołowy polityk partii Donalda Tuska.

Co Chlebowski załatwiał „Rysiowi"

- Z tobą na... na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam
walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem – tłumaczył się Sobiesiakowi
Chlebowski 25 sierpnia 2008 r.. O co chodziło? Rada Ministrów
zabierała się właśnie za przygotowanie nowelizacji do ustawy o grach
losowych i zakładach wzajemnych. Pierwszy pomysł znowelizowania
ustawy pojawił się jeszcze za rządów PiS-u w 2006 roku. Już wówczas
planowano wprowadzenie do ustawy dodatkowych obciążeń dla posiadaczy
automatów do gier. Obecnie za każdy taki automat ustawiony w swoim
lokalu jego właściciel musi przekazywać Skarbowi Państwa co miesiąc
zryczałtowaną opłatę w wysokości 180 euro. Z opłat zwolnione są
natomiast wszelkie zakłady zawierane za pomocą tego typu urządzeń.
Rząd Kaczyńskiego chciał, aby obłożyć je dopłatami, podobnymi do
tych, jakie obowiązują dziś np. w przypadku zakładów zawieranych w
ramach Totalizatora Sportowego – w tym przypadku 25 proc. wartości
każdego kuponu trafia do skarbu państwa z przeznaczeniem na rozwój
sportu i kultury. Dopłaty od jednorękich bandytów miały – według
planów rządu Kaczyńskiego – być przeznaczane m.in. na budowę
Stadionu Narodowego w Warszawie i Narodowego Centrum Sportu. PiS nie
zdążył jednak skierować projektu do parlamentu.


STENOGRAMY ROZMÓW ZAREJESTROWANYCH PRZEZ CBA



Do pomysłu dodatkowego opodatkowania branży hazardowej powrócił
minister sportu w rządzie PO Mirosław Drzewiecki. Zgodnie z
założeniami nowego projektu tzw. ustawy hazardowej 10-procentową
dopłatą miały zostać objęte wszystkie zakłady zawierane w kasynach i
w czasie gry na jednorękich bandytach. Kwestie tych dopłat miał
regulować ustęp drugi artykułu 47a znowelizowanej ustawy. Chociaż
PiS chciał, aby takie dopłaty obowiązywały tylko do 2012 roku, to
Drzewiecki zdecydował się na okres o trzy lata dłuższy.

Sobiesiakowi i innym osobom czerpiącym zyski ze zorganizowanego
hazardu taki pomysł nie mógł się podobać. W 2008 roku przychody z
gier i zakładów wzajemnych wyniosły ok. 17,1 miliardów złotych – z
czego aż 8,5 miliarda złotych przypadało na automaty do gier. Do
połowy tego roku dochody te wyniosły 9,8 miliarda złotych, co
pozwala przypuszczać, że ubiegłoroczny wynik zostanie poprawiony. 10-
procentowe dopłaty oznaczałyby więc stratę dla branży liczoną w
setkach milionów złotych rocznie. CBA wyliczy później, że na
zlikwidowaniu tego przepisu Skarb Państwa mógłby stracić aż 469
milionów złotych, ale nie można wykluczyć, że kwota ta byłaby
jeszcze wyższa. Ponadto dopłaty wiązałyby się z koniecznością
wyposażenia tych maszyn w mechanizm umożliwiający rejestrowanie
każdego zawieranego za ich pomocą zakładu. Część starych maszyn,
których nie można zmodyfikować, musiałaby trafić na śmietnik.
Dodatkowe wyposażenie dla pozostałych kosztowałoby, według wyliczeń
ekspertów z branży, ponad 300 milionów złotych. Nic dziwnego, że
Sobiesiak postanowił działać i uruchomił swojego znajomego z PO.

PRZYJACIELE ZE ŚLĄSKA WROCŁAW



„Zbyszek lubi załatwiać"


Sobiesiak zwrócił się z prośbą właśnie do Chlebowskiego
prawdopodobnie dlatego, że ten ostatni był znany ze składania
obietnic różnorakiej pomocy znajomym. Tak wspominają go mieszkańcy
Żarowa – miasta, w którym Chlebowski pełnił funkcję burmistrza od
1990 do 2001 roku. - Zbyszek? On lubił załatwiać, a przynajmniej
chwalić się, że załatwi, wtedy czuł się ważny – opowiada o nim jeden
z mieszkańców Żarowa. Ludzie, którzy pamiętają go z tego okresu
zaznaczają jednak, że za słowami polityka rzadko szły konkretne
czyny. Tak było np. w przypadku Ochotniczej Straży Pożarnej w
Żarowie, w której przez jakiś czas pełnił funkcję prezesa: -
Strażakom, na których poparcie zawsze mógł liczyć, też dużo
obiecywał. Dlatego kiedy kilka miesięcy temu rezygnował z funkcji
prezesa, wypomnieli mu to. Odpowiedział: „próbowałem, przecież mnie
znacie, ale się nie udało. Nie ode mnie to zależało". To cały on! –
wspomina znajomy Chlebowskiego.

Nie wiadomo czy takie obietnice bez pokrycia składał Chlebowski
również Sobiesiakowi. On sam starał się właśnie w ten sposób
tłumaczyć, kiedy sprawa wyszła na jaw. – Wszyscy prowadzimy różne
rozmowy. Na temat różnych projektów rozmawiam z różnymi ludźmi,
różnymi instytucjami – mówił usiłując opanować drżenie głosu na
konferencji prasowej.


NA POCZĄTKU BYŁY AUTOMATY

Niekończące się poprawki


Wiadomo jednak, że prace nad ustawą hazard
Obserwuj wątek
    • marcin_rosol Re: ______________________________Kto się boi Ros 17.02.10, 13:34
      NA POCZĄTKU BYŁY AUTOMATY

      Niekończące się poprawki


      Wiadomo jednak, że prace nad ustawą hazardową po sierpniowej
      rozmowie Chlebowskiego z Sobiesiakiem zaczęły się przeciągać. Z
      ujawnionej przez kancelarię premiera notatki na temat harmonogramu
      prac nad ustawą wynika, że po rekomendowaniu ustawy przez Komitet
      Rady Ministrów we wrześniu 2008, poprawki do projektu zgłosiło m.in.
      MSWiA a także Rządowe Centrum Legislacyjne. To sprawiło, że projekt
      ponownie trafił do KRM w marcu 2009 roku. W tym czasie Chlebowski w
      rozmowach z Sobiesiakiem chwalił się: „blokuję tę sprawę dopłat od
      roku... to wyłącznie moja zasługa". Kiedy w maju doszło do
      posiedzenia KRM w tej sprawie nieoczekiwanie prośbę o wycofanie
      projektu z porządku obrad zgłosiło Ministerstwo Skarbu Państwa, a
      Ministerstwo Gospodarki w piśmie podpisanym przez wiceministra Adama
      Szejnfelda zgłosiło 19 kolejnych poprawek do przepisów. Szejnfeld
      zresztą, zgodnie ze słowami podsekretarza stanu w resorcie finansów
      Jacka Kapicy, odpowiedzialnego za przygotowanie ustawy miał przez
      cały czas żywo interesować się jej kształtem i zgłaszać liczne
      poprawki. – Zawsze wnosił o usunięcie z projektu nowych dopłat do
      gier. Jednocześnie kolejne uwagi Ministerstwa Gospodarki można był
      uznać za chęć wciągania Ministerstwa Finansów w proces nieustannych
      konsultacji i uzgodnień w celu przedłużenia procesu legislacyjnego –
      wyjaśniał w sierpniu 2009 roku Kapica, pytany o tę sprawę przez
      premiera Donalda Tuska. Kapica dodał, że jego zdaniem przez cały
      czas prac nad projektem miał wrażenie, że resort był zasypywany
      kolejnymi uwagami, które miały na celu wydłużenie procesu
      legislacyjnego, czy wręcz zniechęcenie resortu finansów do dalszych
      prac nad tym projektem.

      Czy była to zasługa Chlebowskiego, który wykorzystywał silną pozycję
      w PO do wywierania wpływu na Szejnfelda? Tego ustalić nie sposób.
      Sam Chlebowski również pytał Kapicę o ustawę, ale robił to
      mimochodem, podczas prac nad innymi projektami. Kiedy afera wyszła
      na jaw polityk tłumaczył, że nie podobały mu się przepisy
      przyznające samorządom prawo do udzielania koncesji na prowadzenie
      działalności hazardowej, ponieważ stwarzałoby to niezwykle wdzięczne
      pole do korupcji. Ten przepis faktycznie zniknął z projektu – prawo
      udzielania koncesji pozostało przy ministrze finansów. Chlebowski
      kwestionował również dopłaty – zamiast nich chciał wprowadzenia
      zryczałtowanego podatku, ale resort finansów uznał, że takie
      rozwiązanie przyniosłoby Skarbowi Państwa mniejsze zyski.

      Projekt wciąż nie był kierowany do Rady Ministrów ponieważ mimo
      konferencji uzgodnieniowej z udziałem przedstawicieli MSWiA, a także
      resortów sportu, gospodarki i finansów, resort gospodarki wciąż
      kwestionował 6 artykułów ustawy. Ponadto minister Szejnfeld domagał
      się notyfikacji o zgodności ustawy z prawem unijnym, co miało
      dodatkowo wydłużyć proces uchwalania nowego prawa. Sobiesiak, który
      w tym czasie często kontaktował się z Janem Koskiem - lobbystą,
      związanym z firmami zajmującymi się grami hazardowymi i wiceprezesem
      Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne,
      niewątpliwie był zadowolony z takiego przebiegu sprawy. Przepis o
      dopłatach wciąż jednak widniał w projekcie ustawy umieszczonym w
      Biuletynie Informacji Publicznej.

      Miro wkracza do gry

      - Trzeba przygotować plan i przekazać go człowiekowi Mirka, który to
      poprowadzi – stwierdził 17 maja tego roku w podsłuchanej przez CBA
      rozmowie z Koskiem Sobiesiak. O jakim planie mówił? Prawdopodobnie
      chodziło o ostateczne rozwiązanie problemu dopłat. Sobiesiak mógł
      dowiedzieć się od Chlebowskiego, że mimo zgłaszania przez resorty
      skarbu i gospodarki wniosków o wykreślenie dopłat z projektu ustawy,
      resort finansów nieustannie zwracał uwagę, że dopłaty zostały
      wprowadzone na wniosek ministra Drzewieckiego i ewentualne usunięcie
      ich z ustawy wymagałoby jego zgody. Tymczasem 20 maja podczas
      konferencji uzgodnieniowej na temat projektu, przedstawiciel resortu
      sportu podtrzymał opinię, że wprowadzenie dopłat jest zasadne.

      W maju Sobiesiak spotkał się z Drzewieckim. „Rozmawialiśmy o
      golfie" – będzie się tłumaczył minister po ujawnieniu sprawy i
      zaprzeczy, jakoby Sobiesiak wspominał o ustawie hazardowej. Jednak
      30 czerwca Drzewiecki nieoczekiwanie zmienił zdanie w sprawie
      dopłat. W piśmie do Ministerstwa Finansów stwierdził, że: „w związku
      z kontrowersjami dotyczącymi rozwiązań zawartych w rządowym
      projekcie ustawy o grach i zakładach wzajemnych, w szczególności w
      zakresie dotyczącym znacznego poszerzenia katalogu gier objętych
      dopłatami, wnoszę o wyłączenie rozwiązań zawartych w art. 47 a ust.
      2 projektu ustawy z dalszego procedowania". Kilka dni później pytany
      o tę sprawę przez „Puls Biznesu" Witold Lisicki, rzecznik prasowy
      wiceministra Kapicy, stwierdził: - Akceptujemy wniosek ministra
      sportu i stosowną zmianę wprowadzimy do projektu ustawy.

      To jedna z największych zagadek w tej sprawie. Dlaczego Drzewiecki,
      który wcześniej domagał się dopłat nagle postanowił z nich
      zrezygnować? W rozmowach z Sobiesiakiem Chlebowski wielokrotnie
      powoływał się na „Mirka". Sam Sobiesiak w jednej z podsłuchanych w
      2008 roku rozmów stwierdził, że zamierza zatelefonować na domowy
      telefon Drzewieckiego. Panowie pozostawali więc w dobrych
      kontaktach – łączyła ich m.in. miłość do golfa. Wcześniej jednak
      Sobiesiak najwyraźniej nie umiał przekonać Drzewieckiego do
      uwzględnienia interesów branży hazardowej. Pomógł dopiero
      tajemniczy „plan" przygotowany przez Sobiesiaka i Koskę.

      Czy w grę wchodziło skorumpowanie Drzewieckiego, albo jego bliskiego
      współpracownika o którym mówili biznesmeni (chodziło prawdopodobnie
      o Marcina Rosoła – szefa gabinetu politycznego ministra sportu)? CBA
      nie zdobyło żadnych dowodów potwierdzających taką tezę. Być może
      chodziło o coś innego – znalezienie wiarygodnego pretekstu do
      wycofania się z tego przepisu. I pretekst taki się znalazł. W
      związku z opóźnianiem wejścia w życie ustawy hazardowej nie można
      było zwlekać z budową stołecznego stadionu na Euro 2012. Drzewiecki
      już wcześniej zwrócił się do ministra finansów o finansowanie tej
      inwestycji z budżetu. Kiedy dodatkowo okazało się, że w związku z
      terminami prac narzuconymi przez UEFA niemożliwe będzie zbudowanie
      do 2012 roku Narodowego Centrum Sportu – dopłaty, które miały być
      przeznaczone na realizację tych inwestycji przestały być potrzebne.
      Drzewiecki mógł więc z czystym sumieniem wnioskować o skreślenie
      przepisu, a Sobiesiak z Koskiem odetchnęli z ulgą. Do czasu.

      Przychodzi Kamiński do Tuska

      12 sierpnia 2009 roku szef CBA Michał Kamiński wysłał premierowi
      Tuskowi opatrzone klauzulą „tajne" materiały, zebrane przez CBA w
      czasie śledztwa związanego z kontaktami Chlebowskiego i Sobiesiaka.
      Dlaczego Kamiński tak długo zwlekał z poinformowaniem o sprawie
      premiera? Prawdopodobnie czekał na zdobycie niezbitych dowodów na
      to, że cała sprawa ma charakter korupcyjny. Być może Kamiński
      obawiał się, że jeśli ujawni zbyt wcześnie sprawę premierowi, ten
      doprowadzi do jej szybkiego zatuszowania. Na tym z pewnością nie
      zależało związanemu z PiS Kamińskiemu, który tak jak niegdyś w
      czasie afery gruntowej, tak teraz chciał zapewne zdobyć materiały
      pozwalające Jarosławowi Kaczyńskiemu rozprawić się z politycznym
      konkurentem. Kiedy jednak dowodów na to, że Chlebowski albo
      Drzewiecki otrzymali od Sobiesiaka lub Koska jakieś pieniądze nie
      udało się zdobyć, a tymczasem pracę nad projektem zbliżały się ku
      końcowi, szef CBA postanowił wyłożyć karty na stół.

      Już dwa dni później Tusk, w obecności Jacka Cichockiego, sekretarza
      Kolegium ds. Służb Specjalnych w kancelarii premiera, spotkał się z
      Kamińskim. Według relacji premiera Kamiński mówił o całej sprawie
      • marcin_rosol Re: ______________________________Kto się boi Ros 17.02.10, 13:34
        Przychodzi Kamiński do Tuska

        12 sierpnia 2009 roku szef CBA Michał Kamiński wysłał premierowi
        Tuskowi opatrzone klauzulą „tajne" materiały, zebrane przez CBA w
        czasie śledztwa związanego z kontaktami Chlebowskiego i Sobiesiaka.
        Dlaczego Kamiński tak długo zwlekał z poinformowaniem o sprawie
        premiera? Prawdopodobnie czekał na zdobycie niezbitych dowodów na
        to, że cała sprawa ma charakter korupcyjny. Być może Kamiński
        obawiał się, że jeśli ujawni zbyt wcześnie sprawę premierowi, ten
        doprowadzi do jej szybkiego zatuszowania. Na tym z pewnością nie
        zależało związanemu z PiS Kamińskiemu, który tak jak niegdyś w
        czasie afery gruntowej, tak teraz chciał zapewne zdobyć materiały
        pozwalające Jarosławowi Kaczyńskiemu rozprawić się z politycznym
        konkurentem. Kiedy jednak dowodów na to, że Chlebowski albo
        Drzewiecki otrzymali od Sobiesiaka lub Koska jakieś pieniądze nie
        udało się zdobyć, a tymczasem pracę nad projektem zbliżały się ku
        końcowi, szef CBA postanowił wyłożyć karty na stół.

        Już dwa dni później Tusk, w obecności Jacka Cichockiego, sekretarza
        Kolegium ds. Służb Specjalnych w kancelarii premiera, spotkał się z
        Kamińskim. Według relacji premiera Kamiński mówił o całej sprawie
        spokojnie. Stwierdził, że nie ma dowodów, by doszło do popełnienia
        przestępstwa, a jedynie do działań „nagannych z punktu widzenia
        polityczno-etycznego". Szef CBA dodał również, że Biuro nie ma w tej
        sprawie już nic do zrobienia – sugerując w ten sposób, że dalsze
        śledztwo nie jest konieczne. Zdaniem Kamińskiego sprawą powinien od
        tego momentu zająć się premier, który miał zadbać o to, by na
        zmianach w ustawie nie ucierpiał Skarb Państwa. Kamiński poprosił
        też premiera, aby nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, Mógłby
        bowiem w ten sposób spłoszyć Sobiesiaka, wobec którego CBA wciąż
        prowadziło postępowanie odnośnie budowy wyciągu w Karpaczu. Premier
        obiecał, że osobiście obejmie nadzorem prace nad zmianami ustawy.

        Spotkanie na cmentarzu

        W tym momencie sprawa nabiera przyspieszenia. 19 sierpnia premier
        Tusk spotyka się z Drzewieckim. O czym rozmawiają politycy?
        Kancelaria premiera nie ujawniła notatki z tego spotkania. Według
        informacji udostępnionych przez Jacka Cichockiego premier miał
        poprosić Drzewieckiego o wyjaśnienie zmiany jego stanowiska w
        sprawie dopłat. Sam Drzewiecki opowiadając o tym spotkaniu twierdzi,
        że premier poprosił go o przygotowanie harmonogramu prac nad ustawą
        hazardową. 26 sierpnia premier wzywa na rozmowę Chlebowskiego, a w
        spotkaniu uczestniczy także Schetyna. Notatka z tej rozmowy również
        nie została ujawniona. Premier miał podczas spotkania pytać
        przewodniczącego klubu PO o jego zaangażowanie w proces prac nad
        zmianami w ustawie.

        Wkrótce później główni bohaterowie afery zaczynają wykonywać nerwowe
        ruchy. Córka Sobiesiaka, której Drzewiecki miał obiecać załatwienie
        pracy w charakterze członka zarządu w Totalizatorze Sportowym,
        nieoczekiwanie nie stawia się 26 sierpnia na rozmowie
        kwalifikacyjnej. – Wycofałem Magdę, bo tam KGB, CBA. Donosów było
        tyle – tłumaczy Koskowi zdenerwowany Sobiesiak. Wcześniej w rozmowie
        z innym znajomym wyjaśnia, że ma „zakaz dzwonienia". Biznesmen
        zaczyna też korzystać z telefonów na kartę.

        31 sierpnia Sobiesiak umawia się z Chlebowskim na spotkanie o 15:30.
        Wkrótce później do biznesmena dzwoni znajomy Chlebowskiego Józef
        Fogacz. - Rysiu, dzwonił nasz kolega i prosił, bym ci przekazał...,
        że to spotkanie o 15. z Marcinem w Marcinkowicach (chodziło o
        Marcinowice) na CPN. Pod pseudonimem Marcin krył się Chlebowski.
        Fogacz zaznaczył, że „kolega" prosił o dyskrecję. O 15 rzeczywiście
        dochodzi do spotkania w Marcinowicach obserwowanego przez CBA.
        Chlebowski nie wysiada z samochodu tylko rusza na pobliski cmentarz,
        gdzie razem z Sobiesiakiem rozmawia ok. 20 minut. Od tego momentu
        kontakty między nimi się urywają.

        Miro zmienia zdanie

        3 czerwca Drzewiecki pisze pismo do Ministerstwa Finansów, w którym
        prosi o „rozważenie możliwości wprowadzenie regulacji
        umożliwiających zwiększenie przychodów Funduszu Rozwoju Kultury
        Fizycznej", czyli przywrócenie ustępu 2 art. 47a w projekcie ustawy
        hazardowej. Argumentuje to… sukcesami lekkoatletów na Mistrzostwach
        Świata w Berlinie. W nagrodę za medale minister chce dzięki
        pieniądzom z dopłat poprawić warunki do uprawiania dyscyplin
        lekkoatletycznych. Minister będzie później tłumaczył, że nigdy nie
        chciał zrezygnować z dopłat, a pismo z 30 czerwca zostało po prostu
        źle zredagowane przez urzędników. Według jego wersji, ministerstwo
        zamierzało dokonać zmian jedynie w uzasadnieniu projektu ustawy,
        wykreślając z niego słowa o finansowaniu z dopłat Stadionu
        Narodowego i Narodowego Centrum Sportu. Kiedy dziennikarze
        przypominali mu, że w sierpniu mówił jednoznacznie o rezygnacji z
        dopłat stwierdził, że nie pamięta takich wypowiedzi.

        CO POWIEDZIAŁ PREMIER DRZEWIECKIEMU?

        W co gra CBA?

        Bomba wybucha 1 października, kiedy „Rzeczpospolita" drukuje
        stenogramy podsłuchów założonych przez CBA. Dwa tygodnie wcześniej
        Kamiński składa zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu
        popełnienia przestępstwa. Według szefa CBA Skarb Państwa mógł
        stracić na zmianie projektu ustawy nawet 469 milionów złotych.
        Dlaczego Kamiński decyduje się na taki krok, skoro wcześniej
        zapewniał Tuska, że sprawa nie ma znamion czynu przestępczego?
        Powody mogą być dwa. Pierwszy – CBA zdobyło nowe dowody w sprawie
        wskazujące na to, że któryś z polityków otrzymał korzyść materialną
        od jednego z biznesmenów. Tej hipotezie zdają się jednak przeczyć
        fakty – do tej pory nie doszło do żadnych zatrzymań, a prokurator
        generalny Andrzej Czuma twierdzi, że z materiałów dostarczonych mu
        przez CBA nie wynika, aby któryś z polityków popełnił przestępstwo.
        Również w stenogramach opublikowanych przez „Rzeczpospolitą" –
        których zdaniem Czumy prokuratura nie otrzymała - nie widać takich
        dowodów. Tak jak mówił 14 sierpnia Tuskowi Kamiński sprawa jest
        naganna jedynie z polityczno-etycznego punktu widzenia.

        Drugi powód jest związany ze śledztwem, jakie toczy się przeciwko
        Kamińskiemu w związku z podejrzeniem złamania prawa przez CBA w
        trakcie tzw. afery gruntowej. 16 września – na dwa dni przed
        złożeniem przez Kamińskiego wspomnianego wyżej zawiadomienia, szef
        CBA dowiaduje się, że prokuratura w Rzeszowie chce mu postawić
        zarzuty w tej sprawie. Nieoficjalnie wiadomo, że za przekroczenie
        uprawnień i fałszowanie dokumentów przez agentów CBA, szefowi Biura
        może grozić nawet 8 lat więzienia.

        W przypadku postawienia zarzutów Kamiński musiałby prawdopodobnie
        pożegnać się z Biurem. Być może postanowił więc wykonać atak
        uprzedzający – i z oskarżonego stać się ofiarą. Kamiński twierdzi
        bowiem, że zarzuty wobec niego to „zemsta" za przekazanie premierowi
        informacji o działaniach Chlebowskiego i Drzewieckiego. Sugeruje
        również, że prowadzący tę sprawę prokurator Jacek Olewiński ulegał w
        przeszłości naciskom ze strony ówczesnego prokuratora krajowego
        Marka Staszaka, który mimo braku dowodów miał się domagać
        sformułowania aktu oskarżenia w tej sprawie. Olewińskiemu miano
        nawet grozić zwolnieniem z pracy. Sam prokurator nie potwierdził
        tych zarzutów i w specjalnym oświadczeniu odciął się od słów
        Kamińskiego. Opozycja zarzuca Czumie, że w dniu ujawnienia afery
        stwierdził jednoznacznie, że „Mirosław D. i Zbigniew C. są niewinni"
        i uważa to za próbę wywierania nacisków na prokuratorów przez ich
        zwierzchnika.

        Jest jeszcze trzecia możliwość – zdając sobie sprawę z tego, że w
        związku z prokuratorskimi zarzutami jego dni na stanowisku są
        policzone, Kamiński postanowił oddać ostatnią przysługę PiS. Mimo
        braku dowodów popełnienia przestępstwa postanowił ujawnić
        kompromitującą polityków PO sprawę w obawie
        • pozarski Re: ______________________________Kto się boi Ros 17.02.10, 13:43
          Tos ty haszu? Zmartwie cie; rosol to zydowska aspiryna.wink))
          • hasz0 ani rosoł ani sobie-siak RŻNIE:_mysiocuchnaca_sobi 17.02.10, 13:45
            forum.gazeta.pl/forum/w,13,107350832,107429541,Re_Mendo_mysiocuchnaca_sobie_siaka_KASUJ_.html
            • hasz0 To Twój kumpel marudny! ___Dasch sie nabrał 17.02.10, 13:47
              na prymitywa z iq w sło_iq_u
    • rycho7 Re: ___________________________Kto się boi Rosola 17.02.10, 13:47
      marcin_rosol napisał:

      > Numer

      To sie kiedys chyba nazywalo podagra. Nie zapominajac o kogucie.
    • snajper55 Osiem /nt 17.02.10, 17:50

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka