marcin_rosol
17.02.10, 13:33
Numer: 8/2010 (1412)
W swoich złotych latach spędzał z Donaldem Tuskiem i Grzegorzem
Schetyną całe dnie. Rezerwował im samoloty, restauracje i boiska.
Był jak dobry konsjerż – usłużny, dyskretny i skuteczny. Dlatego
Marcin Rosół wie o kuchni politycznej rządu Platformy Obywatelskiej
bardzo dużo. I wcale nie musi to być wiedza o machlojkach czy
aferach. Wystarczy, że podczas przesłuchania 18 lutego zdradzi
trochę towarzysko-politycznej kuchni PO... W końcu polityka jest jak
kiełbasa. Lepiej nie wiedzieć, jak powstaje.
W czwartek sejmowa komisja śledcza ma przepytać najistotniejszego,
być może, świadka w aferze hazardowej. Czterech z siedmiu posłów
śledczych przekonuje, ze będzie to najważniejsze wydarzenie w
końcowej fazie prac komisji (zgodnie z uchwała Sejmu ma funkcjonować
do 28 lutego). Członkowie rządu i wysoko postawieni urzędnicy
szepczą od kilkunastu dni, ze Rosół swoimi zeznaniami może ugotować
swoich politycznych przyjaciół. – On stał się dla PO nieobliczalny,
bo kolejny raz został kozłem ofiarnym. Na aferze hazardowej stracił
znowu twarz (wcześniej, w 2006 r., był bohaterem innego skandalu, o
którym dalej – przyp. red.), jego dom przeszukało CBA. Może mieć
tego dość i powiedzieć wszystko, co wie, bo jaki ma interes dziś
kogoś chronić – mówi „Wprost" osoba z bliskiego otoczenia rządu.
Również polityczna warszawka zastanawia się, czy i kogo Rosół może
pogrążyć podczas wystąpienia przed śledczymi. Mówi się, ze jeśli
afera hazardowa jednak była i jeśli był przeciek, to w posadach mogą
zadrżeć ważne kariery.
Autor: Michał Krzymowski
TU www.wprost.pl/fakty/?F=79
CBA nie interesowało się jednak tą dziedziną aktywności biznesmena.
W ostatnich latach Sobiesiak koncentrował się bowiem bardziej na
branży hotelarsko-turystycznej. Został m.in., wraz z żoną,
właścicielem kompleksu rekreacyjno-sportowego Vital & Spa Resort
Szarotka w Zieleńcu oraz udziałowcem spółki Winterpol posiadającej w
Zieleńcu sześć wyciągów i kilka tras narciarskich. Działając w
Winterpolu po raz pierwszy stał się obiektem zainteresowania organów
ścigania – w 2005 roku wręczył 10 tysięcy złoty łapówki członkowi
komisji przyznającej unijne fundusze za pozytywne rozpatrzenie
wniosku o dotację z Brukseli. Sprawa wyszła na jaw i Sobiesiak
został w 2008 skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2
lata.
Niezrażony tym biznesmen działał dalej – postanowił zbudować wyciąg
narciarski w Karpaczu. Mimo że inwestycja ta budziła sprzeciw
lokalnej społeczności, władze Karpacza dały jej zielone światło.
Mając w pamięci „niestandardową" metodę, jaką wcześniej zastosował
Sobiesiak, by przekonać do swoich racji urzędnika państwowego, CBA
postanowiło zainteresować się związkami biznesmena z burmistrzem
Karpacza. Właśnie w tym celu Biuro założyło podsłuch na telefonie.
Nieoczekiwanie 20 lipca funkcjonariusze usłyszeli w słuchawce głos
przewodniczącego klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego. Lokalna afera
błyskawicznie zmieniła się w polowanie na „grubą rybę". Kojarzony z
PiS szef CBA Mariusz Kamiński musiał zacierać ręce z zadowolenia.
Wreszcie udało się trafić na trop skandalu, w który byłby uwikłany
czołowy polityk partii Donalda Tuska.
Co Chlebowski załatwiał „Rysiowi"
- Z tobą na... na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam
walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem – tłumaczył się Sobiesiakowi
Chlebowski 25 sierpnia 2008 r.. O co chodziło? Rada Ministrów
zabierała się właśnie za przygotowanie nowelizacji do ustawy o grach
losowych i zakładach wzajemnych. Pierwszy pomysł znowelizowania
ustawy pojawił się jeszcze za rządów PiS-u w 2006 roku. Już wówczas
planowano wprowadzenie do ustawy dodatkowych obciążeń dla posiadaczy
automatów do gier. Obecnie za każdy taki automat ustawiony w swoim
lokalu jego właściciel musi przekazywać Skarbowi Państwa co miesiąc
zryczałtowaną opłatę w wysokości 180 euro. Z opłat zwolnione są
natomiast wszelkie zakłady zawierane za pomocą tego typu urządzeń.
Rząd Kaczyńskiego chciał, aby obłożyć je dopłatami, podobnymi do
tych, jakie obowiązują dziś np. w przypadku zakładów zawieranych w
ramach Totalizatora Sportowego – w tym przypadku 25 proc. wartości
każdego kuponu trafia do skarbu państwa z przeznaczeniem na rozwój
sportu i kultury. Dopłaty od jednorękich bandytów miały – według
planów rządu Kaczyńskiego – być przeznaczane m.in. na budowę
Stadionu Narodowego w Warszawie i Narodowego Centrum Sportu. PiS nie
zdążył jednak skierować projektu do parlamentu.
STENOGRAMY ROZMÓW ZAREJESTROWANYCH PRZEZ CBA
Do pomysłu dodatkowego opodatkowania branży hazardowej powrócił
minister sportu w rządzie PO Mirosław Drzewiecki. Zgodnie z
założeniami nowego projektu tzw. ustawy hazardowej 10-procentową
dopłatą miały zostać objęte wszystkie zakłady zawierane w kasynach i
w czasie gry na jednorękich bandytach. Kwestie tych dopłat miał
regulować ustęp drugi artykułu 47a znowelizowanej ustawy. Chociaż
PiS chciał, aby takie dopłaty obowiązywały tylko do 2012 roku, to
Drzewiecki zdecydował się na okres o trzy lata dłuższy.
Sobiesiakowi i innym osobom czerpiącym zyski ze zorganizowanego
hazardu taki pomysł nie mógł się podobać. W 2008 roku przychody z
gier i zakładów wzajemnych wyniosły ok. 17,1 miliardów złotych – z
czego aż 8,5 miliarda złotych przypadało na automaty do gier. Do
połowy tego roku dochody te wyniosły 9,8 miliarda złotych, co
pozwala przypuszczać, że ubiegłoroczny wynik zostanie poprawiony. 10-
procentowe dopłaty oznaczałyby więc stratę dla branży liczoną w
setkach milionów złotych rocznie. CBA wyliczy później, że na
zlikwidowaniu tego przepisu Skarb Państwa mógłby stracić aż 469
milionów złotych, ale nie można wykluczyć, że kwota ta byłaby
jeszcze wyższa. Ponadto dopłaty wiązałyby się z koniecznością
wyposażenia tych maszyn w mechanizm umożliwiający rejestrowanie
każdego zawieranego za ich pomocą zakładu. Część starych maszyn,
których nie można zmodyfikować, musiałaby trafić na śmietnik.
Dodatkowe wyposażenie dla pozostałych kosztowałoby, według wyliczeń
ekspertów z branży, ponad 300 milionów złotych. Nic dziwnego, że
Sobiesiak postanowił działać i uruchomił swojego znajomego z PO.
PRZYJACIELE ZE ŚLĄSKA WROCŁAW
„Zbyszek lubi załatwiać"
Sobiesiak zwrócił się z prośbą właśnie do Chlebowskiego
prawdopodobnie dlatego, że ten ostatni był znany ze składania
obietnic różnorakiej pomocy znajomym. Tak wspominają go mieszkańcy
Żarowa – miasta, w którym Chlebowski pełnił funkcję burmistrza od
1990 do 2001 roku. - Zbyszek? On lubił załatwiać, a przynajmniej
chwalić się, że załatwi, wtedy czuł się ważny – opowiada o nim jeden
z mieszkańców Żarowa. Ludzie, którzy pamiętają go z tego okresu
zaznaczają jednak, że za słowami polityka rzadko szły konkretne
czyny. Tak było np. w przypadku Ochotniczej Straży Pożarnej w
Żarowie, w której przez jakiś czas pełnił funkcję prezesa: -
Strażakom, na których poparcie zawsze mógł liczyć, też dużo
obiecywał. Dlatego kiedy kilka miesięcy temu rezygnował z funkcji
prezesa, wypomnieli mu to. Odpowiedział: „próbowałem, przecież mnie
znacie, ale się nie udało. Nie ode mnie to zależało". To cały on! –
wspomina znajomy Chlebowskiego.
Nie wiadomo czy takie obietnice bez pokrycia składał Chlebowski
również Sobiesiakowi. On sam starał się właśnie w ten sposób
tłumaczyć, kiedy sprawa wyszła na jaw. – Wszyscy prowadzimy różne
rozmowy. Na temat różnych projektów rozmawiam z różnymi ludźmi,
różnymi instytucjami – mówił usiłując opanować drżenie głosu na
konferencji prasowej.
NA POCZĄTKU BYŁY AUTOMATY
Niekończące się poprawki
Wiadomo jednak, że prace nad ustawą hazard