Gość: Cytat
IP: *.szwajcarska.pl
22.02.04, 21:15
"W dalekiej amerykańskiej Tampie zmarł pułkownik Ryszard Kukliński. Dla
Polaków stojących po stronie niepodległości i wolności - bohater. Dla
renegatów w mundurach uważających PRL za państwo suwerenne - zdrajca...
W "Naszej Polsce" z 17 maja 1998r., biorąc w obronę przed atakami "Gazety
Wyborczej"... to wybór pomiędzy postawą patrioty i postawą gen.
Jaruzelskiego - polskiego Quislinga na sowieckim żołdzie.Są w życiu człowieka
chwile, gdy musi wybrać: czy sprzedaje swój honor za judaszowe srebrniki i
apanaże, czy też, nie bacząc na konsekwencje, zachowuje twarz i godność.
Kukliński w odróżnieniu od Jaruzelskiego, Kiszczaka, Szklarskiego,,
Siwickiego, Kołodziejczyka czy Wawrzyniaka - wybrał tę drugą drogę. Drogę
honoru polskiego oficera.
Wysoką zapłacił cenę: zaoczna kara śmierci wydana przez sąd kapturowy w
Warszawie, życie na przymusowej emigracji, tajemnicza śmierć dwóch synów...
próby porwania go do Moskwy...tzw. nowa Polska dalej nazywała go zdrajcą i
nie chciała przywrócić dobrego imienia - Jemu - pierwszemu polskiemu
oficerowi w NATO, który dla sprawy polskiej zasłużył się jak mało kto, nie
dbając nigdy o jakiekolwiek korzyści..." (z "Nasza Polska", 17 lutego 2004r)