hasz0
12.07.10, 06:08
24 godziny nie minęły od zwycięstwa Bronisława Komorowskiego w
wyborach prezydenckich, a już jego partyjny kumpel Janusz Palikot
sprawdza, jak daleko może się posunąć w swojej bezczelności. Myślę,
że nie chodzi tylko o ‘neoubecką’ taktykę politycznej rozgrywki,
czego Palikota świetnie nauczono. Wydaje się, że mamy do czynienia z
bezkarnością – polski rząd zawłaszcza dowody w sprawie Smoleńska i
pozwala jednemu z liderów koalicji rządzącej pomawiać tragicznie
zmarłego prezydenta RP.
Nie chce się na ten moment angażować w dyskusję, jaki elektorat chce
pozyskać Platforma Obywatelska – sytuacja klaruje się na naszych
oczach, więc każdy może wyciągnąć sobie wnioski sam. Wolę zająć się
meritum.
Otóż takie metody na szeroką skalę stosowała sowiecka służba
bezpieczeństwa. Eliminowano człowieka, ciało wrzucano do dołu z
wapnem, a później z radością ogłaszano, że pijany spadł ze schodów.
To mniej więcej robi Palikot – uprawia skandaliczny spektakl, bo
może sobie na to pozwolić. Dowodów nie mamy, rząd pod rękę z
Rosjanami je zaaresztował do odwołania – teraz mogą sobie oskarżać
bezpodstawnie każdą z 96 ofiar.
Osobiście uważam, że skoro atak wymierzony jest w opozycję i
obliczony na stanowczą reakcję, to najlepszą rzeczą byłoby
wytoczenie Palikotowi procesu przez Martę Kaczyńską tuż po
wygaśnięciu mandatu tego pseudoposła. Po co opozycja ma się mieszać
w tę rozgrywkę. Sprawy o bezpodstawne oszczerstwa wygrywa się dość
szybko.