janusz2_
10.04.11, 09:04
"- Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza - opowiada o 10 kwietnia i podróży do Smoleńska premier Donald Tusk.
(...)
Tusk w rozmowie z TVN24 przyznał, że był świadom, iż kolumna samochodów, którą z białoruskiego Witebska jechał do Smoleńska, poruszała się szybciej niż Jarosława Kaczyńskiego.
- Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby ta oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza. Nawet jadący ze mną minister Graś zwracał uwagę obsłudze, kierowcy, rosyjskiemu oficerowi ochrony, który siedział w naszym samochodzie, żeby zwolnili, żebyśmy razem dojechali z tą grupą Jarosława Kaczyńskiego. Ale Rosjanie nie reagowali - relacjonuje.
Według premiera Rosjanie "mieli najwyraźniej prikaz", by jego delegacja na miejsce katastrofy dotarła wcześniej.
- Kiedy dojechaliśmy już na miejsce, w pierwszych słowach powiedziałem premierowi Putinowi, że ze wszystkimi decyzjami i działaniami należy poczekać do przyjazdu Jarosława Kaczyńskiego - wspomina szef rządu, dodając, że wspominał Rosjanom, iż Kaczyński jest w drodze, bo delegacja premiera go mijała."
tvn24.pl
Gdy Jarosław Kaczyński mówił o tym, że jego delegacja była spowalniana, aby premier dojechał pierwszy, wszystkie lemingi zgodnie rechotały.
Dlaczego premier powiedział o tym dopiero teraz?
No i jaki cel mieli w ty Rosjanie?
Przecież lemingi wiedzą, że Rosjanie w ogóle nie grali politycznie sprawą katastrofy.