Największy Chrystus na świecie... wokół powstają interesiki - sprzedają się kubki z wizerunkiem Największego, talerzyki i takie tam duperele. Podobno herbatka wypita u stóp likwiduje nagniotki a łysym przyprawia owłosienie. Chodzą słuchy, że słynny proboszcz negocjuje kawałek słynnego zęba dla podniesienia sławy Figury.
W ten sielankowy obraz wdarł się jednak pewien zgrzyt. Wiadomo, że żyjemy w ciężkich czasach a nie masz w naszym kraju instytucji, która borykałaby się z większymi problemami finansowymi niż funkcjonariusze Pana Boga. No i ten właśnie funkcjonariusz w stopniu proboszcza począł nawiedzać interesiki pod Figurą w celu uzyskania procentu od dochodów. Ponoć niektórzy się wystraszyli i coś tam do kieszeni inwestora wpadło, ale niektórzy się zbuntowali i zapytali prawnika co sadzi o tych żądaniach żądnego pieniędzy. No i ten prawnik rzekł, że żadne pieniądze od praw się nie należą. Co innego, gdyby ktoś chciał identyczną figurę zafundować w swojej okolicy. Wtedy autorowi "dzieła" trzeba by odpalić działkę.
Podpowiadam pomysł na ominięcie i tego zbędnego wydatku. Można przecież zrobić figurę z podniesioną ręką (ruka padniata dzierżyt granata) i tym sposobem, nie zużywając ani grama materiałów więcej, pobić rekord chciwego proboszcza.
To co? - Kto wchodzi w ten interes? Martwicie się o zezwolenie? Nie ma problemu. W tym naszym popierniczonym Watykanstanie żaden urzędnik nie odważy się odmówić wam współpracy w tworzeniu TAAAAAKIEGO dzieła.