Gość: babariba
IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl
25.05.04, 08:45
...nadgorliwość?
Kilka pytań się nasuwa w związku z 'aferą Ahmeda Ammara', dwa są najistotniejsze:
1-sze, dlaczego wszyscy zabierający głos politycy i przedstawiciele mediów z
upodobaniem nazywają Ahmeda Ammara 'imamem'???
Ahmed Ammar jest magistrem politologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza i
doktorantem tego uniwersytetu.
A oprócz tego - Ahmed Ammar PEŁNI FUNKCJĘ imama dla zamieszkujących
Wielkopolskę muzułmanów oraz nauczyciela w szkółce religijnej. PEŁNI FUNKCJĘ
imama znaczy zupełnie co innego, niż JEST imamem. W Islamie imam, to nie
zawód, ani pełnoetatowa posada duchownego, jak choćby w katolicyźmie. Imam, to
FUNKCJA Z WYBORU, jest wybierany przez społeczność, która ma zaufanie do jego
kompetencji religijnych i do jego zdolności moderatorskich - rozsądzania
sporów w społeczności. Jeśli społeczność utraci zaufanie do swojego imama -
nikt go nie przeniesie na ciepłą posadę w innej parafii.
Teraz, po deportacji Ahmeda Ammara, społeczność muzułmańska zamieszkująca
Wielkopolskę WYBIERZE sobie nowego imama i nie wiadomo, kto nim będzie i czy
ABW nie będzie miała kiedyś do niego zastrzeżeń, a jeśli będzie miała, to w
jakim momencie raczy je wyjawić.
2-gie, motywem NIEPRZEDŁUZENIA prawa pobytu w Polsce Ahmeda Ammara są jakieś
tajemnicze zastrzeżenia ABW, posądzenia o kontakty z organizacjami
terrorystycznymi.
TO JA MAM PYTANIE: dlaczego, jeśli ABW miała takie informacje, nie wzięto
faceta za dupę od razu i nie deportowano zaraz po powzięciu takich informacji
- przecież działając przez cały czas w Polsce zagrożenie wprowadzał - tylko
czekano na pretekst w postaci wniosku o przedłużenie prawa pobytu?
Bezzwłoczna deportacja była by o wiele bardziej jasna i zrozumiała niż cała
afera, która się właśnie kończy. Albo i rozpoczyna...