lisa2
18.03.02, 23:18
Propozycje zmian w kodeksie pracy według rządu:
1) "Umowa o pracę na zastępstwo" - pracodawca mógłby zatrudnić na miejsce
nieobecnego pracownika (np. na długim zwolnieniu lekarskim) nową osobę i
zwolnić ją z 3-dniowym okresem wypowiedzenia, gdy wróci do pracy "właściciel"
etatu;
Już widzę jak nieuczciwi pracodawcy:
a) ukrywają przed nowozatrudnianym pracownikiem, że nie jest zatrudniany na
wolny etat, tylko na zastępstwo, na czas określony. Nowy pracownik nie jest w
stanie stwierdzić, czy tak jest w rzeczywistości.
b) płaca mniej niż pracownikowi "właścicielowi" etatu.
2) Pracodawca mógłby zatrudniać pracownika na czas określony przez trzy lata
(teraz nie ma takiego limitu, ale trzecia umowa musi być bezterminowa);
Wymiana pracowników przed tym terminem. Krótkie okresy zatrudnienia, częste
zmiany pracodawców, w konsekwencji pracownik, jako niepewny, przestaje być po
kilku zmianach pracy pracownikiem atrakcyjnym, a i wiek już nie pochwytny.
3) Pracownik, który sam się zwolni, nie miałby płatnych dni na szukanie nowej;
Jak dotąd, wystarczy dać ultimatum za byle głupstwo pracownikowi, bo szef jest
cholerykiem, wyskakujesz dyscyplinarnie lub na własną prośbę, jutro nie
przychodzisz do pracy. 99 % pracowników wybiera opcję na "własną prośbę". Piszę
tu o tych przypadkach, w których wina pracownika jest minimalna, stał się
ofiarą rozgrywek.
4) Odprawy rentowe i emerytalne otrzymywać mają pracownicy, którzy w momencie
przejścia na emeryturę przepracowali u aktualnego pracodawcy co najmniej trzy
lata;
Już widzę takich pracodawców, którzy trzymają średniaków przez 3 lata. W
połączeniu z pkt. 2, pracodawcy nie opłaca się trzymać pracowników tak długo,
bo musieliby dawać takiemu pracownikowi podwyżki co jakiś czas, a to
pracodawcom się nie opłaca. Pracodawcom zależy na obniżeniu kosztów, a
najłatwiej obniżać płace. "Kolejka bezrobotnych jest długa." Zawsze można
zatrudnić z takimi samymi umiejętnościami wygłodzonego bezrobotnego. za niższą
płacę.
5) Okres rozliczeniowy za pracę ma być wydłużony z trzech do czterech miesięcy;
Większość pracodawców, którzy dotąd nie wypłacali płac przez okres 3 miesięcy
wydłużą teraz ten okres na 4 miesiące. Dla pracodawców to zysk. Żaden
pracownik, poza księgową, nie jest w stanie udowodnić stan konta firmy.
6) Bardziej powszechny ma być tzw. przerywany i zadaniowy czas pracy;
Zamiast na czas nieokreślony, pracownicy tracą, ponieważ pracodawca zatrudnia
tych samych pracowników (znają swoją robotę), tylko w okresach, gdy jest
dostawa materiałów do produkcji, a potem bez pracy. Płaci tylko za czas
faktycznej pracy. W skrajnych przypadkach to pracownik pokrywa koszty braku
rytmiczności pracy, pracodawca wyjdzie na swoje.
7) Stawki za nadgodziny mają być obniżone do 50 proc. (teraz praca w trzeciej i
każdej kolejnej nadgodzinie premiowana jest 100-proc. dodatkiem), a pracodawca
nie musiałby wypłacać tych stawek, tylko dać pracownikowi dodatkowy urlop;
Brak uzasadnienia fizjologicznego. Człowiek najlepiej pracuje w okresach
biologicznej aktywności tj. w ciągu dnia, każda praca, niezależnie od rodzaju,
wykonywana poza tym okresem jest mniej wydajna i wymagająca większego wysiłku
od pracownika. Nagminne wydłużanie czasu pracy, by potem pracownika
niezatrudniać często jest wykorzystywane, stąd te wnioski. W skrajnych
przypadkach pracownik wypracowuje miesięczną normę w krótkim okresie, a potem
ma wolne bez pieniędzy. Na krótko to jest możliwe, zwłaszcza wśród ludzi
młodych, lecz po pewnym czasie starsi pracownicy szybciej się męczą i mają
mniejszą wydajność.
8) Wysokość odpraw przy zwolnieniach grupowych ma zależeć nie od ogólnego stażu
pracy, ale od stażu u danego pracodawcy.
Tak jak w punktach 2 i 5. Pracodawcy nieopłaca się trzymać pracownika przez
wiele lat. Na cholerę ma dostawać "stażowe".
Dotąd przynajmniej pracodawca państwowy wypłacał taki dodatek stażowy. Teraz i
on mógłby go nie wypłacać.
Występuję tu jako "adwokat diabła", ale należy tak sprecyzować wszystkie
propozycje zmian w kodeksie pracy, by nie stracili na tym pracownicy. Bo cóż
oni tracą? Tracą ciągłość pracy jako sumę wszystkich prac np. w jednej branży,
lub dla państwa. Przy wielu zmianach pracodawcy tracą dobre imię wydajnego i
sumiennego pracownika, skoro tak często zmieniał prace tzn., że jest do kitu, a
to nie musi być prawdą.
Załóżmy, że pracownik-mężczyzna rozpoczyna pracę w wieku 15 lat - to jest
możliwe, zostaje zatrudniony w charakterze ucznia, i potencjalnie do
osiągnięcia wieku emerytalnego 65 lat powinien przepracować 50 lat. Jak
myslicie, czy znajdzie się taki układ, w którym zostanie to spełnione? Nie
wierzę. Zawsze znajdzie się jakaś wsza, która go zwolni i zawsze się znajdzie
taka druga, która go następnego dnia nie zatrudni. Już mu brakuje jednego dnia
do 50 lat emerytury.
Znam kilka takich osób, które w chwili obecnej mają już wypracowane lata na
podstawę emerytury, mają jeszcze sporo do wieku emerytalnego, chciałyby
zwiększyć sobie podstawę tej emerytury i nie mogą, bo ich nikt ze względu na
wiek nie chce zatrudnić, A gdy już osiągną wiek 60 czy 65 lat
(kobieci/mężczyźni) to za te 14 lat, które im pozostały, od jakiej pensji
ostatniej będzie wyliczona ich emerytura? Od najniższej możliwej. Najwyższą
płacę otrzymywali dawniej nić 20 lat przed wyliczeniem podstawy emerytury.
Gdyby emerytura była obliczana od najwyższej kwoty z okresu całego zawodowego
życia, nie byłoby problemu.
lisa2