polski_francuz
17.01.15, 09:38
Kilka ostatnich dni spedzilem w Szwecji, gdzie w malym uniwersytecie uczestniczylem w obronie doktoratu. Sama obrona byla ciekawa, bo tzw oponent (ktory wlasnie bylem) musial stawiac przez godzine pytania doktorantowi, ale ja nie o tym chce mowic.
Pisze te slowa, bo doktorant (a od wczoraj doktor) jest Hindusem. Jego zona tez Hinduska wlasnie przyjechala i bedzie szukac pracy w Szwecji. W grupie badawczej mego szedzkiego kolegi jest jeszcze dwoch Hindusow i jeden Iranczyk. Przy stole w pubie gdzie pilismy za zdrowie mlodego doktora mialem takze kolegow doktorantow Amerykanca z Filadelfii (siedzial naprzeciwko Iranczyka), Belga z Flamandii i Niemca z okolic Itzehoe. Wszyscy usmiechnieci i zaprzyjaznieni. Byl i owszem, kolega Szwed a potem po jego odejsciu inna Szwedka.
Pytali mnie co sadze o atakach terrorystycznych a Szwedka zaczela mi wyjasniac, ze i u nich sa partie rasistowko-populistyczne.
I przyznam sie, ze byla to dla mnie szkola: szkola otwartosci, w ktorej mowi sie otwarcie o wszystkim; szkola przyjazni - miedzy mlodymi z roznych katow swiata. Dla mlodych Hindusow stalem sie, jako dosc znany w moim fachu profesor, kims w rodzaju przykladu.
W koncu byla to szkola przyszlosci. Tak bowiem jutrzejszy swiat bedzie wygladal.
PF