owca.czarna
24.04.05, 21:07
Radny jednej z dzielnic Drezna, Karl Jobig, chce wykorzystać najnowsze
zdobycze genetyki do ścigania właścicieli psów, które zanieczyszczają ulice
miasta - poinformował niemiecki tygodnik "Der Spiegel".
Na jego wniosek rada dzielnicy wezwała władze miasta do utworzenia banku
danych zawierających informacje o kodzie genetycznym wszystkich mieszkających
w stolicy Saksonii czworonogów. Warunkiem ponownej rejestracji psa byłoby
pobranie od niego próbki śliny, umożliwiającej późniejszą identyfikację.
Pozostawione na ulicach, trawnikach i w innych publicznych miejscach psie
odchody poddawane byłyby testom genetycznym. Dzięki bankowi danych wykrycie
właściciela byłoby dziecinnie proste - uważa pomysłodawca.
Za zanieczyszczanie ulic radni chcą wprowadzić drakońskie mandaty w wysokości
od 180 do 600 euro. Wykonanie jednego testu DNA kosztuje 75 euro. W Dreźnie
zarejestrowanych jest 12,5 tys. psów. Jobig uważa, że koszt akcji zamortyzuje
się, a po pewnym czasie miasto zacznie zarabiać na tym procederze.
Jak zauważył "Der Spiegel", ambitne plany władz miasta pokrzyżować mogą
jednak bezpańskie psy, których liczbę szacuje się na kilka tysięcy. Za ich
przewinienia musieliby solidarnie zapłacić wszyscy mieszkańcy.
"Der Spiegel" przypomniał, że rok temu podobne plany walki z psimi odchodami
miały władze Madrytu. Po pełnych kpiny atakach ze strony opozycji i mediów
zrezygnowano jednak z wprowadzenia projektu w życie.