Dodaj do ulubionych

o II WOJNIE FORUMOWEJ jest (985)

08.07.02, 08:42
Przepraszam, gdzie się znajduję?

"Nareszcie można żyć uczciwie" - pomyślał Pik-Pok, kiedy dał nura w cudownie
chłodną toń Błękitnego Jeziora. Rozejrzał się dokoła. Woda była przejrzysta. Na
dnie zobaczył kilka sporych rybek ruszających wesoło ogonkami.
"Pewno się cieszą - myślał dalej - że zostaną zjedzone przez uczciwego
pingwina".
Nie zastanawiając się wiele, ruszył na polowanie. "Jak to miło mieć w
brzuszku merdającą ogonkiem rybę, a nie jakiegoś tam zdechłego śledzia lub
szprota w oleju".
Najadłszy się do syta, wyszedł na brzeg i dla zdrowia zrobił mały spacer po
plaży. Był wesoły, zadowolony i czuł, jak w brzuszku rybki machają jeszcze
ogonkami.
Wspaniałe uczucie! Poklepał się więc po tłustym brzuszku i poszedł na skraj
lasu posłuchać słowiczego koncertu.
"Ach, jakie piękne jest życie - myślał leżąc na piasku.
- Jak cudownie pachnie las, jak radośnie bzykają pszczoły! Stryj Wak-Wok
pękłby z zazdrości, gdyby mnie teraz zobaczy.
Pik-Pok przymknął oczy i, ukołysany melodią słowiczą, zdrzemnął się
rozkosznie.
Naraz usłyszał jakiś dziwnie znajomy głos. Otworzył jedno oko i - o dziwo -
zobaczył kaczkę Kwi-Kwe.
- Moje uszanowanie! - przywitała go kwakaniem. - Zdaje mi się, żeśmy się już
gdzieś spotkali.
- Kłaniam się pięknie - odparł wytwornie Pik-Pok. - Jeżeli się nie mylę,
miałem zaszczyt spotkać cię na Wyspie Śniegowych Burz.
- Ach, to ty, Pik-Poku. Już sobie przypominam. Skąd się tu wziąłeś? Przecież
pingwiny żyją tylko w zimnych krajach.
- Phi! - prychnął Pik-Pok. - Pożyczyłem sobie srebrne skrzydła i pofrunąłem,
dokąd dusza zapragnęła, a dusza zapragnęła pofrunąć nad Błękitne Jezioro.
- To pięknie! - ucieszyła się Kwi-Kwe. - Może byśmy tak zrobili małą
wycieczkę? Pokażę ci na przykład, gdzie raki zimują.
- Dziękuję ci pięknie, moja miła Kwi-Kwe - odparł grzecznie pingwin - ale,
po pierwsze, jestem po ciężkiej operacji, a po drugie, obiecałem Kasi, że
przyniosę jej śliczną rybkę. Dobrze, żeś mi przypomniała, bo Kasia już się
denerwuje. Do zobaczenia, Kwi-Kwe. I pozdrów ode mnie swego małżonka, kaczora
Bambetla.
To powiedziawszy, Pik-Pok dał nura. W wodzie było mu tak rozkosznie chłodno,
że nie miał zamiaru szybko wychodzić.
"Kasia może jeszcze chwilę poczekać. Przecież wie, że to dla mnie wielka
przyjemność tak pływać z fali na falę i z dna na powierzchnię".
Rozkoszował się pływaniem, aż... co to? Pik-Pok patrzy i własnym oczom nie
wierzy; po dnie jeziora sunie dziwna siatka, a w tej siatce pełno
najznakomitszych ryb.
Pik-Pok mlasnął zadowolony. To dopiero będzie podwieczorek! Po chwili jednak
pomyślał:
"Pik-Poku, przecież niedawno zjadłeś dziesięć tłustych kiełbi. Nie bądź taki
łakomy. Jeżeli się objesz, to zaszyty brzuszek może pęknąć i co ci z tego
przyjdzie?"
Druga myśl wydała mu się rozsądniejsza:
"To nic, że zjadłeś już podwieczorek. Teraz możesz zjeść po-podwieczorek.
Nie wiadomo, kiedy trafi ci się taka gratka i kiedy znowu pozwolisz sobie na
rybki ruszające ogonkami".
Tak pomyślał i zaraz zbliżył się do siatki. A w siatce aż się kłębiło od
srebrnych okoni, czerwonopłetwych krasnopiórek, złocistych plotek, smukłych
sielaw i tłustych karpi. Pik-Pokowi pociekła po brodzie ślinka, ciepło mu się
zrobiło w brzuszku. Okrążył siatkę, znalazł do niej wolne wejście i z apetytem
zaczai swój po-podwieczorek.
Nagle zadrżał. Co to? Sieć wraz z nim i rybami unosi się w powietrze, a on
nie może znaleźć z niej wyjścia.
- Proszę nie robić głupich żartów! - zawołał oburzony. Ale nic mu to nie
pomogło. Za chwilę był już w dużej łodzi, a nad sobą zobaczył wielkiego
człowieka z rudą brodą.
- Przepraszam, czy mogę wiedzieć, gdzie się znajduję? - zapytał trzęsącym
się ze strachu głosikiem.
Rybak roześmiał się i wnet zawołał do drugiego rybaka:
- Ty, Grzegorz, czegoś podobnego nie widziałem. Pingwin w naszym jeziorze!
Wyciągnęliśmy pingwina!

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka