ptwo
28.07.02, 21:17
Wiele się pisze na tym forum i innych na temat antysemityzmu, Żydów itp.
Większość z tych tekstów to plucie jadem względnie najzwyklejsze bzdury. O
tym, że w Polsce występuje antysemityzm, chyba nie trzeba nikogo przekonywać.
O ile jeszcze można to było zrozumieć (co nie znaczy usprawiedliwić!) w
przeszlości, o tyle teraz, gdy Żydów w Polsce niemal nie ma, antysemityzm
trzeba chyba traktować w kategoriach atawizmu czy może raczej psychiatrii.
Przypuszczam, że jest on przypadłością osobników o niskiej samoocenie, którzy
są w dodatku przesiąknięci wpływem kolektywizmu, co przejawia się np. w
wewnętrznej potrzebie przynależności do... (tu jest wiele możliwości: grupa,
klasa, gang, partia, naród), w przeciwnym razie cierpią wewnętrzne katusze.
Ale poczucie tej przynależności dla swej pełni wymaga, by istnieli
jacyś "inni", którzy mogliby pełnić rolę "winowajców" niepowodzeń
tych "przynależących osobników". A że owa niska samoocena jest często
uzasadniona, tym chętniej taki delikwent wynajduje sobie "wroga". Takim
dyżurnym wrogiem, właściwie nie wiadomo dlaczego, stali się Żydzi. Gdyby ten
abstrakcyjny antysemityzm był udziałem jakiejś zupełnie marginalnej grupy,
właściwie nie warto by było strzępić sobie języka na ten temat, wystarczyło
by zwykłe popukanie w czoło albo wzruszenie ramionami. Ponieważ jednak tak
nie jest, to nie jest zjawisko marginalne, sensowne staje się się pytanie,
skąd to właściwie się wzięło? Sądzę, że gdyby całą tę pianę wszelkich
możliwych zarzutów pod adresem Żydów, jakie kiedykolwiek zostały wybąkane (bo
nie powiem - wyartykułowane), w jakiś sposób przecedzić, może zostałoby coś,
co od biedy nadawało by sie do dyskusji. A więc może należy spróbować? Od lat
sam sobie zadaję pytanie, czy w całej historii współistnienia Polaków i Żydów
pod jednym dachem można znaleźć coś, myślę o postępowaniu, reakcjach itd.
itd. samych Żydów, co w sposób czysto subiektywny wywoływałoby niechęć lub
wręcz wrogość ludności polskiej. Powtarzam, chodzi mi o takie zjawiska
dotyczące Żydów, które nie są same w sobie negatywne, lecz wywoływały
negatywne reakcje Polaków ? W moim przekonaniu jedynym "racjonalnym" motywem
postaw antyżydowskich była po prostu zawiść, zawisć o to, że lepiej sobie
radzili np. w handlu i interesach. Jest ona najzupełniej nieuzasadniona
obiektywnie; rzecz w tym, że takich ich sobie "wyhodowaliśmy". Niewielu chyba
ludzi pamięta o tym, że Żydom nie wolno było nabywać dobr ziemskich, nie
mieli dostępu do urzędów i godności, chyba że po uzyskaniu nobilitacji, ale
to były sporadyczne przypadki. Tak więc z konieczności musieli zająć się
handlem, bo innej możliwości nie było. Dlatego też ich umiejętności - znane z
historii i literatury - przez stulecia "wysublimowały się" do takiego
stopnia, że trudno było z nimi konkurować. Sądzę, że odbyło się to ze szkodą
dla samych Żydów, bo i wśród nich, jak w każdym narodzie, z pewnością nie
brakowało talentów na innych polach, które po prostu zostały zmarnowane.
Dopiero znacznie później, w wieku XIX i XX, przed Żydami otworzyła się inna
sposobność - wolne zawody: lekarze, prawnicy, architekci, literaci itd. Tak
się jednak złożyło, że ci Żydzi, ktorzy decydowali się na taką karierę
życiową, byli często najlepszymi, lepszymi od rówieśników - Polaków. To znowu
był powód do zawiści. Może upraszczam sprawę, ale właśnie poza zawiścią nie
widzę żadnego innego "racjonalnego" wytłumaczenia antysemityzmu - a raczej
postaw antyżydowskich - do czasu II W. Św. Okres po 1945 r. to oczywiście
zupełnie inna historia.
Na własny użytek sformułowałem taką sobie teorię geograficznego
rozmieszczenia antysemityzmu w Polsce: praktycznie nie było go na terenach
zaboru pruskiego, bo nie było tam za wielu Żydów. Na kresach wschodnich i w
Galicji Wschodniej mieszkała głównie biedota żydowska - nie było czego im
zazdrościć. Nieco inaczej to się przedstawiało w Królestwie: przede wszystkim
Łódź i Warszawa - skupiska bogatych Żydów oraz centrum kulturalne. Tutaj było
czego zazdrościć. Po 1945 r. to wszystko się wymieszalo z racji "wędrówek
ludów", ale coś chyba jednak z tego pozostało. Jasna sprawa, że
te "prawidłowości" miałyby naturę statystyczną, nie deterministyczną. Myślę,
że nie trzeba wyjaśniać róznicy.
Ciekawe, co inni sądzą na ten temat.