Z cyklu: DO KOGO NALEŻY ŚWIAT?
Tłumaczenie i adaptacja artykułu: “Der Zar des schwarzen Goldes”
(“Der Spiegel” nr 28 z 8.7.02)
NASZA ZIEMIA NA SPRZEDAŻ. . . ILE CHCIWOŚCI ZNIESIEMY?
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
“Naszym kompasem jest profit, naszym Bogiem kapitał, naszym celem pierwszy
milliard”.
(Były przywódca komsomołu, Żyd w Rosji, nafciarz M. B. Chodorkowski)
Michaił Borysowicz Chodorkowski, 39, szef koncernu gazu ziemnego Jukos, w
całym kraju nazywany tylko MBC, wzdycha głeboko, podnosi ręce jak dla
obrony. Powiedziałbyś, całkiem niewinny baranek w zagrodzie z wilkami.
Toteż zaskakuje mnie niespodziewanym wyznaniem: “W okresie przejściowym po
załamaniu się systemu sowieckiego panowało tutaj prawo dżungli. Nikt nie
wiedział dokładnie które przepisy jeszcze obowiązują i ja to wykorzystałem,
tak jak również inni amatorzy przedsiębiorczości”. Zyskuje chwilę na
odsapnięcie w mowie o sprawach uczciwości, waha się, bierze łyk wody
mineralnej: “Czy byliśmy dlatego rozbójnikami? Może. Na początku za ogólnym
uznaniem społeczeństwa. Ja mógłbym to samo osiągnąć samemu też w niewielu
latach, zapewnił mnie otym jeden mądry professor, kiedy niedawno przemawiałem
w Harvardzie.”
Chodorowski kazał przestylować się: ciemny, dopasowany garnitur, krawat od
Ermenogildo Zegna, okulary bez obrzeżenia w stylu Porsche. Jest każdej chwili
gotowy na wystąpienie w CNN. Podobnie jego wciąż kontrolowany uśmiech na
młodocianej twarzy jest jak dekorator przykazał: zamrożony, w potrzebie
topniejący.
Każde słowo, każdy gest wyraża zabieganie o uznanie dla jego osiągnięć, o
respekt dla koncernu. Przedsiębiorstwo Jukos jest jego sprężyną, jego
narkotykiem. Podrywa się gwałtownie, aby zamaszystymi ruchami pokazać na
mapie w jego biurze gdzie jego firma wydobywa ropę naftową i gaz ziemny:
trochę nad Wołgą przy Samarze, ale przede wszystkim w głębi Syberii nad rzeką
Ob. Po chwili całkowicie się zmienia do funkcji Wall-Street-managera.
Sprawdza w swoim elektronicznym notatniku notowania firmy na giełdzie akcji.
“Cofnęly się trochę”, powiada marszcząc brwi, “Ale to jest pewnie tylko
techniczna korekta po tym jak ceny naszych akcji biły jeden rekord za drugim –
ich wartość w ostatnich dwóch latach więcej niż zdziesięciokrotniła się.”
Jukos uważana jest za firmę prosperującą na kwitnącym rynku dostawców
energii, jako “pierwszy adres rosyjskich inwestorów” (wg “Frankfurter
Allgemeine”

.
W roku 2001:
- ponad 90 000 pracowników
- kapitalizacja na giełdzie 20 miliardów dolarów
- dochód netto ponad 3,5 mlrd
Jukos nie prześcignął (jeszcze) rosyjskich konkurentów i kolosa branżowego
Lukoil. Ale jest sprawniejszy. Koncern Lukoil cierpi na zbiurokratyzowanie.
14 procent wciąż posiada państwo.
W głębi ziemi pod zamrożoną warstwą rozciągają się całe morza czarnego złota –
szef Jukosu kontroluje jedną czwartą. Żartem mówi, że kiedyś wymaże
konkurencję. Nad wejściem do głównego biura Jukosa w moskiewskim śródmieściu
wisi wielki napis: “Witamy u wodza branży”. Szara, upiorna budowla w czasach
sowieckich mieściła firmę zbrojeniową. Pracownicy konkurencyjnego olbrzyma
Lukoil muszą, chcąc nie chcąc, mieć w polu widzenia budynek Jukosa w drodze
do pracy.
MBC nie wzdraga się przed pobieraniem nauk z krajów kapitalistów i zatrudnia
najlepszych fachowców. W radzie nadzorczej siedzą Francuzi, dyrektorem biura
jest Norweg, wiceprezydentem Amerykanin Joe Mach, stary wyga w byznesie. Mach
pracował poprzednio dla najnowocześniejszych firm amerykańskich w dziedzinie
sprzętu wydobywania ropy naftowej i doradził swojemu rosyjsko-żydowskiemu
szefowi zakupienie ich drogiego sprzętu wiertniczego i programów
komputerowych. Sprzęt hi-tech amortyzuje się.
Stosunki własnościowe w przedsiębiorstwie tej wielkości i prowadzonego według
reguł zachodnich, nie da się utrzymać w tajemnicy: toteż wreszcie w końcu
czerwca Jukos podał do wiadomości, że MBC posiada 36,3 procent akcji firmy –
gigantyczny pakiet. Według obliczeń amerykańskiego magazynu “Forbes” Michaił
Chodorowski, posiada, konserwatywnie szacując, 3,7 mlrd dolarów i jest
współcześnie najbogatszym żydowskim obywatelem rosyjskim. Grubą rybą w skali
światowej. Jednym z mających najlepiej na ziemi.
W październiku ub.r. znowu zagrał na serio. Doskoczył z zastrzykiem
finansowym 100 mln dolarów do tradycyjnie dobrze zaprowadzonego
przedsiębiorstwo świata kapitalistycznego, ale zagrożonego bankructwem,
norwesko-angielskich instalacji i stoczni Kvaerner, i Jukos stał się jego
drugim co do wielkości udziałowcem, a “przy okazji” uratowano 30 000 miejsc
pracy. “Załamanie się stereotypów” śpiewały peony z dumą “Nowyje Izwiestia”,
a “Frankfurter Allgemeine” zapewnił, że Jukos zmienił się z huligana w
układnego młodzieńca.
Pytam czy to dało jemu satysfakcję? Co on zrobi z pieniędzmi? Co planuje? Jak
układa się jemu z prezydentem Władimirem Putinem, który przecież wyparł z
kraju jego współoligarchów i współmiliarderów – Żydów Borysa Berezowskiego i
Władimira Gussinskiego?
MBC dobiera słów, jak gdyby przy tych nazwiskach włączyła się wbudowana w nim
autokontrola: Uwaga! Teren zaminowany! Powiada, Putin jest ogólnie na dobrej
drodze. Widuje go w regularnych odstępach czasu razem z innymi liderami
gospodarki “dla wymiany poglądów”, ale unika rozmów w cztery oczy z szefem
Kremla: “Nie chcę żadnych przywilejów, zbyt wielka bliskość do prezydenta nie
powinna być pomocna”. [Przykłady Berezowskiego i Gussinskiego nauczyły go nie
przeciągania struny.]
Umieszczenie go na liście najbogatszych ludzi świata jest dla niego
potwierdzeniem, że “Zachód nas uznaje”, ale szybko dodaje – zawsze uważając
na swoje image – że jest to też zobowiązaniem, obowiązkiem pomagania innym.
Ma się za patriotę, przywódcę gospodarczego w roli wzorca do naśladowania.
Toteż popiera programy komputeryzacji w szkołach swoimi milionami. Już w
następnym roku ma korzystać z tego 300 000 dzieci. “Każdy może coś zdziałać,
gdy otrzyma dobre wykształcenie i szansę”.
Kupił sobie willę na przedmieściu niedaleko służbowej kwatery Putina, jeździ
wielkim BMW i edukuje syna w Szwajcarii [jak np. Haika Silberstein vel Hanna
Suchocka z Polski], dwoje małych dzieci żyje u niego i u żony. “Jest to
poręką mojej drogi życia w ciężkich czasach przełomu.”
……..
Polityka interesuje cara czarnego złota tylko na tyle, na ile jego geszefta
są popierane lub napotykają przeszkodę. On organizuje razem z kolegami-
oligarchami potajemne spotkania w moskiewskiej willi. Oni utrzymują
znajomość, oceniają się nawzajem i oglądają: Berezowki, Gussinski,
Chodorkowski & Co, ci, co doszli do wielkich pieniędzy przez wątpliwe
geszefta surowcowe, transakcje, transfiguracje firmowe i założenia banków.
Umawiają się co do wspólnego działania i zawierają zawieszenie broni między
sobą, podobno nawet pisemnie.
“Możliwe, że tak było”, powiada MBC i dodaje śmiejąc się: “Czasami mam luki w
pamięci”.
………
“Gussinski i Berezowski stawali się coraz bardziej politykami. Ja chciałem
pozostać czlowiekiem gospodarki”.
I co za jeden! W sierpniu 1998, gdy rubel spada w bezdenną przepaść i
rosyjska gospodarka przez noc zdaje się znowu leżeć na łop