Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / 10.102.11.*
21.08.02, 01:23
www.bezuprzedzen.pl/varia/socjalisci.html
SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE
Po bankructwie socjalizmu i kompromitacji jego ideologii niezrażona lewica
próbuje działać dalej pod zmienionymi nazwami. Szczególnie często
przyjmowanym przez socjalistów pseudonimem są „liberałowie”. Szeroko
zakrojona akcja propagandowa, prowadzona na całym świecie przedstawia
dotychczasowych socjalistów, komunistów, socjaldemokratów, itp. jako obrońców
wolności i praw człowieka.
W tym celu wymyślono pojęcie wolności pozytywnej, czyli wolności do (czegoś
tam). Poprzez obronę własnej wolności do posiadania cudzych pieniędzy
socjalista może przeto zostać „liberałem”. Niemało przez to krwi psuje
prawdziwym liberałom, którzy znalazłszy się w takim towarzystwie, muszą się
tłumaczyć albo zmieniać polityczne szyldy.
Odwieczna broń lewicy - kłamstwo, ma jednak krótkie nogi. Nietrudno odróżnić
liberała od „liberała”, wystarczy umieć odróżniać swobody od przywilejów.
Liberałowie bronią swobód, podczas gdy „liberałowie”domagają się przywilejów.
To, że w prasie, radiu i telewizji nazywa się te przywileje wolnościami
(najczęściej równymi), sprawiedliwością społeczną czy tolerancją, nie powinno
zmylić człowieka samodzielnie myślącego.
Kłamstwo widać gołym okiem, kiedy „liberałowie” domagają się „równych praw”
dla rozmaitych mniejszości (najczęściej wymyślonych na użytek kampanii
wyborczej). Okazuje się bowiem, że te „równe” prawa dotyczą
tylko „równiejszych”, czyli przedstawicieli tych mniejszości, a większość
obywateli nie tylko zostaje ograniczona w swoich swobodach, ale jeszcze musi
ponosić koszta tego „wyrównywania praw”.
Niech no tylko jakiś rozsądny człowiek spróbuje to zauważyć i głośno
powiedzieć, od razu staje się celem histerycznej nagonki - że to rasizm,
nietolerancja, bezduszność, ksenofobia, itp. Bo też zwykle chodzi o pieniądze
lub o głosy w wyborach, czyli władzę dającą możliwość zarobienia pieniędzy, i
to niemałych. A za takie pieniądze nietrudno o „oburzone głosy”. A i ci, dla
których przewidziano przywileje, nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.
Nie mam nic przeciwko temu, żeby kobiety pracowały (jeżeli chcą, a nie
muszą), przedstawiciele mniejszości narodowych zasiadali w parlamencie, a
homoseksualiści żyli między normalnymi ludźmi. Ale jeśli „liberałowie”chcą
zadekretować np. prawo do pracy dla kobiet, to od razu pytam: kto mianowicie
ma tę pracę kobiecie zapewnić? Jeśli ma do niej prawo, to jak to prawo
egzekwować? Przecież nie można żadnego pracodawcy zmusić do przyjęcia do
pracy kogoś, kogo on sobie nie życzy.
A może jednak można? A może to państwo ma zapewnić tę pracę za pieniądze
podatników? Tak czy inaczej, koszty takiego absurdalnego prawa poniosą
wszyscy, kobiety również, a korzyści odniesie kandydat „liberałów”,
szczególnie jeśli jest przystojny (zazwyczaj bywa).
Dzielenie ludzi na kategorie „równych” i „równiejszych”, rozdawanie
przywilejów kosztem ogółu, pogarda dla jednostki i własności prywatnej
pozwala nieomylnie rozpoznać przebranego socjalistę.
A jego wroga - liberała, też nietrudno rozpoznać. Kiedy na oczach
tłumu „łaskawcy” rozdają nie swoje pieniądze w zamian za głosy, usłyszeć
można czasem okrzyki: „nie twoje, żebyś dawał”, „ręce precz od naszych
kieszeni”. Bo liberał wie, że prywatna własność jest ostoją wolności, a
prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.
Wojciech Główkowski