Gość: jegomosc
IP: *.almda1.sfba.home.com
07.07.01, 09:57
Przekazal dr. inz. Jan Czekajewski <JanCzek@aol.com>
KSIAZ ORLOWSKI O JEDWABNYM
Jezeli uwierzysz bardziej relacji proboszcza niz relacji ubowca, to
rozeslij ponizszy tekst do wszystkich swoich znajomych i przyjaciól.
Jezeli wierzysz bardziej relacji ubeckiej, to wyrzuc ten tekst do kosza.
Ponizsza relacje wyslano do wszystkich Poslów Sejmu RP oraz wszystkich
polskich Biskupów.
Przy przepisywaniu z oryginalu zachowano orginalna interpunkcje i
skladnie. Ujednolicono jedynie pisownie nazwiska Keblinski. W orginalnym
tekscie wystepowalo ono jeszcze w drugiej formie Kemblinski. Dla
skrócenia tekstu wycieto fragmenty majace charakter wspomnien
osobistych, wszystkie te ingerencje zaznaczono.
Jedwabne, 10. 06. 2001
RELACJA KS. EDWARDA ORLOWSKIEGO, Proboszcza Parafii Jedwabne, Dziekana
Dekanatu Jedwabne
(.) Po ukonczeniu Seminarium bylem wikariuszem przez 14 lat w róznych
parafiach, m.in.w Lipsku nad Biebrza 3 lata, razem z Ks. Józefem
Keblinskim, który byl w Jedwabnem przez caly okres okupacji sowieckiej i
niemieckiej byl duszpasterzem.
(.) Co dziennie przy obiedzie, przy kolacji, Ks. Józef Keblinski
opowiadal mi, co dzialo sie w czasie okupacji w Jedwabnem, m.in. mówil o
spaleniu Zydów. Z tej relacji, opowiadanej wielokrotnie, znam dokladny
przebieg tych wydarzen.
(.) Od roku 1 lipca 1988 zostalem Dziekanem i Proboszczem Parafii
Jedwabne.
(.) Dlaczego poczulem sie upowazniony do zabierania glosu w sprawie
mordu Zydów w Jedwabnem? Dlatego, poniewaz mialem bardzo szczególowe
informacje o przebiegu tego mordu na Zydach od Ks. Józefa Keblinskiego,
który opowiadal mi o tym
wielokrotnie. Dzieki temu czuje sie swiadkiem posrednim. Sprawa
korzeniami siega roku 1939, kiedy do Jedwabnego przyszli Niemcy, ale na
podstawie umowy Ribbentrop - Molotow ustapili miejsca sowietom.
Po wkroczeniu Sowietów Zydzi przywitali ich kwiatami, objeli stanowiska
w urzedzie miejskim, utworzyli z mlodych Zydów sowiecka milicje i
przystapili do wspólpracy z NKWD. Wspólpraca ta polegala na tym, ze
udzielali oni NKWD szczególowych informacji, a poniewaz w pazdzierniku
1939 roku zawiazal sie Ruch Oporu, byla to szkola doksztalcenia w walce
partyzanckiej trzech powiatów: lomzynskiego, bialostockiego i
augustowskiego. Zgromadzilo sie tu troche ludzi ze szkól wojskowych
podwarszawskich i warszawskich. Mieszkali oni i dzialali w Jedwabnem,
ale Zydzi ich szpiegowali, dlatego tez przeniesli sie
do sasiedniej wsi Kubrzany, ale i tam ich szpiegowano. Wtedy przeniesli
sie za Biebrze, w terenie bagiennym, do uroczyska Kobielno, gdzie byla
lesniczówka, która stala sie terenem ich pobytu. Ale i tam ich równiez
wyszpiegowano, i w tym byl duzy udzial Zydów Jedwiabianskich.
W dzien zeslania Ducha Sw. 1941 roku, nadjechalo NKWD i oddzialy
Czerwonej Armii, i tam rozegrala sie walka, w której zgineli partyzanci,
ale o wiele wiecej zolnierzy NKWD.
Po tym wypadku byly najbolesniejsze zsylki. Zydzi przygotowywali listy
patriotów, ludzi wartosciowych, wyksztalconych których nalezalo jak
najszybciej wywiezc. Czynnie uczestniczyli Zydzi w aresztowaniu,
przyprowadzili NKWDzistów w miejsce zamieszkania skazanców i wraz z
NKWD wywozono furmankami do Lomzy na stacje kolejowa. Furmanki byly
konwojowane
przez uzbrojonych w karabiny Zydów. Matki i zony aresztowanych blagaly
Zydów - sasiadów, aby umozliwiono ucieczke ich mezom i synom, w czasie
drogi do stacji. Zydzi nie dopuscili do zadnej ucieczki, nieznany jest
ani jeden przypadek, aby komus pomogli uciec.
Najbardziej tragiczny byl ostatni konwój, tuz przed wkroczeniem Niemców
do Lomzy, tuz przed wybuchem wojny niemiecko - sowieckiej. Olbrzymi
sklad pociagu, skladajacego sie z wagonów bydlecych, nie zdazyl zabrac
wszystkich ludzi. Pozostali zostali umieszczeni w wiezieniu, oczekujac
na nastepny transport.
22 czerwca 1941r Niemcy wkroczyli do Lomzy - wiezniowie sforsowali drzwi
i zamki i wydobyli sie z wiezienia, powracajac do Jedwabnego, spotykajac
tu Zydów, którzy ich konwojowali.
Mieszkania Polaków byly zajete, rodziny byly wywiezione w glab Rosji,
Polacy powracajac nie mieli sie gdzie podziac.
10 lipca 1941 r Niemcy zorganizowali likwidacje Zydów w Jedwabnem. Przez
pierwsze dni, poprzedzajace te likwidacje, Zydów zaganiali na rynek do
pracy celem wyrwania trawy na rynku, po tym wyrywaniu trawy rozpuszczali
ich do domów. Na drugi dzien znów powtórzyli ten eksperyment, i dopiero
trzeciego dnia postanowili ich zamordowac. Tak wiec dopiero trzeciego
dnia dokonano
spalenia Zydów.
Ks. Keblinski mieszkal na plebanii, która Niemcy zwrócili po
"Selsowiecie".
Niemcy mieli kwatere w Starej Aptece. Niemcy zwrócili Ks. Keblinskiemu
plebanie. Tutaj mieszkal z ksiedzem przez krótki czas kapelan niemiecki.
Poniewaz Ks. Keblinski znal jezyk niemiecki, z koniecznosci stawal sie
tlumaczem, miedzy Polakami i Niemcami, i Zydami i Niemcami. Dowiedzial
sie Ks.Keblinski od Niemców, ze Zydzi beda zniszczeni, bo jeden z
zandarmów
udzielil informacji, ze przyjechalo do Bialegostoku komando w liczbie
240 Niemców, które zrobi porzadek z Zydami. Ksiadz Keblinski próbowal
tlumaczyc, ze moze jednak udaloby sie ocalic tych Zydów. Zydzi nawet
chcieli zebrac kosztownosci celem przekupienia Niemców. Ale Niemcy
oswiadczyli, ze to jest niemozliwe, powiedzieli, ze tam, gdzie stapnie
stopa zolnierza niemieckiego, Zyd nie ma prawa zyc. Ksiadz Keblinski
ostrzegl niektórych powaznych Zydów. Mógl o tym powiedziec tylko tym,
których uwazal za zdolnych do dyskrecji, bo inaczej sam zostalby
rozstrzelany.
W dniu, kiedy spedzano na rynek nie tylko mezczyzn, ale kobiety i
dzieci, Ks. Keblinski poszedl na posterunek do oficera, wysokiej rangi,
który dowodzil cala akcja i tlumaczyl mu, ze jezeli winni sa wam
mezczyzni i posadzacie ich o sympatie do komunizmu, to przeciez dzieci i
kobiety sa nic niewinne. I uslyszal odpowiedz: "Czy ty wiesz, kto tu
rzadzi ? Nie wtracaj sie, jesli chcesz miec glowe na karkui zachowac
zycie". Otworzyl drzwi i poteznym glosem krzyknal: "Rauss !". Ks.
Keblinski opuscil posterunek, czul sie calkowicie bezradnym. Na slupach
wisialy ogloszenia, ze kto ukryje Zyda lub ulatwi ucieczke, bedzie
rozstrzelany do trzeciego pokolenia. Widzial, jak Polacy byli zmuszani,
wyganiani na rynek, celem pilnowania i konwojowania Zydów prowadzonych
do stodoly. Ale nikt sie nie domyslal, jaki bedzie tego final, ani
Zydzi, ani Polacy.
Zydzi poszli z rzeczami, potrzebnymi im do uzytku codziennego,
spokojnie, nie domyslali sie, co ich czeka. Ks. Keblinski przypuszczal,
ze Zydów moglo byc od 150 do 200. O samym momencie wiemy tylko, ze
nastapil wybuch, krzyk, wiem, ze Zydzi próbowali uciekac ze stodoly, ale
stodola byla szczelnie otoczona przez Niemców uzbrojonych. Tylko Niemcy
byli uzbrojeni, wiadomo, nie zgodzili sie dac bron i nawet Karolakowi,
agentowi niemieckiemu, którego Niemcy mianowali burmistrzem.
Dzielo wiec ostatecznej zaglady Zydów bylo tylko i wylacznie dzielem
Niemców, Polacy byli zmuszeni do pilnowania pod grozba utraty zycia. Z
zeznania Zyda, dochodzacego spadku w urzedzie sadu rejonowego w Lomzy
wynika jednoznacznie, ze Zydzi zostali spaleni w stodole przez Niemców.
Do stodoly wepchnieto i zostali tam spaleni conajmniej trzej Polacy,
wepchnieci
zostali przez Niemców i zostali tam spaleni razem z Zydami. Zydzi mieli
ze soba przedmioty uzytku codziennego, mieli ze soba lyzki, widelce,
rzezak mial nóz. Zydzi nie wiedzieli, ze ida na smierc. Ów nóz byl
przeznaczony do uroczystosci rytualnych.
Ks.Edward Orlowski