Dodaj do ulubionych

Aparthaid po polsku :(

07.09.05, 19:12
Dzisiejsze wiadomosci TV. W jednej ze szkol w Polsce dzieci podzielono na
bogatsze i biedniejsze i odseparowano od siebie. Biedniejsze maja posilek
oplacany przez pomoc spoleczna, za bogatsze placa rodzice. Biedniejsze jedza
dwie godziny wczesniej na plastikowych talerzach i plastikowymi sztuccami,
wiec jak im sie zlamia, to koncza posilek palcami. Bogatsze na normalnych
talerzach i lepsze jedzenie, dwie godziny pozniej. Reporterzy TV pokazali
placzace dzieci (biedne), gdyz nie tylko posilek byl ubogi, ale jeszcze
niedogotowany i nie daly rady go zjesc. W zwiazku z czym w dniu dzisiejszym
zadnego obiadu nie zjedza. Mowily tez, ze bogatsze dzieci sie z nich smieja.
Obserwuj wątek
    • 123i321 to jest wlasnie liberalny kapitalizm 07.09.05, 19:22
      glosujmy na PO - partie nedzy i smierci glodowej dla Polakowcrying
      • patience Re: to jest wlasnie liberalny kapitalizm 07.09.05, 20:30
        Donald Task - czlowiek nijaki. Za to wygra, ze nijaki.
        Ale bardzo sie wkurzylam, nawet przy kursie liberalnym nie musi byc apartheid.
        • rycho7 czy mozesz to twierdzenie rozbudowac i wyjasnic? 07.09.05, 20:37
          patience napisała:

          > nawet przy kursie liberalnym nie musi byc apartheid.

          Odnosze odwrotne wrazenie. Ale zapewne Cie nie zrozumialem.
          • patience Re: czy mozesz to twierdzenie rozbudowac i wyjasn 07.09.05, 20:53
            tego rodzaju separacja nie jest zjawiskiem powszechnym. Wszedzie rady miejskie
            doplacaja do wyzywienia dzieci osob ubozszych, i z punktu widzenia szkoly jest
            wszystko jedno kto placi za posilek. To, ze nie potrafia podac jedzenia na
            normalnych talerzach i daja dzieciom pol surowe ziemniaki do jedzenia, to nie
            jest kwestia ani braku talerzy (skoro jedza na 2 tury) ani kasy, tylko
            zwyczajnej pogardy dla ludzi... Mniej wiecej to samo zjawisko co pisanie o
            "motlochu" przez mihnikoidow.
            • rycho7 pisanie o "motlochu" przez mihnikoidow 07.09.05, 21:25
              patience napisała:

              > tego rodzaju separacja nie jest zjawiskiem powszechnym.

              Nie wiem, czy dobrze zapamietalem ta wiadomosc ale wydaje mi sie, ze dla
              biednych gotuje ktos inny niz dla bogatych.

              > z punktu widzenia szkoly jest
              > wszystko jedno kto placi za posilek.

              Miejski Osrodek Pomocy Spolecznej zapewne (zgodnie z prawem) przeprowadzil
              przetarg i wygrala jakas garkuchnia dowozaca karme do roznych chlewikow.

              Kuchnia szkolna nie wygrala przetargu. Ale na obiady dla bogatych nie byl
              potrzebny przetarg.

              > To, ze nie potrafia podac jedzenia (...) tylko zwyczajnej pogardy dla ludzi

              Sanepid wymaga zapewne przy dowozeniu jedzenia aby mieli zmywalnie. Zmywalnia
              kuchni szkolnej nie wygrala przetargu. Zgodnie z przepisami wygrani
              (przetargowo) podaja na papierowych talerzach i plastikowe sztucce.

              > daja dzieciom pol surowe ziemniaki do jedzenia

              Codziennie? Partactwo od czasu do czasu to w Polsce normalka. Nie pochwalam, ale
              nie tworzylbym z tego rasizmu lub antysemityzmu (wieprzowiny nie podawali bo to
              mieso - drogie).

              > zwyczajnej pogardy dla ludzi...

              Partactwo na roli to pogarda dla matki ziemi? Odbieram to zupelnie przyziemnie.
              Maja gdzies to co robia i co z tego wychodzi. Tradycja moze i 1000-letnia.

              > Mniej wiecej to samo zjawisko co pisanie o "motlochu" przez mihnikoidow.

              Michnikoidzi nie powinni tak pisac. Ale to motloch partaczy. "Elyty" to emanacja.
        • 123i321 tak niestety jest 08.09.05, 00:18
          liberalizm w gospodarce znaczy TYLKO i wylacznie wolnosc dla oligarchii i mafii
          do robienia czego chca - a wiec do lupienia i zwyzyskiwania pracujacych i
          biednych, do okradania kasy panstwowej, do likwidowania miejsc pracy, do
          tworzenia monopoli, itp... NIGDZIE na swiecie liberalizm gospodarczy nie
          doprowadzil do poprawy zycia obywateli, ani do wzrostu praw dla drobnych
          przedsiebiorcow. To sa TYLKO i wylacznie prawa dla mafii zwiazenj z wladza
          (korporatokracji) do pasozytowania na calym spoleczenstwie i okradania innych.
          Apartheid jest naturalnym efektem tego stanu.
    • rycho7 doplac 07.09.05, 19:30
      patience napisała:

      > Biedniejsze maja posilek
      > oplacany przez pomoc spoleczna, za bogatsze placa rodzice.

      A o co chodzlio w 1980/81? Moja ulomna pamiec podsuwa mi: socjalizm tak
      wypaczenia nie. Dziwnie jakos mi sie sklada, ze mial byc komunizm bez komunistow
      na moskiewskiej smyczy. Nie wiem jacy mieli byc ale byc moze chodzilo o
      wlasciwych komunistow z Watykanu. To jedynie hipoteza bo nic innego nie podsuwa
      mi wyobraznia. Moje pytania "o co chodzio" pozostaja bez jasnych odpowiedzi.
      Lawiny slow nie wyjasniaja lecz zaciemniaja. Ty takie pytania nawykowo omijasz.
      Ale zakladasz watki, ktore pozwalaja na ponawianie zadawania pytan bez
      odpowiedzi. Chyba nawet masz pretensje do Adasia, ze on jak domniemam z tych
      niewlasciwych komunistow. Stefus byl wlasciwszy czy odwrotnie?
      • hasz0 Krasicki z dedykacją dla naszego Richarda Złotoust 07.09.05, 21:37
        Przezwyciężenie kryzysu politycznego i moralnego, sarmackie wady Polaków.
        Ignacy Krasicki poruszał przyczynyzłego stanu społeczeństwa, osłabienia władzy
        królewskiej, upadku moralności i zaniku dawnych obyczajów. Poeta wyznaje
        zasadę, że "śmiech niekiedy może być nauką, kiedy się z prywar, nie z osób
        natrząsa". Wykorzystywał humor i dowcip do walki z ludzką głupotą, ciemnotą
        kleru i szlachty. Ośmiewał rozpowszechnione w epoce saskiej pijaństwo i modne
        naśladowanie cudzoziemskich wzorców, krótkowzroczność polityczną. W bajkach,
        satyrach i poematach ukazywał doskonale podpatrzone sylwetki "ciemnych"
        mnichów, rozrzutnych paniczów, modne damy, głupich i tępych, a przy tym często
        okrutnych wobez swych poddanych, szlachciców. Jego twórczość stała się odbiciem
        prawdziwego życia, a wyśmiewając różne wady społeczeństwa, służyła postępowi.

        "Jeśli z nich zdatna nauka nie płynie,
        Natenczas blaskiem czczym tylko jaśnieją,
        I na kształt próchna świecą, a nie grzeją."

        Bajki Krasickiego obok aktualnego sensu społecznego i politycznego mają także
        charakter ogólnoludzki, komiczny. Ośmieszają bowiem wady, powtarzające sie w
        róznych epokach i mają na celu uświadomienie tych właśnie wad, czytelnikom.
        Zarówno w bajkach, jak i w satyrach, Karsicki ze stanowiska racjonalisty, kpi z
        różnych wad, przywar ludzkich, z głupoty, pychy, okrucieństwa, dewocji, fałszu
        i zakłamania. Satyry jednak są bardziej refleksyjne niz bajki, posiadają mniej
        humoru, poniewaz zajmują się poważnymi problemami społecznymi.
        Wprawdzie ,czytając je, smiejemy się, ale jest to gorzki śmiech. Poprzez
        odpowiednie zrozumienie komizmu i humoru tych satyr, czytelnik powinien
        przeanalizowac i zrozumieć własne błędy.
        Inną skierowaną zarówno do czytelników jaki i do ówczesnego społeczeństwa, było
        wyśmiewanie i krytykowanie pijaństwa. Krytykuje on ludzi , którzy potrafią
        pięknie mówić o zaletach trzeźwości, ganic pijaństwo, ale sami nie stronią od
        alkoholu. Zgodnie z twierdzeniem, że nauczyć się można czegoś poprzez śmiech z
        przywar, autor wyśmiewa cudzoziemszczyznę oraz tchórzliwą postawę. W
        satyrze "Świat zepsuty" piętnuje brak przywiazania do tradycji, religii,
        obyczajów, lekceważenie zasad moralnych, zachęca do obrony ojczyzny.Satyry
        jeszcze ściślej niż bajki dotyczzyły XVIII wieku, jednak znajdujemy w nich
        myśli i spostrzeżenia aktualne w epoce atomu i lotów kosmicznych.

        Krasicki zwraca uwagę na pasozytniczy charakter życia klasztornego, dostrzega
        zacofanie społeczeństwa, które utrzymywało rozrastającą się masę próżniaczych i
        ciemnych mnichów. Posługując się subtelną drwiną i ironią, autor piętnuje takie
        wady mnichów, jak: próżność, lenistwo, głupotę, pijaństwo, zacofanie i wyśmiewa
        się z tych przywar.Nie atakuje jednak konkretnych osób, krytykuje natomiast
        wady i ułomności ludzkiego charakteru. Sam będąc biskupem, chce uświadomić
        społeczeństwu, jakie naprawdę są cechy zakonników, całkowicie sprzeczne z
        naszym wyobrażeniem. W poemacie tym autor jawnie natrzasa się z przywar
        mnichów, uważa bowiem, że są oni winni, a "prawdziwa cnota krytyk się nie boi".
        Poprzez ten utwór, Krasicki próbował przez śmiech trafić do sumienia
        zakonników, aby nauczyli się oni prawdziwego życia klasztornego i pojęli swoje
        błędy.

        Główne problemy poruszane przez Krasickiego , nadal są aktualne. W naszych
        czasach nie brak ludzi pyszałkowatych, kłótliwych, często spotykamy i dziś
        fałszywych przyjaciół czy obłudników, których postępowanie jest zaprzeczeniem
        głoszonych przez nich zasad. Pijaństwo to również plaga społeczna. Widzimy
        więc, że wady, które piętnował Krasicki w czasach stanisławowskich, nie należą
        do rzadkości we współczesnym świecie. Także i my powinniśmy wysmiewać się z
        tych złych cech charakteru , a nauką dla nas mogą być nadal utwory Krasickiego.

        Przez humor bowiem najlepiej mozna dotrzeć do człowieka, nie krytykując go
        wprost , ale pośrednio, śmiejąc się z wad, a nie z ludzi.

        Wszystkie utwory Krasickiego mają spełniać funkcję dydaktyczne, tzn. bawiąc
        mają pouczać, wychowywać czytelnika zgodnie z oświeceniową zasadą "I śmiech
        niekiedy może być nauką", która jest jak najbardziej słuszna.
        • rycho7 ctrl+C, ctrl+ V 07.09.05, 21:48
          Przepraszam Cie Haszu, za ciezka obraze poniewaz mialem czelnosc dyskutujac z
          Helga nie wymienic Twego imienia. Rzeczywiscie jest to robienie wycieczek
          osobistych. Potworne komusze zachowanie.
    • xiazeluka Dyskryminacja bogatych! 08.09.05, 10:00
      Bogaci płacą podwójnie - na swoje i cudze bachory. Biedne smarki powinny zatem
      śmiać się ze swoich majętniejszych kolegów.
      • hasz0 ______ Dyskryminacja bogatych i władczych_________ 08.09.05, 11:14
        Xiążę!

        Bez bawełny napiszę:
        "wszystkie dzieci są nasze, a bahory szczególnie"

        Oczywiście uprzedzę, ze nie idzie o przekazanie przez rodziców wychowania i
        opieki jakiemuś tam państwu albo fundacji.
        Idzie o korzenie i podwaliny naszej cywilizacji. Szkoła ma być za darmo.
        Niczyje dzieci nie mogą być w Polsce katowane, deprawowane, krzywdzone i
        głodzone. I nie obchodzi mnie czy w demokracji czy nie.
        W warunkach wolnego rynku czy ręcznie sterowanego.
        Są sprawy od gospodarki i polityki czyli produkcji, handlu i włądzy ważniejsze
        - życie! Także to małe zycie nieświadome polityki i gospodarki.

        Przewrotne dedukcje nieuznajace faktu, ze kazdy człowiek rodzi się nagi
        i sam nie może przez 1/5 zycia zarobić na jedzenie i naukę
        sa guwna warte chocby nie wiem jakie argumenty i jakie autorytety mnie
        przekonywały!

        • xiazeluka Dyskryminacja zdrowego rozsądku 08.09.05, 11:34
          Nie ma czegoś takiego jak "szkoła za darmo". Szkolnictwo powinno być prywatne,
          a rodzicie mieć prawo do nauczania domowego. Na razie są katowane przymusem
          szkolnym, deprawowane treściami nauczania wykoncypowanymi w murach pewnego
          niepotrzebnego ministerstwa, krzywdzone całkami i głodzone wysokimi podatkami,
          rujnującymi kieszenie ich rodziców.
          A życie jest bardziej skomplikowane, trywializowanie problemu do "dzieci do
          szkoły" ową ważną sprawę zamienia w groteskę, produkcję tysięcy jednakowych
          robotów. Życie rozwija się dzięki różnorodności, hodowanie w kółko tego samego
          prowadzi do wyjałowienia gleby.
        • basia Re: ______ Dyskryminacja bogatych i władczych____ 08.09.05, 13:19
          hasz0 napisał:

          > Bez bawełny napiszę:
          > "wszystkie dzieci są nasze, a bahory szczególnie"

          narazisz sie zwolennikom aborcji.
          • szach0 To akurat mam dawno za sobą jak i oszołomstwo 08.09.05, 13:48
            moher, bolszewik, stalinowiec, hitlerowiec, leperowiec,
            faszysta, haszysta, nazista,...a juz nie pamietam

            _________zapytaj... najlepiej Rycha7
            • rycho7 Jak dla mnie wystarczaja: moher bolszewik haszysta 09.09.05, 18:58
              szach0 napisał:

              > moher, bolszewik, stalinowiec, hitlerowiec, leperowiec,
              > faszysta, haszysta, nazista,...a juz nie pamietam
              >
              > _________zapytaj... najlepiej Rycha7

              Nawet powtorzyc sklerotyku nie potrafisz. Poprawiam: moher, bolszewik, haszysta.
              Te sa moje z wielokrotnym objasnieniem dlaczego dobrze opisuja rzeczywisosc.

              Zmanipulowane: stalinowiec, hitlerowiec. Wystapily w powolaniu sie na konkretne
              dzialania Hasza analogoczne do dzialan osob zwiazanych.

              Odwieczne powtarzane klamstwa Hasza: leperowiec, faszysta, nazista. Na pewno nie
              moje. Jak dla mnie wystarczaja: moher, bolszewik, haszysta. Adekwatne.
      • rycho7 Re: Dyskryminacja bogatych! 08.09.05, 12:04
        xiazeluka napisala:

        > Bogaci placa podwójnie - na swoje i cudze bachory.

        Moze Cie to zaskoczy ale bogaci od zarania swiata placili aby biedacy przezyli.
        Tu chodzi o obiady - o przezycie. Przezycie biedakow zawsze sie bogatym opacalo.
        Niezmiernie Ci daleko mentalnie do wyzyn, do ktorych tak namolnie [xe]aspirujesz.
        • xiazeluka Herr Richard z konopii 08.09.05, 14:19
          Ja Cię zaskoczę jeszcze bardziej: nie napisałem niczego, do czego można
          dopasować Twoją odpowiedź, mentalna meduzo.

          No, ale jeśli już wydałeś z siebie jakieś stękanie, to może pobawmy się nieco:

          W jakiej formie magnat płacił swoim chłopom pańszczyźnianym? Nie zabierając im
          tego, co już odebrał?
          • rycho7 [xe]odkrycia 08.09.05, 15:09
            xiazeluka napisała:

            > W jakiej formie magnat płacił swoim chłopom pańszczyźnianym? Nie zabierając im
            > tego, co już odebrał?

            Udostepnial ziemie aby nie zdechli z glodu. Ta ziemia nie pracowala na niego tak
            jak w folwarku.

            Ty mozesz ewentualnie bezrobotnym udostepniac swoja fabryke na 3 dni robocze w
            tygodniu.
            • xiazeluka Rysiowa wersja językowa 08.09.05, 15:11
              Płacić = udostępniać
              Uiszczać pańszczyznę = dostawać pensję

              Udostępnić to można plac zabaw dla dzieci w godzinach 8-17, nastomiast nie
              oznacza to w żadnym wypadku "płacić".
              • rycho7 wygrales w drugim poscie 08.09.05, 15:18
                Jak zwykle. Nie bede Ci tlumaczyc tego czego usilnie nie chcesz zrozumiec.
                Wybieg jezykowy bardzo dobry. Jak kazdy inny. Eliminuje Cie z dyskusji w drugim
                poscie. Wygrales. Ciesz sie.
                • xiazeluka Zwykle wygrywam w pierwszym... 08.09.05, 15:48
                  ...to znaczy tym, który Ty piszesz. Dlaczego? Dlatego, że Twoje tezy są głupie,
                  a uzasadnienia (o ile jesteś w stanie jakieś załączyć) jeszcze bardziej denne.
                  Zasadniczy błąd polega na czynieniu z biednych i bogatych zamkniętych,
                  nieprzenikalnych wzorów oraz tworzeniu dziwacznej zależności feudalno-
                  monetarnej, nijak się mającej do rzeczywistości: uwypuklasz skrajności
                  niereprezentatywne dla ogółu.
                  W starożytnym Rzymie rozdawano biedocie chleb - nie po to, by hołota przeżyła,
                  ale by nie zawracała głowy, z głodu różne pomysły przychodzą Rysiom do głowy,
                  im taki Rysio głupszy, tym chętniej upatruje poprawy swego losu w zamordowaniu
                  i okradzeniu majętniejszego od siebie.
                  • rycho7 dziekuje za przodka Attyle 08.09.05, 16:35
                    xiazeluka napisała:

                    > im taki Rysio głupszy, tym chętniej upatruje poprawy swego losu w zamordowaniu
                    > i okradzeniu majętniejszego od siebie.

                    Nie myslalem, ze tak zacna krew we mnie plynie.
    • tobasco Wina rodziców 08.09.05, 11:39
      Nie sądzę, aby płakały z powodu niedogotowanych ziemniaków - to akurat
      manipulacja. Ale rzeczywiście niepokojące. Taki podział w polskich szkolach
      istniał zawsze i to sie nie zmieni tyle że teraz ktoś naprawde przegiął.

      I na pewno byli to rodzice tych bogatszych dzieciaków.
      • oleg3 Re: Wina rodziców 08.09.05, 11:49
        tobasco napisał:
        > I na pewno byli to rodzice tych bogatszych dzieciaków.

        Używanie rozumu nie boli. To tylko kwestia praktyki. Zacznij praktykować i
        szybko zrozumiesz jaką bzdurę napisałeś.
        • tobasco Re: Wina rodziców_a jednak 08.09.05, 11:50
          mam dzieciaka w szkole i widze co sie dzieje
          • oleg3 Konkrenie co ? n/t 08.09.05, 11:51

            • tobasco Konkretnie: 08.09.05, 11:57
              np naciski, aby te "gorsze" dzieci odseparować i umieścić w jednej klasie (bo
              niby bieda idzie w parze w niedorozwojem intelektualnym i patologią)
              • oleg3 Re: Konkretnie: 08.09.05, 12:08
                To co napisałeś nie ma nic wspólnego z sytuacją opisaną przez patience. Bądź
                łaskaw wskazać, na jakiej podstawie obwiniasz tych konkretnych rodziców, a nie
                pisz o sytuacji w Twojej szkole. Rzucasz oskarżenie - teraz je uzasadnij.
                • tobasco uzasadniając 08.09.05, 12:31
                  w poście nie było mowy o tym, że diaboliczna dyrekcja szkoły zrealizowała swój
                  niecny plan zacierając ręce.

                  dlatego zakładam, choć w Twoim mniemaniu niesłusznie, że doszło tam do nacisków
                  ze strony rodziców. I na pewno nie rodziców tych biednych dzieci.

                  Poza tym, samo to, że rodzice do takiej sytuacji dopuścili juz, moim zdaniem,
                  stawia ich w szeregach współwinnych.
                  • oleg3 Re: uzasadniając 08.09.05, 13:56
                    Zdanie to trafi do szkolnych podręczników logiki. Do działu : jak pisać
                    logiczne bzdury.

                    tobasco napisała:

                    > w poście nie było mowy o tym, że diaboliczna dyrekcja szkoły zrealizowała
                    > swój niecny plan zacierając ręce.
                    > dlatego zakładam, choć w Twoim mniemaniu niesłusznie, że doszło tam do
                    > nacisków ze strony rodziców.
              • hasz0 Róznorodności uczy sie tez w klasie ale po co na g 08.09.05, 12:17
                łodzie?

                Musi bogaty dać na system, który zapewni jedzenie i naukę dziecka biedaka -
                MUSI!!!!!!
                I na prawo, które będzie ograniczać zachłannośc i pazerność ich samych!
                Polske opuszczają prawi i przedsiębiorczy, wrażliwi i madrzy na moich oczach.
                A bezradni desperaci staja na głowie podgryzując kostki
                tym, którzy chcą postawić sprawy znów na nogach.
                • rycho7 Patriotycznie powiniennem sie wypiac i wyrzec? 08.09.05, 13:19
                  hasz0 napisał:

                  > A bezradni desperaci staja na głowie podgryzując kostki
                  > tym, którzy chcą postawić sprawy znów na nogach.

                  Patriotycznie powiniennem sie wypiac i wyrzec?
                • patience Re: Róznorodności uczy sie tez w klasie ale po co 08.09.05, 14:44
                  hasz0 napisał:

                  > łodzie?
                  >
                  > Musi bogaty dać na system, który zapewni jedzenie i naukę dziecka biedaka -
                  > MUSI!!!!!!
                  > I na prawo, które będzie ograniczać zachłannośc i pazerność ich samych!
                  > Polske opuszczają prawi i przedsiębiorczy, wrażliwi i madrzy na moich oczach.
                  > A bezradni desperaci staja na głowie podgryzując kostki
                  > tym, którzy chcą postawić sprawy znów na nogach.


                  w 100% popieram. MUSI!!! Nie moze byc dziedziczenia nedzy, a apartheid do tego
                  prowadzi.

                  PS. Ta dziewczynka NAPRAWDE plakala z powodu obiady ktory sie nie dal zjesc.
                  BYLA GLODNA.
                  Dziecko glodne ma inne rzeczy na glowie niz odrabianie lekcji. A ze spolecznego
                  punktu widzenioa Polski NIE STAC na marnowanie talentow. Szczesliwie przyroda ma
                  za nic podzialy wytwarzane przez ludzi i obdziela talentami ludzi nie patrzac,
                  czy z bogatych czy z biednych rodzin. Nioe moze byc rowniez separacji dzieci na
                  bogate wiec zdolne do uczenia i biedne i skazane na patologie, o czym pisal tabasco.
                  • basia Re: Róznorodności uczy sie tez w klasie ale po co 08.09.05, 14:55
                    ale co bardziej wlasciwie boli? , ze 2 godziny wczesniej ?, ze na plastikowych talerzach, czy, ze gorsze jedzenie?
                    • rycho7 ziemniaki 2 godziny krocej gotowane 08.09.05, 15:05
                      basia napisała:

                      > ale co bardziej wlasciwie boli?

                      Ale co za oszczednosc energii.
                      • basia Re: ziemniaki 2 godziny krocej gotowane 08.09.05, 20:51
                        moze je dwie godziny wczesniej wstawic, to dwie godziny krocej bedzie akurat dla ziemniakow, i oszczednosci da sie zadosc.

                        a tak powaznie, dlaczego niechlujnosc oszczednoscia nazywac ?

                        A jeszcze bardziej powaznie, jest oczywiste, ze szkola publiczna nie ma prawa wprowadzac segregacji.
                        • rycho7 w jakim Ty swiecie zyjesz? 09.09.05, 10:18
                          basia napisała:

                          > moze je dwie godziny wczesniej wstawic, to dwie godziny krocej bedzie akurat dl
                          > a ziemniakow, i oszczednosci da sie zadosc.

                          Oszczednosc paliwa to nizsza cena w przetargu. Wczesniej nic nie zalatwia.

                          > a tak powaznie, dlaczego niechlujnosc oszczednoscia nazywac ?

                          Podaj przepis na gotowanie bez nieoszczednego energetycznie ognia.

                          > A jeszcze bardziej powaznie, jest oczywiste, ze szkola publiczna nie ma prawa w
                          > prowadzac segregacji.

                          To nie szkola to przetarg publiczny wymagany od Miejskiego Osrodka Pomocy
                          Spolecznej.

                          Przynajmniej wiesz gdzie zyjesz?
                          • basia Re: w jakim Ty swiecie zyjesz? 09.09.05, 10:58
                            niestety niebardzo rozumiem o co ci chodzi, krótko a propos przetargu - każdy przetarg musi być ogłoszony wg określonych wymagań (czyt.norm) : samochód musi mieć cztery koła, a obiad nie może być suchym prowiantem. Wygrywający musi te wymagania spełnić.

                            Dlatego nadal uważam, ze niedogotowane ziemniaki – to niechlujstwo po prostu.

                            • rycho7 Do tego i jedynie do tego sprowadza sie cala spraw 09.09.05, 12:25
                              basia napisała:

                              > Dlatego nadal uważam, ze niedogotowane ziemniaki – to niechlujstwo po pro
                              > stu.

                              Do tego i jedynie do tego sprowadza sie cala sprawa. Nie ma wydumanego przez
                              Helge apartheidu ani michnkozy. Helga moze wynajac sie tam na pomywaczke wraz z
                              przewozna ciezarowka zmywalnia, jej darem dla beneficjenta przetargu.
                              Ewentualnie wydac dekret zakazujacy bogatszym dokarmianie pociech w szkole.
                    • hasz0 Przyjedź doWrocławia poeksperymentejusz ile wazysz 08.09.05, 15:35
                  • rycho7 Ciotko rewolucji gdzies Ty byla w 1980? 08.09.05, 15:03
                    patience napisała:

                    > Nie moze byc dziedziczenia nedzy, a apartheid do tego prowadzi.

                    Chcesz liberalizmu bez apartheidu czy komunizmu nez moskiewskich komunistow?
                    Kluczysz usilnie. Ale kluczenie da sie zauwazyc.
                  • xiazeluka Groźny absurd społeczny 08.09.05, 15:17
                    Nie musi. Przeciwnie nawet - dawanie to prosta droga do społecznego
                    wykolejenia, budowanie klienteli opieki społecznej i notorycznych bezrobotnych,
                    przyzwyczajonych od małego "że im się należy", uzasadnienie grabieży wszystkich
                    innych członków społeczeństwa.

                    PS. Nie każda głodna dziewczynka jest talentem, nie każdy bogaty jej kolega nie
                    stanie się nędzarzem. A talenty mają to do siebie, że pokonują przeciwności
                    losu - Edison żadnej szkoły nie ukończył, Beethoven był głuchy, Hitler
                    przymierał głodem, Pani Helga była ofiarą SB i tak dalej.
                    • rycho7 cofniecie do wilczego kapitalizmu to za malo 08.09.05, 15:21
                      xiazeluka napisała:

                      > Nie musi.

                      Szambo-"liberalowie" domagaja sie cofniecia nas przed Marie Terese. Tys mozna.
                      • xiazeluka Ty jesteś cofnięty w kośćcu czaszki 08.09.05, 15:38
                        Rysio z Nazaretu.
                        • hasz0 To w stylu Rycha! 08.09.05, 15:43
                          xiazeluka napisała:

                          > Rysio z Nazaretu.
                          • rycho7 az sie plonie od komplementow 08.09.05, 16:38
                            hasz0 napisał:

                            > xiazeluka napisała:
                            >
                            > > Rysio z Nazaretu.

                            A w feudalizmie wladza ponoc pochodzila od Boga. Tytuly dla dziedzicznych
                            idiotow takze.
                      • hasz0 cofniecie do wilczego kapitalizmu to za malo 08.09.05, 15:42
                        Muszę tu przyklasnąć Rychowi7!

                        Naprawdę zapomnianiano regułę złotego środka 1 : pierwiastek z dwu

                        1 wymyśl! 2 sprawdź na psach zanim wdrozysz to na ludziach!

                        Wiesz jak się wychowuje złe psy?





                        • xiazeluka Co mam sprawdzać na psach? 08.09.05, 15:49
                          Czy nie dostaną garba w szkolnych ławkach?
                        • rycho7 oddaje sie do restauracji chinskiej 08.09.05, 18:49
                          hasz0 napisał:

                          > Wiesz jak się wychowuje złe psy?

                          [xe]liberalow nalezy wysylac na Nowa Gwinee. Przed wysylka obic to miesko bedzie
                          lepsze.
                  • hasz0 BRAVO BRAVO BRAVO BRAVO_______________RIO BRAVO!/n 08.09.05, 15:33
                    • hasz0 BRAVO BRAVO BRAVO BRAVO_____Patience_______RIO BRA 08.09.05, 15:34
    • dokowski Tak wygląda socjalistyczna tradycja rodem z PRL 08.09.05, 13:43
      patience napisała:

      > bogatsze dzieci sie z nich smieja.

      Tak było i będzie zawsze, bogaci zawsze gardzili biedakami. Dlatego władze nie
      powinny dodatkowo upokarzać biedaków. Nie powinno być w ogóle żadnych darmowych
      posiłków ani szkół, pomoc socjalna powinna trafiać do biedaków zgodnie z
      zasadą "pieniądz ma iść za pacjentem" a nie za lekarstwem czy lekarzem.
      Refundowanie leków czy darmowa opieka jest złem takim samym jak darmowe szkoły
      czy posiłki. Wszystko powinno być płatne, a pomoc socjalna powinna iść do
      biedaków i nigdzie indziej.

      • babariba-babariba a doku powinien pokazać, że potrafi sam na siebie 09.09.05, 08:19
        ...zarobic, a nie pasożytować opie..jac sie w minfinie.
        dokowski napisał:
        > Tak było i będzie zawsze, bogaci zawsze gardzili biedakami. Dlatego władze nie
        powinny dodatkowo upokarzać biedaków. Nie powinno być w ogóle żadnych darmowych posiłków ani szkół, pomoc socjalna powinna trafiać do biedaków zgodnie z
        zasadą "pieniądz ma iść za pacjentem" a nie za lekarstwem czy lekarzem.
        Refundowanie leków czy darmowa opieka jest złem takim samym jak darmowe szkoły
        czy posiłki. Wszystko powinno być płatne, a pomoc socjalna powinna iść do
        biedaków i nigdzie indziej.
    • marcq Michnikoid do Patience :) 08.09.05, 16:26
      Wreszcie widzę tu coś, co widzimy podobnie. smile Choć, rzecz jasna, wolałbym to
      widzieć tylko w postaci liter na ekranie, a nie - losu realnych dzieci.

      Nie chcę polemizować z Luką: on pewnie wie wszystko, co ja chcę napisać, dla
      mnie jego tekst to też nic nowego, co stawiałoby jego sposób myślenia w nowym
      świetle. Uważam, że w tego typu rozumowaniu podstawowym błędem - także z
      ekonomicznego, nie tylko z humanistycznego punktu widzenia - jest przyjmowanie
      założenia, że dzieci są WŁASNOŚCIĄ rodziców, z wszelkimi tego konsekwencjami.
      Że - w związku z tym - społeczeństwo nie ma ani prawa ani obowiązku troszczyć
      się o dzieci CUDZE. Choć przecież kiedyś - tak wychowane, jak było im dane -
      będą tego społeczeństwa równoprawną częścią. I że ta "lepsza" część wyniesie
      utrwalone wzorce pogardy dla "gorszych", a ci "gorsi" - psychiczną zadrę, być
      może do końca życia. I że - z dwojga złego - lepiej już byłoby zostawić te
      biedniejsze dzieci bez pomocy, niż TAKĄ "pomocą" upokarzać.

      Ciekawe, czy dyrektorem szkoły, w której tak niefrasobliwie traktuje
      się "plebs", jest historyk? A jeśli tak - to ile warta jest jego wiedza, jako
      historyka.
      Jako historyk - wiedziałby, że już starożytne kultury przywiązywały wielką wagę
      do WSPÓLNEGO jedzenia, jako świadectwa równości obywateli. Czymże innym były
      np. syssytie w Sparcie, czy podobne wspólne posiłki na Krecie? Bywało i
      wówczas, że fundowane PRZEZ PAŃSTWO tym biedniejszym, których nie było stać na
      opłacenie kosztów uczty.

      Pisze się coraz częściej (i słusznie!) o rosnącej w Polsce segregacji:
      prywatne, ogrodzone osiedla z prywatnymi ochroniarzami, prywatne, wysokopłatne
      szkoły... Owszem, można. Tylko jak to się ma do faktu, że np. w USA, po okresie
      segregacji rasowej jeszcze znacznie ostrzejszej, zaczęto tę segregację na siłę
      redukować, włącznie z wożeniem czarnych dzieci z czarnych dzielnic do ex-"tylko-
      dla-białych" szkół. I odwrotnie. Tylko, że TAM zaczęto to robić, gdy było już
      trochę za późno, gdy widać już było gołym okiem zbliżający się wybuch
      społeczny...

      Jeśli ludzie o poglądach Luki, chwilowo nieobecnego Piq-a oraz paru innych osób
      nie przeszkodzą, może uda się uniknąć takiego wybuchu i w Polsce.

      Marcq

      P.S. Zgoda buduje... itd. Dlatego nie wznawiam dyskusji o tym, kogo
      "michnikoidy" podobne do mnie NAPRAWDĘ uważają za "stado" (nie "motłoch")
      i za co. Ostatecznie - TAM


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=26887658&a=27472204

      wyjaśniłem już wszystko explicite. Co więcej - TAM zawarta myśl
      o "gangsteryzacji" życia politycznego w Polsce uzyskała w ostatnich dniach
      nowe, groźne dowody.
      • rycho7 4 miliony lat tradycji 08.09.05, 16:51
        marcq napisał:

        > Jako historyk - wiedziałby, że już starożytne kultury przywiązywały wielką
        > wagę do WSPÓLNEGO jedzenia, jako świadectwa równości obywateli.

        Homo Sapiens ewoluowal jako mysliwy. Nie bylo lodowek. Wiec upolowane zwierze
        dostawali wszyscy w obozie. Nic nie dawalo sie zaoszczedzic bo jutro, pojutrze
        mieso sie psulo. Popsute nie zwiekszalo bogactwa.

        "Liberalowie" pojawili sie 5000 lat temu gdy udomowiono bydlo i konie.
        Pasterz-rabus mogl ukrasc sasiednim plemionom stada. Nie psuly sie one lecz
        rozmnazaly. Liberalizm to filozofia stepowej mafii.

        Panstwa to tez wynalazek mafii, to legalizacja terroru. Madrzy wladcy sprawiali
        pozory zachowywania tradycji, poprzez rytualy zwiazane z powrotem ze skutecznego
        polowania. Odswietny pozor rownosci obywateli.
        • xiazeluka Ten to ma poprzewracane pod włosami... 08.09.05, 17:24
          rycho7 napisał:

          > "Liberalowie" pojawili sie 5000 lat temu gdy udomowiono bydlo i konie.
          > Pasterz-rabus mogl ukrasc sasiednim plemionom stada. Nie psuly sie one lecz
          > rozmnazaly. Liberalizm to filozofia stepowej mafii.

          Amputować mu łeb czy naprawiać stary?
          • siostra.bez.osierdzia Niestety pacjent o numerze 7, niejaki Ryszard 09.09.05, 11:13
            Jest nieuleczalny, podobnie jak pacjent dokowski. Muszę Pana również zmartwić,
            amputacja głowy nie wchodzi w rachube, stracilibyśmy wtedy doskonały obiekt
            badań, a więcej takich naprawde trudno znaleźć. Tego nam np. gdzieś z koła
            podbiegunowego dostarczyli. Ponoć nawet Szwedzi, gdzie odsetek świrów jest
            wyjątkowo wysoki nie mogli już z nim wytrzymać.

            Ale mam też dla Państwa dobre wiadomości. Pacjent nr 52, niejaki Krzysztof
            został przeniesiony na oddział o nieco złagodzonym rygorze. Ponoć przestał się
            już zapluwać podczas mówienia (i pisania) oraz rzucać na ściany (w celu zdjęcia
            czegoś co ponoć na nich widział).
      • xiazeluka Marksochuik 08.09.05, 17:20
        Początek listu od razu zdradza moje kolektywne upodobania:

        "Wreszcie widzę tu coś, co widzimy podobnie."

        Głęboki oddech ulgi - nie jestem osamotniony w swoich poglądach! Uff! Skoro mam
        już wsparcie aktywu partyjnego, to mogę spokojnie zagrać swoją ulubioną kartą:

        "Nie chcę polemizować z Luką"

        ...ale wplotę jego imię tu i ówdzie, głównie tam, gdzie podrzucam także śmieci
        ze swojego mieszkania. Po czym ogłoszę jedynie słuszną tezę, słuszniejszą tym
        bardziej, że HUMANISTYCZNĄ - na takie dictum nikt przecież nie odważy się
        polemizować, jako że automatycznie staje się personą nieludzką. Stara, dobra
        szkoła michnikowszczyzny.

        Co ja tam w zadęciu obwieściłem? To:
        "Uważam, że w tego typu rozumowaniu podstawowym błędem - także z
        ekonomicznego, nie tylko z humanistycznego punktu widzenia - jest przyjmowanie
        założenia, że dzieci są WŁASNOŚCIĄ rodziców, z wszelkimi tego konsekwencjami."

        Podziwiajcie mój spryt, towarzysze, jak chwacko rozprawiam się z "założeniem",
        którego nikt tu nie zakładał - ten, z którym nie zamierzam polemizować, z
        miejsca znajdzie się w defensywie, a w tłumaczenia "Nie jestem wielbłądem" i
        tak uświadomiony klasowo aktyw nie zwróci uwagi, biorąc je co najwyżej za
        nieudolną próbę odwracania kota ogonem.

        Przedpole oczyszczone, zatem mogę w poczuciu bezpieczeństwa ideologicznego
        wypisywać pompatyczne idiotyzmy:

        "ta "lepsza" część wyniesie utrwalone wzorce pogardy dla "gorszych".

        Tak, słyszałem, że dzieci majętnych rodziców przynoszą do domów dziecka
        zabawki, którymi juz się nie bawią, ale dialektycznie rzecz biorąc jest to
        przecież dowód bezbrzeżnej pogardy właśnie! Trudno tu o czystych intencjach
        mówić, jeśli słusznie założymy, że to nie "lepszych" dzieci inicjatywa, ale ich
        spasionych od krwi proletariatu wstrętnych burżujów! A burżuje nic nie mają w
        zwyczaju dawać, znaczy coś kombinują, aha, wiem - to nic innego, jak słabo
        zakamuflowana wycieczka po Ałszwic, kolejką linową rozpiętą na wieżyczkach
        strażniczych. Szczególnie obmierzłe jest to, że działalnością charytatywną
        zajmują się bogaci, a nie biedni! Biedni co prawda rozdawać nie mogą, bo z
        czego, ale przecież mogą wyceniać (oni to przecież najlepiej wiedzą) wartość
        tak zwanej pomocy. I tu widzę, towarzysze, szczególną, humanistyczno-
        ekonomiczną rolę socjalistycznego rządu - podatek pomocowy rozwiąże problem
        podziału na biednych i bogatych, wszystkich czyniąc bogatymi! I nie zwracajcie,
        towarzyse, uwagi na poszczekiwania tego luki, z którym nie polemizuję, że wtedy
        to wszyscy byliby jednakowo biedni.

        Dalej o luce nie wspominając, grubo zażartuję sobie :

        "Jako historyk - wiedziałby, że już starożytne kultury przywiązywały wielką
        wagę do WSPÓLNEGO jedzenia, jako świadectwa równości obywateli."

        Dlaczego to żart? Ano dlatego, towarzysze, że z tymi starożytnikami to lepiej
        uważać, jakieś tam prawo rzymskie, podejrzane wartości, skrzypiące sentencje
        mogą zakłócać spokojny sen rewolucjonisty. Równością spartańską wymachujmy do
        czasu, gdy ktoś przypomni o stosunku tychże Spartan do ułomnych dzieci;
        trzymajmy się wersji, że było to doskonałe, postępowe społeczeństwo, które
        wieki temu dostrzegło korzyści z przymus..., izwinitie, pażałsta... z
        dobrowolnej eutanazji zezowatych bachorów.

        Ech, grząski teren, wracajmy na bezpieczniejszy teren humanistyczno-
        leninowskich wartości:

        "Pisze się coraz częściej (i słusznie!) o rosnącej w Polsce segregacji:
        prywatne, ogrodzone osiedla z prywatnymi ochroniarzami, prywatne, wysokopłatne
        szkoły..."

        Przecież powszechnie wiadomo, że jaskiniowcy siedzieli razem w kupie, w jednej
        społecznej jaskini, żadnych tam prywatnych grot nie było, co świadczy o
        intuicyjnym zrozumieniu przez towarzyszy małpoludów idei równości. Zero
        segregacji, zgodny, nieartykułowany ryk całego stada... eeee... kolektywu.
        Pisze się, ale za mało się pisze, że ideałem jest kołchoz z towarzyszem
        pierwszym sekretarzem na czele, który już zadba o to, by było równo. Równo i
        bezpiecznie. No i humanistycznie. Ekonomicznie tyż.

        A teraz pora na najgorsze przekleństwo, jakie może wydać z siebie prawdziwy
        komunista:

        "Tylko, że TAM zaczęto to robić, gdy było już
        trochę za późno, gdy widać już było gołym okiem zbliżający się wybuch
        społeczny..."

        Mam na mysli, oczywiście, tfu, na Kamieniewa urok - USA! Ohyda, bleee. Fuj!
        Tfu, tfu, tfu, po trzykroć tfu! Co to ja miałem...? A, towarzysz Marks wszak
        przewidział upadek kapitalizmu, rewolucję proletariacka, która nastąpiła...
        och... nastąpi... och... musi nastąpić w, tfu, USA! Rękoma naszych czarnych,
        posegregowanych braci! Widzieliście, ja odważnie czarni herosi rewolucji
        okradali sklepy w zalanym Nowym Orleanie?! Brawo!

        Na zakończenie, towarzysze, wyrażę swoją głęboką nadzieję:

        "Jeśli ludzie o poglądach Luki, chwilowo nieobecnego Piq-a oraz paru innych
        osób nie przeszkodzą, może uda się uniknąć takiego wybuchu i w Polsce."

        Jakiego wybuchu? No wiecie, towarzysze, co tu jest niejasne? Sława Stalinu!
        • marcq Braciomarksopodobnemu 08.09.05, 18:13
          Xiazeluka napisał, pozostawiając mnie w głębokim porażeniu głębią Jego myśli,
          szereg liter, a nawet słów, ba - zdań całych!

          Porażające to było pomimo faktu, że przewidziałem iż nawiedzi mnie miłościwie
          przy pierwszej (góra drugiej) okazji, a zwłaszcza wtedy, gdy oznajmię, że
          polemik z nim nie pożądam, jako że czcze są one wybitnie.

          Wprawdzie nic z jego pisania nie zrozumiałem, ale zrozumiałem, że rozumny
          JWPXiążę najprawdopodobniej usiłuje wniknąć w tajniki mego rozumowania i,
          co zrozumiałe w przypadku tak dobrego paniska, wytworami swego rozumu
          bezinteresownie dzieli się z bezrozumnymi a też wiedzy łaknącymi.

          Wniknięcie owo jest... hmmm... nooo... eeee... (jak by to napisać, by gniewu
          Księcia Pana nie wzniecić???)

          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .


          ...

          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .
          .

          O!




          Już wiem!!


          Myślę, że JWPXiążę Luka rozpoczął dopiero swe jakże głębokie wywody i że do ich
          najgłębszej głębi dopiero się zbliża.

          No to ja zaczekam z refleksją do czasu, gdy się zbliży.

          M.
          • xiazeluka Płyn do mycia naczyń nie jest do picia 08.09.05, 18:22
            To była recenzja, amatorze "ludwika".
            • marcq Ani gwiezdny pył do wdychania 08.09.05, 18:55
              xiazeluka napisała:

              > To była recenzja, amatorze "ludwika".

              A ja, z całą rewerencją, myślałem, że referencje...
              sad((
              • xiazeluka Od kiedy to Czerwoni nie mają nic do powiedzenia? 09.09.05, 09:39
                Czytałem sobie niedawno wypowiedzi kandydatów na posłów. Jeden z nich, fallus
                SLD (czy czegoś równie paskudnego), odpowiadając na pytanie "Czy prywatyzować?"
                wygłosił przemówienie o trudnych warunkach zycia sprzątaczek w wałbrzyskiem,
                wartości 900 PLN w porównaniu do owłosienia białych myszek w czwartorzędzie na
                parterze i swoim głębokim przekonaniu, że "tak, ale..." Konkretów w tym nie
                było za grosz, ale wierszówka wyszła całkiem przyzwoita.
                Zatem, towarzyszu tyu, skąd u Was brak marksistowskiej weny? Nawet ochłap Wam
                pod stół rzuciłem, abyście mieli co gryźć, a Wy mi tu w stękający sarkazm
                uciekacie?
                • marcq Żółtemu jak jego papiery - do sztambucha 09.09.05, 16:03
                  JWXiążę Luka napisać był raczył parę linijek bezsensów (pełniących zapewne rolę
                  zespołu cheer-literek), po czym przeszedł do rzeczy, co wyglądało jakoś tak:

                  "Zatem, towarzyszu tyu, skąd u Was brak marksistowskiej weny? Nawet ochłap Wam
                  pod stół rzuciłem, abyście mieli co gryźć, a Wy mi tu w stękający sarkazm
                  uciekacie?"

                  Spieszę z odpowiedzią Księciu Panu.

                  Ad rem i ad 1. Brak ów występuje jedynie w niezwykle bogatej wyobraźni Księcia
                  Pana.
                  Ad 2a. Metafora (trudne słowo) a la pewna niewymawialna osoba, śląca mi niegdyś
                  stadne SMSy o treści bliźniaczo podobnej. Jak rozumiem, wszelkie podobieństwo -
                  itd., niemniej proponuję przejść na alegorie (jeszcze trudniejsze słowo)
                  bardziej ambitne.
                  Ad 2b. Jaka zaczepka, taka odpowiedź. Ale - proszę bardzo, mogę inaczej.

                  Na początek refleksja będąca recenzją, po czym sprawy dyskutowalne.

                  W sezonie na Krupówkach wielokroć potykałem się o karykaturzystów, których
                  sztuka polegała na tym, że portretowany był na obrazku podobny nie do siebie,
                  lecz do Myszki Miki. Twój kunszt żywo mi ich przypomina. Jedyna różnica: Twoja
                  Myszka nosi imię Josif. Od lat zresztą.

                  I tyle recenzji recenzji, bo Twój wczorajszy tekst recenzją był pono.

                  Teraz dyskusja.
                  Najpierw nt. wykwitów literackich takich, jak "słabo zakamuflowana wycieczka po
                  Ałszwic, kolejką linową rozpiętą na wieżyczkach strażniczych" czy "Równością
                  spartańską wymachujmy do czasu, gdy ktoś przypomni o stosunku tychże Spartan
                  do ułomnych dzieci; trzymajmy się wersji, że było to doskonałe, postępowe
                  społeczeństwo, które wieki temu dostrzegło korzyści..." itd.

                  Stwierdzam, że budowa tych zdań jest prawidłowa, a zawartość myśli -
                  konsekwentnie zgodna z przyjętą przez Ciebie konwencją, czyli okołozerowa.
                  Ortografia gdzieniegdzie dość swobodna, lecz użycie średnika - bezbłędne.
                  Bogactwo zastosowanych środków literackich umiejętnie maskuje fakt (hmm... jak
                  by to ładnie ująć...) nie do końca konsekwentnej logiki wywodu. Dla przykładu:
                  drugie z cytowanych zdań proponowałbym uzupełnić o fragment "lecz i wtedy"
                  występujący bezpośrednio po średniku.

                  Czynione przeze mnie intensywne poszukiwania myśli Autora, zawartej w omawianym
                  tekście (okołozerowej, lecz jednak niezerowej, jak wstępnie odważnie założyłem)
                  także przyniosły plon.
                  Znalazłem! Jedną i chybioną, co prawda, ale zawszeć przecie myśl. Chodzi o
                  tychże Spartan.

                  1. Spartanin a spartiata to jednak nie całkiem to samo. Równość spartiatów,
                  czyli dominującej w Sparcie klasy społecznej, nie oznaczała równości Spartan
                  w sensie WSZYSTKICH mieszkańców Sparty - przyznasz chyba.

                  2. Równość obywateli, nawet uwzględniając fakt, że - czy to w Sparcie, czy
                  w Rzymie, czy choćby w Rzeczypospolitej szlacheckiej - dalece nie wszyscy
                  mieszkańcy mieli prawa obywatelskie, można uznać za JEDEN z pozytywnych
                  elementów struktury społecznej i rządzących tym społeczeństwem praw.
                  Bynajmniej nie jedyny.

                  3. Bezwzględność, czy nawet okrucieństwo przepisów prawa - choćby istnienie
                  kary śmierci - nie musi bynajmniej oznaczać nierówności obywateli wobec tego
                  prawa.

                  W sumie - Twój wywód o traktowaniu w Sparcie noworodków jest może i malowniczy
                  tudzież chwytający za serce, ale nie na temat. Pozostając przy Twoim poziomie
                  kwiecistości: równość wspólnoty stołu to, od zarania dziejów, zarzewie i znamię
                  społeczeństwa obywatelskiego - taka była jedna z moich myśli przewodnich.

                  A jeśli Ty wolisz społeczeństwo oligarchiczne i plutokratyczne z tyranem
                  pseudonomokratą na czele - Twój to już problem.

                  M.

                  • xiazeluka Towarzysz oddaje się czasami lekturze... 09.09.05, 16:54
                    ...własnych postów? Przed chwilą towarzysz zarzucił kol. dwalfa prawienie
                    ogólników jakoś nie zauważając własnego bełkotu:

                    "JWXiążę Luka napisać był raczył parę linijek bezsensów..." itd.

                    Responsu towarzyszowi udzieliłem post wcześniej, czego wolał towarzysz nie
                    zauważyć, woląc bezpieczniejsze rejony zwykłej, codziennej na forum, pyskówki.
                    Adremów nie chce mi się komentować, wolę przepychanki ze złodziejem dokumendą -
                    on przynajmniej, o ile nie bierze się za historię, jest zręczniejszy w
                    dowodzeniu swoich racji. Towarzysz natomiast stoi na szczycie urwiska i
                    przekrzykując szum wzburzonego morza wyskandowuje punkt po punkcie treść
                    Manifestu Komunistycznego, choć naprawdę wygodniej, jeśli komuś potrzebne są do
                    czegoś smieci, ściągnąć sobie MK z internetu, koneserze karykatur.

                    Przypomnę stary dowcip:
                    - Ten Kowalski to fajny facet, ale ciągle opowiada kiepskie kawały, w dodatku
                    po kilka razy. Co z nim zrobić?
                    - To proste. Kiedy następnym razem rozpocznie zapowiedź "A teraz opowiem wam
                    świetny dowcip...", należy wpaść mu w słowo i powiedzieć: "A ja opowiem wam
                    lepszy!"

                    Wpadam więc towarzyszowi w słowo i skracam jego męki bezrobotnego trefnisia -
                    mniej zadęcia, towarzyszu, żart winien być sprzedawany lekko i
                    bezpretensjonalnie, a przede wszystkim w możliwie krótkim czasie. Dotarło,
                    błazenku Merlinie?

                    Równości w starożytnych czasach w ogóle nie było, no, ale to towarzysz sięgnął
                    głęboko za siebie, więc niech nie udaje teraz Diderota na korepetycjach. To
                    naprawdę śmieszne - najpierw przykład równości, potem autopoprawka, że jednak
                    niezupełnie, a wszystko to w kontekście równości jako wspólnej michy na dużej
                    przerwie. "Równość dla nie wszystkich jest pozytywna", rzecze towarzysz. To o
                    co chodzi? Jedni mają zastawę z porcelany i jedzą wspólnie jak równi z równymi,
                    drudzy mają papierowe talerze i także w poczuciu jedności pałaszują granitowe
                    kartofle. Sparta jak na dłoni, a Sparta przecież słusznym krajem jest.
                    Powoływanie się na prawo (wraz z komunistycznym wtrętem o KS) jest w tej
                    sytuacji nielogiczne - szlachta i chłopi swoją pozycję mieli wpisaną w normy
                    jurystyczne. No i nie wypieraj się tych swoich Temistoklesów - sięgnąłeś do
                    Sparty, to pamiętaj także o równości niedoskonałych bachorów spuszczanych ze
                    skały.

                    Czym innym jest bowiem nierówność wobec prawa, a czym innym nierówność (głupie
                    określenie) w bogactwie. W przypadku naszej szkoły dzieci są równe względem
                    prawa, bogactwo czy nędza ich rodziców niczego w zasadzie równości w świetle
                    prawa nie zmienia. O co więc chodzi? Oczywiście o komunistyczny postulat
                    likwidacji tej chwytającej za serce nierówności, drogą rozboju - okradnie się
                    bogatych, łup uczciwie rozdzieli wśród członków gangu, a ochłapy
                    rozrzuci "biednym", po czym przyzna się sobie za te humanitarne zasługi Order
                    Uśmiechu. Ta bandycka propozycja ma jednak pewien feler - kiedy już ograbi się
                    biednych, to kto będzie finasował charytatywną działalnośc tyupodobnych
                    gangsterów? Scenka jak z komiksu o Luckym Luke'u: Jessie James uroił sobie, że
                    jest Robin Hoodem i będzie rozdawał biednym; zatrzymał więc jakiegoś faceta
                    przejeżdżającego obok powozem i wręczył mu kufer złota. Odbarowany wykrzyknął z
                    radości:
                    - Hurra! Jestem bogaty!
                    - Co? - spytał Jessie James.
                    - Powiedziałem, że jestem bogaty, tyle forsy mi dałeś...
                    - Bogaty? No to - Jessie wyciaga rewolwer - łapy do góry! To napad! Oddawaj
                    złoto!
                    - Ojej - jęczy pozbawiony skarbu - ale teraz znowu jestem biedny...
                    - Ode mnie już dostałeś - ucina James.

                    To jest kwintesencja waszej Czerwonej moralności, śmierdzącej na odległość
                    wielkodusznymi machinacjami.

                    Zatem nie licz, że Cię dopuszczę do wspólnego stołu, jako że w przyzwoitym
                    lokalu nie ma łyżek na łańcuchach (jak w "Misiu"), zaś rewidowanie wychodzącyh
                    gości nie jest dobrze widziane wśród dżentelmenów. Najlepiej więc złodziei na
                    salony nie wpuszczać, choćby dobijali się do drzwi z francuską deklaracją praw
                    człowieka i obywatela w ręce.

                    Nudziarzu.
                    • marcq Przebijając się przez tłum wokół Xięcia Pana 12.09.05, 15:35
                      Oj, źle z Tobą, Xiążę, coraz gorzej...

                      1. Wzrok już nie ten.
                      a. nie zauważasz, że ja jednak zauważyłem Twój ostatni do mnie post. Co więcej
                      - że w mojej odpowiedzi cytuję jego fragment i odpowiadam nań. (Niecytowana
                      reszta, to właśnie owe "parę linijek bezsensów".)
                      b. Alfie zarzuciłem pokrętność interpretacji i demagogię, a nie ogólniki. To
                      nie to samo.

                      2. Dowcip już nie ten. Ostatnio wyłącznie cudzy.

                      3. Traktowanie własnych urojeń jako rzeczywistości osiąga u Ciebie poziom
                      bardzo już niepokojący. Tu jednak przynajmniej wykazujesz ślady dawnej małpiej
                      zręczności w żonglowaniu faktami.

                      Zatrzymując się przy tej żonglerce:
                      Gdzież ja pisałem o równości MAJĄTKOWEJ, co usiłujesz mi imputować? Piszę cały
                      czas o równości ludzi, jako OBYWATELI. Równości zatem wobec prawa oraz w
                      relacjach międzyludzkich. Skoro lubisz - jak wynika z Twoich postów - różne
                      obrazki rodzajowe, wyjaśnię Ci to przy pomocy tychże obrazków.

                      Obrazek nr 1. Szef wzywa podwładnego. Podwładny - sprawdziwszy gorączkowo
                      położenie krawata, guzików, paska do spodni itd. oraz blask butów - pędzi do
                      szefa, by, wszedłszy, wyprężyć się jak struna i wrzasnąć, koniecznie dużymi
                      literami: Jawohl, Herr Direktor!!!

                      Obrazek nr 2. Szef wzywa podwładnego. Podwładny idzie doń, wchodzi bez pukania
                      (choć ręka na framudze) i pyta: Cześć, Bob, co masz dla mnie?

                      Zadanie domowe: napisać w kilku zdaniach, czy na podstawie tych obrazków można
                      potwierdzić
                      a. fakt majątkowego zróżnicowania podwładnego i jego szefa, a jeśli tak, to na
                      którym obrazku ono występuje (uwaga: pytanie podchwytliwe!),
                      b. fakt zróżnicowania zakresów kompetencji szefa nr 1 i szefa nr 2 wobec swego
                      podwładnego.

                      Dalsza dyskusja uzależniona jest od stopnia poprawności odpowiedzi.

                      Cóż więcej? Piszesz mi

                      "Przypomnę stary dowcip:
                      - Ten Kowalski to fajny facet, ale ciągle opowiada kiepskie kawały, w dodatku
                      po kilka razy. Co z nim zrobić?
                      - To proste. Kiedy następnym razem rozpocznie zapowiedź "A teraz opowiem wam
                      świetny dowcip...", należy wpaść mu w słowo i powiedzieć: "A ja opowiem wam
                      lepszy!" "

                      - po czym opowiadasz jakieś stare kawały.

                      Opowiem Ci lepszy, choć równie stary.
                      Jak to mawiał Czapajew-gieroj: wsiej wodki mira nie wypjosz, wsiech diewuszek
                      nie wyj... - no striemitsa nada. I tak samo można podsumować Twoje tutaj
                      wysiłki.

                      Striemi, Kniaź, striemi... Może jednak kiedyś coś z tego wyjdzie?
                      Kiedyś. W przeciwieństwie do Ciebie, ja Tobie nie narzucam żadnych czasowych
                      limitów. Wiem, że dla Ciebie sam fakt trzymania się tematu i udzielenia
                      rozsądnej odpowiedzi jest dostatecznie trudnym wyzwaniem.

                      M.
                      • xiazeluka Do kolan, szelmy! Do kolan! To pan luka! 12.09.05, 16:29
                        Dziękuję towarzyszowi za zainteresowanie moim stanem tudzież amatorską
                        diagnozę, pozwoli jednak towarzysz, że jego opinię wyślę tam, gdzie jej
                        miejsce - do składziku z nieużywanymi, zepsutymi rupieciami.

                        To, że towarzysz jest na tyle bystry, by dojrzeć jeden post wśród
                        siedemdziesięciu, przyjmuję do wiadomości, tym chetniej, że nie o sokoli wzrok
                        towarzysza mi chodziło. Chodziło oczywiście o to, co towarzysz taktycznie wolał
                        przemilczeć swoimi pełnymi pretensji wrzaskami. Czym się zaś różni
                        zarzut "demogogii" od "ogólników", tego nie wiem, ponieważ oba zarzuty są
                        demagogiczne i ogólnikowe właśnie, chociaż towarzysz na serio sugeruje, że
                        jakaś kolosalna różnica między nimi wystepuje. Dla mnie mianownik jest jednak
                        jeden - komusze frazesy.

                        Recenzowanie towarzysza dowcipu, mojego i innych osób radzę pozostawić
                        Czytelnikom; wiem, że kolektywna natura rwie rączo do stada, jednak narzucenia
                        własnego osądu innym jako żywo przypomina michnikowanie, a pouczeń tego
                        frustrata prawie nikt nie bierze już na serio - piszę "praiw", ponieważ są
                        beznadziejne przypadki zauroczenia w tego bałwana na ołtarzu yntelektualyzmu.
                        Towarzysza entuzjazm odnośnie najnowszego referatu Świętego sugeruje, że
                        towarzysz nadal jest pod wpływem ukąszenia michnikowskiego, być może to jest
                        przyczyną towarzysza nadęcia.

                        Nadęcia, tak jak brzuch piwosza, uniemożliwiającego spojrzenie pod nogi -
                        towarzyszu, potykacie się niepokojąco często, może byscie zechcieli rozważyć
                        zakup białej laski? Urojeniem, mój drogi komisarzu ludowy, jest polemika z
                        tezą, której nikt normalny tu nie kontestował - wszyscy powinni być równi w
                        obliczu prawa, zaiste. Tyle, że jakoś histeryczny wrzask Autorki wątku
                        brzmiał "Jedni są bogaci, a inni, nie do wiary, zgroza - nie!" Może towarzysz
                        by swe spiżowe frazy wysłał pod wlaściwy adres?

                        "Obrazki rodzajowe" są skażone komunistycznym oglądem świata - zakładają z
                        góry, że wielkość osobistego konta w banku ma jakieś znaczenie dla relacji boss-
                        pracownik najemny. Otóż znaczenie takie jest istotne tylko w kraju, w którym
                        panuje socjalizm, dla normalnego człowieka nie w tych "obrazkach" niczego
                        ciekawego, ponieważ:
                        1. Jakie są relacje w prywatnej firmie to problem właściciela.
                        2. Jeżeli firma taka działa w państwie wolnorynkowym, to obrazek pierwszy nie
                        zachodzi - pracownik, nie zmuszony do uległości terrorem bezrobocia, wybiera
                        sobie miejsce pracy po uważaniu, bez konieczności arbajtowania w obozie
                        koncentracyjnym.
                        3. Ile obaj mają - nie ma nic do rzeczy.
                        Jeżeli odpowiadanie na idiotyczne kwestie ma być warunkiem do dalszej dyskusji,
                        to obawiam się, że jesteście, towarzyszu, właściwą osobą do udzielenia
                        odpowiedzi.

                        Co dalej? Dalej towarzysz usilnie próbuje być dowcipny i, co zdumiewające,
                        istotnie robi się śmiesznie - oto towarzysz tyu, nie przemęczając się udawaniem
                        choćby zachowaniem pozorów pisania na temat, pisze:

                        "Wiem, że dla Ciebie sam fakt trzymania się tematu i udzielenia
                        rozsądnej odpowiedzi jest dostatecznie trudnym wyzwaniem."

                        Autoparodia przedniej jakości, towarzyszu.
                        • marcq Do szelmy, czyli pana luki 12.09.05, 20:39
                          xiazeluka napisał - dużo, jak zwykle. Spróbuję z tego to i owo, co tylko jest
                          w miarę sensowne, wyłowić.

                          > Dziękuję towarzyszowi za zainteresowanie moim stanem tudzież (...)
                          > diagnozę,

                          Ależ proszę uprzejmie.


                          > Czym się zaś różni zarzut "demogogii" od "ogólników", tego nie wiem,

                          Domyślam się. Najkrócej: "demagogia" i "ogólniki" są to dwa zbiory rozłączne.
                          Coś, co jest demagogią, nie musi być ogólnikowe, natomiast coś, co jest
                          ogólnikowe, nie musi być demagogiczne. Jasne?


                          > towarzysz nadal jest pod wpływem ukąszenia michnikowskiego, być może to jest
                          > przyczyną towarzysza nadęcia.

                          Konkluzja błędna, ponieważ błędna jest diagnoza (nadęcie). Natomiast
                          ukąszenie...? Hmm... Dotychczas przypisywałbym sobie raczej heglowskie.
                          Przemyślę.

                          Dalej znów następują jakieś pseudobarokowe metafory... mniejsza o nie...

                          > Urojeniem, mój drogi komisarzu ludowy, jest polemika z tezą, której nikt
                          > normalny tu nie kontestował - wszyscy powinni być równi w obliczu prawa,
                          > zaiste.

                          Nie kontestował TEJ tezy, tylko imputował inną. Nie pamiętasz już, co Ty sam
                          wypisywałeś?


                          > Tyle, że jakoś histeryczny wrzask Autorki wątku
                          > brzmiał "Jedni są bogaci, a inni, nie do wiary, zgroza - nie!" Może towarzysz
                          > by swe spiżowe frazy wysłał pod wlaściwy adres?

                          Mam nieco inną opinię o stopniu ekspresji wypowiedzi Autorki, ale myślę, że
                          najlepszą wykładnię da ona sama. Ja natomiast poparłem jej zdanie w kwestii
                          zróżnicowanego traktowania płacących i niepłacących. Uważam to traktowanie za
                          upokarzające dla niepłacących, a dla obu grup skrajnie niepedagogiczne.

                          Dalej następuje próba odpowiedzi na moje pytania, poprzedzona zwyczajowym
                          pseudobarokowo-propagandowym bełkotem.

                          > 1. Jakie są relacje w prywatnej firmie to problem właściciela.
                          > 2. Jeżeli firma taka działa w państwie wolnorynkowym, to obrazek pierwszy nie
                          > zachodzi - pracownik, nie zmuszony do uległości terrorem bezrobocia, wybiera
                          > sobie miejsce pracy po uważaniu, bez konieczności arbajtowania w obozie
                          > koncentracyjnym.
                          > 3. Ile obaj mają - nie ma nic do rzeczy.
                          > Jeżeli odpowiadanie na idiotyczne kwestie ma być warunkiem do dalszej dyskusji
                          > to obawiam się, że jesteście, towarzyszu, właściwą osobą do udzielenia
                          > odpowiedzi.

                          Świetnie. Jutro zostaną wywieszone wyniki testu włącznie z właściwymi
                          odpowiedziami.

                          M.
                          • xiazeluka Nie umiecie czytać, Bronstein? 13.09.05, 09:40
                            Wy jesteście szelmą, co wprost wynikało z cytatu będącego tytułem postu. A może
                            jesteście na etapie przedszkola? To w tych rejonach rozwoju umysłowego
                            człowieka ulubioną zabawą jest przekomarzanie "Głupi! Sam jesteś głupi! Nie, ty
                            jesteś Rysiem" itd.

                            Skoro już sobie gawędzimy, to wyznajcie, towarzyszu, jak na świętej spowiedzi w
                            KC (zwanej w gwarze kryminalistów należących do mafii
                            KPP/PPR/PZPR "samokrytyką"), od kiedy to nie potraficie przeczytać tekstu co
                            prawda dłuższego od waszych wymęczonych odpowiedzi, lecz jednak znacznie
                            krótszego od przemówień towarzysza Kastro, jednego z herosów "prawdziwej
                            Lewicy", o których cyklicznie donosi pewien czerwony naiwniak z Częstochowy?
                            Zauważcie, towarzyszu, że nie żądam od was zrozumienia wywodu - znam towarzysza
                            ułomności, więc się nie znęcam - a jedynie przedukania w myślach tych paru
                            linijek. Może przynajmniej to i owo się odłoży podświadomie.

                            Bełkotu o różnicy między "demagogią" i "ogólnikami" nadal nie rozumiem,
                            ponieważ rzecz nie leży w "zbiorach", semantyce czy potocznym rozumieniu obu
                            znaczeń, lecz w zastosowaniu ich przez towarzysza jako kwantyfikatorów cudzych
                            wypowiedzi. W skrócie - wybełkotał towarzysz coś o ogólnikach i demagogii nie
                            racząc wskazać konkretnie co mu się nie podoba. Jasne?

                            Następnie towarzysz informuje, że będzie myślał - zatem nie przeszkadzam, dla
                            towarzysza wszak to wysiłek większy od kopania rowów w lipcowym skwarze.

                            PS. Ach, o mało, a bym przeoczył, że towarzyszowi jednak udało się napisać coś,
                            zapewne przez przypadek, co ma ślady własnego zdania. Zdania, z którym się już
                            rozprawiłem, ale co tam, ślepego trzeba ciągle przeprowadzać przez jezdnię:
                            Otóz, towarzyszu, jeśli istotnie "traktowanie" w sensie jakości serwowanych
                            pokarmów jest różne, to wnajwyraźniej wynika z podłości równie biednych kucht z
                            państwowej szkoły, które gotują dla biednej dziatwy (bogaci podobno mają
                            katering) względnie z socjalistycznego oszustwa o nazwie "darmowa edukacja".
                            Ani darmowa, ani, jak się okazuje, na poziomie wyższym niż albański - standard
                            to papierowe talerze i plastikowe widelce. Część rodziców stać, by zapewnić
                            swym dzieciom spożywanie posiłku w cywilizowanej oprawie, ale to przecież nie
                            ich wina, że przekazują właściwe wzorce. Winę ponosi socjalistyczny przymus
                            szkolny - i tyle. Zauważmy przy okazji, że ci "bogaci" w rzeczywistości wcale
                            tacy majętni nie są - bo gdyby byli, to posłaliby bachory do prywatnej szkoły.

                            Towarzysz z bezpiecznej odległości się oburza - no ale co może zrobić
                            socjalista na widok praktycznych efektów swoich postulatów?

                            PPS. "Prawidłowe" odpowiedzi na wydumane pytania może towarzysz wysłać na
                            najbliższe posiedzenie Kominternu albo naradę najwyższych włądz NSDAP, to ten
                            poziom - i pytań i odpowiedzi.
                            • rycho7 czekanikiem go 13.09.05, 10:35
                              Z niewymowna przyjemnoscia czytuje [xe]elaboraty. Samokompromitacja
                              szambo-"liberalow" to niezle przedstawienie. [xe]"wznoszenie" sie na wyzyny to
                              popisowy upadek.
                            • kardiolog Re: Nie umiecie czytać, Bronstein? 13.09.05, 10:54
                              PPS. "Prawidłowe" odpowiedzi na wydumane pytania może towarzysz wysłać na
                              najbliższe posiedzenie Kominternu albo naradę najwyższych włądz NSDAP, to ten
                              poziom - i pytań i odpowiedzi.


                              Czyzbys xiazeluko znow pozostal w tym okrutnym swiecie niezrozumiany?
                              Czyzby nie przedstawiono juz wystarczajacej liczby argumentow nie otrzmywszy
                              ani jednego kontargumentu tylko belkot?

                              Dziwuje sie ulomnosci, oj dziwuje.

                              kardiolog
                              • xiazeluka Ja również się dziwuję 13.09.05, 11:53
                                Taka precyzyjna ocena mojej niedoskonałości, dojrzała, kompetentna, więc
                                dlaczego nie podpiszesz się swoim właściwym nikiem? Skromność czy tchórzostwo?
                            • marcq Projekcje Xięcia Pana i inne objawy regresji 13.09.05, 15:49
                              12.09.05 o 16:29 Xiążę odparował jeden z moich, jak zawsze słusznych zarzutów
                              słowami: "Autoparodia przedniej jakości, towarzyszu."

                              Już 13.09.2005 o 9.40 wyjaśnił się mechanizm przyjęcia przezeń tej, a nie innej
                              linii obrony. Xiążę napisał był bowiem:
                              "A może jesteście na etapie przedszkola? To w tych rejonach rozwoju umysłowego
                              człowieka ulubioną zabawą jest przekomarzanie "Głupi! Sam jesteś głupi! Nie, ty
                              jesteś Rysiem" itd."

                              Xiążę udowodnił zatem, że mentalnie jest na etapie przedszkola, co od dawna
                              podejrzewałem.
                              W związku z czym informuję, że nie zamierzam respektować żądań mentalnego
                              bachora i pisać do Kominternu. Wyniki testu miały być wywieszone tutaj - i będą.

                              Przypomnę treść testu, opracowanego w formie obrazkowej ze względu na - wówczas
                              domniemany - mentalny wiek badanego.

                              Obrazek nr 1. Szef wzywa podwładnego. Podwładny - sprawdziwszy gorączkowo
                              położenie krawata, guzików, paska do spodni itd. oraz blask butów - pędzi do
                              szefa, by, wszedłszy, wyprężyć się jak struna i wrzasnąć, koniecznie dużymi
                              literami: Jawohl, Herr Direktor!!!

                              Obrazek nr 2. Szef wzywa podwładnego. Podwładny idzie doń, wchodzi bez pukania
                              (choć ręka na framudze) i pyta: Cześć, Bob, co masz dla mnie?

                              Zadanie domowe: napisać w kilku zdaniach, czy na podstawie tych obrazków można
                              potwierdzić
                              a. fakt majątkowego zróżnicowania podwładnego i jego szefa, a jeśli tak, to na
                              którym obrazku (uwaga: pytanie podchwytliwe!),
                              b. fakt zróżnicowania zakresów kompetencji szefa nr 1 i szefa nr 2 wobec swego
                              podwładnego.


                              Celem testu było pokazanie badanemu życia w społeczeństwie otwartym (rys. 2)
                              oraz kastowym, zamkniętym (rys. 1) na przykładzie wybranych zachowań typowych
                              dla kultury euroatlantyckiej, a następnie - ocena umiejętności określenia przez
                              badanego ewentualnych związków kanonów postępowania w tych społeczeństwach z
                              rozwarstwieniem społecznym i majątkowym.

                              Testowany odpowiedział w zasadzie poprawnie; występujące w odpowiedzi wtręty
                              neoliberalnej propagandy (np. imputowanie, że dryl przedstawiony na rys. 1 nie
                              występuje w gospodarce wolnorynkowej) nie miały bowiem wpływu na ocenę - tak,
                              jak dopiski na karcie wyborczej nie mają wpływu na ważność oddanego głosu.

                              Jak treść testu ma się do meritum sporu?
                              Wykazuje on, że wzorce zachowań typowe dla danej społeczności nie są - a co
                              najmniej nie muszą być - związane z jej rozwarstwieniem społecznym i
                              majątkowym. Możliwe są egalitarne formy współżycia niezależnie od różnic
                              statusu współżyjących osób. Twórca testu jest zwolennikiem tezy, iż
                              społeczeństwo otwarte, o ugruntowanych egalitarnych wzorcach relacji
                              międzyludzkich, jest bardziej podatne na postęp i rozwój. Tam wszak wartość
                              człowieka określa jego dorobek, a nie - urodzenie (w zwulgaryzowanej,
                              neoliberalnej wersji określa ją stan konta ocenianego); nie występują zatem
                              ani wewnętrzne (psychiczne), ani zewnętrzne (społeczne) przeszkody dla awansu
                              jednostki. Wówczas jednostka jest w stanie optymalnie wykorzystać swe szanse.
                              (Nie odnoszę się tu do stopnia i przyczyn zróżnicowania tych szans, a jedynie
                              do poziomu ich realizacji).

                              Realizacja tego awansu jest jednak możliwa przy dostatecznie konsekwentnej
                              polityce wychowawczej, realizowanej w danej społeczności. Takie
                              niekonsekwencje, jak podziały w placówkach WYCHOWAWCZYCH - a zatem już na
                              starcie życiowym - na "lepszych" i "gorszych", nawet występujące okazjonalnie,
                              są w stanie skutecznie umniejszyć pozytywne skutki tej polityki.

                              Tyle. Mądremu wystarczy. Czy Tobie - nie wiem.

                              Pozostaje jeszcze ta nieszczęsna Sparta, której uczepiłeś się z podziwu godnym
                              uporem.

                              NIE JESTEM miłośnikiem spartańsko-pruskiego stylu wychowania. Dla mnie
                              antycznym wzorcem są Ateny z ich kalokagatią. Użyłem Sparty, jako przykładu
                              uświadomienia sobie już wtedy wagi METODY wdrażania zachowań wspólnotowych,
                              a nie dla pochwały celów, jakim ta metoda mogła służyć. Ocena wysoka w
                              kategoriach SKUTECZNOŚCI metody, a nie - moralności jej zastosowań, np.
                              budowania grupowej solidarności spartiatów celem sprawnej pacyfikacji helotów.

                              Takiej skuteczności w wychowywaniu przyszłych obywateli - tyle, że dla
                              godziwszych celów - należałoby życzyć i Polsce. Ale przy takich praktykach,
                              jak "obiadowy apartheid", może jej braknąć - chyba, że CHCE się wychowywać
                              młodzież dla przyszłego społeczeństwa kastowego.

                              Dotarło?

                              M.
                              • xiazeluka Ginekolog-amator w akcji... 13.09.05, 16:43
                                ...bezpośredniej, jak to lewaccy bandyci nazwali swoje ataki terrorystyczne
                                wymierzone w normalnych ludzi.

                                Czego znowu towarzysz nie zrozumiał? Doszukuję się przyczyn, które spowodowały
                                wyłysienie mózgu towarzysza, prostackie wyjaśnienia typu "tyu z urodzenia jest
                                tępy" względnie "afirmacja pedalstwa zaszkodziła jego osobowości, wnosząc po
                                jego wdzięczeniu się na wszystkie strony" dobrotliwie odrzucam, po starej
                                znajomości - w wieku towarzysza geriatyczne zdurnienie jeszcze nie powinno
                                zaistnieć. Dlaczego więc towarzysz się tak kryguje? Najpierw autoparodia,
                                następnie pełna powagi przemowa średniaka wyjaśniającego przyczyny następowania
                                nocy po dniu, teraz właściwa kryminalistom przyłapanym na gorącym uczynku w
                                trakcie okradania żebraka pod kościołem metoda wypierania się w stylu "To nie
                                moja ręka"... Na Rysiach ta akrobatyka robi wrażenie, ja wymagam od towarzysza
                                nieco więcej. Również po starej znajomości.

                                Ostrzegałem również towarzysza, że debilne "obrazki" nie dowiodą niczego, co
                                towarzysz usilnie usiłuje mi wmówić, z racji ich niewłaściwego umocowania w
                                stosunkach społecznych (przepraszam za to bełkotliwe sformułowania, ale jestem
                                świeżo po lekturze pewnej demaskatorskiej książki, wydanej w 50-tys. nakładzie
                                w okresie stalinizmu; dowiedziałem się z niej, że papiestwo popierało nazistów
                                i "kapitalizm" w celu zniszczenia Polski, tylko bohaterstwu narodów ZSRS
                                zawdzięczamy swój dalszy byt. Wszystko to opisane językiem, za który właśnie
                                przepraszałem, choć towarzyszowi zapewne ta melodia rozciągnie usta w szerokim
                                uśmiechu), zatem naprawdę szkoda czasu towarzysza, lepiej byłoby pocwiczyć przy
                                goleniu śpiewanie Międzynarodówki. Towarzysz chyba jeszcze pamięta, że
                                opowiadanie banałów mnie wprowadza w stan drzemki? Obrazek (1), towarzyszu,
                                występuję niezależnie od kastowości/otwartości, w PRL takie niejako odwrotne
                                scenki cieszyły amatorów czarnego humoru: oto inżynier z pensją 4000 rubli
                                błaga roboli (zarobki od 20 000 wzwyż), by zechcieli być trzeźwi po południu,
                                ponieważ pragnie on coś tam zrobić za pomocą obsługiwanej przez proletariat
                                koparki; sam byłem świadkiem (już za III Rzesz... pardon, Rzeczpospolitej), jak
                                mój kolega, strwożony groźbą utraty pracy, na widok osoby, która decydowała o
                                pozostawieniu lub wywaleniu delikwentów zrywał się na równe nogi i chylił w
                                głębokim pokłonie, omal nie uderzając czołem o podłogę, chociaż owa władna
                                personalnie osoba znajdowała się w drugim końcu korytarza i była tym hołdem
                                równie zażenowa, jak wszyscy świadkowie tej zdumiewającej sceny. A dodać
                                należy, że kolega ów nie był durniem, nie był biedny, przeciwnie, miał jeszcze
                                pół etatu w telewizji, o własnym mieszkaniu i samochodzie nie wspominając.
                                Jak sobie to towarzysz dopasuje do swoich prymitywnych obrazków?

                                Wasze wulgarne opisanie świata (kto tu coś wspominał o stanie konta jako
                                kryterium oceny człowieka?) świadczy o trudnym do usuniecia wrzodzie w
                                mentalności towarzysza. Bieda i bogactwo to stany zmienne, naturalne, jak
                                wiosna po zimie, natomiast szanse awansu daje właśnie, nie wiadomo dlaczego
                                przez towarzysza nie uważany, liberalizm właśnie - tam, gdzie jest wolność
                                osobista i rynek bez ograniczeń, najłatwiej na ów wyśniony przez towarzysza
                                awans. I to towarzyszowi przekazałem ze dwa posty temu, zanim jeszcze towarzysz
                                wszedł w rolę Marcina Lutra i oszpecał swoimi "testami" drzwi Katedry
                                Oczywistości.

                                Awans jest możliwy i przede wszystkim pożądany, jeśli istnieją wzorce, nikogo
                                nie trzeba wychowywać, by wykształcić w nim chęć poprawy swego losu (naturalnie
                                inną nieco drogą niż kariera w monopartii trzęsącej państwem socjalistycznym).
                                Przykładem nakłaniającym do umiarkowanego spożywania alkoholu nie jest
                                wychowanie w esesmańskim duchu czystości, lecz proste wskazanie palcem
                                zachlanej świni, bezwładnie tarzającej się po trawniku, panie Bardzo von Mądry.

                                Ateny wzorcem... No, świetnie. Kobiety do garów, znaczy?
                                Z tą kalokagatią chyba się coś towarzyszowi poplatało, no, takie
                                rewizjonistyczne tezy towarzysz ośmiela się głosić? I to w tym wątku? I od
                                kiedy to Czerwoni na głos twierdzą, że cel (skuteczność) uświęca środki
                                (moralność)??? Zawsze było odwrotnie...

                                Na koniec niech no towarzysz wreszcie się wysypie (skoro takie wolty
                                prezentuje), jak by konkretnie załatwił sprawę wyzyskiwania przez biedaków
                                biednych na przykładzie tej szkoły. Tego się usiłuję od paru dni od towarzysza
                                dowiedź.

                                Dociera, panie Frazes d'Slogan?
                                • rycho7 wolnosc z karty w restauracji 13.09.05, 17:52
                                  xiazeluka napisała:

                                  > jak by konkretnie załatwił sprawę wyzyskiwania przez biedaków
                                  > biednych na przykładzie tej szkoły.

                                  Zlikwidowalbym ekstra usluge "luksusowych" obiadow dla dzieci bogaczy w stolowce
                                  szkolnej, do czasu gdy bogaci rodzice nie zatrudnia biednych rodzicow. Rodzice
                                  wzbogaceni praca byliby w stanie placic, za obiady w stolwce szkolnej, rowne dla
                                  wszystkich studiujacych.

                                  W koncu bogaci rodzice moga przysylac kierowcow po dzieci na przerwe i fundowac
                                  im obiady w najlepszej knajpie w powiecie.
                                • marcq Tylko... w zasadzie o co tu chodzi? 13.09.05, 18:05
                                  xiazeluka napisał coś tam dla dodania sobie animuszu, po czym usiłował być
                                  konkretny:

                                  > Na koniec niech no towarzysz wreszcie się wysypie (skoro takie wolty
                                  > prezentuje), jak by konkretnie załatwił sprawę wyzyskiwania przez biedaków
                                  > biednych na przykładzie tej szkoły.Tego się usiłuję od paru dni od towarzysza
                                  > dowiedź.


                                  Dowiedź się zatem, że wyzysk biednych przez biedaków, to typowe ROZDWOJENIE
                                  JAŹNI - ale współczesna medycyna wyleczyła już groźniejsze przypadki.

                                  Swoją drogą - czyżby znowu projekcja, tym razem na biednych, jego własnych
                                  objawów...?
                                  Hmmm...
                                  • xiazeluka Od tego towarzysz powinien był zacząć 14.09.05, 09:39
                                    ...czyli napisać z komsomolską szczerością: "Jaśnie oświecony Xiążę Panie, racz
                                    wyświadczyć łaskę swemu rabowi i nauk mu udzielić, jako że pomroczność
                                    imaginację mą dopadła" czy coś w tym stylu, zamiast bredzić w najlepsze w
                                    stylu, którego powyżej dał próbkę ten psychopata Herr Richard.***

                                    No, ale jeżeli towarzysz nie wie, o co mi chodzi, to dlaczego komentuje, w
                                    dodatku uprzednio już wyjaśnianą? Tak, wyzyskiwane są dzieci tych bogatszych
                                    rodziców, ponieważ płacą oni podwójnie za rzecz, która jest podobno "darmowa".
                                    Dekoracyjnie istotnie wygląda to lepiej, ale faktycznie (kosztowo) to bogatsi
                                    są do tyłu.
                                    Swoją komunistyczną psychologię możecie zastosować na swoich kolegach z NSDAP
                                    (czy do jakiej tam czerwonej mafii należycie), to ta sama jednostka chorobowa,
                                    na którą cierpi towarzysz.

                                    Reszta mojego tekstu była dla towarzysza za trudna, co przyjmuję z niesmaakiem
                                    do wiadomości. Naprawdę, kambek towarzysza na FAQ jest stanowczo zbyt
                                    obciachowy.

                                    ***Tak, łowię kątem ucha, że poszczekujesz, towarzyszu Sorge. Kiedy kłapniesz
                                    czymś nowym, to oze zwrócisz na siebie moją uwagę.
                                    • marcq Nadal kręcisz koncertowo 14.09.05, 16:47
                                      xiazeluka napisał:

                                      > No, ale jeżeli towarzysz nie wie, o co mi chodzi, to dlaczego komentuje...

                                      Bzdurę też można skomentować.


                                      > Reszta mojego tekstu była dla towarzysza za trudna...

                                      Nie za TRUDNA, tylko za niezborna. Niemniej - domyślam się już, co od pewnego
                                      czasu usiłujesz mi wmówić. Weź jednak pod uwagę, że

                                      1. Wątek dotyczy określonego SPOSOBU udzielania pomocy społecznej, a nie
                                      ZASADY, czy udzielać jej, czy nie. To Twoje obsesje spowodowały, że ten -
                                      uboczny wobec podstawowego - wątek dyskusji w ogóle się tu pojawił. Mogę go,
                                      owszem, podjąć również, ale nie ma on wiele wspólnego z tym, czego ja tu bronię.

                                      2. W ramach tego głównego nurtu dyskucji - twierdzę nadal i wciąż, że szkoła
                                      (czyli dyrektor) popełniła dwa niedopuszczalne błędy:

                                      a. ekonomiczny - źle gospodarowała społecznym (czyli na dodatek nie swoim)
                                      groszem dopuszczając, by dzieciom zaserwowano coś bezużytecznego, a w tym
                                      wypadku - niejadalnego,

                                      b. gorszy od tego pierwszego pedagogiczny - dopuszczając do sytuacji rodzącej
                                      majątkowy "apartheid".

                                      Czy WRESZCIE rozumiesz, o czym się tu dyskutuje, ultraliberalny obsesjonacie?

                                      M.
                                      • xiazeluka "To nie moja ręka", upiera się nadal tow. tyu 14.09.05, 17:26
                                        Bzdurę można skomentować, słusznie, jednak towarzysz pisze, że nic nie rozumie,
                                        zatem nie wie, czy to bzdura - czy nie. Bzdurę więc towarzysz raczył napisać,
                                        no, ale możecie liczyć na moją wyrozumiałość - oto nieskalany, jedyny godny
                                        kandydat na tron odpadł z wyścigu, więc rozgoryczenie w kręgach gangsterskich
                                        jest zrozumiałe. Współczuję, towarzyszu, podać może kilka chusteczek
                                        jednorazowych?

                                        Stan rozgoryczenia tłumaczy także resztę towarzysza wynurzeń, stąd ten szloch o
                                        brak zborności - no bo jak świat ma być zborny, kiedy taka wyrwa w nim powstała
                                        po rejteradzie Najgodniejszego? To to żałość i sromota - no i niezborność
                                        dziurawej rzeczywistości.

                                        Wątek nie dotyczy sposobu udzielania pomocy społecznej (czyt. rozdawnictwa
                                        pieniędzy podatników), ponieważ sporadyczne rozrzucanie forsy w zapalnych
                                        miejscach PRZYCZYN nie usuwa, a jeśli towarzyszowi się wydaje, że do tego
                                        sprowadza się problem (PS), to znak, że traktuje go powierzchownie, z trudem
                                        maskując swoją zawiść i uprzedzenia klasowe bełkotem o humanizmie pierwotnych
                                        Spartan. Dzieci "biedne" nie zrobią się bogatsze, kiedy towarzysz zaopatrzy je
                                        w fajansowe talerze, a jedynie wpoi w nie przekonanie, że nic od nich (i
                                        rodziców) nie zależy, że wszystko im się należy, że "bogatsi" to złodziejskie
                                        szuje, które należy potraktować, jak to proponował towarzysz jaski, czołgami.

                                        Problem jest oczywiście całkowicie wydumany: nawet, jeśli towarzysz całej
                                        dziatwie wręczy taką samą miśnieńską zastawę i będzie na niej podawał piure z
                                        dżemem, to i tak nie doprowadzi do zatarcia różnic majątkowych: "bogatsze"
                                        smarki nadal się będą wyróżniać lepszymi ciuchami, komórami i fajkami z
                                        filtrem... Komunistyczna wiara w sprawczą moc odgórnych nakazów zawsze wywołuje
                                        skutki odwrotne od przez Biuro Polityczne zamierzonych.

                                        Przypadkowo ma towarzysz rację, że dyrekcja szkoły powinna bardziej pilnować
                                        swojego personelu i na wieść o serwowaniu kamienistych ziemniaków zrobić z
                                        kuchtami ordung, jednak robienie z tego godnego pożałowania incydentu wielkiego
                                        halo to już z pewnością przesada. Nawiasem pisząc w szkolnictwie prywatnym taka
                                        sytuacja by się nie wydarzyła, a gdyby nawet - to już nie powtórzyła.

                                        Druga pretensja jest głupia, co dowiodłem dwa akapity wyżej. No i warto
                                        zauważyć, że ten problem w szkolnictwie prywatnym również by nie zaistniał.

                                        Jednak, pomijając te drobiazgi, które dla towarzysza są zbrodniami na miarę
                                        ludobójstwa, pragnę zauważyć, że:
                                        1. Dyskutować mogę na każdy temat, a jeśli towarzyszowi się coś nie podoba, to
                                        nie musi mi odpowiadać; podejmowanie w tej sytuacji pyskówki wystawia
                                        towarzyszowi jak najgorsze świadectwo.
                                        2. Dyskusja ma to do siebie, że jej uczestnicy wypowiadają różne, czasem
                                        zaskakujące drugą stronę tezy - i warto najpierw się zastanowić, czy oponent
                                        faktycznie nadaje na innej częstotliwości, zamiast ględzić o rozdwojeniu jaźni
                                        czy co tam towarzysz mi uczenie i asertywnie zarzucał.

                                        No, towarzyszu, głowa do góry - już za trzy dni radosna rocznica uwolnienia
                                        połowy II RP od ucisku kapitalistycznego i narodowego, nieco się towarzysz
                                        pocieszy po dzisiejszym kolapsie Najgodniejszego.
                                        • marcq Z niezmąconą pogodą, jak do dziecka... 15.09.05, 16:20
                                          Wrócę do metody formowej: cytat-kontrcytat-subcytat...

                                          Xiążę Luka napisał:

                                          > Bzdurę można skomentować,słusznie,jednak towarzysz pisze, że nic nie rozumie,
                                          zatem nie wie, czy to bzdura - czy nie. ...


                                          Zapewniam, że można nie zrozumieć jakiegoś bełkotu, a jednak wiedzieć, że to
                                          bełkot. Rozumiem, że dyskutując ze mną - nie masz stosownego materiału
                                          dowodowego popierającego tę tezę (w przeciwieństwie do mnie: mam go w nadmiarze
                                          w wyniku dyskusji z Tobą), niemniej jednak to fakt.


                                          > Wątek nie dotyczy sposobu udzielania pomocy społecznej...


                                          "Gdy władca powie w południe, że jest północ - podziwiaj gwiazdy." Tak radził
                                          jakiś wschodni mędrzec-oportunista. Znałeś go może?
                                          Przeczytaj uważnie pierwszy post Patience, gdzie expressis verbis jest mowa
                                          właśnie o szkolnych obiadach, w części finansowanych z pomocy społecznej.
                                          Problematykę rzekomego okradania bogatych w wyniku tej pomocy doczepiłeś już Ty.


                                          > ... (czyt. rozdawnictwa pieniędzy podatników) ...


                                          O tym za chwilę tekstem jednolitym.


                                          > Problem jest oczywiście całkowicie wydumany: nawet, jeśli towarzysz całej
                                          dziatwie wręczy taką samą miśnieńską zastawę i będzie na niej podawał piure z
                                          dżemem, to i tak nie doprowadzi do zatarcia różnic majątkowych: "bogatsze"
                                          smarki nadal się będą wyróżniać lepszymi ciuchami, komórami i fajkami z
                                          filtrem... Komunistyczna wiara w sprawczą moc odgórnych nakazów zawsze wywołuje
                                          skutki odwrotne od przez Biuro Polityczne zamierzonych.


                                          Anglosaskie szkoły prywatne od - bywa - setek lat znają niebezpieczeństwo
                                          wystąpienia tego "wydumanego problemu" i przeciwdziałają mu ostro. Skromność
                                          ubioru i mienia, dopuszczalna wysokość kieszonkowego, egalitaryzm w traktowaniu
                                          uczniów i wymaganie egalitarnych form zachowań uczniów między sobą... itd. Im
                                          bardziej markowa szkoła, tym zazwyczaj bezwzględniej respektuje te zasady.
                                          Chyba nie będziesz udawał, że nie słyszałeś?


                                          > Przypadkowo ma towarzysz rację, że dyrekcja szkoły powinna bardziej pilnować
                                          swojego personelu i na wieść o serwowaniu kamienistych ziemniaków zrobić z
                                          kuchtami ordung, jednak robienie z tego godnego pożałowania incydentu wielkiego
                                          halo to już z pewnością przesada. Nawiasem pisząc w szkolnictwie prywatnym taka
                                          sytuacja by się nie wydarzyła, a gdyby nawet - to już nie powtórzyła.


                                          "Wielkiego halo" jest wart punkt 2 z mojego poprzedniego postu, czyli
                                          antypedagogiczne następstwa opisanych działań.
                                          A skoro o przyznawaniu sobie racji: dopóki kondycja szkoły publicznej i jej
                                          dyrektora będą funkcją głównie stanu osobistych stosunków tegoż dyrektora z
                                          burmistrzem i/lub panią naczelnik od oświaty - w drugim zdaniu masz niestety
                                          rację.



                                          > Druga pretensja jest głupia, co dowiodłem dwa akapity wyżej.


                                          A co ja z kolei tamże obaliłem. Ergo - nie jest głupia, jest zasadna.


                                          > No i warto zauważyć, że ten problem w szkolnictwie prywatnym również by nie
                                          zaistniał.


                                          Jeśli tak - świadczyłoby to tylko o tym, że przy rekrutacji do danej szkoły
                                          bierze się pod uwagę czynnik majątkowy. Pomoc społeczna uwzględnia (a
                                          przynajmniej powinna) stan majątkowy podopiecznych, a nie to, do której szkoły
                                          posyłają dzieci.


                                          > 1. Dyskutować mogę na każdy temat, a jeśli towarzyszowi się coś nie podoba,
                                          to nie musi mi odpowiadać; podejmowanie w tej sytuacji pyskówki wystawia
                                          towarzyszowi jak najgorsze świadectwo.

                                          Staram się mówić językiem używanym przez rozmówcę, czyli - jak mniemam -
                                          najlepiej dlań zrozumiałym. Ale, jeśli uznasz, że tak będzie lepiej, mogę pisać
                                          wyłącznie naukowo, objaśniając jedynie - na życzenie rozmówcy - trudniejsze
                                          wyrazy.


                                          > 2. Dyskusja ma to do siebie, że jej uczestnicy wypowiadają różne, czasem
                                          zaskakujące drugą stronę tezy


                                          Zaskakujesz mnie chyba tylko wtedy, gdy oceniasz coś tak, jak ja. Fakt: kilka
                                          razy miało to miejsce.


                                          > i warto najpierw się zastanowić, czy oponent faktycznie nadaje na innej
                                          częstotliwości,


                                          WŁAŚNIE, WŁAŚNIE !!!


                                          > zamiast ględzić o rozdwojeniu jaźni czy co tam towarzysz mi uczenie i
                                          asertywnie zarzucał.


                                          Najpierw uwaga wstępna. CZYTAJ czasami to, na co odpowiadasz. Fakt, że i Ty
                                          znasz mój sposób myślenia, nie dowodzi, że znasz każde moje słowo.
                                          A w tej konkretnej sprawie - łopatologicznie, jak dziecku, wyjaśniam:
                                          W "miejscu, które mamy na myśli" napisałeś o okradaniu biednych przez biednych
                                          (!) Na co odparłem, że takie okradanie (siebie samego) dowodzi rozdwojenia
                                          jaźni TEGO KOGOŚ - nie Ciebie. Kogoś, kto równocześnie jest kradnącym i
                                          okradanym. Nie bądź aż tak egotyczny, nie bierz wszystkiego do siebie!

                                          Teraz obiecany jednolity tekst.

                                          Chcesz dyskusji o "okradaniu bogatych przez biednych" vel "rozdawnictwie
                                          pieniędzy podatników", czyli o pomocy społecznej. Dobrze. Obawiam się tylko, że
                                          i tu będzie to wyłącznie równoległa prezentacja własnych zdań dyskutantów.

                                          Kiedyś stwierdziłem, że w przypadku, gdyby jakiś cud sprawił, że ludzie na swym
                                          starcie życiowym będą mieli absolutnie równe szanse i tylko od nich będzie
                                          zależało, jak je wykorzystają - najsprawiedliwszym podatkiem byłoby pogłówne.
                                          Taki równy start jest niemożliwy, więc kto ma więcej, ten i płaci więcej. Nie
                                          wnikam tu, czy system podatkowy jest liniowy, czy progresywny.

                                          Pieniądze z podatków idą do wspólnej państwowej (gminnej itp.) kasy, gdzie są
                                          redystrybuowane. Jedyny wg mnie warunek: mają być wydawane racjonalnie, z
                                          korzyścią dla danej społeczności.

                                          Po opłaceniu podatków, reszta pieniędzy zostaje w kieszeniach podatników. Z tej
                                          reszty - jedni będą mogli kupić sobie i swym dzieciom po trzy bułki z szynką i
                                          jedną z kawiorem, innych nie będzie stać nawet na suchy chleb. Skutek: jeśli
                                          społeczność nie chce ponosić dalszych kosztów związanych - zależnie od
                                          temperamentu i kondycji fizycznej swej biedniejszej części - ze zniszczeniami w
                                          wyniku rozruchów głodowych, lub z pochówkiem zmarłych z głodu (a pochować
                                          trzeba będzie, bo ten zapach...), to powinno zminimalizować koszty i część już
                                          ściągniętego podatku przeznaczyć na dożywianie głodujących. Piąta bułka dla
                                          dzieci bogatych byłaby marnotrawstwem, więc dofinansuje się tylko te biedne.
                                          Czysty zysk, żadne złodziejstwo.

                                          A że dalekowzroczna polityka społeczna nakazuje likwidację "studni bez dna",
                                          czyli zjawiska głodu, a nie "plasterek" w postaci doraźnej pomocy, więc
                                          NASTĘPNA część budżetu państwa (gminy itp.) powinna iść na "wędkę" dla tych
                                          biednych tudzież - czego na ogół się nie dopowiada - na instrukcję jej obsługi.

                                          Owszem, są jeszcze inne argumenty: humanitarne itp. Używam jednak tylko
                                          ekonomicznych - przecież piszę do ultraliberała...
                                          Tyle tytułem wstępu.

                                          M.
                                          • xiazeluka Faktycznie towarzysz posiada... 15.09.05, 17:29
                                            ...niezmącony myślą umysł.

                                            Dygresja, zbieraczu materiału dowodowego: "niemniej jednak" to błąd językowy.

                                            Z pewnością ma towarzysz rację, że można rozpoznać bełkot nie znając jeżyka, w
                                            jakim jest on artykułowany, niemniej towarzysz dyskutuje ze mną, a nie jakimś
                                            Rysiem, któremu halny wywiał uszami zawartość czaszki. Skoro tak, to znaczy, że
                                            Moja Książęca Mość ma do napisania coś mądrego, ważnego i godnego wytężonej
                                            uwagi. Niechęć towarzysza do nabywania wiedzy przejawia się właśnie zarzucaniem
                                            mi "bełkotu", którego towarzysz rozmyślnie "nie rozumie", choć mam uzasadnione
                                            podejrzenie, że rozumie i to w całości, woli jednak udawać idiotę.

                                            Wątek dotyczy rozmaitych spraw, zresztą jeszcze w historii FA/FAQ chyba nie
                                            było tak, by solidnie rozrośnięty wątek obracał się cały czas wokół jednej,
                                            jedynej tezy, zawsze pojawiają się podwątki, wielowątki, dygresje, wypady na
                                            manowce i tak dalej.
                                            Po drugie, co już zresztą towarzyszowi tłumaczyłem, tezy Pani Helgi nie muszą
                                            być słuszne i zasadne, a tym bardziej Moja Książęca Mość nie musi ich uważać za
                                            słuszne i zasadne, jeśli swym nieomylnym okiem widzę głębię problemu, po którym
                                            towarzysz się ślizga pod ramię z panczenistką Pacjentką. Przykładem ilustrującą
                                            mieszanie przez Autorkę wątku przyczyn ze skutkami jest właśnie moja uwaga o
                                            wykorzystywaniu przez biednych tych nieco bogatszych. co towarzyszowi nie
                                            mieści się nadal do skorodowanego łba. Dlaczego - trzy razy opisałem. Mógłby
                                            towarzysz to wreszcie zrozumieć, nie wymagam wszak od pajaca od razu oklasków.

                                            Wtręt o "anglosaskich szkołach prywatnych..." jest raczej samobójczy,
                                            towarzyszu - Lewica wszak jest za luzem, róbtemcochcetem, pomysły rodem z
                                            takich szkół zwykle Czerwoni uważają za przejaw ciemnoty, zacofania i terroru,
                                            zatem zabawne jest, że towarzysz sięga po ten przykład. Zabawne tym bardziej,
                                            że jest przeciwnikiem prywatnych szkół, które, bez wątpienia "apartheizują"
                                            dzieci i młodzież na lepsze (w mundurkach ekskluzywnych szkół) i gorsze (w byle
                                            czym lub w czymkolwiek). W Polsce zresztą takie szkoły też są, np. w szkołach
                                            prowadzonych przez zakonnice.
                                            Towarzysz pojmuje, o co tu chodzi? O to, o czym piszę od tygodnia - w
                                            szkolnictwie prywatnym "apartheidy" nie istnieją - problem z naszego przykładu
                                            jest więc wydumany przez lewaków (chodzi mi oczywiście o największą zdobycz
                                            socjalizmu - "darmową edukację). Taka jest rada, a nie zastanawianie się, co
                                            pomoc społeczna może zrobić...

                                            Na wszelki wypdadek dodam, że jednolite mundurki i niekoedukacyjne klasy to
                                            pomysł, który mi się podoba.

                                            Czynnik majątkowy, który tak bardzo towarzysza przejmuje, istnieje obecnie z
                                            pełną wyrazistością - setki szkół prywatnych dowodzą tego swoim istnieniem.
                                            Pomoc społeczna nie ściągnie do jakiejś zapyziałej budy na przedmieściach
                                            wykładowców z renomowanych szkół, co najwyżej zmusi dziatwę i mających wszystko
                                            gdzieś kiepskich nauczycieli do oglądania siebie przez lata - ze szkodą dla obu
                                            stron. Towarzyszowi naprawdę się wydaje, że tu i teraz w szkołach publicznych
                                            nie występuje zauważalne rozwarstwienie majątkowe, licytacja kto ma lepszą
                                            komórę lub bardziej markowy ciuch? I co - woła towarzysz na pomoc opiekę
                                            społeczną? Metoda jest prosta - rodzice powinni mieć forsę w kieszeni. Tego nie
                                            załatwi PS, tylko wolny rynek.

                                            Nie wymagam zaś od towarzysza, by posługiwał się wstrętną mu gwarą wyższych
                                            sfer, naprawdę nie musi towarzysz udawać innego, niż jest - i tak gumiaki,
                                            kufajka i beretka z antenką towarzysza zdradzają, nawet przejście na francuski
                                            nic tu nie pomoże. Zacznijcie myśleć, towarzyszu, przecież to naprawdę bardzo
                                            proste, nie trzeba tu gmerać gałką w poszukiwaniu właściwej częstotliwości:

                                            Bogaci płacą dwa razy - raz za swoje dzieci, drugi raz drogą kontrybucji
                                            nakładanej na wszystkich przez socjalistyczny reżim. Biedacy są rujnowani przez
                                            fiskusa tylko raz. Kto więc tu kogo okrada? (na to, że dostrzeżecie ironię w
                                            tym zwrocie nadzieję straciłem jakieś trzydzieści lat temu).

                                            "Równy start życiowy" to irytująca mrzonka amatorów cudzej kasy -
                                            garbaty/głupi/biedniejszy zawsze będzie miał gorszy start życiowy, nikt i nic
                                            tego nie wyrówna, to jest stan naturalny, towarzyszu. Jeśli ktoś ma na dzień
                                            dobry gorzej, to musi po prostu zacisnąć zęby i pracować ciężej i wytrwalej od
                                            tych, którym wszystko przychodzi bez trudu. Jeśli Kowalski ma dwie lewe ręce do
                                            ołówka, to nigdy nie zostanie Matejką, choćby towarzysz mu wyrównywał życiowe
                                            szanse walcem drogowym. Karanie jednych za to, że mają "lepiej" (co to znaczy
                                            lepiej? Jak to zmierzyć? Geniusz ze wsi ma "gorzej" od miastowego dresiarza?),
                                            jest bezczelnością.
                                            • rycho7 cud mniemany czyli [xe]belkotki i Dukacze 15.09.05, 19:47
                                              xiazeluka napisała:

                                              > Metoda jest prosta - rodzice powinni mieć forsę w kieszeni. Tego nie
                                              > załatwi PS, tylko wolny rynek.

                                              Zafascynowal mnie wasc ta genialna recepta. Hiszpanie wyprobowali ja po zdobyciu
                                              Nowego Swiata. Forsy bylo bardzi duzo.

                                              > Bogaci płacą dwa razy - raz za swoje dzieci, drugi raz drogą kontrybucji
                                              > nakładanej na wszystkich przez socjalistyczny reżim.

                                              Podatki pobiera panstwo. Socjalistyczny Rzym z czasow Chrystusa tez pobieral.

                                              > Kto więc tu kogo okrada? (na to, że dostrzeżecie ironię w
                                              > tym zwrocie nadzieję straciłem jakieś trzydzieści lat temu).

                                              Zywa skamielina.

                                              > "Równy start życiowy" to irytująca mrzonka amatorów cudzej kasy

                                              Swieta Wlasnosc tez jest mrzonka. Skad to bierze sie wartosc dodana?
                                              • xiazeluka Rysiu, siad 16.09.05, 09:39
                                                To zwróciło moją uwagę:

                                                "Skad to bierze sie wartosc dodana?"

                                                Znikąd, towarzyszu, ponieważ "wartość dodana" istniała jedynie w wyobraźni
                                                brudnego Żyda z Trewiru, niemniej Wasze w zasadzie jawne samookreślenie się
                                                jako marksista potwierdza moją starą diagnozę: jesteście katol a rebours (to
                                                znaczy fanatycznie wierzycie w Karola Marksa), wzorem swego guru spłaszczając
                                                rzeczywistość (która Wam ciągle puka w głowę) do dwóch wymiarów.

                                                • danutki Re: Luka, siad 16.09.05, 11:18
                                                  xiazeluka napisała:

                                                  > To zwróciło moją uwagę:
                                                  >
                                                  > "Skad to bierze sie wartosc dodana?"
                                                  >
                                                  > Znikąd, towarzyszu, ponieważ "wartość dodana" istniała jedynie w wyobraźni
                                                  > brudnego Żyda z Trewiru, niemniej Wasze w zasadzie jawne samookreślenie się
                                                  > jako marksista potwierdza moją starą diagnozę: jesteście katol a rebours (to
                                                  > znaczy fanatycznie wierzycie w Karola Marksa), wzorem swego guru spłaszczając
                                                  > rzeczywistość (która Wam ciągle puka w głowę) do dwóch wymiarów.
                                                  >

                                                  w świecie niematerialistycznym, czyli poza światem materialistycznym
                                                  tego "brudnego Żyda z Trewiru", wartość dodana to co najmniej podwojenie ilości
                                                  bazowej w następnym pokoleniu tego co ma wartość najwyższą, czyli nowe biedne
                                                  dzieci
                                                  • xiazeluka Mądrzy ludzie żyją w brudzie? 16.09.05, 11:57
                                                    Osoba, która się nie myje jest brudna. Osoba, która wyzywa Żydów od "grubych
                                                    Icków" to prawdopodobnie antysemita. Osobę, która mieszka w Trewirze, nazwiemy
                                                    mieszkańcem tego miasta.
                                                    Trzy w jednym czyli Karol Marks.

                                                    Jakim świństwem poczęstował Panią Rysio? Ma Pani dokładnie te same objawy.
                                                  • danutki Re: Mądrzy ludzie żyją w brudzie? 16.09.05, 12:09
                                                    xiazeluka napisała:

                                                    >
                                                    > Jakim świństwem poczęstował Panią Rysio? Ma Pani dokładnie te same objawy.

                                                    to nie Rysio poczęstował mnie tym "świństwem"
                                                    mam nadzieję, że Rysio nie miał z tym "poczęstunkiem" nic wspólnego
                                                    a ktoś rzeczywiście "poczęstował mnie tym świństwem" sprawiającym, że mądry
                                                    człowiek zostaje zmuszony do życia w brudzie lub obok brudu.
                                                    bardziej sprytni niż mądrzy uciekną od tego "świństwa"
                                                    ci mniej sprytni i mniej mądrzy będą....ale tą historię to Szanowny Pan Luka
                                                    zna chyba lepiej niż ja
                                            • marcq Zdarta płyta Xięcia Pana 16.09.05, 17:17
                                              Na dobry początek - wychodzę naprzeciw słusznej opinii Xięcia Pana.

                                              xiazeluka napisał:

                                              > Dygresja, zbieraczu materiału dowodowego: "niemniej jednak" to błąd językowy.


                                              Tak, to błąd, NIEMNIEJ JEDNAK zdarza mi się niekiedy, za co Ciebie oraz Piękną
                                              Polszczyznę najserdecznej przepraszam, solennie obiecując poprawę.

                                              I, pozostając przy Pięknej Polszczyźnie, to by było na tyle w temacie zgód.

                                              W kwestii wychodzenia naprzeciw natomiast - zauważam rosnącą z każdym rokiem
                                              demokratyzację poglądów Xięcia Pana. Tu np.demonstruje się ona używaniem zwrotu
                                              "Moja Książęca Mość", a nie - jak to czynią niektórzy "Nasza". Mniemam, że
                                              jeszcze kilka lat, a JWXiążę dozwoli innym brać pod uwagę nawet możliwość
                                              prawdziwości twierdzenia, że obowiązek zapinania pasów w samochodzie nie we
                                              wszystkich przypadkach musi być łamaniem praw człowieka.


                                              Dalej, pomijając oczywiste insynuacje, Xiążę Pan pisze:

                                              > Wątek dotyczy rozmaitych spraw, zresztą jeszcze w historii FA/FAQ chyba nie
                                              > było tak, by solidnie rozrośnięty wątek obracał się cały czas wokół jednej,
                                              > jedynej tezy, zawsze pojawiają się podwątki, wielowątki, dygresje, wypady na
                                              > manowce i tak dalej.

                                              ...co nie znaczy jednak, że ZAŁOŻENIE wątku było tymże manowcom poświęcone.


                                              > Po drugie, co już zresztą towarzyszowi tłumaczyłem, tezy Pani Helgi nie muszą
                                              > być słuszne i zasadne, a tym bardziej Moja Książęca Mość nie musi ich uważać
                                              > za słuszne i zasadne ...

                                              Nie muszą, ale w TYM akurat wypadku DLA MNIE są.


                                              > Wtręt o "anglosaskich szkołach prywatnych..." jest raczej samobójczy,
                                              > towarzyszu - Lewica wszak jest za luzem, róbtemcochcetem ...
                                              itd.

                                              Spieszę donieść Xiążęciu, że właśnie strzelił był sobie w nogę, czego w
                                              ferworze mógł nie zauważyć. TA lewica, do której JWXiążę uparcie, choć
                                              bezpodstawnie, wciąż mnie przypisuje, była zwolenniczką drylu, nie luzu.
                                              W wersji złagodzonej, polskiej np., przejawiało się to m.in. obowiązkiem
                                              noszenia satynowych granatowych bluz z białym kołnierzykiem; w wersji
                                              radzieckiej - bluz białych, sztywnych jak blacha od krochmalu, zaopatrzonych
                                              w czerwoną chustę. "Luz" i moda na "bananową młodzież" nadeszły w latach
                                              odwilży ze zgniłego Zachodu.

                                              Podtrzymuję więc wszystko, co napisałem wczoraj na ten temat. A Ty - wymyśl coś
                                              lepszego.


                                              > Towarzysz pojmuje, o co tu chodzi? O to, o czym piszę od tygodnia - w
                                              > szkolnictwie prywatnym "apartheidy" nie istnieją ...

                                              ...bo, jak i w tej kwestii wczoraj napisałem, gros szkół prywatnych w Polsce
                                              stosuje cenzus majątkowy. Np. w formie cen zaporowych dla "hołoty". W
                                              przeciwieństwie np. do szkół amerykańskich, które dają stypendia uczniom
                                              biednym, ale szczególnie zdolnym, traktując wyprodukowanie zdolnego, choć
                                              biednego, absolwenta, jako formę opłacalnej reklamy.

                                              Jest to zarazem odpowiedź na dalsze Twe dywagacje dot. czynnika majątkowego
                                              oraz ostatnią Twoją kwestię dotyczącą "geniusza ze wsi".


                                              > Na wszelki wypdadek dodam, że jednolite mundurki i niekoedukacyjne klasy to
                                              > pomysł, który mi się podoba.

                                              A mnie, jak zapewne zgadłeś, nie.

                                              Potem jest jeszcze wiele słów Xięcia Pana, ale wszystkie można streścić
                                              następująco:

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...

                                              a ja i tak mam ra...



                                              • xiazeluka Powtórzę się: nudziarz. 19.09.05, 10:33
                                                Uwaga o błędzie była spowodowana towarzysza czepialstwem na temat mojej
                                                interpunkcji, co przypominam, ponieważ wiem, że Czerwoni nie rozumieją ciągów
                                                przyczynowo-skutkowych.

                                                Obowiązek zapinania pasów we własnym samochodzie to czystej krwi faszyzm
                                                (nawiasem pisząc uzasadnieniem jest formalnie dbałość o durnych wyborców -
                                                głupek nie wie, że powinien się zapiąć, ale głosować może, logika idiotów -
                                                natomiast tak naprawdę chodzi oczywiście o forsę, co ostatnio wyznał ze
                                                szczerością pioniera jakiś mądrala zachwalający publicznie komunistyczne
                                                okowy: "Koszta leczenia wynoszą..." Trudno o lepszy dowód na to, że jesteśmy
                                                niewolnikami państwa) i niech towarzysz straci nadzieję, że zmienię swoje
                                                słuszne poglądy.

                                                Dalej z epistoły towarzysza pociekła brudna woda, coś tam towarzysz jeszcze
                                                wspomniał, że jemu się wywody towarzyszki Helgi podobały i to powinno być dla
                                                innych decydujące, na szczęście na koniec towarzysz stanął lewą nogą na twardym
                                                lądzie, by dalej sobie poprzeczyć.

                                                Otóż, szanowny towarzyszu, Lewica niejedno ma imię, różne metody niewolenia
                                                ludzi, ale idea w przypadku faszystów, nazistów, komunistów i socjaldemokratów
                                                jest dokładnie ta sama: ludzie to dzieci, które waaaadza powinna prowadzić za
                                                rączkę. To, czy cel ten osiąga się strzelaniem w potylicę czy rabowaniem
                                                podatkami owoców pracy, to kwestia drugorzędna, techniczna. Hitler jest takim
                                                samym bogiem towarzysza panteonu jak Marks czy towarzyszka Szerokoustna
                                                Sierakowska. Dowodzi to niejakiej elastyczności Lewicy, zgoda, jednak parszywe
                                                cele pozostały te same.

                                                Następnie towarzysz ogłasza, że coś tam sobie podtrzymuje (biust, brzuch czy co
                                                tam opada), a ja mam wymyślać. No to wymyslam towarzyszowi, zgodnie z życzeniem:

                                                Bezgłowy tumanie na idiotodiodach, kup sobie enejdżajzery, bo na najtańszych
                                                paluszkach nawet do KC nie dojdziesz, zdezelowany cyborgu marksistowski.


                                                Co jeszcze? Ceny w szkołach prywatnych są zaporowe. No, cóż za głęboka
                                                obserwacja! To te ceny są wszędzie takie same? Rozrzut wynosi od 250 do 3000
                                                PLN miesięcznie (często w stosunku 12/12), które zatem ceny są tymi zaporowymi?
                                                Od jakiej kwoty? Co dzieci dostają w zamian? Angielski codziennie, katering,
                                                opieka po lekcjach, basen w cenie - to wszystko kosztuje, towarzyszu, choć wam,
                                                jako komuniście, wydaje się zapewne odwrotnie (szkoły są darmowe, to takie
                                                finansowe perpetuum mobile). Zaporowe... Palant.

                                                Ucieczka w stypendia (prywatne, nie państwowe) dowodzi, że towarzysz nadal
                                                niczego nie pojął, niczego nie rozumie i w żaden sposób sytuacji zaradzić by
                                                nie umiał.

                                                Towarzyszu, jeśli nadal zamierzacie zawracać mi głowę pustosłowiem, to darujcie
                                                sobie trud - poza paroma głupstwami i grubymi omyłkami niczego żeście z siebie
                                                nie wydusili. Weźcie się za siebie, kompromitujecie swoją niezła renomę sprzed
                                                lat.
                                                • marcq Menu 19.09.05, 15:55
                                                  Motto:
                                                  Posłusznie Muzo czyń, co boży duch rozkaże.
                                                  Niech cię nie nęci laur, nie straszy obelg chór.
                                                  Jednaką miarą mierz pochwały i potwarze,
                                                  a z głupcem się nie wdawaj w spór.
                                                  ___________________________________A.S.Puszkin


                                                  Dawno już nie napisałem listu z mottem, więc nadrabiam. Nawiasem - poza
                                                  zasadniczym powodem umieszczenia go tu - potraktuj je, jako kryptokomplement.
                                                  Na bezrybiu...

                                                  Robisz znowu jakieś cienkie (?) aluzje o poziomach: dawnym i obecnym, ale moja
                                                  opinia o moim pisaniu pozostaje stabilna; jego celem wciąż jest pewien
                                                  eksperyment. A częścią tego eksperymentu - też istotną - jest samoobserwacja:
                                                  jak długo oraz w jakich okolicznościach potrafię zachować luz i dystans wobec
                                                  tematu (także w wypadkach, gdy go nie ruszam) tudzież antagonisty (jeśli ruszę)
                                                  i - wciąż odpowiadać merytorycznie. Stąd też styl taki, jaki jest, a nie taki,
                                                  jak - być może - był. I stąd motto tej właśnie treści. Jasne?

                                                  Jaką wagę do tych aluzji można przywiązywać, sugerują przejawy Twojej pamięci.
                                                  Piszesz np., że czepiam się Twej interpunkcji, gdy ja tymczasem czepiłem się
                                                  ortografii, a interpunkcję - ze szczególnym uwzględnieniem użycia mojego
                                                  ulubionego średnika - pochwaliłem. Jeśli taka sama pamięć - i ta trwała i
                                                  chwilowa - służy Ci podczas ocen... Cóż, latka lecą...

                                                  W związku z czym dokonam rekapitulacji tematów naszego sporu; może to odświeży
                                                  Ci pamięć i pomoże w konkretyzacji dalszych wypowiedzi?

                                                  1. Poruszona w słowie wstępnym wątku kwestia słuszności bądź niesłuszności
                                                  dokonania podziału dzieci w inkryminowanej szkole na grupę biedaków, jedzących
                                                  nieodpłatne barachło z plastikowych misek plastikowymi sztućcami oraz grupę
                                                  zamożnych, jedzących za opłatą jadalne potrawy, z użyciem normalnych zastaw i
                                                  sztućców.

                                                  2. Na Twoje wyraźne życzenie: kwestia słuszności finansowania obiadów dla
                                                  biednych z podatków, przez pomoc społeczną.

                                                  Ad 1. Skrytykowałem

                                                  a. ten podział, jako niepedagogiczny
                                                  oraz
                                                  b. jakość fundowanych posiłków, jako marnotrawstwo społecznego grosza.

                                                  W tym drugim przypadku przyznałeś mi rację, w pierwszym - czynisz uniki.

                                                  Ad 2. Właśnie rozpoczęła się kolejna, niekończąca się debata ideolo, gdzie
                                                  po 77 (to taka biblijna liczba oznaczająca de facto dowolnie wiele, lub
                                                  nieskończenie wiele) latach dyskusji strony będą równie mocno przywiązane do
                                                  swych racji, jak obecnie. I tu jednak: ja - przedstawiłem Ci swoje argumenty
                                                  (ekonomiczne, na dodatek), Ty - odpowiadasz pustą frazeologią, bez
                                                  jakiegokolwiek merytorycznego kontrargumentu.

                                                  Skoro o argumentach ekonomicznych: kiedyś mój wykładowca z ekonomii przekonywał
                                                  (mnie przekonał), że warto wszystko wyceniać - czy to będzie drzewo w parku,
                                                  czy nawet ludzkie życie. W przeciwnym wypadku - ktoś (np. polityk) o
                                                  mentalności księgowego potraktuje te rzeczy, jako bezwartościowe: wszak w
                                                  rubryce "wartość" jest kreska...

                                                  Dlatego Twoje zdziwienia w kwestii zapinania pasów w samochodzie wciąż budzą
                                                  moje zdziwienie. Owszem - niechże sobie ten, czy ów, nie zapina, ale wtedy:

                                                  a. deklaruje to na piśmie i uwzględnia w wysokości stawki ubezpieczeniowej,
                                                  albo
                                                  b. w przypadku niezadeklarowania tego i płacenia niższej stawki "dla
                                                  zapinających" - traci prawo do zwrotu kosztów leczenia powypadkowego, czy -
                                                  rodzina - do renty (lub kwoty jednorazowej) w wypadku śmierci w wypadku, jeśli
                                                  okaże się, że jechał bez pasów.

                                                  I tyle. Na TAKIE rozwiązanie przystanę b. chętnie. Dotychczasowe - jest
                                                  okradaniem zapinających (oraz innych ubezpieczonych, niekoniecznie
                                                  samochodziarzy) przez niezapinających, ponieważ narażając się znacznie
                                                  bardziej - płacą taką samą stawkę. "Uszczęśliwianie wyborców" itp. Twoje teorie
                                                  nic tu nie mają do rzeczy.

                                                  W sumie masz więc aż cztery tematy, w tym jeden zakończony zgodną konkluzją.
                                                  Zostały trzy.

                                                  Napisz w końcu coś konkretnego na któryś z nich.

                                                  M.
                                                  • xiazeluka Kelnerze z Czerwonej Oberży... 21.09.05, 11:45
                                                    ...ustalmy jedno - jeżeli piszę, że kambek towarzysza na FAQ nie wypalił, to
                                                    piszę to wprost, bez aluzji dowolnej grubości. Gdybym był lewakiem, to
                                                    dodałbym "...moim zdaniem", dając w ten sposób towarzyszowi nadzieję, że
                                                    kolektyw się ze mną nie zgadza.

                                                    Poziom towarzysza aktualnej twórczości ma dwa mankamenty podstawowe, nie liczą
                                                    detali:
                                                    1. Nudziarstwo - na rany Lenina, jak długo można zajmować się interpunkcją?
                                                    Towarzysz z zapałem zajmuje się jakimiś nieistotnymi drobiazgami, sprawą, która
                                                    po ciosie-kontrze nie powinna nikomu zaprzątać głowy!
                                                    2. Pustka polemiczna - eksperyment swój towarzysz może natychmiast zakończyć,
                                                    jako że jedno z założeń nie zostało wypełnione: towarzysz mizdrzy się jak
                                                    topmodelka na wybiegu, jednak poza ładnym wyglądem treści w tym za grosz.

                                                    1. Podział na "biedne" i "bogate" dzieci jest wysoce umowny - gdyby dzieci
                                                    miały rzeczywiście majętnych rodziców, to nie gniłyby w publicznej placówce.
                                                    Nie jest to ani słuszne ani niesłuszne, jest to po prostu obraz rzeczywistości
                                                    na spalonej socjalizmem polskiej ziemi. Plastikowe sztućce to składnik
                                                    oferty "bezpłatnego dostępu do nauki", o który tak towarzysz się zapluwa,
                                                    tymczasem trudno o lepszy przykład bankructwa tej kretyńskiej idei. To nie wina
                                                    rodziców, że za WŁASNE pieniądze przekazują dzieciom cywilizowane wzorce,
                                                    których nie ma w państwowej szkółce!

                                                    2. Do niewydolnego zakładu kształcenia publicznego towarzysz jeszcze zamierza
                                                    wsadzić pomoc społeczną. Towarzyszu, powściągnijcie entuzjazm - już jeden
                                                    muchomor w zupie sprawia, że potrawa jest niejadalna.

                                                    I teraz:
                                                    1a. Podział jest bardzo pedagogiczny:
                                                    - "biednym" obrazuje sromotę "darmowego" badziewia i konieczność dbania o
                                                    siebie własnymi siłami, bez oglądania się na Molocha i jego macki
                                                    pomocowospołeczne;
                                                    - "bogatym" jasno pokazuje, że aby żyć na poziomie wyższym od
                                                    północnokoreańskiego trzeba płacić podwójnie: haracz na socjalistyczne państwo,
                                                    opłatę za to, co rzekomo państwo zobowiązało się w zamian dostarczać.

                                                    1b. Jakość papu nie jest winą rodziców, w stołówce MinEdu można zjeść znacznie
                                                    lepiej. Dobrze odżywiony pasożyt z tego niepotrzebnego ministerstwa ma więcej
                                                    siły, by troszczyć się o dzieci, które są przecież nasze.


                                                    2a. Argumentów towarzysz nie przedstawił ("problem rozwiąże pomoc społeczna" to
                                                    nie jest argument, to czystej krwi idiotyzm, gaszenie płonącego lasu taczką
                                                    piasku), postulat "wszystkich powinno stać na to i owo" to pobożne życzenie
                                                    umytego marksisty, sprowadzającego problem do "taniej jest okraść wszystkich,
                                                    zamiast samemu działać charytatywnie, składka rozłożona na 40 mln ludzi jest
                                                    mniej dolegliwa, a daje poczucie posiadania czystego sumienia".
                                                    Za cudze, towarzyszu, to łatwo doradzać - a nic innego towarzysz nie potrafi.

                                                    OBOWIĄZEK zapinania pasów to faszyzm, towarzyszu. To moja sprawa, moja wolna
                                                    wola, test mojej odpowiedzialności, Moloch nie ma tu nic do szukania! Powtórzę -
                                                    jeśli towarzysz uważa inaczej, to tym samym przyznaje, że człowiek jest
                                                    własnością państwa, o czym świadczy bezczelna konstatacja, że niezapinający
                                                    okradają pozostałych! Towarzysz chyba zapomniał, że nie ma sposobu, by zrzec
                                                    się "prawa" do "bezpłatnej" opieki lekarskiej? To jest niewolnictwo,
                                                    towarzyszu: pan karmi swoje stado, lecz zabrania rabom jeździć na deskorolce
                                                    bez kasku, bo jeszcze taki się przewróci, potłucze i nie będzie dla pana
                                                    pracował. No i narazi pana na dodatkowe koszty, cham jeden.

                                                    Jak sobie rozwiążą tę kwestię towarzystwa ubezpieczeniowe ("nie zapiąłeś pasów -
                                                    obnizka świadczenia o 70%"), to sprawa między nimi a dobrowolnie się
                                                    zabezpieczającymi polisami klientami

                                                    Dotarło cokolwiek, nudziarzu?
                      • rycho7 no striemitsa nada 12.09.05, 19:17
                        marcq napisał:

                        > no striemitsa nada.

                        Kawalu tego uzywam jako testu na umiejetnosci tlumacza. Testowalem to miedzy
                        innymi na Niemkach "Nadwolzanskich". Jedna jedyna przetlumaczyla genialnie.
                        Niestety potrafi to zrobic jedynie kobieta tam wychowana. Na polskim forum tekst
                        ten nie ma prawdziwego blysku duszy Rosjanki.

                        To tak a propos rzucania perel ...
                        • marcq Re: no striemitsa nada 12.09.05, 20:21
                          rycho7 napisał:

                          > marcq napisał:
                          >
                          > > no striemitsa nada.
                          >
                          > Kawalu tego uzywam jako testu na umiejetnosci tlumacza. Testowalem to miedzy
                          > innymi na Niemkach "Nadwolzanskich". Jedna jedyna przetlumaczyla genialnie.
                          > Niestety potrafi to zrobic jedynie kobieta tam wychowana. Na polskim forum
                          > tekst ten nie ma prawdziwego blysku duszy Rosjanki.
                          >
                          > To tak a propos rzucania perel ...


                          ...przed - ???

                          A co do tłumaczenia: "duch" kawału faktycznie jest nieprzetłumaczalny.
                          Tak, jak nieprzetłumaczalny jest duch słowa "striemlieńje" - mający w sobie
                          coś z marzeń o absolucie... Gdy tu - absolut, to wóda i baby...
                          smile
                          • rycho7 Re: no striemitsa nada 12.09.05, 20:35
                            marcq napisał:

                            > ...przed - ???

                            [xe]erudyte.

                            > coś z marzeń o absolucie...

                            To zanadto po polsku. To tylko pare dni w transsyberyjskiej.
                            • marcq Re: no striemitsa nada 12.09.05, 20:41
                              rycho7 napisał:

                              > To zanadto po polsku. To tylko pare dni w transsyberyjskiej.

                              Wiem. Ale wolałem nie ryzykować dla lepszego tłumaczenia paru lat w
                              Biełomorkanalie... smile
                      • hymen Przy okazji do Towarzysza Marcq konkretnie. 16.09.05, 14:21
                        marcq napisał:

                        > Zadanie domowe: napisać w kilku zdaniach, czy na podstawie tych obrazków
                        można
                        > potwierdzić
                        > a. fakt majątkowego zróżnicowania podwładnego i jego szefa, a jeśli tak, to
                        na
                        > którym obrazku ono występuje (uwaga: pytanie podchwytliwe!),
                        > b. fakt zróżnicowania zakresów kompetencji szefa nr 1 i szefa nr 2 wobec
                        swego
                        > podwładnego.

                        Posłużę się równie hipotetyczną sytuacją, w której Ty masz możliwość
                        natychmiastowego rozwiązania problemu w owej szkole. Co z tego wyniknie?
                        a. zakaz finansowania obiadów swoim dzieciom przez bogatszych rodziców (wszyscy
                        jedzą takie same obiady bądź bogate dzieci nie jedzą ich w ogóle).
                        b. usunięcie botaych dzieci ze szkoły.
                        c. nakaz finasowania obiadów dla dzieci biednych przez bogatych rodziców
                        (wszyscy jedzą dobre obiady).
                        d. inne, socjalistyczne rozwiązanie dające się realnie zastosować w tej szkole.

                        • marcq Towarzysz Marcq stawia się na wezwanie 16.09.05, 16:51
                          hymen napisał:

                          > Posłużę się równie hipotetyczną sytuacją, w której Ty masz możliwość
                          > natychmiastowego rozwiązania problemu w owej szkole. Co z tego wyniknie?
                          > a. zakaz finansowania obiadów swoim dzieciom przez bogatszych rodziców
                          > (wszyscy jedzą takie same obiady bądź bogate dzieci nie jedzą ich w ogóle).
                          > b. usunięcie botaych dzieci ze szkoły.
                          > c. nakaz finasowania obiadów dla dzieci biednych przez bogatych rodziców
                          > (wszyscy jedzą dobre obiady).
                          > d. inne, socjalistyczne rozwiązanie dające się realnie zastosować w tej
                          szkole.


                          Mając do wyboru, jak w "milionerach" jedno z czterech rozwiązań, wybieram "a".
                          Rozwiązanie "b" - nie tylko nierealne, ale również nie rozwiązujące problemu -
                          co najwyżej maskujące go.
                          Rozwiązanie "c" - możliwe, ale na zasadzie dobrowolności (działalność
                          charytatywna), nie nakazu.
                          Rozwiązanie "d" - niepotrzebne, zwłaszcza, jeśli miałbym możliwość modyfikacji
                          rozwiązania "a". Takiej, że nie jedzą obiadu dzieci, które jeść go NIE CHCĄ.
                          Przypuszczam, że jeśli będzie smaczny - zechcą wszystkie. Jeśli nie, ale jako-
                          tako jadalny - zechcą te głodne, czyli - przede wszystkim - te biedne, które w
                          domu innego już nie dostaną.

                          Pozdrawiam.

                          Marcq
                          • hymen I roztacza robotniczą wizję... 18.09.05, 12:14
                            marcq napisał:

                            > Takiej, że nie jedzą obiadu dzieci, które jeść go NIE CHCĄ.
                            > Przypuszczam, że jeśli będzie smaczny - zechcą wszystkie. Jeśli nie, ale jako-
                            > tako jadalny - zechcą te głodne, czyli - przede wszystkim - te biedne, które
                            w
                            > domu innego już nie dostaną.

                            I w ten sposób poprzez zakazy stworzysz wizję świata siemięrżnego ale
                            społecznie sprawiedliwego. Taki robotniczy aparthaid, w którym dążenie do
                            lepszego świata jest niemile widziane. Jest też inna intrerpretacja Twojej
                            odpowiedzi. Polega to na akceptacji mimo wszystko świata tych lepszych i
                            gorszych. Świat lepszych i gorszych szkół, do których dostęp wynika z
                            zamożności i rodziców. Ale niestety nie tylko. Dodatkowym atrybytem może być
                            posłuszeństwo, lojalność czy wiara w jedynie słuszne cele. Ciekawe jest tu to,
                            że świat potyka się o tak prozaiczne rzeczy jak obiad dla dzieci w szkole i te
                            właśnie rzeczy wyznaczają stosunek do otoczenia. Nie zniwelujesz w ten sposób
                            różnic w posiadaniu.

                            Pozdr
                            • marcq Do interpretatora SWOICH wizji :) 19.09.05, 16:16
                              hymen napisał:

                              > I w ten sposób poprzez zakazy stworzysz wizję świata siemięrżnego ale
                              > społecznie sprawiedliwego. Taki robotniczy aparthaid, w którym dążenie do
                              > lepszego świata jest niemile widziane. Jest też inna intrerpretacja Twojej
                              > odpowiedzi. Polega to na akceptacji mimo wszystko świata tych lepszych i
                              > gorszych. Świat lepszych i gorszych szkół, do których dostęp wynika z
                              > zamożności i rodziców. Ale niestety nie tylko. Dodatkowym atrybytem może być
                              > posłuszeństwo, lojalność czy wiara w jedynie słuszne cele. Ciekawe jest tu
                              > to, że świat potyka się o tak prozaiczne rzeczy jak obiad dla dzieci w szkole
                              > i te właśnie rzeczy wyznaczają stosunek do otoczenia. Nie zniwelujesz w ten
                              > sposób różnic w posiadaniu.


                              Czy my aby rozmawiamy o tym samym?!

                              Spytałeś mnie o metodę rozwiązania TEGO problemu: problemu opisanego przez
                              Patience, a nie - problemu różnic stanu posiadania, które były, są i będą.
                              Odpowiedziałem Ci więc na TĘ kwestię.

                              To, co proponuję, to - ani czynienie wstrętów w "dążeniu do lepszego świata",
                              ani "akceptacji mimo wszystko świata tych lepszych i gorszych". To sprzeciw
                              wobec antypedagogicznej polityki szkoły, która stwarza warunki sprzyjające
                              powstawaniu wzorców zachowań "wielkopańskich" wobec biedniejszej części
                              społeczeństwa. Przy okazji - również sprzeciw wobec marnowania społecznych
                              pieniędzy na kupowanie niejadalnych, bo niepłatnych obiadów dla tej biedoty.
                              Piszę o tym w dyskusji z Luką (i to po kilka razy, bo Luka "kuma" nie lepiej,
                              niż Ty). Co więcej - podaję tam przykład prywatnych szkół anglosaskich, które -
                              choć w znacznej większości dla bogatych - wychowują młodzież w duchu równości
                              wszystkich LUDZI.

                              A kwestia wyrównywania dysproporcji MAJĄTKOWYCH to zupełnie inna kwestia.

                              Pozdrawiam wzajemnie.

                              M.
                              • hymen Bo Towarzysza należy prześwietlać, jak najbardziej 21.09.05, 11:59
                                marcq napisał:

                                > Czy my aby rozmawiamy o tym samym?!
                                >
                                > Spytałeś mnie o metodę rozwiązania TEGO problemu: problemu opisanego przez
                                > Patience, a nie - problemu różnic stanu posiadania, które były, są i będą.
                                > Odpowiedziałem Ci więc na TĘ kwestię.

                                Owszem, przyjąłem ją bez zastrzerzeń smile)). Rozwiązaniem problemu są szkoły, w
                                których stołówka nie dzieli uczniów na gorszych i lepszych. Jednak to względne
                                pojęcie, gdyż nie wszyscy skorzystają z oferty szkoły a co poniektórzy
                                poszukają sobie innej. I problem lepszy i gorszy w dalszym ciągu pozostaje, bo
                                będą lepsze i gorsze szkoły i tego przede wszystkim dotyczyła odpowiedź. Co
                                oznacza w zależności od woli decydującego (Ciebie) poprzestanie na tym lub
                                dalsza ingerencję w celu unifikacji podawania obiadów w szkołach.

                                >
                                > To, co proponuję, to - ani czynienie wstrętów w "dążeniu do lepszego świata",
                                > ani "akceptacji mimo wszystko świata tych lepszych i gorszych". To sprzeciw
                                > wobec antypedagogicznej polityki szkoły, która stwarza warunki sprzyjające
                                > powstawaniu wzorców zachowań "wielkopańskich" wobec biedniejszej części
                                > społeczeństwa. Przy okazji - również sprzeciw wobec marnowania społecznych
                                > pieniędzy na kupowanie niejadalnych, bo niepłatnych obiadów dla tej biedoty.

                                Jakość obiadów musi być zgodna z możliwościami szkoły. Jeżeli ktoś uważa, że
                                jest to poziom nie wystarczający dla potrzeb swoich dzieci i możliwości własnej
                                kieszeni ma będzie dążył do jakiegoś rozwiązania tej kwesti. Może zmienić
                                szkołę lub zorganizawać z innymi obiady fakultatywne, tak jak np dodatkowe
                                przedmioty, na które też biedniejszych nie stać. Ty kwestionujesz tę drugą
                                możliwość, ja dodaję, że również tę pierwszą. Przy czym ten szczególny
                                przypadek, który jest kanwą naszych pogaduszek nie w pełni odzwierciedla
                                problemy, gdyż nie ulega wątpliwości, że "sprzeciw wobec marnowania społecznych
                                pieniędzy na kupowanie niejadalnych" jest słuszny i niekwestionowany przeze
                                mnie. Przeciwstawiam się jedynie dorabianiu do tego przypadku "wielkopańskich
                                zachowań", wzorców itp.

                                > Piszę o tym w dyskusji z Luką (i to po kilka razy, bo Luka "kuma" nie lepiej,
                                > niż Ty). Co więcej - podaję tam przykład prywatnych szkół anglosaskich,
                                które -
                                >
                                > choć w znacznej większości dla bogatych - wychowują młodzież w duchu równości
                                > wszystkich LUDZI.

                                Czy nie zdarza się, że uczniowie takich szkół czują pogardę do uczniów innych
                                szkół, np prowincjonalnych szkół dla biedoty? Ja rozumiem wychowywanie w duchu
                                równości, pod warunkiem jednak akceptacji nierówności, w tym majątkowych.

                                >
                                > A kwestia wyrównywania dysproporcji MAJĄTKOWYCH to zupełnie inna kwestia.

                                Tak. Ma ona jednak zasadniczy wpływ na powstawanie przypadków podobnych do tu
                                przytoczonego.

                                Posdr J.
                  • rycho7 popieram srednik 09.09.05, 19:50
                    marcq napisał:

                    > użycie średnika - bezbłędne.

                    W kontekscie okolozerowym srednik jest niezmiernie istotny. Nie wprowadza w blad
                    jak kropka lub przecinek. Zero nie zaczyna byc znaczace. Ksiecuis nie moze sie
                    wbic w dume.
                    • xiazeluka Towarzyszu Richardzie, macie wolne 12.09.05, 12:16
                      Zjawiło się kilku poważnych dyskutantów, więc Ciebie zawieszam na kołku; kiedy
                      będzie okazja do krotochwili, to sobie o Tobie przypomnę.

                      PS. Rzeczywistość puka do Twoich drzwi. Idź otworzyć.
                      • rycho7 zgodnie z instrukcyjami od Szeli 12.09.05, 12:46
                        xiazeluka napisała:

                        > Ciebie zawieszam na kołku;

                        Ja ostrze pile, jedyny argument zrozumialy dla dewiantow chowu wsobnego.

                        Ewentualnie gdybym mial okazje pocwiczyc to zaostrze pal.
      • alfalfa Re: Michnikoid do Patience :) 09.09.05, 00:09
        marcq napisał:

        > Uważam, że w tego typu rozumowaniu podstawowym błędem - także z
        > ekonomicznego, nie tylko z humanistycznego punktu widzenia - jest
        przyjmowanie
        > założenia, że dzieci są WŁASNOŚCIĄ rodziców, z wszelkimi tego konsekwencjami.
        > Że - w związku z tym - społeczeństwo nie ma ani prawa ani obowiązku troszczyć
        > się o dzieci CUDZE.

        "Troszczyć się" w Twoim języku wychodzi na "przejąć właśność" lub
        też "znacjonalizować" po przetłumaczeniu. Mylisz sie podwójnie.

        Choć przecież kiedyś - tak wychowane, jak było im dane -
        > będą tego społeczeństwa równoprawną częścią. I że ta "lepsza" część wyniesie
        > utrwalone wzorce pogardy dla "gorszych", a ci "gorsi" - psychiczną zadrę, być
        > może do końca życia.

        Kompletne bzdury. Właśnie historia jest nauką, która Twoim tezom przeczy.
        Czyżbyś nadal zakładał, że rewolucje (lub ewolucje) powoduje "lud"? Ech, czym
        skorupka...

        Prosty przykład: Rycho co jakiś czas przywołuje M.Teresę - trudno byłoby
        dowieść jej proletariackie pochodzenie itd., itp..

        Przykład drugi: zapomniałeś, że te "zniewolone i odsunięte masy" mają obecnie
        prawa wyborcze i karteczką po niewielkim niedzielnym spacerze mogą polepszyć
        swój los głosując np. na Samoobronę. Jakoś się tak nie dzieje.

        > Tylko jak to się ma do faktu, że np. w USA, po okresie
        >
        > segregacji rasowej jeszcze znacznie ostrzejszej,

        To ma sie jak pięść do nosa. Użyte przez Helgę słowo apartheid właśnie tak
        pasuje do opisu rozwartwienia majątkowego. Segregacja rasowa: nie miało
        znaczenia ile kasy masz ale jakiego jesteś koloru. Przygoda młodego Gandhiego w
        pociągu w RPA powinna wyjaśnić róznicę.

        zaczęto tę segregację na siłę
        > redukować, włącznie z wożeniem czarnych dzieci z czarnych dzielnic do ex-
        "tylko
        > -
        > dla-białych" szkół. I odwrotnie. Tylko, że TAM zaczęto to robić, gdy było już
        > trochę za późno, gdy widać już było gołym okiem zbliżający się wybuch
        > społeczny...
        >

        Tak, "udany" eksperyment dotowanego mieszkalnictwa dla wyżej wspomnianych w
        wyżej wspomnianym kraju też "ma się tak do faktu". Inaczej mówiąc dowożenie
        okazało się kosztownym eksperymentem zakończonym fiaskiem.

        A.
        • patience Alez alfalfa. Dzieci nie zarabiaja 09.09.05, 12:01
          Dzieci bogatych ludzi same nie zarobily grosza. W Polsce powinno sie co prawda
          pissac raczej "nie ukradly", bo ci polscy bogaci to specjalisci od
          szmalcownictwa i zlodziejstwa... Uczac ich pogrady wobec nedzy uczysz tego
          samego, co w pewnym czasie nauczyl sie syn premiera Piotra Jaroszewicza, dzieki
          czemu o Polsce ukazywaly sie artykuly w rodzaju "Czerwony ksiaze w Monte Carlo".
          Twoje i luki teksty nie maja nic wspolnego z kultura pracy u amerykanskich
          konserwatystow. Oni mowia, ze konserwatyzm jest "wspolczujacy", a ograniczanie
          roli panstwa jest mozliwe dlatego, ze bogaci sami z siebie daja dotacje i zapisy
          na instytucje charytatywne. I to rzeczywiscie robia. A dzieci bogatych ludzi...
          widzialam sama. Taki college z bardzo wysokim czesnym, ktory ma wpisane W
          REGULAMIN SZKOLY max. wysokosc kieszonkowego danego dziecku. To bardzo niewielka
          kwota. Jak malolat chce zarobic, to idzie pracowac na stolowke. Sprzata tam i
          zmywa naczynia tak samo jak dzieci rodzicow biednych, ktore dostaly sie do tej
          szkoly za wyniki w nauce i w ramach programu stypendialnego, czesciowo
          finansowanego przez panstwo, a czesciowo z tych bardzo wysokich oplat czesnego.

          To co ty i luka piszenie to nie konserwatyzm tylko kultura dzikusow z
          przyslowiowego Bantustanu. Albo gorzej, gangsterow.
          • xiazeluka Dzieci potrafią zarabiać 09.09.05, 12:26
            Dzieci biednych ludzi również nie zarobiły same ani grosza, można równie dobrze
            powiedzieć. A ta lepperowska frazeologia o bogaczach, którzy gremialnie
            interesy zaczęli od ukradzenia pierwszego miliona w Pani ustach nie brzmi
            wiarygodnie, obrończynio lewicowych wartości; tłumy postubeków i
            ekspezetpeerowców okopały się w gabinetach zarządów spółek, banków i fabryk,
            skutecznie uniemożliwiając w tym kraju budowę normalnej klasy średniej.

            Nikt tu nie uczy nikogo pogardy, towarzyszko, przeciwnie, fakty zdają się
            przeczyć Pani lewicowym urojeniom, na przykład:

            "...1 850 000 złotych wpłacili na konto "Pajacyka" warszawiacy i warszawskie
            firmy od lipca 2004 do czerwca 2005 roku! Najwięcej pieniędzy na dożywianie
            głodnych dzieci pochodzi od darczyńców prywatnych..."

            /Echo miasta z wczoraj/

            Ja dzień przy komputerze zaczynam od kliknięcia w "Pajacyka", szanowna
            towarzyszko. A z kulturą amerykańskich konserwatystów mamy (my, prawica) więcej
            wspólnego, niż się towarzyszce wydaje - nie chwalimy się WŁASNYMI datkami, w
            przeciwieństwie do humanistycznych lewicowców szczycących się pomocą społeczną
            za CUDZE pieniądze i racji tej wspaniałomyslności za nie swoje pouczają
            porządnych ludzi.
            A zatem, towarzyszko, kultury uczcie siebie i swoich braci w Leninie.
            • patience Re: Dzieci potrafią zarabiać 09.09.05, 13:31
              > tłumy postubeków i
              > ekspezetpeerowców okopały się w gabinetach zarządów spółek, banków i fabryk,
              > skutecznie uniemożliwiając w tym kraju budowę normalnej klasy średniej.

              Prawda. Tylko nalezaloby dodac, ze obyczaje tych tlumow ubekow i
              ekspezetpeerowcow przejmuja ci, ktorzy uprawiaja propagande, ze sa
              konserwatysstami, a w rzeczywistosci szerza ideologie spoleczenstwa bandziorow.

              > "...1 850 000 złotych wpłacili na konto "Pajacyka" warszawiacy i warszawskie
              > firmy od lipca 2004 do czerwca 2005 roku! Najwięcej pieniędzy na dożywianie
              > głodnych dzieci pochodzi od darczyńców prywatnych..."

              I tak powinno byc. Tylko nie jestem pewna, czy ci prywatni darczyncy mieli na
              mysli niedogotowane ziemniaki na plastikowych talerzach i apartheid w szkole.

              > Ja dzień przy komputerze zaczynam od kliknięcia w "Pajacyka"

              Tak trzymac.

              Ciagu dalszego o chwalacych sie nie rozumiem kogo towarzysz ma na mysli? Oprocz
              towarzysza chwalacego sie klikaniem w pajacyka nikt inny tu niczym sie nie chwali...
              • xiazeluka Re: Dzieci potrafią zarabiać 09.09.05, 13:51
                "Społeczeństwo bandziorów", niezłe. Celne określenie Pani postulatów,
                sprowadzających się do: "bogaci to złodzieje, biedacy to szlachetne ofiary,
                zatem zaprawdę słuszne jest i sprawiedliwe, by wobec bogaczy zastosować
                Endloesung". Ludzie wytresowani takimi zbrodniczymi pomysłami istotnie zamienią
                się we wspólnotę bandytów, upatrujących poprawy swego losu w rozboju, a nie
                wysiłku własnych rąk. No i warto zauważyć, że biedni nie mają nic przeciwno być
                utrzymywanym przez "złodziei", co oznacza, że wspiera Pani paserstwo.

                Darczyńca przekazuje kasę, jak zostanie ona wykorzystana, to znaczy czy
                dysponet tej kasy ugotuje ziemnniaki do końca, nie ponosi winy. Zresztą jakoś
                mimo wszystko trudno sobie wyobrazić, by kuchty złośliwie podawały dzieciom
                skamieniałe pyry, tym bardziej, że przecież ci majętniejsi gotowali sobie
                podobno sami!

                Co do chwalenia - napisałem, jak jest, chwaleniem się byłoby zamieszczenie
                podobnego oświadczenia w sygnaturce. Zresztą sama towarzyszka szklochała, że
                polska prawica nie zachowuje się jak konserwatyści jankescy, więc o co Pani
                chodzi? Wikła się towarzyszka w sprzeczności.
                • jaski Cacy Skywalker 10.09.05, 03:35
                  Caaaaalkiem ladna pyskowka. Mam nadzieje, ze sie dobrze bawiliscie gra w slowka
                  i arystotelesa, ostatnie podrygi zdychajacej ostrygi? Wiecie, ze jestescie
                  okrazeni? Umocnienia moze i niezle, ale wiecie, Fortyfikacje to jakby przezytek
                  juz, wojna manewrowa sie liczy. Odpor dajecie jak narazie niezly, ale to
                  pozycja zagrozona, nalezy sie wycofac, bo nawet tylko i wylacznie ekonomicznie
                  patrzac, to co myslicie Skywalker bardziej sie oplaca? Ot, nam, podatnikom?
                  Zafundowac tym bachorom papu, podstawowke i jakis trade school(potem moga
                  hydraulikiem zostac i do jakiejs angli czy francyji wyjechac) czy potem
                  utrzymywac towarzystwo przez pare lat w osrodkach wychowawczych niejkao
                  zamknietych? Wychowywac na obywateli, wpajac rownosci, wolnosc, braterstwo -
                  tow. Che wiecznie zywy.
                  Drugi Wasz blad Skywalker polega na zalozeniu, ze bedziemy pod drzwiami waszych
                  salonow stali. I to duuuuzy blad. MY w te salony czolgami wjedziemy, czy Wam
                  sie podoba czy nie. Historia zna takie przyklady, czyz nie? Trzy Dni, Ktore
                  Wstrzasnely Swiatem, ktos napisze. Amerykanin pewnie. TAk samo prawicowy jak Wy
                  Skywalker. Czyli marne szanse przezycia. Jak na razie.Politycznego rzecz jasna.
                  • rycho7 wiara w najsilniejsza armie swiata 10.09.05, 10:58
                    jaski napisał:

                    > MY w te salony czolgami wjedziemy, czy Wam
                    > sie podoba czy nie. Historia zna takie przyklady, czyz nie?

                    USAncy maja najlepiej uzbrojona armie swiata. Z braku chetnych niedlugo beda
                    werbowac na szeregowcow u Bin Ladena. Jak do Legionow Rzymskich. No i skonczy
                    sie tak jak z Ostrogotami obalajacymi Rzym.
                    • jaski Re: wiara w najsilniejsza armie swiata 10.09.05, 18:55
                      > USAncy maja najlepiej uzbrojona armie swiata. Z braku chetnych niedlugo beda
                      > werbowac na szeregowcow u Bin Ladena. Jak do Legionow Rzymskich. No i skonczy
                      > sie tak jak z Ostrogotami obalajacymi Rzym.

                      Aha, to jest wlasnie problem z ochotnicza armia. Bo ilu czubow mozna znalezc,
                      takich co to im sie podoba jak do nich strzelaja? Chyba wszystkich juz spisali,
                      to normalni zostaja co nie bardzo lubia jak im sie kuku robi. Za to teraz placa
                      co nieco lepiej, wiec jak $ 20k potrzebujesz, to pracie bardzo. Goci nie
                      zagroza, widze raczej problem w nadmiernej techicyzacji, bez linku do
                      dowodzctwa i lap topa nic sie nie da zrobic-patrz F-117 ktore bez komputera nie
                      poleci.

                      Uklony. bez sygnaturki.
                  • xiazeluka Dziękuję za szczerość, towarzyszu jaski 12.09.05, 12:13
                    Wasza odpowiedź bardzo mnie ucieszyła, ponieważ jest jeszcze jednym dowodem na
                    to, że uprzejmość w stosunkach z Czerwonymi jest nie na miejscu, rozsądniej od
                    razu rozpocząć ogień z ciężkiej broni maszynowej, wzorem bohaterskiego Generała
                    Pinocheta, który karminowej hołocie na salony dostępu nie dał.

                    Co nam się opłaca? Zlikwidować obszary biedy, towarzyszu, ale nie łapówkami,
                    jako że to metoda kosztawna, krótkowzroczna i per saldo nieskuteczna, lecz
                    odwrotnie: likwidacją darmochy za cudze. Nawet jeśli towarzysz zagoni siłą
                    wszystkie bachory do szkoły, to i tak nie będzie z tego pożytku, jesli
                    smarkacze nie będą rozumieć, że uczą się dla siebie, a nie dla towarzysza
                    Pierwszego Sekretarza jaskiego. Przymus oznacza dla nich niecelowość wysiłku.
                    Koszta zaś bezpośrednie ponoszą koledzy i koleżanki z ław szkolnych
                    bezpośrednio, a pośrednio - podatnicy. Tak samo "wychowywanie obywateli", czyli
                    nazywając rzecz po ludzku - "indoktrynacja niewolników" w ideałach równości i
                    braterstwa (a gdzie tu miejsce na wolność, skoro ma być równo? Zastanawialiście
                    się kiedyś nad tym, towarzyszu? Jeśli ktoś chce być biedny, to co, wszyscy w
                    imię równości powinni się dostosować? A jeśli ogół nie chce mieć biednych i
                    przemocą wzbogaci takiego ananasa, to łamiąc ideę wolności wyłącznie...) to
                    zawracanie głowy - ludzie są wolni z natury, a nie dlatego, że łaskawy pan
                    jaski im takie prawa nada. To wy, komuchy, jesteście specjalistami od
                    ograniczania wolności ludzi, a potem dziwicie się, że nikomu nic się nie chce,
                    bieda rośnie, a podatków już się nie da podwyższyć...

                    Otóż, towarzyszu rewolucjonisto, nawet, jeśli w nasze salony wjedziedzie na
                    swoich tankietkach, jak to już tu i ówdzie na świecie uczyniliście, to efekty
                    nie będą inne od tych, które już udało wam się osiągnąć - 100 mln trupów plus
                    dewastacja gospodarcza szeregu krajów, po czym wszystko trzeba zaczynać od
                    nowa, ale tym razem zgodnie z zasadami ekonomiii. O wartościach etycznych nie
                    będę wspominał, ponieważ złodzieje i mordercy i tak nigdy nie pojmą, o co w tym
                    chodzi.

                    Chcecie wprowadzić Socjalistyczną Republikę Światową? Proszę bardzo, kto wie,
                    może nawet bydlakom waszego pokroju rzecz tę uda się przeprowadzić. Jeśli
                    zajmiecie jakieś dobre stanowisko u nomenklaturowego żłoba, to może nawet wam
                    się sytuacja materialna polepszy i z całym przekonaniem będzie zachwalać Wielką
                    Socjalistyczną Rewolucję, jednak ogółowi wcale nie będzie lepiej. Będzie
                    gorzej. Jak zwykle.
                    • rycho7 komunia wspolnoty glodu 12.09.05, 12:56
                      xiazeluka napisała:

                      > To wy, komuchy, jesteście specjalistami od
                      > ograniczania wolności ludzi

                      Pierwotne wspolnoty chrzescian nazywane byly komunami. Skladaly sie one z ludzi
                      pragnacych ograniczyc swa wolnosc do niewolnictwa. Nie symbolicznego lecz
                      ustrojowego.

                      Komuny takie spotykaly sie aby ograniczyc swa wolnosc dla glodu i spozywaly
                      WSPOLNE (komunistyczne) posilki zwane komuniami. Wtedy zarcie jeszcze bylo
                      prawdziwe a nie symboliczne (przezroczyste z cienkosci).

                      Dewiantowi chowu wsobnego nie podoba sie slownictwo o 2000 lat tradycji.
                      Niewatpliwie komunisci sprzed 2000 lat prowadzili dzialalnosc przestepcza
                      przeciw ustrojowi niewolniczemu. Ich skutecznosc byla o tyle ograniczona, ze jak
                      dotad zmienily sie dwa ustroje a wspolnota Homo Sapiens jeszcze nie nastapila.
                      Dewianci usiluja slownie zapobiec usilowaniom walki z glodem i niewolnictwem.
                      Jak na razie nie znalezli glupszych od siebie.
                    • jaceq Re: Dziękuję za szczerość, towarzyszu jaski 18.09.05, 20:50

                      > bohaterskiego Generała
                      > Pinocheta, który karminowej hołocie na salony dostępu nie dał

                      Oo, to bardzo stosowny przykład: jak przy okazji rewolucji
                      (wprawdzie "prawicowej" ale jednak rewolucji) samemu napełnić sobie woreczki:

                      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34185,2918271.html

                      Interesujące przy tym jest, można rzec: ironia losu, że obecnie 'karminowe' USA
                      wstępu na swoje salony Pinoszetowi nie daje, a ten się do zakazu stosuje, bo
                      gdyby przyszło mu do łba postawić nogę na amerykańskiej ziemi, to poczułby na
                      ramieniu ciężkie łapska agentów federalnej skarbówki i Chile nie zobaczyłby już
                      do końca życia zapewne. Baaardzo zabawne.
                      _____________________________
                      "Bóg. Ojczyzna. Honorarium."
                      • xiazeluka Jackuq, głupstwa opowiadasz 21.09.05, 09:28
                        1. Przykład jest nieadekwatny, ponieważ ja pisałem o roli Generała w walce z
                        agresywnym komunizmem, cytat z Judische Zeitung odnosi się do Jego poczynań po
                        oddaniu władzy.

                        2. To była kontrrewolucja, a nie rewolucja.

                        3. USA haniebnie nie wspierały Pinocheta w latach 70., choć chętnie i szczodrze
                        zasilały antykomunistycznych kacyków w innych krajach (np. Marcosa na
                        Filipinach, który, podjudzony przez USA właśnie, odmówił Generałowi prawa
                        wjazdu do swojej bananowej republiki...), a embargo na dostawy broni do Chile
                        zniosły dopiero ok. 1990 r. Po zdradzie Albionu i kidnapingu na Generale wcale
                        się nie dziwię, że interesy załatwiał drogą nieformalną.
                    • jaski Re: Dziękuję za szczerość, towarzyszu jaski 19.09.05, 23:42
                      >Proszę bardzo, kto wie,
                      > może nawet bydlakom waszego pokroju rzecz tę uda się przeprowadzić


                      A fe Skywalker, fe! NIe dosc, ze bydlakom to jeszcze pokroj wstawiliscie.
                      Powinismy poczuc sie obrazeni co nieco, inwektywa prostacka i bez polotu, stac
                      Was na wiecej przeciez. Ale coz, Wy skywalker z klasy jestescie
                      nieuswiadomionej, wiec brak kindersztuby wybaczyc trzeba, co i tez robimy. A
                      tak powazniej, to ile jeszcze mozna o prawdach najprawdziwszych pisac?
                      Zlikwidowac obszary biedy? Jak najbardziej, haselko przecudne do wycierania
                      ryja, jeden problem- jak? Technicznie prosze, bez pie..i krasomowstwa. Jak
                      dotad swiat zna tylko jeden sposob na likiwdacje biedy- trzeba w ta biede
                      wpompowac mase kasy. Nic sie nie bierze samo przez sie i z niczego, zaden
                      bardziej lub mniej gowniany akt prawny niczego nie zalatwi jak nie stoja za nim
                      srodki. Czy Wy nie przeceniacie naszego spoleczenstwa Skywalker? Czy nie za
                      duzo wymagacie od 10-12 latkow? Samookreslenia ekonomicznego? W zabitej i
                      zapitej Polsce B gdzies tam? Aha, rozumiem, stawiacie na geniuszy, z kazdego
                      10k wybierze sie jednego.

                      >cryinga gdzie tu miejsce na wolność, skoro ma być równo? Zastanawialiście
                      >
                      > się kiedyś nad tym, towarzyszu? Jeśli ktoś chce być biedny, to co, wszyscy w
                      > imię równości powinni się dostosować? A jeśli ogół nie chce mieć biednych i
                      > przemocą wzbogaci takiego ananasa, to łamiąc ideę wolności wyłącznie

                      EEEE, Skywalker, 3-. Demoagogia rodem z zebrania w peterburku ad 1917. Dorzuce
                      Wam cos od siebie- dyktatura madrych w interesie glupich. A co tez ladne. I
                      jeszcze jedno- od kazdego wedlug mozliwosci, kazdemu wedlug potzreb. Tylko to
                      ja Wasze potrzeby bede definiowal. I jeszcze jedna 'prawda najprawdziwsza'
                      czyli fikcja ktoras juz tam z rzedu- rownosc podmiotow, wyrownany start. Czy
                      zauwazyliscie, ze napisalem wyrownany, nie rowny? Mala rzecz a cieszy. Mnie nie
                      stac na Yale czy inny MIT ale za psie pieniadze moge isc do miejskiej szkolki.
                      Mam porzyczki na stanowy univer, a jeszcze co smieszniejsze, moj pracodawca
                      chetnie pokryje czesc czesnego, bo zgnily kapitalista chce miec sile robocza
                      bardziej kumata. Czyli nie o lapowki chodzi, ale INVESTyCJE. Kumamy roznice?
                      Prosciej, dajac gowniarzowi papu i szkolke inwestyjesz w swoja przyszlosc, bo
                      zwiekszasz szanse, ze CI ten gowniarz wieczorowa pora w leb bejzbolem nie
                      zajedzie.

                      > Otóż, towarzyszu rewolucjonisto, nawet, jeśli w nasze salony wjedziedzie na
                      > swoich tankietkach, jak to już tu i ówdzie na świecie uczyniliście, to efekty
                      > nie będą inne od tych, które już udało wam się osiągnąć - 100 mln trupów plus

                      No nie, opiliscie sie Skywalker? Granada, Panama, S. Korea? 100 M sztywnych?

                      > Chcecie wprowadzić Socjalistyczną Republikę Światową?

                      Jak najbardziej. Cos tak sluchy chodza, ze socjalizmu trzeba w skandynawi
                      szukac. Ale Wam sie podobal nie bedzie, podatki trzeba placic. W usa tyz.

                      Z rewolucyjnym pozdrowieniem.
                      Comendante 0.smile
                      • xiazeluka Towarzyszu bez polotu 21.09.05, 09:46
                        Każdy komunista to bydlak: złodziej i morderca. Nie ma się co obrażać za
                        stwierdzenie faktu.

                        No i analfabeta z Was chyba, towarzyszu jaski. Prawica nie "likwiduje obszarów
                        biedy", to domena Lewicy; prawica jedynie trzeźwo zauważa, że biedni i bogaci
                        to stan naturalny, a szanse biedaków na lepsze życie daje wzrost ogólnego
                        dobrobytu, a nie inżyniera społeczna. Żadnej więc kasy wpompowywać nie trzeba,
                        tępawy towarzyszu, ponieważ to nic nie daje - przeżrą, przepiją, ukradną i
                        dalej będą biedni. Przykład postpegieerów czy niektórych dzielnic w Hameryce
                        zamieszkałych przez czarnuchów dowodzi, że niektórzy tkwią w stanie półnędzy
                        niejako z wyboru. Szansę na polepszenie swego losu mają jedynie ci, którym się
                        chce, jedni i drudzy nie potrzebuja więc kasy, tym drugim wystarczy mozliwość
                        swobodnego rozwoju. A chęć poprawy własnego losu jest naturalnym pragnieniem
                        niemal każdego człowieka, nie musicie, urzędasie jaski, jeździć po wiochach
                        Polski B i uświadamiać tamtejszych bauerów, że warto posyłać bachory do szkół.
                        Mój kolega z podbiałuruskiego przysiółka, którego nie ma nawet na mapach, a
                        najbliższa cywilizacja znajduje się 12 kilometrów przezz las, obecnie jest
                        sekretarzem w jednej z ambasad. Jak to możliwe bez pomocy państwa, co,
                        towarzyszu?

                        Do zarzutu demagogii się nie ustosunkuję, ponieważ bełkot towarzysza sprawia
                        wrażenie demagogicznego właśnie i to takiego z kursu dla początkujących. Równy
                        czy wyrównany start to mit, frazes, zaklęcie, zaś uzasadnienie: "byle szkółka"
                        sprawia, że można co najwyżej uśmiechnąć się z politowaniem na widok
                        takiego "wyrównanego startu". Inwestycje, o których piszecie, to dobra rzecz
                        warta rozpowszechnienia, ale zdaje się przeoczyliście, że inwestują kapitaliści
                        za własne pieniądze, a nie opresyjne państwo za zrabowane wszystkim obywatelom.

                        100 milionów trupów towarzysza ideologii nie mieści się w łepetynie, tak? I, co
                        za pech, nie da się niczego przeciwstawić tej arytmetyce (grenada, Panama to
                        kilkadziesiąt trupów, Południowa Korea obciąża konto towarzyszy towarzysza -
                        nie obiło wam się jeszcze o uszy, że stroną atakującą byli Czerwoni, tak jak w
                        Wietnamie?)

                        No, to pozdrowię was okrzykiem lewicowców szczerze oddanych pomysłowi Światowej
                        Republiki Socjalistycznej: Heil Hitler!
                        • jaski Re: Towarzyszu bez polotu 24.09.05, 00:17

                          > Każdy komunista to bydlak: złodziej i morderca. Nie ma się co obrażać za
                          > stwierdzenie faktu

                          A kazdy rudy jest wredny, murzyni sa glupi, zydzi to zlodzieje a otyli zyja
                          krocej. Gratuluje doglebnej analizy.

                          >
                          > No i analfabeta z Was chyba, towarzyszu jaski.

                          Byc moze, nie chce mi sie spierac.

                          >Prawica nie "likwiduje obszarów
                          > biedy", to domena Lewicy; prawica jedynie trzeźwo zauważa, że biedni i bogaci
                          > to stan naturalny, a szanse biedaków na lepsze życie daje wzrost ogólnego
                          > dobrobytu, a nie inżyniera społeczna

                          Taa, ja to wiem, ze Wam Skywalker wystarczy jak bedziecie zauwazeni. I nic
                          dalej. Wzrost ogolnego dobrobytu- no niezle , akorat na wybory. Czym to sie
                          rozni od pol litra na glowe i kilo kielbasy? O tresc pytam, forma mnie nie
                          interesuje. Niestety, ten Wasz wzrost dobrobytu jesz nieliniowy, jakis taki
                          nieegalitarny, czyli bogaci robia sie bogatszymi, a biedni co najwyzej zostaja
                          tak samo biednymi. No i getta sie robia, i dla jednych i dla drugich.

                          > Żadnej więc kasy wpompowywać nie trzeba,
                          > tępawy towarzyszu, ponieważ to nic nie daje - przeżrą, przepiją, ukradną i
                          > dalej będą biedni.

                          Czy wy Skywalker wiecie co piszecie? Tak generalnie przynajmniej? Wyjdzcie moze
                          z pudelka i big picture sobie wyobrazcie. Pompowanie kasy nie polega na gotowce
                          do lapki. Polega na dawaniu szansy wlasnie, vide pan busz i jego plany.
                          Federalna ziemia za darmo(jak sie bedzisz chcial budowac, czyli przyjmiesz
                          odpowiedzialnosc jakas), czy tez brak obowiazku zatrudniania zwiazkowcow przy
                          kontraktach federalnych. I to wlasnie jest pompowanie kasy(i to sporej) w te
                          Wasze 'obszary biedy'. Ja wiem Skywalker, ze Wy byscie woleli rzucic pare kosci
                          w srodek i niech najlepsi(?) najbardziej wartosciowe(?) jednostki przetrwaja. I
                          dac sobie raz na zwasze spokoj z jakas inzynieria spoleczna.

                          >Przykład postpegieerów czy niektórych dzielnic w Hameryce
                          > zamieszkałych przez czarnuchów dowodzi, że niektórzy tkwią w stanie półnędzy
                          > niejako z wyboru.

                          Tak, ale sa tez i tacy, co tego wyboru nigdy nie mieli. Bo nawet nie wiedzieli,
                          ze istnieje. Telewizja klamie.

                          >Szansę na polepszenie swego losu mają jedynie ci, którym się chce

                          Jasne, mi sie chce, to moge wiecej prochow dilowac albo jeszcze lepszy pistolet
                          zalatwic, ale czy aby o to Wam chodzi? Nie pie..ie Skywalker krowie jak
                          pieknie jest latac skoro ja na kurs pilotazu nie jestescie w stanie zapisac.
                          I kolegami nie macie co sie chwalic Skywalker, bo jeden moj kolega byl jakims
                          tam od jakiejs rady do telewizji a drugi teraz na prezydenta startuje. Temu
                          Waszemu koledze to szkole do ktorej mial te 12 km tatus i mamusia placili? I
                          jak go stac dojezdzac bylo? Akademik mial? I stypendium?
                          I wiecie co Skywalker? Wy sie chyba na marsa przeniescie, jak dla Was kazde
                          panstwo jest opresyjnie i wydaje zrabowane Wam pieniadze. Tam sobie jakas
                          utopie zalozcie. Wy sie jakies 8k lat za pozno urodziliscie, bo jedyny system
                          jaki by Wam odpowiadal, tj wspolnota plemienna jakos zdechl juz bardzo. Zapewne
                          przez lewice i komunistow. Prawicowy jaskiniowiec- to brzmi dumnie.
          • alfalfa Re: "nie ukradły" 09.09.05, 13:13
            Przeczytaj co piszesz. Pogarda dla "bogatych" bo to złodzieje. Pięknie. Tak się
            tworzy podstawy biedoty. Szlachetna bieda i przeklęci "bogaci złodzieje". W
            takim sosie warzą się zastępy korzystających z socjalu. Mówi się i pisze, ich
            trzeba wyrwać z marazmu, z tego zakletego kręgu biedy - taka operacja MUSI
            boleć. To nie jest łatwe ani przyjemne dla zainteresowanych, cel powinien byc
            przed oczami, ambicja i wytrwałość. Tylko po co? Żeby zostać "bogatym
            złodziejem"?

            Instytucji charytatycnych nie utrzymują bezrobotni czy ogólniej biedni. Tak
            było jednak na jakimś etapie (początków państwa socjalnego) porzucono
            dobrowolność na rzecz instytucji państwa. Egoizm znalazł wytłumaczenie:
            przeciez płacę podatki, niech się państwo tym zajmie. Ograniczeni roli państwa
            jest właśnie w interesie tych, którym państwo choć obiecuje, nie pomaga.
            Podtrzymuje ich egzystencję, mydli oczy a jednocześnie podatkami i zusami
            ogranicza jedyną drogę do polepszenia ich bytu - własną przedsiebiorczość.

            "Dzieci nie zarabiają" to dla mnie dziwne, od dziecka pracowałem i zarabiałem.
            Oczywiście lewicowe spojrzenie zaraz przesłania wizja kopalni i udręczonych
            dzieci pracujacy na kolanach - ja widzę inną np. dzieciaka pomagającego w polu
            rodzicom. Czy to jest dzika kultura bantustanu?
            A.

            • patience Re: "nie ukradły" 09.09.05, 13:36
              Do licha, bieda nie jest szlachetna, bieda upokarza. Co do zlodziejstwa
              bogatych... Wystarczy poczytac zeznania majatkowe parlamentarzystow lub wlaczyc
              TV na Wiadomosci. W panstwie w ktorym milionerzy sa zlodziejami i
              parlamentarzystami, ci co chca swoja kase zarobic uczciwie, trafiaja na takie
              sytuacje jak ci z Optimusa... bo nie dali wystarczajaco wysokich lapowek zlodziejom.
              • alfalfa Re: "nie ukradły" 10.09.05, 00:01
                patience napisała:

                > Do licha, bieda nie jest szlachetna, bieda upokarza.

                Ludzie Helga, ludzie upokarzają, nie bieda. Człowiek biedny (tu się zdziwisz)
                ale pracujący na poprawę swojej i rodziny sytuacji jest faktycznie postacią
                szlachetną.

                Natomiast to co przedstawia tu np. Tyu w tym wątku pachnie mitem o rzekomej
                równości w jakichś odległych wspolnotach z tą plemienną na czele, znaną wersją
                o szczęśliwym pierwotnym komuniźmie. Troszkę się w tej kwestii poglądy
                jajogłowych zmieniły.

                Co do zlodziejstwa
                > bogatych... Wystarczy poczytac zeznania majatkowe parlamentarzystow lub
                wlaczyc
                > TV na Wiadomosci.

                Powiedz tak uczciwie - czytałaś? Bo ja nie.

                W panstwie w ktorym milionerzy sa zlodziejami i
                > parlamentarzystami, ci co chca swoja kase zarobic uczciwie, trafiaja na takie
                > sytuacje jak ci z Optimusa... bo nie dali wystarczajaco wysokich lapowek
                zlodzi
                > ejom.

                No może nie dali, może nie dawali, a może tym razem nie? Nie mam specjalnego
                zaufania do firm współpracujących z budżetem, które wybuchły kwitnieniem w
                pierwszych latach dziewięćdziesiątych.

                Kilku milionerów poszłów jest, swego czasu najmajętniejszym klubem był klub
                samobrony z tego co się orientuję. I już mnie całkiem nie dziwi, że najbardziej
                własnie oni gębę sobie hasłami pomocy najbiedniejszym wycierają. Gradacja w tym
                względzie idzie właśnie z lewa na prawo.
                A.
                • patience Re: "nie ukradły" 10.09.05, 13:09
                  Nie wszystke zeznania majatkowe. Ale dzieki Cimszce czy kaczora Taska owszem. No
                  i paryu innych tez. Porazajace, biorac pod uwage start 15 lat temu z poziomu
                  zero. Komuchy powiadasz? Moze to i tak jest, ze najbogatsze sa postkomuchy, ale
                  tzw. postsolidarnosci tez nic nie brakuje. Opisywalam kiedys manwery
                  prywatyzacyjne we Wroiclawiu, wiec nie chce sie powtarzac. Poniewaz trudno by
                  bylo uwierzyc, ze po obu stronach bylej barykady znajduja sie wylacznie
                  zlodzieje sklonni do okradania nawet kioskow Tuchu, jak sie okazja trafi, to z
                  tego mozna wyciagnac wniosek, ze okragly stol polegal na selekcji negatywnej wg
                  kryterium kto wiekszy szmalcownik ten do Okraglego Stolu sie nadawal.
                  • rycho7 kobita wieczna zagadka 10.09.05, 13:24
                    patience napisała:

                    > mozna wyciagnac wniosek, ze okragly stol polegal na selekcji negatywnej wg
                    > kryterium kto wiekszy szmalcownik ten do Okraglego Stolu sie nadawal.

                    Z Twoich utyskiwan jak na razie zrozumialem jedynie, ze "nie tak mialo byc".
                    Niestety jeszcze nie wiem "jak mialo byc" oraz jak do tego nalezalo dojsc.

                    Wiara w raj na ziemi jest stara i calkiem przyjemna. Jest niestety bardzo
                    podobna do onanizmu. Malo rozwojowa. Masz talent do owijania tego w zwaly slow.
                    Ladnych slow, nie powiem. Ale proznia w koncu wszystko wsysa i wyziera pustka.
          • shamaness arystokracja IIIRP to bandyci i zlodzieje 09.09.05, 17:58
            patience napisała:
            > To co ty i luka piszenie to nie konserwatyzm tylko kultura dzikusow z
            > przyslowiowego Bantustanu. Albo gorzej, gangsterow.
            ---
            w Pl zlodzieje (zwani jelita) po skoku na publiczna kase chca sie teraz
            nobilitowac i kaza sie nazywac "arhhhystokracja" (przykladem niejaki xiaze), a
            oni sa zwyczajnym gangiem bandytow i zlodzi. banydow - bo okradajac biednych
            ich zabijaja, szczegolnie chetnie zabija dzici.
            • xiazeluka Słusznie, towarzyszu Cze 12.09.05, 17:49
              W wypowiedź towarzysza wdarła się tylko jedna nieścisłość: ja nie zabijam
              biednych dzieci, zjadam je żywcem.
        • marcq Skoro powiedziało się Alfa... :) 09.09.05, 15:52
          Witaj. Dawno nie rozmawialiśmy, ale widzę, że i Ty - podobnie, jak Luka - nie
          zmieniłeś poglądów na bodaj odrobinę słuszniejsze. smile Poziom demagogii też
          zbliżony... No, to jedziemy. Piszesz:

          > "Troszczyć się" w Twoim języku wychodzi na "przejąć właśność" lub
          > też "znacjonalizować" po przetłumaczeniu. Mylisz sie podwójnie.


          Wybacz, ale to tylko Twoja lub Tobie podobnych pokrętna interpretacja.
          Interpretacja, którą, notabene, wyśmiał już Marks z Engelsem w "Manifeście
          Komunistycznym".

          Jak doskonale wiesz, "przejęcie na własność" dziecka przez państwo, czyli
          odebranie praw rodzicielskich, może mieć miejsce tylko decyzją sądu, w
          przypadku stwierdzenia u rodziców skrajnej nieodpowiedzialności i/lub złej woli
          (jeśli występuje, ale jest "nieskrajna", dziecko dostaje kuratora sądowego).
          Natomiast "troszczenie się", to m.in. stworzenie przez państwo, np. drogą
          przyjęcia i wdrożenia stosownych ustaw, takiego systemu wychowawczo-opiekuńczo-
          kształcącego, który sprawi, że dorastające dziecko będzie właściwie
          funkcjonować w społeczeństwie i że z tego funkcjonowania będzie zadowolone
          zarówno ono, jak i jego otoczenie. Rodzina, byle nie patologiczna, pozostanie
          głównym, choć nie jedynym, elementem tego systemu. Tyle.

          Na moje słowa:

          "Choć przecież kiedyś - tak wychowane, jak było im dane - będą tego
          społeczeństwa równoprawną częścią. I że ta "lepsza" część wyniesie utrwalone
          wzorce pogardy dla "gorszych", a ci "gorsi" - psychiczną zadrę, być może do
          końca życia."

          odpowiadasz: "Kompletne bzdury." Itd.

          Jeśli nadal kwestionujesz powagę tego problemu, którego Twoja "karteczka
          wyborcza" jakoś nie zdołała przez 15 lat rozwiązać, poczytaj fragment
          dzisiejszego komentarza z Interii:


          Według socjologów i przedstawicieli organizacji pozarządowych, bieda wśród
          polskich dzieci zatacza coraz szersze kręgi.
          Zjawisko skrajnego ubóstwa wśród najmłodszych wykracza poza środowiska
          patologiczne - czytamy w "Naszym Dzienniku". Gazeta przytacza dane zebrane
          przez pracowników Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ).
          (...)
          Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska z UŁ podkreśla, że bieda doświadczana w
          dzieciństwie pozostawia skutki na całe życie. Z tego powodu - jak pisze "Nasz
          Dziennik" - ubóstwo dzieci należy uznać za jeden z najważniejszych problemów
          kraju.


          Zwróć uwagę na tytuł cytowanego czasopisma. Tak na wszelki wypadek, aby nie
          sugerować niepotrzebnie, że może cytuję "Trybunę" albo "Nie". Cały tekst jest
          tutaj:


          fakty.interia.pl/news?inf=664667

          Być może KIEDYŚ te dzieci, wówczas już dorosłe i stanowiące społeczny problem,
          dostaną coś od państwa. Coś, czego mądrze używać nie będą umiały więc zmarnują,
          bo w "swoim czasie" nikt im stosownych wzorców nie dostarczył - tak, jak nie
          dostarczył tym Czarnym w USA z Twojego przykładu. I oni w końcu dostali mocno
          spóźnioną "rybę" zamiast wędki. Spóźnioną jałmużnę (fakt, że kosztowną!)
          zamiast dostatecznie wczesnego systemu TROSZCZENIA SIĘ.
          U nas też robi się coraz później...

          Kwestionujesz ponadto sens określania przez Patience tej sytuacji słowem
          apartheid. A moim zdaniem to DOBRE określenie. Określenie, które zarówno
          precyzyjnie definiuje rzecz, jak i wartościuje ją.
          W południowoafrykańskim "oryginale" słowo apartheid oznaczało: nominalnie -
          "oddzielenie" (określenie mające wartościować neutralnie, zdeprecjonowane
          przez rzeczywistość), faktycznie - dyskryminację "oddzielonych". Nie
          definiowało KRYTERIUM "oddzielenia". A że TAM (a także w USA jeszcze
          kilkadziesiąt lat temu, o czym ja z kolei piszę) kryterium "oddzielenia",
          wykluczenia i pogardy był kolor skóry, a nie - jak w tym przypadku - majątek,
          to już inna sprawa.

          Pozdrawiam

          Marcq

          • alfalfa Re: to dyskutujmy 10.09.05, 00:45
            marcq napisał:

            > Witaj.

            Cześć,

            > Dawno nie rozmawialiśmy,

            Nie tak dawno ale nie wiedziałem, żeś Tyu.

            > ale widzę, że i Ty - podobnie, jak Luka - nie
            > zmieniłeś poglądów na bodaj odrobinę słuszniejsze. smile Poziom demagogii też
            > zbliżony... No, to jedziemy. Piszesz:
            >
            > > "Troszczyć się" w Twoim języku wychodzi na "przejąć właśność" lub
            > > też "znacjonalizować" po przetłumaczeniu. Mylisz sie podwójnie.
            >
            >
            > Wybacz, ale to tylko Twoja lub Tobie podobnych pokrętna interpretacja.
            > Interpretacja, którą, notabene, wyśmiał już Marks z Engelsem w "Manifeście
            > Komunistycznym".
            >
            > Jak doskonale wiesz, "przejęcie na własność" dziecka przez państwo, czyli
            > odebranie praw rodzicielskich, może mieć miejsce tylko decyzją sądu, w
            > przypadku stwierdzenia u rodziców skrajnej nieodpowiedzialności i/lub złej
            woli
            >
            > (jeśli występuje, ale jest "nieskrajna", dziecko dostaje kuratora sądowego).
            > Natomiast "troszczenie się", to m.in. stworzenie przez państwo, np. drogą
            > przyjęcia i wdrożenia stosownych ustaw, takiego systemu wychowawczo-
            opiekuńczo-
            > kształcącego, który sprawi, że dorastające dziecko będzie właściwie
            > funkcjonować w społeczeństwie i że z tego funkcjonowania będzie zadowolone
            > zarówno ono, jak i jego otoczenie. Rodzina, byle nie patologiczna, pozostanie
            > głównym, choć nie jedynym, elementem tego systemu. Tyle.
            >

            Się cieszę, że nie ukłułem Cię zbyt.

            Jednak czytam, że mnie tak do końca nie zrozumiałeś. Podwójnie się nie zgadzam
            (i uważam, że się mylisz). Po pierwsze kwestia własności: otóż nie uważam, żeby
            dziecko było własnością rodziców, jest "swoje własne" czyli wolnesmile Rodzice
            mają zaszczyt, przyjemność i obowiązek wychowania (tylko tss, dzieciom sie tego
            nie powinno mówićsmile. Poważnie - dzieci nie są własnością rodziców. Państwa też
            (w żadnym względzie) własnością być nie mogą, to oczywiste i państwo z
            wymienionych przeze mnie trzech zdań rodzica nie ma szans się dobrze wywiązać.
            Dwa błędy imho.
            Troszczenie się to inna sprawa. Czy nie zapomniełeś przypadkiem wspomnieć w tej
            kwestii o przymusowości tej "troski"? Otóż propozycja moja jest taka: chcecie
            to się troszcię o dzieci, chętnie Wam pomogę, ale moim zajmuje się sam jeśli
            chcę i wara Wam. Ok?

            To co piszesz w wersji miękkiej można usłyszeć pod postacią "dziecko powinno
            pójści do przdszkola bo w ten sposób rozwijają się jego umiejętności
            społeczne", na tym etapie jeszcze jest dowolność, potem już nie. Nie znam
            żadnych badań a ciekawe by było czy są faktycznie jakieś różnice? Ja bym nie
            posłał na siłę, bo sam nie lubiłem.


            > Na moje słowa:
            >
            > "Choć przecież kiedyś - tak wychowane, jak było im dane - będą tego
            > społeczeństwa równoprawną częścią. I że ta "lepsza" część wyniesie utrwalone
            > wzorce pogardy dla "gorszych", a ci "gorsi" - psychiczną zadrę, być może do
            > końca życia."
            >
            > odpowiadasz: "Kompletne bzdury." Itd.

            Tak, to bzdury bo zakładają jakieś nieistniejące prawo "nauki pogardy" porzez
            fakt różnic w życiu między bogatymi a biednymi dziećmi. Zdarza się ale to nie
            jest norma, nie ma takiej zasady czy automatyzmu.


            >
            > Jeśli nadal kwestionujesz powagę tego problemu, którego Twoja "karteczka
            > wyborcza" jakoś nie zdołała przez 15 lat rozwiązać, poczytaj fragment
            > dzisiejszego komentarza z Interii:
            >
            >
            > Według socjologów i przedstawicieli organizacji pozarządowych, bieda wśród
            > polskich dzieci zatacza coraz szersze kręgi.
            > Zjawisko skrajnego ubóstwa wśród najmłodszych wykracza poza środowiska
            > patologiczne - czytamy w "Naszym Dzienniku". Gazeta przytacza dane zebrane
            > przez pracowników Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ).
            > (...)
            > Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska z UŁ podkreśla, że bieda doświadczana w
            > dzieciństwie pozostawia skutki na całe życie. Z tego powodu - jak pisze "Nasz
            > Dziennik" - ubóstwo dzieci należy uznać za jeden z najważniejszych problemów
            > kraju.
            >
            >
            > Zwróć uwagę na tytuł cytowanego czasopisma. Tak na wszelki wypadek, aby nie
            > sugerować niepotrzebnie, że może cytuję "Trybunę" albo "Nie". Cały tekst jest
            > tutaj:
            >
            >
            > fakty.interia.pl/news?inf=664667
            >
            > Być może KIEDYŚ te dzieci, wówczas już dorosłe i stanowiące społeczny
            problem,
            > dostaną coś od państwa. Coś, czego mądrze używać nie będą umiały więc
            zmarnują,
            >
            > bo w "swoim czasie" nikt im stosownych wzorców nie dostarczył

            Tyu, zauważ że właśnie w tym względzie się różnimy. Różne wzorce przyjmujemy.

            - tak, jak nie
            > dostarczył tym Czarnym w USA z Twojego przykładu. I oni w końcu dostali mocno
            > spóźnioną "rybę" zamiast wędki. Spóźnioną jałmużnę (fakt, że kosztowną!)
            > zamiast dostatecznie wczesnego systemu TROSZCZENIA SIĘ.
            > U nas też robi się coraz później...

            Polska nie jest krajem, który mało wydaje na pomoc socjalną, renty i emerytury.
            Koszty tego rodzą ogromne bezrobocie (choć częściowo tylko "na papierze" z
            powodu luk w systemie). Jeżeli w takim kraju dzieci są głodne to uważam to za
            grandę.

            Nie wyobrażam sobie żebym jako rodzic cos takiego np. w klasie mojego dziecka,
            zaakceptował. Ostatecznie nie chodzi o duże pieniądze. Mozna powiedzieć, że nie
            przyjmuję do świadomości skundlenia tych, którzy mają obowiązek. Mogą nie
            istnieć.

            Tak samo jak o głodnych dzieciakach moglibysmy o bitych popisać niestety i to
            wcale nie są odrębne sprawy...

            >
            > Kwestionujesz ponadto sens określania przez Patience tej sytuacji słowem
            > apartheid. A moim zdaniem to DOBRE określenie. Określenie, które zarówno
            > precyzyjnie definiuje rzecz, jak i wartościuje ją.
            > W południowoafrykańskim "oryginale" słowo apartheid oznaczało: nominalnie -
            > "oddzielenie" (określenie mające wartościować neutralnie, zdeprecjonowane
            > przez rzeczywistość), faktycznie - dyskryminację "oddzielonych". Nie
            > definiowało KRYTERIUM "oddzielenia". A że TAM (a także w USA jeszcze
            > kilkadziesiąt lat temu, o czym ja z kolei piszę) kryterium "oddzielenia",
            > wykluczenia i pogardy był kolor skóry, a nie - jak w tym przypadku - majątek,
            > to już inna sprawa.
            >
            > Pozdrawiam
            >
            > Marcq
            >
            Ok. przyjąłem kojarzone z konkretnym krajem i historią znaczenie i rozumienie
            słowa. Wydawało mi się, że wprowadzanie konotacji rasowych wypacza dyskusję.
            Może uprzedzony jestem?

            pozdrawiam
            A,
            • rycho7 niedopuszczalna manipulacja 10.09.05, 11:04
              alfalfa napisał:

              > Ostatecznie nie chodzi o duże pieniądze.

              Dla niektorych nieosiagalne. Wlasnie dla tych ktorych to dotyczy.

              > Mozna powiedzieć, że nie
              > przyjmuję do świadomości skundlenia tych, którzy mają obowiązek. Mogą nie
              > istnieć.

              Rzeczywistosc istnieje niezaleznie od Twej woli.

              > Tak samo jak o głodnych dzieciakach moglibysmy o bitych popisać niestety i to
              > wcale nie są odrębne sprawy...

              Za taka manipulacje powinno byc zezwolone odstrzelanie Cie w obronie wlasnej.
              Niestety prawo jest inne. Jestem bezradny.
              • alfalfa Re: niedopuszczalna manipulacja? 10.09.05, 12:47
                rycho7 napisał:

                > alfalfa napisał:
                >
                > > Ostatecznie nie chodzi o duże pieniądze.
                >
                > Dla niektorych nieosiagalne. Wlasnie dla tych ktorych to dotyczy.

                Dla tych, dla których jest to osiągalne w przypadku własnych dzieci, wzięcie na
                siebie dodatkowego niewielkiego kosztu nie złamie budżetu. To jest ta, no...
                solidarność.

                >
                > > Mozna powiedzieć, że nie
                > > przyjmuję do świadomości skundlenia tych, którzy mają obowiązek. Mogą nie
                > > istnieć.
                >
                > Rzeczywistosc istnieje niezaleznie od Twej woli.
                >

                Która rzeczywistość?

                > > Tak samo jak o głodnych dzieciakach moglibysmy o bitych popisać niestety
                > i to
                > > wcale nie są odrębne sprawy...
                >
                > Za taka manipulacje powinno byc zezwolone odstrzelanie Cie w obronie wlasnej.
                > Niestety prawo jest inne. Jestem bezradny.

                Pewnie coś Cię zbulwersowało? A co konkretniej?
                A.
                • rycho7 biedny bo glupi, glupi bo nie ubil bogatego 10.09.05, 13:09
                  alfalfa napisał:

                  > Dla tych, dla których jest to osiągalne w przypadku własnych dzieci, wzięcie
                  > na siebie dodatkowego niewielkiego kosztu nie złamie budżetu. To jest ta,
                  > no... solidarność.

                  Gadka dla naiwniaczkow. Po pobraniu podatku nie ma zadnej solidarnosci. Wartosc
                  dodana znika w kieszeni mafiozow, ktorzy zalegalizowali sie w panstwo. Niech oni
                  oddadza z kradzionego.

                  > Która rzeczywistość?

                  Ta bzdura poza Twoja glowa.

                  > Pewnie coś Cię zbulwersowało? A co konkretniej?

                  Bez zdekapitowania Ciebie nie uda mi sie wyjasnic. I nawet nie mam zamiaru
                  wyjasniac.
            • marcq to dyskutujmy dalej :) 12.09.05, 16:02
              alfalfa napisał:

              > ...nie wiedziałem, żeś Tyu.

              To już wiesz. smile


              > Się cieszę, że nie ukłułem Cię zbyt.

              A nawet zupełnie "niezbyt". smile


              > Jednak czytam, że mnie tak do końca nie zrozumiałeś.Podwójnie się nie zgadzam
              > (i uważam, że się mylisz).Po pierwsze kwestia własności: otóż nie uważam,żeby
              > dziecko było własnością rodziców, jest "swoje własne" czyli wolnesmile

              Myślę dokładnie tak samo. Jeśli napisałem coś, co zrozumiałeś inaczej, to tylko
              w kontekście Twojego "upaństwowienia". A dalej było tss, więc nie komentuję. smile


              > Troszczenie się to inna sprawa.Czy nie zapomniełeś przypadkiem wspomnieć w tej
              > kwestii o przymusowości tej "troski"? Otóż propozycja moja jest taka: chcecie
              > to się troszcię o dzieci, chętnie Wam pomogę, ale moim zajmuje się sam jeśli
              > chcę i wara Wam. Ok?

              Nie do końca. Jestem zwolennikiem zasady pomocniczości. Jeśli człowiek potrafi
              zrobić coś dla siebie i najbliższych DOBRZE, powinien to robić on i wtedy -
              wara. Jeśli nie - wkracza samorząd, państwo itd. Przykład: aby dziecko dobrze
              nauczyć czytać, liczyć itd - rodzic powinien mieć kwalifikacje nauczyciela, a
              jeśli ich nie ma - ma obowiązek słać dziecko do szkoły.


              > To co piszesz w wersji miękkiej można usłyszeć pod postacią "dziecko powinno
              > pójści do przdszkola bo w ten sposób rozwijają się jego umiejętności
              > społeczne", na tym etapie jeszcze jest dowolność, potem już nie. Nie znam
              > żadnych badań a ciekawe by było czy są faktycznie jakieś różnice? Ja bym nie
              > posłał na siłę, bo sam nie lubiłem.

              Popieram, bo ja też nie lubiłem. smile Myślę, że tu istotne znaczenie ma fakt, na
              ile dziecko z tego przedszkola coś wyniesie pozytywnego, czego nie da mu dom.
              Dla mnie przedszkole było głównie nużącą przechowalnią, nie musi nią być np.
              dla dziecka wiejskiego.


              > > Na moje słowa:
              > >
              > > "Choć przecież kiedyś - tak wychowane, jak było im dane - będą tego
              > > społeczeństwa równoprawną częścią.I że ta "lepsza" część wyniesie utrwalone
              > > wzorce pogardy dla "gorszych", a ci "gorsi" - psychiczną zadrę, być może do
              > > końca życia."
              > >
              > > odpowiadasz: "Kompletne bzdury." Itd.
              >
              > Tak, to bzdury bo zakładają jakieś nieistniejące prawo "nauki pogardy" porzez
              > fakt różnic w życiu między bogatymi a biednymi dziećmi. Zdarza się ale to nie
              > jest norma, nie ma takiej zasady czy automatyzmu.

              Nie ma automatyzmu, jest wysokie prawdopodobieństwo. Dla mnie wystarczy.


              > > Jeśli nadal kwestionujesz powagę tego problemu, którego Twoja "karteczka
              > > wyborcza" jakoś nie zdołała przez 15 lat rozwiązać, poczytaj fragment
              > > dzisiejszego komentarza z Interii:
              > >
              > >
              > > Według socjologów i przedstawicieli organizacji pozarządowych, bieda wśród
              > > polskich dzieci zatacza coraz szersze kręgi.
              > > Zjawisko skrajnego ubóstwa wśród najmłodszych wykracza poza środowiska
              > > patologiczne - czytamy w "Naszym Dzienniku". Gazeta przytacza dane zebrane
              > > przez pracowników Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ).
              > > (...)
              > > Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska z UŁ podkreśla, że bieda doświadczana
              > > w dzieciństwie pozostawia skutki na całe życie. Z tego powodu - jak pisze
              > > "Nasz Dziennik" - ubóstwo dzieci należy uznać za jeden z najważniejszych
              > > problemów kraju.
              > > ...
              > > Być może KIEDYŚ te dzieci, wówczas już dorosłe i stanowiące społeczny
              > > problem, dostaną coś od państwa. Coś, czego mądrze używać nie będą umiały
              > > więc zmarnują, bo w "swoim czasie" nikt im stosownych wzorców nie
              > > dostarczył.
              >
              > Tyu, zauważ że właśnie w tym względzie się różnimy. Różne wzorce przyjmujemy.

              JAKIE wzorce? Ja np. mam na myśli wzorce zachowań społecznych: praca, relacje z
              innymi ludźmi, umiejętność korzystania z osiągnięć tachniki... itp.


              > Polska nie jest krajem,który mało wydaje na pomoc socjalną, renty i emerytury.
              > Koszty tego rodzą ogromne bezrobocie (choć częściowo tylko "na papierze" z
              > powodu luk w systemie). Jeżeli w takim kraju dzieci są głodne to uważam to za
              > grandę.

              1. NIE TO było przyczyną bezrobocia w Polsce, choć mechanizm "błędnego koła"
              działa.
              2. Co do grandy - zgoda, ale obawiam się, że też widzimy inne mechanizmy będące
              przyczyną tego głodu.


              > Nie wyobrażam sobie żebym jako rodzic cos takiego np.w klasie mojego dziecka,
              > zaakceptował. Ostatecznie nie chodzi o duże pieniądze. Mozna powiedzieć, że
              > nie przyjmuję do świadomości skundlenia tych, którzy mają obowiązek. Mogą nie
              > istnieć.
              >
              > Tak samo jak o głodnych dzieciakach moglibysmy o bitych popisać niestety i to
              > wcale nie są odrębne sprawy...

              ...i chyba w tym momencie Rycho się zdenerwował. smile
              Myślę, że ja rozumiem Twoje intencje nieco lepiej. Jeśli rozumiem je dobrze:
              też, jako ten, którego stać na płacenie, nie dopuściłbym w klasie swego dziecka
              do takiego "apartheidu". Jakichkolwiek form dyskryminacji by on nie dotyczył.


              > Ok. przyjąłem kojarzone z konkretnym krajem i historią znaczenie i rozumienie
              > słowa. Wydawało mi się, że wprowadzanie konotacji rasowych wypacza dyskusję.
              > Może uprzedzony jestem?

              Chyba nie. Patience użyła tego określenia poprawnie, ale w znaczeniu
              rozszerzonym ponad to, które zwykle mu się przypisuje. I to mogło być to.
              Wyjaśniliśmy - i OK.

              Pozdrawiam.

              Marcq

              • alfalfa Re: po przerwie 16.09.05, 01:00
                marcq napisał:

                > Nie do końca. Jestem zwolennikiem zasady pomocniczości. Jeśli człowiek
                potrafi
                > zrobić coś dla siebie i najbliższych DOBRZE, powinien to robić on i wtedy -
                > wara. Jeśli nie - wkracza samorząd, państwo itd. Przykład: aby dziecko dobrze
                > nauczyć czytać, liczyć itd - rodzic powinien mieć kwalifikacje nauczyciela, a
                > jeśli ich nie ma - ma obowiązek słać dziecko do szkoły.

                To nie jest zasada pomocniczości (nazwa też zwodnicza), to na dzień
                dobry "koncesja na wychowanie". W tym przypadku koncesją są "kwalifikacje
                nauczyciela", jakby to cokolwiek znaczyło. Dobrze? Wg, jakich kryteriów? Tymi
                powinny byc egzaminy np. matura czy inne ważniejsze (np. studia) lub mniej
                ważne (zawodowe).

                Z jakiegoś powodu (jakiego - wiemsmile uważasz, że państowa "opieka" jest
                niezbędna, pesymistycznie zakładasz, że egoizm weźmie górę więc trzeba założyć
                podatkowy i prawny kaganiec.

                Pozwól, że coś wkleję:

                sierp.tc.pl/podatki.htm
                "Państwowa edukacja w szkołach i uniwersytetach pozwala państwu także na
                wpajanie całemu społeczeństwu wspólnej ideologii, co byłoby niemożliwe przy
                szkołach prywatnych, prowadzonych przez jednostki i grupy mające różne punkty
                widzenia i konkurujących o klientów. Ponadto państwo zapewnia sobie masową
                lojalność dając ludziom wrażenie, że jest "ich" państwem, dbającym o swych
                obywateli przez dostarczanie im darmowych usług, których inaczej by nie
                otrzymali"

                Nie przypominam sobie żeby obiady w szkole były darmowe za prl. Nie kupowali
                rodzice mi tego i nie zawsze miałem drugie śniadanie. Zdarzało się często, że
                kolega czy koleżanka mieli jakiś owoc egzotyczny. Hmmm.., czy to już wstęp do
                apartheidu?

                Bon edukacyjny. Co powiesz na to? Dlaczego rodzice nie mieliby decydować?
                Szkoły z układem biedni-bogaci nie miałyby racji bytu, rodzice sami by takie
                sprawy załatwiali. Tyle, że mozna by wtedy zliwkidować Ministrstwo Edukacji i
                co wtedy???

                Albo:
                "Tak zwane państwo opiekuńcze jest oszustwem. Uwiecznia ono nędzę, którą wolny
                rynek ostatecznie wykorzeniłby. Tych niewielu, którzy naprawdę nie mogą sobie
                sami pomóc byłoby wspomaganych przez wiele dobrowolnych instytucji
                dobroczynnych będących owocem naturalnej współpracy i życzliwości, w które
                obfituje społeczeństwo oparte na produkcji, a nie na grabieży."

                pozdrawiam
                A.
                • marcq po przerwie - odpowiedź 17.09.05, 20:03
                  Witaj. Jednak smile odnalazłem Twój wpis, więc odpowiadam.

                  alfalfa napisał:

                  > marcq napisał:
                  >
                  > > Nie do końca.Jestem zwolennikiem zasady pomocniczości.Jeśli człowiek potrafi
                  > > zrobić coś dla siebie i najbliższych DOBRZE, powinien to robić on i wtedy -
                  > > wara.Jeśli nie - wkracza samorząd,państwo itd. Przykład: aby dziecko dobrze
                  > > nauczyć czytać, liczyć itd - rodzic powinien mieć kwalifikacje nauczyciela,
                  > > a jeśli ich nie ma - ma obowiązek słać dziecko do szkoły.
                  >
                  > To nie jest zasada pomocniczości (nazwa też zwodnicza), to na dzień
                  > dobry "koncesja na wychowanie".


                  O zasadzie pomocniczości piszę OGÓLNIE. Brak kwalifkacji PRZECIĘTNEGO rodzica
                  do nauczania jest tylko przykładem. Takich spraw, gdzie rodzina nie radzi sobie
                  z problemem (choćby obrona przed złoczyńcami, jako przyczyna istnienia policji)
                  jest więcej.


                  > W tym przypadku koncesją są "kwalifikacje nauczyciela", jakby to cokolwiek
                  > znaczyło. Dobrze? Wg, jakich kryteriów? Tymi powinny byc egzaminy np. matura
                  > czy inne ważniejsze (np. studia) lub mniej ważne (zawodowe).


                  Sam sobie odpowiedziałeś. A bez tych kwalifikacji (np. ojciec jest ślusarzem a
                  matka sklepową) trudno oczekiwać, by dziecko uzyskało wiedzę na poziomie
                  ponadpodstawowym, a nawet podstawowym (bo kiedy? Oboje pracują!)


                  > Z jakiegoś powodu (jakiego - wiemsmile uważasz, że państowa "opieka" jest
                  > niezbędna,pesymistycznie zakładasz,że egoizm weźmie górę więc trzeba założyć
                  > podatkowy i prawny kaganiec.


                  Nie EGOIZM, lecz NIEWIEDZA. Przecież nikt nie odbiera dziecka rodzicom, jeśli
                  idzie ono do szkoły, czy na studia. Żaden "kaganiec" nie ma tu nic do rzeczy.


                  > Pozwól, że coś wkleję:


                  Tak, stronka libertarian z ich chorobliwym wstrętem do instytucji państwa.
                  Jeśli ktokolwiek potrafi doprowadzać opis rzeczywistości do absurdu jeszcze
                  bardziej, niż UPR, to właśnie oni.


                  > "Państwowa edukacja w szkołach i uniwersytetach pozwala państwu także na
                  > wpajanie całemu społeczeństwu wspólnej ideologii, co byłoby niemożliwe przy
                  > szkołach prywatnych, prowadzonych przez jednostki i grupy mające różne punkty
                  > widzenia i konkurujących o klientów. Ponadto państwo zapewnia sobie masową
                  > lojalność dając ludziom wrażenie, że jest "ich" państwem, dbającym o swych
                  > obywateli przez dostarczanie im darmowych usług, których inaczej by nie
                  > otrzymali"


                  Gdyby tak było - nastąpiłby rzeczywisty "koniec historii" i kres wszelkich
                  ludzkich dążeń do zmian. Przecież wszyscy byliby doskonale indoktrynowani.
                  Tymczasem - nawet najbardziej totalitarne zapędy do stosowania wyżej opisanych
                  metod kończą się, prędzej czy później, klęską.
                  Czy nie widzisz jaskrawej sprzeczności rzeczywistości z tym opisem?


                  > Nie przypominam sobie żeby obiady w szkole były darmowe za prl.


                  A ja - owszem. Fakt, że nie było to masowe, ale też wtedy - czegokolwiek by nie
                  zarzucić (słusznie!) PRL - nie było wówczas takiego rozwarstwienia, a zatem -
                  również takiej nędzy niektórych.


                  > Nie kupowali
                  > rodzice mi tego i nie zawsze miałem drugie śniadanie. Zdarzało się często, że
                  > kolega czy koleżanka mieli jakiś owoc egzotyczny. Hmmm.., czy to już wstęp do
                  > apartheidu?


                  Nadal nie rozumiesz???
                  Tym "apartheidem" nie jest fakt, że ktoś je na przerwie bułkę z szynką a ktoś
                  inny - chleb ze smalcem. Jest nim FORMALNY I OFICJALNY, namaszczony przez
                  szkolną władzę podział dzieci na biedne i bogate. Oddzielenie ich od siebie,
                  napiętnowanie tym samym tych "gorszych"... no i danie ochłapów (to skrót
                  myślowy, oczywiście) tym, którym przyznano darmową "jałmużnę". Bądż, chamie,
                  zadowolony, że dostałeś COKOLWIEK!
                  Gdyby ich jadłospis był różny (byle zawsze jadalny), ale dzieci jadałyby razem
                  i w takich samych warunkach (np.: jeśli dają sztućce jednorazowe - to dla
                  wszystkich), czyli wciąż JAKO KOLEDZY, a nie jako "oddzieleni" - byłoby to w
                  porządku. Choć lepiej, oczywiście, by zróżnicowanie jadłospisu nie przejawiało
                  się w różnicach jakości potraw.


                  > Bon edukacyjny. Co powiesz na to? Dlaczego rodzice nie mieliby decydować?
                  > Szkoły z układem biedni-bogaci nie miałyby racji bytu, rodzice sami by takie
                  > sprawy załatwiali. Tyle, że mozna by wtedy zliwkidować Ministrstwo Edukacji i
                  > co wtedy???


                  Bon - oczywiście TAK. Myślę, że to rozwiązywałoby wiele problemów, z
                  majątkowymi na czele. Dziwne, że tyle się o tym mówiło - i wciąż nic.
                  Ale likwidacja "Minedu", jak zapewne ująłby to Luka, byłoby "wylaniem
                  dziecka z kąpielą". Chioćby kontrola poziomu nauczania - kto to ma robić?


                  > Albo:
                  > "Tak zwane państwo opiekuńcze jest oszustwem. Uwiecznia ono nędzę, którą wolny
                  > rynek ostatecznie wykorzeniłby.


                  ...czego dowodem był rynek XIX-wieczny, JESZCZE bez regulacji np. praw
                  pracowniczych. Wolne żarty.


                  > Tych niewielu, którzy naprawdę nie mogą sobie
                  > sami pomóc byłoby wspomaganych przez wiele dobrowolnych instytucji
                  > dobroczynnych będących owocem naturalnej współpracy i życzliwości, w które
                  > obfituje społeczeństwo oparte na produkcji, a nie na grabieży."


                  A tu - myślenie życzeniowe. Owszem, GDYBY było tak, że dobroczynność - bez
                  ingerencji państwa - załatwi te problemy, to proszę bardzo. Tylko czy znasz
                  takie przykłady?
                  Poza tym - nawet wtedy byłoby tak, że ci "dobrzy bogacze" czyniliby dobro, a
                  inni woziliby się obrastając - wtedy również ICH kosztem - w tłuszcz...
                  Ale załóżmy, że to już nie byłby mój problem.


                  > pozdrawiam
                  > A.

                  I wzajemnie. smile
                  M.
                  • alfalfa Re: po przerwie - odpowiedź 17.09.05, 22:34
                    marcq napisał:

                    > Witaj. Jednak smile odnalazłem Twój wpis, więc odpowiadam.
                    >
                    > alfalfa napisał:
                    >
                    > > marcq napisał:
                    > >
                    > > > Nie do końca.Jestem zwolennikiem zasady pomocniczości.Jeśli człowie
                    > k potrafi
                    > > > zrobić coś dla siebie i najbliższych DOBRZE, powinien to robić on i
                    > wtedy -
                    > > > wara.Jeśli nie - wkracza samorząd,państwo itd. Przykład: aby dzieck
                    > o dobrze
                    > > > nauczyć czytać, liczyć itd - rodzic powinien mieć kwalifikacje nauc
                    > zyciela,
                    > > > a jeśli ich nie ma - ma obowiązek słać dziecko do szkoły.
                    > >
                    > > To nie jest zasada pomocniczości (nazwa też zwodnicza), to na dzień
                    > > dobry "koncesja na wychowanie".
                    >
                    >
                    > O zasadzie pomocniczości piszę OGÓLNIE. Brak kwalifkacji PRZECIĘTNEGO rodzica
                    > do nauczania jest tylko przykładem. Takich spraw, gdzie rodzina nie radzi
                    sobie
                    >
                    > z problemem (choćby obrona przed złoczyńcami, jako przyczyna istnienia
                    policji)
                    >
                    > jest więcej.
                    >
                    >
                    > > W tym przypadku koncesją są "kwalifikacje nauczyciela", jakby to cokolwie
                    > k
                    > > znaczyło. Dobrze? Wg, jakich kryteriów? Tymi powinny byc egzaminy np. mat
                    > ura
                    > > czy inne ważniejsze (np. studia) lub mniej ważne (zawodowe).
                    >
                    >
                    > Sam sobie odpowiedziałeś. A bez tych kwalifikacji (np. ojciec jest ślusarzem
                    a
                    > matka sklepową) trudno oczekiwać, by dziecko uzyskało wiedzę na poziomie
                    > ponadpodstawowym, a nawet podstawowym (bo kiedy? Oboje pracują!)

                    Nie wiem dlaczego zakładasz, ze chodzi mi o własnoręczne edukowanie dzieciaka
                    na poziomie liceum, niżej zgadzasz się na indywidualne wybory rodziców (bon)
                    więc tu zostawiam temat.


                    >
                    >
                    > > Z jakiegoś powodu (jakiego - wiemsmile uważasz, że państowa "opieka" jest
                    > > niezbędna,pesymistycznie zakładasz,że egoizm weźmie górę więc trzeba zało
                    > żyć
                    > > podatkowy i prawny kaganiec.
                    >
                    >
                    > Nie EGOIZM, lecz NIEWIEDZA. Przecież nikt nie odbiera dziecka rodzicom, jeśli
                    > idzie ono do szkoły, czy na studia. Żaden "kaganiec" nie ma tu nic do rzeczy.
                    >
                    >

                    Nie sprzeciwiam się wyspecjalizowanym jednostkom edukacyjnym, nawet szamana
                    wioskowego "łyknę" i uniwerek dla kontrastu też, rzecz w poziomie, na którym
                    zaczyba się przymus czyli "opieka".

                    > > Pozwól, że coś wkleję:
                    >
                    >
                    > Tak, stronka libertarian z ich chorobliwym wstrętem do instytucji państwa.

                    Przyjmuję to jako komplementwink

                    > Jeśli ktokolwiek potrafi doprowadzać opis rzeczywistości do absurdu jeszcze
                    > bardziej, niż UPR, to właśnie oni.
                    >
                    >
                    > > "Państwowa edukacja w szkołach i uniwersytetach pozwala państwu także na
                    > > wpajanie całemu społeczeństwu wspólnej ideologii, co byłoby niemożliwe pr
                    > zy
                    > > szkołach prywatnych, prowadzonych przez jednostki i grupy mające różne pu
                    > nkty
                    > > widzenia i konkurujących o klientów. Ponadto państwo zapewnia sobie masow
                    > ą
                    > > lojalność dając ludziom wrażenie, że jest "ich" państwem, dbającym o swyc
                    > h
                    > > obywateli przez dostarczanie im darmowych usług, których inaczej by nie
                    > > otrzymali"
                    >
                    >
                    > Gdyby tak było - nastąpiłby rzeczywisty "koniec historii" i kres wszelkich
                    > ludzkich dążeń do zmian. Przecież wszyscy byliby doskonale indoktrynowani.
                    > Tymczasem - nawet najbardziej totalitarne zapędy do stosowania wyżej
                    opisanych
                    > metod kończą się, prędzej czy później, klęską.
                    > Czy nie widzisz jaskrawej sprzeczności rzeczywistości z tym opisem?

                    Przykładem, że tak też działa system jest nagłe zdziwienie postulatami
                    nietraktowania teorii Darwina jako wiodącej ale równorzędnej z innymi (w usa).
                    Pewne uproszczenie traktujesz automatycznie ale można próbować zniewolić umysły
                    (indoktrynacja) prawda? Mieliśmy i mamy tego przykłady.

                    >
                    >
                    > > Nie przypominam sobie żeby obiady w szkole były darmowe za prl.
                    >
                    >
                    > A ja - owszem.

                    Może w Warszawie lub Katowicach...


                    Fakt, że nie było to masowe, ale też wtedy - czegokolwiek by nie
                    >
                    > zarzucić (słusznie!) PRL - nie było wówczas takiego rozwarstwienia, a zatem -
                    > również takiej nędzy niektórych.
                    >
                    >
                    > > Nie kupowali
                    > > rodzice mi tego i nie zawsze miałem drugie śniadanie. Zdarzało się często
                    > , że
                    > > kolega czy koleżanka mieli jakiś owoc egzotyczny. Hmmm.., czy to już wstę
                    > p do
                    > > apartheidu?
                    >
                    >
                    > Nadal nie rozumiesz???
                    > Tym "apartheidem" nie jest fakt, że ktoś je na przerwie bułkę z szynką a ktoś
                    > inny - chleb ze smalcem. Jest nim FORMALNY I OFICJALNY, namaszczony przez
                    > szkolną władzę podział dzieci na biedne i bogate.

                    Chwileczkę, tu się interesującao zrobiło: czy gdy nie ma "namaszczenia władzy"
                    faktu nie ma także?? Dopóki wspólnie biedę klepią nie ma problemu?

                    Oddzielenie ich od siebie,
                    > napiętnowanie tym samym tych "gorszych"... no i danie ochłapów (to skrót
                    > myślowy, oczywiście) tym, którym przyznano darmową "jałmużnę". Bądż, chamie,
                    > zadowolony, że dostałeś COKOLWIEK!

                    Tu się zagalopowałeś: to "cokolwiek" to poziom oferowany przez postulowaną
                    przez Ciebie opiekę (pomoc społeczną), za niepomoc rodzice płacą z własnej
                    kieszeni. Gdyby na jednej sali, tymi samymi sztućcami... no to jeszcze postulat
                    udawanej wspólnoty byłby spełniony ale tak ordynarnie osobno? Czep się tego
                    państwa, które obiecuje gruszki na wierzbie.

                    > Gdyby ich jadłospis był różny (byle zawsze jadalny), ale dzieci jadałyby
                    razem
                    > i w takich samych warunkach (np.: jeśli dają sztućce jednorazowe - to dla
                    > wszystkich), czyli wciąż JAKO KOLEDZY, a nie jako "oddzieleni" - byłoby to w
                    > porządku. Choć lepiej, oczywiście, by zróżnicowanie jadłospisu nie
                    przejawiało
                    > się w różnicach jakości potraw.
                    >
                    >
                    > > Bon edukacyjny. Co powiesz na to? Dlaczego rodzice nie mieliby decydować?
                    >
                    > > Szkoły z układem biedni-bogaci nie miałyby racji bytu, rodzice sami by ta
                    > kie
                    > > sprawy załatwiali. Tyle, że mozna by wtedy zliwkidować Ministrstwo Edukac
                    > ji i
                    > > co wtedy???
                    >
                    >
                    > Bon - oczywiście TAK. Myślę, że to rozwiązywałoby wiele problemów, z
                    > majątkowymi na czele. Dziwne, że tyle się o tym mówiło - i wciąż nic.

                    POczekamy i zobaczymy, Kojarzę taki postulat.

                    > Ale likwidacja "Minedu", jak zapewne ująłby to Luka, byłoby "wylaniem
                    > dziecka z kąpielą". Chioćby kontrola poziomu nauczania - kto to ma robić?

                    Wysoka Komisja Mędrców (z szacownych instytucji nauczania, sprawdzonych na
                    rynku).

                    >
                    >
                    > > Albo:
                    > > "Tak zwane państwo opiekuńcze jest oszustwem. Uwiecznia ono nędzę, którą
                    > wolny
                    > > rynek ostatecznie wykorzeniłby.
                    >
                    >
                    > ...czego dowodem był rynek XIX-wieczny, JESZCZE bez regulacji np. praw
                    > pracowniczych. Wolne żarty.

                    Gdyby XIX wieczny rynek nie był wolny. Poza nielicznymi wyjątkami państwa
                    regulowały sytuację.

                    >
                    >
                    > > Tych niewielu, którzy naprawdę nie mogą sobie
                    > > sami pomóc byłoby wspomaganych przez wiele dobrowolnych instytucji
                    > > dobroczynnych będących owocem naturalnej współpracy i życzliwości, w któr
                    > e
                    > > obfituje społeczeństwo oparte na produkcji, a nie na grabieży."
                    >
                    >
                    > A tu - myślenie życzeniowe. Owszem, GDYBY było tak, że dobroczynność - bez
                    > ingerencji państwa - załatwi te problemy, to proszę bardzo. Tylko czy znasz
                    > takie przykłady?

                    Owszem, codziennie coś kupuję.

                    > Poza tym - nawet wtedy byłoby tak, że ci "dobrzy bogacz
                    • marcq Odpowiedź na odpowiedź :) 19.09.05, 16:56
                      alfa napisał:

                      > Nie wiem dlaczego zakładasz, że chodzi mi o własnoręczne edukowanie dzieciaka
                      > na poziomie liceum, niżej zgadzasz się na indywidualne wybory rodziców (bon)
                      > więc tu zostawiam temat.

                      Powtarzam: podałem TYLKO przykład czynności niewykonalnej dla znacznej
                      większości rodzin, gdzie konieczna jest pomoc jakiejś "wyższej instancji".
                      Równie dobrze mógłby to być przykład obrony przed bandytami, albo przed
                      powodziami, albo leczenia gruźlicy.


                      > Przykładem, że tak też działa system jest nagłe zdziwienie postulatami
                      > nietraktowania teorii Darwina jako wiodącej ale równorzędnej z innymi (w usa).
                      > Pewne uproszczenie traktujesz automatycznie ale można próbować zniewolić
                      > umysły (indoktrynacja) prawda? Mieliśmy i mamy tego przykłady.


                      Tak. Ale złe "skutki uboczne" nie muszą dyskredytować danego rozwiązania.
                      Tak, jak nie przerwie się produkcji samochodów i nie wróci do koni i wołów
                      tylko dlatego, że samochody zatruwają środowisko. Fakt, że Twój przykład z USA,
                      to dla mnie przykład przegięcia.


                      > > Nadal nie rozumiesz???
                      > > Tym "apartheidem" nie jest fakt,że ktoś je na przerwie bułkę z szynką a ktoś
                      > > inny - chleb ze smalcem. Jest nim FORMALNY I OFICJALNY, namaszczony
                      > > przez szkolną władzę podział dzieci na biedne i bogate.

                      > Chwileczkę, tu się interesującao zrobiło: czy gdy nie ma "namaszczenia władzy"
                      > faktu nie ma także?? Dopóki wspólnie biedę klepią nie ma problemu?


                      "Namaszczenie władzy" to aprobata dla tworzenia wzorców wywyższania się
                      tych "lepszych" - i to kontestuję. Nie ma to nic wspólnego z realnością
                      zróżnicowania majątkowego. Pisałem o tym parokrotnie w dyskusji z Luką,
                      a przed chwilą z Hymenem.


                      > > Oddzielenie ich od siebie,
                      > > napiętnowanie tym samym tych "gorszych"... no i danie ochłapów (to skrót
                      > > myślowy, oczywiście) tym, którym przyznano darmową "jałmużnę". Bądź, chamie,
                      > > zadowolony, że dostałeś COKOLWIEK!

                      > Tu się zagalopowałeś: to "cokolwiek" to poziom oferowany przez postulowaną
                      > przez Ciebie opiekę (pomoc społeczną), za niepomoc rodzice płacą z własnej
                      > kieszeni.


                      Ale czy dzieci tych niepłacących muszą to odcierpieć? Czy trzeba im okazywać,
                      że są żebrakami? Wyśmiewać? Taka FORMA pomocy, to poniżanie ludzkiej godności -
                      jak pompatycznie by to nie zabrzmiało. I o to głównie mi chodzi.


                      > Gdyby na jednej sali, tymi samymi sztućcami... no to jeszcze postulat
                      > udawanej wspólnoty byłby spełniony ale tak ordynarnie osobno? Czep się tego
                      > państwa, które obiecuje gruszki na wierzbie.


                      Odpowiedź jak wyżej.


                      > > Ale likwidacja "Minedu", jak zapewne ująłby to Luka, byłoby "wylaniem
                      > > dziecka z kąpielą". Chioćby kontrola poziomu nauczania - kto to ma robić?

                      > Wysoka Komisja Mędrców (z szacownych instytucji nauczania, sprawdzonych na
                      rynku).


                      Jak zwał, tak zwał - jakieś ciało centralne (niekoniecznie biurokratyczne) musi
                      to robić. To ciało z kolei musi jednak mieć ludzi nie tylko do "mędrcowania",
                      ale i do przepisywania na komputerze i rozsyłania myśli tych mędrców...
                      Jak więc zwał, tak zwał, ale...


                      > Gdyby XIX wieczny rynek nie był wolny. Poza nielicznymi wyjątkami państwa
                      > regulowały sytuację.


                      KIEDY? W XIX wieku? Poczytaj choćby Dickensa, jeśli nie chcesz nudniejszych,
                      ale bardziej skondensowanych źródeł historycznych i prawniczych.
                      Kilkunastogodzinny dzień pracy, a kto nie chce - za bramę i żadnych "wichrzeń".
                      Itd. Ówczesny rynek był wolny jak ptak - przynajmniej dla przedsiębiorców.
                      Chyba, że chodzi Ci o cła, ale i wtedy był wolny w ramach danego państwa.


                      Twoja odp. nt. dobroczynności zamiast pomocy społecznej z budżetu:
                      > Owszem, codziennie coś kupuję.


                      Ale, pomimo tego, głodnych wciąż nie brakuje. Może za mało kupujesz? Może za
                      mało jest takich, którzy kupują?
                      Krótko mówiąc - to, co proponujesz, to utopia, jeśli ma występować ZAMIAST, a
                      nie OBOK pomocy społecznej.

                      A dalej urwało, ale przypuszczam, że nic ważnego tam już nie było. smile

                      Pozdrawiam.

                      Marcq

      • patience Re: Michnikoid do Patience :) 09.09.05, 13:17
        Wyglada na to ze rzeczywiscie, cos jest z tym poczuciem wlasnosci w stosunku do
        dzieci... no i zgadzam sie calkowicie z twoja uwaga o wadze wspolnych posilkow.

        Co do pozostalych kwestii, gangsteryzacja zycia politycznego dzieje sie
        naprawde, to widac chocby i po tym watku. Tyle ze ryba sie psuje od glowy...
        Mysle ze legitymizacja obecnych elit publicznych wyczerpuje sie. Rzeczpospolita
        kronistyczna jaka nam zafundowali jest nic nie warta i prowadzi do zdziczenia
        obyczajow... No i chyba cos jest w obserwacji, ze latwosc nazywania innych
        motlochem sie przenosi. Czlowiek z elit wladzy nazywa motlochem oponentow, a
        drugi koniec tego zjawiska jest w tej szkole. Motloch to dzieci z biednych
        rodzin... Tak czy inaczej, tez uwazam ze zgoda buduje. Masz racje, sporo sie
        nauczylam na forum, uwazam wiedze nabyta przez dyyskusje z ludzmi na FAQ uwazam
        za rownie cenna co ksiazkowa. I to nie tylko ta zmiana ktora zauwazyles, ze juz
        nie jestem taka predka w sieganiu po maczuge. To jest glebsze. Nauczylam sie od
        ludzi BARDZO DUZO. Mozna powiedziec, ze doceniam przywilej przebywania w tak
        zroznicowanym i bystrym towarzystwie, jakie sie tutaj zgromadzilowink)
        • marcq Michnikoid do Patience z bisami :) 09.09.05, 16:19
          Patience napisała m.in.:

          > doceniam przywilej przebywania w tak zroznicowanym i bystrym towarzystwie,
          > jakie sie tutaj zgromadzilowink)

          A, dziękuję, dziękuję, doprawdy nie wiem, czy zasłużyłem...
          Zwłaszcza na określenie "zróżnicowany". wink)

          Ale poza tym w zasadzie niewiele mam do oprotestowania. wink

          Może - wciąż tę sprawę "motłochu" vel "stada". W TYM sensie i kontekście,
          w jakim TY to ujmujesz TUTAJ też zresztą niekonfliktową między nami. Choć
          w sensie by Świda-Zięba - obawiam się, że nadal, a szkoda. Bo ostatecznie -
          ocena MORALNA postaw tych, którzy sami siebie widzą jako elitę, chociaż
          (określenie by Wańkowicz) skundlili siś mocno, to jednak nie to samo, co
          wielkopańska pogarda silnych i możnych wobec słabych.

          A reszta - w postach do naszych WSPÓLNYCH oponentów: Luki i Alfy.
          smile
          Pozdrawiam!

          Marcq

          • patience Re: Michnikoid do Patience z bisami :) 10.09.05, 12:52
            Ja rowniezsmile
            • marcq Re: Michnikoid do Patience z bisami :) 12.09.05, 15:37
              patience napisała:

              > Ja rowniezsmile

              Nie bardzo wiem, co również, ale na wszelki wypadek: nawzajem! smile)

              M.
    • blekitna_rapsodia Aparthaid jest elementem skladowym libkapitalizmu 08.09.05, 20:59
      zeby zlodzije-pasozyci mieli miliardy zl/$/euro, miliadry ludzi pracy musza zyc
      w nedzy, dzieci musza glodowac, prostytuowac sie oraz byc zabijane.
      • xiazeluka Komu uciekł pantofelek z terrarium? /nt 09.09.05, 09:41
    • hymen A czy to nie jest tak, 09.09.05, 13:13
      że szkoła ta zastosowała się do przepisów i rozporządzeń wymyślonych przez
      socjaldemokratów komuszych, którzy dorwali się do władzy? Ciekowae komu
      przeszkadza urządzanie szkoły i sposobu jej funkcjonowania przez tych, którzy
      najbardziej są tym zainteresowani? Taka organizacja szkoły jest dla niej
      zapewne bardzo uciążliwa i trudno sobie wyobrazić, że uczniowe, ich rodzice i
      dyrekcja z własnej woli wprowadzili ten absurd na swój teren.
      • patience Re: A czy to nie jest tak, 09.09.05, 14:00
        Jakie tam przepisy, bujda. Warunki sanitarne szkolnej kuchni nie odpowiadaja i
        dlatego jedza (o ile da sie zjesc) na plastikach? Jakos nie wyobrazam sobie, ze
        dzieci bogatszych rodzicow jedza wyzywienie z kuchni szkolnej dlatego, ze
        warunki sanitarne w tej kuchni sa zle. Przepisy sanitarne sa jedne dla wszystkich.
        • hymen Re: A czy to nie jest tak, 09.09.05, 15:05
          patience napisała:

          > Jakie tam przepisy, bujda. Warunki sanitarne szkolnej kuchni nie odpowiadaja i
          > dlatego jedza (o ile da sie zjesc) na plastikach? Jakos nie wyobrazam sobie,
          ze
          > dzieci bogatszych rodzicow jedza wyzywienie z kuchni szkolnej dlatego, ze
          > warunki sanitarne w tej kuchni sa zle. Przepisy sanitarne sa jedne dla
          wszystki
          > ch.

          Jednak osoba ze szkoły wyjaśniała zdaje się, że do odrębnego postępowania
          zmusiły szkołę odpowiednie przepisy. Nie zmienia to faktu, że wśród młodzież
          ponuje kult posiadania i jesli nie masz komórki, porządnych ciuchów, sprzętu
          grajacego itp to jesteś ten gorszy. Tylko ja, jakos nie mogę tego powiązać z
          aparthaidem, dyskryminacją czy prześladowaniami biednych. Każdy chce być piękny
          młody i bogaty a nie każdy może to dostać. A urzędniczy socjalizm w postaci
          przetargów na dostawy wyżywienia, konieczność odrębnego postępowania w sumie w
          podobnych sytuacjach jednak istnieje. To katalizator tego typu patologii.
        • rycho7 nalogowe postepowanie Helgi 09.09.05, 19:38
          patience napisała:

          > Jakie tam przepisy, bujda.

          W niniejszym watku dosc dawno w swym poscie wyjasnilem Ci zasady prawa
          obowiazujace w RP dotyczace tego przypadku.

          Ze swa ustawiczna gracja postu po prostu nie przeczytalas. A teraz wydumalas
          jakas odpowiedz bez minimum zwiazku z rzeczywistoscia. Nie wiedzialem, ze organy
          promulgacyjne wydawane sa pod tytulem "Bujda" (to rozwiniecie Dz.U. oraz M.P.?).
    • komandos7 Re: Aparthaid po polsku :( 09.09.05, 19:41
      A ta flaga aquanetu to co wlasciwie ma oznaczac?
      • komandos7 Potience, co ma znaczyc twoja flaga? 09.09.05, 21:53
        Piszesz na polskim forum i polskim jezykiem!!!
        • patience Re: Potience, co ma znaczyc twoja flaga? 10.09.05, 12:35
          komandos7 napisał:

          > Piszesz na polskim forum i polskim jezykiem!!!

          Zgadza sie. I mam polska flage polskich syjonistow. Cos nie pasuje?
          • zupagrzybowa FLA9AQUANETu CZERWONA 6RAMIENNA GWIAZDA 10.09.05, 12:52
            NA BIALYM TLE Z ORLEM w 3KORONACH
            809
            • patience Re: FLA9AQUANETu CZERWONA 6RAMIENNA GWIAZDA 10.09.05, 12:56
              Ladny symbolwink
              • zupagrzybowa W3D YESSS! 10.09.05, 13:08
                8U21
                • drf ID33©8ANK 12.09.05, 12:50
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=741459
                  nadchodzi V rocznica AQUANETU na GWIAZDKE v^
    • danutki Re: Aparthaid po polsku :( 14.09.05, 10:02
      patience napisała:

      > Dzisiejsze wiadomosci TV. W jednej ze szkol w Polsce dzieci podzielono na
      > bogatsze i biedniejsze i odseparowano od siebie. Biedniejsze maja posilek
      > oplacany przez pomoc spoleczna, za bogatsze placa rodzice. Biedniejsze jedza
      > dwie godziny wczesniej na plastikowych talerzach i plastikowymi sztuccami,
      > wiec jak im sie zlamia, to koncza posilek palcami. Bogatsze na normalnych
      > talerzach i lepsze jedzenie, dwie godziny pozniej. Reporterzy TV pokazali
      > placzace dzieci (biedne), gdyz nie tylko posilek byl ubogi, ale jeszcze
      > niedogotowany i nie daly rady go zjesc. W zwiazku z czym w dniu dzisiejszym
      > zadnego obiadu nie zjedza. Mowily tez, ze bogatsze dzieci sie z nich smieja.

      Patience
      czemu się oburzasz na fakty?
      o ile dobrze pamiętam pewne zadanie matematyczne, to przy równym dostępie do
      potraw przy stole siedziało 13 osób. nie napisali w tym zadaniu czy aby równo
      podzielić posiłek i kaazdy miał jednakowy dostęp do kazdej potrawy na stole,
      stół był okrągły i na obrotowej nóżce. a jak stół był prostokątny? tak jak
      przedstawiają na obrazkach? jak równo posadzisz 13 osób? zawsze znajdzie się
      jakiś Judasz, który będzie niezadowolony ze swojego miejsca przy stole
    • mosze_singer Re: Aparthaid po polsku :( 16.09.05, 12:42
      Jesli ci rodzice są tacy zamożni to niech wyślą swoje dziecko do prywatnej
      szkoły, będzie się wychowywało w "dobrym" towarzystwie. Szokła publiczna to
      szkoła publiczna, chodzą tam dzieci z różnych środowisk i należy się z tym
      pogodzić.

      Sądzę jednak że wielu z tych rzekomo lepiej sytuowanych rodziców nie stać na
      czesne w prywatnej szkole, mają tylko troche więcej niż ci biedacy i napawają
      się tą nikłą różnicą majątkową. I to jest niestety patologiczna sytuacja.
      • basia czołgi na zlom przyjdzie oddac 16.09.05, 13:14
        mosze_singer napisał:

        > Sądzę jednak że wielu z tych rzekomo lepiej sytuowanych rodziców nie stać na
        > czesne w prywatnej szkole, mają tylko troche więcej niż ci biedacy i napawają
        > się tą nikłą różnicą majątkową. I to jest niestety patologiczna sytuacja.

        ej,no wez przestań! zamknąłeś niniejszym dzrwi palaców kapitalistów, czołgi już nie maja po co tam wjeżdżać, a do bloków, na 10 piętro przecież nie wjadą i nie ma po co.
        • mosze_singer blokers blokersowi wilkiem ;) n/txt 16.09.05, 13:25

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka