v.ci
19.09.05, 23:32
Teresa Jakubowska
NIE DLA PODATKU LINIOWEGO !
Na marginesie świetnego artykułu Piotra Szumlewicza pt. Antysocjalna
transformacja, [lewica.pl] nasuwają się refleksje na temat polityki
podatkowej w Polsce i zapowiedzi Platformy Obywatelskiej szykującej się
do objęcia władzy, które potwierdzają w pełni tezy artykułu i obawy o
przyszłość ludzi o najniższych dochodach.
W mediach, prawie całkowicie opanowanych przez prawicę, uporczywie lansuje
się podatek liniowy. Począwszy od wersji księżycowej 3 x 10 % ,
skrajnej 3 x 15 % a na docelowej 3 x 18 % w roku 2008 proponowanej
przez min. Gronickiego skończywszy, zjednuje on elity dla Platformy
Obywatelskiej a ludziom niezamożnym mąci w głowach. Oznacza on stawkę
procentową identyczną dla wszystkich podatników bez względu na wysokość
dochodu i identyczną dla trzech podatków : PIT od dochodów osób
fizycznych, CIT od przedsiębiorstw i VAT płacony przez ostatecznego
konsumenta towaru.
Liniowy PIT 15% ani 18 % nie jest w ogóle możliwy do wprowadzenia bez
znacznego zmniejszenia wpływu do budżetu. Trzeba wziąć pod uwagę, że
aktualnie podatnicy w drugim 30 % i trzecim 40% progu podatkowym, którzy
stanowią tylko ok. 4 % wszystkich podatników dostarczają połowę dochodów
budżetu z tego tytułu. Z matematyki wynika, że przy niezmienionych wpływach
do budżetu, jednolita stawka podatku liniowego musi być znacznie wyższa od
aktualnej najniższej stawki podatku. Z grubsza licząc musiałby on wynosić
ok. 22 %. Jasno widać, że dla podatników pierwszego progu podatkowego
oznaczałoby to prawie 10 % podwyżkę podatku w stosunku do aktualnie
płaconego, który realnie wynosi ok. 13 %. Dla podatników drugiego i
trzeciego progu podatkowego stawka 22 % oznaczałaby oczywiście obniżenie
podatków. Dla najbogatszych oznacza to obniżenie podatku o blisko 18 % lub
nawet 25 % wg koncepcji PO. Nawet przy założeniu obniżenia wpływów do
budżetu – na co chyba żadna ekipa rządząca nie pójdzie - podatek liniowy
przy bardzo dużym zmniejszeniu podatków bogatym musi oznaczać bardzo poważne
podwyższenie podatków najbiedniejszym, a więc dalsze osłabienie popytu
krajowego na dobra podstawowe, co musi się odbić negatywnie na poziomie
inwestycji, bezrobocia, powiększy strefy biedy i pogłębi przepaść między
wąską grupą elit a resztą społeczeństwa.
Aktualna skala podatku dochodowego od osób fizycznych w Polsce, wbrew temu co
się nam wmawia, jest bardzo spłaszczona, nieskomplikowana i już teraz
bardzo obciąża najbiedniejszych [bardzo niska kwota wolna od podatku].
Usiłowania sejmu wprowadzenia dodatkowej stawki 50% dla najbogatszych zostały
storpedowane przez prezydenta Kwaśniewskiego, który - o ironio – miał
konsolidować lewicę. Podatek został ośmieszony w prasie i zakłamany. Można
było usłyszeć i przeczytać: chcą zabrać połowę dochodów bogatym a przecież
jak się zostawia więcej w kieszeniach bogatych to i biednym jest lepiej!
Wyliczyłam ile zapłaciłby więcej podatku ktoś kto zarabia 650 tys. rocznie
czyli od 50 tys. zapłaciłby nie 40 % jak teraz ale 50 %. Otóż dziś płaci
ok. 249 tys. podatku a po wprowadzeniu nowej stawki płaciłby 253 tys. czyli
4000 zl wiecej rocznie czyli 330 zl miesięcznie. Wzrost podatku wyniósłby
0,6 % dochodu. Znacząco więcej zapłaciłby np.prezes Kott, który ma pensję
400 tys. miesięcznie, czyli 4,8 mln rocznie, nie licząc innych dochodów.
Zapłaciłby podatku więcej ok. 410 tys. rocznie czyli zamiast 1,9 mln.
zapłaciłby 2,3 mln. Zostałoby biedakowi z pensji tylko 2,5 mln złotych
rocznie zamiast dotychczasowych 2,9 mln. Na szczęście ma jeszcze inne
dochody.
Jeszcze do niedawna mówiło się, że prezes Kott ma najwyższą pensję w Polsce.
Okazuje się, że to nieprawda. Właśnie mamy informację, że prezes Wróbel
[Orlen] zarobił w zeszłym roku 1 milion złotych miesięcznie. Myślę, że w
dysproporcji wynagrodzenia między robotnikiem a menedżerem jesteśmy w
absolutnej czołówce światowej. W przypadku wprowadzenia 18 % podatku
liniowego prezes Wróbel zapłaciłby zamiast ok.400 tys. zł.podatku miesięcznie
jak teraz - tylko 180 tys.zł. Moja przyjaciółka mówi, że słusznie, bo
bogatemu więcej brakuje!
W dodatku, jak się spojrzy na wynagrodzenia pracowników banków, to widać, że
w bankach w których zarząd ma wynagrodzenia najwyższe, średnia reszty
personelu jest niska i odwrotnie, tam, gdzie zarząd ma wynagrodzenia niższe,
średnia pozostałego personelu jest wyższa. Właśnie Państwowa Inspekcja Pracy
sygnalizuje częste łamanie praw pracowniczych w bankach, gdzie najniższemu
personelowi nie płaci się za godziny nadliczbowe. Mamy więc kapitalizm w
najbardziej obrzydliwej formie.
Głównym argumentem przeciwko stawce 50% było, że „oni i tak podatków nie
płacą”. Rozumowanie rozbrajające bo rzeczywiście najpewniejsi podatnicy to
emeryci i tu urzędy skarbowe wykazują się wielką sprawnością.
Tymczasem bardziej sprawiedliwa społecznie i efektywna ekonomicznie skala
podatkowa PIT powinna mieć przynajmniej jeszcze dwie stawki:
- 10 % stawkę z progiem 18.512.-zł dochodu rocznego
- 50 % stawkę z progiem 148.096.-zł dochodu rocznego.
Te proponowane przeze mnie kwoty wynikają z tego, że w polskiej skali
podatkowej każdy kolejny próg jest podwojeniem poprzedniego. Tej 5-progowej
skali podatkowej i tak byłoby daleko do 8 a nawet 10-progowej skali
istniejącej w niektórych krajach zachodnich. Należałoby jednocześnie
wprowadzić opodatkowanie uzależnione od ilości osób bez dochodu w rodzinie,
nie tylko dla osób samotnie wychowujących dzieci.
Trzeba też podkreślić, że z wyjątkiem Rosji, tak naprawdę nigdzie nie ma
podatku liniowego PIT w czystej postaci. Myślę jednak, że Rosja to nie jest
najlepszy wzór do naśladowania.
W propozycji min.Gronickiego [3 x 18] dla uzupełnienia luk wpływów do
budżetu, które sygnalizowałam wyżej, ma być wprowadzony podatek katastralny i
opodatkowanie rolników. Podatek katastralny - czyli opodatkowanie
nieruchomości podatkiem od ich wartości - sam w sobie jest logiczny i
prawidłowy. Boję się jednak, że w wersji min. Gronickiego będzie to znowu
sięganie do kieszeni niezamożnych a oszczędzanie bogatych jak to jest w
podatku liniowym. Tak było przecież w przypadku akcji min. Kołodki kiedy
pod hasłem podatku od luksusu chciano opodatkować cały stan posiadania
nawet ludzi o skromnych dochodach. Nawiasem mówiąc podatek od
zewnętrznych znamion luksusu funkcjonuje z powodzeniem w niektórych krajach.
Np. we Francji działa pod nazwą podatku solidarnościowego, dotyczy dóbr
naprawdę luksusowych i opiera się na deklaracji własnej podatnika
określającej wartość dóbr ruchomych i nieruchomych bez względu na ich
położenie. Nasz podatek katastralny zupełnie pominie np. posiadłości
naszych obywateli za granicą, a przede wszystkim taki podatek pomija
całkowicie dobra luksusowe ruchome.
Kolejne rządy, w tym ten , który miał lewicowość w nazwie obniżyły i dalej
dążą do obniżenia podatków od przedsiębiorstw CIT bez żadnych warunków.
Usiłowania Unii Pracy wprowadzenia warunków tzn ulgi podatkowe
przysługiwałyby tylko wtedy gdy się inwestuje i tworzy nowe miejsca pracy -
spełzły na niczym. Obniżono stawkę podatku do 19 % nawet bankom. Ponieważ
są one głównie w rękach wielkich międzynarodowych korporacji finansowych,
zwolnione z podatku kwoty wypływają za granicę [kilka mld złotych rocznie] i
jest to ewidentna dla nas strata. A przecież przy tak kolosalnej 8
procentowej obniżce podatków powinniśmy mieć obniżone co najmniej o parę
procent kredyty. Mogłoby to stymulować tworzenie nowych miejsc pracy,
zwłaszcza przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Ale po co sobie zawracać
głowę kredytami obcią