Dodaj do ulubionych

Ludomir Garczyński-Gąssowski

17.10.05, 20:01
Ludomir Garczyński-Gąssowski

SEJM, SENAT I PREZYDENT

Narzekamy na zbyt „ostrą” kampanię wyborczą i „za małą” frekwencję. 45 lat
„Polski Ludowej” przyzwyczaiło nas do frekwencji prawie stuprocentowej i
„łagodnej” tzn. prawie żadnej kampanii wyborczej. Aktywiści ZMP (później ZMS),
ORMO i „aktywu robotniczego” ozdabiali płoty i mury hasłami, które pamiętam do
dziś: „Niech żyje Front Narodowy”, „Niegroźne nam krzyki Głosa Ameryki” (sic),
„Nie omamii chłopa Radio Wolna Europa”. Po za wyborami z 1947 roku (jawnie
sfałszowanymi) wyboru nie było. Ustalano jedną listę Frontu Narodowego
(później Frontu Jedności Narodu) i „wybór” sprowadzał się do wrzucenia kartki
do urny. Teoretycznie można było z tej listy skreślić nazwiska tych czy
innych, ale praktycznie nie miało to znaczenia. Władze wzywały do głosowania
bez skreśleń i do nie chodzenia za kotarę. W stosunkowo ważnych wyborach po
„Październiku ‘56” do głosowania bez skreśleń wzywał wówczas bardzo popularny
Gomułka i …Prymas Wyszyński. Ten ostatni dał się przekonać władzom, że jak
wyborcy skreślą wszystkich czołowych komunistów to Rosjanie przyślą czołgi.
Obawy te nie były tak zupełnie bezpodstawne. Wolna Europa też wtedy wzywała do
umiaru i samograniczenia. Był taki dowcip dlaczego ludzie chodzili przed wojną
na pochody pierwszomajowe? – bo się nie bali, a dlaczego chodzą w PRL? – bo
się boją. Z frekwencją wyborczą było podobnie. W ostatnich wyborach przed
wojną w 1935 roku frekwencja wynosiła 46%. Gdy opozycja z udziałem całego
społeczeństwa wywalczyła w Polsce wolne wybory to frekfencja w 1989 wyniosła
66%, później było i jest gorzej.
W krajach skandynawskich frekwencja jest wysoka ok. 80%, ale we Francji,
Włoszech czy USA bazuje na granicy 50%. To jest normalne nie każdy musi
interesoawać się polityką.
Stosowany w różnych krajach dwustopniowy wybór prezydenta nie jest
rozwiązaniem idealnym przy duzym rozbiciu głosów. Do drugiej tury mogą wejść
dwaj kandydacji mający za sobą niewielkie poparcie i bardzo duzy elektorat
negatywny. Wśród wyeliminowanych kandydatów mogli być tacy, których łatwiej by
zaakceptowało społeczeństwo. Np. Mazowiecki miał duzą szansę zwycięstwa w II
turze, gdyby nie przegrał w I-szej z Tymińskim, który w II-giej szans nie
miał. W USA często prezydent jest wybrany mniejszą ilością głosów, ale większą
elektorów. To już specyfika amerykańskiej konstytucji.
Pierwszych prezydentów w Polsce wybierało Zgromadzenie Narodowe (połączone
posiedzenie Sejmu i Senatu). Głosowań było tak duzo jak było trzeba, aż na
jednego kandydata padło więcej niż 50% głosów. W kolejnych głosowaniach
odpadali kandydacji, którzy otrzymali najmniejszą ilość głosów.
Pierwszy prezydent RP Narutowicz wybrany został w 5 czy 6 głosowaniu, gdy
zostało już tylko dwóch kandydatów. Na emigracji prezydentów nie wybierano
tylko urzędujący przydent wyznaczał swojego następcę. Gdy w 1955 roku premier
Cat-Mackiewicz ogłosił wybory do emigracyjnego sejmu (Rady Narodowej) to
frekwencja nie przekroczyła 10% uprawnionych do głosowana. I w żadnych
natępnych wyborach nie była większa mimo „rozpolitykowania” emigracji.
„Prezydenta RP” Bolesława Bieruta (było nie było uznawnego przez wszystkie
kraje ONZ) "wybrał jednogłośnie" niesuwerenny sejm. Senat był już zlikwidowany
w sławetnym (sfałszowanym) referendum (3 X TAK). Jaruzelski został wybrany
prezydentem PRL jednym głosem przez Zgromadzenie Narodowe. Wraz z awansem PRL
na RP awansował i on na prezydenta RP.
Senat był kiedyś izbą wyższą dziś jest równorzędną. W skład senatu w I
Rzeczypospolitej (szlacheckiej) wchodzili z urzędu Wojewodowie, Kasztelani,
Biskupi i inni dostojnicy państwowi. W II RP prawo głosu mieli do sejmu
wszyscy obywatele, którzy ukończyli 21 rok życia a do senatu tylko ci, którzy
ukończyli 30 rok życia. Konstytucja kwietniowa z 1935 wprowadziła dalsze
ograniczenia 1/3 senatorów mianował prezydent „z wybitnych i zasłużonych
jednostek” a pozostałe 2/3 wybierali obywatele mający najmniej 30 lat i którzy
mieli maturę albo byli kawalerami Orderu Virtuti Militari lub Polonia
Restituta. I wtedy to naprawdę była izba wyższa. Podobnie były przed wojną
limity dla wybieranych. Poseł musiał mieć najmniej 25 lat, a senator 40.
A co do za ostrej kampanii? To chyba też przesada. Proszę prześledzić kampanię
wyborczą w USA, a w Polsce przed wojną też nie było lepiej.
Normalniejemy i „demokratyzujemy” się.


Ludomir Garczyński-Gąssowski
Obserwuj wątek
    • zupagrzybowa TUSK? 17.10.05, 20:10
      Ludomir Garczyński-Gąssowski

      TUSK?
      (Po pierwszej turze wyborów prezydenckich)

      Startowało 15 Panów i jedna Pani. Trzech wycofało się w przedbiegach. Jeden
      zginął w katastrofie samochodowej.
      Zostało 12 kandydatów do najwyższego fotela. Komisja Wyborcza nie zdążyła
      wycofać dwóch nazwisk z kart wyborczych. Liga Polskich Rodzin nie wycofała z
      Telewizji spotów wyborczych Macieja Giertycha, który zrezygnował. Nic dziwnego,
      że prawie
      100 tysięcy głosów było nieważnych. Frekwencja była ponizej 50%, ale i tak
      lepsza o 10 punktów niż w wyborach parlamentarnych. A wynik?
      Właściwie remis, ze wskazaniem na Donalda Tuska. Pierwsza runda wyborów
      prezydenckich nie wyjaśniła nic. Kandydat PO (Donald Tusk) otrzymał 36% ważnych
      głosów. Kandydat PiS (Lech Kaczyński) 33%. Andrzej Lepper 15%,
      a Marek Borowski (SdPl) 10%. Jarosław Kalinowski z PSL niecałe 3%, Janusz
      Korwin-Mikke 1,43% a pani Henryka Bochniarz (PD) 1,26%. Reszta wywalczyła
      promile. Panowie z importu: Liwiusz Iliasz 0,21%, Stan Tymiński 0,16% a
      popierany przez Światowy Kongres Polaków – Jan Pyszko 0,07%, i panowie z kraju:
      Leszek Bubel (Narodowa Partia Polski) 0,13% i Adam Słomka (KPN) 0,06%.
      Wyniki pierwszej tury były zgodne z przewidywaniami i z wynikami wyborów do
      parlamentu. Z tą różnicą, że odwróciły się role PiS i PO oraz z tym, że
      kandydat SdPl osiągnął wynik trzykrotnie lepszy niż osiągnęła jego partia, a
      kandydat PSL trzy razy gorszy od swojej partii.
      Co będzie dalej trudno wyczuć. Gdy Państwo będziecie czytać ten tekst, (pisany
      bezpośrednio po zakończeniu pierwszej tury), wyniki drugiej będą już znane.
      Scenariusze są dwa. Osobiście sądze że drugą rundę też wygra Tusk, ale dużą
      szansę ma także Kaczyński. Zadecyduje frekwencja. Jeśli będzie gorsza niż w
      pierwszej turze to zwycięstwo Tuska jest przesądzone, bo mniejsza ilość
      głosujących oznacza pozostanie w domu tych co głosowali na wyeliminowanych
      kandydatów i wynik się powtórzy. O wyniku drugiej tury zadecydują też głosy
      elektoratu Leppera i Borowskiego w mniejszym stopniu Kalinowskiego i pani
      Bochniasz. Borowski i p. Bochniarz mają razem 11% i poprą Tuska. Jeśli nie z
      przekonania do jego programu to z przekonania, że program Braci Kaczyńskich jest
      znacznie bardziej niebezpieczny. Osławione „mniejsze zło”. Ale nawet jeśli tak
      będzie to za mało do wygrania PO. Elektorat Kalinowskiego poprze PiS. Lepper też
      poprze PiS, ale jego elektorat może tego nie uczynić. Antypeerlowska retoryka
      PiS-u, żądanie ostatecznych rozliczeń i budowa IV-tej RP - to nie jest to czego
      pragną byli pracownicy PGR-ów. Oni tęśknią za „dawną, dobrą i opiekuńcą Polską
      Ludową”, a tego im PiS nie da, a raczej odwrotnie. Duza część elektoratu Leppera
      boji się dekomunizacji i pewnie ma powody. Nie znaczy to, że poprą Tuska. Raczej
      zostaną w domu.
      I wtedy Tuskowi wystarczy poparcie lewicy.
      Na Donalda Tuska oddali swoje głosy mieszkańcy duzych miast, w tym Krakowa,
      którego mieszkańcy w wyborach parlamentarnych głosowali na PiS.
      Druzgoczące zwycięstwo odniósł Tusk w Warszawie, której prezydentem jest
      Kaczyński. Normalnie kandydaci na prezydenta USA czy Francji mają zelazny
      elektorat w tych miejscach, gdzie są merami czy gubernatorami. (Np. o
      zwycięstwie Mitterranda zadecydowało to, że był popularnym merem Marsylii).
      Donald Tusk zdecydowanie wygrał w całej Polsce Zachodniej. Głosowali na niego
      ludzie z wykształceniem wyższym i średnim. Głosowali więksi, mniejsi i zupełnie
      mali biznesmeni. A i bezrobotni, którzy liczą, że reformy podatkowe obiecane
      przez PO zmniejszą bezrobocie.
      Polska Wschodnia, ludzie niedokształceni, mieszkańcy małych miast i wsi
      głosowali na Kaczyńskiego.
      Podobnie jak w wyborach parlamentarnych Lecha Kaczyńskiego poparł Ojciec
      Dyrektor i jego media. W drugiej turze to poparcie nie doda już Kaczyńskiemu
      nowych głosów, gdyż karny elektorat słuchaczy wiadomego radia oddał prawie w
      całości swoje głosy na kandydata PiS już w pierwszej turze. Zostały tylko głosy
      oddane na Bubla, Słomkę i Pyszkę w sumie 0,26%.
      Według sondaży Tusk tracił swoją przewagę w ostatnich dniach przed wyborami. I
      to się potwierdziło. Zaskodziły mu debaty, w których prowokowany różnymi
      działaniami „zagończyków” pana Lecha K. Odpowiadał „pięknym za nadobne”. A jako
      człowiek spokojny i prostolinijny był gorszy w te klocki.
      Nie jestem wcale pewny zwycięstwa Tuska. Wszystko co napisałem wyżej to pobożne
      zyczenia poparte analizą faktów. Ale elektorat anty-Tuskowy może się
      zmobilizować. Ludzi niedokształconych jest znacznie więcej niż wykształconych, a
      większość Polaków zamieszkuje prowincję a nie metropolie.
      No i tych, którym się dobrze lub średnio-dobrze powodzi jest w Polsce ciągle
      mniej niż tych, którym powodzi się źle lub gorzej. Ale duza część tych
      biedniejszych rozumie, że ich sytuacje polepszą nie większe zasłki socjalne,
      które nigdy nie będą wystarczające i na które Polski nie stać (i których nie
      dostaną mimo obietnic) lecz reformy gospodarcze, które polepszą koniukturę w
      Kraju. Pozostaje jeszcze pytanie czy poparcie prezydentów Wałęsy i
      Kwaśniewskiego Tuskowi pomoże czy zaszkodzi? Natomiast ostateczny wybór pani
      Merkel na kanclerza Niemiec na pewno mu nie zaszkodzi, a raczej doda głosów.

      Sztokholm, 10.10.2005
      (dzień po wyborach) Ludomir Garczyński-Gąssowski

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka