Gość: Mr X
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
27.07.01, 22:00
W zeszły piątek w Bonn ministrowie ochrony środowiska 180 krajów uzgodnili
kompromisowe warunki wprowadzenia w życie traktatu z Kioto, który gwarantował
kilkuprocentowe zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery.
Komentatorzy podkreślają, iż sporym sukcesem jest uzgodnienie wprowadzenia w
życie traktatu przez Unię Europejską, Japonię i Australię, mimo udmowy
uczestnictwa w nim Stanów Zjednoczonych.
Ale czy na prawdę są powody do radości?
Do tej pory nic tak na prawdę nie wiadomo o wpływie tzw. "gazów cieplarnianych"
na atmosferę, a tym bardziej o ich związku ze zmianami klimatycznymi
zachodzącymi na naszej planecie! Wszystko co na ten temat można usłyszeć np. w
mediach to tylko HIPOTEZY. Dlaczego więc przypuszczenia i spekulacje grupy
naukowców traktowane są dogmatycznie i tak też przedstawiane w mediach czy
placówkach edukacyjnych? Dlaczego oświadczenie 10 000 naukowców -głównie
fizyków i chemików, w którym stwierdzają oni bezpodstawność hipotez
zakładających wpływ gazów cieplarnianych na obserwowane zmiany klimatyczne, nie
zostało nigdy przedstawione opinii publicznej? Dlaczego zapomina się, iż klimat
na Ziemi zmieniał się wielokrotnie, i to w sposób dużo bardziej rewolucyjny niż
dziś? Trudno odpowiedzieć na te pytania ale sądzę że nie da się ich
przekonująco wyjaśnić jedynie budzącym grozę terminem: "polityczna poprawność".
Znacznie ciekawszym tropem wydają mi się miliardy dolarów, które corocznie
zarabiają koncerny zajmujące się ograniczeniem emisji gazów uznawanych akurat
za szkodliwe (opinia ekspertów na ten temat co jakiś czas się zmienia -
generując stałe źródło zysków dla branży). Dzięki ogromnym funduszom i wpływom
wspomniany sektor stanowi na tyle potężne lobby, że może bez trudu wymuszać
podpisywanie kolejnych zobowiązań na rządach poszczególnych państw. W jaki
sposób? Oprócz tradycyjnego arsenału metod, takich jak naciski i łapówki,
należy wymienić sponsoring organizaji ekologicznych i ekoterrorystycznych ale
czy tylko?
Nie dawno byliśmy świadkami prawdziwej wojny na ulicach Genui. W tym włoskim
mieście udało się zgromadzić, wg. różnych szacunków -od 100 do 200 tysięcy
młodych ludzi. Mieliśmy więc do czynienia z dużym przedsięwzięciem
organizacyjno - logistycznym. Docierające codziennie informacje wytworzyły w
niemal magiczny sposób przekonanie o konieczności "jakiś zmian" wśród znacznej
części opini publicznej.
Kilka dni później w Bonn ratyfikowany zostaje Protokół z Kioto...