Dodaj do ulubionych

Jeszcze o UE i NAFTA

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.10.02, 01:49
Będzie jeszcze jeden raport



Miłosz Marczuk

Skandal w Brukseli. Komisarz Guntram Verheugen publicznie uznał Polaków za
pijanych leni. Ostrzegł więc, żeby po raporcie Komisji rekomendującym Polskę
do członkostwa w Unii, Polacy nie upili się na umór, tylko zakończywszy
świętowanie na jednym kieliszku wódki, wzięli się do roboty. Na drugi dzień
znalazło się to w czołówkach wszystkich większych europejskich gazet.





Verheugen jest szczerym komisarzem. Ma to pewne zalety. Nie wiedzieć czemu,
kiedy otwarcie powiedział on na zeszłotygodniowej konferencji prasowej, że
Komisja "nie opłaci Polakom toastu" - sami niech sobie kupią wódki, w Polsce
nikt tego nie dostrzega i nie rozumie. A przesłanie jest proste: zapomnijcie
o tym, że wejście do Unii zapewni wam jakąś górę pieniędzy. Raczej już pot i
łzy. Może właśnie dlatego rząd polski obniżył o jedną trzecią ceny wódki. Bo
jakoś trzeba się znieczulić przed bliskim już kontaktem z "naszymi unijnymi
partnerami". "Znam polskie zwyczaje w zakresie picia. Sam padłem ich ofiarą.
Radziłbym Polakom, żeby wypili tylko jeden kieliszek wódki i natychmiast
wzięli się do pracy, bo jest jeszcze dużo do zrobienia" - powiedział
Verheugen na konferencji prasowej.

"Partnerzy" ustalili w zeszłym tygodniu, że "rekomendują zakończenie
negocjacji członkowskich z Polską do końca tego roku". Prócz Polaków
do "kontaktu" niech szykują się też mieszkańcy Cypru (a właściwie jego części
greckiej), Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Malty, Słowacji, Słowenii i Węgier.

Zostało więc w praktyce dwa miesiące. Tymczasem w zupełnym rozgardiaszu
pozostają trzy obszary negocjacyjne: rolnictwo, polityka strukturalna oraz
budżet i finanse. Ostatnie propozycje rządowe w obszarze rolnictwa są pełnym
przyznaniem się do klęski. W normalnym kraju zgoda na to, żeby zostać
potraktowanym jak osobnik drugiej kategorii, skończyłaby się zmieceniem z
powierzchni obozu władzy. Norwegowie, mimo że uzyskali w negocjacjach
satysfakcjonujące warunki członkostwa, zdecydowali, że nie chcą w to
wchodzić. Po rzetelnej dyskusji publicznej. U nas podchwytuje się słowa
Verheugena i nawołuje z pierwszej strony "GW": "Upijmy się ze szczęścia".

Zachodni Europejczycy nie dają jednak w rekomendacjach od razu pełnego
szczęścia. Zabezpieczają się. "Osiągnięcie gotowości do członkostwa wymaga od
kandydatów kontynuacji reform i dostosowań. Niektórzy bali się, że w
Warszawie za wcześnie otworzą szampana" - stwierdził jeden z komisarzy.

Komisja zdecydowała też, że na pół roku przed spodziewaną datą poszerzenia
sporządzi jeszcze raport o 10 kandydatach, żeby ocenić, czy faktycznie będą
mogli wejść do Unii. A będzie to już po zapowiedzianym na maj polskim
referendum w sprawie akcesji. W projekcie opublikowanego dokumentu była nawet
mowa o trzech miesiącach przed poszerzeniem. Oznacza to, że traktat o
członkostwie będzie ratyfikowany w krajach "15" w ostatniej chwili, co
wprowadza nerwowość w szeregach zwolenników Unii w Polsce.



Pacjent specjalnej troski



Ponadto Komisja chce wprowadzić dwie "klauzule ochronne", na podstawie
których będzie można już po wejściu do Unii traktować Polskę, jakby jej tam
wcale nie było. Jak to określono, żeby "przeciwdziałać ewentualnym
zakłóceniom w funkcjonowaniu jednolitego rynku lub rynków krajowych starych i
nowych państw członkowskich". Klauzule mają obowiązywać przez dwa lata po
akcesji, ale uruchomione w ich wyniku kroki mogłyby pozostać na miejscu przez
dłuższy czas. Te specjalne "bezpieczniki" miałyby szerszy zasięg niż rutynowa
ekonomiczna klauzula ochronna, którą wpisywano do traktatów o przystąpieniu
nowych członków przy poprzednich poszerzeniach. Komisja proponuje
wprowadzić "mechanizm ochronny", obejmujący wszelkie dziedziny jednolitego
rynku, w tym również na przykład przestrzeganie praw własności intelektualnej
czy ochronę zdrowia lub życia ludzi bądź zwierząt. "Ta klauzula jest
niezbędna, ponieważ nigdy nie mieliśmy do czynienia z takim poszerzeniem i
nie możemy przewidzieć, jakie będą trudności z przystosowaniem na przykład na
jednolitym rynku" - powiedział Verheugen.

Komisarze w opublikowanym w środę dokumencie o poszerzeniu piszą też, że być
może zaproponują w przyszłym roku jeszcze jedną "klauzulę ochronną".
Dotyczyłaby ona wspólnych reguł w zakresie wymiaru sprawiedliwości i spraw
wewnętrznych, takich jak wzajemne uznawanie decyzji sądów czy innych
instancji. Taka klauzula pozwalałaby jednemu z obecnych państw członkowskich
na odmowę uznania "europejskiego nakazu aresztowania" wystawionego przez
polskiego prokuratora na nazwisko ich obywatela ściganego w Polsce za ciężkie
przestępstwa, takie jak terroryzm.

Komisarze wpisali te klauzule bez jakiejkolwiek informacji dla samych
zainteresowanych. Wzburzyło to Węgrów. "Nie wystarczy informować nas o
zawartych porozumieniach, o których i tak można wszędzie przeczytać" - cytuje
AFP wypowiedź ambasadora Węgier w Danii Władysława Deseo, który "ze
zdziwieniem" - jak mówi - przeczytał w duńskim dzienniku "Information", że UE
wprowadza możliwość wyłączenia nowych członków ze współpracy w niektórych
dziedzinach, jeśli nie będą przestrzegać unijnych reguł. "Dlaczego ja muszę
się tego dowiadywać z gazety?" - zirytował się dyplomata.

Europejskie gazety ze sceptycyzmem komentują raport Komisji. Niemiecki
dziennik "Lübecker Nachrichten" stwierdza, że "pośpiech, z jakim proces
poszerzenia jest obecnie forsowany - mimo ogromnych problemów w krajach
kandydackich - może napawać strachem. Zbyt szybki proces integracji kryje w
sobie ogromny ładunek wybuchowy. Nie tylko dla społeczeństw krajów
kandydackich, których ekonomiczne i polityczne struktury dalekie są jeszcze
od poziomu, który pozwoliłby im stać się rzeczywistymi partnerami. Groźba
dotyczy także spójności obecnej "Piętnastki", która nie podjęła dotychczas
żadnej z koniecznych reform".

"Magdeburger Volksstimme" uważa, że: "Granice rozsądku zostały naruszone.
Zamiast otwierać przed (krajami) Wschodu po kolei drzwiczki, drużyna
Verheugena wybrała wariant bramy do stodoły. Może to doprowadzić do
najpoważniejszych napięć w historii UE. Nowe kraje nie zadowolą się
uzyskaniem upragnionego statusu (członka UE). Wschodni Europejczycy pragną
możliwie szybko zobaczyć możliwie dużo pieniędzy. Zacięta walka o podział
subwencji jest nieunikniona - przede wszystkim w rolnictwie".

Brytyjski "Daily Telegraph" pisze: "Gotowe czy nie, Polska, Czechy, Węgry,
Słowacja, Słowenia, Litwa, Łotwa, Estonia, Cypr i Malta są na drodze do UE.
Wejdą tam 73 miliony mieszkańców biednych krajów, co może przeładować Unię aż
do granic punktu krytycznego".



Irlandzkie strachy



Dodatkowe zaniepokojenie euroentuzjastów budzi referendum w Irlandii w
sprawie ratyfikacji traktatu z Nicei. - Gdyby Irlandczycy odrzucili traktat z
Nicei, dotyczący reformy i poszerzenia Unii, doprowadziłoby to do chaosu
instytucjonalnego i przesunięcia poszerzenia Unii na bliżej nieokreślony
czas - oznajmili w środę przedstawiciele Komisji Europejskiej. Przypomnijmy,
że Irlandczycy w czerwcu 2001 roku stosunkiem 54 do 46 proc. odrzucili
traktat. Kolejne referendum odbędzie się 19 października. "Jeżeli i tym razem
irlandzcy wyborcy powiedzą "nie", będziemy mieć wielki problem. Nie będziemy
w stanie dotrzymać kalendarza i nie wiem, czy cały projekt będzie mógł być
zrealizowany" - oświadczył w środę w wypowiedzi dla niemieckiego radia
komisarz Verheugen. I dodał: "Nie będziemy mieli wtedy instytucjonalnych
warunków do sfinalizowania traktatu. Jeżeli choć jeden parlament go nie
ratyfikuje, cały projekt upadnie".

Ale to tylko gra, która ma wzmóc presję na Irlandczykach. Jeśliby bowiem
odrzucili traktat z Nicei, wszystkie jego zapisy dotyczące podziału głosów w
Radzie Unii, Parlamencie Europejskim itd. wrzuci się do traktatu akcesyjnego.
I tak będzie on jed
Obserwuj wątek
    • Gość: +++Ignorant Re: Jeszcze o UE i NAFTA IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.10.02, 01:51
      Irlandzkie strachy



      Dodatkowe zaniepokojenie euroentuzjastów budzi referendum w Irlandii w sprawie
      ratyfikacji traktatu z Nicei. - Gdyby Irlandczycy odrzucili traktat z Nicei,
      dotyczący reformy i poszerzenia Unii, doprowadziłoby to do chaosu
      instytucjonalnego i przesunięcia poszerzenia Unii na bliżej nieokreślony czas -
      oznajmili w środę przedstawiciele Komisji Europejskiej. Przypomnijmy, że
      Irlandczycy w czerwcu 2001 roku stosunkiem 54 do 46 proc. odrzucili traktat.
      Kolejne referendum odbędzie się 19 października. "Jeżeli i tym razem irlandzcy
      wyborcy powiedzą "nie", będziemy mieć wielki problem. Nie będziemy w stanie
      dotrzymać kalendarza i nie wiem, czy cały projekt będzie mógł być
      zrealizowany" - oświadczył w środę w wypowiedzi dla niemieckiego radia komisarz
      Verheugen. I dodał: "Nie będziemy mieli wtedy instytucjonalnych warunków do
      sfinalizowania traktatu. Jeżeli choć jeden parlament go nie ratyfikuje, cały
      projekt upadnie".

      Ale to tylko gra, która ma wzmóc presję na Irlandczykach. Jeśliby bowiem
      odrzucili traktat z Nicei, wszystkie jego zapisy dotyczące podziału głosów w
      Radzie Unii, Parlamencie Europejskim itd. wrzuci się do traktatu akcesyjnego. I
      tak będzie on jeden dla wszystkich krajów, co więc za problem go trochę
      pogrubić. Szczegóły dotyczące okresów przejściowych dla poszczególnych państw
      znajdą się w dziesięciu załącznikach - po jednym dla każdego z państw.



      Turcy amerykańscy



      Turcja, mimo że zgodnie z dezyderatami Unii zniosła karę śmierci i przyznała
      prawa mniejszości kurdyjskiej, została potraktowana przez Komisję per noga.
      Unia nadal wzywa Ankarę do kontynuacji reform, w tym do wdrażania zasad
      demokracji i praw człowieka, nie wspominając jednak o terminie rozpoczęcia
      rozmów akcesyjnych.

      "Ogłoszony w środę przez Komisję Europejską raport rekomendujący 10 krajów do
      członkostwa UE w 2004 r., wśród których nie ma Turcji, jest daleki od
      spełnienia oczekiwań" Ankary - powiedział w zeszłym tygodniu turecki
      wicepremier Mesut Yilmaz. A minister spraw zagranicznych Sukru Sina Gurel
      ostrzegł w środę, że Unia Europejska przypieczętuje podział Cypru, jeśli
      przyjmie go w poczet członków bez zjednoczenia wyspy, podzielonej od połowy
      1974 roku.

      "Myślę, że jeszcze istnieje pole do znalezienia rozwiązania, jednak obawiam
      się, że Unia ze wszystkimi swoimi deklaracjami i decyzjami ogranicza te
      perspektywy. Unia Europejska była tą stroną, która zniechęcała Greków
      cypryjskich do znalezienia rozwiązania przy stole rozmów i obawiam się, że
      jeśli UE pójdzie dalej tą samą drogą, możliwości rozwiązania problemu będą
      zamknięte i Unia sama to przypieczętuje" - powiedział szef tureckiego MSZ.

      Ankara oskarża Brukselę o to, że nie nakłania Greków cypryjskich do zakończenia
      konfliktu. Sukru Sina Gurel ostrzegł, że jeżeli na grudniowym szczycie UE w
      Kopenhadze Turcję spotka kolejny zawód, będzie on nieuchronnie miał
      niekorzystny wpływ na inne aspekty stosunków między Ankarą a Brukselą,
      niezależnie od tego, kto będzie w Turcji rządzić.

      Tymczasem Stany Zjednoczone mocno wsparły Turków. Zresztą to dzięki nim Turcja
      w 1999 roku uzyskała status państwa kandydującego do Unii Europejskiej. Duży
      wpływ miała na to ówczesna sekretarz stanu USA Magdalena Albright, która
      wywarła silną presję na UE, aby podjęła taką decyzję. USA naciskają teraz na
      Unię Europejską, aby ustaliła termin rozpoczęcia rozmów członkowskich z Turcją.
      Biały Dom wywiera presję na Kongres, aby przyznał Ankarze pomoc gospodarczą -
      podał w środę Reuters. "Popieramy tureckie dążenia wstąpienia do Unii
      Europejskiej. Mamy nadzieję, że Unia rozpocznie rozmowy członkowskie z Turcją
      tak szybko, jak to możliwe" - powiedział prezydent USA Jerzy Bush.

      "Od dawna wierzyliśmy, że przyszłość Turcji związana jest z Europą. W
      strategicznym interesie Stanów Zjednoczonych leży zbudowanie możliwie
      najbliższych stosunków pomiędzy Unią Europejską oraz Turcją" - uzupełnił
      rzecznik amerykańskiego departamentu stanu Ryszard Boucher. Jednocześnie
      administracja Busha stara się przeforsować w Kongresie ułatwienia dla Turcji w
      eksporcie ich produktów do Stanów Zjednoczonych. Zeszłotygodniowe wysiłki,
      głównie amerykańskiego wiceprezydenta Rysia Cheneya sprawiły, że Izba
      Reprezentantów, niższa izba amerykańskiego parlamentu, zgodziła się, aby Ankara
      mogła wysyłać część swoich towarów do USA bez cła. Jeśli zgodę na to udzieli
      także amerykański Senat, Turcja zostanie włączona do tzw. programu Ograniczonej
      Strefy Przemysłowej. Kongres powołał ją w 1996 roku, aby uprościć stosunki
      handlowe z Egiptem, Izraelem i Jordanią.

      Jak widać, Amerykanie reagują zdecydowanie w sytuacji próżni politycznej.
      Zgodnie z doktryną Monroe, nie narzucają się bez potrzeby ze swoimi usługami.
      Kiedy jednak obie strony mają interes w zawiązaniu bliskich stosunków
      politycznych i gospodarczych, działają szybko i bez wiecznie ciągnących się
      pseudonegocjacji. Miejmy nadzieję, że po odrzuceniu członkostwa w Unii przez
      Polskę, przyjdzie czas na nawiązanie ściślejszej współpracy gospodarczej ze
      Stanami. W rozmowie, jaką odbyłem jakiś czas temu z dyplomatą z amerykańskiej
      ambasady w Warszawie, usłyszałem wprost: "Teraz negocjujecie, tak zdecydował
      rząd, więc się nie wtrącamy. Jednak jakbyście odrzucili akcesję w referendum,
      moglibyśmy porozmawiać o NAFTA".

      Miłosz Marczuk


      • Gość: +++Ignorant Pare sensownych argumentów i federastów wycina./nt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.10.02, 17:44

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka