" To był, hi,hi,hi, poniedziałek. Wpadłam do biura męża, bo byliśmy umówieni
na jesienne zakupy. Wiesz, ten płaszcz w wojskowym stylu musiałam sobie kupić
z klapkami tutaj i jeszcze spódnicę taką do kolan, a mąż pracuje na drugim
piętrze. To biuro, mówiłam ci już chyba. Aha, i jeszcze kozaczki z wąskim
szpicem na obcasiku miałam kupić. Wypatrzyłam męża i już do niego pochodzę, a
tu nagle wychodzi na mnie, no, mówię ci, taka dziewczyna! Włosy czarne,
gęste, figura jak lody na patyku, cudo jednym słowem. Wcześniej jej nie
widziałam, więc od razu pytam męża, czy wie, kto to jest. A on, rozumiesz, że
w ogóle nie zauważył. Jak mógł nie zauważyć, jak ona do pasa to przynajmniej
za 4 tys. ubrana była, a u góry miała taką kopertową bluzkę, którą właśnie
chciałam sobie, nieważne. Mnie się to od razu wydało podejrzane, że nie
zauważył, więc jak wychodziliśmy, ona akurat w tej bluzce paliła papierosa w
korytarzu, to mu ją pokazałam, że taka piękność i w kopertowej bluzce. We
wtorek nie spoczęłam, póki się nie dowiedziałam, kto to jest, i to,
rozumiesz, jest nowa asystentka prezesa Ewa Jakaśtam, podobno bardzo zdolna.
Wieczorem mężowi powiedziałam, że to jest Ewa, asystentka prezesa. "Kto?" -
zapytał mnie mąż - "Jaka czarna?". Ja wszystko rozumiem, że on może mataczyć,
ale przy takiej czarnej, to by już nie przesadzał. Przepraszam, czy gdyby pan
zobaczył czarną w kopertowej bluzce z nogami na biuście, toby pan nie
pamiętał?
- Och, na pewno by pan pamiętał. A ja cały wieczór miałam zmarnowany. Mówi
się, hi,hi,hi, że trzy lata po ślubie to już tak jest, że mąż się nudzi i
zaczyna rozglądać. Dotychczas to on tam nie miał na kogo patrzeć, ale ta
czarna Ewa, to sama rozumiesz. Oczywiście, we wtorek nie chciałam się
zdradzać i tak zaraz go pytać, czy mu się podoba, ale w środę, gdy wychodził
do pracy, zapytałam, czy lubi brunetki. On zawsze mówi, że najbardziej lubi
naturalne blondynki, jak ja, bo za 50 lat zupełnie wyginą, jak dinozaury.
Dotychczas mu wierzyłam, ale gdy w środę przyszedł po pracy, to zapytałam, co
robiła Ewa i czy z nią rozmawiał. Powiedział, że nie rozmawiał i czy mówimy o
tej asystentce. A widzisz, więc się nią jednak interesował, bo skąd by
wiedział, że to asystentka? Powiedziałam: - No, tej w kopertowej bluzce. W
czwartek mieliśmy przyjaciół na kolacji. Takie luźne rozmowy, pokazywałam
swój płaszcz, ten wojskowy, nie wiem, czy ci mówiłam, że go kupiłam z
klapkami tutaj, i bluzkę czerwoną kopertową. "Co wy wszystkie z tymi
kopertowymi bluzkami?" - powiedział nagle mój mąż. "A kto jeszcze nosi
takie?" - zapytałam, a on, że ta Ewa i sama mu to przecież mówiłam. Ja mu
mówiłam! Nic takiego. Po prostu wodził za nią wzrokiem, bo inaczej by nie
wpadł, że to kopertowa bluzka. Poza tym, dlaczego Ewa? To już po imieniu
są? "Przyznaj się" - powiedziałam, gdy już zjedliśmy kolację i napiłam się
wina. "Podoba ci się ta Ewa?". "W ogóle mi się nie podoba" - odparł. "Jak ci
się może taka piękność nie podobać?" - powiedziałam. "Jak ci się nie podoba,
to ty się w ogóle na kobietach nie znasz". I zaczęłam opowiadać przyjaciołom,
jaka kobieta pracuje z moim mężem, i że chyba każdy facet oszalałby ze
szczęścia, gdyby się z nią umówił. Oszalałby pan?
- Z pewnością - odparłem, bo to było do mnie.
W końcu mówię do męża: "Ale jej nogi to chyba zauważyłeś, ma takie smukłe
łydki i zgrabne kolana, że musiałeś zauważyć". Coś tam odpowiedział, niby
tak, niby nie, ale ja swoje wiem. Jednak najlepsze było w piątek. Jechaliśmy
do supermarketu, zaraz po pracy, a on mówi, że ta Ewa ma męża i to
zagranicznego. Zupełnie mnie zatkało. "Dlaczego mi o tym mówisz" -
zapytałam. "Bo ona cię tak jakoś interesuje" - odpowiedział mój mąż - "to się
dopytałem". Dopytał się. Oczywiście, rozmawiał z nią na pewno i zobacz, już
mu się zwierza. A potem, jeszcze jak wsiadałam do samochodu, spojrzał i
powiedział "Ładne masz buty, już taki model gdzieś widziałem". "Może ta Ewa
go ma?" - powiedziałam, bo dobrze wiem, że ma takie same, wtedy gdy ją
widziałam, właśnie takie miała. A mój mąż mówi "Och, nie pamiętam". "Ale
przyznaj, że nogi to ona ma ładne". "Kto?" - zapytał mnie mąż. "No, ta Ewa",
a on: "No, rzeczywiście, ma ładne". Wyobrażasz sobie? Do wieczora trzymałam
jeszcze nerwy na wodzy, ale jak wróciliśmy do domu i usiadł do komputera, to
przyszłam i mu zrobiłam awanturę o tę czarną, że ja sobie nie życzę i co on w
ogóle widzi ładnego w takiej lali z solarium. Ja bym nawet na nią nie
spojrzała, a on od tygodnia o niczym innym nie mówi, tylko jak wygląda, jak
się ubiera, czy ma męża i że jak już mu się tak podoba, to mógłby mi tego
przynajmniej nie mówić, bo ja..."