Gość: Jaaz
IP: proxy / 195.130.88.*
02.11.02, 13:25
Killer skarbowy
Myślicie, iż elity III RP w znojnym trudzie zbudowały ustrój, w którym za
kradzież bochenka chleba idzie się do więzienia, a za kradzież fabryki –
dostaje tytuł biznesmena roku? Macie rację.
Zagraniczni turyści dziwią się nieustannie, dlaczego Polacy chodzą po ulicach
nachyleni w pozycji grzybiarza. Wyjaśnienie jest proste – w takiej pozycji
państwo polskie łatwiej może swych obywateli ładować od tyłu przy lada okazji.
Oberżyńscy z niedowierzaniem przyglądają się swoim rękom, zastanawiając się,
co ich podkusiło, żeby w 1990 r. wziąć w nie własny los zgodnie z zachętami
nowej władzy. Dzisiaj woleliby, jak się zdaje, być
od urodzenia inwalidami bez pary górnych kończyn.
On – zwolniony w 1990 r. z zakładów Wiskord w Szczecinie, ona – nauczycielka
z chudą pensyjką. Założyli, przepraszamy za nadużycie, przedsiębiorstwo
Japikar Import – Export. Zastrzeżenie o nadużyciu bierze się stąd, iż
nazywanie przedsiębiorstwem tego baraczku do złudzenia przypominającego
kurnik jest przejawem właściwej nam odwagi cywilnej. Ale to były czasy
pionierów, nie ma co się więc oglądać na wystrój wnętrza Japikaru. Oberżyńscy
sprowadzali części samochodowe. I trzeba powiedzieć, że początki były cudne.
Wśród zamawiających było kilkanaście dość znanych firm, co gwarantowało stały
odbiór i dopływ gotówki. Po te części Oberżyńscy jeździli do Niemiec trzy
razy w tygodniu i jako uczciwi ludzie starannie wypełniali stosy dokumentów
dotyczących przychodów, rozchodów, zysku, podatków i czego tam jeszcze
trzeba.
Gdy w 1994 r. wprowadzono podatek VAT, para biznesmenów dołożyła wszelkich
starań, by płacić go zgodnie z wymogami prawa. Chcąc uniknąć stania na
granicy, Oberżyńscy odprawy celnej dokonywali w Szczecinie. Aby otrzymać
zezwolenie na odprawę w mieście, należało złożyć paczkę dokumentów:
zaświadczenie o niezaleganiu ZUS, zaświadczenie o niezaleganiu Urzędowi
Skarbowemu, zaświadczenie o niekaralności oraz zabezpieczenie majątkowe.
Świadectwa szczepienia przeciwko czarnej ospie i wściekliźnie nie wymagano.
Wszystko było jak należy, co świadczyło o rzetelności Oberżyńskich.
Okazało się, że to pozory. Tak naprawdę Oberżyńscy to złoczyńcy i zbóje. Tę
wstrząsającą prawdę w 1996 r. odkrył szary i nikomu wcześniej nie-znany
bezkompromisowy inspektor kontroli skarbowej Aleksander Żebiałowicz. Jego
nazwisko chętnie dziś ujawniamy, żeby dzieci w szkołach miały się o kim
uczyć. Odkrył on budzące zgrozę przestępstwo. Oberżyńscy rozliczali podatek
VAT w 1994 r. biorąc za podstawę rozliczenia datę przekroczenia granicy, a
nie datę ostatecznej odprawy celnej w Szczecinie. W związku z tym
niewybaczalnym błędem, w jednym miesiącu płacili państwu za mało podatku VAT,
natomiast w kolejnym za dużo. To straszne. Ogółem za cały rok 1994 zalegali
Oberżyńscy państwu na niewyobrażalną dla zwykłego śmiertelnika kwotę 252
złotych.
Jest rzeczą oczywistą, że za tak odrażające przestępstwo należało ukarać
drwiących z prawa biznesmenów. Co też inspektor Żebiałowicz uczynił,
wymierzając im karę 373 000 złotych (słownie: trzysta siedemdziesiąt trzy
tysiące).
Oberżyńscy złożyli odwołanie do Urzędu Skarbowego. Urząd owszem, odpowiedział
im bardzo uprzejmie już po dwóch latach. Karę anulował, udowadniając jasno,
że inspektor Żebiałowicz troszkę pogrzeszył gorliwością, ale co do zaległości
podatku VAT nie popuścił. Doliczył Oberżyńskim odsetki od wszystkich
zaległości. Co ciekawe, również za te dwa lata, kiedy to Urząd Skarbowy
zastanawiał się nad odpowiedzią. Razem wyszło 25 000 złotych.
Za dawnych czasów byłoby to do przełknięcia, chociaż nie jest dla nas jasne,
dlaczego nawet zalegający z opłatami podatnik ma płacić za opieszałość urzędu
przekraczającą wszelkie dopuszczalne granice i zapisy prawa. Ale od 1998 r.
Balcerowicz schładzał gospodarkę i wtedy z zimna zaczęły zdychać tabunami
firmy, z którymi do tej pory kooperowali Oberżyńscy. Japikar zaczął robić
bokami, bo nie dostawał kasy. Właściciele firmy ratowali się kredytem
obrotowym na rachunku swojej firmy, dzięki czemu mogli płacić swoje
należności w terminie, ale z zyskami było krucho. Gdy w 1999 r. Urząd
Skarbowy zadecydował, że Oberżyńscy mają zapłacić 25 000 złotych, zwrócili
się z pokorną prośbą o rozłożenie tej kwoty na raty. Rozłożono im – na 5 rat.
Odwołali się. Rozłożono na rat 15, w zamian odmawiając wystawienia corocznego
zaświadczenia dla Urzędu Celnego, że nie zalegają wobec skarbówki. To
oznaczało, że ich działalność importowa ulega zawieszeniu, co z kolei dla
firmy oznaczało zgon.
Oberżyński próbował zarobić na szybszą spłatę kary, imając się różnych robót,
które nie przynosiły
zysków i pisał pisma do Urzędu Skarbowego, żebrząc o zmiłowanie, czyli
umorzenie części choćby odsetek, bo jest w tragicznej sytuacji finansowej.
Wreszcie właściciele Japikaru postanowili zapłacić od razu te odsetki. Wzięli
kredyt obrotowy, zapłacili, dostali wymagany papier. Zastawem kredytu były
części samochodowe zgromadzone w ma- gazynie Japikaru. Nie mogli więc nimi
handlować. A kredyt trzeba spłacać. Koniec opowieści.
Dwoje ludzi chciało pracować w III RP na własny rachunek. Pomylili się w
obliczeniach należności wobec
fiskusa. Jeden urzędnik wymyślił, że nie mające istotnego znaczenia błędy
warte są nałożenia kary wynoszącej czterysta średnich krajowych. Potem inni
urzędnicy karę uchylili (ciekawe, czy jakieś konsekwencje swoich decyzji
poniósł Żebiałowicz), ale kazali petentom zapłacić za swoją opieszałość
doliczając dwuletnie odsetki od kwot, dawno zapłaconych z miesięcznym tylko
opóźnieniem. Żądano ich uiszczenia w ratach, których wysokość była nie do
udźwignięcia dla firmy, równocześnie pozbawiając ją możliwości działania. A
po ulicach, na których niedługo wylądować mogą Oberżyńscy wraz ze swymi
dziećmi, jeżdżą luksusowymi samochodami goście, których zaległości wobec
skarbu państwa sięgają dziesiątków milionów złotych i mają się pysznie, bo
dopóki mają kasy, jak lodu na Grenlandii i plecy szerokie, jak wodospad
Niagara – nikomu nawet przez myśl nie przejdzie ich ścignąć.
Ich nazwiska znane są z prasy drukującej hołdy dla wzorców osobowych i z
kolorowych magazynów ukazujących piękne życie szacownych elit.
PS Nazwisko bohaterów zostało zmienione.
Autor : Maciej Wiśniowski
Nie wysiliłem sie tym razem. Copy and paste. Rzecz jednak wydaje sie ciekawa
Jaaz