Dodaj do ulubionych

Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow

    • Gość: kochanka [...] IP: 12.45.92.* 08.01.03, 04:05
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: wojo!!!! [...] IP: 12.45.92.* 08.01.03, 04:07
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • tyrannosaurus.rex Misiek chodz tu!! 08.01.03, 06:05
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799
        • tyrannosaurus.rex @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 11.01.03, 00:47
          www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799
    • Gość: SIC Re: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow IP: *.sympatico.ca 08.01.03, 19:00
      --------------------------------------------------------------------------------
      Zakladam liste morderstw popelnionych przez Zydow.
      W Palestynie codziennie gina ludzie, jesli nie zginie co najmniej 10
      to prasa swiatowa nawet o takim wydarzeniu nie wspomni.
      W czasie 2 letniego palestynskiego powstania Zydzi zamordowali okolo 2000
      ludzi.

      Zydzi morduja nie tylko w Palestynie.
      Najwiekszym mordercom w histori Nowego Jorku jest rowniez zyd - Berkovitz.

      Zydzi mordowali Rosjan,Polakow,Czechow w miedzywojennej Europie.

      Zydzi mordowali zolnierzy egipskich ktorzy oddali sie do niewoli w czasie
      wojny 1967.


      Proponuje wpisywac w ten post kazde morderstwo popelnione przez czlonkow
      rasy zydowskiej - bez wzgledu kiedy lub gdzie zostalo popelnione.

      PROSZE O TEMATY, TE TEMATY SIE NIE KONCZA!


      Popiera akcje ,

      SIC



      • Gość: polishAM Lawrence Beria wymordowal miliony. IP: *.nas35.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 08.01.03, 22:21
        Nie da sie zliczyc, Rosjan, Polakow, Litwinow, Estonczykow... Lawrence Beria
        byl najwiekszym morderca jaka ta Ziemia wydala. Na Ukrainie inny Zyd Lazar
        Kaganovic zamordowal 10 milionow ludzi.
        • Gość: polishAM [...] IP: *.acn.waw.pl 10.01.03, 23:54
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: nic Re: Lawrence Beria wymordowal miliony. IP: *.sympatico.ca 11.01.03, 05:04
          Gość portalu: polishAM napisał(a):

          > Nie da sie zliczyc, Rosjan, Polakow, Litwinow, Estonczykow... Lawrence Beria
          > byl najwiekszym morderca jaka ta Ziemia wydala. Na Ukrainie inny Zyd Lazar
          > Kaganovic zamordowal 10 milionow ludzi.

          Pomyliles sie bo to nie sam BERIA mordowal, ale i jego wspolziomkowie.
        • tyrannosaurus.rex Słowo Żydowskie @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 17.01.03, 02:40


          www.jewish.org.pl/polskie/slowo/cotojest.html
          Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo
          Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa
          Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach:
          polskim i jidysz.
          Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch
          SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia
          się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i
          społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły
          historyczne.
          Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata,
          opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce
          pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję
          i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz
          oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po
          Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo
          Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa
          Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach:
          polskim i jidysz.
          Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch
          SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia
          się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i
          społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły
          historyczne.
          Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata,
          opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce
          pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję
          i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz
          oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po
          Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo
          Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa
          Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach:
          polskim i jidysz.
          Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch
          SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia
          się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i
          społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły
          historyczne.
          Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata,
          opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce
          pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję
          i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz
          oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po
          Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo
          Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa
          Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach:
          polskim i jidysz.
          Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch
          SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia
          się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i
          społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły
          historyczne.
          Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata,
          opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce
          pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję
          i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz
          oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po

          Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo
          Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa
          Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach:
          polskim i jidysz.
          Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch
          SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia
          się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i
          społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły
          historyczne.
          Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata,
          opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce
          pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję
          i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz
          oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po
          Słowo Żydowskie jest dwutygodnikiem wydawanym w Warszawie przez Towarzystwo
          Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ukazuje się dzięki wsparciu Ministerstwa
          Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Słowo Żydowskie ukazuje się w dwóch językach:
          polskim i jidysz.
          Pismo dostępne jest w sieci salonów "Empik" oraz w prenumeracie, poprzez "Ruch
          SA" lub poprzez redakcję. Cena numeru wynosi 1 zł. Na stronach polskich pojawia
          się tematyka związana z aktualnymi wydarzeniami politycznymi, kulturalnymi i
          społecznymi. Poza tym: recenzje, publicystyka, tematyka izraelska oraz artykuły
          historyczne.
          Na stronach jidysz prezentujemy również aktualności z kraju i ze świata,
          opisujemy ważne wydarzenia związane z kulturą żydowską. Jako jedyne w Polsce
          pismo w tym języku, staramy się przypominać wspaniałą literaturę jidysz: poezję
          i prozę. Poza tym: przedruki najważniejszych artykułów ze światowj prasy Jidysz
          oraz publicystyka i korespondencje od naszych współpracowników z rozsianej po





        • Gość: jewhater Re: Lawrence Beria wymordowal miliony. IP: 209.234.157.* 31.01.03, 07:09
          nigdy nie udalo sie udokumentowac zdecydowanie,ze
          Beria byl zydem.
    • Gość: jewhater [...] IP: 12.45.92.* 11.01.03, 00:41
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • tyrannosaurus.rex Okropne: 11.01.03, 00:44
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799
    • Gość: RGB ZION IZRAEL IP: *.ncr.com 11.01.03, 13:39
      trafniej byloby syjonistycznych albo izraelskich
      wskazuje na istote panstwowa/ideologiczna przemoc
    • Gość: zbik [...] IP: 12.45.92.* 11.01.03, 17:58
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • tyrannosaurus.rex Hebrew better among Montreal teens than Toronto 17.01.03, 02:38
        Hebrew better among
        Montreal teens than Toronto

        By DAVID LAZARUS
        Staff Reporter
        For Montreal researcher Jack Jedwab, recently released statistics from the 2001
        Canadian census on heritage languages indicate that Hebrew is doing better in
        Montreal than in Toronto.
        Montreal has a higher proportion of Jews in their late teens and early 20s who
        speak Hebrew as a second language - that is, learned primarily in school -
        compared to Toronto, Jedwab said in a recent interview.
        In the age 15-19 category in Montreal, for example, for every person citing
        Hebrew as their mother tongue, there were 11 who could speak it as a second
        language.
        But within the same age group in Toronto, for every person with Hebrew as their
        mother tongue, only about four speak it as a second language.
        "In other words, as a second language, Hebrew is doing better in Montreal
        [within these age groups] than in Toronto," said Jedwab, the executive director
        of the Association for Canadian Studies and a former executive director of
        Canadian Jewish Congress, Quebec region.
        In a sense, the opposite is true with Yiddish, albeit on a smaller scale,
        Jedwab said. For every Torontonian in the same 15-19 age group who claims
        Yiddish as a mother tongue, 21/2 can speak it as a second language.
        But in Montreal, the ratio is less than on-to-one, because so many more
        Montrealers in this age group speak Yiddish as a mother tongue - 530 versus 60
        in Toronto.
        To no one's surprise, the use of Yiddish has continued to decline, both
        nationally and provincially, mainly due to the high attrition rate among its
        elderly speakers.
        The 2001 census results reported 19,296 Jews nationwide who claimed Yiddish as
        their mother tongue - defined as the language first learned at home and still
        understood - compared to the 21,420 figure reported in the 1996 mini-census - a
        10 per cent decline.
        Meanwhile, the number of Jews nationwide claiming Hebrew as their mother tongue
        has also dropped since 1996, from just over 13,000 to about 12,400.

        Nationwide, 63,700 people said they could speak Hebrew and just over 37,000
        said they speak Yiddish (as opposed to those languages being their mother
        tongue).
        Hebrew is dominant because it is the main second language taught in Jewish day
        schools, Jedwab said.
        "The dominance of Hebrew begins in the 10-to-14 age cohort and remains
        consistent to the age of 60," he said.
        After age 65, he said, "Yiddish returns to the dominant position [nationally],
        as a reflection of that generation's roots to Yiddish versus the transition to
        Hebrew amongst the younger generation."
        Jedwab said that in Quebec, Yiddish as a mother tongue continues to lead Hebrew
        by a wide margin. In Montreal, which accounts for most of the figures from
        Quebec, the numbers were 9,300 for Yiddish and about 3,000 for Hebrew.
        The higher numbers for Yiddish are because of the community's high percentage
        of elderly European Jews and children from chassidic families who speak Yiddish
        at home, he said.
        Jedwab noted that for the first time in Ontario, Hebrew was given as a mother
        tongue more often than Yiddish. Ontario now has slightly more Jews who speak
        Hebrew as their first language than Yiddish (7,935 versus 7,930, respectively).
        Jedwab explained that since 1996, the number of people in Ontario citing Hebrew
        or Yiddish as their mother tongues dropped. But those listing Hebrew as their
        mother tongue dropped by less, allowing Hebrew to edge ahead.
        Jedwab said despite what some might suspect, it is not the result of more
        Israelis moving to Canada.
        "In fact, data from the Israeli Bureau of Statistics reveals that immigration
        from [Israel] has not been on the rise in recent years," Jedwab said, meaning
        there hasn't been a replenishment of Hebrew speakers in the province.
        "Only outside Quebec and Ontario has there been an increase - however modest -
        in the number of persons of Hebrew mother tongue."
        Hebrew better among
        Montreal teens than Toronto

        By DAVID LAZARUS
        Staff Reporter
        For Montreal researcher Jack Jedwab, recently released statistics from the 2001
        Canadian census on heritage languages indicate that Hebrew is doing better in
        Montreal than in Toronto.
        Montreal has a higher proportion of Jews in their late teens and early 20s who
        speak Hebrew as a second language - that is, learned primarily in school -
        compared to Toronto, Jedwab said in a recent interview.
        In the age 15-19 category in Montreal, for example, for every person citing
        Hebrew as their mother tongue, there were 11 who could speak it as a second
        language.
        But within the same age group in Toronto, for every person with Hebrew as their
        mother tongue, only about four speak it as a second language.
        "In other words, as a second language, Hebrew is doing better in Montreal
        [within these age groups] than in Toronto," said Jedwab, the executive director
        of the Association for Canadian Studies and a former executive director of
        Canadian Jewish Congress, Quebec region.
        In a sense, the opposite is true with Yiddish, albeit on a smaller scale,
        Jedwab said. For every Torontonian in the same 15-19 age group who claims
        Yiddish as a mother tongue, 21/2 can speak it as a second language.
        But in Montreal, the ratio is less than on-to-one, because so many more
        Montrealers in this age group speak Yiddish as a mother tongue - 530 versus 60
        in Toronto.
        To no one's surprise, the use of Yiddish has continued to decline, both
        nationally and provincially, mainly due to the high attrition rate among its
        elderly speakers.
        The 2001 census results reported 19,296 Jews nationwide who claimed Yiddish as
        their mother tongue - defined as the language first learned at home and still
        understood - compared to the 21,420 figure reported in the 1996 mini-census - a
        10 per cent decline.
        Meanwhile, the number of Jews nationwide claiming Hebrew as their mother tongue
        has also dropped since 1996, from just over 13,000 to about 12,400.

        Nationwide, 63,700 people said they could speak Hebrew and just over 37,000
        said they speak Yiddish (as opposed to those languages being their mother
        tongue).
        Hebrew is dominant because it is the main second language taught in Jewish day
        schools, Jedwab said.
        "The dominance of Hebrew begins in the 10-to-14 age cohort and remains
        consistent to the age of 60," he said.
        After age 65, he said, "Yiddish returns to the dominant position [nationally],
        as a reflection of that generation's roots to Yiddish versus the transition to
        Hebrew amongst the younger generation."
        Jedwab said that in Quebec, Yiddish as a mother tongue continues to lead Hebrew
        by a wide margin. In Montreal, which accounts for most of the figures from
        Quebec, the numbers were 9,300 for Yiddish and about 3,000 for Hebrew.
        The higher numbers for Yiddish are because of the community's high percentage
        of elderly European Jews and children from chassidic families who speak Yiddish
        at home, he said.
        Jedwab noted that for the first time in Ontario, Hebrew was given as a mother
        tongue more often than Yiddish. Ontario now has slightly more Jews who speak
        Hebrew as their first language than Yiddish (7,935 versus 7,930, respectively).
        Jedwab explained that since 1996, the number of people in Ontario citing Hebrew
        or Yiddish as their mother tongues dropped. But those listing Hebrew as their
        mother tongue dropped by less, allowing Hebrew to edge ahead.
        Jedwab said despite what some might suspect, it is not the result of more
        Israelis moving to Canada.
        "In fact, data from the Israeli Bureau of Statistics reveals that immigration
        from [Israel] has not been on the rise in recent years," Jedwab said, meaning
        there hasn't been a replenishment of Hebrew speakers in the province.
        "Only outside Quebec and Ontario has there been an increase - however modest -
        in the number of persons of Hebrew mother tongue."
        Hebrew bette
    • Gość: jew_must_die 12 Styczen 2003, zydzi zabili juz 2 Palestynczykow IP: 12.45.92.* 12.01.03, 08:48
      "Narod Wybrany" zamordowal dzisiaj juz 2 Palestynczykow w Gazie

      www.jpost.com/servlet/Satellite?pagename=JPost/A/JPArticle/ShowFull&cid=1042346067679
    • Gość: misiek [...] IP: 12.45.92.* 12.01.03, 09:35
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: misiek [...] IP: *.acn.waw.pl 12.01.03, 23:43
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • tyrannosaurus.rex Portrayal of Israel in and by the media 17.01.03, 02:37
        Portrayal of Israel in and by the media

        The CJN strives to be the very best community newspaper it can be. Our core
        activity, of course, is to provide the news from around the Jewish world,
        credibly, reliably and as comprehensively as possible, within the limitations
        of our resources and our weekly format.
        The paper proceeds from the conviction that a better-informed Jewish community
        will be a healthier Jewish community and thus an asset to Canada at large and
        to Jewish communities around the world.
        But our mandate calls upon us to stretch beyond our core activity from time to
        time.
        As a result, some four years ago, we introduced an annual autumn CJN Roundtable
        and spring Town Hall Report as vehicles for the broader exploration of current
        issues of relevance to the community.
        On Nov. 27 last year, the editorial advisory board of CJN convened a roundtable
        on the subject of The Portrayal of Israel in and by the Media. We invited Peter
        Beinart, editor of The New Republic, to deliver a keynote address on the topic.
        We also invited Tony Burman, editor in chief of CBC News; Jonathan Kay,
        editorial page editor of the National Post; and Paul Michaels, communications
        director of the Canada Israel Committee, to respond to Beinart and to conduct a
        discussion around the table.
        What follows is a summary of the discussion that unfolded that day.



        Disproportionate attention paid to Israel, panel told


        By CAROLYN BLACKMAN
        Staff Reporter
        he media devote an "obsessive" amount of attention to Israel in proportion to
        the rest of the world, says Paul Michaels, director of communications at the
        Canada Israel Committee (CIC).
        The Middle East is home to only a small amount of the world's conflict, yet it
        gets a vast amount of attention, Michaels said.



        --------------------------------------------------------------------------------
        U.S. Jews moving right, commentator says
        CBC editor defends Mideast coverage
        --------------------------------------------------------------------------------
        He was responding to a talk by Peter Beinart, editor of the New Republic, at a
        recent roundtable discussion on the portrayal of Israel in and by the media
        sponsored by The Canadian Jewish News.
        Also responding was Tony Burman, editor in chief of CBC News, and Jonathan Kay,
        editorial page editor of the National Post.
        The bulk of the media's attention is on Israel and the Israeli-Palestinian
        conflict, Michaels said, and little attention is placed on Jordan, Egypt, Syria
        or Lebanon.
        Because Israel also receives a disproportionate amount of criticism from the
        media, he said, it is in the consciousness of the world as no other country has
        ever been.
        "The media [are] determined to stake out the moral high ground and see Israel
        as the oppressor, and the imagery that floods our television screens feeds into
        people's emotions," he said.
        If these images are dwelt upon, said Michaels, "then that is what consumers of
        the news are left with. They think that Israel's occupation is the cause of the
        conflict."
        The truth, he said, is otherwise. "The conflict is due to the Palestinians'
        rejection of Israel's very existence. The peace movement collapsed because they
        rejected our offer of statehood, yet Israel gets blamed for all the violence."
        Israel's case is very difficult, said Michaels. "How [can the media] capture
        the notion of Arab rejectionism? It can be done, but it is just more difficult.
        "When journalists quote Hamas, among others, but do not state what they stand
        for, they grant them legitimacy before an audience that is incapable of
        understanding what Israel is going through.
        "[The media are reporting] to an audience that is free of violence, and what
        Israel is confronted with is almost unimaginable to the audience."
        We hear from Palestinian officials that suicide bombings are acts of
        desperation, Michaels said, "but the truth is that Palestinians have adopted
        the suicide bombings as a strategical choice, not out of desperation.
        "There are many desperate people in the world who do not blow themselves up,
        and it is important for us to recognize the tactics used by the Palestinians.
        It is vital for the consumer to know all the issues," he said.
        It is the burden of journalists to do their homework, Michaels said. "They
        often use phrases such as "illegal occupation" when in fact, Israel came into
        the territories legitimately in 1967.
        "Journalists also use the term 'right of return' even though that right does
        not exist."
        Sheer repetition of these stock phrases comes at Israel's expense, he said. "It
        is hard to change. It is a challenge, but it is not impossible."
        When writing about the Middle East conflict, said Kay, many reporters make a
        judgment about whether or not it is a colonial struggle.
        "If they decide it is a colonial struggle, then that trumps everything else.
        [Many people feel] there is no greater crime than colonialism.
        "There is a large body of blacks in the United States who want reparations for
        things that happened centuries ago. The legacy of colonialism is powerful, and
        people underestimate how powerful that baggage is. It evokes skeletons of all
        past colonialism," he said.
        It is brilliant Arab propaganda to always mention the "colonial occupation,"
        Kay said. "That summons up everything that Palestinians want westerners to
        think about the conflict, and it is not difficult for a journalist to find a
        colonial argument.
        "If they hang around a checkpoint long enough, they can always find a
        Palestinian who will complain to them. That feeds into the colonial mentality."
        he said.
        In the United States, there is a divergence between Jewish opinion and
        mainstream liberal opinion, Kay said. "Mainstream liberals are receptive to the
        colonial narrative. We need a counter-narrative, and Jews have that narrative -
        pathological anti-Semitism."
        Terrorism is successful in one respect, he said. "Its goal is to divide people,
        and there is a split between those who believe in the colonial narrative and
        those to do not. That split is almost irreconcilable.
        "In my mind, a deep-seated guilt associated with the colonial legacy will
        [perpetuate] a subtle sympathy for the Palestinian cause."
        The problem with television news, Kay said, is that it is difficult to
        interview 10 people for a two-minute news clip. "That troubles me, because 75
        per cent of the people get their news from the television."
        There is a ray of hope, he said, in that many of his colleagues subscribe to
        such media services as Palestinian Media Watch and translated versions of Arab
        language press. "This is hopeful because people can see the hate that is
        peddled in Arab countries."
        Burman acknowledged that a great tension exists between CBC and the Canadian
        Jewish community.
        "This tension, however, could be more a reflection of the tension of the times
        rather than our journalism.
        "CBC has a commitment to give a different perspective than Americans on certain
        stories. The Israeli story, in a way, has been part of American domestic
        politics in a way it has not been in Canadian domestic politics.
        "The feeling at CBC is that we have to provide an understanding of the Israeli
        story almost as a counter to the American approach, which is influenced by
        waves and directions of American politics."
        In the past few years, he said, CBC has devoted more resources to covering the
        Middle East than to any other area apart from the United Kingdom, and it has
        created an additional bureau in Cairo and has plans to open a bureau in Jordan.
        [Ed. note: The CBC recently opened a one-person bureau in Amman, after Burman
        spoke at the roundtable.]
        "That is a reflection of what Canadian groups have criticized about the CBC -
        that we have not brought about a broader treatment of the wider Arab world."
        The CBC has definitely made an effort to respond t
    • Gość: Sick Re: Lista Morderstw przez Zydow - morduja dzieci IP: *.sympatico.ca 12.01.03, 20:47
      Trzy pociski wystrzelone w niedzielę z izraelskiego helikoptera w Gazę nie
      trafiły w cel - islamskich bojowników jadących samochodem - i zabiły dwóch 15-
      letnich Palestyńczyków, twierdzą źródła palestyńskie.
    • Gość: drf [...] IP: 12.45.92.* 13.01.03, 16:11
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: bASIA Liczba zamordowanych Palestynczykow w 2002 IP: 12.45.92.* 14.01.03, 16:41
      zydy zabily 996 Palestynczykow w roku 2002

      www.btselem.org/English/Statistics/Total_Casualties.asp#Anchor-Palestinians-48213
    • Gość: nie-homo Re: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow IP: 130.94.107.* 14.01.03, 16:52
      do gory!
      • tyrannosaurus.rex WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWZyd w KOSMOSIE 17.01.03, 02:34
        BEHIND THE HEADLINES
        First Israeli astronaut blasts off,
        carrying country’s pride into space
        By Irene Brown



        CAPE CANAVERAL, Fla., Jan. 16 (JTA) — Israelis are known as avid world
        travelers, but now one has gone out of this world.
        Israeli Air Force Col. Ilan Ramon, the son of a Holocaust survivor, joined six
        shuttle astronauts for a ride into space on Thursday, becoming the first
        Israeli to see his country in global perspective.

        After months of delays, even Florida’s fickle weather was cooperative,
        providing a deep blue background for the twin pillars of white smoke that
        trailed the Columbia shuttle during it’s 8 ½-minute climb to orbit.

        “These are our national colors, you know,” Daniel Ayalon, Israel’s ambassador
        to the United States, pointed out.

        Ayalon and about 300 guests of the embassy, many of whom had traveled from
        Israel, watched Ramon’s launch from a special viewing area at the Kennedy Space
        Center here. Among the guests were two former commanders of the Israeli air
        force.

        “In two generations, we’ve moved from the lowest ebb, the darkest point of our
        history, to a very great moment of excellence and achievement,” Ayalon said.

        In Israel, officials kvelled over the milestone. President Moshe Katsav said
        Ramon’s liftoff “fills us with pride.”

        Defense Minister Shaul Mofaz said the event signaled that “the sky is not the
        limit.”

        Israeli newspapers gave the countdown front-page coverage, while radio and
        television carried live broadcasts of the liftoff.

        “One giant leap for Israel,” Yediot Achronot said, while Ma’ariv said
        Ramon “touches the skies.”

        Ma’ariv said the event marked a significant step in Israel’s participation in
        space research, with implications for the country’s technological progress and
        security. Though the Israel Space Agency was established only in 1982, Israel
        is one of only eight countries that can launch satellites.

        A married father of four, Ramon, 48, is a former fighter pilot and weapons
        specialist who fought in the 1973 Yom Kippur War and in the 1982 Lebanon War.
        In 1981, he took part in the Israeli air raid that destroyed Iraq’s nuclear
        reactor at Osirak.

        Though Ramon comes from a secular background, he said he hoped during the
        mission to show respect for all Jews around the world.

        He asked NASA for kosher food for the mission and consulted with rabbis on how
        to observe the Sabbath while whizzing above the earth. He is taking with him a
        microfiche Bible presented by Katsav, mezuzahs and a dollar bill from the late
        Lubavitcher rebbe, Menachem Mendel Schneerson.

        Ramon also was taking a drawing lent by the Yad Vashem Holocaust Memorial,
        titled “Lunar landscape.” The drawing was made in the Teresienstadt Ghetto by
        Peter Ginz, a 14-year-old Czech Jew who was a fan of Jules Verne.

        Yad Vashem officials said the picture “connects the dream of one Jewish boy who
        is a symbol of the talent lost in the Holocaust, to the journey of one Jewish
        astronaut, who is a symbol of our revival.”

        Ramon also was taking four songs from his wife and letters from his brother and
        son.

        Ramon’s son wouldn’t reveal the contents of the letter, except to say that he
        told his father “how much I love him, how proud I am of him, and that he’s the
        best dad in the world.”

        Despite the presence of an Israeli astronaut, NASA says its security measures
        were the same as they have been since Sept. 11. However, restrictive zones were
        set up around the Cocoa Beach, Fla., hotel where most of the Israeli guests
        were staying.

        The crowd, which included several American Jews from local and national
        organizations, waved Israeli flags and sang “Oseh shalom bimromav” — “make
        peace in the heavens” — as the shuttle faded from view.

        The mission is scheduled to last 16 days.

        Ayalon hailed Ramon’s flight as “a testament to Israeli achievements in science
        and technology.”

        “We’re very happy and proud to share and pull together with our best friend and
        ally, the United States,” he said. “Cooperation is great; it’s another
        dimension that we’ve taken into space, and it’s a great beginning of many more
        opportunities to come.”

        Others watching the blastoff were more down to earth.

        “I thought it was tremendous,” said Danny Doron, 57, a friend of Ramon’s from
        Haifa who now lives in Houston. “I’m very proud.”

        “All you hear about Israel now is that there are problems, war, terrorism,”
        added Doron’s wife, Rachel. “For a change we have something else to look to.”

        Ramon and his crew mates will work on more than 80 science experiments,
        including one designed by a group of Israeli students.

        Ramon’s main role will be to use a camera designed to study sandstorms in the
        Middle East and their impact on global warming. The study, designed at Tel Aviv
        University, is intended to provide information on how dust affects rainfall.

        “For the younger generation, this stands for what we really want to promote:
        excellence, involvement and contributing and helping all humankind,” Ayalon
        said.

        Ramon has been training at the Space Center in Houston for his role as a
        payload specialist since 1998.

        The shuttle mission had been postponed several times over the past two years.
        Most recently, it was pushed back six months because of repairs to the shuttle
        and because of space station assembly missions that were considered higher
        priority.

        “If there’s ever a time to use the phrase ‘All good things come to people who
        wait,’ this is it,” launch director Michael Leinbach said. “Good luck and
        Godspeed.” □


        JTA correspondents Naomi Segal in Jerusalem and Magnus Bennett in Prague, and
        J.D. Gallop of Florida Today, contributed to this report.

        © JTA. Reproduction of material without written permission is strictly
        prohibited.

        Send us feedback Email this story Print this page

        Back to top ^


        BEHIND THE HEADLINES
        First Israeli astronaut blasts off,
        carrying country’s pride into space
        By Irene Brown



        CAPE CANAVERAL, Fla., Jan. 16 (JTA) — Israelis are known as avid world
        travelers, but now one has gone out of this world.
        Israeli Air Force Col. Ilan Ramon, the son of a Holocaust survivor, joined six
        shuttle astronauts for a ride into space on Thursday, becoming the first
        Israeli to see his country in global perspective.

        After months of delays, even Florida’s fickle weather was cooperative,
        providing a deep blue background for the twin pillars of white smoke that
        trailed the Columbia shuttle during it’s 8 ½-minute climb to orbit.

        “These are our national colors, you know,” Daniel Ayalon, Israel’s ambassador
        to the United States, pointed out.

        Ayalon and about 300 guests of the embassy, many of whom had traveled from
        Israel, watched Ramon’s launch from a special viewing area at the Kennedy Space
        Center here. Among the guests were two former commanders of the Israeli air
        force.

        “In two generations, we’ve moved from the lowest ebb, the darkest point of our
        history, to a very great moment of excellence and achievement,” Ayalon said.

        In Israel, officials kvelled over the milestone. President Moshe Katsav said
        Ramon’s liftoff “fills us with pride.”

        Defense Minister Shaul Mofaz said the event signaled that “the sky is not the
        limit.”

        Israeli newspapers g
        • Gość: MALPA_W_KOSMOSIE Re: WWWWWWWWWWWW MALPA W KOSMOSIE BYLA PIERSZA..HA IP: *.he.net 17.01.03, 02:43
          tyrannosaurus.rex napisał:

          ) BEHIND THE HEADLINES
          ) First Israeli astronaut blasts off,
          ) carrying country’s pride into space
          ) By Irene Brown
          )
          )
          )
          ) CAPE CANAVERAL, Fla., Jan. 16 (JTA) — Israelis are known as avid world
          ) travelers, but now one has gone out of this world.
          ) Israeli Air Force Col. Ilan Ramon, the son of a Holocaust survivor, joined
          six
          ) shuttle astronauts for a ride into space on Thursday, becoming the first
          ) Israeli to see his country in global perspective.
          )
          ) After months of delays, even Florida’s fickle weather was cooperative,
          ) providing a deep blue background for the twin pillars of white smoke that
          ) trailed the Columbia shuttle during it’s 8 ½-minute climb to orbit
          ) .
          )
          ) “These are our national colors, you know,” Daniel Ayalon, Israel
          ) 217;s ambassador
          ) to the United States, pointed out.
          )
          ) Ayalon and about 300 guests of the embassy, many of whom had traveled from
          ) Israel, watched Ramon’s launch from a special viewing area at the Kennedy
          ) Space
          ) Center here. Among the guests were two former commanders of the Israeli air
          ) force.
          )
          ) “In two generations, we’ve moved from the lowest ebb, the darkest p
          ) oint of our
          ) history, to a very great moment of excellence and achievement,” Ayalon sa
          ) id.
          )
          ) In Israel, officials kvelled over the milestone. President Moshe Katsav said
          ) Ramon’s liftoff “fills us with pride.”
          )
          ) Defense Minister Shaul Mofaz said the event signaled that “the sky is not
          ) the
          ) limit.”
          )
          ) Israeli newspapers gave the countdown front-page coverage, while radio and
          ) television carried live broadcasts of the liftoff.
          )
          ) “One giant leap for Israel,” Yediot Achronot
          • tyrannosaurus.rex The Guide to jewish Chicago 17.01.03, 03:15
            www.vjc.org/guide.asp
    • Gość: misiek [...] IP: 12.45.92.* 15.01.03, 15:47
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: bic [...] IP: *.qc.sympatico.ca 16.01.03, 03:39
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • tyrannosaurus.rex Najlatwiej mordowac dzieci! 17.01.03, 02:28
          www.clubs.psu.edu/pisa/pacha.htm
      • tyrannosaurus.rex @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@propaganda 17.01.03, 02:30
        www.politicsnow.co.il/realpic.html
      • tyrannosaurus.rex 'Max' paints Hitler as human @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 17.01.03, 02:36
        Film portrays Nazi leader as artist
        NAOMI PFEFFERMAN
        Jewish Journal of Greater Los Angeles

        In the film "Max," John Cusack plays a German Jewish art dealer who befriends
        Adolf Hitler during his artist years.
        Photo by Egon Enrenyi

        Not far into the arduous journey of making "Max," Menno Meyjes' controversial
        film about the early life of Adolf Hitler, John Cusack debated with his father,
        the World War II veteran. "He said, 'John, this is a worthy piece, but it
        disturbs me,' " says Cusack, who plays a German Jewish art dealer who befriends
        Hitler during his artist years. "He told me, 'I just don't want to see that man
        as human.' And that paradox excited me. I also knew intellectually that Hitler
        was human, but emotionally I didn't want to accept it. It was easier for me to
        imagine him as Grendel in the cave, breathing fire and drinking blood. And
        within that discomfort lies some of the brilliance of the film."

        It's also the reason the provocative movie - dubbed a "Pulp Fiction"-sized shot
        of intellectual adrenaline" by the Los Angeles Times - raised ire despite
        having one of Hollywood's most popular actors as its star and champion. While
        cliched or cartoonlike images of Hitler have long graced the silver screen,
        from Charlie Chaplin's "The Great Dictator" to Mel Brooks' 1968 version of "The
        Producers," "Max" breaks precedent by depicting the future Fuhrer as caustic
        but human.

        Shattering the cinematic taboo made the film, and its filmmakers, virtual
        pariahs in Hollywood and beyond.

        "No one wanted anything to do with us," says Dutch-born Meyjes, best known for
        his Oscar-nominated screenplay for Steven Spielberg's "The Color Purple."

        Prospective investors avoided the project, going so far as to pretend they were
        someone else on the telephone, Meyjes says. Film captures Hitler's mix of art
        and politics

        A number of viewers stormed out of the "Max" premiere at the Toronto Film
        Festival, according to the L. A. Times; the right-wing Jewish Defense League
        labeled the movie "a psychic assault on Holocaust survivors;" the Museum of
        Tolerance and the Los Angeles Museum of the Holocaust declined to host
        screenings; and a cynical New York Times column lumped the movie in with
        several other projects about the young Hitler (including a proposed 2003 CBS
        mini-series, "Hitler: The Early Years").

        After reading the column, titled "Swastikas for Sweeps," Cusack - who took no
        salary for the film - promptly telephoned columnist Maureen Dowd. "I pointed
        out that she had mocked 'Max' but hadn't even seen it, like most of the film's
        detractors," says the intense, soft-spoken actor, leaning forward in his chair
        over a bottle of Pellegrino at the Beverly Wilshire Hotel. "But she wouldn't
        admit that her comments felt caustic and dismissive. She just said, 'Oh, I love
        your work, I'd love to see the film.' I said I thought her approach was lazy."

        The idea for "Max" began with Meyjes' childhood in post-war Holland, a
        milieu "absolutely drenched in Hitler," according to the 48-year-old writer-
        director. His father spent his late teens in a German slave labor camp where a
        Nazi smashed out his front teeth with a rifle butt. "To my family, the Fuhrer
        was a one-dimensional beast," says Meyjes, who became obsessed with the
        question of whether Hitler was human.

        While perusing Ron Rosenbaum's "Explaining Hitler" around 1998, Meyjes read a
        quote by Nazi architect Albert Speer: "If you want to understand Hitler, you
        have to understand he was an artist first."

        "Suddenly I had a way into a movie about my (question)," Meyjes says. "I
        decided to make a film about a man who chooses to become a monster."

        After extensive research, Meyjes said he wrote Hitler (played in the film by a
        riveting Noah Taylor) as a marginally-talented, virtually homeless painter who
        is petulant, self-pitying, puritanical, grandiose, maladroit, with a tortured
        relationship with his physical self and the caprices of the body.

        "There is almost a sexual element to his artistic failure," Meyjes
        says. "Because he loathes himself, he cannot penetrate his paintings."

        The fictional gallery owner Max Rothman, maimed in World War I, meanwhile, is
        suave and worldly while trying to persuade fellow veteran Hitler to channel his
        pent-up rage into art instead of politics. Meyjes says Rothman is "loosely
        based on a Viennese Jewish gallery owner, Josef Neumann, who was always telling
        Hitler that he had to work harder and that he was lazy."

        The quintessentially-assimilated German-Jewish character immediately intrigued
        Cusack, 36, who grew up in a liberal, activist Irish-Catholic family (the
        radical Berrigan brothers were frequent guests in his Chicago-area home and his
        mother has been arrested for her antiwar activities). The secular, casually
        idealistic Rothman "is Jewish in the way I am Catholic," says Cusack, who is
        renown for playing heartsick heartthrobs in films such as "Say Anything"
        and "High Fidelity." "It informs who he is but it is not how he primarily
        defines himself.

        "I also strongly identified with Max because he is an intellectual, a
        sensualist, a modernist, a man who is flawed but who understands that art can
        change the world," the actor says. "In him I saw some part of myself that is
        damaged and something I would like to be." Max's relationship with Hitler,
        Cusack adds, "is like Europe having a conversation with its shadow."

        Leelee Sobieski, 20, who plays Max's glamorous artist-mistress Liselore, also
        felt a connection to the project because of her family history. Her French-born
        father, Jean, a painter, shares bloodlines with the 17th-century Polish King
        Jan Sobieski, for whom, legend has it, the bagel was invented. Her beloved late
        maternal grandfather, Robert Salomon, a Navy captain, attended synagogue near
        his New Jersey home, sometimes with his actress granddaughter. "I'm sure that
        relatives on both sides of my family were persecuted by Hitler," says Sobieski,
        whose role was further informed by her work in the 2001 NBC Holocaust mini-
        series, "Uprising." "Liselore is the only character who immediately despises
        Hitler, and after playing a Warsaw ghetto partisan it was very easy for me to
        look at Noah Taylor and think, 'I hate you.' "

        Taylor, not surprisingly, was the actor with the most reservations about
        signing on to "Max." The slender, affable Australian actor had brilliantly
        portrayed another tortured artist in the acclaimed 1996 film, "Shine," based on
        the life of the mentally-ill pianist David Helfgott, the son of a domineering
        Holocaust survivor. But playing Hitler was another matter. "I was debating
        whether this was a role that I could live with, plus the usual narcissistic
        concerns of 'What will this do to my career?' " he sheepishly says during a
        Journal interview. "But eventually I realized my fear of the role was precisely
        why I should do it."

        To prepare, Taylor read numerous biographies and studied the Fuhrer's body
        language in Leni Riefenstahl's propaganda film, "Triumph of the Will," which he
        practiced in front of a mirror. "I wanted to provide little glimpses of what
        was to come for Hitler - such as the vain gesture he had of smoothing his
        hair," says Taylor, 33. "It was like mincy-military. Hitler had all these
        incredibly odd and effete gestures, the hands on hips, for example, which I
        combined with his rigid body language from having been a soldier. It was like
        he was so self-conscious that his body didn't ever relax."

        Taylor felt he'd done his job a bit too well when, on the set in Budapest, he
        glimpsed himself in a mirror and felt like he was "wearing a horror mask." At
        the movie's premiere in Toronto, he worried, "It could all end up with me being
        spat on."

        It didn't happen, although the very idea of a young Hitler movie has since
        troubled some Jewish leaders. "
    • Gość: Bernard Re: Lista Morderstw Popelnionych przez Zydow IP: proxy / *.ed.shawcable.net 16.01.03, 07:24
      Shalom
      • tyrannosaurus.rex Under Yasser Arafat's leadership 17.01.03, 02:26
        Under Yasser Arafat's leadership, the P.A. chose to reject a final peace offer
        by Israel that was universally recognized as generous and fair. Since then, 489
        Israelis have been murdered and 4200 injured via drive-by shootings, bombs in
        crowded public places (shopping malls, bus stops, discotheques, bars,
        restaurants), automatic weapon attacks on homes and military bases, snipers,
        stabbings, deliberate automobile collisions, and stoning. The perpetrators of
        these murders
        • Gość: jewhater [...] IP: *.he.net 17.01.03, 02:37
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • tyrannosaurus.rex Re: Under Yasser Arafat's leadership 17.01.03, 02:47
            www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=3836579&a=4160799
            • tyrannosaurus.rex @@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@Bardzo CIEKAWE 17.01.03, 02:49
              W 60 rocznicę śmierci Majer Bałaban
              Rafał Żebrowski


              Majer Bałaban do dziś pozostaje najbardziej znanym przedstawicielem
              historiografii żydowskiej w Polsce. Nie był wielkim nowatorem w dziedzinie nauk
              historycznych. Wielu współczesnych już zarzucało mu tradycjonalizm. Wiele prac -
              w tym popularnych - opublikował po polsku, co pozwoliło mu wejść do nauki
              polskiej. Był też mistrzem sporej grupy młodych historyków i jedynym szefem
              katedr historii Żydów na polskich wyższych uczelniach. Przede wszystkim właśnie
              te elementy jego naukowej biografii zyskały mu w dość powszechnym mniemaniu
              pozycję największego żydowskiego historyka w Polsce.

              Pochodził ze starej lwowskiej rodziny. Jej przedstawiciele odgrywali w
              tamtejszej gminie znaczącą rolę już w XVIII w., jak stojący na jej czele w
              latach 60. XVIII w. Lewko Bałaban, któremu Majer poświęcił jedną z pierwszych
              swych prac. Wielu też było w tej rodzinie przeciwników chasydyzmu, m.in.
              Aleksander Zussman Bałaban, sygnatariusz klątwy rzuconej na chasydów przez
              rabina Hirsza Rosanesa (1792), czy dziadek Majera, Józef Jehuda - zwolennik
              rabina Jakuba Ornsteina, zwanego "wielkim inkwizytorem" Galicji.

              Majer Bałaban urodził się 22 II 1877 r. we Lwowie. W dzieciństwie sporo czasu
              spędzał w oficynie wydawniczej, założonej przez brata owego dziadka Lejba
              Bałabana, która w latach 50. i 60. XIX w. przeżywała chwile świetności pod
              kierunkiem Pesł Bałaban, synowej twórcy firmy. Spod pras tej oficyny wyszedł
              m.in. Talmud Babiloński i kilka modlitewników. Ojciec Majera - Aleksander
              Zussman w zasadzie był misnagdem, ale czytywał wiedeńskie gazety i świeckie
              książki. W soboty zabierał syna do synagogi postępowej, aby posłuchać
              tamtejszego kaznodziei Bernarda Loewensteina. Dzieje świątyni Majer Bałaban
              przedstawił później w wyczerpującej monografii (wyd. 1937). Wychowywał się w
              domu średnio zamożnym. Uczęszczał do szkół publicznych, a popołudniami - do
              religijnej. W młodości związał się z protosyjonistycznym stowarzyszeniem
              samokształceniowym Mikra Kodesz. Pierwsze swe rozprawki poświęcił Józefowi
              Flawiuszowi i Machabeuszom. Potem przystąpił do stowarzyszenia Syjon i zaczął
              publikować artykuły w "Przyszłości" - polskojęzycznym organie lwowskich
              syjonistów.

              W 1895 r. podjął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. W związku z
              pogorszeniem się sytuacji materialnej rodziny, po dwóch latach zaczął pracować
              jako nauczyciel w szkołach finansowanych przez Fundację barona Hirscha w
              Glinianach, a potem w Gołogorach. W 1900 r. powrócił do Lwowa. Początkowo był
              nauczycielem religii mojżeszowej w szkołach elementarnych, a od 1905 r. - w
              gimnazjach oraz w Zakładzie dla Kształcenia Nauczycieli Religii Mojżeszowej w
              Szkołach Powszechnych, który powstał z inspiracji lwowskiej Gminy Żydowskiej.
              Równocześnie zaczął studiować historię na Uniwersytecie Jana Kazimierza, m.in.
              pod kierunkiem Ludwika M.E. Finkla i Szymona Askenazego (doktorat uzyskał w
              1904). Za dysertację doktorską pt. Żydzi lwowscy na przełomie XVI i XVII wieku
              otrzymał nagrodę im. Hipolita Wawelberga, przyznawaną przez Wydział
              Filozoficzny lwowskiej uczelni. Dzięki niej młodzi historycy żydowscy zyskiwali
              środki na wydanie wyróżnionych prac. Według niektórych biografów, pod wpływem
              Askenazego zażądano usunięcia z pracy Bałabana części wzmianek o zadrażnieniach
              w stosunkach polsko-żydowskich, na co autor nie przystał. Ostatecznie rozprawa
              ta miała ukazać się dzięki nagrodzie Baczewskich przyznawanej przez krakowską
              Akademię Umiejętności. Jednak tej wersji wydarzeń nie potwierdza sama książka
              Żydzi lwowscy (1906), zawierająca informacje o opublikowaniu jej "nakładem
              Funduszu Konkursowego im. H. Wawelberga". W Przedmowie jej autor zawarł
              podziękowania dla Askenazego jako referenta tej pracy na forum jury.

              Bałaban przez całe życie wiele uwagi poświęcał pracy pedagogicznej. Toteż od
              samego początku włączył się w działalność, powstałego w 1904 r., Związku
              Nauczycieli Religii Mojżeszowej Szkół Ludowych i Średnich w Galicji, którego
              prezesem został dr Mojżesz Schorr. Był też członkiem Żydowskiego Koła Naukowego
              (1903-1905). Współpracował z Jewriejską Encikłopedią, ukazującą się od 1909 r.
              w Petersburgu; potem również z Universal Jewish Encyclopedia. Pisał artykuły do
              prasy żydowskiej oraz "Kuriera Lwowskiego". Nosił się nawet z zamiarem podjęcia
              studiów, w którymś z seminariów rabinackich. Jednak na realizację tego planu
              nie pozwoliła mu sytuacja finansowa. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej
              został wykładowcą akademickim, prezentując na Uniwersytecie Jana Kazimierza
              cykl wykładów o dziejach Żydów w Galicji.

              Po wybuchu wojny gmina lwowska musiała powołać dwóch tymczasowych rabinów
              pomocniczych. Jednym z nich został Bałaban, który już wcześniej miewał wykłady
              na tematy religine w Synagodze Postępowej, a nawet w czasie świąt wygłaszał
              kazania. Wraz z niedawno poślubioną żoną i dwójką małych dzieci uciekł z
              rodzinnego miasta przed armią rosyjską. Znalazłszy się w Wiedniu, wykładał w
              popołudniowej szkole średniej dla uchodźców, zaś w godzinach przedpołudniowych
              zbierał w archiwach materiały do dziejów gminy żydowskiej w Krakowie. Gdy w
              wyniku ofensywy Austriacy zajęli Lublin, Bałaban został mianowany wojskowym
              rabinem, w randze kapitana, przy tamtejszym Generał Gubernatorze. Wówczas to
              zetknąwszy się z lubelską społecznością żydowską i jej życiem kulturalnym,
              zmienił swój stosunek do języka jidysz.

              Po zakończeniu wojny nie mógł powrócić do Lwowa, gdyż wrzały tam już walki
              polsko-ukraińskie. W poszukiwaniu pracy i środków utrzymania dla rodziny trafił
              do Częstochowy, gdzie zaoferowano mu stanowisko dyrektora żydowskiego
              gimnazjum, które piastował do czerwca 1920 r. Dzięki sprowadzeniu swych notatek
              ze Lwowa mógł dokończyć wiele prac, które publikował w prasie. W czasie pobytu
              w Częstochowie dwukrotnie - bez powodzenia - startował w wyborach do Sejmu RP,
              jako kandydat syjonistów.

              W 1920 r. przeniósł się do Warszawy, gdzie zaproponowano mu objęcie
              kierownictwa Seminarium Rabinicznego "Tachkemoni", tworzonego pod auspicjami
              religijnych syjonistów z Mizrachi. Wkrótce jednak popadł w konflikt ze
              współkierującym tą placówką rabinem Mojżeszem Sołowiejczykiem, który uważał, że
              Bałaban wniósł do uczelni "destrukcyjne wpływy" oraz zbyt świecki stosunek do
              wielu spraw. Ostatecznie obaj adwersarze opuścili swe stanowiska (Sołowiejczyk
              w 1929; Bałaban w 1930), co przyczyniło się do upadku znaczenia uczelni.

              Do odejścia z "Tachkemoni" skłonił go również brak czasu, albowiem wykładał w
              Wolnej Wszechnicy Polskiej i na Uniwersytecie Warszawskim (od 1935 profesor tej
              uczelni), historię Żydów w Polsce i powszechną historię Żydów. Był także
              współorganizatorem Instytutu Nauk Judaistycznych. W środowisku tej placówki
              czyniono mu zarzuty, że - oprócz Icchaka Schipera - jest jedynym wykładowcą
              prowadzącym zajęcia w języku polskim, bowiem zbyt słabo władał hebrajskim. Pod
              jego kierunkiem do wybuchu II wojny światowej powstało przeszło 100 prac
              magisterskich, napisanych głównie przez słuchaczy Instytutu; część z nich
              zachowała się w Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego (kopie w ŻIH).

              W środowisku żydowskim międzywojennej Warszawy Bałaban był postacią znaną.
              Często publikował w prasie polsko-żydowskiej i żydowskiej. Był członkiem
              Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich oraz - pomimo syjonistycznych
              przekonań - sympatykiem kultury jidysz i częstym gościem teatrów żydowskich.
              Był też wydawcą czasopisma "Nowe Życie" (1924). Został wybrany na radnego Gminy
              Żydowskiej, reprezentując syjonistów ogólnych w kadencji 1926-1930. Działał w
              Bnej Brit. Był członkiem społeczności Synagogi Nożyków, gdzie niejednokrotnie
              wygłaszał kazania na szabaty i święta. Był współzałożycielem i członkiem
              zarządu centrali Towarzystwa Przyjaciół Uniwersytetu Hebrajskiego w Polsce.
              Należał do Akademickie
    • tyrannosaurus.rex Zydowskie slowo: Sklad redakcji: 17.01.03, 02:41
      Adam Rok (redaktor naczelny)
      Irena Bracławska (sekretarz redakcji)

      Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego)

      Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska
      (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz
      Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko
      (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa,
      Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk
      Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka
      (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja
      Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława
      Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i
      wielu innychAdam Rok (redaktor naczelny)
      Irena Bracławska (sekretarz redakcji)

      Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego)

      Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska
      (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz
      Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko
      (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa,
      Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk
      Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka
      (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja
      Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława
      Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i
      wielu innychAdam Rok (redaktor naczelny)
      Irena Bracławska (sekretarz redakcji)

      Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego)

      Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska
      (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz
      Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko
      (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa,
      Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk
      Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka
      (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja
      Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława
      Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i
      wielu innych
      Adam Rok (redaktor naczelny)
      Irena Bracławska (sekretarz redakcji)

      Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego)

      Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska
      (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz
      Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko
      (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa,
      Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk
      Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka
      (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja
      Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława
      Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i
      wielu innychAdam Rok (redaktor naczelny)
      Irena Bracławska (sekretarz redakcji)

      Renata Kościelniak (kierownik działu polskiego)

      Współpracownicy działu polskiego: Michał Birbrajer (Sztokholm), Hanna Domańska
      (Sopot), Bartek Franek (Bielsko Biała), Maria Kneier (Frankfurt), Janusz
      Kozłowski (Łódź), Róża Król (Szczecin), Kurt Rosenberg (Rzym), Maria Szarejko
      (Wrocław), Piotr Piluk (Łódz), oraz w Warszawie: Zofia Banet-Fornalowa,
      Małgorzata Barcikowska, Michał Bilewicz, Agnieszka Kowalska, Patryk
      Kaźmierczak, Maryla Komar (recenzje filmowe i telewizyjne), Małgorzata Krasucka
      (dział kulinarny), Jerzy Krawczyk, Robert Lewandowski, Piotr Rakowski, Felicja
      Raszkin-Nowak, Magdalena Tarnowska, Katarzyna Wieczorek, Władysława
      Zawistowska, Rafał Żebrowski, Tadeusz J. Żółciński (recenzje literackie) i
      wielu innych



    • tyrannosaurus.rex Wykopmy antysemityzm z Łazienkowskiej! 17.01.03, 02:43
      Wykopmy antysemityzm z Łazienkowskiej!
      Michał Bilewicz


      Stadion na Łazienkowskiej od lat kojarzył się warszawiakom z chuligańskimi
      ekscesami, antysemickimi sloganami, burdami i krwawymi starciami kibiców z
      policją. Na trybunach powiewały neofaszystowskie flagi oraz wielki zielono-
      biało-czerwony transparent "White SS Legion". Odwoływanie się do holocaustu
      stanowiło ważny element retoryki warszawskich pseudokibiców. Wielu sympatyków
      Legii żałowało, że nie mogą w cywilizowanych warunkach oglądać meczów swojej
      drużyny. Wydaje się, że nareszcie coś się zmieni.

      W ciągu ostatnich kilku miesięcy europejskie organizacje zajmujące się walką z
      rasizmem na stadionach podjęły szeroko zakrojoną akcję informacyjną. Sytuacja
      stawała się bowiem alarmująca. Badania agencji MORI dowiodły, że w Wielkiej
      Brytanii 77 procent czarnoskórych kibiców odmawia sobie pójścia na mecze
      ulubionych drużyn, w strachu przed rasistowskimi incydentami, jakie mają tam
      miejsce. Był to jeden z powodów, które skłoniły UEFA do przeznaczenia 1 miliona
      franków szwajcarskich na walkę z rasizmem i antysemityzmem na stadionach. Ma
      się tym zająć specjalna organizacja pod nazwą Futbol Przeciw Rasizmowi w
      Europie (FARE).

      UEFA poparła również wypracowany przez FARE dziesięciopunktowy plan działania.
      Czytamy w nim między innymi, że sprzedaż rasistowskiej literatury i wznoszenie
      faszystowskich okrzyków na stadionach zostaną zakazane, a antysemickie graffiti
      będą usuwane z trybun przed meczami.

      "Każdy incydent rasistowski będziemy odtąd traktować niezwykle poważnie.
      Europejska piłka nożna przekona się, że UEFA zdecydowanie i całkowicie potępia
      rasizm", tłumaczył Mike Lee, rzecznik prasowy UEFA. "Sami jednak problemu nie
      rozwiążemy. Wszyscy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za jego rozwiązanie:
      kluby, ligi, związki piłkarskie, policja, strażnicy", dodawał.

      Plan ten wydawał się idealistyczny, lecz wkrótce UEFA udowodniła, że potrafi
      wprowadzić go w życie. Już 25 października UEFA podjęła decyzje o ukaraniu
      klubu PSV Eindhoven grzywną 33 tysięcy dolarów za rasistowskie zachowanie
      kibiców w czasie meczów Ligi Mistrzów. Fani Eindhoven rzucali wtedy
      niebezpiecznymi przedmiotami w czarnoskórego zawodnika Arsenalu Thierry
      Henry'ego. Podobnej wysokości karę nałożono również na belgijski FC Brugge. A
      jak wygląda realizacja postulatów UEFA w Polsce?

      Do niedawna na polskich stadionach antysemici i rasiści czuli się bezkarnie.
      Dla przykładu, w "Śpiewniku Stomilu Olsztyn" znajdziemy następujące hasła,
      które pojawiały się na meczach Stomilu: "Gola!, gola!, gola! Strzelcie żydom
      gola!", "Zduńska Wola i Łęczyca to żydzewa klub kibica!", "Banda rumunów, Lech
      Poznań banda rumunów!" "widzew jude, jude, żydzi, cała Polska was się
      wstydzi!", "widzew jude, jude, jude, jude!!!" [pisownia oryginalna]. Te same
      hasła wykrzykiwano w Warszawie, Krakowie, Łodzi.

      Działania antyfaszystowskiej organizacji "Nigdy Więcej", takie jak wydawanie
      płyt z muzyką piłkarską i magazynu dla kibiców "Stadion", długo nie odbijały
      się głośniejszym echem w polskim świecie piłki nożnej. Chlubny wyjątek
      stanowili kibice Orkanu Sochaczew, prowadzący na własną rękę monitoring
      antysemityzmu piłkarskiego i walczący z jego przejawami na stadionach.

      Kiedy wydawało się, że nic nie jest już w stanie zmusić PZPN do poskromienia
      antysemickich wybryków, nastąpił przełom. 25 października, w trakcie meczu
      Legia-Widzew, doszło do zajść między pseudokibicami obu zespołów. W 79 minucie
      wystrzeliły race i łódzcy kibice wtargnęli na murawę. Starcia z policją, walki
      uliczne i skrajne przejawy antysemityzmu należą do tradycji spotkań Legii z
      Widzewem.

      "Niestety po raz kolejny zamiast być świadkiem piłkarskiego święta, musiałem
      oglądać jak garstka pseudokibiców psuje całe widowisko. Jednak mnie najbardziej
      ubodło nie to, że bandy wyrostków "kibicujących" obu drużynom ganiały się po
      boisku, ale transparent Arbeit macht frei, wywieszony niestety przez fanów
      Legii. Po meczu miałem okazję rozmawiać z wieloma kibicami Legii. Zdecydowana
      większość była wstrząśnięta tym napisem."- mówi Andrzej, webmaster "Słowa
      Żydowskiego", i wieloletni kibic warszawskiego zespołu

      W komentarzach prasowych z meczu Legia-Widzew również podkreślano obecność
      antysemickich haseł. Polski Związek Piłki Nożnej, który ukarał zespół z
      Łazienkowskiej za zajścia na murawie, postanowił wykorzystać tę okazję do
      nałożenia spektakularnej kary "za antysemityzm" W czwartek, 31 października,
      Wydział Dyscypliny PZPN wyznaczył grzywnę 50 tysięcy złotych, za "wykrzykiwanie
      przez kibiców Legii i wywieszanie haseł o treści rasistowskiej i antysemickiej
      przy biernej postawie służb porządkowych". Miejmy nadzieję, że jest to początek
      szerszej kampanii PZPNu na rzecz "wykopania rasizmu ze stadionów", do czego od
      lat wzywają "Nigdy Więcej", FARE, a ostatnio również UEFA. Kampania taka
      mogłaby uczynić stadion przy Łazienkowskiej miejscem przyjaźniejszym dla
      Warszawiaków, w tym dla żydowskich kibiców Legii.

      Wykopmy antysemityzm z Łazienkowskiej!
      Michał Bilewicz


      Stadion na Łazienkowskiej od lat kojarzył się warszawiakom z chuligańskimi
      ekscesami, antysemickimi sloganami, burdami i krwawymi starciami kibiców z
      policją. Na trybunach powiewały neofaszystowskie flagi oraz wielki zielono-
      biało-czerwony transparent "White SS Legion". Odwoływanie się do holocaustu
      stanowiło ważny element retoryki warszawskich pseudokibiców. Wielu sympatyków
      Legii żałowało, że nie mogą w cywilizowanych warunkach oglądać meczów swojej
      drużyny. Wydaje się, że nareszcie coś się zmieni.

      W ciągu ostatnich kilku miesięcy europejskie organizacje zajmujące się walką z
      rasizmem na stadionach podjęły szeroko zakrojoną akcję informacyjną. Sytuacja
      stawała się bowiem alarmująca. Badania agencji MORI dowiodły, że w Wielkiej
      Brytanii 77 procent czarnoskórych kibiców odmawia sobie pójścia na mecze
      ulubionych drużyn, w strachu przed rasistowskimi incydentami, jakie mają tam
      miejsce. Był to jeden z powodów, które skłoniły UEFA do przeznaczenia 1 miliona
      franków szwajcarskich na walkę z rasizmem i antysemityzmem na stadionach. Ma
      się tym zająć specjalna organizacja pod nazwą Futbol Przeciw Rasizmowi w
      Europie (FARE).

      UEFA poparła również wypracowany przez FARE dziesięciopunktowy plan działania.
      Czytamy w nim między innymi, że sprzedaż rasistowskiej literatury i wznoszenie
      faszystowskich okrzyków na stadionach zostaną zakazane, a antysemickie graffiti
      będą usuwane z trybun przed meczami.

      "Każdy incydent rasistowski będziemy odtąd traktować niezwykle poważnie.
      Europejska piłka nożna przekona się, że UEFA zdecydowanie i całkowicie potępia
      rasizm", tłumaczył Mike Lee, rzecznik prasowy UEFA. "Sami jednak problemu nie
      rozwiążemy. Wszyscy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za jego rozwiązanie:
      kluby, ligi, związki piłkarskie, policja, strażnicy", dodawał.

      Plan ten wydawał się idealistyczny, lecz wkrótce UEFA udowodniła, że potrafi
      wprowadzić go w życie. Już 25 października UEFA podjęła decyzje o ukaraniu
      klubu PSV Eindhoven grzywną 33 tysięcy dolarów za rasistowskie zachowanie
      kibiców w czasie meczów Ligi Mistrzów. Fani Eindhoven rzucali wtedy
      niebezpiecznymi przedmiotami w czarnoskórego zawodnika Arsenalu Thierry
      Henry'ego. Podobnej wysokości karę nałożono również na belgijski FC Brugge. A
      jak wygląda realizacja postulatów UEFA w Polsce?

      Do niedawna na polskich stadionach antysemici i rasiści czuli się bezkarnie.
      Dla przykładu, w "Śpiewniku Stomilu Olsztyn" znajdziemy następujące hasła,
      które pojawiały się na meczach Stomilu: "Gola!, gola!, gola! Strzelcie żydom
      gola!", "Zduńska Wola i Łęczyca to żydzewa klub kibica!", "Banda rumunów, Lech
      Poznań banda rumunów!" "widzew jude, jude, żydzi, cała Polska was się
      wstydzi!", "widzew jude, jude, jude, jude!!!" [pisownia oryginalna]. Te same
      hasła wykrzykiwano w Warszawi
    • tyrannosaurus.rex Swietan strona_________________________POLECAM___/ 17.01.03, 02:46
      free.ngo.pl/wort/
    • tyrannosaurus.rex ____________POPIERAMY_SZARONA_____________________ 17.01.03, 03:01
      www.prv.pl/sonda/glosuj.php?id=17013Izrael i Palestyńczycy

      Jak ocenia Pan/Pani politykę gabinetu Ariela Szarona wobec Palestyńczyków:
      Zdecydowanie pozytywnie - popieram twardą politykę w tej kwestii (1399) 74.14%
      Zgadzam się z większoscią działań gabinetu Szarona (67) 3.55%
      Czasem uważam, że działania tego rządu są zbyt zdecydowane, choć trudno o inną
      politykę (103) 5.46%
      Szaron i jego gabinet zachowują się zbyt brutalnie wobec ludnosci palestyńskiej
      (138) 7.31%
      Polityka rządu Szarona to terroryzm. Jestem zdecydowanie po stronie
      palestyńskiej (180) 9.54%

      Głosowano łącznie 1887 razy.


      darmowe: domeny | księgi gości | sondy | listy dystrybucyjne



    • tyrannosaurus.rex Department of Hebrew Language 17.01.03, 03:06
      http://phil.jtsa.edu/academic/abul0001/hebrew.html


      Department of Hebrew Language



      --------------------------------------------------------------------------------

      Assistant Professor
      Edna Nahshon
      Adjunct Assistant Professor
      Zehava Flatto

      Instructor
      Nitza Krohn

      Senior Lecturer
      Rivka Geminder-Halperin

      Lecturer
      Michal Basha-Shtaif

      Adjunct Instructors
      Tamar Ben-Vered
      Idit H. Benmor-Piltch
      Allon Pratt
      Zipora Rubin

      Reading Specialists
      Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education
      Ariela Keisar
      Sharon Nevah

      The Hebrew department enables students achieve a high level of language
      proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill
      their language requirements and furnishes them with the linguistic skills
      needed to reach individual goals and succeed in their career choices.

      All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon
      admission, all students are required to take a placement examination. It is
      only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended
      to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test
      to determine whether a student may advance to the next level. This test serves
      as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students
      must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of
      each semester.

      Regular attendance and punctuality are required in all language courses.

      Language requirements vary from school to school and department to department.
      Consult your school and your department for details.

      Note: The following course numbers have replaced course letters used in
      academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number
      Z 1001
      A1 1101
      A2 2103
      B1 2201
      B2 5203
      C1 5301
      C2 5303

      Department of Hebrew Language



      --------------------------------------------------------------------------------

      Assistant Professor
      Edna Nahshon
      Adjunct Assistant Professor
      Zehava Flatto

      Instructor
      Nitza Krohn

      Senior Lecturer
      Rivka Geminder-Halperin

      Lecturer
      Michal Basha-Shtaif

      Adjunct Instructors
      Tamar Ben-Vered
      Idit H. Benmor-Piltch
      Allon Pratt
      Zipora Rubin

      Reading Specialists
      Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education
      Ariela Keisar
      Sharon Nevah

      The Hebrew department enables students achieve a high level of language
      proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill
      their language requirements and furnishes them with the linguistic skills
      needed to reach individual goals and succeed in their career choices.

      All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon
      admission, all students are required to take a placement examination. It is
      only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended
      to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test
      to determine whether a student may advance to the next level. This test serves
      as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students
      must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of
      each semester.

      Regular attendance and punctuality are required in all language courses.

      Language requirements vary from school to school and department to department.
      Consult your school and your department for details.

      Note: The following course numbers have replaced course letters used in
      academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number
      Z 1001
      A1 1101
      A2 2103
      B1 2201
      B2 5203
      C1 5301
      C2 Department of Hebrew Language



      --------------------------------------------------------------------------------

      Assistant Professor
      Edna Nahshon
      Adjunct Assistant Professor
      Zehava Flatto

      Instructor
      Nitza Krohn

      Senior Lecturer
      Rivka Geminder-Halperin

      Lecturer
      Michal Basha-Shtaif

      Adjunct Instructors
      Tamar Ben-Vered
      Idit H. Benmor-Piltch
      Allon Pratt
      Zipora Rubin

      Reading Specialists
      Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education
      Ariela Keisar
      Sharon Nevah

      The Hebrew department enables students achieve a high level of language
      proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill
      their language requirements and furnishes them with the linguistic skills
      needed to reach individual goals and succeed in their career choices.

      All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon
      admission, all students are required to take a placement examination. It is
      only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended
      to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test
      to determine whether a student may advance to the next level. This test serves
      as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students
      must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of
      each semester.

      Regular attendance and punctuality are required in all language courses.

      Language requirements vary from school to school and department to department.
      Consult your school and your department for details.

      Note: The following course numbers have replaced course letters used in
      academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number
      Z 1001
      A1 1101
      A2 2103
      B1 2201
      B2 520Department of Hebrew Language



      --------------------------------------------------------------------------------

      Assistant Professor
      Edna Nahshon
      Adjunct Assistant Professor
      Zehava Flatto

      Instructor
      Nitza Krohn

      Senior Lecturer
      Rivka Geminder-Halperin

      Lecturer
      Michal Basha-Shtaif

      Adjunct Instructors
      Tamar Ben-Vered
      Idit H. Benmor-Piltch
      Allon Pratt
      Zipora Rubin

      Reading Specialists
      Steven M. Brown, Acting Chairman, Jewish Education
      Ariela Keisar
      Sharon Nevah

      The Hebrew department enables students achieve a high level of language
      proficiency and exposes them to Hebrew culture. It prepares students to fulfill
      their language requirements and furnishes them with the linguistic skills
      needed to reach individual goals and succeed in their career choices.

      All degree programs at JTS have a Hebrew language requirement. Therefore, upon
      admission, all students are required to take a placement examination. It is
      only a diagnostic tool, not an achievement test. It is therefore not intended
      to be re-taken. At the end of each semester the department administers a test
      to determine whether a student may advance to the next level. This test serves
      as the final exam and counts for one-third of the grade. Additionally, students
      must demonstrate proficiency in reading aloud, evaluated during the course of
      each semester.

      Regular attendance and punctuality are required in all language courses.

      Language requirements vary from school to school and department to department.
      Consult your school and your department for details.

      Note: The following course numbers have replaced course letters used in
      academic years prior to 1997–1998: Old Letter New Number
      Z 1001
      A1 1101
      A2 2103
      B1 2201
      B2 5203
      C1 5301
      C2 5303

      Department of Hebrew Language



      --------------------------------------------------------------------------------

      Assistant Professor
      Edna Nahshon
      Adjunct Assistant Professor
      Zehava Flatto

      Instructor
      Nitza Krohn

      Senior Lecturer
      Rivka Geminder-Halperin

      Lecturer
      Michal Basha-Shtaif

      Adjunct Instructors
      Tamar Ben-Vered
      Idit H. Benmor-Piltch
      Allon Pratt
      Zipora Rubin

      Reading Specialists
      Steven M. Brown, Acting Ch
      • tyrannosaurus.rex Support a JEW FOR PRESIDENT! YEAH!!!!!!!!!!!!!!!!! 17.01.03, 03:09
        A Jewish candidate or just a candidate who is Jewish?
        By Matthew E. Berger

        When he ran for class president of Stamford High School in 1960, Sen. Joe
        Lieberman (D-Conn.) says he faced no bigotry because he was Jewish.
        Now, as a candidate for president of the United States, he's hoping for the
        same treatment-and the same victory- from a national audience.

        Lieberman officially entered the race for the presidency Monday, announcing
        that he was filing papers to seek the Democratic nomination in 2004.

        Lieberman enters a strong field that includes two fellow senators-with the
        possibility of a third entering soon-a former Democratic leader in the House, a
        liberal Northeast governor and a civil rights activist.

        Lieberman is one of the first Jewish candidates in U.S. history to seek the
        White House-and the only one who is considered to have a real shot.

        Among American Jews, he has almost an angelic status, considered a ground
        breaker for others to follow.

        But he has also been a controversial figure at times, taking stands that buck
        the views of the majority of American Jews and liberals, and consistently
        evoking faith in his campaigns.

        While many in the Jewish community say Lieberman's candidacy represents an
        important achievement for Jews in the United States, there is confusion over
        exactly how to view him.

        Is he the Jewish candidate or just another political candidate who happens to
        be Jewish? And will Jews see it differently than the rest of the American
        population?

        At his news conference on Monday, Lieberman held himself up as the man for all
        Americans.

        "I'm running because of the ideas I have for our nation's future and how to
        make it better," he said at his high school alma mater. v "I'm not running on
        my faith," Lieberman said. "But the fact is my faith is at the center of who I
        am and I'm not going to conceal that."

        Abraham Foxman, national director of the Anti-Defamation League, said he does
        not think Lieberman will be seen as a Jewish candidate the way the Rev. Al
        Sharpton, who also intends to run, will be seen as an African American
        candidate.

        "I think outside the Jewish community, the only ones who will look at him as a
        Jewish candidate are the bigots and the anti-Semites, who are a minority,"
        Foxman said.

        Foxman chastised Lieberman when he ran as the Democratic nominee for vice
        president in 2000 for often referring to faith and G-d in his speeches and for
        advocating a greater role for faith in American life.

        But on Monday, Lieberman indicated that his style of campaigning would continue
        through 2004.

        Lieberman said he would not hesitate to invoke faith and G-d's name, when it
        comes naturally, while on the campaign trail.

        He cited the Declaration of Independence as the source that American political
        power comes from the creator.

        "I think if the spirit moves me on occasion to say a word or two of faith, I
        think it's a very American thing to do," Lieberman said to a strong round of
        applause.

        And Lieberman set that tone Monday in his announcement speech.

        "Every day along the way I will feel blessed by G-d to live in a land where our
        dreams can come true," Lieberman said, flanked by his family and classmates
        from the school.

        "And everyday I will remember what President Kennedy told my generation, which
        is that here on earth, G-d's work must truly be our own."

        A senator from Connecticut since 1989, Lieberman became a household name just
        over two years ago when he was chosen as the Democratic vice presidential
        nominee to run with then-Vice President Al Gore.

        Although the Democratic ticket lost the race to President Bush, Gore won the
        popular vote, a point that Lieberman highlighted on Monday.

        Many Jews say Lieberman's bid-coming from an observant Jew with strong ties to
        the American Jewish community-is a historic moment and a sign of the
        accomplishments Jews have been able to achieve in the 60 years since the
        Holocaust.

        Lieberman and his wife, Hadassah, frequently mentioned this as they campaigned
        in 2000.

        "I said to Joe that I was thinking about how my presence here was a victory, a
        victory over evil, over people who wanted us dead," Hadassah wrote in a
        recently published book, "An Amazing Adventure: Joe and Hadassah's Personal
        Notes on the 2000 Campaign."

        "Here I am, the daughter of survivors, married to a United States senator in a
        great, free country," she wrote.

        "And I said, 'I'm thinking about how my fist is up in the air to Hitler,' " she
        wrote.

        On Monday, she said: "Obviously it's historic. He's breaking a glass ceiling.
        But it's important to see him as a candidate who's been a politician for quite
        awhile now." Only two other Jews have sought a major party nomination for the
        presidency, according to the book "Jews in American Politics."

        Sen. Arlen Specter (R-Pa.) pursued the Republican nomination in 1996 but
        dropped out before the first primary, and the late Milton Shapp, former
        governor of Pennsylvania, ran briefly for the Democratic nomination in 1976.

        Lieberman's base of support outside the Jewish community is expected to come
        from environmentalists, moderate and conservative Democrats, hawkish and pro-
        defense segments of the party and the business community in the New York
        metropolitan area.

        He is also expected to have strong support among Democrats in Florida,
        California and Texas.

        While there is clearly excitement about his candidacy, Jewish leaders and
        donors are not throwing their support behind Lieberman.

        In addition to his focus on faith, Lieberman's positions on some issues do not
        sit well with many American Jews, especially liberal Democrats.

        And there is some concern that people throughout the country will equate
        Lieberman's position statements with that of the Jewish community at large.

        In fact, on Monday, as Lieberman spoke briefly about preserving the U.S.-
        Israeli relationship, two dozen protesters, calling themselves "Jews Against
        the Occupation" chanted that they will not back Lieberman.

        "We're here to say that Joe Lieberman does not represent us as Jews," said
        Lorne Lieb, who traveled from New York City to hold signs outside Stamford High
        School.

        "We wanted to show that there is dissension within the Jewish community and not
        all Jews support Joe Lieberman for president."

        Lieberman was also criticized by more hawkish American Jews after his recent
        visit to the Middle East, where he expressed sympathy for the Palestinians and
        support for an Arab-led plan for peace.

        On the domestic front, Lieberman's position in favor of faith-based initiatives
        and school vouchers have angered many in the Jewish community who worry that
        such programs blur the line between church and state.

        In his remarks on Monday, Lieberman qualified his support for vouchers, saying
        he would only support them for a limited period of time, and only for people
        below the poverty line. He also said the voucher funds could not come out of
        public schools' budgets.

        While there is some concern, Jewish analysts say they are not concerned that
        Lieberman will be seen as the voice of the American Jewish community.

        They also note that Jews have been elected to other offices in the Midwest and
        other parts of the country without a strong Jewish population.

        "Americans are sophisticated enough to know that the Jewish community is both
        hydra-headed and pluralistic," said David Harris, executive director of the
        American Jewish Committee.

        "There are any number of Jewish voices speaking in America, and Joe Lieberman
        will not be seen as the only Jewish voice."

        In the Jewish world, there is also some anxiety that Lieberman's actions, if he
        does not succeed or makes a major gaffe, could reflect poorly on the community.

        "There is an anxiousness of how it
    • tyrannosaurus.rex Baghdad: A Major Centre of Jewish Life 17.01.03, 23:20
      Baghdad: For Centuries a Major Centre of Jewish Life [1]
      News Item:

      January 1991--Outbreak of the Persian Gulf War. An international coalition led
      by the United States attacks Iraq in response to Dictator Saddam Hussein¹s
      invasion and annexation of Kuwait.

      A number of times every winter I am asked about the peculiar scheduling of the
      petition for rain in the daily service, which the prayer-books instruct us to
      begin reciting from December 4th. I usually mutter some confusing reply about
      talmudic calculations based on autumnal equinoxes and other concepts that are
      not all that clear in my own mind.
      During the fateful days of the Gulf War the more basic significance of this
      date comes to mind in all its irony: We are actually praying for an abundant
      rainfall for Iraq!

      Surprising as this might sound in today's circumstances (especially when we
      keep in mind the terrible drought that troubled Israel this year), this fact
      underlines the special connection that has always existed between the Jewish
      people and that part of the world currently known as Iraq. This was the
      birthplace of Abraham and the land to which the Judæans were exiled after the
      destruction of the First Temple. Scholars believe that this was where the Torah
      underwent its final redaction.

      The fact that Jews throughout the Diaspora continue to define their winters
      according to the Iraqi climate testifies again to the decisive influence of the
      Iraqi (or, as known in other times: Babylonian, or Mesopotamian, etc.) Jewish
      community. It was the Babylonian Talmud that was recognized as the highest
      legal authority for Jews throughout the world, and it occupied a place of such
      centrality in their studies that the Babylonian landscape was at times more
      real for many Jews than their own.

      Let me illustrate this vast subject by limiting myself to a few comments about
      the Jewish involvement with Iraq's capital, Baghdad. Now, the history books
      tell us that the history of Baghdad did not commence until the year 763 when it
      was built as a new military outpost by the Caliph al-Mansur. However students
      of the Talmud are familiar with a third-century Rabbi Hanna Bagdata'a. For
      Rashi, writing in eleventh-century France, it was obvious that this rabbi was a
      native of Baghdad. Modern scholars are not ready to automatically reject that
      identification since Muslim Baghdad was likely built upon an already existent
      town that may well date back to talmudic times, as evidenced by its Persian
      name.



      By the 10th century the major Babylonian institutions, including the great
      talmudic yeshivahs of Sura and Pumbedita and the court of the Exilarch, had all
      relocated to Baghdad in order to be closer to the seat of the Islamic
      Caliphate, which was the most powerful political force in the western world. It
      was through their official recognition by the Baghdadi Caliphs that the
      Babylonian Jews were able to impose their religious leadership and their Talmud
      upon most of the Jewish world.
      During the zenith of Iraqi-Jewish dominance it was inconceivable to many Jews
      that Baghdad had not always been a major Jewish center, and some talmudic
      sources were rewritten to reflect that perception. According to one such
      tradition Rav, the original founder of the venerable talmudic academy at Sura,
      had really intended to go to Baghdad, but had been tricked into staying by the
      mother of one of his students, who did not want to be parted from her son. The
      woman in question had approached the scholar asking how much milk would be
      needed to cook a portion of meat. Shocked by this display of halakhic
      ignorance, Rav concluded that his presence was needed in such a Jewish
      wasteland, and so he stayed there.

      I recently had a look at a fascinating medieval Hebrew text, which claims to
      describe how the vessels from the first Temple in Jerusalem had been hidden
      away prior to its destruction by the Babylonians. "All of these vessels were
      concealed and interred in a tower in the land of Babylonia, in a city named
      Baghdad." The source, by the way, states that the hiding places of these
      vessels were recorded on a copper tablet. This legend is particularly
      interesting when we note that a copper scroll containing a treasure map
      indicating the hiding-places of Second Temple artifacts (possibly reflecting a
      plan that was never executed) is one of the most enigmatic documents to be
      discovered among the Dead Sea Scrolls.

      All these sources testify to the strength of the historical Jewish connection
      to Iraq and its capital, a fact which only serves to intensify the tragedy of
      the current situation, when a self-styled Nebuchadnezzar has again tried to aim
      his deadly arrows towards Jerusalem.



      --------------------------------------------------------------------------------
      Baghdad: For Centuries a Major Centre of Jewish Life [1]
      News Item:

      January 1991--Outbreak of the Persian Gulf War. An international coalition led
      by the United States attacks Iraq in response to Dictator Saddam Hussein¹s
      invasion and annexation of Kuwait.

      A number of times every winter I am asked about the peculiar scheduling of the
      petition for rain in the daily service, which the prayer-books instruct us to
      begin reciting from December 4th. I usually mutter some confusing reply about
      talmudic calculations based on autumnal equinoxes and other concepts that are
      not all that clear in my own mind.
      During the fateful days of the Gulf War the more basic significance of this
      date comes to mind in all its irony: We are actually praying for an abundant
      rainfall for Iraq!

      Surprising as this might sound in today's circumstances (especially when we
      keep in mind the terrible drought that troubled Israel this year), this fact
      underlines the special connection that has always existed between the Jewish
      people and that part of the world currently known as Iraq. This was the
      birthplace of Abraham and the land to which the Judæans were exiled after the
      destruction of the First Temple. Scholars believe that this was where the Torah
      underwent its final redaction.

      The fact that Jews throughout the Diaspora continue to define their winters
      according to the Iraqi climate testifies again to the decisive influence of the
      Iraqi (or, as known in other times: Babylonian, or Mesopotamian, etc.) Jewish
      community. It was the Babylonian Talmud that was recognized as the highest
      legal authority for Jews throughout the world, and it occupied a place of such
      centrality in their studies that the Babylonian landscape was at times more
      real for many Jews than their own.

      Let me illustrate this vast subject by limiting myself to a few comments about
      the Jewish involvement with Iraq's capital, Baghdad. Now, the history books
      tell us that the history of Baghdad did not commence until the year 763 when it
      was built as a new military outpost by the Caliph al-Mansur. However students
      of the Talmud are familiar with a third-century Rabbi Hanna Bagdata'a. For
      Rashi, writing in eleventh-century France, it was obvious that this rabbi was a
      native of Baghdad. Modern scholars are not ready to automatically reject that
      identification since Muslim Baghdad was likely built upon an already existent
      town that may well date back to talmudic times, as evidenced by its Persian
      name.



      By the 10th century the major Babylonian institutions, including the great
      talmudic yeshivahs of Sura and Pumbedita and the court of the Exilarch, had all
      relocated to Baghdad in order to be closer to the seat of the Islamic
      Caliphate, which was the most powerful political force in the western world. It
      was through their official recognition by the Baghdadi Caliphs that the
      Babylonian Jews were able to impose their religious leadership and their Talmud
      upon most of the Jewish world.
      During the zenith of
    • jewhaterexterminator SSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSAAAAAAAAADDDDDDDDDDAAAAAAAAMM 17.01.03, 23:42
      tzemach.org/fyi/img/oleg.gif
    • misiek.jewhater.exterminator POST # 200 18.01.03, 00:07
      i tyle sie napracowales MISIUsmile
    • Gość: dado [...] IP: 130.94.123.* 18.01.03, 00:30
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • misiek.jewhater.exterminator OD REDAKTORA 18.01.03, 00:38
        OD REDAKTORA


        Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają
        świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach
        okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest,
        że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do
        której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją
        Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg
        Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie
        eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi.

        Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze
        bolesna. I to trzeba zrozumieć. Także reakcje indentyczne lub podobne do tej,
        jaką zaprezentował "Nasz Dziennik" . Tyle że ta ostatnia reakcja jest ze swej
        natury jałowa. Rozbudza złe instynkty, uprzedzenia, zamiast ziaren prawdy sieje
        chwasty ćwierćprawd lub półprawd, które ograniczają zdolność człowieka do
        racjonalnego myślenia o sobie, o swoim narodzie i swoim kraju. Racjonalizm nie
        wyklucza oczywiście emocjonalnego stosunku do dziejów i wartości narodowych,
        ale bez racjonalnej postawy emocje prowadzą do zamykania się, a nie otwierania
        na świat.

        Gotowość przyjęcia prawdy, nawet tej najgorszej, jest świadectwem moralnej i
        intelektualnej dojrzałości społeczeństwa, to znak, że dojrzało ono do
        zaakceptowania krytycznej samowiedzy o sobie. Nie po to, by posypać głowy
        popiołem, lecz by rozróżniać między dobrem a złem, między tym, co w jego
        historii jest godne kultywowania i tym, co należy osądzić jako błędne czy
        niewłaściwe. Poznawać i jedno, i drugie, ale drogowskazu ku przyszłości szukać
        w tym, co z perspektywy czasu okazało się wartościowym wkładem do jego własnych
        dziejów ludzkości.

        W czasach gdy świat staje się coraz bardziej globalną wioską, gdy odbywa się
        nieustająca wędrówka ludów, mieszanie kultur, wierzeń, ras, wszelka ucieczka w
        ksenofobię, wszelkie zamykanie się w plemiennym grajdole ani nie chroni
        wartości narodowych, ani nie ułatwia przystosowania się do wymogów
        współczesnego państwa uwikłanego w wielostronne współzależności - polityczne,
        gospodarcze, kulturalne, naukowe - z innymi państwami i narodami.

        I tyle uwag na marginesie nowego wydawnictwa IPN i reakcji "Naszego Dziennika".

        Adam RokOD REDAKTORA


        Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają
        świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach
        okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest,
        że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do
        której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją
        Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg
        Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie
        eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi.

        Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze
        bolesna. I to trzeba zrozumieć. Także reakcje indentyczne lub podobne do tej,
        jaką zaprezentował "Nasz Dziennik" . Tyle że ta ostatnia reakcja jest ze swej
        natury jałowa. Rozbudza złe instynkty, uprzedzenia, zamiast ziaren prawdy sieje
        chwasty ćwierćprawd lub półprawd, które ograniczają zdolność człowieka do
        racjonalnego myślenia o sobie, o swoim narodzie i swoim kraju. Racjonalizm nie
        wyklucza oczywiście emocjonalnego stosunku do dziejów i wartości narodowych,
        ale bez racjonalnej postawy emocje prowadzą do zamykania się, a nie otwierania
        na świat.

        Gotowość przyjęcia prawdy, nawet tej najgorszej, jest świadectwem moralnej i
        intelektualnej dojrzałości społeczeństwa, to znak, że dojrzało ono do
        zaakceptowania krytycznej samowiedzy o sobie. Nie po to, by posypać głowy
        popiołem, lecz by rozróżniać między dobrem a złem, między tym, co w jego
        historii jest godne kultywowania i tym, co należy osądzić jako błędne czy
        niewłaściwe. Poznawać i jedno, i drugie, ale drogowskazu ku przyszłości szukać
        w tym, co z perspektywy czasu okazało się wartościowym wkładem do jego własnych
        dziejów ludzkości.

        W czasach gdy świat staje się coraz bardziej globalną wioską, gdy odbywa się
        nieustająca wędrówka ludów, mieszanie kultur, wierzeń, ras, wszelka ucieczka w
        ksenofobię, wszelkie zamykanie się w plemiennym grajdole ani nie chroni
        wartości narodowych, ani nie ułatwia przystosowania się do wymogów
        współczesnego państwa uwikłanego w wielostronne współzależności - polityczne,
        gospodarcze, kulturalne, naukowe - z innymi państwami i narodami.

        I tyle uwag na marginesie nowego wydawnictwa IPN i reakcji "Naszego Dziennika".

        Adam Rok



        OD REDAKTORA


        Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają
        świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach
        okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest,
        że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do
        której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją
        Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg
        Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie
        eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi.

        Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze
        bolesna. I to trzeba zrozumieć. Także reakcje indentyczne lub podobne do tej,
        jaką zaprezentował "Nasz Dziennik" . Tyle że ta ostatnia reakcja jest ze swej
        natury jałowa. Rozbudza złe instynkty, uprzedzenia, zamiast ziaren prawdy sieje
        chwasty ćwierćprawd lub półprawd, które ograniczają zdolność człowieka do
        racjonalnego myślenia o sobie, o swoim narodzie i swoim kraju. Racjonalizm nie
        wyklucza oczywiście emocjonalnego stosunku do dziejów i wartości narodowych,
        ale bez racjonalnej postawy emocje prowadzą do zamykania się, a nie otwierania
        na świat.

        Gotowość przyjęcia prawdy, nawet tej najgorszej, jest świadectwem moralnej i
        intelektualnej dojrzałości społeczeństwa, to znak, że dojrzało ono do
        zaakceptowania krytycznej samowiedzy o sobie. Nie po to, by posypać głowy
        popiołem, lecz by rozróżniać między dobrem a złem, między tym, co w jego
        historii jest godne kultywowania i tym, co należy osądzić jako błędne czy
        niewłaściwe. Poznawać i jedno, i drugie, ale drogowskazu ku przyszłości szukać
        w tym, co z perspektywy czasu okazało się wartościowym wkładem do jego własnych
        dziejów ludzkości.

        W czasach gdy świat staje się coraz bardziej globalną wioską, gdy odbywa się
        nieustająca wędrówka ludów, mieszanie kultur, wierzeń, ras, wszelka ucieczka w
        ksenofobię, wszelkie zamykanie się w plemiennym grajdole ani nie chroni
        wartości narodowych, ani nie ułatwia przystosowania się do wymogów
        współczesnego państwa uwikłanego w wielostronne współzależności - polityczne,
        gospodarcze, kulturalne, naukowe - z innymi państwami i narodami.

        I tyle uwag na marginesie nowego wydawnictwa IPN i reakcji "Naszego Dziennika".

        Adam Rok
        OD REDAKTORA


        Dwa tomy studiów i dokumentów IPN zatytułowane "Wokół Jedwabnego" dają
        świadectwo rzetelnego dążenia do prawdy o stosunkach polsko-żydowskich w latach
        okupacji hitlerowskiej i radzieckiej ziem Rzeczypospolitej. Równie ważne jest,
        że publikacja ta została na ogół przyjęta ze zrozumieniem i należytą powagą, do
        której nie dostosował się, jako jeden z nielicznych, "Nasz Dziennik" publikacją
        Jerzego Roberta Nowaka, wedle którego prezes IPN, prof. Leon Kieres, to wróg
        Polaków, a jeśli chodzi o Żydów, to w latach okupacji zajmowali się oni głównie
        eksterminacją polskich chłopów i zamienianiem kościołów w synagogi.

        Prawda, zwłaszcza gdy niesie taki ładunek dramatycznych wydarzeń, jest zawsze
        bolesna. I
        • misiek.jewhater.exterminator _________________________________Czyja Jerozolima? 18.01.03, 00:40
          Czyja Jerozolima?
          Jerzy Sławomir Mac


          "Jerozolima - święte miasto trzech religii monoteistycznych: judaizmu,
          chrześcijaństwa, islamu" - powtarzamy jednym tchem niczym biblijny werset albo
          koraniczną surę, nie bardzo troszcząc się o kolejność, w jakiej wymieniamy owe
          trzy religie. Lubimy też rozciągać tę poprawnościową formułę na cały obszar
          dzisiejszego Izraela i ziem palestyńskich - "świętą ziemię" Żydów, chrześcijan
          i muzułmanów. Czy jednak wszyscy oni mają równe prawa do tego terytorium, w tym
          również do Jerozolimy, którą zarówno Izraelczycy jak i Palestyńczycy uznają za
          swoją stolicę i nie dopuszczają nawet myśli, by mogło być inaczej?

          Kwestia jerozolimska jest sprawą najdalszą od kompromisu w całej "kwestii
          bliskowschodniej". Cała wojna żydowsko-arabska, toczona właściwie
          nieprzerwanie, z krótkimi tylko okresami zawieszenia broni, od 54 lat, jest de
          facto wojną o Jerozolimę: jej status, formułę, integralność i o władztwo nad
          tym miastem, uznane przez Kneset w 1949 r. za jedyną i bezdyskusyjną stolicę
          państwa Izrael. Elit rządzących tym państwem, niezależnie od ich barw
          politycznych, nic nie irytuje bardziej, niż pisanie i mówienie o Izraelu - Tel
          Awiw, na tej samej zasadzie, na jakiej mówiąc np. "Waszyngton" mamy na myśli
          centrum władzy politycznej USA, a "Moskwa" znaczy to samo co Rosja. I to nie
          tylko dlatego, że centra władzy politycznej Izraela - Kneset, rząd, urząd
          prezydencki, wszystkie centralne instytucje - mieszczą się w Jerozolimie, a
          wszystkie głowy państw, nie wyłączając papieża, składając wizyty w ich murach,
          uznają to status quo. Ale Jerozolima to dla Izraelczyków coś znacznie więcej
          niż stolica. Toteż wszelkie propozycje pokojowe powtarzające formułę Jerozolimy
          jako wspólnej stolicy Izraela i państwa palestyńskiego, nie mogą być uznane za
          jakąkolwiek podstawę do rozmowy przez władze izraelskie.

          Utracona szansa

          Izraelczycy mogli, choć z bólem, wyrzec się stołecznego statusu Jerozolimy - i
          praktycznie zrobili to - w jednym tylko momencie historycznym: w chwili
          narodzin swego państwa. Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego NZ nr 181 z 29
          listopada 1947 r. przewidywała utworzenie na terytorium brytyjskiego
          protektoratu Palestyny dwóch państw: żydowskiego (14 tys. km kw.) i arabskiego
          (11,5 tys. km kw.) z wydzieleniem Jerozolimy oddanej pod zarząd międzynarodowy.
          Choć plan podziału Palestyny sprawia wrażenie, jakby kreśliły go upiory - każde
          z państw miało składać się z trzech części stykających się skrzyżowaniami dróg,
          dodatkowo z arabską enklawą Jaffy w żydowskim Tel Awiwie - Żydzi go
          zaakceptowali, bo lepsze państwo kulawe niż żadne. Na tej samej zasadzie Polacy
          przyjęli z radością utworzenie kadłubowego Księstwa Warszawskiego, choć daleko
          nie zaspokajało ich aspiracji do własnej państwowości.

          14 maja 1948 r. Żydzi proklamowali na przydzielonym im terytorium własne
          państwo, które jeszcze w tym samym miesiącu zostało zgodnie uznane zarówno
          przez USA jak i przez Związek Sowiecki, choć było to już dwa lata po mowie
          Jamesa F. Byrnesa otwierającej etap zimnej wojny między tymi mocarstwami.
          Arabowie, zamiast proklamować własne państwo, próbowali siłami sześciu krajów
          sąsiednich zetrzeć Izrael z powierzchni ziemi. W ten sposób Palestyńczycy sami
          pozbawili się moralnego prawa do współgospodarowania przydzieloną im przez
          społeczność międzynarodową "świętą ziemią".

          Arabowie przegrali tę wojnę z Izraelem, którą sami wywołali, podobnie jak kilka
          następnych. Pokonany agresor zawsze musi liczyć się z tym, że okupi swą klęskę
          częścią swojego terytorium. Zaatakowanemu zwycięzcy służy prawo łupu. Tak było
          zawsze w historii narodów i wojen. Taką ceną stała się zachodnia Jerozolima po
          przegranej w roku 1948 i cały obszar miasta po przegranej w roku 1967. Bo choć
          w "wojnie sześciodniowej" pierwsze strzały padły z karabinów izraelskich, nie
          ulega wątpliwości, że była to ze strony państwa żydowskiego wojna obronna,
          wobec proklamacji OWP odmawiającej Izraelowi prawa do istnienia. Podobnie jak
          nie ulega wątpliwości, że wojną obronną ze strony Europy byłoby prewencyjne
          uderzenie na III Rzeszę, do którego próbował przekonać jeszcze Piłsudski, po
          tym jak Hitler ogłosił pierwsze plany podpalenia świata.

          Stolica Żydów i...?

          Przeforsowane przez Brytyjczyków w 1947 r. "umiędzynarodowienie" Jerozolimy
          było częścią nie do końca zrozumiałej ówczesnej strategii politycznej rządu
          JKM, nieszanującej nie tylko historii, ale także własnych wcześniejszych
          zobowiązań międzynarodowych. W deklaracji Balfoura (szefa brytyjskiej
          dyplomacji) z 1917 r., wyrażającej poparcie dla idei państwa żydowskiego w
          Palestynie, pod którą później podpisały się rządy Francji, Włoch i pokonanej
          Turcji, nie było mowy o eksterytorialności tego miasta, którego Żydzi nigdy się
          nie wyrzekli. Nie było też żadnego powodu przypuszczać, że zrobią to,
          przystępując do odbudowy swej siedziby narodowej w myśl proklamacji Kongresu
          Syjonistycznego w Bazylei w 1897 r. Przeciwnie: odkąd w 1856 r. sułtan turecki
          wydał słynny edykt o tolerancji, pozwalający na ponowne osiedlanie w Palestynie
          Żydom i chrześcijanom, ci pierwsi, hojnie wspierani przez sir Mosesa
          Montefiore, zaczęli zasiedlać przede wszystkim Jerozolimę, tworząc wokół murów
          Nowe Miasto jako nowoczesne zaplecze swej odwiecznej stolicy.

          Stolicą państwa żydowskiego ustanowił Jerozolimę król Dawid, w roku 1003 p.n.e.
          Wcześniej, za rządów pierwszego króla izraelskiego, Saula, mieściła się ona w
          Gevie. W 950 r. syn Dawida, Salomon, zbudował świątynię, w której złożono Arkę
          Przymierza. Po przeszło czterystu latach panowania dynastii, przerwanej
          podbojem Nabuchodonozora, Jerozolimą władali kolejno Babilończycy, Persowie,
          Rzymianie, Seleucydzi, przez sto lat (164-63 p.n.e.) ponownie Żydzi z dynastii
          Hasmoneuszy, znów Rzymianie, Bizantyjczycy, znów Persowie, zaś arabscy
          muzułmanie, przyprowadzeni przez kalifa Omara, zajęli ją dopiero w roku 638
          n.e., też na nieco ponad 400 lat. Przez następne blisko sto lat okupowali ją
          krzyżowcy, przez kolejne sto - Saladyn, następnie egipscy Mamelucy, a od XVI w.
          do końca I wojny światowej - Turcy osmańscy. Jednak poza okresem Królestwa
          Łacińskiego (1099-1187) dla żadnego z kolejnych władców Jerozolima nie stała
          się stołeczną siedzibą. Przez sześć wieków panowania rzymskiego i
          bizantyńskiego stolicą Judei była Cezarea. W okresie władzy muzułmanów
          Jerozolima nie była nawet centrum prowincjonalnym. W okresie arabskim (638-
          1099) była rządzona kolejno z Damaszku, Bagdadu i Kairu, a stolicą dystryktu
          lokalnego obejmującego Jerozolimę było Ramallah. Mamelucy (1250-1516) władali
          tą ziemią z Damaszku, a Turcy (1517-1917) - z Konstantynopola. Funkcje
          stołeczne przywrócili Jerozolimie dopiero Brytyjczycy w okresie swego mandatu
          (1922-1948), lokując tu swoje centralne instytucje administracyjne.

          Więcej niż miasto

          Jerozolima, której nazwę Biblia wymienia 656 razy, dla Żydów jest od 3 tysięcy
          lat pierwszą i jedyną stolicą ich państwa. Dla chrześcijan - od 2 tysięcy lat
          jest domem wiary w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego tu Chrystusa. Dla
          muzułmanów od 14 wieków jest pierwszym wskazaniem modlitewnym (kibla) i
          miejscem, z którego prorok Mahomet został wzięty do nieba, pozostawiając na
          wzgórzu Moriah odcisk swojej stopy. Dla nich wszystkich stawała się
          kolejno "świętym miastem". Ale prawa do niego nie wynikają jedynie z "okresu
          zasiedzenia". Zupełnie różne są wyznaczniki owej świętości w poszczególnych
          religiach. Prof. Zvi Wierblowski z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie
          zwraca uwagę, że w żydowskiej tradycji "Jeruzalem" znaczy znacznie więcej niż
          miasto świętych miejsc, którym jest dla wyznawców islamu i chrześcijaństwa:
          oznacza całą ziemię Żydów, która, jako nadana im przez Boga, sama w sobie jest
          święta. Życzenie "następnego roku w Jeruzalem" wypowiada się w okresie
          największych świąt żydowskich, jak w
          • misiek.jewhater.exterminator Odnowiony pomnik Janusza Korczaka 18.01.03, 00:42
            Odnowiony pomnik Janusza Korczaka na cmentarzu żydowskim w Warszawie



            Jak naprawdę wyglądała ostatnia droga Janusza Korczaka i jego dzieci na
            Umschlagplatz, nie ma całkiem pewnej informacji. Są tacy, którzy mówią, że
            szedł na czele gromadki swoich sierot, najmniejsze trzymając na ręku. Ten
            obraz, może prawdziwy, może trochę przefiltrowany przez wyobraźnię, utrwalił
            się w świadomości współczesnych pokoleń i zyskał rangę symbolu.

            Jedno jest pewne - ani on, ani żadne z jego dzieci z tej drogi między żywych
            nie wróciło. Ich prochy bezgrobne zaległy pola Treblinki, zmieszane z prochami
            kilkuset tysięcy polskich Żydów, których droga - jak Janusza Korczaka - wiodła
            z warszawskiego getta na Umschlagplatz, stamtąd do Treblinki, a tu już - prosto
            do komory gazowej.

            Przed dwudziestu laty, a czterdzieści lat po swojej męczeńskiej śmierci,
            doczekał się swojego pomnika w ukochanej Warszawie. Może nie najbardziej
            urodziwego, może nie w najszczęśliwszym miejscu postawionego, bo na żydowskim
            cmentarzu, ale przecież w stolicy jedynego. Twórcy pomnika - Mirosław
            Smorczewski i Lucjan Kot - nie poszli na żadne chwyty formalne: przedstawili
            Korczaka, tak jak przekazała tradycja, w drodze na Umschlagplatz, z dzieckiem
            na ręku i z dziećmi idącymi za nim.

            Pomnik, a jednocześnie symboliczny grób Korczaka i jego sierot, stanął u
            wejścia na teren żydowskiej nekropolii. Przyjeżdżali turyści i wielu z nich na
            cokole kładło kwiaty, a niektórzy zapalali świeczki albo znicze. Gdy wiatr
            zawiał silniej, płomyki lizały materię pomnika, osmalały ją i wypalały dziury.
            Bo pomnik był zbudowany z żywicy epoksydowej, jako że na trwalszy materiał nie
            było pieniędzy.

            Pocieszano się, że to tylko prowizorka. Po pięciu latach, gdy uzbiera się
            pieniądze, powstanie monument z prawdziwego zdarzenia. Mijały jednak lata, a
            prowizorka ciągle stała. Aż wreszcie, po 18 latach, coś drgnęło. Profesor
            Rafael Scharf z Londynu, widać zasmucony widokiem opuszczonego przez stolicę
            pomnika, zdołał pozyskać w Londynie majętnych sponsorów, państwa Sandrę i Johna
            Josephów, którzy zgodzili się ponieść większość kosztów związanych z nadaniem
            pomnikowi bardziej trwałego kształtu. Dzięki nim, dzięki wkładowi innych
            londyńskich sponsorów, w tym pani Lili Pohlman i jej męża Petera Jonsona--
            Smitha, a także Fundacji Seweryna Kona i Ireny Kozłowskiej-Fiszel, mogły ruszyć
            prace nad brązowym odlewem bryły pomnika. Prowadzono je w małym warsztacie
            odlewniczym pana Zbigniewa Fudalskiego koło Góry Kalwarii i trwały one dwa
            lata.

            W końcu pomnik odlany z brązu stanął na miejscu epoksydowego erzacu. Stało się
            to 6 sierpnia 2002 roku, dokładnie w 60 rocznicę wymarszu na Umschlagplatz.
            Jego odsłonięcie zgromadziło na ulicy Okopowej grono znakomitych osób, wśród
            nich także państwa Sandrę i Johna Josephów, panią Lili Pohlman z mężem. Przybył
            i wygłosił krótkie przemówienie pan wiceminister kultury Rafał Skąpski, był
            znakomity reżyser Andrzej Wajda, który pięknie mówił o tym, że postać Korczaka,
            jego zasługi jako pedagoga i wychowawcy mogą dla nas stanowić wzorzec na drodze
            do Europy. Byli ambasadorowie Niemiec, Izraela i Anglii, przedstawiciele
            środowisk żydowskich, młodzież polska i żydowska.

            Był, choć nie wystąpił, pan mecenas Jerzy Lewiński. A to on chyba miałby
            najwięcej do powiedzenia o ostatnim okresie życia Janusza Korczaka, o jego
            tragicznych zmaganiach z gettową rzeczywistością i własnymi słabościami.
            Korczak i Lewiński współpracowali ze sobą w getcie w dziele pomocy bezdomnym,
            osieroconym dzieciom getta. Wystąpiła natomiast z obszernym i ciekawym
            referatem poświęconym ideom korczakowskim i jego zasługom dla nowego spojrzenia
            na prawa dziecka - pani Sandra Joseph.

            Nie przybył, niestety, na uroczystość prof. Scharf. Nie mógł przyjechać, gdyż -
            jak powiedział prowadzący uroczystość Bolesław Szenicer, dyrektor cmentarza
            żydowskiego przy Okopowej - nie pozwolił mu na to stan zdrowia. Ale - dodał -
            przez to przeznaczone dla niego krzesło jest dzisiaj z nami.

            Odsłonięcia odnowionego pomnika dokonali państwo Josephowie wraz z panem
            Grzegorzem Adamczewskim, przewodniczącym Komitetu Rewaloryzacji Pomnika Janusza
            Korczaka. Podniosłości chwili nie przeszkodził nawet rzęsisty deszcz.

            Zgromadzeni wysłuchali wszystkich wystąpień (a było ich więcej ponad wyżej
            wymienione), potem koncertu słowno-muzycznego młodzieży harcerskiej szczepu im.
            Janusza Korczaka, wreszcie modlitwy za zmarłych - kadisz i el male rachamim, do
            której stanęli ambasador Szewach Weiss, John Joseph i Bolesław Szenicer.

            PS. (1) Dyrektor cmentarza, Bolesław Szenicer, przypominając o tych, którzy
            zasłużyli się dla renowacji pomnika, wymienił jeszcze jedno znakomite nazwisko:
            Janusza Morgensterna, który ufundował środki na wyłożenie odcinka alei
            prowadzącej do monumentu Korczaka.

            PS. (2) Od kilku lat trwają starania postawienia pomnika Janusza Korczaka w
            centrum stolicy Polski, którym patronuje Fundacja Shalom. Pisaliśmy o tym
            wielokrotnie na naszych łamach.

            Odnowiony pomnik Janusza Korczaka na cmentarzu żydowskim w Warszawie



            Jak naprawdę wyglądała ostatnia droga Janusza Korczaka i jego dzieci na
            Umschlagplatz, nie ma całkiem pewnej informacji. Są tacy, którzy mówią, że
            szedł na czele gromadki swoich sierot, najmniejsze trzymając na ręku. Ten
            obraz, może prawdziwy, może trochę przefiltrowany przez wyobraźnię, utrwalił
            się w świadomości współczesnych pokoleń i zyskał rangę symbolu.

            Jedno jest pewne - ani on, ani żadne z jego dzieci z tej drogi między żywych
            nie wróciło. Ich prochy bezgrobne zaległy pola Treblinki, zmieszane z prochami
            kilkuset tysięcy polskich Żydów, których droga - jak Janusza Korczaka - wiodła
            z warszawskiego getta na Umschlagplatz, stamtąd do Treblinki, a tu już - prosto
            do komory gazowej.

            Przed dwudziestu laty, a czterdzieści lat po swojej męczeńskiej śmierci,
            doczekał się swojego pomnika w ukochanej Warszawie. Może nie najbardziej
            urodziwego, może nie w najszczęśliwszym miejscu postawionego, bo na żydowskim
            cmentarzu, ale przecież w stolicy jedynego. Twórcy pomnika - Mirosław
            Smorczewski i Lucjan Kot - nie poszli na żadne chwyty formalne: przedstawili
            Korczaka, tak jak przekazała tradycja, w drodze na Umschlagplatz, z dzieckiem
            na ręku i z dziećmi idącymi za nim.

            Pomnik, a jednocześnie symboliczny grób Korczaka i jego sierot, stanął u
            wejścia na teren żydowskiej nekropolii. Przyjeżdżali turyści i wielu z nich na
            cokole kładło kwiaty, a niektórzy zapalali świeczki albo znicze. Gdy wiatr
            zawiał silniej, płomyki lizały materię pomnika, osmalały ją i wypalały dziury.
            Bo pomnik był zbudowany z żywicy epoksydowej, jako że na trwalszy materiał nie
            było pieniędzy.

            Pocieszano się, że to tylko prowizorka. Po pięciu latach, gdy uzbiera się
            pieniądze, powstanie monument z prawdziwego zdarzenia. Mijały jednak lata, a
            prowizorka ciągle stała. Aż wreszcie, po 18 latach, coś drgnęło. Profesor
            Rafael Scharf z Londynu, widać zasmucony widokiem opuszczonego przez stolicę
            pomnika, zdołał pozyskać w Londynie majętnych sponsorów, państwa Sandrę i Johna
            Josephów, którzy zgodzili się ponieść większość kosztów związanych z nadaniem
            pomnikowi bardziej trwałego kształtu. Dzięki nim, dzięki wkładowi innych
            londyńskich sponsorów, w tym pani Lili Pohlman i jej męża Petera Jonsona--
            Smitha, a także Fundacji Seweryna Kona i Ireny Kozłowskiej-Fiszel, mogły ruszyć
            prace nad brązowym odlewem bryły pomnika. Prowadzono je w małym warsztacie
            odlewniczym pana Zbigniewa Fudalskiego koło Góry Kalwarii i trwały one dwa
            lata.

            W końcu pomnik odlany z brązu stanął na miejscu epoksydowego erzacu. Stało się
            to 6 sierpnia 2002 roku, dokładnie w 60 rocznicę wymarszu na Umschlagplatz.
            Jego odsłonięcie zgromadziło na ulicy Okopowej grono znakomitych osób, wśród
            nich także państwa Sandrę i Johna Josephów, panią Lili Pohlman z mężem. Przybył
            i
            • misiek.jewhater.exterminator Polscy Żydzi w Azji Środkowej 18.01.03, 00:43
              Polscy Żydzi w Azji Środkowej podczas II wojny światowej
              Strzępy losów
              Olga Miedwiediewa


              Powszechnie wiadomo, że podczas wojny dziesiątki tysięcy polskich Żydów
              uratowało się w Azji Środkowej. W Obwodowym Archiwum w Samarkandzie
              (Uzbekistan) przechowywane są liczne dokumenty - świadectwa tamtych czasów.
              Pochodzą one z biura pełnomocnika departamentu handlu specjalnego przy Ludowym
              Komisariacie Handlu ZSRR. Większość dokumentów datowana jest na lata 1943-1944.
              Są to prośby o udzielenie pomocy żywnościowej, zaświadczenia z miejsc pracy,
              zaświadczenia lekarskie o stanie zdrowia, spisy ewakuowanych z lat 1943-1945 i
              wiele innych.

              Oficjalne dokumenty pisane są w języku rosyjskim, prośby natomiast - w językach
              rosyjskim i polskim.

              Spróbujmy na podstawie tych materiałów naszkicować obraz tego, jak wyglądało
              życie polskiego Żyda w Azji Środkowej w tych trudnych czasach.

              Ale najpierw powróćmy do jesieni 1939 r...

              Szukając ratunku przed hitlerowcami Żydzi uciekają z Polski na wschód. Do końca
              października ZSRR pozostawia swoją granicę otwartą dla uchodźców. Ale w
              listopadzie i grudniu wjazd dla nich jest już ograniczony. Później jest to
              wręcz niemożliwe, przekroczenie granicy może odbywać się tylko nielegalnie.

              W październiku ZSRR zajmuje wschodnie tereny Polski. Uchodźców z Polski i
              mieszkańców ziem wcielonych pozbawia się obywatelstwa polskiego. Uznaje się ich
              za obywateli radzieckich, ale przez ludność miejscową odbierani są jako obcy -
              określa się ich słowem "zapadniki" (ludzie z zachodu). Dla władz radzieckich są
              oni tak zwanym niepożądanym elementem. W lutym 1940 r. rozpoczyna się ich
              deportacja w głąb ZSRR. Trwa ona do czerwca 1941 r. Najczęściej Polaków oskarża
              się o działalność antyradziecką i wysyła do więzień i obozów pracy - na
              Syberię, na Północ, do Wschodniego Kazachstanu... Jednak po wkroczeniu wojsk
              hitlerowskich do ZSRR rząd radziecki i polski rząd emigracyjny nawiązują
              stosunki dyplomatyczne i w czerwcu 1941 r. podpisują umowę, na mocy
              której "byłym obywatelom Polski" przywraca się prawo do polskiego obywatelstwa.
              W grudniu tego samego roku pozbawia się tego prawa przedstawicieli mniejszości
              narodowych, w tym polskich Żydów. Na mocy amnestii zwalnia się ich z obozów i
              więzień. Pozwala im się zamieszkać w lepszej strefie klimatycznej - w Azji
              Środkowej...

              Uciekając jesienią 1939 r. z Polski na wschód polscy Żydzi myśleli, że
              zatrzymają się nie dalej niż we Lwowie - znaleźli się w pogórzu Tien-Szaniu i
              Pamiru, w niezwykłym dla nich klimacie, wśród obcych narodów i języków, wśród
              obcej ideologii, kultury, religii...

              Oto fakty z życia jednego z tysięcy polskich Żydów, który się znalazł w Azji
              Środkowej, zaczerpnięte z wypełnionej przez niego ankiety:

              Michał Szajewicz Blumenkopf urodził się w 1913 r. w Warszawie. W roku 1935
              tamże ukończył wyższą uczelnię techniczną otrzymując dyplom inżyniera--
              elektryka. W tym samym roku wstapił do Polskiej Partii Komunistycznej, której
              członkiem był do 1939 r. Po ukończeniu studiów pracował jako inżynier. Od 1939
              r. rozpoczyna się jego tułaczka: przebywał w obwodzie woroszyłowgradzkim
              (Ukraina), w Świerdłowsku (Ural), w Taszkiencie (Uzbekistan). W 1943 r. w
              gułagu NKWD pracuje w kopalniach w obwodzie świerdłowskim. W 1944 r. wraca do
              Taszkientu...

              Oto następny przykład: Rebeka Fersztenberg zawiera w podaniu o pomoc
              następującą informację: "W grudniu 1939 r. wyjechałam do Lwowa, gdzie przebywał
              mój mąż od września 1939 r. w strasznych warunkach. Szłam pieszo z
              dziewięciomiesięcznym dzieckiem na ręku. Potem wysłali nas do archangielskiej
              obłasti. Od września 1941 do września 1943 r. przebywałam w kołchozie
              Jagiturmu - Leninski rejon Działałabadzkiej obłasti. Ostatnio mieszkam w
              Lenindzio. Mąż mój jest w Trudowom froncie na Syberii"..

              Taka w zasadzie była marszruta przytłaczającej większości uchodźców z Polski. W
              dokumentach zmieniają się tylko nazwy geograficzne - zamiast Woroszyłowgradu
              wymienia się Mińsk lub Kijów, zamiast łagru - więzienie, a zamiast Taszkientu -
              Leninabad lub kołchoz "Socjalizm"...

              Wśród Żydów, którzy znaleźli schronienie w Azji Środkowej, byli mieszkańcy
              Warszawy, Krakowa, Łodzi, Białegostoku, Częstochowy i wielu innych miast..

              Mieszkający od wieków w warunkach miejskich Żydzi znaleźli się w kiszłakach i
              kołchozach. Mieszkali w barakach i w magazynach, ci, którzy mieli więcej
              szczęścia - w hotelach robotniczych lub w ziemiankach - przeważnie w strasznej
              ciasnocie, biedzie i brudzie.

              Ci, którzy mieli specjalne wykształcenie (lekarze, farmaceuci, nauczyciele,
              ekonomiści), z reguły wykonywali swój zawód. Natomiast ci, którzy w przeszłości
              byli rzemieślnikami lub drobnymi handlarzami (a takich była większość),
              przeważnie pracowali w rolnictwie, w przemyśle wydobywczym, w kopalniach.

              Pracowali ciężko i przymierali głodem. "Zarobek starcza zaledwie na wykupno
              chleba"... - Estera Son (8.01.1944 r.). "Giniemy z głodu"... - Rubinfeld
              (b/daty, b/ inicjałów). Podobnych słów rozpaczy w dokumentach jest mnóstwo.

              Żydów polskich wykańczały głód i zimno. Z zaświadczeń lekarskich wynika, że
              dziesiątkowały ich również choroby: gruźlica, malaria, tyfus, dyzenteria...

              Gorsza od głodu i chorób była niepewność co do przyszłości. Nie wiedzieli, ile
              czasu będą z dala od domu, co się dzieje z ich bliższą i dalszą rodziną.
              Podejmowali próby, żeby dowiedzieć się czegokolwiek, zwracali się do różnych
              instytucji, które zajmowały się sprawami Polaków. Właściwie była to próba
              znalezienia zainteresowania sprawami ich bytu i beznadziejne szukanie pomocy i
              poparcia. Odpisywano im: takiej a takiej osoby nie znamy. Dla tych, którzy
              szukali krewnych, miało to znaczyć: poparcia nie ma.

              Jeden przykład: Pekler (inicjały pominięto - O. M.) w liście do pełnomocnika
              pisze, że dowiedziała się od ludzi, że jej męża z Kijowa zabrali Niemcy: "Nie
              mam wiadomości o swoim mężu od 1941 r. (...) Czy wiecie co nieco o losie mego
              męża Pekler Abram Isakowicz. Wysyłam do was męża zdjęcie. Być może, nie
              pamiętacie nazwiska, wtedy poznacie go po zdjęciu. Bardzo, bardzo was proszę
              odpisać"... Na stronie odwrotnej listu - polecenie zwierzchnika wydane
              pracownikowi biura: "Zdjęcie wysłać z powrotem do nadawcy. Zawiadomić, że
              Pekler nie jest nam znany". Polecenie zostało wykonane. Odpowiedź
              brzmiała: "Zwracamy wasze zdjęcie i informujemy, że wiadomości o miejscu pobytu
              ob. Pekler nie mamy". Jednak w archiwum zdjęcie Peklera się zachowało. Zwrócone
              bowiem żonie, wróciło znów do biura pełnomocnika w Samarkandzie - "Adresat
              nieznany, stacja Chu, Oktiabrskaja 6".

              Smutna historia i powszechnie znana procedura: list, w którym zawarto próżną
              nadzieję na znalezienie człowieka, zgubionego pomiędzy dwoma totalitarnymi
              państwami, koperta domowej roboty, zrobiona z druku faktury piekarni na stacji
              Chu obwodu Dżambulskiego w Kirgizji... i zdjęcie, być może jedyne, które udało
              się zachować z przeszłości... "Samotne" zdjęcie w podartej, rozsypującej się w
              rękach teczce samarkandzkiego archiwum... Strzępy czyjegoś gorzkiego życia,
              czyjegoś nieszczęśliwego losu...

              Dokumenty archiwum świadczą o tym, jak ludzie walczyli. Nie o życie, ale o
              przeżycie... Nie ma wątpliwości, że przeżyć można było tylko dzięki sile woli i
              determinacji. Więc to, co pomogło stawiać opór trudnościom, zostało poza
              dokumentem. Może były to zwykłe ludzkie uczucia. Przecież rodziły się dzieci -
              wśród podań są prośby o udzielenie pomocy od kobiet ciężarnych i tuż po
              porodzie. Na przykład w jednym z listów--podań Chaja Szturm prosi o
              przydzielenie niezbędnych rzeczy dla niemowlęcia.

              Być może pomagała przetrwać wiara. Ale wierzący bali się do swojej wiary
              przyznawać, jeżeli się modlili, to - w kraju tryumfującego ateizmu - musieli to
              robić po kryjomu. Kontaktów z tak zwanymi europejskimi Żydami prawie nie
              podtrzymywano: liczni Żydzi ewakuow
              • Gość: bolek [...] IP: *.kat.forthnet.gr 18.01.03, 00:48
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • misiek.jewhater.exterminator Żydzi i lewica wobec antysemityzmu 18.01.03, 00:56
                  Żydzi i lewica wobec antysemityzmu
                  - Konferencja w ŻIH
                  Adam Ostolski


                  Sesja naukowa pt. Lewica i kwestia żydowska, która odbyła się 5 marca w
                  Błękitnym Wieżowcu, miała na celu prezentację kilku aspektów wspólnej historii
                  Żydów i lewicy, oraz podkreślenie doniosłego miejsca kwestii żydowskiej w
                  tradycji myśli lewicowej. Niestety, konferencja skoncentrowała się tylko na
                  tych związkach między lewicą i Żydami, które wynikały z antysemityzmu, bądź z
                  potrzeby wspólnego przeciwstawienia się tej ksenofobii. Problem jednak wydaje
                  się o wiele szerszy i trudno sprowadzić go wyłącznie do kwestii antysemityzmu.

                  Grzegorz Krzywiec, który otworzył część historyczną sesji, omówił stosunek
                  polskiej opinii postępowej do sprawy Dreyfusa. Analiza ponad dwustu artykułów
                  prasy liberalnej i socjalistycznej, na bieżąco komentujących aferę, pokazała
                  kilka sposobów ujmowania tematu przez polskich autorów. Grzegorz Krzywiec
                  zauważył, że w debacie tej prawie nie poruszono wątku antysemityzmu. Pisząc o
                  sprawie Dreyfusa, podejmowano takie tematy jak: polityczna degeneracja Francji
                  (Świętochowski), konflikt między republiką i armią (Kelles-Krauz), czy kwestie
                  postępu i tradycji (Wiślicki). Lewica twierdziła zwykle, że nie jest to tylko
                  problem Francji, lecz sprawa cywilizacyjna. Bardzo rzadko pisano natomiast o
                  francuskim nacjonalizmie czy antysemityzmie jako podłożu afery.

                  Kolejne referaty historyczne dotyczyły losów Żydów w ZSRR. Grzegorz Berendt
                  opowiedział o działaniach w obronie żydowskich twórców w Związku Radzieckim,
                  podejmowanych w latach 50. przez TSKŻ. Dla czytelnika Słowa Żydowskiego
                  szczególnie interesujący wyda się fragment wystąpienia Berendta dotyczący roli
                  Fołks-Sztyme w walce o pamięć zamordowanych Żydów radzieckich. 4 kwietnia 1956
                  roku ukazał się na łamach czasopisma niepodpisany artykuł Hersza Smolara,
                  opisujący los kilku wybitnych radzieckich pisarzy żydowskich. Artykuł ten miał
                  liczne przedruki w prasie żydowskiej na świecie. W ZSRR reakcje były
                  zróżnicowane: Chruszczow uznał go za antyradziecki, natomiast Mikojan i
                  generalicja za sprawiedliwy i niestanowiący zagrożenia. Był to niezwykły
                  przykład dystansowania się żydowskich komunistów do reżimu, początek
                  wyzwalania "zniewolonego umysłu".

                  W ostatnim odczycie części historycznej Artur Patek mówił o przyczynach porażki
                  Birobidżanu, spowodowanej antysemityzmem Kremla. Niestety, argumentacja i dobór
                  faktów prelegenta były wyraźnie podporządkowane głównej tezie.

                  Część teoretyczną otworzył Jürgen Hensel prezentacją ujęcia kwestii żydowskiej
                  przez Abrahama Leona, mało znanego autora trockistowskiego. Według Leona o
                  odrębności Żydów stanowiła nie religia, lecz rola pośrednika w obrocie
                  towarowym i kapitałowym. Zachowali oni zatem dwoisty charakter narodu-klasy
                  (peuple-classe), co czyniło ich wygodnymi ofiarami ideologii zrodzonej z
                  ekonomicznego interesu, ale posługującej się nacjonalistyczną retoryką.

                  Inni prelegenci zajęli się Szkołą Frankfurcką - grupą lewicowych filozofów i
                  ekonomistów, uchodźców z hitlerowskich Niemiec. Piotr Kendziorek przedstawił
                  interpretację Holocaustu i antysemityzmu przez autorów Szkoły. Teoria krytyczna
                  Szkoły Frankfurckiej pokazuje, dlaczego Żydzi są dogodnym przedmiotem
                  nienawiści zarówno klas wyższych jak i niższych. Robotnicy wytwarzają dobra,
                  ale to kapitalista uchodzi i chce uchodzić za ich "producenta". Aby sfera
                  produkcji mogła zachować pozór niewinności, odpowiedzialność za wyzysk
                  przypisuje się sferze handlu, utożsamianej z Żydami.

                  Na zakończenie sesji Piotr Weiser przedstawił swoją krytykę wybitnych filozofów
                  Szkoły Frankfurckiej - Teodora Adorno i Maxa Horkheimera. Krytyka ta dotyczyła
                  dwóch stereotypów, które wielu historyków przejęło od Adorno i Horkheimera, a
                  mianowicie: że Żydzi byli przypadkowym kozłem ofiarnym, którym mogła stać się
                  równie dobrze każda inna grupa oraz że oprawcy byli owładnięci neurozą. Tak
                  zdecydowana krytyka frankfurtczyków wywołała długą i ożywioną dyskusję.

                  Jest godne uwagi, że (jeśli pominąć temat Birobidżanu) wygłoszone na sesji
                  odczyty koncentrowały się na tych związkach lewicy i Żydów, które wynikają z
                  antysemityzmu i są nań reakcją. Oczywiście jest niezbywalną cechą lewicy branie
                  w obronę prześladowanych i słabych, ale nie wyczerpuje to chyba przyczyn jej
                  zainteresowania sprawami żydowskimi. Odrębność Żydów zawsze była wyzwaniem,
                  intelektualnym i praktycznym, dla lewicowego uniwersalizmu. Lecz również
                  ujmując zagadnienie z drugiej strony, byłoby grubym uproszczeniem wyjaśnianie
                  lewicowego zaangażowania wielu Żydów pragnieniem obrony przed antysemityzmem. W
                  politycznej i religijnej tradycji żydowskiej jest całkiem sporo elementów
                  kierujących ku lewicowej wizji świata. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że
                  również i te aspekty znajdą kiedyś w organizowanych przez Żydowski Instytut
                  Historyczny sesjach godne rozwinięcie.



      • Gość: dana33 [...] IP: 130.94.106.* 11.02.03, 16:52
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • misiek.jewhater.exterminator Symbolika i zwyczaje święta Chanuki 18.01.03, 00:54
      Symbolika i zwyczaje święta Chanuki
      Małgorzata Barcikowska


      Święto Chanuki (hebr.: poświęcenie, inauguracja), zwane także Świętem Świateł,
      jest obchodzone przez osiem dni. Rozpoczyna się 25 dnia miesiąca kislew,
      którego to dnia w 165 r. p.n.e., po zwycięstwie powstania machabejskiego,
      ponownie konsekrowano Świątynię Jerozolimską. Opis tego wydarzenia znajduje się
      w I Księdze Machabejskiej (4:36-59), według której Juda Machabeusz po pokonaniu
      Lizjasza wkroczył do Jerozolimy i oczyścił Świątynię. Zburzono zbezczeszczony
      przez Greków ołtarz całopalenia i zbudowano nowy. Naprawiono szkody i wykonano
      nowe święte sprzęty, jak świecznik, ołtarz kadzidlany, stół i zasłony. Powtórne
      poświęcenie Świątyni, przy wtórze pieśni i akompaniamencie cytr, harf i
      cymbałów oraz wśród składania ofiar, odbyło się 25 dnia miesiąca kislew, który
      stanowił także trzecią rocznicę obwieszczenia restrykcyjnego edyktu syryjskiego
      władcy, Antiocha Epifanesa. Żydom pod karą śmierci nie wolno było odprawiać
      obrzędów religijnych, a w Świątyni Jerozolimskiej ustanowiono kult Zeusa
      Olimpijskiego. Obchody ponownego poświęcenia Świątyni trwały osiem dni. Juda
      Machabeusz wraz z braćmi i całe zgromadzenie Izraela zarządzili, by rocznicę
      tej uroczystości świętować co roku. W II Księdze Machabejskiej, która także
      opowiada o tym wydarzeniu, dodano, że ośmiodniowa ceremonia ponownej
      konsekracji Świątyni odbyła się podobnie, jak poświęcenie Pierwszej Świątyni za
      czasów króla Salomona. Ponadto przypomina o cudzie z ogniem, który miał miejsce
      zarówno podczas poświęcenia ołtarza za Mojżesza, jak i Świątyni za Salomona
      oraz ołtarza w czasach Nehemiasza.

      Józef Flawiusz, którego opis tego wydarzenia ma źródła w I Księdze
      Machabejskiej, nie wspomina terminu Chanuka. Pisze on : "Od owego czasu
      zachowujemy to święto, nazywając je Świętem Świateł; miano to pochodzi, jak
      sądzę, stąd, że wtedy zabłysła nam ta swoboda kultu, gdyśmy zgoła nie mogli się
      jej spodziewać".

      Żadne z tych źródeł nie wspomina o zapalaniu chanukowych świateł. Pierwsza taka
      wzmianka pojawia się w barajcie: "Nakaz światła w Chanukę wymaga, by w każdym
      domu zapalono jedno światło; żarliwi nakazują jedno światło na każdą osobę;
      nadzwyczaj żarliwi dodają światło na każdą osobę każdej nocy. Według szkoły
      Szammaja: "Pierwszego dnia należy zapalić osiem świateł, później stopniowo
      mniej", podczas gdy szkoła Hillela utrzymywała, że: "Pierwszej nocy należy
      zapalić jedno światło, a później stopniowo więcej". Inna barajta stwierdza, że
      Hasmonejczycy nie mogąc używać w Świątyni zbezczeszczonego przez Greków
      świecznika, wzięli siedem żelaznych prętów, pokryli je cynkiem i użyli jako
      świecznika. Tradycja ta stanowi źródło opowieści, według której Hasmonejczycy
      znaleźli w Świątyni osiem żelaznych sztab, wznieśli je i zapalili na nich
      światła. Kolejna barajta czas trwania Chanuki przypisuje cudowi, jaki się
      wydarzył podczas wkroczenia Hasmonejczyków do Świątyni, kiedy to odkryli, że
      cała oliwa do oświetlania, oprócz jednego dzbanuszka, została sprofanowana.
      Dzbanuszek z pieczęcią arcykapłana zawierał ilość oliwy, wystarczającą na
      podtrzymanie świateł w świeczniku tylko przez jeden dzień, jednak cud sprawił,
      że oliwy wystarczyło na dni osiem. Należy zauważyć, że cała późniejsza
      literatura rabiniczna właśnie w tym cudzie upatruje główną przyczynę
      obchodzenia tego święta, a niemal wszystkie przepisy dotyczące Chanuki odnoszą
      się do zwyczaju zapalania świateł.

      W II Księdze Machabejskiej, w liście Judy Machabeusza do Żydów egipskich
      czytamy: "Mając obchodzić Oczyszczenie świątyni dwudziestego piątego kislew,
      uważaliśmy, że trzeba wam o tym donieść, abyście wy także obchodzili Święto
      Namiotów i ognia [na pamiątkę tego], jak Nehemiasz odbudował świątynię i
      ołtarz, a potem złożył ofiary". Inne fragmenty tego listu świadczą, że chodziło
      w nim głównie o przywrócenie uroczystości ku czci ognia. Zatem światła
      chanukowe byłyby reminiscencją ognia zapalanego wcześniej przez Izraelitów
      zimą. Święto Chanuki przypada w miesiącu kislew, kiedy to dni są krótkie, a
      noce długie, a jego ostatnie dni przypadają na zimowe przesilenie słoneczne.
      Jedna z legend talmudycznych opowiada, że gdy pierwszy człowiek spostrzegł, że
      dnie stają się coraz krótsze, zawołał: "Biada mi! Może za grzechy moje świat
      ciemnością się powlecze i wróci bezład". I powstał i pościł przez osiem dni, aż
      nastała "tkufa tewet" (hebr.: zimowe przesilenie słoneczne) i dnie stały się
      dłuższe, ozwał się: "To są tedy prawa świata" i ustanowił osiem dni świąt.
      Wprawdzie było to wyjaśnienie pochodzenia rzymskich kalend i saturnaliów, ale
      również Izraelici, jak świadczy opis w II Księdze Machabejskiej, obchodzili
      dzień zimowego przesilenia, zapalając ognie.

      Chanukowe światła powinny się palić co najmniej pół godziny, a jeżeli zgasną
      same wcześniej, należy zapalić je ponownie. Zabronione jest zapalanie jednego
      światła od drugiego. Kolejne światła zapala się od światła pomocniczego,
      zwanego szamesem (jid.: służący). Podczas gdy lampa chanukowa płonie, potrzebne
      jest jeszcze inne źródło oświetlenia, bowiem chanukowe światło jest święte i
      nie może służyć żadnym praktycznym celom. Na pół godziny przed zapaleniem
      świateł nie wolno nic jeść, a w czasie, gdy płoną, zaleca się bezczynność. W
      wieczory Chanuki nie studiuje się nawet Tory.

      II Księga Machabejska wspomina, że podczas uroczystości ponownego poświęcenia
      Świątyni ludzie mieli ze sobą wiązanki zielonych gałązek i liści palmowych,
      podobnie jak podczas Święta Namiotów. Wprawdzie może to dziwić, lecz zwyczaje
      związane ze świętami zimowego przesilenia słonecznego w całym świecie wskazują
      na ścisły związek między światłem a zielenią, będącą widomym znakiem
      życiodajnej mocy słońca, pobudzającej płody ziemi do życia i wzrostu. Zwyczaj
      przynoszenia zieleni do Świątyni podczas Chanuki został szybko zaniechany i
      zapomniany.

      W długie wieczory tego święta nawet pobożni Żydzi zabawiają się grą w karty
      (jid.: kwitłech). Są to dwie talie białych karteczek z wypisanymi cyframi od
      jednego do dwunastu. Zamiast cyfr arabskich mogą występować także litery
      hebrajskie. Tradycyjne kwitłech zanikają jednak, ustępując miejsca zwykłym
      kartom. Są one znane już od XV w., a z czasem tak się rozpowszechniły, że
      spowodowały ograniczenia ze strony rabinów, którzy uważali je za wytwór
      szatana, gdyż według zasad gematrii hebrajski termin karton (karta) ma taką
      samą wartość liczbową, co wyraz satan (szatan). Jednakże Chanuka stanowi jeden
      z nielicznych wyjątków, kiedy gra w karty jest dozwolona.

      Zwyczajem chanukowym jest także zadawanie zagadek. Zagadki znane są Żydom już
      od głębokiej starożytności. Zabawa ta była szeroko rozpowszechniona wśród ludów
      Bliskiego Wschodu, stanowiąc jedną z rozrywek podczas uczt i uroczystości. Za
      Biblią można przytoczyć przykłady Samsona oraz króla Salomona i królowej Saby.
      Chanukowe zagadki, zwane Chanuke-katowes, miały formę rozlicznych konceptów,
      żartów, igraszek etymologicznych i arytmetycznych figli. Wielkim upodobaniem
      cieszyły się zwłaszcza te utworzone na podstawie biblijnych wersetów lub
      kombinacji początkowych wyrazów biblijnych rozdziałów tak, by dawały liczbę 44,
      odpowiadającą ogólnej sumie chanukowych świateł.

      Szczególnym dla Chanuki zwyczajem jest zabawa sześciennym bączkiem (jid.:
      drejdł, drajderł, trendł, trenderł). Być może cztery ścianki bączka
      symbolizowały cztery strony świata, a wirowy ruch, odzwierciedlając obrót
      słońca, miał zjawisko to przyspieszyć i pomóc światłu przezwyciężyć ciemność.
      Jednakże z czasem zatracił on swe obrzędowe znaczenie i spadł do roli
      dziecięcej zabawki. Na bocznych ściankach bączka widnieją pierwsze litery
      wyrazów lub cały napis Nes gadol haja szam (hebr.: Wielki cud stał się tam).
      Zabawa bączkiem jest grą hazardową, a litery kolejno oznaczają: n - nic nie
      dajesz, nic nie bierzesz (jid.: ni
      • Gość: bolek [...] IP: *.kat.forthnet.gr 18.01.03, 01:01
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: zbik [...] IP: 168.143.113.* 18.01.03, 19:39
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • jewhaterexterminator Dzieje Żydów tykocińskich 18.01.03, 22:10
        Dzieje Żydów tykocińskich
        Władysława Zawistowska
        (Mogens Kjelgaard: Cień tamtych lat. Opowieść tykocińska.
        Wydawnictwo Norbertinum, Lublin 2001, str. 239.)


        W roku bieżącym ukazała się w wydawnictwie "Norbertinum" w Lublinie książka
        Mogensa Kjelgaarda pt. "Opowieść tykocińska", tłumaczona z języka szwedzkiego
        przez Bożenę Lipiec.

        Autor, dziennikarz i pisarz, urodził się w 1937 roku w Kopenhadze. W 1940 roku,
        po zajęciu Danii przez wojska niemieckie, wyemigrował wraz z rodziną do
        Szwecji. Jego żona, Helena Rogowicka, pochodzi z okolic Tykocina. Książka
        poświęcona jest dziejom społeczności żydowskiej Tykocina. Fabuła oparta jest na
        autentycznych wydarzeniach, na relacjach i wspomnieniach mieszkańców miasteczka
        i okolic. Pierwszych dziesięć rodzin żydowskich przybyło do Tykocina w roku
        1522. Z upływem lat było ich coraz więcej i wznieśli małą drewnianą synagogę. W
        połowie wieku XVII wybudowali nową o solidnych, kamiennych murach z łukowymi
        oknami. Tykocin stawał się ważnym ośrodkiem handlowym, do którego rozwoju w
        znacznej mierze przyczynili się Żydzi.

        Współżycie Polaków i Żydów w miasteczku w ciągu czterystu lat układało się na
        ogół harmonijnie. Autor tak pisze:

        "W Tykocinie zdarzały się przyja�nie Żydów z Polakami, było kilka udanych,
        mieszanych małżeństw, ale jest rzeczą wątpliwą, czy te dwie narodowości
        nauczyły się siebie lubić. Musiała jednak istnieć wzajemna tolerancja, ponieważ
        Polacy i Żydzi koegzystowali w Tykocinie od czternastu pokoleń".

        Kjelgaard charakteryzuje stosunki polsko-żydowskie w Tykocinie w okresie
        przedwojennym na przykładzie dwóch rodzin: Koncewiczów i Brenerów. Dzieliło ich
        pochodzenie, religia, tradycja i obyczaje, ale łączyła postawa wobec świata i
        ludzi, patriotyzm polski, a przede wszystkim wierna przyja�ń, która przetrwała
        najcięższą próbę. U schyłku lat trzydziestych antysemicka propaganda partii
        skrajnie prawicowej znalazła także posłuch u części młodych wichrzycieli, ale
        ich próby zakłócenia współżycia z Żydami nie odniosły zamierzonego skutku.
        Stosunki polsko-żydowskie uległy zmianie po wybuchu wojny i zajęciu Tykocina
        przez ZSRR w końcu września 1939 r.

        Z perspektywy Żydów władza radziecka była wybawicielką, gdyż chroniła ich przed
        Niemcami, natomiast dla Polaków władza ta była okupantem. Część żydowskiej
        ludności, zwłaszcza młodzież komunistyczna, popierała akty-wnie aparat władzy
        sowieckiej, pozostali traktowani byli przez Rosjan jako element niepewny i oni
        najczęściej byli ofiarami deportacji.

        Po napaści Niemców na ZSRR w 1941 r. Tykocin znalazł się pod okupacją
        niemiecką. Różnymi drogami dociera do Żydów wiadomość o planach zgładzenia
        ludności żydowskiej przez Niemców. Nikt nie mógł uwierzyć w to, że Niemcy
        zdolni są do zbrodni, jakiej nie było dotychczas w historii świata.

        Mosze przeczuwał grożące niebezpie-czeństwo, choć nie mógł przewidzieć, jakie
        rozmiary ono przybierze. Nie zawiódł się na wiernym przyjacielu, który ukrył
        jego córki w swoim domu mimo grożącej śmierci. Wstrząsający jest szczegółowy
        opis zagłady dwóch tysięcy stu tykocińskich Żydów, z której udało się uciec
        tylko kilkunastu zbiegom w czasie drogi na miejsce straceń.

        Odwaga i ofiarność Józefa Koncewicza nie uratowała córek jego żydowskiego
        przyjaciela Mosze. Los nie oszczędził także syna, który walczył z Niemcami w
        Armii Radzieckiej. Po powrocie do kraju zginął w 1946 roku. Pozostali przy
        życiu mieszkańcy miasteczka, świad-kowie Zagłady, z bólem przypominają te
        straszne czasy. Były nauczyciel szkoły tykocińskiej, Tadeusz Kowalski, świadek
        owych wydarzeń, podkreśla, że Polacy w Tykocinie nigdy nie zapomnieli swych
        zgładzonych sąsiadów i przyjaciół.

        W pięćdziesiątą rocznicę mordu Żydów z Tykocina i okolic mieszkańcy Tykocina
        postawili pomnik w miejscu egzekucji w lesie Łopuchowo. Na pomniku widnieje
        napis: "Tu spoczywają Żydzi z Tykocina i okolic zamordowani przez hitlerowców w
        sierpniu 1941 roku. W 50 rocznicę zbrodni mieszkańcy ziemi tykocińskiej".

        W roku 1992 obchodzono 350-lecie istnienia barokowej synagogi w Tykocinie.
        Uroczystość uświetnił swoją obecnością ówczesny prezydent Izraela Chaim Herzog.
        Synagoga tykocińska jest dziś nie tylko miejscem modłów i symbolem pamięci po
        żydowskich mieszkańcach tego miasta, ale również interesującym obiektem
        przyciągającym turystów z całego świata.



      • jewhaterexterminator Społeczność żydowska Sopotu 18.01.03, 22:10
        Społeczność żydowska Sopotu
        Tadeusz J. Żółciński
        (Hanna Domańska: Zapomniani byli w mieście. Dzieje Żydów sopockich w XIX i XX
        wieku.
        Agencja Wydawnicza Tu, Warszawa 2001, s. 164.)


        Hanna Domańska od lat zajmuje się dziejami społeczności żydowskiej znad Zatoki
        Gdańskiej do końca drugiej wojny światowej. W 1991 roku ukazała się jej
        książka "Kamienne drzewo płaczu" poświęcona dziejom gmin żydowskich ówczesnego
        województwa gdańskiego. W sześć lat później wydała studium "Żydzi znad
        Gdańskiej Zatoki", które doczekało się rozszerzonego wznowienia we współpracy z
        Leonem Lifschesem.

        Kontynuując badania nad historią Żydów w obrębie Gdańska i jego okolic, autorka
        zajęła się dziejami społeczności żydowskiej Sopotu. Podobnie jak w poprzednich
        książkach, jedynie we wstępie opisała historię osiedlania się Żydów w tym
        mieście-kurorcie, do którego zaczęli przybywać około 1860 roku. Jednakże
        dopiero na przełomie XIX i XX wieku zaczęli tworzyć zwartą grupę mieszkańców
        wyznania mojżeszowego. Podobnie jak w Gdańsku głównie zajmowali się kupiectwem,
        hotelarstwem oraz reprezentowali zawody wymagające wyższego wykształcenia, na
        przykład lekarskiego czy prawniczego.

        Na podstawie ksiąg metrykalnych, spisów członków gminy żydowskiej miasta,
        nielicznych zapisów kronikarskich i pamiętnikarskich, Domańska opracowała
        biogramy przedstawicieli wspomnianych tu zawodów. I tylko wystarczy przytoczyć
        tytuły niektórych, aby zorientować się, jakim tropem szły badania autorki:

        Berhold Julius - handlarz nierucho-mościami, Eisenstaedt Salomon - kupiec
        drzewny, Pauling Ludwik - ginekolog, Lovisohn Egon - elektrotechnik, Margolis
        Inko - buchalter, Żitnicki Lazar - żurnalista, Wolff Josef - właściciel Banku
        Zbożowego.

        Książkę zamyka rozdział opisujący zagładę Żydów sopockich w czasie II wojny
        światowej oraz próby powrotu w latach powojennych tych, którzy ocaleli. W
        mieście osiedlali się także Żydzi pochodzący z innych stron kraju. I tak w 1947
        roku mieszkało w Sopocie 454 Żydów. Ale już w połowie tego roku rozpoczął się
        pierwszy exodus Żydów, który trwał do 1950 r. Wyjechało wówczas bardzo wielu
        młodych ludzi. Kolejny exodus nastąpił po marcu 1968 roku.

        Podobno obecnie w Sopocie mieszka około 100 Żydów oraz osób pochodzenia
        żydowskiego. Większość z nich należy do odradzającej się gminy żydowskiej.



      • jewhaterexterminator Kronika nieistniejącego miasta 18.01.03, 22:11
        Kronika nieistniejącego miasta
        Tadeusz J. Żółciński
        (Barbara Engelking, Jacek Leociak: Getto warszawskie. Przewodnik po
        nieistniejącym mieście.
        Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa 2001, s. 825.)


        28 października 1939 r. hitlerowcy przeprowadzili w okupowanej Warszawie spis
        ludności, który miał wykazać ilu Żydów mieszka w tym mieście. Oczywiście dane
        liczbowe nie były dokładne, wystarczające jednak, aby już w listopadzie tegoż
        roku rozpocząć przesiedlenie ludności żydowskiej i w konsekwencji tworzenie
        zrębów przyszłego getta. Getta, które szybko miało się stać miastem w mieście.
        Jego blisko dwuipółletnie istnienie zakończone całkowitą likwidacją mieszkańców
        doczekało się licznych wspomnieniowych relacji i opracowań historyków. Jedną z
        ważniejszych książek była praca doktorska Ruty S akowskiej, której drugie
        wydanie poprawione i rozszerzone ukazało się w 1993 r.

        Przypominam tę książkę, ponieważ bez jej znajomości żaden późniejszy badacz
        historii getta warszawskiego nie mógł się obejść. Potwierdzenie tego znaleźć
        można w najnowszej książce dwóch młodych historyków - Barbary Engelking i Jacka
        Leociaka "Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście". Podkreślają
        to zresztą we wstępie do swojej książki.

        Ponad osiemset stron liczące studium dziejów warszawskiego getta jest jak
        dotychczas najpełniejszą i najobszerniejszą kroniką wydarzeń i codziennego
        życia mieszkańców zamkniętego i skazanego na zagładę miasta. Zagładę totalną
        obejmującą ludzi, ich mienie, ich miejsca zamieszkania. Przyznać trzeba, że
        dokonano tego perfekcyjnie. I jak we wstępie podkreślają autorzy, dziś "getta
        warszawskiego nie ma. Możemy wprawdzie dostrzec okruchy jego murów czy
        fragmenty bruku ulicznego, ale w swej istocie ta część miasta, warszawska
        dzielnica zamknięta, jest przed nami zakryta: ziemią, asfaltem, fundamentami
        nowych domów i niepamięcią".

        I jak nie bez gorzkiej refleksji zauważają: "Jeśli chcemy ujrzeć ten zaginiony
        świat, musimy wydobyć go spod zwałów zapomnienia, obojętności i niewiedzy.
        Jedynym obszarem, gdzie można jeszcze odnaleźć mieszkańców getta wraz z ich
        domami i ulicami, z ich życiem, cierpieniem i śmiercią, jest miejsce w naszej
        pamięci".

        Tyle że pamięć jest zawodna i na dobrą sprawę trwa tak długo, jak żyje
        pokolenie, które było uczestnikiem bądź świadkiem tych wydarzeń. Dla
        późniejszych pokoleń pamięć zastępują dzieła relacjonujące te wydarzenia.
        Jednakże w przypadku książki Engelking i Leociaka mamy do czynienia nie tyle z
        zastępowaniem pamięci, co z jej przypominaniem. Jakże bolesnym i dramatycznym w
        wymowie, mimo że jest to dzieło naukowe, a więc pozbawione subiektywnych emocji
        piszących.

        Dla nich bowiem liczą się tylko fakty i to udokumentowane. Ale to właśnie
        dokumenty składają się na dramaturgię wydarzeń, rekonstruują tragedie
        indywidualne i zbiorowe ludzi spod znaku nieistniejącego miasta. I historykom
        pozostaje jedynie uporządkowanie ciągu wydarzeń, nadanie im hierarchii
        ważności, odszukanie przyczyn, prześledzenie przebiegu i skutków, które określa
        się eufemistycznie "ostatecznym rozwiązaniem".

        Sygnalizują to nam już same tytuły poszczególnych rozdziałów. Lecz jeszcze
        bardziej z pozoru suchy kronikarski zapis w rodzaju: "Listopad 1941. Znów krążą
        po getcie pogłoski o wysiedlaniu Żydów z Warszawy. Przesiedlenia trwają.
        Kurczące się coraz bardziej getto musi po-mieścić ponad 400 tysięcy mieszkańców
        (we wrześniu 1941 r. wydano 404 300 kart żywnościowych). Jedną z bolesnych
        konsekwencji zmian granic jest odcięcie od getta żydowskiego cmentarza przy ul.
        Okopowej.

        Urząd komisarza Auerswalda wyznaczył Judenratowi terminy wybudowania murów lub
        parkanów z drutu kolczastego wzdłuż nowo wytyczonych granic getta. Roboty
        prowadzone na trzech odcinkach, miały zostać zakończone: na pierwszym - do 10
        listopada; na drugim -do 20 listopada; na trzecim - do 5 grudnia. Cegły na
        budowę muru pochodziły z domów zrujnowanych podczas wrześniowego oblężenia".

        Albo z marca 1942: "Auerswald żąda, by do 20 marca opuszczono Wielką Synagogę
        na Tłomackiem i gmach Głównej Biblioteki Judaistycznej, będącej siedzibą wielu
        organizacji społecznych w getcie. Ustalony też zostaje ostateczny termin
        wykonania murów na ul. Rymarskiej róg Leszna i na ul. Tłomackie do 15 marca".

        I z maja 1942: "Do l maja wyrzucono ok. 2,5 tyś. Żydów z domów między ul.
        Dziką, Szczęśliwą i Parysowską oraz postawiono mur na ul. Dzikiej i na ul.
        Stawki przez co oddzielono Umschlagplatz od reszty dzielnicy zamkniętej.
        Utrzymują się pogłoski o wysiedleniu z getta tzw. nieproduktywnych elementów".

        I wreszcie z sierpnia 1942: "Równolegle z akcją deportacyjną, gettem wstrząsają
        fale wielkich wewnętrznych przesiedleń, spowodowanych drastyczną redukcją
        obszaru dzielnicy zamkniętej. Między 9 a 16 sierpnia rozplakatowano na ulicach
        getta cztery następujące po sobie obwieszczenia o zmianach granic. Pierwsze
        obwieszczenie ukazało się 9 sierpnia i dotyczyło likwidacji małego getta, które
        miało być opróżnione do godziny 6 wieczorem dnia następnego".

        Kronikarski zapis jest suchy, a przecież kryje tysiące ludzkich dramatów,
        tysiące śmierci z pozoru anonimowych ludzi, po których - w formie jedynych w
        swoim rodzaju dokumentów - pozostały fotograficzne czarno-białe zdjęcia robione
        przez przypadkowych świadków zdarzeń.

        Kronikę zamyka data 8 maja 1943:

        "Wykryty zostaje bunkier dowództwa ŻOB na Miłej 18; Anielewicz wraz z
        kilkudziesięcioma bojowcami popełnia samobójstwo... 16 V - Niemcy wysadzają
        Wielką Synagogę na Tłomackiem na znak ostatecznego zdławienia powstania w
        getcie warszawskim".

        W kilka dni później getto przestaje całkowicie istnieć jako dzielnica
        zamieszkana przez ludzi.

        Ta kronika przewija się przez karty książki w różnych kontekstach, jak choćby w
        kontekście przebiegu i zmian granic getta warszawskiego, komunikacji w getcie,
        przebiegu wielkiej akcji wysiedleńczej dzień po dniu.

        Całość książki podzielona została na rozdziały mówiące o codziennym życiu
        mieszkańców getta. Do najważniejszych należą niewątpliwie: Instytucje i urzędy;

        Żydowska Służba Porządkowa; Służba Zdrowia; Opieka Społeczna; Szkolnictwo i
        nauka; Produkcja, wytwórczość, rynek pracy; Zaopatrzenie; Szmugiel; Handel i
        usługi; Kultura i rozrywka; Życie religijne; Konspiracja; Możliwości ratunku;

        Walka zbrojna; Powstanie.

        Każdy z rozdziałów zaopatrzony został w aneksy, które z buchalteryjną precyzją
        podaj ą różnego rodzaju dane statystyczne. Tabele cyfr ukazują ogrom ludzkiej
        tragedii, upodlenia, śmierci. One też najbardziej przekonywająco przemawiają do
        czytelniczej wyobraźni. Ostatni, zamykający książkę rozdział zatytułowany
        został "Epilog". W nim też autorzy trzymający się dotychczas w ryzach naukowego
        obiektywizmu pozwalają sobie na subiektywną, a przez to jakże sugestywną ocenę
        już nie samych wydarzeń, ale tego co dziś po tamtym czasie pozostało. I niech
        nas nie dziwi daleka od naukowości zamykająca całość refleksja:

        "Miejsce po getcie jest puste - chociaż zabudowane, jest ogołocone i martwe -
        chociaż wre tam życie. Miejsce ocalało, lecz zostało niejako wydrążone,
        pozbawione treści wnętrza. Getto, które tutaj było, uległo zagładzie, ale owo
        tutaj pozostało, zasłonięte jednak obecnością dzisiejszego Muranowa. Zostały
        ramy, które mieszczą w sobie już inną rzeczywistość, pozostał punkt
        topograficzny, kartograficzna abstrakcja. Obszar getta warszawskiego jest dziś
        niemal doszczętnie ogołocony z materialnych śladów, które mogłyby wspomóc naszą
        pamięć. Zgładzono ludzi, zagładzie też uległa przestrzeń, substancja materialna
        tego miejsca. Getto istnieje już tylko pod asfaltem ulic muranowskich, pod
        chodnikami, pod skwerami podwórek, szkolnymi boiskami, dziedzińcami
        przedszkoli, pod obrośniętymi trawą skarpami usypanymi z gruzów, pod wyjątkowo
        w tej dzielnicy wybujałymi topolami, lipami, klonami. Tam
        • zupagrzybowa [...] 21.01.03, 00:56

          m.galaxy.com/b/q?k=nazi&x=19&y=7
          www.americannaziparty.com/
          weekly.ahram.org.eg/Mail.asp?CurTitle=Re:+Egypt+|+Impeding+disaster+(621)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka