Dodaj do ulubionych

IQ i bogactwo narodów?

14.01.03, 13:10
A mury runęły
Janusz Korwin-Mikke

Pamiętam lata 70., gdy dwaj polscy profesorowie zapewniali na
łamach "POLITYKI", że wredna socjo-biologia nigdy nie zostanie dopuszczona do
Polski - a prezes Fundacji Forda (Henryk Ford w grobie się przewracał!)
publicznie i bez wstydu zapewniał, że nie da ani grosza na badania, z których
mogłoby wyniknąć, że między rasami istnieją różnice inteligencji. Właśnie
budowano wtedy szczelny mur poprawnościpolitycznej - mur, przez który nie
mogła przebić się prawda.
Uczeni starający się ją badać zachowywali się jak w Związku Sowieckim lub
Niemczech za Hitlera - ukrywali swoje badania w masie innych, nadając
im "politycznie poprawne" tytuły. Żyli, krótko pisząc, w drugim obiegu...
Czasem jakaś praca na ten temat się ukazywała - ale była zbywana
jako "niepoważna". A w ogóle nie wypadało o tym wspominać - tym bardziej że
na amerykańskich uniwersytetach najpierw postępowi studenci rzucali
pomidorami, a potem rady wydziałów wyrzucały z uczelni.

Jednak oliwa sprawiedliwa zawsze w końcu na wierzch wypływa...

Swoją drogą, 120 lat temu, gdy w Paryżu ukazywała się ciekawa książka, po
sześciu miesiącach była już wydrukowana w Petersburgu (mimo braku faksów,
modemów, komputerów, internetu, automatycznych tłumaczy i korektorów,
fotoskładu - i mimo carskiej cenzury). W Warszawie - po siedmiu (surowsza
cenzura). Tymczasem recenzja z książki dwóch emerytowanych profesorów pp.
Ryszarda Lynna (Uniwersytet Ulsteru) i Tatu Vanhanena (Helsiński
Uniwersytet) "IQ i bogactwo narodów" (cena 260 złotych) ukazała się w
październiku 2001 r., a konferencja prasowa odbyła się w Waszyngtonie 22
lutego 2002 r. Jak donosi p. Piotr Brimelow z "Forbes Magazine", została
przez dziennikarzy całkowicie zbojkotowana. Mimo to książka - ukazała się na
półkach 28 lutego - po raz pierwszy przebiła się i stała się tematem, o
którym się mówi. Otwarcie i bez obawy. Bo w USA (odmiennie niż w Unii
Europejskiej) można jednak reklamować książki, które nie podobają się władzy.

W Polsce nie bardzo. Nadróbmy więc tę lukę.

Panowie Lynn i Vanhanen nie tylko podali (ukrywane do tej pory) średnie
ilorazy inteligencji dla poszczególnych państw (państw - jeśli w państwie
żyją różne narody, brali średnią ważoną dla tych narodów), ale udowodnili
naukowo, że istnieje silny związek między tą inteligencją a zamożnością
państwa. Bardzo silny związek (dla fachowców: korelacja wynosi 0,76; dla
porównania: w krajach anglosaskich korelacja między indywidualną inteligencją
a zamożnością wynosi 0,35 - sporo, ale dwa razy mniej).

Wyniki tych badań potwierdziły coś, co w gruncie rzeczy wie każde dziecko
(pod warunkiem, że mu nie przemacerują umysłu w państwowej szkole - lub nie
zaprowadzą na dotowany przez państwo film "W pustyni i w puszczy" - całkiem
przeciwny niż książka Henryka Sienkiewicza). Najstarsza rasa (żółta) jest
najinteligentniejsza, po piętach depcze jej biała - a czarni to, na razie
przynajmniej, duże głupie dzieci.

Otóż jeśli średnią inteligencji (IQ) Anglika przyjąć za 100, to inteligencja
Japończyków i Chińczyków przekracza 100, natomiast Murzynów w Afryce - 70.
Murzyni są średnio po prostu debilami. Co, oczywiście, nie oznacza, że nie
istnieją Murzyni bardzo inteligentni - ale są to wyjątki.

Co interesujące (i potwierdzające tezy głoszone uparcie przez np. p. Janusza
Korwin-Mikkego), inteligencja Murzynów w USA wynosi 85 (p. prof. Lynn
twierdzi, że to po części dlatego, że dawniej Biali często robili dzieci
Murzynkom!). To samo zjawisko dotyczy Żydów: w Izraelu mają 94, w USA powyżej
100. Korwin-Mikke twierdził, że Polacy (IQ 92-106)* na emigracji przebijają
średnią brytyjską właśnie dlatego - po prostu skoro wyjeżdżają
inteligentniejsi, to pozostają głupsi. Ponadto w trudnych warunkach emigracji
występuje większa selekcja naturalna - głupsi się nie rozmnażają.

Jako uczony, chcę tu obiektywnie wyjaśnić, że wyniki badań pp. Lynna i
Vanhanena są zapewne nieco przesadzone - wynikają stąd, że dziecko Anglika
(lub Murzyna z USA) lepiej rozwiąże test ułożony przez Anglika niż Pigmej z
buszu. Dzieci te zapewne spotykały się wcześniej z testami - tak jak istnieją
specjaliści od boksu nie potrafiący poradzić sobie w życiu z przeciwnikiem,
który zamiast stanąć w prawidłowej postawie, kopie i wali "nieczysto", tak
istnieją "spece od rozwiązywania testów", w życiu okazujący inteligencję
niewiele większą niż średnia. Jednak różnice mimo to są wyraźne i
niezaprzeczalne - a z punktu widzenia statystyka, im są mniejsze, tym związek
między nimi a bogactwem państw jest wyraźniejszy (bo jeśli nawet mała różnica
w inteligencji powoduje takie zmiany, to duża spowodowałaby jeszcze
większe!).

Tyczy to zarówno produktu narodowego brutto A.D. 1998, jak i średniego tempa
wzrostu. Przy tym niska inteligencja skorelowana jest silnie jeszcze z:
bezrobociem, liczbą samotnych matek, przestępczością i liczbą ludzi zależnych
od opieki społecznej. Wymaga to dokładnej analizy - np. samotne matki to
prosty efekt głupoty (kobieta nie umie rozpoznać, czy mężczyzna zajmie się
nią, czy ją porzuci; lub: z głupoty zamiast trzymać się męża, lekkomyślnie go
porzuca); większa przestępczość może być wynikiem braku wyobraźni - ale i
efektem większej biedy; bezrobotny Kowalski nie musi być głupi - to nie on, a
większość wybrała głupi system (socjalny, a nie wolnorynkowy).

Średnia światowa inteligencji to 90 - Polacy są więc (dzięki Murzynom)
powyżej średniej. Agregując: najlepszy wynik ma "żółta" Azja (104), biała
Europa, Ameryka i Australia - 98. Azja "smagła" i wyspy Pacyfiku - 87,
Ameryka Łacińska 85 (ciekawe, że Argentyna 96 - i nie uchroniło jej to przed
kryzysem - podczas gdy np. Jamajka 72). Autorzy pokazują, że do grona
najbogatszych i najlepiej rozwijających się wcisnęły się: Katar i Barbados -
jednak w emiracie wszystko zależy od wydobycia ropy naftowej (eksploatowanej
całkowicie przez kampanie naftowe będące w rękach Białych!), a na Barbados -
od turystyki i wolnorynkowych usług finansowych (też w 100% w rękach
Białych). Swaziland i Lesotho są (mimo wspaniałego klimatu i wielkich zasobów
naturalnych) niemal skazane na biedę, bo inteligencja tamtejszych narodów
jest najniższa - a inteligencja mieszkańców Hongkongu i Singapuru bardzo
wysoka.

Powtórzmy: walor książki obydwu profesorów leży w wykazaniu korelacji między
średnią inteligencją - i średnim rozwojem gospodarczym. Oczywiście o
bogactwie państwa decyduje system gospodarczy, jednak państwa obsadzone przez
mądrzejsze narody częściej wybierają ustrój wolnorynkowy - a państwa
zamieszkałe przez głupoli wybierają opiekuńczość państwową. Jeśli jednak
policzyć czynniki "na surowo", bez wdawania się w rozważania o zależnościach
między nimi, to najważniejszym czynnikiem skorelowanym z zamożnością i
wzrostem jest inteligencja obywateli, na drugim miejscu dopiero ustrój, a na
trzecim bogactwa naturalne (mimo przykładów krajów arabskich!!!).

Prof. J. Filip Rushton z Uniwersytetu Zach. Ontario twierdzi, że Autorzy
odnaleźli "brakujące ogniwo". Ja ująłbym to inaczej: tak jak astronomowie
przed Kopernikiem nie potrafili wyjaśnić ruchów planet, bo zakładali, że
Ziemia się nie rusza, tak ekonomiści nie mogli wykryć przyczyn bogactwa
narodów, bo zakładali, że średnia inteligencja jest we wszystkich krajach
taka sama. Autorzy obalili ten mit.

Ciekawe są wnioski pp. profesorów. Twierdzą oni, że największe szanse na
szybki rozwój gospodarczy mają kraje o względnie wysokiej inteligencji, jak
np. Polska (wymieniona tam explicite wraz z Rosją, Bułgarią, Rumunią, ChRL i
Wietnamem), które odrzucą ustrój socjalistyczny (czy "państwa opiekuńczego")
i przejdą na system całkowicie wolnorynkowy.

Warto przy tym dodać, że inteligencja nie ma nic wspólnego z wykształceniem
(złudzenie bierze się stąd, że prawie wszyscy ludzie inteligentni idą na
wy
Obserwuj wątek
    • nczas.com IQ i bogactwo narodów? cd. 14.01.03, 13:12
      Warto przy tym dodać, że inteligencja nie ma nic wspólnego z wykształceniem
      (złudzenie bierze się stąd, że prawie wszyscy ludzie inteligentni idą na wyższe
      studia!). Na rozwój inteligencji nie mogą wpłynąć żadne "edukacyjne programy
      rządowe", będące odpowiednikiem łysenkizmu (teorii o "możliwości dziedziczenia
      cech nabytych" z czasów Stalina). Inteligencja narodu może wzrosnąć tylko
      wskutek doboru naturalnego i selekcji: mądrzy powinni mieć wiele dzieci, głupi
      jak najmniej. "Programy socjalne" dają efekt dokładnie odwrotny.

      Inteligencja nie ma też wiele wspólnego z mądrością ani nawet z wynalazczością.
      Można podejrzewać, że wysokie wyniki Japończyków biorą się w dużej mierze z ich
      ogromnej pracowitości (w tym: pracowitym studiowaniu metod odpowiadania na
      testy). Natomiast wynalazczość i inteligencja Białych niekoniecznie jest
      skorelowana z mądrością w korzystaniu z nich.

      P. prof. Lynn opublikował już wiele prac, w których dowodził np., że
      inteligencja kobiet jest (o 4) niższa od średniej dla mężczyzn, wskazywał też
      na różnice między rasami. Wszystko to odbijało się od muru niechęci i
      obojętności.

      Sądzić należy, że książka ta przebiła się, bo powstało na nią zapotrzebowanie
      społeczne. Kraje zamożniejsze chcą odseparować się od napływu narodów z innych
      państw; nie mogąc zaś oficjalnie użyć jako kryterium koloru skóry, chcą użyć
      kryterium "wielkości ilorazu inteligencji". Już widać wypowiedzi (np. p. dra
      Wima Rietdijka (z Holandii): "ta książka powinna być główną busolą polityki
      imigracyjnej".

      Myślę, że podchwycą ją Amerykanie: "Broń masowego rażenia powinna być tylko w
      rękach ludzi o inteligencji 100 - a nie 87". I cała ludzkość zmuszona (wbrew
      oczywistości) do mamrotania na egzaminach, że "między rasami, płciami itd. nie
      ma żadnych istotnych różnic", wreszcie odetchnie. Wreszcie będzie wolno mówić
      prawdę.

      A to już jest coś. Jak powiedział Jezus do żydów: "Poznajcie Prawdę - a Prawda
      was wyswobodzi" (Jan, 8-32). Przynajmniej od tryumfującej od 100 lat na naszych
      (naszych?) "uczelniach"- głupoty.

      Richard Lynn & Tatu Vanhanen "IQ and the Wealth of Nations". wyd. Praeger,
      Westport, Connecticut, 2002

      * W rzeczywistości w książce Lynna&Vanhanena przyjęto dla Polaków IQ=99, co
      jest średnią z dwóch badań, z których jedno dało IQ=92, a drugie IQ=106.
      Dyskusje tego przypadku (oraz Żydów z Izraela) odkładamy na później, gdyż jest
      to może istotne dla Polaków i Żydów, ale nieistotne dla zagadnienia. Mamy
      nadzieję, że dyskusja nad tą pionierską książką rozwinie się. Nasze łamy są
      otwarte.

      www.nczas.com/?a=show_article&id=908

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka