macek76
22.01.03, 16:34
Na wstępie mojego króciutkiego postu zaznaczę, że jestem Polakiem i nie ma
we mnie nawet kropli żydowskiej krwi. I bardzo kocham swój kraj.
Te bzurne oświadczenie napisałem po to abym już na wstępie nie został
ochrzczony mianem jakiegoś prowokatora, zdrajcy, komunisty czy nie daj boże
masona, który nie myśli o niczym innym niż tylko o tym by opluwać Polskę.
Temat ten poruszyłem gdyż przeraża mnie wszechobecny bród zalegający
dosłownie wszędzie gdzie nie spojżeć. Szczególnie jaskrawo problem ten
widoczny jest choćby w lasach, po których z racji mojego hobby dość często
łażę. Skala dewastacji i zaśmiecenia jest po prostu przerażająca, a dotyczy
nawet miejsc objętych ochroną (np. rezerwaty, parki krajobrazowe).
Mycie samochodów w rzekach, spuszczanie olejów gdzie popadnie, wyrzucanie
śmieci z jadącego samochodu- wszystko to są zjawiska często u nas spotykane.
Inna kwestia to np. wszechobecne psie odchody, wdepnąć w gówno można nawet
na chodniku w centrum dużego miasta. To zupełna codzienność. To co ukazuje
się z chwilą stopienia śniegu woła o pomstę do nieba. Jedno wielkie
wysypicho.
Pytanie moje brzmi, czy to zjawisko jest ceną jaką musimy płacić za
postępujący rozwój cywilizacyjny, czy jest przejściowe. Czy gdzie indziej
jest podobnie (to znaczy np. na zachodzie Europy), bo w Szwecji np. z całą
pewnością nie-wiem z autopsji. Czy może brudzenie jest po prostu naszą cechą
narodową (nie wszystkich ludzi oczywiście)?
Ciekaw jestem opinii innych forumowiczów.
pozdr