Dodaj do ulubionych

AndrzejuG a kto wpadł na ten genialny pomysł?

25.01.03, 18:15
Rozdział XXVI

Kto wpadł na ten genialny pomysł?
- Hura! Hura! - zawołał, ile sił w płucach, jakiś człowiek. Wystraszeni
emeryci ze zdumieniem spojrzeli na nieoczekiwanego gościa. Intruz był bardzo
wytwornie ubrany i, jak na dżentelmena przystało, nosił starannie
przystrzyżone wąsiki. Towarzyszyło mu kilku mężczyzn w ciemnych garniturach,
którzy płaszczyli się przed nim, jakby był panem ich życia i śmierci.
Wyelegantowany dżentelmen podszedł do stołu, by wziąć filiżankę kawy, ruchem
ręki opędzając się od reszty, niczym od natrętnych much. Mężczyźni w
garniturach, potulni jak owieczki, ustawili się w kącie i zamarli w
cierpliwym wyczekiwaniu.

- Gratulacje - odezwał się Jonatan - gratuluję, chociaż nie wiem jeszcze
czego.

Czuł się w obowiązku nalać temu elegantowi kawy, przyglądając się
jednocześnie wzorowo wyprasowanym kantom spodni mężczyzny.

- Zechciałby pan powiadomić mnie, co stało się przyczyną takiej radości?

- Mogę to uczynić - odparł z dumą tamten. - Dziękuję za kawę. Oj, ależ tu
upał - dżentelmen odstawił filiżankę i wyciągnął dłoń do Jonatana. - Nazywam
się AndrzejG. A ty?

- Jonatan. Jonatan Poczciwy. Bardzo mi miło.

- Jonatanie, od dziś mam pewność, że będę opływał w dostatek - mężczyzna
uścisnął mocno dłoń młodzieńca. - Wygrałem głosowanie w sprawie swojego
wynalazku, w sprawie ostrometalokija.

- Jakie głosowanie?

- Otóż sąd minimalną większością głosów przyznał mi list patentowy.

- a co to jest list patentowy? - zapytał Jonatan.

- To najbardziej wartościowa kartka papieru na tej wyspie - napuszył się
AndrzejG. - To list od Rady Lordów, przyznający mi wyłączność na
wykorzystywanie rewolucyjnej metody ścinania drzewa. Nikomu nie wolno używać
ostrometalokija bez mojego pozwolenia. Będę nieprzyzwoicie bogaty!

- Kiedy pan go wynalazł? - Jonatan przypomniał sobie nagle kobietę, którą
spotkał tuż po przybyciu na Korrumpo.

- Ach, pomysł nie jest mój. Wpadł nań ten biedny dureń Charlie, po czym
złożył potrzebne dokumenty w Biurze Nadzoru Idei. Zapłaciłem mu symboliczną
sumę za prawa do jego pomysłu i sadzę, że inwestycja wkrótce zwróci się z
nawiązką! Charliego nigdy w życiu nie byłoby stać na wynajęcie takiej zgrai
prawników - AndrzejG skinął głową w kierunku swoich towarzyszy.

- a kto przegrał w tym sporze?

- No faktycznie, spór był nielichy. Setki innych gości utrzymywało, że wpadli
na ten sam pomysł jeszcze przede mną... to jest przed Charliem. Niektórzy
twierdzili, że jest to po prostu kolejny, logiczny krok po wynalezieniu
kamieniokija. Ba, nawet babka Charliego zgłosiła swoje pretensje,
argumentując, iż to dzięki niej wnuczek stał się tym, kim jest dzisiaj. Do
żłobu chciał się jeszcze dopchać jakiś pisarz, twierdząc, że Charlie ukradł
mu pomysł.

Tu AndrzejG pociągnął łyk kawy i mówił dalej:

- Ale ostatnie głosowanie szło najciężej. Powódka powiedziała, że ona już
dawno nałożyła kawałek metalu na kawałek drewna. Nawet nie pamiętam, jak się
nazywała. Zresztą nieważne. Powołała ponad czterdziestu świadków. Mówiła, że
kierowała nią ciekawość, że chciała sobie ulżyć w pracy. Usiłowała wywołać
litość u sędziów twierdząc, iż jest zwykłą drwalką, która nigdy w życiu nie
mogłaby sobie pozwolić na opłaty patentowe. Życie jest ciężkie.

- Ciężkie? - powtórzył Jonatan.

- Sądzę, że chciała przejść do historii, a teraz przepadnie w otchłani
zapomnienia.

AndrzejG wsparł się o ścianę i zaczął przyglądać się swoim wypielęgnowanym
paznokciom prawej dłoni, najwyraźniej smakując niedawne chwile tryumfu.

- Każda ze spraw miała w sobie coś szczególnego - podjął. - Niektórzy z moich
rywali twierdzili, że nie sposób zawładnąć myślą. Lecz sąd rozstrzygnął, że
to ja nią zawładnąłem! Na całe siedemnaście lat. Uczciwie na to zapracowałem.

- Na siedemnaście lat? Czemu akurat siedemnaście?

- Skąd ja mam wiedzieć? - zachichotał. - Może to jakaś magiczna liczba.

- Ale skoro jest pan właścicielem pomysłu, to dlaczego tylko na siedemnaście
lat? Czy po tym okresie traci pan też prawo do reszty swojej własności?

- Hmm - AndrzejG zamilkł, wziął filiżankę i zaczął nerwowo mieszać kawę. - No
to zabiłeś mi ćwieka. Z reguły prawa własności nie są ograniczone czasowo,
chyba że Rada odbiera komuś majątek z uwagi na wyższe względy społeczne.
Chwileczkę! - uniósł rękę i z miejsca podbiegł do niego jeden ze stojących w
rogu ludzi, który biegał wokół AndrzejGa jak merdający ogonem piesek.

- Czym mogę służyć?

- Paul, wytłumacz proszę temu młodemu człowiekowi, czemu nie mogę być
posiadaczem listu patentowego dłużej niż siedemnaście lat.

- Tak jest proszę pana. A więc w dawnych czasach listem patentowym król
dzielił się swoimi regaliami z przyjaciółmi i zausznikami. Z kolei dziś celem
takich listów - ciągnął Paul monotonnym głosem rasowego prawnika - jest
zachęcenie wynalazców do nie ustawania w wysiłkach. W minionym wieku pewien
przesądny wynalazca zdołał przekonać Radę Lordów, że w ciągu siedemnastu lat
można się wystarczająco wzbogacić.

- Proszę mnie poprawić, jeżeli coś pokręciłem - powiedział Jonatan, ze
wszystkich sił starając się pojąć istotę problemu. - Czy to znaczy, że
wynalazcom tak zależy na listach patentowych, bo chcą się dorobić, nie
dopuszczając innych do wykorzystywania swoich pomysłów?

- a mogą być jakieś inne powody? - Paul i AndrzejG spojrzeli na siebie
osłupiałym ze zdziwienia wzrokiem.

- Czyli każdy producent ostrometalokijów musi wam zapłacić? - Jonatana
przygnębiał brak wyobraźni tych ludzi.

- Hmm - chrząknął Paul, zerkając z ukosa na AndrzejG - to zależy od pana G.
Może będzie chciał wyrabiać je sam... jak nakazuje ostrożność. Z kolei jest
również możliwe, że drwale przedstawią mu tak lukratywną propozycję, iż przez
te siedemnaście lat powstrzyma się od produkcji narzędzi. - Paul spojrzał
AndrzejowiG prosto w oczy i dodał:

- Nasi ludzie już się nad tym głowią, proszę pana. Jak pan pamięta, najpierw
musimy coś zrobić z tą uciążliwą Kartą Drwala. Na dzień dzisiejszy mamy w
planach kolejne spotkanie z panią de Flanelle. Ona jest w stanie załatwić nam
jakieś ulgi i zwolnienia.

Zwrócił się ponownie do młodzieńca:

- Drwale hołdują dziwnemu, ale prastaremu przekonaniu, iż ich metoda ścinania
drzew zwykłymi kijami winna być chroniona przed napływem nowych pomysłów.

- Ta Karta Drwala hamuje postęp - odezwał się AndrzejG z zadumą. - Mam
nadzieję, Paul, że mogę na ciebie liczyć. Ty zawsze potrafisz coś
wykombinować.

- a co by pan zrobił - zapytał Jonatan - gdyby przegrał pan sprawę w sądzie?

AndrzejG oparł ręce na ramionach Jonatana i Paula, obracając ich w stronę
drzwi i zaczął prowadzić ku wyjściu, jakby na znak, że rozmowa dobiegła
końca.

- Możesz być pewien, młody człowieku, że gdyby głosowanie nie było dla mnie
pomyślne, nie traciłbym teraz czasu na pogawędki z tobą. Najpierw musiałbym
nakłonić panią de Flanelle do zniesienia Karty Drwala, a zaraz potem
wróciłbym do fabryki i zaczął wyrabiać ostrometalokije, żeby nie dać się
dogonić konkurencji. A mój przyjaciel Paul musiałby znaleźć sobie inne
zajęcie. Dobrze mówię, Paul? Może zająłbyś się produkcją, marketingiem, a
może badaniami naukowymi? Każdy nowy ostrometalokij musiałby być ulepszoną
wersją poprzedniego, żeby zdążyć przed rywalami depczącymi nam po piętach.

- Przerażająca wizja! - zaśmiał się drwiąco Paul.

Na widok zmierzającego ku drzwiom AndrzejaG reszta mężczyzn w kącie wzięła
dyplomatki, zabierając się do wyjścia.

- Słuchaj, Paul - kontynuował AndrzejG - wytłumacz mi proszę raz jeszcze tę
kwestię odpowiedzialności.

Szli korytarzem, przy czym AndrzejG cały czas trzymał ręce na ramionach Paula
i Jonatana.

- Bo widzi pan - zaczął Paul - kawałek metalu może się oderwać od kija i
uderzyć jakiegoś niewinnego gapia. Dlatego trzeba chronić pana i pozostałych
inwestorów.

- Chronić mnie na wy
Obserwuj wątek
    • wild kto wpadł na ten genialny pomysł.................? 25.01.03, 18:16
      - Bo widzi pan - zaczął Paul - kawałek metalu może się oderwać od kija i
      uderzyć jakiegoś niewinnego gapia. Dlatego trzeba chronić pana i pozostałych
      inwestorów.

      - Chronić mnie na wypadek, gdyby kawałek metalu uderzył kogoś innego? Jak to? -
      dopytywał się AndrzejG, uprzedzając ciekawość Jonatana.

      - Osoba, która odniosłaby obrażenia, mogłaby pozwać pana do sądu i zmusić do
      zapłacenia odszkodowania - za koszty leczenia, stracone dochody, przeżyty
      wstrząs i koszta procesowe.

      Mężczyźni z dyplomatkami przyśpieszyli kroku, żeby nadążyć za AndrzejemG.

      - Taki proces mógłby mnie zrujnować! - zawołał z udanym przestrachem AndrzejG,
      kątem oka obserwując reakcję Jonatana. Paul mówił dalej, nieświadom intencji
      AndrzejaG:

      - Dlatego też Rada Lordów wymyśliła genialny sposób uwolnienia pana od
      odpowiedzialności za szkody poniesione przez osoby trzecie.

      - Kolejny pomysł? - zapytał naiwnie Jonatan. - a kto jest właścicielem listu
      patentowego w tym wypadku? - Paul zbył wątpliwości młodzieńca milczeniem.

      - Składamy te druki, a obok nazwy firmy stawiamy litery "z o.o.o." - Paul
      starał się otworzyć teczkę i wyciągnąć z niej plik papierów, nie zwalniając
      przy tym kroku. - Proszę podpisać tutaj na dole, na wykropkowanej linii, panie
      Hatch.

      - Co to jest "z o.o.o."? - spytał zafascynowany prawniczym żargonem Jonatan, z
      trudem dotrzymując kroku tamtym.

      - "Z o.o.o." oznacza "z ograniczoną odpowiedzialnością osobistą". Jeżeli pan
      Hatch zarejestruje teraz swoją firmę, może utracić co najwyżej nakłady, które w
      nią zainwestował; reszta jego majątku pozostaje nietknięta. To swego rodzaju
      ubezpieczenie, jakie Rada oferuje w zamian za dodatkowy podatek. Ponieważ Rada
      ogranicza potencjalną możliwość strat finansowych, większa liczba ludzi
      zainwestuje w firmę, a przecież mało będą ich obchodziły nasze poczynania.

      - w najgorszym wypadku - dorzucił AndrzejG - możemy zlikwidować firmę i odejść
      w siną dal, by założyć inną pod nową nazwą. Sprytnie wykombinowane, prawda?

      W tej chwili AndrzejG dostrzegł młodą, niezwykle atrakcyjną kobietę, która szła
      korytarzem. Obrócił wzrok w jej stronę i nie zauważył małej wyrwy w podłodze.
      Potknął się i poleciał na łeb na szyję, wbijając wypielęgnowane paznokcie w
      ścianę.

      - Cholera! - krzyknął z bólu i rozłożył się jak długi na parkiecie. Próbował
      sam się podnieść, narzekając na ból w ręce i krzyżu. W mgnieniu oka dokoła
      zebrał się tłum prawników, z ożywieniem komentując upadek swego mocodawcy.
      Kilku pozbierało rzeczy, które wypadły AndrzejowiG z kieszeni, inni
      skrupulatnie notowali przebieg wydarzenia i rysowali jego wykresy. Kilku
      zatrzymało kobietę, by spisać jej nazwisko i adres.

      - Pozwę do sądu - wołał AndrzejG, owijając skaleczone palce chusteczką - tego
      partacza, który odpowiada tu za stan podłogi! a z panią też się porachuję za
      to, że odwróciła pani moją uwagę!

      - Ze mną? Nigdy w życiu... czy wie pan, kto ja jestem? - młodą damę zdumiała ta
      pogróżka.

      - Nieważne! - ryknął AndrzejG. - Im większa szycha, tym lepiej! Pozwę panią do
      sądu! - Kobieta zadygotała, widać było, że zbiera jej się na płacz.

      - Nie wolno panu! Mój narzeczony, Carlo, mówi, że z mojej urody wszyscy wynoszą
      coś cennego dla siebie - że jestem dobrem publicznym. Tak powiedział... wczoraj
      w nocy! - Odruchowo wyjęła z torebki lusterko i przejrzała się. Makijaż wokół
      oczu zaczynał się wyraźnie rozmazywać.

      - i co pan zrobił z dobrem publicznym? Pożałuje pan! Carlo mówi, że za dobra
      publiczne powinni płacić wszyscy. Zawsze wciąga moje kosmetyki w koszty firmy.
      Jeszcze będzie pan płakać, jak obłożą pana większymi podatkami.

      Włożyła lusterko z powrotem do torebki i oddaliła się, szukając toalety.

      - Naprawdę ma pan zamiar pozwać ją do sądu? Czy ona jest czemukolwiek winna? -
      spytał Jonatan, który zaczął współczuć kobiecie.

      AndrzejG, nie zwracając na nic uwagi, czołgał się po podłodze i szukał
      przyczyny całego zamieszania. W końcu nienaruszone palce odnalazły szczerbę w
      kamiennej posadzce.

      - Oto powód wszystkiego! Paul, masz mi znaleźć winnego! Zwolnię go z pracy i
      zabiorę cały majątek! a jak nazywa się ta kobieta?

      - Spokojnie, panie Hatch - uspokoił go Paul. - To dziewczyna Ponziego. Jak chce
      pan znieść Kartę Drwala, to proszę nawet nie myśleć o tym procesie. Ponadto ten
      budynek to teren rządowy i musielibyśmy prosić o pozwolenie na wytoczenie
      sprawy.

      - w takim razie przedstawimy wszystko de Flanellowej! - zawołał AndrzejG w
      błysku geniuszu. - Lordom będzie wszystko jedno, bo i tak nie wysupłają ani
      grosza ze swoich kieszeni. Zresztą im też powinno coś skapnąć z tej kombinacji -
      tutaj pan Hatch umilkł i zamyślił się nad wysokością datków na kampanię, jakie
      wycygani od niego pani de Flanelle. Grymas bólu wykrzywił mu twarz:

      - Dorwałem się do największego koryta, ale jeszcze muszę się trochę od niego
      odsunąć, żeby dopuścić Flanellówę. Ta baba macza palce we wszystkich sprawkach
      na tej wyspie.

      - Poprosi pan panią de Flanelle o odszkodowanie za pańskie obrażenia? - zapytał
      Jonatan.

      - Nie, kretynie - oparł AndrzejG. - Ona pomoże nam dobrać się do kieszeni
      podatników. Mam nadzieję, że już rozliczyłeś się z poborcami, mój mały. Szykuje
      się wielka uczta!

      www.zb.eco.pl/inne/jonatan/26.htm
      • Gość: AndrzejG wildziu , czy ty jesteś zwolennikiem komuny IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.01.03, 19:13
        gdzie to teoretycznie kazdmu równo...
        Sam widziałes ,że to utopia.
        A własność ziemi uznajesz?

        Andrzej
        • wild biznesmen AndrzejuG ma prawo do uczciwego zysk? 25.01.03, 19:19
          www.ilk.lublin.pl/frazesy/fraz00.htm
          ,,Biznes ma prawo do uczciwego zysku."
          Powyższe twierdzenie to właściwie frazes socjalizmu, choć rzadko się je
          krytykuje, bo też nieczęsto podejrzewa się powtarzających je liderów biznesu o
          propagowanie idei o socjalistycznym zabarwieniu.

          Sama myśl, że biznes ma prawo do uczciwego zysku, nie wnosi nic ponad to, że
          pracownicy mają prawo do uczciwej płacy, kapitaliści do uczciwego zysku,
          akcjonariusze do uczciwej dywidendy, właściciele ziemi do uczciwej renty a
          rolnicy do uczciwej ceny za swoje produkty. Zysk (czy strata), niezależnie od
          swej wielkości, nie może być w istocie opisany w kategoriach uczciwości czy
          nieuczciwości.

          By udowodnić dlaczego słowo ,,uczciwy" nie powinno być stosowane do określania
          terminu ,,zysk"
          • Gość: AndrzejG Nie.Biznesmen AndrzejG szarpie ile się da IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.01.03, 19:25
            Skąd u Ciebie takie komunalne ciągoty?
            Możesz pisać coś od siebie , a nie cytować swoich ulubieńców?
            Przynajmniej dodaj swój komentarz do cytowanej wypowiedzi.

            Andrzej
            • wild buhehehehe 25.01.03, 19:28
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > Skąd u Ciebie takie komunalne ciągoty?

              wiec czym jest "państwo"? smile


              > Możesz pisać coś od siebie , a nie cytować swoich ulubieńców?

              kiedy?

              > Przynajmniej dodaj swój komentarz do cytowanej wypowiedzi.

              tak Ci sie chce?


              > Andrzej

              znowu skradłes cudzą własność?
              • Gość: AndrzejG Re: buhehehehe IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.01.03, 19:30
                Zadałem Ci pytanie.Czy uznajesz własność ziemi.
                I co?Uciekasz z odpowiedzią?

                Andrzej
                • wild buhehehehe 25.01.03, 19:35
                  Zadałem Ci pytanie.Czy panstwo to komuna?
                  I co?Uciekasz z odpowiedzią?

                  wild


                  PS. zaraz napiszesz ze Ziemia jest Twoją własnością i pózniej bedziesz
                  wychodził z błedu logicznego "panstwo" bo to Twój problem jak postawic płot?




            • wild poprawka "biznesmen" chce monopolu na ulicy... 25.01.03, 19:30
              czym?

              może bejzblem? :]
              • Gość: AndrzejG Re: poprawka 'biznesmen' chce monopolu na ulicy.. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.01.03, 19:36
                wild napisał:

                > czym?
                >
                > może bejzblem? :]

                Każdy normalnie rozwijający się biznes chce ogarniać coraz większe
                obszary rynku i pragnie monopolu.Taki on juz chciwy.
                Każdy normalny biznes zwalcza konkurencję - to normalne.
                Istotne aby ten rozwój i zwalczanie działy się z poszanowaniem prawa.

                A Ty jak zadziałasz?Bejzbolem?

                Andrzej
                • wild i kazdy konsument ma gdzies problemy biznesmenów. 25.01.03, 19:41
                  Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                  > Każdy normalnie

                  to taki co ma monopol na wykonanie danej usługi?



                  rozwijający się biznes chce ogarniać coraz większe
                  > obszary rynku i pragnie monopolu.Taki on juz chciwy.

                  wybieram jogurt taki jaki ja chce...


                  > Każdy normalny biznes zwalcza konkurencję - to normalne.

                  ten bardziej normalny liczy na "panstwo" w blokowaniu innych metodą przemocy
                  fizycznej



                  > Istotne aby ten rozwój i zwalczanie działy się z poszanowaniem prawa.

                  ci dobzi lubią przemoc i politykę...


                  > A Ty jak zadziałasz?Bejzbolem?
                  >
                  > Andrzej


                  A Ty jak działasz? liczysz na limit koncesji ( bejzbol )?


                  • Gość: AndrzejG Re: i kazdy konsument ma gdzies problemy biznesme IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 00:26
                    wild napisał:

                    > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
                    >
                    > > Każdy normalnie rozwijający się biznes chce ogarniać coraz większe
                    > > obszary rynku i pragnie monopolu.Taki on juz chciwy.
                    >
                    > wybieram jogurt taki jaki ja chce...

                    I cóż to zmienia?Każdy biznes walczy o klienta jakoscią i ceną
                    tego jogurtu.Przeciez to jest normalne ,że chodzi o zwiekszanie obrotów.


                    >
                    >
                    > > Każdy normalny biznes zwalcza konkurencję - to normalne.
                    >
                    > ten bardziej normalny liczy na "panstwo" w blokowaniu innych metodą przemocy
                    > fizycznej
                    >

                    Jeśli piszesz o koncesjach ,to jest u nas zdecydowanie zbyt duża ingerencja
                    państwa w rynek.Jezeli masz na mysli patenty , to każdy wynalazca może
                    walczyć o swoje prawo do osiągnięcia korzyści z tego wynalazkuPrzecież
                    nikt nie zmusza biznesmena , aby wykorzystywał patent tego wynalazcy.
                    Wiesz dlaczeo wykorzystuje?Bo sam nie jest w stanie tego wymyslić,
                    a widzi w tym szanse zarobku.



                    >
                    > > Istotne aby ten rozwój i zwalczanie działy się z poszanowaniem prawa.
                    >
                    > ci dobzi lubią przemoc i politykę...

                    A kiedy człowiek obywał sie bez przemocy?
                    Postawisz płot wokół swojej posesji i martwisz się sam o jej nienaruszalność.
                    Czym? bejzbolem?Tabliczką 'uwaga zły pies!' lub nim samym?
                    Ty?Taki przeciwnik uzywania bejzbola?


                    >
                    >
                    > > A Ty jak zadziałasz?Bejzbolem?
                    > >
                    >
                    > A Ty jak działasz? liczysz na limit koncesji ( bejzbol )?
                    >
                    Nie wildziu.Działam na rynku bez limitów i koncesji, bez bejzbola.
                    Przebijam konkurencje ceną i jakoscia oraz przebojowoscią.
                    A Ty?Uznajesz tylko bejzbol?Jak nie będzie państwa i jego praw,
                    to tylko takie metody pozostaną, mój ty obrońco ludzkości.




                    Andrzej


                    Mam prosbę.Jak już tniesz moje wypowiedzi to rób to z głową.
                    • wild problem biznesmena problemem klienta cd.? 26.01.03, 01:46
                      Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                      > I cóż to zmienia?Każdy biznes walczy o klienta jakoscią i ceną
                      > tego jogurtu.Przeciez to jest normalne ,że chodzi o zwiekszanie obrotów.

                      i...?

                      > Jeśli piszesz o koncesjach ,to jest u nas zdecydowanie zbyt duża ingerencja
                      > państwa w rynek.Jezeli masz na mysli patenty , to każdy wynalazca może
                      > walczyć o swoje prawo do osiągnięcia korzyści z tego wynalazkuPrzecież
                      > nikt nie zmusza biznesmena , aby wykorzystywał patent tego wynalazcy.
                      > Wiesz dlaczeo wykorzystuje?Bo sam nie jest w stanie tego wymyslić,
                      > a widzi w tym szanse zarobku.

                      np. "patent" ogień?



                      > A kiedy człowiek obywał sie bez przemocy?

                      i...?


                      > Postawisz płot wokół swojej posesji i martwisz się sam o jej nienaruszalność.
                      > Czym? bejzbolem?Tabliczką 'uwaga zły pies!' lub nim samym?
                      > Ty?Taki przeciwnik uzywania bejzbola?

                      jestem za posiadaniem broni... ( ale nie chce płacić na czyjes problemy )



                      > Nie wildziu.Działam na rynku bez limitów i koncesji, bez bejzbola.

                      co robisz nic mnie nie obchodzi...


                      > Przebijam konkurencje ceną i jakoscia oraz przebojowoscią.

                      i...?

                      > A Ty?Uznajesz tylko bejzbol?

                      chodzi o przymus?


                      >Jak nie będzie państwa i jego praw,

                      odpowiedz?

                      > to tylko takie metody pozostaną, mój ty obrońco ludzkości.

                      Andrzejku chcesz coś chcesz mi sprzedac? jak tak to co i po ile?

                      > Andrzej


                      > Mam prosbę.Jak już tniesz moje wypowiedzi to rób to z głową.

                      podaj przykład abym wiedział o czym piszesz bo nie wiem...
                    • wild pytanie 26.01.03, 01:54
                      co chcesz ode mnie?smile
                    • wild i... 26.01.03, 02:10
                      ja nieneguje twojego prawa do uszczesliwiania siebie smile jezeli uwazasz ze
                      jakies usługi panstwa są ci potrzebne - płać ale zmuszanie innych do tego
                      samego bede traktował jako napad...

                      gdy zrozumiesz ze ja niepotrzebuje np. urzedu patentowego itp to nie musze
                      płacic na cos czego nie wynajmuje to samo z urzedem stanu takiego i owego to
                      samo z Menem i Zdrowiem...

                      moze Tobie to bedzie ciezko zrozumiec ale to ja nieche byc uszczesliwiany na
                      siłe ...
                      • Gość: AndrzejG Robinsonie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 11:17
                        wild napisał:

                        >
                        > moze Tobie to bedzie ciezko zrozumiec ale to ja nieche byc uszczesliwiany na
                        > siłe ...

                        Rozumiem Twój sprzeciw wobec zmuszania Ciebie wobec czegokolwiek.
                        Taka postawa , pełnej samodzielniości ,jest do zrealizowania na
                        bezludnej wyspie i do tego musiałbyś być sam , bo inaczej musiałbys
                        wprowadzić jakiś zasady postępowania , a to tylko po to aby przezyć.
                        Zresztą będąc samemu też postępowałbyś według sprawdzonych stereotypów,
                        jednak te byłyby tylko dla Twojego szczęścia , więc nie ma sprawy.
                        Co zrobisz jednak z drugim mieszkańcem tej wyspy , który nie zechce
                        przestrzegać Twoich uszczęśliwiających zasad?

                        Andrzej

                        P.S.
                        Pytałes co ja chcę od Ciebie-no właśnie.
                        Co Ty chcesz ode mnie, w końcu założyłeś wątek z mim nickiem?
                        • wild Robinson 26.01.03, 11:45
                          Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                          > Rozumiem Twój sprzeciw wobec zmuszania Ciebie wobec czegokolwiek.

                          Zdefiniuj wolność. Zdefiniuj niewolnictwo.

                          > Taka postawa , pełnej samodzielniości ,jest do zrealizowania na
                          > bezludnej wyspie i do tego musiałbyś być sam , bo inaczej musiałbys
                          > wprowadzić jakiś zasady postępowania , a to tylko po to aby przezyć.

                          tu mam taką bajeczke:

                          Robinson spotyka pod mostem zebraka - mówi do niego - czy chcesz zostac
                          prezesem mojej firmy? On czemu nie! i zostaje... Robinson jedzie na wies i
                          zachodzi do chatki jakiegoś wiesniaka - i mówi - chcesz być dyrekorem mojej
                          firmy? On - czemu nie -

                          Robinson buduje hipermarket i sprzedaje towary bez cła i podatku ( nie
                          potrzebuje usług panstwa ) sprowadzane statkmi z taiwanu okoiczni ludzie
                          odwiedzają wiesniaka na codzienne urodziny...

                          co byś zrobił dla Robinsona?




                          > Zresztą będąc samemu też postępowałbyś według sprawdzonych stereotypów,
                          > jednak te byłyby tylko dla Twojego szczęścia , więc nie ma sprawy.
                          > Co zrobisz jednak z drugim mieszkańcem tej wyspy , który nie zechce
                          > przestrzegać Twoich uszczęśliwiających zasad?

                          to ja bym zrobił tobie...


                          > Andrzej
                          >
                          > P.S.


                          > Pytałes co ja chcę od Ciebie-no właśnie.

                          moich pieniedzy?

                          > Co Ty chcesz ode mnie, w końcu założyłeś wątek z mim nickiem?

                          masz cos do sprzedania?
                        • wild Robinson vs Matrix?:)) 26.01.03, 11:59
                          {39744}{39860}Matrix.
                          {39864}{39984}Chcesz wiedzieć czym on jest?
                          {40008}{40100}Matrix jest wszędzie. Otacza nas.
                          {40104}{40172}Nawet teraz w tym pokoju.
                          {40176}{40244}Widzisz go kiedy wyglądasz przez okno,
                          {40248}{40316}oglądasz telewizję.
                          {40320}{40388}Czujesz go gdy idziesz do pracy,
                          {40392}{40508}kościoła, płacisz podatki.
                          {40512}{40580}To świat, który wciśnięto ci w oczy,
                          {40584}{40676}aby oślepić przed prawdą.
                          {40680}{40800}Jaką prawdą?
                          {40824}{40916}Taką, że jesteś niewolnikiem Neo, jak każdy inny,

                          {81576}{81668}Matrix to system, który jest naszym wrogiem.
                          {81672}{81740}Gdy jesteś w nim, widzisz biznesmenów, nauczycieli,
                          {81744}{81864}...prawników, umysły ludzi, których chcemy uratować.
                          {81912}{81980}Ale póki co, ci ludzie są nadal częścią systemu,
                          {81984}{82052}co czyni ich naszymi wrogami.
                          {82056}{82124}Musisz zrozumieć, że większość z tych ludzi...
                          {82128}{82196}...nie jest gotowa na odłączenie, bo wielu...
                          {82200}{82268}...z nich uzależniło sie od tego systemu i...
                          {82272}{82340}... będą go przed nami chronić.
    • wild "status quo"=kapitalizm? kto krytykuje ten komuch? 25.01.03, 20:14
      Przyjrzyjmy się bliżej związkowi narodowego socjalizmu z biznesem.

      Były trzy typy biznesmenów popierających partię nazistowską: (1) wielcy
      biznesmeni zaangażowani w interesy całkowicie zależne od państwa, jak
      bankowość, (2) wielcy biznesmeni z olbrzymich korporacji popieranych,
      subsydiowanych lub zakładanych, najczęściej w drugiej połowie XIX wieku, przez
      państwo i (3) wielu drobnych biznesmenów działających na tym, co pozostało z
      rynku.

      Wracając do dwóch pierwszych typów biznesmenów popierających Hitlera, jest
      jasne dla każdego wolnościowca, czego oni spodziewali się po nazistowskim
      rządzie. W latach dwudziestych finansowali oni umiarkowane liberalne,
      konserwatywne, a nawet socjalistyczne partie i ich formuły rozwiązywania
      gospodarczego i politycznego kryzysu. Z punktu widzenia tych biznesmenów
      rozwiązywanie problemów oznaczało zabezpieczanie lub powiększanie ich
      ekonomicznych zysków środkami politycznymi i jednocześnie utrzymywanie w
      spokoju zubożonych mas. Umiarkowane demokratyczne partie nie potrafiły osiągnąć
      tego celu. Po wielkim sukcesie partii nazistowskiej w wyborach w 1930 roku,
      zupełnie niespodziewanym dla wszystkich obserwatorów, liderzy monopolistycznego
      biznesu stali się faszystowscy. Mieli oni dwa cele: po pierwsze,
      próbowali "oswoić" antywłaścicielską mentalność lewicowych nazistów, bojąc się,
      że jeśli obejmą oni władzę, to nastąpi nacjonalizacja najważniejszych
      przemysłów; po drugie, mieli nadzieję, że oswojona partia nazistowska zdobywszy
      władzę nie będzie wahała się użyć instrumentów państwa do rozwiązania kryzysu
      po ich myśli. Ale nawet marksiści muszą przyznać, że poparcie wielkiego biznesu
      dla Hitlera nie stworzyło pierwotnego sukcesu partii, ale było jego
      następstwem, pomagając tym samym tej partii zdobyć ostatecznie władzę.

      Poparcie drobnego biznesu, właścicieli sklepów, spółek, rzemieślników, chłopów
      itd. w dużym stopniu przyczyniło się do pierwotnego sukcesu partii
      nazistowskiej. Szacuje się, że ludzie posiadający niewielki majątek stanowili w
      latach dwudziestych i trzydziestych 15% niemieckiej populacji, ale ponad 30%
      członków partii nazistowskiej i ludzi głosujących na tę partię przed 1933 r.
      Jak wiemy z ekonomicznej teorii libertarianizmu, klasa niezależnych drobnych
      biznesmenów srogo cierpi od braku wolności na rynku manipulowanym przez
      państwo, tzn. przez inflację, nadmierne podatki, regulacje i nieuczciwą
      konkurencję tworzonego przez państwo wielkiego biznesu. W normalnych warunkach
      ludzie ci albo są apolityczni, będąc zaabsorbowanymi przez swe codzienne
      sprawy, albo głosują na umiarkowane konserwatywno-liberalne partie obiecujące
      zostawić ich w spokoju. Podczas kryzysu lat dwudziestych i wczesnych
      trzydziestych klasa drobnych właścicieli zwróciła się nie ku ideałom wolnego
      rynku, ale ku faszyzmowi. Porzucili oni związek między prawami własności a
      wolnym rynkiem, jak na długo przedtem zrobił to wielki biznes. Zwrócili się oni
      ku czemuś, co marksistowski historyk Gabriel Kolko nazywa "politycznym
      kapitalizmem", a co według mnie powinno być nazywane "socjalizmem właścicieli".
      Decydującą ekonomiczną różnicą między komunizmem a faszyzmem jest to, że
      komunizm dąży do tego, by całą własność zsocjalizować, natomiast faszyzm
      powierzchownie obstaje przy obronie praw własności. Domaga się jednak silnego
      rządu, który regulowałby rynek w rzekomym ogólnym interesie. Regulacje te w
      teorii faszystowskiej powinny być następstwem zasady chronienia obecnych
      właścicieli przed zmianami na rynku, które to zmiany są rzekomo zamierzonymi
      rezultatami nieuczciwej konkurencji ze strony niekontrolowanego wielkiego
      biznesu.

      Przeciętny drobny biznesmen z lat dwudziestych utożsamiał ekonomiczną koncepcję
      wolnego rynku i kapitalizmu ze status quo. Z wolnościowego punktu widzenia
      utożsamienie to jest błędne, ale ponieważ wszystkie partie zainteresowane w
      status quo nazywały się "liberałami", obrońcami "rynku" i "kapitalizmu", można
      zrozumieć, że apolityczny, nie szkolony w ekonomicznej teorii biznesmen nie był
      w stanie dojrzeć różnicy pomiędzy kapitalizmem a gospodarką mieszaną. Dlatego
      myślał on o rynku jako o niepowodzeniu. Oczywiście nie podobało mu się
      rozwiązanie komunistyczne, bo chciał zachować swój majątek. Alternatywą był
      faszyzm, obiecujący znieść rynek, a utrzymać prawa własności.

      Stefan Blankertz
      • Gość: Janusz Re: 'status quo'=kapitalizm? kto krytykuje ten ko IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 12:06
        Andrzeju!
        Jesli chcesz zrozumieć Wilda (a zapewniam, że jest to karkołomne wyzwanie)
        to powinieneś zadać sobie trud przeczytania, przyswojenia i zaakceptowania
        treści zawartuch pod n/w linkami. Miłej lekturysmile
        hilda.thevalkyrie.com/~jaceks6/anarchia.htm
        nastepny:
        hilda.thevalkyrie.com/~jaceks6/noniso/mac.htm
        nastepny:
        www.extremum.republika.pl/liberator/liberator_008.html
        i wiele , wiele innych, które uzyskasz po wpisaniu do wyszukiwarki nazwiska
        bożka libertarianizmu Stefana Blankertza.

        Pozdrawiam

        Janusz
        • wild o to moze to jeszcze?:) 26.01.03, 12:19
          www.libertarianizm.pl/index.html
          www.libertaryzm.prv.pl/
          www.ilk.lublin.pl/frazesy/fraz00.htm
          sierp.tc.pl/wlodek/library.htm
          www.kapitalizm.republika.pl/
          www.lewrockwell.com/
          www.mises.org/default.asp

        • wild Janusz a co Ty zaproponujesz do lektury?:) moze to 26.01.03, 12:21
          www.marx2mao.org/Stalin/AS07.html#as
          • d_nutka Re: Janusz a co Ty zaproponujesz do lektury?:) mo 26.01.03, 12:26
            a mogę pozostać przy opowiadaniach tylko wida?
            polubiłam już tego młodego Jonatana i jego towarzystwo.
            • Gość: AndrzejG To już zależy od Ciebie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 17:28
              d_nutka napisała:

              > a mogę pozostać przy opowiadaniach tylko wida?
              > polubiłam już tego młodego Jonatana i jego towarzystwo.

              Nikt tu nie udziela koncesji , ani patentów .

              A.
          • wild cięzko pojąć nawet Stalinowi co to laissez faire 26.01.03, 12:27
            laissez faire, laissez passer widok strony
            znajdź podobne
            pokaż powiązane


            laissez faire, laissez passer! [lese fer lese pase] (fr.) dajcie nam swobodę
            działania i ruchu!, tj. wolność zarobkowania i handlu; hasło fizjokratów,
            wyrażające podstawową zasadę liberalizmu gospodarczego.

            wiem.onet.pl/wiem/017400.html
            prawda Janusz?smile albo laissez faire albo Stalin
            • Gość: Janusz Re: cięzko pojąć nawet Stalinowi co to laissez fa IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 14:57
              wild napisał:

              > laissez faire, laissez passer widok strony
              > znajdź podobne
              > pokaż powiązane
              >
              >
              > laissez faire, laissez passer! [lese fer lese pase] (fr.) dajcie nam swobodę
              > działania i ruchu!, tj. wolność zarobkowania i handlu; hasło fizjokratów,
              > wyrażające podstawową zasadę liberalizmu gospodarczego.
              >
              > <a
              href="http://wiem.onet.pl/wiem/017400.html"target="_blank">wiem.onet.pl/wiem
              > /017400.html</a>
              > prawda Janusz?smile albo laissez faire albo Stalin
              ===================
              Stalinowi ciężko pojąć z prostej przyczyny - nie żyje.
              Tobie Wildziu nie pomogę - nie jestem lekarzem.
              Interesuje Ciebie żeglarstwo? - mogę podrzucić kilka linkówsmile

              PS. Rozumiem Twoją fascynację libertarianizmem, lecz obawiam się, że nie jestem
              w stanie tego podzielać z Tobą.
              Prowokacja jako metoda wzbudzenia zainteresowania? Chetnie czasem stosuję, choć
              to takie stalinowskie...
              • wild żeglarstwo - libertarianska swoboda podróżowania? 26.01.03, 15:08
                Gość portalu: Janusz napisał(a):

                > Stalinowi ciężko pojąć z prostej przyczyny - nie żyje.

                a ja mam wrażenie że jest nieśmiertelny... :]

                > Tobie Wildziu nie pomogę - nie jestem lekarzem.

                to dobrze!

                > Interesuje Ciebie żeglarstwo? - mogę podrzucić kilka linkówsmile

                pewnieeee! zawsze interesuje mnie swoboda przemieszczania sie bez koncesji
                rządowej smile to takie libertarianskie nie?

                podaj linki do map wód exterytorialnych kupuje statek i bede morskim Han Solo...


                smile

                • Gość: AndrzejG wow.Wildziu! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 16:39
                  wild napisał:

                  >
                  > pewnieeee! zawsze interesuje mnie swoboda przemieszczania sie bez koncesji
                  > rządowej smile to takie libertarianskie nie?
                  >
                  > podaj linki do map wód exterytorialnych kupuje statek i bede morskim Han
                  > Solo..
                  > .
                  >
                  >
                  > smile
                  >

                  To ty uznajesz wody terytorialne ,że chcesz tylko po tych ex- podrózować?

                  A.
                  • wild wow.Andrzejku! 26.01.03, 17:03
                    Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                    > wild napisał:
                    >
                    > >
                    > > pewnieeee! zawsze interesuje mnie swoboda przemieszczania sie bez koncesji
                    >
                    > > rządowej smile to takie libertarianskie nie?
                    > >
                    > > podaj linki do map wód exterytorialnych kupuje statek i bede morskim Han
                    > > Solo..
                    > > .
                    > >
                    > >
                    > > smile
                    > >
                    >
                    > To ty uznajesz wody terytorialne ,że chcesz tylko po tych ex- podrózować?
                    >
                    > A.

                    a Ty co uznajesz?

                    w.
                    • Gość: AndrzejG Re: wow.Andrzejku! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 17:26
                      wild napisał:

                      > > >
                      > >
                      > > To ty uznajesz wody terytorialne ,że chcesz tylko po tych ex- podrózować?
                      > >
                      > > A.
                      >
                      > a Ty co uznajesz?
                      >
                      > w.

                      To jest nieważne co ja uznaję.Istotne jest ,że taki bojownik o wolność
                      jak Ty wildziu,uznaje wody terytorialne.To jak jest?
                      Na ile procent jesteś tym wojownikiem?

                      A.
                      • wild to koniec wojowników... 26.01.03, 19:02
                        www.libertarianizm.pl/warriors.html
              • wild co też może łączyć Stalina Mao i Janusza?poglądy? 26.01.03, 15:25
                że...

                W czasach Rewolucji Kulturalnej w Chinach (1966-76) uważano, że wszystkie
                choroby psychiczne biorą się z niewłaściwych poglądów politycznych. Dziś już
                się tak nie myśli?



                Gość portalu: Janusz napisał(a):

                > Stalinowi ciężko pojąć z prostej przyczyny - nie żyje

                nieżyje - a co z jego zdolnymi uczniami?

                > Tobie Wildziu nie pomogę - nie jestem lekarzem.


                ---------------------------------------------------------------------------
                Chiny: przeciwnicy władz więzieni w szpitalach psychiatrycznych...

                wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=971121&dzial=010201
                Chiny wykorzystują psychiatrię do walki z dysydentami

                rps (12-08-2002 17:53)

                W Chinach przeciwnicy komunistycznych władz wciąż są zamykani w szpitalach
                psychiatrycznych - alarmują obrońcy praw człowieka
                W Jokohamie rozpoczyna się właśnie kongres Światowego Towarzystwa
                Psychiatrycznego (WPA). Z tej okazji Human Rights Watch i fundacja Genewska
                Inicjatywa Psychiatryczna opublikowały we wtorek raport pt. "Niebezpieczne
                umysły". Autorzy wzywają w nim Pekin do zaprzestania praktyki
                zamykania "nieprawomyślnych" w szpitalach psychiatrycznych i uwolnienia
                wszystkich przetrzymywanych tam z powodów politycznych.

                Raport porównuje sytuację w Chinach do praktyk w dawnym ZSRR. Powszechne
                zamykanie dysydentów w tzw. psychuszkach spowodowało w latach 1983-89
                wykluczenie Moskwy z WPA.

                W czasach Rewolucji Kulturalnej w Chinach (1966-76) uważano, że wszystkie
                choroby psychiczne biorą się z niewłaściwych poglądów politycznych. Dziś już
                się tak myśli, ale wciąż na oddziałach psychiatrycznych więzieni są
                członkowie zakazanego ruchu religijnego Falun Gong czy niezależni liderzy
                związkowi.

                Działacza politycznego Wang Wangxinga aresztowano po raz pierwszy w latach
                70. Po raz drugi w 1992 r. - z wystawioną przez policyjnego psychiatrę
                diagnozą psychozy paranoidalnej trafił wówczas na oddział dla nienormalnych
                kryminalistów. Zwolniono go w roku 1999, ale na krótko, bo Wang zaczął
                rozmawiać o swoim uwięzieniu z dziennikarzami. Obecnie jest leczony
                na "polityczną monomanię".

                Rozmiary zjawiska nie są znane. Raport cytuje oficjalne źródła, z których
                wynika, że w latach 80. 15 proc. pacjentów klinik dla umysłowo chorych
                kryminalistów trafiało tam za przestępstwa polityczne. Autorzy wezwali WPA i
                Specjalnego Sprawozdawcę ONZ na temat Tortur i Niewłaściwego Traktowania do
                zajęcia się nadużyciami psychiatrii w Chinach.
                -----------------------------------------------------------------------------
                • Gość: Janusz Jakaż wielka poprawa... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 15:54
                  Zauważ Wildziu, ze w czasach Stalina (postaci, którą tutaj sam przywołałeś)
                  niepoprawnie myslacy dostawali kilka gramów ołowiu w potylicę (to tylko ci na
                  których nie szkoda było kuli) lub (reszta) wyjazd do gułagowych "kurortów",
                  gdzie "leczono" pacjentów cholernie niskokaloryczna dietą każąc jednocześnie
                  ciężko pracować. Dopiero w czasach Chruszczowa wpadli na "genialną myśl", że
                  przecież ktoś, komu nie podoba sie "władza ludu" nie moze być normalny i jako
                  taki podlegał "leczeniu" w szpitalu.
                  Popatrz jak "poprawiło" się w Chinach. Również zamiast rozstrzeliwań -
                  "leczenie".

                  Natomiast w Polsce prawie pełna wolność w głoszeniu poglądów. Dlatego możesz
                  Wild napisać tu co chcesz. Ba, możesz mi nawet przypisać sympatię do Stalina i
                  komunizmu. Taka jest wolność.

                  Tymczasem w ramach przysługującej mi wolności, pozwolisz, że nie bedę odpisywał
                  na Twoje próby imputowania mi poglądów, które moimi nie są.
                  Wolno mi. Prawda?
                  • wild Re: Jakaż wielka poprawa... 26.01.03, 16:01
                    W czasach Rewolucji Kulturalnej w Chinach (1966-76) uważano, że wszystkie
                    choroby psychiczne biorą się z niewłaściwych poglądów politycznych. Dziś już
                    się tak nie myśli?

                    gdzie te linki żeglarskie?smile
                  • wild film o dobroci Stalina ( lubił filmy ) 26.01.03, 16:15
                    przychodzi Januszek Mrozow do Stalina...

                    Januszek Morozow: daaj cukierkaa!

                    Stalin: spierdajal! wczoraj dałem...

                    Morał tej pouczającej historii:

                    "A mógł zabić..."


                    Kaniec Filmaa


                    Nu! Pagadi! smile
                    • Gość: Janusz Jako obiecałem.... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 16:22
                      www.zagle.pl/katalog_wyswietl.php?KATEGORIA=2&REK=15
                      • Gość: AndrzejG Jednak wild chce zostyaś Robinsonem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.01.03, 16:43
                        bo ten świat nijak do niego nie pasuje.
                        Wildziu .Jak zdobedziesz ten statek.Masz kasę?
                        Może potrzebujesz sponsora?

                        A.
                        • wild nie wiem co na to ... Piętaszka! ;) 26.01.03, 16:58
                          Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                          > bo ten świat nijak do niego nie pasuje.
                          > Wildziu .Jak zdobedziesz ten statek.Masz kasę?
                          > Może potrzebujesz sponsora?

                          > A.

                          Dżabba zadzwonił że dobrze by było abyć dał liste potrzebnych towarów!

                          han solo.w

                          [Robinson Tourists]

                      • wild Jako obiecałem.... 26.01.03, 16:45
                        Żeglarstwo jest sarmackie?wink

                        www.reaktor.org.pl/reaktor/artykuly/20.04%20-%20zeglarstwo%20jest%20sarmackie.html

                        sierp.tc.pl/mitzof.htm
                        sierp.tc.pl/jonxxii.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka