Dodaj do ulubionych

PARADA OSZUSTÓW

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.02.03, 01:32
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20030201&id=dd11.txt
Działalnością kryminalną" nazwał swego czasu Guenter Verheugen mamienie nas
obietnicami, jak to będzie dobrze w Polsce po wstąpieniu do Unii.
Działalności kryminalnej zaś, jak wiadomo, dopuszczają się kryminaliści.
Pasowałoby to nawet do ujawnionych właśnie "rozbieżności" między tym, co
ustalono w Kopenhadze, a tym, co znajdzie się w traktacie akcesyjnym. Pani
Danuta Huebner nie na próżno się przejęzyczyła przed wyjazdem na kopenhaski
szczyt UE, że "wrócimy na tarczy". Co w sercu, to i na języku. O intuicji
kobiecej nie mówiąc. Okazuje się bowiem, że nasi okupanci sprzedali nas na
jeszcze gorszych warunkach aniżeli można się było spodziewać w grudniu
po "zakończeniu negocjacji", którego to końca nie było, bo nie mogło być
końca czegoś, czego też nie było, czyli negocjacji. Jak w dowcipie o Radiu
Erewan i rowerach na placu Czerwonym.
To, co się nazywa negocjacjami, sprowadza się w istocie do akceptowania przez
stronę polską unijnych żądań. Koniec negocjacji w Kopenhadze miał być
największym sukcesem koalicji SLD - UP - PSL. Porównywanym do przyjęcia
chrztu przez Polskę i do sukcesu Dmowskiego na konferencji pokojowej w
Wersalu, porównywanym przez tych - żeby było weselej - którzy przeciwnikom
przystąpienia Polski do UE wytykają oszołomstwo.
Po Kopenhadze premier Miller chwalił się, że wszystkie postulaty strony
polskiej Unia spełniła, podczas gdy faktycznie na żaden nie przystała. I nie
przystanie. W tym tygodniu "Wyborcza", której nikt o antyeuropejskie
szkodnictwo nie podejrzewa, cytowała wypowiedź rzecznika Komisji
Europejskiej: "Nie ma mowy o zmianie choćby przecinka w tekstach z
Kopenhagi". Z czego by wynikała przy okazji i taka ciekawostka, że coś tam
jednak spisali w Kopenhadze, tylko nie chcą pokazać. Jeśli zaś spisali, to
premier Miller, Danuta Huebner, Józef Oleksy wiedzą co. Pewnie to samo mniej
więcej, co znajdzie się w traktacie akcesyjnym, który to już na etapie
redagowania wygląda na koszmarny sen eurosceptyka.
Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Rząd koalicji SLD - UP - PSL nie
poinformował, np. społeczeństwa, że składkę, jaką miałaby wpłacać do unijnego
budżetu Polska, zwiększono o 52 mln euro, że wynegocjowane kwoty mleczne mogą
być zmniejszone, ani że obcokrajowcy będą mogli dzierżawić w Polsce ziemię na
podstawie ustnej umowy zawartej w kraju macierzystym. Rolnikom rząd premiera
Millera naobiecywał, że unijne pieniądze będą im wypłacane według
uproszczonej procedury, czyli nie od produkcji, ale od ilości posiadanych
hektarów w wysokości 55 procent. Tymczasem w trakcie ustalania treści
traktatu akcesyjnego wyszło na to, że gros polskich chłopów otrzyma czwartą
część tego, co rolnicy z Piętnastki. Przedstawiciele UE utrzymują, że od
początku w stanowiskach negocjacyjnych Unii dopuszczano wypłatę dodatkowego
wsparcia bezpośredniego tylko tym polskim rolnikom, którzy produkują towary
dotowane w Unii (m.in. zboża, bydło, owce). Strona polska twierdzi inaczej,
że wynegocjowała system dopłat dla wszystkich niezależny od rodzaju
produkcji.
Ktoś tu kłamie? Nikt, a nikt. To tylko jak z poezją - kwestia interpretacji,
co poeta chciał powiedzieć. Tak uważa główny negocjator Jan Truszczyński. Ma
wrażenie, że "nie wszyscy rozumiemy w taki sam sposób to, co zostało
wynegocjowane w Kopenhadze i przed Kopenhagą". Coś w tym jest, bo w radiowej
Trójce minister ds. europejskich Danuta Huebner wyjaśniała, iż w Kopenhadze
strona polska zrozumiała, że polscy rolnicy dostaną 55 proc. dopłat
bezpośrednich do hektara, a nie do produkcji i że "rozumienie polskiego rządu
jest nadal takie samo". Najciemniej pod latarnią, bo jeszcze mniej rozumie
Józef Oleksy, przewodniczący sejmowej Komisji Europejskiej. Twierdzi
mianowicie, że niedopatrzenia między ustaleniami z Kopenhagi a traktatem
akcesyjnym wynikają "nie wiadomo z czyjej strony". Wie za to na pewno, było
nie było, szef Komisji Europejskiej, że "nikt nikogo nie oszukał", tzn. ani
Unia nie kiwa Polski, ani rząd społeczeństwa.
Premier Miller na wypadek podejrzeń, że ktoś jednak oszukał, mówił w czwartek
w telewizorze, że system, który "stworzył się na naszych oczach w Kopenhadze,
powinien funkcjonować tak jak nam proponowano wcześniej - na zasadzie systemu
uproszczonego". Tak miał napisać w liście do Verheugena. W obronie interesów
polskiej wsi. Czy napisał i czy stworzył się taki system, nie wiadomo.
Prawdziwego premiera poznaje się po tym, jak kończy, nie jak zaczyna, żeby
więc Guenter Verheugen nie posądził Leszka Millera na koniec kariery o
działalność kryminalną. Lepiej wstrzymać się czasem od efektownych bon motów
� la: "problem z dopłatami wynika z sukcesu w Kopenhadze". Nie dlatego, że
nielogiczne (problem z sukcesu), ale co za dużo, to niezdrowo, nawet dla
socjalistycznych komisarzy.
Bo logiczne to wbrew pozorom jest. "Propozycja Unii nie jest bez sensu,
system mieszany ma swoją logikę" - chwycił w lot Józef Oleksy. Jasne, jeśli
nasi rolnicy dostaliby rzeczywiście dopłaty wysokości 25 procent tego, co
mają rolnicy w UE - większość polskich gospodarstw zbankrutuje. Unia wtedy
rozwinie na polskim rynku skrzydła jako importer żywności, a pani Danuta
Huebner na ten przykład zostanie w nagrodę eurounijną komisarz. Cała ich
logika. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, o co
Obserwuj wątek
    • nurni ignorciu wymowienie dostales________________nt 03.02.03, 01:34
      • Gość: +++IGNORANT Nurni zrób wreszcie coś samodzielnego! NTX IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.02.03, 01:37

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka