Kiedyś na studiach miałem koleżankę. Lubiliśmy się, ale - nic z "tych rzeczy"
nie było. Potem nie widzieliśmy się przez równe 20 lat - mieszkaliśmy daleko
od siebie. Spotkaliśmy się jako "żonaci, dzieciaci" i dopiero wtedy
zrozumiałem, że OBOJE chodziliśmy wokół siebie jak pies wokół jeża, a żadne
nie umiało zrobić pierwszego kroku. Teraz zachowaliśmy kontakt, ale też -
zrozumiałe - nie było "nic z tych rzeczy".
Wkrótce po tamtym spotkaniu jej matka zachorowała na raka. Moja przyjaciółka
przez kilka lat, praktycznie samotnie - mimo że obok był i mąż i brat -
walczyła o jej życie. Ja mogłem co najwyżej pisać do niej i dzwonić żeby ją
jakoś podtrzymywać na duchu. Plus jakieś dojścia przez znajomych lekarzy -
itp. A potem - pisać i dzwonić, gdy walczyła z depresją po śmierci matki.
Kiedyś napisałem w liście do Miriam jak wiele znaczy dla mnie przyjaźń z tą
kobietą. Było to w okresie lato-jesień 2001, gdy pisaliśmy do siebie
praktycznie codziennie, nie licząc SMS-ów i telefonów. Pisaliśmy o sobie dużo
i szczerze - przynajmniej ja.
W grudniu 2002 Perła zaproponował Carminie zakład: kto jest dla mnie
najbliższą osobą, bo na pewno nie żona...
A gdzie indziej napisał coś, co dowodziło, że zna nie tylko tę historię, ale
również adres mojej mamy "w S."... Skąd? NA PEWNO NIE ODE MNIE.
Wówczas, 15.12.2002 założyłem wątek "Fałszywe klejnoty...", w którym WYRAŹNIE
I JEDNOZNACZNIE oskarżyłem Perłę o nadużywanie do podłych celów swej wiedzy o
mnie - wiedzy uzyskanej z moich listów pisanych niegdyś do Miriam. Tym samym
oskarżyłem również:
albo
Perłę - o kradzież moich listów do Miriam, ze skrzynki Miriam lub z jej
Outlooka,
albo
Miriam - o dobrowolne przekazanie treści tych listów Perle.
Trzeciego rozwiązania, czyli telepatii pod uwagę nie brałem i nie biorę.
Miriam zrozumiała od razu, o czym piszę. Jej reakcją były dwa posty w
wątku "Krótko":
Krótko.
15-12-2002 12:21
Po paśmie smutnych, bardzo smutnych i najsmutniejszych doświadczeń
forumowych, przekładanych na mnie i konkretnych ludzi z tego forum, czuję
zmęczenie i dyskomfort. Że pozwoliłam się doprowadzić do tak przykrego dla
mnie stanu. Że pozoliłam się w to wciągnąć. Kiedy myślę o tym, co tu się
wydarzyło, jest mi źle. Przykro. Niesmacznie. Nie chcę. Pewnie można się
nauczyć, ale ja nie chcę tego umieć.
Salut!
Miriam
najważniejsze
15-12-2002 12:39
A najgorszą sprawą jest ta, NAJGORSZĄ dla mnie,że zostały w forumowe "to coś"
wciągnięte osoby spoza forum. Dzieci.Żony.Przyjaciele.Adresy. Zawody, Wiedza
udzielona kiedyś, mailowo, telefonicznie, w przyjaźni, w ciepłej rozmowie, a
wykorzystana została parszywie. Bez końca. Tego się już nie da cofnąć!
Ja także brałam udział, doprowadzona do ostateczności, w tych praktykach,i za
mam do siebie pretensję, i za to szczerze wszystkich przepraszam.
M.,
Później przeprosiła mnie - publicznie, w wątku "Opłatki" i prywatnie - za
wszystko. ZARZUTU NIE ZDEMENTOWAŁA.
Wczoraj wieczorem, po powrocie z "S." zacząłem przeglądać Forum. Hiacynt
zapraszał mnie do dyskusji nt. "Klatki Ezry", także prywatnie. Zaproszenie
przyjąłem, chciałem więc poznać treść wątku, choć miejsce dyskusji budziło
mój sprzeciw.
Obok tego wątku znalazłem szereg wpisów, w tym i w innych wątkach, gdzie
Perła - ale również Miriam - oskarżają Hiacynta (tak!) o nadużywanie mojego
nicka, a Perła na dodatek "rżnie głupa" twierdząc, że nie wie, dlaczego
zszedłem z Forum... że - może chałupę buduję...
OBOJE twierdzą również, że sprawy między nimi a mną zostały uregulowane i
zamknięte...
Do "chóru" dołącza Scan i inni, wypominając Hiacyntowi (tak!) nękanie mnie
przez Lustratora.
Linki, cytaty itp - na życzenie czytelnika.
Oświadczam zatem:
1. JEDYNYM powodem mojego zejścia z tego Forum jest WŁAŚNIE odraza wobec
przebywania w towarzystwie Perły - indywiduum, które potrafi sięgnąć do tak
podłych metod, jak te, które przedstawiłem. Pół roku plugawych wyzwisk
wytrzymałem, bo dotyczyły MNIE. Potem jednak sięgnął po "żarciki" brukające
godność moich przyjaciółek z Forum: Carminy i Danutki (ostatnio - 31-01-2003
o 15:20 dołożył nowy, tradycyjnie o kopulacji ze mną), potem - z premedytacją
raniący moją żonę. Potem...
Gratuluję, Borsuku i Scanie, podopiecznego. Gratuluję, Miriam, rycerza i
kochanka.
2. Wróciłem jedynie po to, by bronić Hiacynta - człowieka, którego nękano
m.in. pod pretekstem, że robi coś moim kosztem. Oświadczam więc, że DAJĘ
HIACYNTOWI PRAWO pisać o mnie kiedy chce, ile chce i co chce. WIEM, że - w
przeciwieństwie do tego, co robili wobec mnie Miriam i Perła - nie nadużyje
swej wiedzy (to oczywiście aluzja: do Miriam działającej w złości, a Perły
zawsze, także działającego na zimno), ani mojej przyjaźni (to już tylko o
Miriam).
3. Między mną a Hiacyntem jest przepaść w poglądach: od poglądu na istnienie
Boga, po pogląd na metody niesienia pokoju. Mam mu do zarzucenia szereg
spraw. Jakich? Rzecz to między nami, ale w świetle tego, co napisałem -
uważam, że Perła jest OSTATNIM Z LUDZI, którzy mają prawo wypominać mu
cokolwiek.
4. Nie życzę sobie, by używano argumentu "Lustratora nękającego tyu"
przeciwko Hiacyntowi. Dziwię się Scanowi, który - sam zaznawszy nie
udowodnionego pomówienia - stosuje te same metody wobec innych.
5. Nie jest prawdą, że sprawy między mną a Miriam i Perłą zostały wyjaśnione.
Przyjąłem przeprosiny Miriam złożone WYŁĄCZNIE w jej imieniu i związane
WYŁĄCZNIE z jej zachowaniami wobec mnie. Chęć zakończenia tych spraw
podtrzymuję. To, że teraz do nich wracam, jest spowodowane WYŁĄCZNIE
koniecznością zdementowania kłamstw.
6. Faktu, że w Wigilię, rozliczając się z Forum, przeprosiłem Perłę za MOJE
złe zachowania wobec niego nie należy traktować jako uznania "symetrii"
działań jego i moich. Przeprosiłem, bo nawet w walce z przeciwnikiem
stosującym najbrudniejsze metody nie należy uciekać się do chwytów z jego
repertuaru.
7. Przeprosin Perły nie doczekałem, przeczytałem tylko o dwóch "kopach"
danych mi na drogę, a potem, po paru godzinach - jakieś mętne tłumaczenia i
nieudolne próby obracania podłości w żart. Działania drobnego krętacza i
tchórza.
Tyle o przyczynach mojego odejścia z Forum - i o przyczynach mojego
chwilowego powrotu.
I - ostatnie, nie najmniej ważne.
Hiacyncie!
Wiem, że nie po to zapraszałeś mnie tutaj.
Wiesz, jakie miałem obiekcje wobec TEGO miejsca dyskusji. Myślę, że teraz, w
kilka dni po zaproszeniu, przyznasz mi rację: tu NIE DA SIĘ dyskutować w
skupieniu, merytorycznie... A przynajmniej: NAM nie będzie to dane. Żałuję,
że znowu nie możemy pokłócić się i "poróżnić pięknie".
Tym bardziej żałuję, że gdyby tak jeszcze, obok Ciebie, "rzucili się" na mnie
Nurni i Nostromo (których pozdrawiam)...
Pozdrawiam także Ciebie - i bądźmy w kontakcie. Temat jest zbyt ciekawy i
zbyt ważny, by go zostawić.
Aniu-Sorciere - tak, Ty!
Czytałem Twoje życzliwe słowa w moim pożegnalnym wątku - dzięki.
Może w innych warunkach, mogąc porozmawiać swobodniej, potrafilibyśmy i my
przejść tę drogę, co Hiacynt i ja, albo - Nurni i ja? Niestety - miejsca dla
siebie wciąż tu nie widzę.
Wszystkiego dobrego!
I nie kłóć się z moimi przyjaciółmi.
A przynajmniej - nie za bardzo.
tyu